Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tolkien Estate wyjaśnia

W serwisie TheOneRing zamieszczono stanowisko The Tolkien Estate w sprawie książki Wheelbarrows at Dawn, o której pisaliśmy niedawno w Elendilionie (tutaj).

“Do J. R. R. Tolkien Estate dotarła wiadomość na temat oświadczenia wydanego przez ADC Publications w sprawie odwołania przygotowywanej publikacji książki „Wheelbarrows at Dawn” autorstwa Angeli Gardner i Neila Holforda.

Stanowisko ADC sugeruje, że publikacja została odwołana na skutek gróźb ze strony Tolkien Estate. Groźby miała być zapowiedź działań sądowych, których celem miało być powstrzymanie wydania tej książki.

Ponieważ takie oświadczenie jest wysoce nieadekwatne i wprowadzające w błąd, Tolkien Estate uznało za niezbędne przedstawić fakty w tej sprawie, które ją wyjaśnią.

Książka, o której mowa, została zaprezentowana przez ADC jako biografia brata J.R.R. Tolkiena, Hilarego. Tymczasem publikacja zawierała liczne osobiste listy pisane przez J.R.R. Tolkiena do swojego brata, a także listy od innych członków rodziny, które były tam prezentowane faktycznie dosłownie [virtually verbatim ‚faktycznie, praktycznie dosłownie’].

Prawo autorskie tych prywatnych, niepublikowanych listów należy do Tolkien Estate. Jako strażnik tych praw i prywatności rodziny Tolkienów – a obie sprawy są przez tego strażnika chronione z wielką starannością – Estate w całkowicie właściwy sposób wycofało zgodę na taką formę reprodukcji tych listów.

Jednakże Estate postawiło sprawę jasno ADC, że nie ma to nic wspólnego z publikacją samej książki, w której znalazły się kontrowersyjne materiały – usunąć należało zaledwie 20 stron z ogólnej liczby prawie 300.

Choć ADC w odpowiedzi przystało na te warunki, ostatecznie postąpiło niezgodnie z umową parafrazując same listy – takie działanie w sposób wcześniej omówiony nie rozwiązywało problemu.

Choć Estate poświęciło wiele starań, żeby pomóc ADC, a starania te nie polegały bynajmniej jedynie na zasugerowaniu określonych zmian redakcyjnych, które zadowoliłyby właścicieli praw autorskich, ADC ogłosiło odwołanie książki.”

Tutaj znajdziecie oryginalny tekst w języku angielskim. W sprawie wypowiedzieli się też znani badacze Tolkiena, Ch. Scull i W. Hammond na forum LotR Plaza (tutaj).

Kategorie wpisu: Informacje medialne, Listy Tolkiena, Wydarzenia

11 Komentarzy do wpisu "Tolkien Estate wyjaśnia"

Galadhorn, dnia 18.11.2010 o godzinie 1:41

No i sprawa wyjaśniona. Po stronie Tolkien Estate stanęli także Scull i Hammond, a z ich zdaniem liczę się bardzo. Myślę, że za oskarżenia o „cenzurę prewencyjną” powinno się przeprosić…

:)

tallis, dnia 18.11.2010 o godzinie 4:05

Ja tam liczę się bardziej z mądrością ludową: kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera :)
poz
tal

Galadhorn, dnia 18.11.2010 o godzinie 9:15

ADC próbowało po prostu wystrychnąć TE na dudka. No i się nie udało.

TAO, dnia 18.11.2010 o godzinie 9:37

W liście tym widzę wyraźne, właściwie jednoznaczne potwierdzenie tego, że ważnym, może głównym motywem działania TE było niedopuszczenie do ujawnienia pewnych okoliczności, dotyczących życia rodziny Tolkienów.

Galadhorn, dnia 18.11.2010 o godzinie 10:01

Dobrze, że TE odpowiedziało i wyjaśniło sprawę. Znów zaczęłaby narastać kolejna „czarna legenda”. A tu chodzi po prostu o uszanowanie prywatności. Tym bardziej, że TE i rodzina Tolkienów nie chcieli wstrzymania książki, a jedynie prawdziwego usunięcia treści około 20 stron z 300 stron. Może jeszcze ta książka się ukaże – fajnie by było. Nie musi być w niej treści żadnego z tych listów.

Tom Goold, dnia 18.11.2010 o godzinie 10:25

Mnie zainteresowało coś innego – czy TE faktycznie miało prawo sprzeciwić się parafrazie listów? Czy taka parafraza również podlega prawu autorskiemu czy też TE wykorzystuje swoje wpływy? Stanowisko Hammonda i Scull nie może być niespodzianką, przecież mają uprzywilejowaną pozycję w badaniu spuścizny Tolkiena.

Galadhorn, dnia 18.11.2010 o godzinie 13:11

Jeżeli listy te naruszały prywatność rodziny Tolkienów (zwłaszcza, że przecież rodzina wciąż żyje i nie jest rodziną celebrytów utrzymujących się z obecności w mediach) to jak najbardziej. TE powołano, żeby chroniła prawa autorskie ale też prawa do prywatności Tolkienów.

Tom Goold, dnia 18.11.2010 o godzinie 15:05

Jest to cały czas gdybanie i kwestia wiary w oświadczenia jednej ze stron. Tak naprawdę nie wiemy czego mogą dotyczyć listy i w czyim posiadaniu pozostają (spadkobiercy Hilarego?). Wiemy natomiast, że TE miało możliwość zablokowania ich publikacji z czego skwapliwie skorzystało. Jak rozumiem spadkobiercy Hilarego mają w tej sprawie zupełnie inne zdanie. I generalnie nie idealizujmy tak rodziny Tolkienów. Niektórzy z nich jak Simon (syn Christophera) czy Royd (urodzony jako Baker) nie mają skrupułów by wykorzystywać nazwisko do robienia kariery w showbiznesie:)

TAO, dnia 18.11.2010 o godzinie 15:19

Co do parafrazy czy też omówienia – wydaje się, że sprawa na gruncie prawa brytyjskiego jest sporna. Być może istnieją jakieś precedensy, być może nie. Sprawę mógłby rozstrzygnąć proces, na który wydawca „Taczek” się nie zdecydował.

Co do ochrony prywatności – także w Polsce można domagać się zakazania publikacji informacji „wrażliwych” na temat osób żyjących i niedawno zmarłych, a nowa ustawa o IPN zakazuje nawet udostępniania tych informacji do badań naukowych (co jest zagrożeniem dla wolności nauki, tym bardziej, że tu chodzi o dokumenty publiczne, a nie prywatne). I tu już nie chodzi o to, czy listy są cytowane, czy omawiane – chodzi o ujawniane informacje.

Ale – skoro chodziło tylko o ok. 20 stron, mniej, niż 10% książki, to dlaczego wydawca „Taczek” nie poszedł na ugodę, a zrezygnował z publikacji? Czyżby te strony były aż tak istotne, że bez nich nie warto było wydawać książki? Na czym polegały działania TE, wykraczające poza sugerowanie określonych zmian edytorskich? Mam niejasne poczucie, że czegoś ważnego w tej sprawie nie wiemy…

Galadhorn, dnia 18.11.2010 o godzinie 15:53

Może ADC wolało zagrać rolę biednej nieszczęśliwej ofiary? W fandomie można sobie dzięki temu zyskać wiele dusz.

Tomku, akurat ani Simona, ani Royda nie reprezentuje TTE o ile wiem. Panowie są przez mainstrem Tolkinów uważani za outsiderów.

Tom Goold, dnia 18.11.2010 o godzinie 20:41

Oczywiście może być i tak, że za jakiś czas ADC ogłosi, że książka jednak się ukaże, pomniejszona o te dwadzieścia stron. Takie marketingowe wyrachowanie byłoby nawet zrozumiałe, bo ta niszowa w końcu książka zyskuje dziś świetną reklamę. Zobaczymy. Tym niemniej pewne sprawy wciąż nie zostają wyjaśnione. Natomiast w tłumaczeniu jest drobna lecz wprowadzająca zamieszanie nieścisłość. W „decline permission” chodzi chyba o „odmowę” a nie „wycofanie” zgody, co sugerowałoby, że taka zgoda była a później została wycofana. Co do Simona i Royda nie wypowiadam się, być może faktycznie uważani są przez resztę rodziny za outsiderów. Faktem jest natomiast, że pierwszy z nich dość bezwzględnie wykorzystał nazwisko dziadka by promować własną książkę a drugi zmienił nazwisko na Tolkien z powodów marketingowych.

Zostaw komentarz