Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Byrding czyli o hobbickich urodzinach

Dnia 16 września obchodzić będziemy kolejne urodziny Bilba i Froda Bagginsów (ten dzień to odpowiednik 22 halimath/”września” w Rachubie Shire’u zgodnie z Reformą Naszego Kalendarza). Poczytajmy o urodzinowych zwyczajach hobbitów wg J.R.R. Tolkiena. Świętujmy The Hobbit Week!

bagendOto tłumaczenie listu J.R.R. Tolkiena z lat 1958-59 (w zbiorze jest to list nr 214), które ukazało się w Simbelmynë nr 1 z 1997 r. (w przekładzie R. Derdzińskiego czyli moim). Jest to bardzo ważny list, który bardzo poszerza naszą wiedzę o kulturze hobbitów z Shire’u i o ich zwyczajach urodzinowych. Pełny list znajdziecie w dołączonym tu pliku pdf. Ciekawy fragment listu prezentujemy zaś poniżej:

‘Urodziny’ miały bardzo ważne znaczenie społeczne. Osoba obchodząca swoje urodziny (niezależnie od płci) nazywała się ribadyan (co zgodnie z opisaną metodą[1] należałoby przetłumaczyć jako byrding[2]). Całość obyczajów związanych z obchodami urodzin, choć były one przecież głęboko zakorzenione, regulowano niezbyt rygorystyczną etykietą. W rezultacie, tym sposobem zredukowano niektóre obyczaje do zwykłych formalności – jak to rzeczywiście sugerują słowa: “zwykle są to niekosztowne drobiazgi [mowa o prezentach], str. 47, a szczególnie na stronie 62, ww. 1-8.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tolkien drze koty z kotami,
czyli od mëoi do yaulë na Światowy Dzień Kota

«Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru (…)»

Tolkien w liście z 14 października 1959

Coś na Światowy Dzień Kota (17 lutego). Wiemy, że wielu naszych Czytelników lubi koty, więc koniecznie trzeba napisać o kocich wątkach u Profesora. Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo. U góry cytujemy list, w którym nasz autor nawiązuje do zapytania pewnej hodowczyni kotów z Cambridge, która chciała wiedzieć, czy może zarejestrować miot syjamskich kociąt pod imionami zaczerpniętymi z Władcy Pierścieni. Tolkien odpowiedział:

Moim jedynym komentarzem są słowa Puka o śmiertelnikach*. Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru, ale nie musicie tego mówić tej hodowczyni.

O jakie słowa Puka chodzi? Na pewno o te: „Śmieszni są ci śmiertelnicy” (William Szekspir, Sen nocy letniej, przeł. Stanisław Barańczak). Czy Tolkien myślał tylko o kotach syjamskich czy o kotach w ogóle? Niech na to pytanie odpowiedzą nasi Czytelnicy. W każdym razie hobbici miewali koty, o czym świadczy wzmianka w Drużynie Pierścienia, gdzie Frodo zauważa, że Bob, służący z gospody Barlimana Butterbura, powinien nauczyć swojego kota gry na skrzypcach.

Mamy też ten fantastyczny wiersz, który został włączony do zbioru Przygód Toma Bombadila (niedoceniana książka jest jedną z zaledwie czterech książek Tolkiena, które mówią o Śródziemiu, a zostały wydane za życia autora…). Załączona grafika przedstawia wiersz w angielskim oryginale.

Poniżej przedstawiamy ten wiersz w tłumaczeniu Aleksandry Jagiełowicz (jest też polski przekład Agnieszki Kreczmar z wydania Iskier). Według Tolkiena autorem wiersza o kocie był sam Samwise Gamgee (choć miała to być przeróbka ze starszego hobbickiego bestiariusza):

Tłusty kot dość ma psot.
Na macie śpi i chyba śni
O mysim mięsku, smacznym kęsku
Na śniadanko ze śmietanką.
A może śmiały, przez dzień cały
Śni inny los?
Dostojny krok i gniewny wzrok,
I groźny głos.
Gdzie jego brat, co nie zna krat,
Mieszka wśród drzew
Lub na pustyni, gdzie popłoch czyni
I chłepce krew.

Ogromny lew: żelazny szpon
I lśniące kły.
Nie zna litości więc strzeż się go,
Kiedy jest zły.
Gepard gwiaździsty, w oku ma błysk
Bestia, co rada
Na swą ofiarę z góry,
Bez szmeru spadać.
Gdzie las cienisty, uroczysty,
Daleko gdzieś
Mruczą swą pieśń,
Wolności pieśń.
Lecz tłusta kocina, zabawka jedyna
Twojego syna,
Nie zapomina.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tolkien i jego muzyka

Tekst poprawiony na 122. urodziny Profesora Tolkiena. Artykuł powstał na podstawie książki Ch. Scull i W. G. Hammonda The J.R.R. Companion and Guide. Reader’s Guide. Wykorzystałem też tłumaczenie Listów Tolkiena Agnieszki Sylwanowicz.

Dnia 16 sierpnia 1964 r. Tolkien pisał do Carey’a Blytona, który poprosił o zgodę na skomponowanie pewnej Hobbit Overture (‚Uwertury Hobbickiej’):

Moja wiedza muzyczna jest znikoma. Chociaż pochodzę z muzykalnej rodziny, w wyniku braków w wykształceniu i zaprzepaszczenia okazji do nauki z powodu sieroctwa, zalążki muzyki tkwiące we mnie zostały stłumione (dopóki nie poślubiłem pianistki) lub przekształcone w kategorie językowe. Muzyka sprawia mi wiele przyjemności, a czasami jest źródłem natchnienia, lecz ja sam stanowię odzwierciedlenie człowieka, który lubi czytać poezję lub jej słuchać, ale bardzo mało wie o jej technice i tradycji czy strukturze językowej (Listy, str. 523).

Humphrey Carpenter notuje w Biografii, że mama Tolkiena „próbowała zainteresować go grą na pianinie, ale bezskutecznie. Wyglądało raczej na to, że miejsce muzyki zajęły w nim słowa, i że to w nie uwielbiał się wsłuchiwać, czytając je, albo recytując, bez znaczenia dla ich sensu”. Wygląda też na to, że Tolkien bez sukcesu uczył się gry na skrzypcach. W liście do Roberta Murray’a, który uczył się gry na wiolonczeli, profesor napisał: Przeczytaj resztę wpisu »

Cytat na dziś…

Zamiast eseju, jeden cytat z Tolkiena, jedna ilustracja (zaprzyjaźnionej autorki grafik, Black Sword) i jedna definicja słownikowa. Dla pokrzepienia serc tych, co wędrują vi ‚aladhremmin Ennorath.

«W owym czasie na Zachodzie [Śródziemia] powszechnie panowała ‘monogamia’, a inne konfiguracje budziły wstręt, jako rzeczy dziejące się ‘w Cieniu’»

J.R.R. Tolkien, „Listy”, tłum. A. „Evermind” Sylwanowicz, str. 442)

Monogamia (stgr. μονογαμία, od μόνος (monos, jeden) i γάμος (gamos, małżeństwo) – najbardziej rozpowszechniony typ związku małżeńskiego, w którym jeden mężczyzna związany jest trwale z jedną kobietą, dając początek rodzinie. Monogamiczność związku oznacza ich wyłączną relację małżeńską na wszystkich płaszczyznach: społecznej, prawnej, duchowej, emocjonalnej, jak i biologicznej, seksualnej.

Ilustracja – Black Sword, „Aragorn, Arwen i Eldarion”

C. S. Lewis w 50. rocznicę śmierci

cslewisW naszym tolkienowskim serwisie informacyjnym piszemy głównie o Tolkienie i tolkienistyce. Dziś, w 50. rocznicę śmierci innego wielkiego Inklinga – C. S. Lewisa – wyjdziemy poza te ramy i skupimy się na tym wieloletnim przyjacielu J.R.R. Tolkiena.

Nazywał się on Clive Staples Lewis, ale przez przyjaciół i kolegów z kręgu literackiego Inklingów nazywany był „Jack”. Urodził się 29 listopada 1898 r. w północnoirlandzkim Belfaście. Tworzyć zaczął już w dzieciństwie (właśnie Prószyński i Ska wydał ostatnio zbiór dziecięcych opowieści Lewisa pt. Pakameria, w oryginale Boxen). O ważnej dla Lewisa i Tolkiena przyjaźni obu pisarzy, uczonych i chrześcijan pisano już wiele w biografiach i na przeróżnych stronach internetowych. Tu dziś, w przeddzień rocznicy urodzin Lewisa wynotuję kilka lewisowsko-tolkienowskich ciekawostek z książki Ch. Scull i W. G. Hammonda pt. The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.

Przeczytaj resztę wpisu »

Ainimë quettar

Z nami Wszystkich Świętych, a za miesiąc szykować się będziemy do Świąt Bożego Narodzenia. Przypominamy lingwistyczny, bardzo świąteczny (czy wręcz nawet świętobliwy) wpis z 2009 z relacją z lektury jednego z listów Profesora Tolkiena – listu o holy words...

Prawdopodobnie w kwietniu 1958 r. jezuita ks. Robert Murray napisał do Tolkiena z pytaniem o określenia świętości z punktu widzenia językoznawcy. Profesor odpowiedział listem, który znajduje się w wydanym zbiorze jego korespondencji. W opracowaniu Carpentera nosi on numer 209. Pochodzi z 4 maja 1958.

