20.07.11, 23:40, dodany przez Telperion
To już ósmy numer, tego bardzo naukowo traktującego tolkienistykę, rocznika redagowanego przez takich badaczy J.R.R Tolkiena jak Douglas A. Anderson, Michael D.C. Drout, oraz Verlyn Flieger
Poniżej zamieszczamy główny spis artykułów z pominięciem recenzji książek.
“Legend and History Have Met and Fused”: The Interlocution of Anthropology, Historiography, and Incarnation in J.R.R. Tolkien’s “On Fairy-stories”, by
Legenda i historia spotkały się i połączyły” rozmowy o antropologii, historiografii i wcieleniu w „On Fairy-stories” J.R.R Tolkiena – Philip Irving Mitchell
Tolkien’s Goldberry and The Maid of the Moor, by John M. Bowers
Tolkenowska Złota Jagoda i The Maid of the Moor – John M.Bowers
Language in Tolkien’s “Bagme Bloma”, by Lucas Annear
Język w „Bagme Bloma” Tolkiena – Lucas Annear
“Wingless fluttering”: Some Personal Connections in Tolkien’s Formative Years, by José Manuel Ferrández Bru
„Trzepotanie bez skrzydeł” – pewne personalne powiązania w czasach dorastania Tolkiena – José Manuel Ferrández Bru
Robert Quilter Gilson, T.C.B.S.: A Brief Life in Letters, by John Garth
Robert Quilter Gilson, T.C.B.S.: Krótkie życie w listach – John Garth Przeczytaj resztę wpisu »
Brak komentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Fandom tolkienowski, Nowości wydawnicze
13.04.11, 12:00, dodany przez Galadhorn
„(…) w tym lesie odbywała się uczta i zabawa bez końca.
Król leśny miał koronę z liści, a wszyscy śpiewali wesoło”
(J.R.R. Tolkien, Hobbit)
„Kiedy jego stopy dotknęły trawy Doliny, usłyszał śpiew elfów,
a na usianej liliami łące nad rzeką zobaczył tańczące dziewczęta (…)”.
(J.R.R. Tolkien, Kowal z Podlesia Większego)
Byłem wtedy dzieckiem. Miałem może dziewięć albo dziesięć lat. Pamiętam wycieczkę z rodzicami do wujka Iga, który mieszkał w małopolskiej Ponikwi[1]. Spacerując nad rzeczką, która przez Ponikew przepływa, zobaczyliśmy zagadkowy krąg w trawie. Ile mógł mieć metrów średnicy? Może dziesięć, może piętnaście…? Jak wyglądał? Pamiętam go jak utworzony z ciemniejszej, jakby bardziej bujnej trawy. Wtedy myślałem, że to ślad UFO… Dziś wiem, że prawdopodobnie natkęliśmy się na tzw. wiline koło, igryszcze albo igrowyszcze. Nasi słowiańscy przodkowie wierzyli, że takie miejsce to ślad nocnych igier oraz tańców rzecznych boginek, pieknych elfich Rusałek, nazywanych też Wiłami.

Śmiertelnik w niebezpieczeństwie
(J. W. Waterhouse, “Hylas and the nymphs”, City Art Galleries, Manchester)
Elfy, długowieczne („nieśmiertelne”) istoty, które według Tolkiena uosabiają estetyczną i kreatywną moc ludzkości, longævi, których magią jest sztuka, a nie władza. Gdyby zawiesić na czas czytania tego felietonu niewiarę współczesnego racjonalisty i pójść tokiem myśli Tolkiena, przed naszymi oczami staną oni – starsi bracia Śmiertelników, którzy nie posłuchali wezwań Mocy z Najdalszego Zachodu i pozostali przez kolejne tysiące lat w Śródziemiu. Tolkien nazywa takie istoty Unbodied ‚Bezcielesnymi’ oraz Lingerers, ‚Zwlekającymi’ (patrz J.R.R. Tolkien, Morgoth’s Ring, str. 223-225).
Oto Elfy, które ociągają się z odejściem za Morze. Kim są Bezcieleśni? Mamy tu do czynienia z istotami, które „zdziczały” w Śródziemiu (czyli przy naszych założeniach w Eurazji), wędrując bezdomne, bez łączności z innymi pobratymcami, niknąc (elfy z biegiem czasu „więdną”; ich ciała są „przepalane” przez ognistego elfiego ducha) i nie chcąc dzielić szczęśliwszego losu innych elfów na Najdalszym Zachodzie (pamiętamy z Władcy Pierścieni, że elfy wezwano do opuszczenia Śródziemia – na statkach odpływały z Szarej Przystani do Nieśmiertelnych Krain na Najdalszym Zachodzie świata). Według Tolkiena takie istoty, nie mające woli opuścić świata Śmiertelników, ale też nie umiejące już w tym świecie żyć, nawiedzały ustronne miejsca i uroczyska, opętały samotne drzewa albo źródła. Wiele takich duchów nie oparło się wpływom Cienia. Tolkien ręką bohatera Ælfwine opisuje niebezpieczeństwo związane z Bezcielesnymi:
Zaprawdę głupią i niebezpieczną rzeczą jest, a nadto nieprawą, bo zabronioną sprawiedliwie przez wyznaczonych Rządców Ardy, gdy Żywi [tu: ludzie] szukają sposobności, aby spotkać Bezcielesnego. A bezdomny [duch] może takiego spotkania pragnąć, zwłaszcza taki, który jest pośród nich szczególnie nieprawy. Bo Bezcieleśni, wędrujący przez świat, to tacy, którzy odrzucili wejście we wrota życia i pozostali w poczuciu winy oraz żalu. Niektórych wypełnia gorycz, zawiść i zazdrość. Niektórych też zniewolił Mroczny Władca i wykonują oni wciąż jego wolę, choć on sam jest już poza naszym światem. Nie mówią oni prawdy i nie przekazują mądrości. Wzywanie ich to głupota. Złem jest próbować zawładnąć ich wolą i uczynić z nich swoje sługi. Takie praktyki pochodzą od Morgotha; a nekromanci zaliczają się w poczet poddanych Saurona, sługi Morgotha. (…)
Widzimy tu zatem „zwiędnięte”, upadłe Elfy, które działają pośród ludzi z demoniczną mocą poltergeistów…
Inaczej ma się sprawa z elfami Zwlekającymi. Nie są oni bezdomni, mają swoje własne ciała w odróżnieniu od Bezcielesnych. Nie dążą do zawładnięcia Śmiertelnikiem, bo ich duch nie szuka cielesnego schronienia. Nie mają one też chęci władać ludzką wolą lub ciałem. Nie szukaja oni jednak kontaktu z ludźmi, poza pewnymi rzadkimi wyjątkami – wtedy, gdy chcą dokonać dobrego czynu albo gdy poczują, że dany człowiek kocha sprawy dawne i piękne. W takim przypadku Zwlekający objawia Śmietelnikowi swoją formę i człowiek może zobaczyć takiego elfa w jego pięknie i blasku. Takich elfów nie trzeba się obawiać, choć naturalną rzeczą jest, że przy spotkaniu z taką istotą śmiertelnik będzie czuł strach.
Przeczytaj resztę wpisu »
16 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
03.01.11, 21:05, dodany przez Tom Goold
Wyniki tegorocznego plebiscytu nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. Wznowienie Listów J.R.R. Tolkiena przez Prószyńskiego zwyciężyło bezapelacyjnie otrzymując blisko 1/3 wszystkich głosów. Od wielu lat Listy były prawdziwym białym krukiem osiagając na Allegro zupełnie absurdalne ceny. Teraz nie dość, że książka ma nazewnictwo dostosowane do przekładu Marii Skibniewskiej, to można ją kupić za dużo mniejsze pieniądze (nawet 38 zł w ofertach promocyjnych). Nic dziwnego, że polscy miłośnicy Tolkiena zagłosowali na nią nogami (kupując książkę w księgarniach) i rękami (głosując w naszym plebiscycie). Brawa dla Prószyńskiego, że wreszcie odważył się wydać tę książkę.
Przez pewien czas wydawało się, że Listom może zagrozić ubiegłoroczny koncert muzyki z Władcy Pierścieni – Powrotu Króla połączony z wizytą Howarda Shore w Polsce. Ostatecznie zabrakło całkiem sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że uczestnicy plebiscytu wskazali wyraźnie również na to wydarzenie, dzięki czemu zajęło pewne drugie miejsce na podium. Na czym polega fenomen tego wydarzenia? Przeczytaj resztę wpisu »
11 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Fandom tolkienowski
21.11.10, 23:31, dodany przez Galadhorn
W Shire nie potrzeba instytucji przymusu jaką jest silne państwo, bo jest to utopijna kraina poczciwych obywateli, którzy przestrzegają prawa zazwyczaj z dobrej woli, ponieważ są to prawa „starożytne i sprawiedliwe” (WP I 27).
Tolkien w liście nr 183 określa Shire „pół-demokracją, pół-arystokracją”. Ja to określenie rozumiem tak, że w Shire poszczególnymi jego ziemiami rządzili arystokraci (Tukowie i inne możne rody, np. Bagginsowie) za aprobatą mas ludowych. Gdyby hobbitom pozwolić wybrać swoich przywódców, to w tej idealnej krainie wybraliby z pewnością przedstawicieli wielkich rodów. Nie pamiętam z kronik Shire’u sytuacji, gdy wybrali oni na Burmistrza kogoś spoza wyższych sfer (bo i Sam Gamgee, Burmistrz przez kilka kadencji, w chwili wyboru był już właścicielem ziemskim, gdyż Frodo przekazał mu swój majątek).
U nas dziś wybory samorządowe (właśnie podliczane są głosy w całej Polsce), a w Shire głosowanie następowało raz na siedem lat w Michel Delving, podczas Wolnego Jarmarku w dniu letniego przesilenia, czyli w Lithe. Do nieformalnej stolicy Shire’u położonej na Białych Wzgórzach ściągali wtedy Hobbici z całego kraju. Wolny Jarmark nazywał się ‚wolnym’ dlatego, bo każdy kto chciał, mógł za darmo postawić w tych dniach w Michel Delving swój stragan (A Tolkien Compass, „Guide to the Names in The Lord of the Rings„, str. 199). Wybory Burmistrza były jedynym elementem demokracji w Shire, który porównać możemy z naszymi wyborami samorządowymi. Z Prologu do Władcy Pierścieni dowiadujemy się, że:
Przeczytaj resztę wpisu »
6 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
09.11.10, 09:39, dodany przez TAO
Uwagi po lekturze artykułu Verlyn Flieger „The Music and the Task: Fate and Free Will in Middle-earth” w Tolkien Studies nr 6.
Jesienią ubiegłego roku zapytano mnie, co sądzę o artykule V. Flieger o przeznaczeniu i wolnej woli. Otóż sądzę źle. Nie spodziewałem się po badaczce tej rangi tak nieuważnej lektury. „Zielone słońce” w On Fairy-stories?! Ilúvatar, przerywający tok Muzyki, by wprowadzić nowy temat?! Jeszcze parę takich potknięć by się znalazło. Także na poziomie tez jest to tekst raczej słaby; w każdym razie spodziewałem się dużo więcej.
Nie zgadzam się, że czy to we Władcy Pierścieni, czy w Dzieciach Húrina mamy wielu narratorów i rozbieżne perspektywy metafizyczne. Niezależnie od wielu „źródeł opowieści” oba dzieła są spisane są przez „narratora ostatecznego”, rozbieżności, o które chodzi Flieger, pojawiają się jedynie w mowie zależnej (np. Sam wydaje się wierzyć w przeznaczenie na dość potocznym poziomie). Co więcej, perspektywy, zawarte w obu dziełach dają się sprowadzić do jednego mianownika na gruncie Muzyki Ainurów. Wreszcie, co Flieger zauważa (zresztą za Tolkienem), ale z czego nie wyciąga wniosków, rozważania na temat wolności bohaterów literackich mają sens jedynie po przyjęciu założenie, że czytamy opis rzeczywistych wydarzeń.
Przeczytaj resztę wpisu »
Brak komentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Recenzje
25.10.10, 12:02, dodany przez Galadhorn
Gdy Quendi przebudzili się nad wodami Cuiviénen i miłością obdarzali wszystko, co ich oczy oglądały w nowo odkrywanej Ardzie, w umysłach Pierworodnych narodziły się nowe słowa na określenie barw, ujawnionych w blasku gwiazd i świetle słońca. Najpierw nazwali sklepienie nocnego nieba czarnym, a niezliczone iskry gwiazd białymi. Potem czerwoną nazwali krew, która wraz z życiem płynie w ich ciałach. A że wzrastająca zieleń i słońce lata radowały ich ogromnie, stworzyli też słowa zielony i żółty. W końcu błękitnym nazwali Jezioro Przebudzenia, bo szczególnie ukochali wodę, jeden z najdoskonalszych darów Eru, echo Wielkiej Muzyki.
Alyanorno
Apokryficzna nota do „Cuivienyarny” (patrz tutaj)
Zobacz, że gdy w taki dzień jak dziś, nasz jesienny świat pokrywa szczelnie pochmurne stalowe, chłodne niebo, październikowe złoto liści jest niczym odblask jasnego słońca i wspomnienie minionego lata. Jeszcze tydzień, dwa i jeżeli nastaną większe mrozy i zawieje chłodniejszy wiatr z północy, ta złocisto-ognista okrasa naszych drzew ustąpi miejsca nagości i szarości. Gdy jeszcze tyle wokół nas barw, gdy przyroda przed zimowym uśnięciem raczy nas tą feerią kolorów na tle szarego nieba, gdy zdaje się, że malejące słońce zechciało jeszcze podzielić się swym ogniem i blaskiem z miriadami liści, warto zastanowić się przez chwilę nad tym, jak nazwać te wszystkie barwy w najpiękniejszym języku. W języku Elfów…
Przeczytaj resztę wpisu »
1 komentarzKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Lingwistyka
12.10.10, 10:18, dodany przez Galadhorn
Mój pierwszy Hobbit. Wydanie Iskier z 1985 roku. Ma sygnaturę mojej dziecięcej biblioteki: „nr 2”. W 1986 roku była to dla mnie druga co do powagi książka w ówczesnych wątłych zbiorach. Wypatrzona w antykwariacie na ulicy Czerwonego Zagłębia (wszystko się od tamtej pory zmieniło – dziś ta aleja nazywa się 3 Maja). Wracałem ze swojej podstawówki, chudziutki dziewięciolatek z płową czupryną, wędrujący szarymi ulicami, mijający szarych ludzi, zmęczonych i pozbawionych nadziei. Puste sklepy, kolejki, groźni milicjanci, pamięć niedawnego stanu wojennego i ta oaza, w której tak lubiłem się schronić choć na kilkadziesiąt minut. Siadałem na podłodze antykwariatu i przeglądałem stare numery Fikcji i Fantastyki. Tam spotkałem się po raz pierwszy ze słowem „tolkienistyka” (tak tytułował się dział tolkienowski w eśkaefowych Fikcjach), tam przeczytałem po raz pierwszy o tajemniczych hobbitach, Bagginsach, Gandalfie, krasnoludach, tam zobaczyłem po raz pierwszy reprodukowane przez Andrzeja Kowalskiego mapy tolkienowskiego Śródziemia…
Przeczytaj resztę wpisu »
4 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
10.09.10, 09:25, dodany przez Galadhorn
Ubawiły mnie te plakaty. Dlatego o nich piszę. Są zabawne ale też jednocześnie naprawdę piękne, bardzo stylowe, – nawiązują plastycznie do przedwojennej sztuki plakatu. Mam w domu niemiecki przewodnik z lat 30. po Śląsku i grafika na jego okładce bardzo pasowałaby do tych trzech prac. Plakaty zachęcające do środziemnej turystyki pochodzą z pracowni Steve’a Thomasa, grafika z USA. Niech będą ilustracją tego felietoniku. Można je kupić w serwisie Zazzle, ale wpierw warto odwiedzić witrynę artysty.
W Cieszynie podczas triconowego bloku tolkienowskiego zastanawialiśmy się między innymi nad tym, o czym jest Władca Pierścieni. Podczas panelu pań Błaszkiewicz, Brzezińskiej i Sylwanowicz (nosił on tytuł „What LotR is about?” i odbył się 27 sierpnia) była mowa o tolerancji, przyjaźni, śmierci, wyborach wolnej woli… Ja sam rzuciłem moją definicję (coś w stylu: „Władca mówi Drodze upadłego człowieka, który szuka ścieżek Dobra, ale nie może ich znaleźć bez pomocy Opatrzności” – to mój wniosek po lekturze książki Fleming Rutledge pt. The Battle of Middle-earth. Tolkien’s Divine Design in ‚The Lord of the Rings’), bo w książkach Tolkiena wyraźnie widzę jak ważny jest motyw wędrówki, pielgrzymowania, błądzenia i odnajdywania drogi… Elfi pątnicy do Szarej Przystani, krasnoludy wędrowne na eriadorskich duktach, Szary Pielgrzym i Obieżyświat – bez domu, bez stałego dachu nad głową.
Przeczytaj resztę wpisu »
Brak komentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Lingwistyka
11.08.10, 00:23, dodany przez Galadhorn
Brzoza. Iluż to poetów sławiło jej skromność, jasność, czystą biel kory… To piękne drzewo współtworzy krajobraz północnej Eurazji. Mówisz brzoza i myślisz o rosyjskich берёзах*, które sławiono w niejednej dumce czy bylinie albo w wyobraźni widzisz béržas rosnącą pośród litewskich jezior, berse w pruskich pustaciach, bjǫrk pośród gór średniowiecznej Norwegii**. Srebrne i smukłe drzewa są wdzięcznym tematem poezji. Na przykład Leopold Staff w Dziewiczych brzozach pisał tak:
Dziewicze brzozy, srebrne korą,
Liść sieją złoty w szmaragd traw.
Przez sieć gałęzi modrą morą
Prześwieca nieba skłon i staw.
Pogodą rana lśni polana.
Cisza opieszcza smukłość drew,
Dygotem liści rozszeptana.
Źdźbła trawy kłoni lekki wiew.
Tak cicho jest i słodko wszędy
I tak przedziwny wkoło świat,
Jakbyś przed chwilą przeszła tędy
Musnąwszy trawy skrajem szat.
Przeczytaj resztę wpisu »
4 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Lingwistyka, Utwory Tolkiena
15.06.10, 15:11, dodany przez Galadhorn
Kalendarz Elendilich (tutaj) informuje: oto zbliża się nam Dzień Elfa. Radują się serca Elfich Przyjaciół… Ale czy aby na pewno? Kto bowiem dziś pamięta o inicjatywie sprzed pięciu już lat? Może warto o tej dacie przypomnieć?
Pomysł pojawił się, gdy zauważyliśmy, że w spisie imienin znajdują się też imieniny Alfa (patrz temat „Dzień Elfa – 17 czerwca” na LNDL). A Alf to imię pochodzenia skandynawskiego, które znaczy – ‚elf’. W języku staroislandzkim jasna istota, żyjąca między światem bogów i ludzi nazywała się alfr. I imieniny każdy Alf obchodzi 17 dnia czerwca. A ponieważ cała rodzina naszych elf-friendly inicjatyw nawiązuje do Elfów (forum Elendili ‚Przyjaciele Elfów’, serwis Elendilion ‚należący do Przyjaciół Elfów’, radio Elendili FM, „telewizja” Elendili TV…), to jakież święto jest nam bardziej potrzebne od Dnia Elfa?
Ale Dzień Elfa jest wciąż niezagospodarowany. Może Wy, może Wy właśnie – nasi drodzy Czytelnicy i Goście – znajdziecie treść, którą można wypełnić termin Eldarë ‚Dzień Elfa’? Zapraszamy do komentowania!
3 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Kalendarium Śródziemia
← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →