03.11.07, 18:09, dodany przez Galadhorn
Jako uzupełnienie tekstu Galadhorna polecamy też jego rozprawę pt. „Pozostawali oni pod Prawem…” – etyka i moralność mieszkańców Śródziemia oraz Dlaczego biel a nie kolory tęczy na blogu Tolknięty. Profesor J. R. R. Tolkien był oddanym katolikiem. Ważne były dla niego sprawy moralności. Warto poznać głos jego Kościoła w kwestii czystości seksualnej oraz w kwestii homoseksualizmu (link do odpowiedniego rozdziału w Katechizmie Kościoła Katolickiego).
„Profesor Dumbledore jest gejem” – ujawnia to sama autorka cyklu powieści o Harrym Potterze, Joanne K. Rowling. Prof. Dumbledore – jak wszyscy wiedzą – to dyrektor szkoły magii w Hogwart. Jedna z głównych postaci cyklu. Pani Rowling działa zapewne w dobrej wierze, a jej słowa mają wspomóc walkę o „równouprawnienie” i „tolerancję” (celowo używam cudzysłowów, bo słowa te w tym kontekście to nie moja bajka). I choć czytelnik książek o młodym czarodzieju raczej nie domyśliłby się, że dobrotliwy Dumbledore „kocha inaczej”, i choć jego „orientacja seksualna” nie ma wielkiego znaczenia dla akcji książek, to przecież cel tej wypowiedzi jest taki szczytny! Nowoczesny świat cieszy się i klaszcze z dumą…

A ja z przyjemnością wracam do jednego z ostatnich „heteronormatywnych” światów fantazji, do tolkienowskiego Śródziemia. Tam małżeństwo to sprawa między mężczyzną i kobietą (czyli między neri i nissi – w „Prawach i obyczajach pośród Eldarów” Tolkien dodaje, że małżeństwo to najbardziej naturalna droga życia dla kobiety i mężczyzny), a inne niż monogamiczne związki małżeńskie między mężczyzną i kobietą są nie do przyjęcia. Jak czytamy u Tolkiena:
W owym czasie na Zachodzie powszechnie panowała ?monogamia?, a inne konfiguracje budziły wstręt, jako rzeczy dziejące się ?w Cieniu?? (Listy, str. 442, pogrubienie moje).
I choć niektórzy autorzy tzw. fanfików tolkienowskich dwoją się i troją, żeby unowocześnić świat Tolkiena w duchu „relatywizmu moralnego”, nigdy im się to nie uda, bo Autor naszkicował wszystko bardzo wyraźnie. Jest to świat, w którym intymne relacje między ludźmi służą nie tylko budowaniu związków, nie mają za cel samorealizację, ale przede wszystkim są drogą, którą przekazuje się życie. Płodność realizować może tylko para – mężczyzna i kobieta, a dziecko jest uważane za dar Eru (wg „Praw i obyczajów” mówi się zawsze, że „dziecko zostało nam dane”, a nie że „mamy dziecko”). Można przypuszczać, że wśród tzw. Wiernych (ludzi, którzy pozostawali wierni Eldarom, Valarom, a w ostatniej instancji samemu Eru) osoba homoseksualna traktowana by była z szacunkiem i delikatnością – nie przyjęto by jednak jej „orientacji” za naturalną drogę życia, a raczej za przejaw skażenia Ardy, za coś, co dzieje się ‚w Cieniu’. Takie to proste, takie to logiczne, takie to… śródziemne.
Tolkien być może nie przewidywał, że jego książki będą w zwariowanych czasach, które nadeszły po jego śmierci (zapowiedź tych czasów Tolkien opisywał w swoich krytycznych wobec jego współczesności listach), czasach negacji najistotniejszych wartości, drogowskazem moralnym, latarnią w na ścieżkach życia, które biegną tak często przez krainę relatywizmu, skrzywienia, śmierci… Jeżeli nazywają Cię „homofobem”, a ty nikogo nie nienawidzisz, nie masz fobii, po prostu takie określenie ci się nie podoba, spotkajmy się w Śródziemiu!
Cieszę się, że mogę spokojnie kroczyć pośród lasów i pól Śródziemia. I nie obchodzą mnie sprawy dziejące się w Cieniu.
