Relikwie pachnące pierwszą lekturą…
Mój pierwszy Hobbit. Wydanie Iskier z 1985 roku. Ma sygnaturę mojej dziecięcej biblioteki: „nr 2”. W 1986 roku była to dla mnie druga co do powagi książka w ówczesnych wątłych zbiorach. Wypatrzona w antykwariacie na ulicy Czerwonego Zagłębia (wszystko się od tamtej pory zmieniło – dziś ta aleja nazywa się 3 Maja). Wracałem ze swojej podstawówki, chudziutki dziewięciolatek z płową czupryną, wędrujący szarymi ulicami, mijający szarych ludzi, zmęczonych i pozbawionych nadziei. Puste sklepy, kolejki, groźni milicjanci, pamięć niedawnego stanu wojennego i ta oaza, w której tak lubiłem się schronić choć na kilkadziesiąt minut. Siadałem na podłodze antykwariatu i przeglądałem stare numery Fikcji i Fantastyki. Tam spotkałem się po raz pierwszy ze słowem „tolkienistyka” (tak tytułował się dział tolkienowski w eśkaefowych Fikcjach), tam przeczytałem po raz pierwszy o tajemniczych hobbitach, Bagginsach, Gandalfie, krasnoludach, tam zobaczyłem po raz pierwszy reprodukowane przez Andrzeja Kowalskiego mapy tolkienowskiego Śródziemia…
I tam zobaczyłem po raz pierwszy swojego kochanego Hobbita. Dziś ma trochę zniszczoną obwolutę z moimi inicjałami zapisanymi kalkomanią z lat 80. Na wklejce znajdują się wycięte z Fantastyki i Małej Fantastyki (tak, było i takie czasopismo w latach 90.) małe ilustracje Tolkiena do jego pierwszej wydanej powieści. Na marginesach znaleźlibyście notatki tengwarem i runami, pisane cienkim ołówkiem, kolejne ilustracje Tolkiena do Hobbita, które odbiłem kiedyś na ksero z książki, którą udostępnił mi Andrzej Kowalski. Na ostatniej stronie przepisałem ołówkiem staroangielskie i noldorińskie (czyli „sindarińskie”) tłumaczenie napisu z mapy Throra, którego autorem był J.R.R. Tolkien:
fif fota heah is se dura and þrie maeg samod þurghgangrid
Lheben teil brann i·annon ar neledh neledhi [gar] godrebh
Najważniejszy jest dla mnie zapach tej książki. Gdy piszę te słowa, na chwilę pochylam się nad książką, zamykam oczy i przez moment czuję emocje tamtej pierwszej lektury… Nieżyjący już Tata zgodził się, żebym jeszcze godzinkę mógł mieć zaświeconą lampkę. A ja z rozpaloną twarzą podążałem szlakiem Dzikich Krajów ku Samotnej Górze. Dziewięciolatek w czasie swojej pierwszej wędrówki po Śródziemiu…
Po co te wspomnienia? Piszę dlatego, bo chciałbym Cię zachęcić do przechowania relikwii pachnących pierwszą lekturą. Jeżeli Tolkien już Cię tak nie pasjonuje, a pieniędzy brak na nowe hobby, zachowaj choć te pierwsze książki, które tak Cię kiedyś zachwyciły. Nabiorą one szczególnego znaczenia, gdy znajdziesz je za lat dwadzieścia lub trzydzieści na swojej półce. A gdy zbliżysz twarz do otwartych stronic tych starych książek, przypomni Cię się coś, czego nie da się opisać słowami…
Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie


4 Komentarzy do wpisu "Relikwie pachnące pierwszą lekturą…"
Bogdan, dnia 12.10.2010 o godzinie 12:11
Ulica Czerwonego Zagłębia – dziś 3-go Maja… ale w jakim mieście? Gdzie dokładnie toczy się akcja?
Tom Goold, dnia 12.10.2010 o godzinie 12:35
Zaczynamy cykl wspomnień kombatanckich?;)
Galadhorn, dnia 12.10.2010 o godzinie 14:31
Akcja toczy się w Sosnowcu
Tom, może Ty, stary tolkienowski kombatancie, też napiszesz jakąś wspominkę?
Sens tego tekstu jest taki – nie pozbywajcie się łatwo starych książek, bo na stare lata będzie Wam ich brakować.
Dziki, dnia 12.10.2010 o godzinie 21:42
Tfo ja, niczym starik z łabędowa i ścierbaty sztrasznik z Flothlogrien frzucę Fam linka z mojego…. przepraszam za fy… już wkładam „plastiki” do gęby i … pierwszego spotkania z „Hobbitem”!
Pisałem o tym już na Forum, więc Tych, co te nudy zainteresują wysyłam do swoich wypocin…
Tylko dopowiem, że posiadam ileś książek z dawnych czasów, pachnących…ech… „makulaturą”, ale te zagrzybiałe, poplamione książki i ich „smak” są dla mnie jedyne… podkreślę JEDYNE i niepowtarzalne! Nie muszę ich czytać – toć znam je prawie na pamięć ( no prawie, bo ta skleroza! ) – ale wystarczy, że wiem… są na półkach i wiem, że mogę je w dowolnej chwili otworzyć i „powąchać” swoim czerwonym nochalem.
Ileż książek w dawnych czasach musiałem sprzedać, by … przemilczę, ale co najmniej tyle ile gołym okiem widać gwiazd na bezchmurnym niebie!
Są książki i czytadła! Czytadeł można ewentualnie pozbyć się ku uciesze innych, ale książki, te jedyne…
Do dzisiaj na honorowym miejscu „błyszczą” się poklejone zżółkłymi taśmami, po przejściach pierwsze wydania wszystkich części „Muminków”, „Dzieci z Bullrebyn”, cały cykl „Czarnoksiężnika z OZ”!
MH…
Niestety tylko czas jest w stanie coś o tym opowiedzieć! Bez jego ingerencji „młodość”, pomimo, że ma swoje prawa, dostrzega dopiero po latach! My „kombatanci” możemy tylko delikatnie, niczym muśnięcie wiatru po zachodzie słońca, pokazać, że… odsyłam do linka!
http://picasaweb.google.pl/dzikix/Hobbit?authkey=Gv1sRgCMSc3pPs4LHnKA&feat=directlink
Zostaw komentarz