Początek wiosny. Dzień 22 marca 1916 roku. Warwick. W miejscowym kościele katolickim pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej (St Mary the Immaculate) odbywa się skromny ślub. Uroczystości przewodniczy miejscowy proboszcz, ks. William J. Murphy. Ślubu udzielają sobie 24-letni John Ronald Reuel Tolkien i 27-letnia Edith Mary Bratt. Oto jak ten dzień opisuje H. Carpenter w swojej biografii Tolkiena (polski przekład A. Sylwanowicz):
Ślub Ronaldowi Tolkienowi i Edith Bratt udzielił ojciec Murphy po porannej mszy w środę 22 marca 1916 roku. Wybrali środę, ponieważ w tym właśnie dniu znów się spotkali w 1913 roku. Miało miejsce niefortunne zdarzenie: Edith nie zdawała sobie sprawy, że podpisując się w księdze będzie musiała podać nazwisko ojca, a jak dotąd nie powiedziała Ronaldowi o swoim nieprawym pochodzeniu. Stojąc nad księgą uległa panice i wpisała nazwisko wuja, Fredericka Bratta, nie potrafiła jednak wymyślić nic, co mogłaby wpisać do rubryki „Stanowisko lub zawód ojca”, zostawiła ją więc niewypełnioną. Potem powiedziała Ronaldowi prawdę. „Chyba kocham Cię z tego powodu jeszcze czulej, żono moja”, napisał do niej, „ale musimy w miarę możności o tym zapomnieć i zawierzyć Bogu”. Po ślubie pojechali do Clevedon w Somerset, gdzie mieli się zatrzymać przez tydzień. W przedziale oboje wypróbowali na odwrocie telegramu z życzeniami różne wersje nowego podpisu Edith: „Edith Mary Tolkien”… „Edith Tolkien”… „Pani Tolkien”… „Pani J.R.R. Tolkien”. Wyglądało to wspaniale.
Jak w Tolkien and the Great War opisuje całe wydarzenie John Garth (str. 134-135), z uwagi na Wielki Post, który wciąż trwał 22 marca (jak i w bieżącym roku), nie odbyła się tego dnia msza ślubna. Do takowej doszło dopiero w pewną kwietniową niedzielę po Wielkanocy 1916 r., w kościele św. Jana Chrzciciela (St John the Baptist) w miejscowości Great Haywood (w mitologii Tolkiena było to elfickie Tavrobel). Specjalnego ślubnego błogosławieństwa udzielił wtedy parze ks. Augustine Emery.
W roku 2009 odwiedziłem w Warwick kościół, w którym Państwo Tolkienowi ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Znalazłem tam kilka śladów, które wiążą się z Tolkienem.
To naprawdę ciekawy list! Wiąże się bowiem z sympatycznym fajkowym nałogiem Profesora. Pojawił się niedawno na stronach domu aukcyjnego Bonhams (źródło). Jest to rękopis podpisany przez samego autora („J.R.R. Tolkien”). Adresatem listu jest W. B. Crouch z przedsiębiorstwa Southern Cigar Co. w Canford Cliffs, w okolicach nadmorskiego angielskiego Poole, gdzie w końcu lat 70. Tolkienowie lubili wypoczywać. List posiada oryginalną kopertę, a data stempla pocztowego to 28 grudnia 1971. Na papierze listowym sygnowanym przez wydawnictwo George Allen & Unwin Tolkien własnoręcznie napisał:
Dear Mr Crouch,
I am sorry that I broke in on you so abruptly on Monday (Dec. 20). But I was in great haste and also distress. I wish now to assure you that, I have much appreciated your kindness and courtesy, and wish you all success. I am very sorry to cease dealing with your delightful shop, and I hope to call on you if ever I am in Canford Cliffs again. Not unlikely, as I intend to come to Bournemouth as often as possible.
I understand that the „Sunday Times” of Jan. 2 will contain a large picture of me in anticipation of my birthday on Jan. 3.
Kiedyś rozmawiając ze znajomym o znaczeniu fotografii i jej wpływie na nasze życie, dowiedziałem się od niego, że rzeczą najpiękniejszą w tej sztuce jest złapane światło. Światło sześćdziesiątej części sekundy wpada przez obiektyw i zostawia swój ślad na kliszy. To co wtedy usłyszałem diametralnie zmieniło moje podejście do fotografii. Kiedy trzymam w ręku fotografię i wpatruję się w nią, widzę i czuję to uwięzione w niej światło.
Jak bardzo chciałbym posiadać to właśnie zdjęcie, trudno mi wyrazić w słowach. Jest ono jednym z najbardziej nam znanych zdjęć profesora J.R.R Tolkiena, a jego autorem jest Billet Potter i zostało ono zrobione prawdopodobnie z 1973 roku (możliwe że to Oksford i ogród botaniczny?). Mimo, że zdjęcie jest czarno-białe czuję zapach końca lata, (spadają pierwsze liście pod drzewem) jest ciepły słoneczny dzień, pora lunchu, profesor przyszedł do ogrodu botanicznego na spacer, w drzewach świergoczą ptaki i letni gorący wiatr unosi zapach fajkowego tytoniu… tyle uczuć w jednym zdjeciu.
Teraz – jeśli mamy oczywiście odpowiednie fundusze- mamy okazję być właścicielami tego zdjęcia wraz z listem skierowanym do Patryka Hunta, który najwyraźniej przebywał w tym czasie w więzieniu. Wraz z listem zachowała się koperta z datą wysłania – 26 stycznia 1973, a list został napisany dzień wcześniej – 25 stycznia (mało prawdopodobne zatem by zdjęcie pochodziło z 1973 roku jak sugeruje Tolkien Library, raczej 1972)
W liście Tolkien napisał: It is most encouraging (to an author) to learn that his books have given pleasure and encouragement.” and „I have had v. dark days of my own in my time, and I do hope that yours will soon now be over.
Najbardziej obiecujące (dla autora), jest dowiedzieć się, że jego książki dały radość i zachętę. Sam przeżywałem bardzo ciemne dni w swoim czasie i mam nadzieję, że Twoje wkrótce też się skończą. (tłum. własne)
Córka pana Hunta wspomina że list i fotografia były dla ojca cenne, i była (wraz z rodzeństwem) „karmiona” Hobbitem i Władcą Pierścieni.
Brytyjskie Archiwa Państwowe opublikowały niedawno poruszający dokument – niezwykłe tolkienalium z czasów I wojny światowej. Jest to podanie o powołanie w charakterze oficera (tytuł tego dokumentu po angielsku to: Application for appointment to a temporaty commision in the regular army for the period of the war ‚Podanie o powołanie do czasowej służby w regularnej armii na czas wojny’), podpisane przez J.R.R. Tolkiena. Numer katalogowy tego dokumentu to WO 339/34423 (30 Nov 1915). Pełny obraz dokumentu (na dwóch stronicach) znajduje siętutaj.
Czego możemy się z tego dokumentu dowiedzieć? Przede wszystkim porusza sam temat, bo zdajemy dziś sobie doskonale sprawę jak wielu młodych Brytyjczyków podpisało takie podanie niczym list samobójcy – żniwo śmierci wśród ochotników po wszystkich stronach Wielkiej Wojny było przeobfite. Tolkien przystał na powołanie do „czasowej służby” – trwać ona miała tylko do końca wojny. Potwierdza się też informacja o umiejętnościach jeździeckich młodego Tolkiena. Tolkien trenował wojenną jazdę konną w październiku 1914 w King Edward’s Horse. Kontakt z tymi pięknymi zwierzętami był dla niego bodaj jedynym dobrym wspomnieniem z przygotowań wojennych. Trzecia ciekawa sprawa to dziwne – z dzisiejszego punktu widzenia – pytanie o potwierdzenie „czystego pochodzenia europejskiego”. Oto dokument z czasów, gdy przy powołaniu do służby oficerskiej ważne było pochodzenie rasowe.