Ryszard „Galadhorn” Derdziński
111 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
07.08.07, 19:30, dodany przez Galadhorn
W Simbelmynë nr 26-27 pisałem w sprawie problematycznego słowa:
A propos tłumaczenia słowa mythopœia, które zostało użyte przez Tolkiena jako tytuł jego poematu filozoficznego. Na Forum „Elendili – Przyjaciele Elfów” zaproponowałem, żeby na wzór spolszczonego słowa epopeja (pośrednio < gr. epo-poiía ‚twórczość poetycka’), słowo mythopœia (samo w sobie zlatynizowaną formę hipotetycznego greckiego *mytho-poiía ‚twórczość mityczna’) spolszczyć jako mitopeja. Tadeusz A. Olaszański napisał do mnie w liście o tej propozycji tak: Przeczytaj resztę wpisu »
8 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
03.08.07, 20:23, dodany przez Eruanno
Nie chcę powielać tekstów Galadhorna, ale postaram się wnieść coś nowego do sprawy. Ciągle zapominamy, że obowiązuje zasada wzajemnej tolerancji. Żyjemy, dajmy żyć innym.
Tolkienolodzy, tudzież badacze Ardy, swej prawdy poszukują w zaginionych listach, Historii Śródziemia, szczegółowych badaniach nad biografią i szkicami pozostawionymi przez mistrza. Autorzy fanfików z kolei, z powodów i w sposób przedstawiony przez Dagnerie, rozbudowują i modyfikują Arde, gdyż to dla nich jest sposobem na poznanie jej. Wymieniłem tylko dwie grupy fanów, ponieważ tylko one biorą dotychczas udział w tej dyskusji. Jest też wiele innych społeczności, które dążą do poznania dzieła Tolkiena. Przeczytaj resztę wpisu »
5 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Fandom tolkienowski
02.08.07, 22:15, dodany przez Galadhorn
Faramir by Black_Sword
Obserwując od wielu lat ewolucję naszych tolkienowskich zainteresowań, dochodzę do wniosku, że chyba nie warto poszukiwać prawdy o Tolkienie, jego światopoglądzie, filozoficznych i etycznych podstawach jego literatury… Środowisko się dzieli, środowisko jest zaniepokojone, brzęczy gdzieniegdzie jak w ulu od insynuacji, wyraźnego dawania-do-zrozumienia-że-się-nie-podoba, publicznych i głośnych vota separata.
Przeżyłem kilka burzliwych dyskusji na temat „morału” tolkienowskich opowieści. Lubię dyskusje, ale bolą mnie spory. Dziś nasza wiedza o religijnych i etycznych poszukiwaniach Profesora jest dużo większa niż za czasów, gdy zaczynałem swoje spotkanie z jego książkami. Wydano listy Tolkiena, znamy późne teksty Profesora, w których mnóstwo jest rozważań nad metafizyczną i etyczną stroną jego mitopeicznego uniwersum: Athrabeth Finrod ah Andreth, Myths Transformed, Notes on ‚Órë’ i wiele, wiele innych. Świetne teksty. Dają naprawdę dużo do myślenia, są doskonałym materiałem do dyskusji. Co z tego, gdy niektórych miłośników Tolkiena drażnią takie poszukiwania.
Bez wiedzy o żarliwym katolicyzmie Tolkiena, o jego poglądach na literaturę, o poglądach politycznych, o przemyśleniach na temat współczesności, na temat modernizmu we wszelakich jego przejawach, trudno jest moim zdaniem zrozumieć fenomen tej literatury. Owszem, można zatrzymać się nad samym analizowaniem uzbrojenia Ardy albo botaniki tego świata, można roztkliwiać się nad tym czy nad tamtym bohaterem, ograniczać swoje pasje tylko do języków albo tylko do map Śródziemia. Trzeba mieć wtedy jednak świadomość, że jest to tylko fragment wielkiego uniwersum. Że nie jest to pełna prawda o Tolkienie.
Jeżeli dobrze postrzegam to zjawisko, najwięcej kontrowersji towarzyszy zawsze dyskusjom o etyce tolkienowskiego świata, czyli o zasadach moralnych, które obowiązują w sposób absolutny w tym wykreowanym przez pisarza-katolika świecie. Nie wszyscy lubią, gdy przypomina się, że Arda to świat, gdzie Dobro jest wyraźnie oddzielone od Zła, Eru jest Jedynym Bogiem, a Melkor nie jest „romantycznym buntownikiem” tylko żałosną zaślepioną w pysze istotą. To świat, gdzie te same zasady moralne obowiązują każdą rozumną istotę – nawet orka. To świat, gdzie elf czy człowiek „staje się” pełną istotą w momencie poczęcia, gdzie małżeństwo jest jedyną przyjętą formą głębokiej relacji między mężczyzną i kobietą, a seks łączy małżonków dopiero od nocy poślubnej, gdzie małżeństwo jest nierozerwalne, gdzie nie ma miejsca dla związków homoseksualnych (jak chciałyby liczne autorki „fanfików”) itd. (wszystkie te sprawy opisał Tolkien w tekstach zamieszczonych w HoMe X).
Profesor Tolkien był wrażliwym, uduchowionym człowiekiem. Bardzo ważne były dla niego kwestie etyczne. Do tego był pisarzem świadomym swoich ograniczeń. Poważnie traktował wartości, ale nie uważał siebie za osobę najlepiej je wypełniającą w swoim życiu. Oto słowa Profesora o „morale” jego książek (list nr 153 z 1954 r.):
Gdybym nie uważał, że u kogoś tak niewłaściwie przygotowanego jest to arogancją, oznajmiłbym, że moim celem jest wyjaśnienie prawdy oraz zachęta do praktykowania dobrej moralności w tym prawdziwym świecie, poprzez stary środek zilustrowania tych pojęć w nieznanych wcieleniach, które mają moc lepiej je uzmysłowić
Tolkien wplótł w swój świat bardzo wiele ważnych dla niego wartości. Trudno nazwać je „wartościami ogólnoludzkimi”, bo pewne zasady moralne w Śródziemiu nie są niczym innym jak zasadami moralnymi katolicyzmu (pisałem wyżej choćby o „człowieku od momentu poczęcia” czy o „nierozerwalności węzła małżeńskiego”). Jasne, możemy przymykać na takie „szczegóły” oczy. Lepiej zachować w sercu obraz – że tak powiem – popkulturowego „Dżej Ar Ar Ti”. Tylko czy ten obraz jest prawdą?
Nie obrażajmy się na tych, którzy szukają głębiej i znajdują treści niepasujące do dzisiejszego zrelatywizowanego świata. Poszukajmy prawdy…
18 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
29.07.07, 09:34, dodany przez Galadhorn
Fandom tolkienowski w Polsce przechodzi w ostatnich latach wielkie zmiany. Po latach powolnego, spokojnego rozwoju, po epoce, w której dominował w zasadzie jeden tolkienowski ośrodek przy Śląskim Klubie Fantastyki, a internet był w powijakach, doszło do podwójnej rewolucji.
Z jednej strony nastąpił potężny przypływ miłośników Śródziemia za sprawą filmów Jacksona. Duża ilość tych nowych tolkienistów po fascynacji obrazem filmowym zaraziła się wielką miłością do książek Tolkiena. Z drugiej strony ostatnie lata to czas ogromnego rozwoju internetu w Polsce. Zmieniły się drogi komunikacji (kto jeszcze pamięta czasy, gdy tolkieniści pisali do siebie ręcznie dziesiątki listów…?), doszło do sytuacji, że każdy może stworzyć swoją witrynę, swoje forum, mniej lub bardziej iluzoryczną społeczność. Ludzie są bliżej siebie, ale nie zawsze jest to jednoznaczne z głębszymi relacjami między miłośnikami tego samego pisarza. Niestety…
Przeczytaj resztę wpisu »
20 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
24.07.07, 11:38, dodany przez Galadhorn
A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat,
lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. (J 3,19)
Dziś będzie krócej niż zwykle…
Dobra fantazja to – zdaniem Tolkiena – taka kreacja mitopoeiczna (czyli w prostszym języku dzieło fantastyczne), która pozwala zawiesić niewiarę. Niewiara w fantazje pisarzy to naturalna obrona naszego rozumu. Cała magia literatury, artystyczne „hocus-pocus” polega na tym, żeby nasz rozum na chwilkę choćby przechytrzyć. Pisarz ma moce, które użyte we wprawny sposób mogą naszą niewiarę zawiesić. Decyduje tu warsztat, dobry koncept, atrakcyjność świata przedstawionego przy jego spójności i logice.
Przeczytaj resztę wpisu »
10 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
20.06.07, 21:57, dodany przez Galadhorn
Czymże jest acedia? Przypomina nam o acedii najnowszy numer pisma First Things (artykuł R.R. Reno pt. „Zwalczając demona południa”, str. 93). Gnuśność duchowa, znużenie, rozpacz, która obezwładnia duchowe zmagania. Inaczej torpor animi, otępienie duszy. Jest to też niedostatek nadziei. Słowo pochodzi z greki i znalazło użytek w pradawnej chrześcijańskiej tradycji monastycznej. Acedia jest grzechem. Dotyczyła życia na pustyni, ale dotyczy także nas, ludzi wieku XXI. Reno widzi współczesną acedię w dwóch cechach naszej kultury intelektualnej i moralnej: w ideale „krytycznego dystansu” oraz w typowej dla dzisiejszych czasów mizantropii opatulonej w uprzejmość. Mnie wydaje się, że sprawa jest jeszcze prostsza. Acedia dziś wyraża się w braku nadziei na wyznaczenie granic między Dobrem i Złem oraz w wyrastającej z tej postawy letniości duchowej. Dziś gubimy się w cynizmie, bo kwaśny uśmiech świetnie maskuje przerażenie. Przerażenie zagubionego Dziecka Ilúvatara, które straciło Nadzieję. Przeczytaj resztę wpisu »
9 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
23.05.07, 12:17, dodany przez Tornene
Tolkien, ech ten Tolkien… Wiele razy próbowano go „zaszufladkować”. Pisarz fantasy? – no dobrze, ale skoro fantasy to przede wszystkim rąbanie toporem, cięcie mieczem i drużyny umięśnionych babeczek i seksownych brutali, to czy nie jest to określenie chybione? Co z poważnymi rozprawami fanów, pytaniami o rzeczy umieszczone na granicy ludzkiego poznania? Dlaczego tak wielu myślicieli, badaczy idei, teologów, antropologów etc. poświęca czas na badanie złożoności Śródziemia? Czyżby sympatyczny profesor z Oxfordu dokonał czegoś, czego nie byli w stanie osiągnąć „wielcy” tacy jak Dostojewski, Joyce, Shakespeare, Gombrowicz, czy Bułhakow?…
Wygrywa on w popularnych plebiscytach, przez „czytelniczą średnią” uznawany jest za pisarza stulecia, nie będąc pomijanym w prestiżowych rankingach (choćby Folio Society). Pisarz idealny? Bardzo możliwe, choć nie jestem obiektywny… Cóż zatem pozostaje do zrobienia, by ci „oporni” uwierzyli, i co ważniejsze, zatracili się w fenomenie Tolkiena? Czy proste zdanie: „Elfy Tolkiena to nie małe duszki, krasnoludy to nie ludki, a Śródziemie to przebogate uniwersum” wystarczy? Czy za kilkadziesiąt lat choćby jedną książkę Tolkiena przeczyta każdy? Czy istnieje odtrutka? Oczywiście pytam retorycznie, bo są uzależnienia, z których ludzie nie chcą się leczyć…
14 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
27.04.07, 19:39, dodany przez Eldarion I
Słowo. Jak podaje Ewangelia wg św. Jana:
„Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.” (J 1, 2-3)
Słowo jest materiałem, niezwykle plastycznym, plastyczniejszym niźli miedź, cyna, glina i inne znane człowiekowi podobne tworzywa. Przede wszystkim słowo nie jest materialne, co daje mu bardzo dużą przewagę. Można z niego stworzyć wiele, wiele więcej niż z miedzi czy cyny. Wiele więcej niż ze stali, która może zabijać, bo słowo może nie tylko zabijać, ale i niezwykle wyrafinowanie torturować, może też dawać życie. Ten szczególny dar, dar mowy artykułowanej, za pomocą którego możemy wysyłać niezwykle precyzyjne sygnały za pomocą kodu – wciąż rozwijającego się i ewoluującego w miarę potrzeb języka – a także, znając ów kod możemy odbierać podobne sygnały. Przeczytaj resztę wpisu »
2 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Twórczość fanów
21.04.07, 22:38, dodany przez pgk
O czym marzy polski wielbiciel prozy Mistrza Tolkiena? Przede wszystkim o nowych, kolejnych publikacjach, tłumaczonych na bieżąco na język polski. Już na początku maja w nasze ręce trafią Dzieci Húrina, o czym pisaliśmy już bardzo wiele w naszym serwisie. Według Tolkien Estate (wpis Galadhorna z 21 kwietnia) nie pojawią się kolejne opowieści, np. Upadek Gondolinu. Nie oznacza to jednak, że „szuflada Tolkiena” jest pusta. Być może wcześniej czy później coś jednak wyjdzie na światło dzienne. Pamiętajmy, że im mniej skończona opowieść przez J.R.R., tym bardziej dopisana przez Christophera.
Na pewno wielką i wciąż w lwiej części niepublikowaną spuścizną pozostają materiały filologiczne, dotyczące języków – quenyi i sindarinu, a być może i innych. W wydawanych czasopismach – Vinyar Tengwar i Parma Eldalamberon co jakiś czas ukazują się odkopane i odkurzone „nowości”. Chociaż sam nigdy żadnego z tych periodyków w ręku nie miałem (są bowiem drogie i dość trudno w Polsce dostępne) słyszałem wiele słów gorzkiej krytyki pod kątem redaktorów. Czy nie miło byłoby wziąć do ręki wydawnictwo, będące kompletnym i dobrze opracowanym opisem chociażby dwóch najważniejszych elfich języków, ich wymowy, gramatyki, faz rozwoju? Nie chodzi tu o kurs, jakich dość dużo jest w Internecie, bo nie sztuka w tym, by sindarinem władać, ale by poznać te sztuczne, lecz jakże urokliwe języki. To oczywiście wszystko w sferze marzeń. Przeczytaj resztę wpisu »
4 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →