19.11.08, 10:38, dodany przez Telperion
This travel report was first published by Telperion in Polish on 3 October 2008
Translated into English (Westron) by Noatar
You can join us during our Tolkienian travel to England, Wales and Ireland in Summer 2009!
Yesterday we went on the long-awaited trip to County Kerry. Generally speaking, it had been since I had read about Professor Tolkien’s stay in Kerry in J.R.R. Tolkien: Artist and Illustrator a couple of years before that I wanted to go there, and find the view from one of his drawings, or even some people who might still remember Professor Tolkien visiting these parts of Ireland. It seemed impossible to me that nothing should have been left of his visit in such a small village as Castlecove, Tolkien being, after all, an Oxford professor. We set out from Cork just as Tolkien once had, accompanied by his wife and daughter. Ireland of the year1952 must have looked like a completely different world than what we saw that day, we wondered. We also tried to work out how Tolkien had come up with an idea to go on holiday to Kerry. In The J.R.R Tolkien Companion and Guide (Christina Scull, Wayne G. Hammond; Vol I, p. 376) I found under the date late July – 15 August 1951 one particular note:
They travel to North Wales and take the ferry from Fishguard to Cork where they are met by Bridget McCarty, Professor of English at University College, Cork, whom Tolkien has met when examining in Ireland, and who has become a friend as well as a colleague. The Tolkiens stay for a few days in Cork with Bridget and her aunt, then are driven by Bridget to Castle Cove [it should be Castlecove] (…).
Przeczytaj resztę wpisu »
Brak komentarzyKategorie wpisu: Biografia Tolkiena, Eseje tolkienowskie, In Westron (English)
28.10.08, 20:43, dodany przez Galadhorn
Maria Skibniewska przełożyła angielską nazwę Middle-earth na język polski jako Śródziemie. Czy można słowo to przetłumaczyć w inny sposób?
Tolkien wzorował swoją nazwę na germańskich określeniach świata zamieszkałego przez nas, ludzi. Germanie wierzyli, że istnieje wiele światów, w których zamieszkują bogowie, alfowie (elfy), karły (krasnoludy), giganci i ludzie. Germanie skandynawscy wierzyli w 9 takich światów (jak opisał to Snorri Sturluson w Eddzie) – jednym z nich był Miðgarðr – świat ludzi (dosł. ‚między-ziemia’). Na załączonym rysunku widzimy schemat takiego właśnie podziału wg wierzeń skandynawskich. Łącznikiem między światami jest jesion Yggdrasill będący osią wszechświata i drzewem kosmicznym. Yggdrasill znaczy ‚Rumak Ygga (Odyna)’. Wiąże się to zapewne z szamańskimi początkami kultu Odyna – w szamańskim transie duch adepta religii odynistycznej przechodził do innej rzeczywistości (innych światów) niczym na grzbiecie konia).
Wróćmy jednak do Śródziemia. Przeczytaj resztę wpisu »
7 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Lingwistyka
24.10.08, 18:46, dodany przez Galadhorn
Okiem Studyty to blog, który w podtytule informuje, że jest miejscem, gdzie traktuje się o kulturze i religii dla kulturalnych i religijnych. Autor tego znakomitego bloga, znany jako Studyta Arseniusz, obserwuje świat z perspektywy na naszej polskiej niwie szczególnie interesującej: chrześcijańskiej-prawosławnej. Ostatni wpis Arseniusza nosi tytuł O Denethorach naszych czasów. Czytamy w nim o kondycji władców opisanych przez Tolkiena. Arseniusz pisze też, że dla niego najciekawszym portretem władcy w dziełach Tolkena jest postać namiestnika Gondoru, Denethora II. Znajduje on też analogie między Denethorem, ojcem Boromira i Faramira a wieloma myślicielami naszych czasów. Czytamy w tym ciekawym felietonie: Przeczytaj resztę wpisu »
Brak komentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Tolkienowski internet
13.10.08, 10:26, dodany przez Galadhorn
Pamiętasz? Gdy przyzwyczajamy się do jakiegoś ładnego zapachu z czasem przestajemy go czuć. Każdy tak ma, prawda? Zły zapach przeszkadza, wierci w nosie, odrzuca, gdy ten najpiękniejszy, delikatny, szlachetny szybko staje się niewidocznym tłem naszych wrażeń. Tak poznaje się na przykład dobre perfumy. Szybko zapominamy o tym, że nosimy na skórze ich ślad. Podobnie jest z życiodajnym powietrzem. Bez niego nie da się żyć, ale na co dzień w ogóle nie pamiętamy o jego istnieniu. Gdy zaś go zabraknie…
W związku z nową publikacją wykładu J.R.R. Tolkiena O baśniach (pod redakcją profesor Verlyn Flieger i Douglasa A. Andersona) przypomniało mi się towarzyszące twórczości literackiej pytanie: sztuka dla sztuki czy też sztuka w służbie idei? Na pozór twórczość Tolkiena i innych Inklingów należy do tej pierwszej kategorii. Artysta w myśli „profesorów w świecie baśni” (określenie nieodżałowanego profesora Mroczkowskiego) to twórca pochodny, wtórny wobec boskiego, transcendentnego Stwórcy. Dane mu „z góry” moce twórcze (czy inaczej a głębiej wtórstwórcze) wykorzystuje zgodnie ze swoim powołaniem – ku radości samego aktu twórczego. Przeczytaj resztę wpisu »
5 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
05.10.08, 20:28, dodany przez Telperion
Źródło: forum Hobbitonu
Świat Tolkiena jest ukazany w lustrze, zgoda, lecz jest światem odbitym, nie alternatywnym, i absolutnie nie zniekształcającym czy satyrycznym. Jest w istocie czymś głębszym i złowieszczym. Tolkien, trzymając lustro, by przejrzała się w nim natura – natura ludzka – ukazuje prawdę. (fragment eseju)
Bardzo ciekawy esej autorstwa Verlyn Flieger, pojawił się we wrześniowym numerze miesięcznika W Drodze (nr 9 (421) 2008). Autorka w sposób bardzo krytyczny, rzuca światło na współczesną literaturę fantasy, ukazując jej miernotę w zestawieniu z prawdziwą siłą twórczości Tolkiena, niedoścignionego starego mistrza…
Esej możecie przeczytać na stronie wydawnictwa. Zapraszamy do lektury.
1 komentarzKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Informacje medialne, Tolkienowski internet
03.10.08, 00:19, dodany przez Telperion
Wczoraj wybraliśmy się na od dawna planowany wyjazd. W sumie od momentu, gdy kilka lat temu przeczytałem w J.R.R. Tolkien: Artist and Illustrator o wakacyjnym pobycie J.R.R Tolkiena w hrabstwie Kerry w Irlandii, miałem ochotę pojechać tam, odnaleźć miejsce z obrazu, możne żyjących świadków jego pobytu? Przecież niemożliwe wydaje się, by profesor z Oksfordu, sławny już wtedy, nie pozostawił po sobie śladu w tak malutkiej wsi jaką jest Castlecove. Ruszyliśmy z Cork, podobnie jak Tolkien ze swoją żoną i córką. W roku 1952 Irlandia musiała wyglądać przedziwnie, zastanawialiśmy się również jak Tolkien wpadł na pomysł wakacji w Kerry. W The J.R.R Tolkien Companion and Guide (Christina Scull, Wayne.G Hammond Vol I s. 376) pod datą późny lipiec – 15 sierpień 1951 znalazłem taką adnotacje;
Odbyli podroż do północnej Walii, stamtąd promem dostali się do Cork, gdzie spotkali się z Bridget McCarty, profesorem języka angielskiego na Uniwersytecie w Cork (UCC), którą Tolkien poznał podczas swojej pracy (jako niezależny egzaminator*) w Irlandii. Tolkienowie zatrzymali się na kilka dni w Cork u Bridget i jej ciotki, później Bridget odwiozła ich do Castle Cove w hrabstwie Kerry (prawidłowo Castlecove*).
Zatem być może to Bridget namówiła Tolkiena na wakacje w Kerry? Jakkolwiek Ring of Kerry zalicza się do czołówki magicznych miejsc w Irlandii, Castelcove nigdy nie przykuło mojej uwagi. Jest tak małą wioską, że trudno sobie wyobrazić jak wyglądało to miejsce w 1951 roku. Chyba rzeczywiście można było tam znaleźć tylko jeden hotelik, sklep-i-bar-w-jednym, oraz stację benzynową z jedną pompą… (tak zresztą jest do dziś). Dziwne miejsce wybrał Tolkien, tym bardziej ze 5 mil na północ znajduje się Caherdaniel, przepiękna miejscowość, moja ulubiona na całej pętli. Nie zrozumcie mnie źle, Castlecove jest piękne, plaża, góry możne Tolkien szukał takiego spokoju, by odetchnąć od Oksfordu? Przeczytaj resztę wpisu »
9 KomentarzyKategorie wpisu: Biografia Tolkiena, Eseje tolkienowskie
17.09.08, 21:31, dodany przez Galadhorn
Ktoś się zaśmieje, ktoś inny stwierdzi: „Przesada…”. Być może ktoś jeszcze się zamyśli, a ktoś powie, że tak czuł od dawna. Owszem, istnieją miłośnicy Tolkiena, których fascynacja nie ogranicza się tylko do bycia fanem. Są tolkieniści, którzy wierzą, że J.R.R. Tolkien żyje, że grób na Cmentarzu Wolvercote na północy Oksfordu nie jest kresem tego niezwykłego mężczyzny. Wierzą oni, że Ronald Tolkien przebywa teraz „w niebie”, czy – jak powiedziałyby elfy – Erumandë ‚w siedzibie Boga’*. Ikona, która towarzyszy mojemu felietonowi, to dzieło ojca Roberta Lentza, franciszkanina z USA. Jest ona wyrazem prywatnego kultu, który nie musi być wcale niczym niezwykłym wśród miłośników oksfordzkiego pisarza. Jeżeli zaś powstają takie ikony, towarzyszy im na pewno modlitwa o wstawiennictwo Profesora, który zapewne jest tam, gdzie „patrzy się w niebo szersze i bardziej błękitne i idzie się wyżej, coraz wyżej, w Góry”.** Prywatny kult, ikony, modlitwa z prośbą o wstawiennictwo – czy to wszystko prowadzi ku procesowi beatyfikacyjnemu J.R.R. Tolkiena? Zapewne nie. Nie ma chyba dziś takiej potrzeby i takiego dążenia. Czas zaś pokaże, czy kult tego prawdopodobnego świętego rozwinie się czy zaniknie. W każdym razie mamy tę piękną ikonę Profesora, który ćmi swoją fajeczkę w boskim, wiecznym, najszczęśliwszym Teraz – w niebie, którego dalekim echem były tak pięknie opisane w książce złote lasy Lórien; złote tło ikon bizantyjskich jest symbolem wieczności, w której żyje święty.
Przeczytaj resztę wpisu »
3 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
14.09.08, 18:52, dodany przez Tornene
Krążą słuchy, jakoby na polskiej scenie fandomowej miała się ukazać nowela w formie komiksu związana z szeroko pojmowanym tolkienizmem. Ma to być swobodna wariacja na temat Johna Ronalda Reula Tolkiena, tworzonych przez niego dzieł, jak też konglomerat stylu noir (znanego choćby z serii Sin City Franka Millera), filmów akcji Quentina Tarantino i filologicznych rozważań nie pozbawionych odblasków filozofii i religii. Cokolwiek miałoby to oznaczać – szykuje nam się historia, która z pewnością nie przypadnie do gustu ortodoksyjnym tolkienistom. Osobiście spodziewam się czegoś niesztampowego, tworzonego z akcentem na dobrą zabawę i grę z inteligentnym czytelnikiem.
Przeczytaj resztę wpisu »
14 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Fandom tolkienowski, Tolkienowski internet, Twórczość fanów
12.09.08, 10:50, dodany przez Galadhorn

Wyszukane w Sieci Szeloby… Komiks pochodzi ze strony Sheldon Comics. Oczywiście na taki żart może zdobyć się tylko ktoś, kto nie poznał prac Tolkiena, które z szuflad ojca wyciągnął i opublikował jego syn, Christopher. Jest śmiesznie ale nieprawdziwie. Bo przecież „Tolkiena kwity z pralni” nie tylko dają nam przeogromny zasób wiedzy na temat procesu powstawania Tolkienowskich opowieści i na temat złożoności świata przedstawionego. Te „kwity z pralni” są przede wszystkim wielkim sukcesem komercyjnym. Gdyby były to książki takie, jak ta z komiksu, nie sprzedałoby się więcej niż dwa tomy HoMe…
6 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie
29.08.08, 19:29, dodany przez Galadhorn
Są dzieci w Śródziemiu błogosławieństwem Eru. Życie jest tam błogosławieństwem. Bo ci, których nazwać możemy Voronwi Eruo, Wiernymi Jedynego, tworzą w swoim świecie prawdziwą cywilizację życia i całym swoim jestestwem sprzeciwiają się Nieprzyjacielowi, tyranowi kultury śmierci…
Znakomity tekst Tolkiena pt. „Prawa i obyczaje pośród Eldarów” (w History of Middle-earth, tom X), a także inne teksty Legendarium ukazują świat rodzin, świat małżeństw i dzieci, świat, w którym życie traktowane jest jako dar, który należy przyjąć z odpowiedzialnością, i którego nie wolno porzucić. Przekazywanie życia jest błogosławieństwem w Śródziemiu – odbieranie życia innym – ale także sobie – jest skutkiem knowań Zła.
Bardzo piękny jest dla mnie w dziele Tolkiena ten bezwarunkowy szacunek, z jakim traktuje się życie istoty rozumnej od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ważne jest też według mnie to, że Wierni (niezależnie od rodzaju – elfowie, ludzie, krasnoludy, enty…) traktują swoje potomstwo jako dar. Pisze o tym w kontekście kultury Eldarów Tolkien we wspomnianym wyżej tekście o prawach i zwyczajach elfów. W tamtym świecie nie mówi się „mam dziecko”, ale „dziecko zostało mi dane”. I elfowie, u których od momentu poczęcia do narodzin upływa dokładnie jeden rok słoneczny, liczą swoje rocznice poczęć, nie urodziny. Jak nazwać taką rocznicę – poczęcinami? Ludzie, u których sprawy biologii nie są tak harmonijne, jak u elfów, momentu poczęcia nigdy nie są w 100% pewni ? dlatego nie pozostaje im nic innego jak świętować urodziny. Wiemy, że prym w tej dziedzinie wiedli hobbici, którzy z urodzinami związali wiele sympatycznych obyczajów, a uroczystość urodzin była u nich w rodzinach bardzo częsta, skoro rodzicie miewali po kilkanaścioro potomstwa. Jednak można być pewnym, że podobnie jak elfy, również śmiertelnicy uważali, że istnienie osoby rozpoczyna się w chwili poczęcia. Przypomnijmy sobie podwójną tragiczną śmierć Nienor i jej nienarodzonego dziecka. Tylko dziś jeszcze niektórzy mają z tym problem. Nieprzyjaciel wciąż działa…

Boromirek w łonie Finduilas, około 3,5 miesiąca od poczęcia
Sprawy seksu są w tym afirmującym życie świecie jak najmocniej związane z poczęciem dzieci. Elfowie czas swojej aktywności seksualnej nazywają „dniami dzieci” (HoMe X, 213), a sam akt seksualny traktowany jest w zdrowy, naturalny sposób. Brak fałszywej pruderii, za to jasne jest dla Wiernych, że seks łączy się z rodzicielstwem. Stąd wszelkie inne konfiguracje niż heteroseksualny związek monogamiczny – raz na całe życie – są traktowane z podejrzliwością w Śródziemiu. Mówi się o nich, że pochodzą „spod [panowania] Cienia” (patrz Listy, nr 214, gdzie czytamy, że tylko monogamia – dodajmy heteroseksualna – jest powszechna na Zachodzie, a inne systemy były uważane za odrażające i czynione tylko „pod Cieniem”). Nie ma w świecie kultury życia miejsca ani na poligamię (bo w tym układzie małżonkowie nie mogą być sobie wierni, a jedno z nich ma dominującą pozycję, co nie pasuje do kultury Wiernych), ani na układy homoseksualne. „Sodoma” Śródziemia – jeżeli istnieje – znajduje się zapewne gdzieś w Cieniu Morgotha i Saurona. Nie na Zachodzie wśród Elendili i Voronwi (pisałem o tym szerzej w innym eseju).
Elfowie mają rozbudowany język dotyczący spraw seksu i płodzenia dzieci – słowa puhta, púcë czy vië zawarte są we wczesnych słownikach Tolkienowego świata. Ale seks jest w tym świecie zarezerwowany dla małżonków, bo to akt seksualny konstytuuje małżeństwo (u Tolkiena małżeństwo rozpoczyna się nie samą przysięgą w otoczeniu rodziny i świadków, ale w noc poślubną!). Pomyślmy, z jakim zdziwieniem patrzyliby na nas Faramir i Sam Gamgee, Aragorn i Arwena – dzisiejsza kultura śmierci faworyzuje tych, którzy mogą się poszczycić dużą ilością „zaliczeń”, gdy tam faworyzowani są ci, którzy „poznali” jedynie swojego małżonka. Swoboda obyczajowa „VII Ery” Śródziemia i oderwanie seksualności od prokreacji, wielka ilość aborcji, fakt antykoncepcji, a także przyzwolenie dla eutanazji to rzeczy jak najdalsze od kultury opisanej w dziełach Tolkiena.
A ja? Wybieram kulturę życia czy kulturę śmierci? Warto zadawać sobie to pytanie, gdy marzymy o pięknym Śródziemiu pod gwiazdami przeczystej Elbereth…
44 KomentarzyKategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Utwory Tolkiena
← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →