Poniżej prezentujemy nasz tekst z 2010. Zobaczmy ile materiałów z szuflad Profesora już się ukazało drukiem! Mamy już oto i Sigurda, i Artura, Beowulf razem z Sellic Spell (tekst o niejakim „Beewolfie”) ukaże się w maju. I jak wiele materiałów lingwistycznych opublikowano od 2010 w Vinyar Tengwar i Parma Eldalamberon. To dobre lata dla miłośników Tolkiena! Podejrzewamy, że ożywienie wydawnicze zawdzięcza też wiele tak nielubianym przez Ch. Tolkiena ekranizacjom Petera Jacksona… Zobaczmy jednak, jak wiele tekstów wciąż czeka na publikację!
Rosyjskie forum tolkienowskie Темный лес Бретиль (‚Ciemny Las Brethil’) zaprezentowało listę tekstów J.R.R. Tolkiena, o których wiemy z nielicznych wzmianek lub książek biograficznych, a które wciąż czekają na publikację. Listę tę uzupełnił Johan „Ardamir” Olin na forum The Lord of the Rings. Fanatics Plaza. To kamyczek do ogródka dla tych, którzy dziwią się, że co kilka lat poznajemy nowe książki i nowe teksty Tolkiena… Oto lista materiałów z szuflad Tolkiena (zdjęcie przedstawia biurko Tolkiena z czasów pisania Hobbita):
«Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru (…)»
Tolkien w liście z 14 października 1959
Coś na Światowy Dzień Kota (17 lutego). Wiemy, że wielu naszych Czytelników lubi koty, więc koniecznie trzeba napisać o kocich wątkach u Profesora. Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo. U góry cytujemy list, w którym nasz autor nawiązuje do zapytania pewnej hodowczyni kotów z Cambridge, która chciała wiedzieć, czy może zarejestrować miot syjamskich kociąt pod imionami zaczerpniętymi z Władcy Pierścieni. Tolkien odpowiedział:
Moim jedynym komentarzem są słowa Puka o śmiertelnikach*. Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru, ale nie musicie tego mówić tej hodowczyni.
O jakie słowa Puka chodzi? Na pewno o te: „Śmieszni są ci śmiertelnicy” (William Szekspir, Sen nocy letniej, przeł. Stanisław Barańczak). Czy Tolkien myślał tylko o kotach syjamskich czy o kotach w ogóle? Niech na to pytanie odpowiedzą nasi Czytelnicy. W każdym razie hobbici miewali koty, o czym świadczy wzmianka w Drużynie Pierścienia, gdzie Frodo zauważa, że Bob, służący z gospody Barlimana Butterbura, powinien nauczyć swojego kota gry na skrzypcach.
Mamy też ten fantastyczny wiersz, który został włączony do zbioru Przygód Toma Bombadila (niedoceniana książka jest jedną z zaledwie czterech książek Tolkiena, które mówią o Śródziemiu, a zostały wydane za życia autora…). Załączona grafika przedstawia wiersz w angielskim oryginale.
Poniżej przedstawiamy ten wiersz w tłumaczeniu Aleksandry Jagiełowicz (jest też polski przekład Agnieszki Kreczmar z wydania Iskier). Według Tolkiena autorem wiersza o kocie był sam Samwise Gamgee (choć miała to być przeróbka ze starszego hobbickiego bestiariusza):
Tłusty kot dość ma psot.
Na macie śpi i chyba śni
O mysim mięsku, smacznym kęsku
Na śniadanko ze śmietanką.
A może śmiały, przez dzień cały
Śni inny los?
Dostojny krok i gniewny wzrok,
I groźny głos.
Gdzie jego brat, co nie zna krat,
Mieszka wśród drzew
Lub na pustyni, gdzie popłoch czyni
I chłepce krew.
Ogromny lew: żelazny szpon
I lśniące kły.
Nie zna litości więc strzeż się go,
Kiedy jest zły.
Gepard gwiaździsty, w oku ma błysk
Bestia, co rada
Na swą ofiarę z góry,
Bez szmeru spadać.
Gdzie las cienisty, uroczysty,
Daleko gdzieś
Mruczą swą pieśń,
Wolności pieśń.
Lecz tłusta kocina, zabawka jedyna
Twojego syna,
Nie zapomina.
Za życia Profesora ukazały się tylko cztery książki o Śródziemiu: Hobbit, Władca Pierścieni, zbiór wierszy Przygody Toma Bombadila oraz Droga biegnie dalej wciąż (1967-1968). Ta ostatnia jest praktycznie nieznana w Polsce, a przecież wznawia się ją w świecie anglojęzycznym (wydawana jest teraz z płytą CD, na której znajdują się utwory Tolkiena śpiewane przez Donalda Swanna – kompozycje, które bardzo lubił Profesor Tolkien. To jedyne kompozycje muzyczne ze Śródziemia, które Profesor autoryzował!). Ja sam posiadam wydanie HarperaCollinsa z 2002 r. z tą właśnie płytą. Co ciekawe, książka została przetłumaczona na potrzeby Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki lata temu i wydano już drukiem jej fragmenty w wydawnictwach klubowych Parmadilich (tłum. Ryszard Derdziński). Elendilion posiada to tłumaczenie i chętnie zaproponuje je zainteresowanemu Wydawcy.
The Road Goes Ever On (bo tak książka zatytułowana jest po angielsku) to cykl pieśni z zapisem nutowym, do których komentarz poetycko-mitologiczny napisał J.R.R. Tolkien. Książka ukazała się wpierw w Stanach Zjednoczonych w wydawnictwie Houghton Mifflin Company (październik 1967), a potem w Anglii w wydawnictwie George Allen & Unwin (marzec 1967).
Całkiem nowy zwiastun do filmu Hobbit: Pustkowie Smauga, mroczny i dość poważny, w innym tonie niż pierwsza część filmowej ekranizacji. A jakie jest Wasze zdanie?
W maju tego roku w księgarniach Anglii i Stanów Zjednoczonych pojawiła się książka J.R.R. Tolkiena The Fall of Arthur opracowana przez jego syna, Christophera. Podobnie jak Legenda o Sigurdzie i Gudrun dzieło nie jest bezpośrednio związane ze Śródziemiem, stanowi dorobek prac naukowych profesora. I podobnie jak w przypadku opowieści o Sigurdzie, i tym razem wydawnictwo Prószyński i S-ka wyda książkę po polsku. Jeżeli chodzi o przekład na język polski, postawiono na sprawdzone osoby, bo za tłumaczenie odpowiadają Agnieszka Sylwanowicz i Katarzyna Staniewska. Upadek króla Artura, bo tak brzmi polski tytuł, będzie dostępny w księgarniach już od 5 listopada. Poniżej informacja o książce ze strony polskiego wydawcy:
„Upadek króla Artura”, jedyną wyprawę J.R.R. Tolkiena do świata legend arturiańskich, można śmiało uznać za jego najlepsze osiągnięcie w posługiwaniu się staroangielskim metrum. Przekształcił on dawne opowieści, nadając im atmosferę powagi i nieuchronności wydarzeń: zamorską wyprawę Artura, króla Brytanii, do dalekich pogańskich krain, ucieczkę Ginewry z Kamelotu, wielką bitwę morską po powrocie Artura do Brytanii, portret zdradzieckiego Mordreda, pełne udręki rozważania Lancelota w jego francuskim zamku. Niestety, „Upadek króla Artura” to jeden z tych poematów, których pisanie Tolkien zarzucił. Jednakże z tekstem poematu jest związanych wiele rękopisów, z których wyłaniają się wyraźne, choć tajemnicze związki zakończenia legendy arturiańskiej z „Silmarillionem” oraz niezrealizowany opis gorzkiego końca miłości Lancelota i Ginewry.
Nawet w tej fragmentarycznej i niedokończonej postaci „Upadek króla Artura” jest ewidentnie dziełem J.R.R. Tolkiena. To niedokończona, lecz niezwykle frapująca nowa wersja być może najsłynniejszej i najbardziej ulubionej brytyjskiej legendy, według syna autora i opiekuna jego literackiej spuścizny, Christophera Tolkiena, rozpoczęta na początku lat trzydziestych XX wieku i zarzucona w 1937 roku. Może nie był to zbieg okoliczności, że w tym właśnie roku został wydany „Hobbit”, dający czytelnikom przedsmak wymyślonego świata, który miał ukształtować wyobraźnię XX wieku i sięgnąć w wiek XXI.
Narqelion (‚Jesień’) to pierwszy znany wiersz J.R.R. Tolkiena w jego artystycznym języku Elfów (we wczesnej formie języka quenya). Najstarszy rękopis z tym wierszem opatrzony jest dwiema datami: listopad 1915 oraz marzec 1916. Najprawdopodobniej powstał on właśnie wtedy. Cztery wersy z tego wiersza opublikował po raz pierwszy (źle przepisane) Humphrey Carpenter w swojej J.R.R. Tolkien: A Biography. Cały wiersz znalazł się wpierw w piśmie Tolkien Society, Mythlore nr 56 z 1988 r. Dołączono do niego analizę, której dokonał Paul Nolan Hyde. Następny reprint Narqelionu ukazał się w amerykańskim Vinyar Tengwar nr 6 i potem w Vinyar Tengwar nr 12 z tłumaczeniem Paula Nolana Hyde’a i opisem Jorge Quiñoneza. Potem doszło do kolejnej publikacji, tym razem w piśmie Parma Eldalamberon z 1990 r. (pod redakcją Patricka H. Wynne’a oraz Christophera Gilsona), zaś najpełniejsza analiza wiersza (Ch. Gilsona), oparta na pełnej naszej wiedzy o tej wczesnej formie języka quenya (nazywanego wtedy eldarissa lub qenya) znalazła się w Vinyar Tengwar nr 40.
Poniżej przedstawiamy sam wiersz oraz jego tłumaczenie autorstwa Joanny „Adaneth” Drzewowskiej (z Simbelmynë nr 22).
Czuję się jak cienka warstwa masła, rozsmarowana na zbyt dużej kromce chleba Wczoraj w końcu miałem czas obejrzeć rozszerzoną wersję pierwszej filmowej części Hobbita. Podobnie jak w przypadku filmowej trylogii Władcy Pierścieni, poza rozszerzoną wersją, reżyser spędza z nami ponad 12 godzin prowadząc nas przez labirynt materiałów które szczegółowo przedstawiają każdy aspekt powstawania filmu.
W tym wpisie będę tylko odnosił się stricte do samego filmu. Nie chcę Wam psuć zabawy, jeśli chcecie się dowiedzieć szczegółów o dodatkowych scenach, kliknijcie na Przeczytaj resztę wpisu »
Sensacyjna i nieoczekiwana chyba wiadomość. Rozszerzona wersja filmu The Hobbit: An Unexpected Journey jest już dostępna na iTunes również z polskimi napisami. Recenzja już w wkrótce!
Z tego co pamiętam film miał pojawić się w dystrybucji na około miesiąc przed premierą Pustkowa Smauga. Nie wiemy jeszcze na jakich platformach poza iTunes film jest dostępny, ale będziemy Was informować na bieżąco. No to oglądamy!
O pożytecznych i nowatorskich inicjatywach MumakiL Fandom PresSsss… pisaliśmy już tutaj wielokrotnie (np. o rekonstrukcji Upadku Gondolinu – Narn e·Dant Gondolin, o zbiorach Inne umysły, serca i dłonie…, o Synu Gondoru czy o alternatywnej rekonstrukcji Dzieci Húrina). Zespół redakcyjny kierowany przez Michała „M.L.” Leśniewskiego na zasadach dozwolonego użytku prywatnego (termin prawny związany z prawem autorskim) wykonuje od wielu lat pracę, która w niczym nie odbiega od starań wydawniczych Christophera Tolkiena w Wielkiej Brytanii, a niekiedy być może nawet tamte działania przewyższa poziomem, rozpoznaniem i pogłębieniem tematu itd. I to wszystko z czystej pasji, bez żadnych korzyści finansowych, a wręcz z podjęciem ryzyka, że cała inicjatywa może niezdrowo zainteresować prawników, którzy reprezentują spadkobierców J.R.R. Tolkiena.
Tym razem MFP przygotował fanowskie wydanie Silmarillionu. Oto jak swoją inicjatywę opisuje sam M.L.:
Jaki (…) jest sens takiej rekonstrukcji?
Po pierwsze: podjęcie próby rekonstrukcji dzieła literackiego ma jedną podstawową wartość. Uczy pokory i zrozumienia wobec innych podobnych prób, nawet jeżeli ich efekt nie zawsze nam się podoba. Można krytykować Christopher Tolkiena, narzekać, że nie wszystko zrobił.
Po drugie pokazanie czy to jest w ogóle możliwe? Czym innym jest bowiem krytykowanie edycji dokonanej przez Christophera Tolkiena, czym innym zmierzenie się samemu z taką edycją. (…)
Dlatego warto zmierzyć się także z alternatywną, fanowską redakcją „Silmarillionu”, choćby tylko po to by sprawdzić, czy to w ogóle jest możliwe.
I udało się! Książka w formie niedostępnej niestety (z oczywistych przyczyn) w księgarniach jest już wydana. Szczegóły znajdziecie w odpowiednim temacie na Forum Hobbitonu (patrz wyżej). Taki Silmarillion, pełny i bliski ideałowi Tolkiena to marzenie każdego miłośnika tej twórczości…
Na tę postać czekałem od momentu gdy pierwszy raz usłyszałem o filmowych planach dla Hobbita.
Beorn, mężczyzna który potrafi przemienić się w niedźwiedzia i w dodatku walczy po stronie dobra (jak tłumaczyłem sobie w młodości). Lubi miód i śmietanę, nie lubi orków i wargów, rozmawia ze zwierzętami, jest wysoki i potężnie zbudowany, posiada wielką siłę i gęstą czarną brodę… klasa – myślałem jako dzieciak.
Mojej wyobraźni pomagał fakt, że był taki czas gdy mój tato był drwalem w Bieszczadach, jako dzieci przy ognisku słuchaliśmy wielu legend i opowieści o tych tajemniczych czasach. Czy mój tato jest potomkiem Beorna myślałem jako dzieciak? Dla mnie najlepszą wizualizacją tej postaci jest ta stworzona przez Johna Howe przedstawiona obok. Beorn takim jak ja go sobie wyobrażałem albo nawet lepszy.
Od dwóch dni wiemy już jak będzie wyglądał filmowy Beorn. Dla tych którzy nie chcą spoilerów nie zamieszczam zdjęcia w głównym wpisie. Jeśli chcecie zobaczyć jak Peter Jackson wyobraża sobie tą kultową -jak dla mnie – postać kliknijcie – czytaj dalej. Zapraszamy do dyskusji bo chyba jest o czym.