W piątek na ekrany naszych kin wchodzi nowy film Stevena Spielberga pt. Czas wojny. Jego angielski tytuł to War Horse ‚Koń wojenny’. Bohaterami są rumak i chłopak służący w brytyjskiej armii podczas I wojny światowej. Ciekawy przypadek, że akurat teraz odnalazł się ten dokument… A może nie ma przypadków, jak mawiają w Śródziemiu? Zobaczmy zwiastun filmu:
Fragment godzinnego filmu telewizyjnego, którego autorem jest biograf Tolkiena, Joseph Pearce. Film nosi tytuł Tolkien’s ‚The Lord of the Rings’: A Catholic World View („Władca Pierścieni” Tolkiena: katolicki pogląd na świat). Przedstawiony fragment to rekonstrukcja dyskusji między J.R.R. Tolkienem i C. S. Lewisem z nocy z 19 na 20 września 1931, która dotyczyła tego, czy mity są zwykłym kłamstwem, czy też zawierają prawdę. Rozmowa ta stała się ostatecznym przyczynkiem do konwersji Lewisa na chrześcijaństwo. Zobaczmy jak aktorzy grają Tolkiena i Lewisa. A ktoś z naszych Czytelników być może stworzy polskie napisy do tego filmu?
Temu, który powiedział, że mit jest
kłamstwem, nie ma więc wartości, nawet
posrebrzony
Mitofil do mitofoba
(…) Serce człowieka nie jest zbiorem kłamstw,
lecz u Mądrego czerpie wiedzy dar
i wciąż Go woła. Z dawna zabłąkany,
człowiek zgubionym nie jest. Nie utracił,
chociaż w niełasce, danego mu tronu,
szczątki wielkości swej dawnej zachował:
zwierzchność nad światem przez twórczości władzę.
Nie jemu wielbić stworzenia wspaniałość.
Człowiek, Wtór-Stwórca, rozszczepiony blask:
przezeń to z bieli tryska wielość barw,
mnogość odcieni, nieskończoność złożeń
żywych postaci, pośród serc krążących.
W każdej szczelinie świata szczepić baśń
elfów i gnomów, smoczy posiew siać,
z mroku i z blasku bóstwa snuć i splatać
naszym jest prawem, które czy użyte,
czy nadużyte, twa zawsze, niezmiennie:
tworzyć na obraz naszego stworzenia (…).
Brytyjski dziennik Guardian doniósł właśnie o niedawno ujawnionych dokumentach Komitetu Noblowskiego, dotyczących nominacji J.R.R. Tolkiena do tej prestiżowej nagrody. W roku 1961 autor Władcy Pierścieni został zgłoszony do Literackiej Nagrody Nobla przez przyjaciela – profesora i znanego pisarza – C. S. Lewisa. Kandydatura Tolkiena została na wstępie odrzucona. Jako powód podano: „z powodu drugorzędnego statusu prozy” (ang. “on the grounds of his second-rate prose”). Choć w 1961 Władca Pierścieni był uznany za najukochańszą książkę Wielkiej Brytanii i sprzedawał się w milionach egzemplarzy na całym świecie, jury noblowskie stwierdziło, że książka: „w żadnej mierze nie dorasta do rangi literatury najwyżej próby” (ang. “has not in any way measured up to storytelling of the highest quality”). Możemy przewidzieć, jaka byłaby Wasza odpowiedź na takie zarzuty…
Zapraszamy do komentowania…
Wykorzystaliśmy mało znane zdjęcie prof. Tolkiena. Pochodzi ono z witryny Marion E. Wade Center – link.
Kolejny list Tolkiena do kupienia na aukcji w Internecie! Tym razem ciekawy eksponat znajdujemy w sklepie Fraser’s Autographs, a donosi o nim badacz korespondencji Tolkiena, Johan Olin. List Profesora Tolkiena pochodzi z 13 listopada 1961 i jest maszynopisem z autografem autora. Jego adresatem był londyńczyk, pan Paul Barnetson. Choć sam list jest bardzo krótki, omawia ciekawe kwestie – wpływ folkloru i eposów na Władcę Pierścieni oraz genezę słowa ork. List składa się z jednej kartki, jest w dobrym stanie i towarzyszy mu list of krytyka literackiego z dziennika Daily Herald oraz zabytkowy formularz zamówieniowy na egzemplarz Władcy Pierścieni.
Oto treść listu w moim tłumaczeniu:
Do Paula Barnetsona
76 Sandfield Road,
Headington, Oksford
13 listopada 1961
Drogi Panie Barnetson!
Dziękuję bardzo za Pana list, a szczególnie za jakże praktyczny sposób okazania Pańskiego uznania. Pochwała jest słodka, ale nie da się żyć pochwałami. Myślę, że moja książka nie „bazuje” na niemieckim czy islandzkim folklorze, choć ma ogólnie północnego ducha; ale oczywiście nie da się uniknąć wpływu historii Niebelungów (a to raczej epos niż folklor). Co do orka, ma to być nazwa używana w czasach akcji powieści na określenie istoty, którą nazwalibyśmy goblinem; ale też rzeczywiście istniało w dawnym angielskim słowo orc, które służyło do opisu mrocznego, demonicznego stworzenia.
A to przedruk informacji o toaście ‚Za Profesora’ ze strony Towarzystwa Tolkienowskiego w Zjednoczonym Królestwie:
Co obiecującego czeka nas w roku 2012? Otóż w 2012 świetujemy 75. rocznicę pierwszego wydania Hobbita, a pod koniec tego roku obejrzymy w kinach pierwszą część adaptacji filmowej tej książki. W sierpniu 2012 na Loughborough University odbędzie się konferencja The Return of the Ring, czyli wielki tolkienowski konwent organizowany przez Tolkien Society. W tym roku planowane jest wiele innych imprez tolkienowskich.
Co sam Tolkien powiedziałby na tak pasjonującą aktywność jego miłośników?
W roku 2012 obchodzimy jego 120. urodziny (jeszcze trochę brakuje do Wielkiego Tuka), ale nowy rok jest też okazją do wspominania w naszym świecie zdarzeń, które pochodzą ze świata jego wyobraźni:
„… chaotyczny plik kartek, przewiązanych luźno czerwoną wstążeczką”, znaleziony „po letnich egzaminach roku 2012…” – to fragment wstępu do nieukończonej powieści Tolkiena pt. Zapiski Klubu Mniemań (publikowanego w odcinkach w Simbelmynë). Miała to być powieść o podróży w czasie – będąca odpowiedzią na Trylogię międzyplanetarną Lewisa – powieść o podróży w przestrzeni.
Mercja była jednym z królestw anglosaskiej Heptarchii. Obejmowała krainę w dolinie rzeki Trent i jej dopływów – dziś leży tam Środkowa Anglia (ang. English Midlands). Nazwa Mercja to latynizacja (łac. Mercia) formy staroangielskiej, *Mierce albo *Myrce, co znaczyło ‚lud pogranicza’ (por. niemieckie marchie ‚krainy pogranicza’). Królestwo odgrywało najważniejszą rolę w wiekach VIII i IX, w czasach królów Pendy i Offy, a jego ostatnim władcą przed inkorporacją Mercji przez królestwo Wessexu był Ælfwynn, ‚Przyjaciel Elfów’.
Profesor J.R.R. Tolkien wywodził swoje pochodzenie po kądzieli od Mercyjczyków, a konkretnie od ludu Hwycce. Pisze o tym w liście nr 95 (polski przekład A. Sylwanowicz pomija wzmiankę o Hwiccian, dlatego go poprawiamy):
Wyjąwszy (…) krew [niemieckich] Tolkienów (która już dawno temu musiała się bardzo rozrzedzić), ze stron obojga rodziców pochodzisz z Mercjan albo od ludu Hwicce (z Wychwood).
W innym liście Tolkien utyskujący na postępującą globalizację i unifikację pisze:
Chyba będę musiał posługiwać się wyłącznie staromercjańskim.
J.R.R. Tolkien był jednym z tych uczonych, którzy studiowali i promowali mercyjski dialekt języka staroangielskiego. W jego książkach znajdziemy wiele nazw, które wywodzą się nie tyle z klasycznej staroangielszczyzny, co właśnie z dialektu mercyjskiego. Dotyczy to przede wszystkim Królestwa Rohanu, znanego jako Mark (to mercyjska forma staroangielskiego *Mierce ‚Mercja’). W polskim przekładzie Skibniewskiej jest to ‚Marchia’. Mowa Rohanu to we Władcy Pierścieni dialekt Mercji, a kilka imion królów Marchii to imiona królów Mercji: np. Fréawine, Fréaláf i Éomer. Z dialektem mercyjskim spotkamy się też w Utraconej drodze i Zapiskach Klubu Mniemań – są to niedokończone, mniej znane utwory Tolkiena, znane z cyklu Historia Śródziemia.
W najnowszym numerze polskiej edycji National Geographic (listopad 2011) znajdziecie artykuł Caroline Alexander pt. „Złote miecze Anglosasów”, który opowiada o Mercji (warta polecenia jest ciekawa mapa na str. 54-55) i o największym skarbie anglosaskim odkrytym w mercyjskim Staffordshire w roku 2009. Artykuł ozdobiony jest pięknymi grafikami i zdjęciami. Ciekawostka dla miłośnika biografii i badacza zainteresowań Tolkiena. Elendilion poleca!
Rok 1966 był ciężki dla państwa Tolkienów. Już dawno przekroczyli siedemdziesiątkę – różne dolegliwości dawały się im we znaki. Latem lekarz przepisał Profesorowi specjalny kołnierz ortopedyczny. Obojgu małżonków dokucza artretyzm. A jednak pragną zrealizować swoje marzenie. Już we wrześniu mają ruszyć w rejs po Morzu Śródziemnym i chcą dotrzeć aż do Morza Egejskiego. Poznajmy koleje tamtej podróży dzięki chronologicznej rekonstrukcji Ch. Scull i W. G. Hammonda, którą znajdziemy na stronach 673-675 książki The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.
14 września 1966
J.R.R. oraz Edith zaczynają swoją podróż w deszczu i przy silnym wietrze aż do portu w Southampton. Nocą, podczas drogi, przeżywają ryczącą wichurę.
15 września
Małżonkowie jadą przez New Forest. Wstaje słoneczny poranek. Muszą dotrzeć do portu, żeby zaokrętować się na okręcie wycieczkowym Royal Mail Lines, który zabierze ich w rejs po Morzu Śródziemnym. Okręt wyrusza po północy, o 00.49 „w takt wesołej muzyki – rozpoczyna się 17 dni nieprzerwanego słońca (i światła księżyca). Zatoka Biskajska była niczym błękitne jezioro, a Morze Śródziemne także – jedyne chmury i mgły pojawiały się nad odległymi brzegami” (z listu do Clyde’a S. Kilby’ego z 11 października 1966, z zbiorach Marion E. Wade Center, Wheaton College, Illinois, USA). Niestety już pierwszego dnia Edith poślizgnęła się, padła na podłogę, uderzając się w głowę, upadając na kolana oraz raniąc nogę tak, że potrzebna jest pomoc lekarza. Przez większość podróży żona Tolkiena będzie potrzebowała opieki pokładowego lekarza-chirurga. Obsługa statku dostarcza jednak Tolkienom wózek inwalidzki. Stale są też w pobliżu pomocni ludzie. Edith ma jednak problemy z poruszaniem się i w związku z tym Tolkienowie nie skorzystają z możliwości wycieczek krajoznawczych po przybyciu do portów na trasie rejsu. Przez większość dni okręt oferuje pasażerom filmy, grę w bingo, potańcówki i wiele innych rozrywek. Już pierwszego wieczoru odbywa się koncert lekkiej muzyki.