Profesor zwraca przede wszystkim uwagę na to, że poszukiwanie pierwotnego znaczenia słów napotyka na niebezpieczeństwo dwojakiego rodzaju – istnieją bowiem dwie zmienne: znaczenia/skojarzenia oraz formy. Zmiany semantyczne i zmiany morfologiczne są od siebie niezależne. I nigdy nie wiemy czy dane słowo w dawniejszej formie miało dokładnie takie, a nie inne znaczenie i skojarzenia. Tolkien zgodnie z faktami zauważa, że

Nie znamy „pierwotnego” znaczenia żadnego wyrazu, a tym bardziej znaczenia jego podstawowego elementu (…); zawsze bowiem istnieje zaginiona przeszłość.

Potem, na rozgrzewkę, Tolkien analizuje greckie θεός, łacińskie deus i angielskie god (wszystkie te słowa oznaczają dziś ‚Boga’) i zamyka ten fragment listu stwierdzeniem:

Czyż pojęcie „Boga” nie jest w ostatecznym rozrachunku całkowicie niezależne od sposobu, w jaki zrodziło się słowo na jego oznaczenie?

Przeczytaj resztę wpisu »

All Hallows’ Eve i Halloween

Dziś wigilia Wszystkich Świętych. Po angielsku All Hallows’ Eve. Nazwa uległa uproszczeniu i dziś w zlaicyzowanym świecie mówi się o Halloween. Chcecie w ten niezwykły wieczór rozpocząć nową literacką przygodę? Może dacie się zachęcić do poznawania prozy Charlesa Williamsa, czytając dziś wieczór książkę All Hallows’ Eve, w której powstawanie zaangażowali się J.R.R. Tolkien i C. S. Lewis?

Lektura na dziś: Ch. Williams, All Hallows’ Eve

Książka z 1945. Zaczyna się od opisu dysputy, którą toczą duchy dwóch zmarłych kobiet wędrujących po Londynie. „All Hallows’ Eve” szuka odpowiedzi na pytanie o sens ludzkiego i współczucia. Czyni to przez usunięcie granicy między żywymi i umarłymi z użyciem czarnej magii i Bożego miłosierdzia.

Przemysław Mroczkowski, „polski Inkling”, pisał o nim jako o „zmarłym przedwcześnie, wielostronnie utalentowanym urzędniku Oxford University Press”, pisarzu, który „wznawia dramatyczny moralitet” (Historia literatury angielskiej, str. 548). Charles Williams (1886-1945) to trzeci z wielkich Inklingów – jego miejsce jest zaraz po J.R.R. Tolkienie i C. S. Lewisie. Szkoda, że w Polsce jest to „sławny nieznany”. Każdy miłośnik twórczości Inklingów zna nazwisko Williamsa (choćby ze znakomitej książki Carpentera Inklingowie), ale mało kto z nas czytał jego książki. Chciałem to zmienić i tej jesieni zacząłem poznawać dorobek Williamsa, żeby go tu u nas, na elendilionowej niwie opisać z nadzieją, że może jakiś polski wydawca zaryzykuje i pod winietą reklamową „przyjaciel Tolkiena i Lewisa” pozwoli polskim czytelnikom poznać Wojnę w niebie, Zstąpienie do piekieł albo Wigilię Wszystkich Świętych… Wpierw w jednym z londyńskich antykwariatów przy Charing Cross Road, w najgłębszej z piwnic, na najdalszej z półek,  znalazłem Many Dimensions (wydanie z lat 60. – ten zapach starego papieru!). Po pochłonięciu tej książki (z wielkim apetytem – nie zaprzeczę), wziąłem się za e-booka War in Heaven (znakomita książka, która ma w sobie coś z Chestertonowskich kryminałów o księdzu Brownie, coś z atmosfery filmowego Omenu czy Dziecka Rosemary – a do tego jest bardzo londyńska, bardzo poczciwie angielska…). I odkryłem Charlesa Williamsa jako poprzednika wszelkich dzisiejszych „dan brownów” – przewyższającego ich jednak pod względem walorów literackich, językowych, psychologicznych. Na pewno książki Williamsa inaczej opisują psychologię człowieka niż książki Tolkiena i Lewisa – są pod tym względem bardziej współczesne. W duszy bohaterów trwa walka, panuje napięcie, a każdy ważny krok to podjęty z całą świadomością wybór. Wiele spraw pozostaje niejednoznacznych. Williams nie obawia pisać się też o erotyce człowieka, o jego cielesności. Ale też cechą charakterystyczną jego powieści jest to, że obok materialnego świata, który obserwujemy zmysłami, równie rzeczywisty jest świat duchowy – świat Boga, aniołów i demonów. Sam Williams od roku 1917 był członkiem okultystycznego Zakonu Złotego Świtu (z którego wyrósł też Alesteir „Bestia” Crowley) i choć później porzucił to środowisko, stał się chrześcijaninem w anglikańskiej wspólnocie kościelnej, to zainteresowanie nadprzyrodzonością i magią obecne było w jego twórczości do końca życia. Opis Czarnej Mszy w War in Heaven wskazuje, iż sam autor osobiście przeżył takie mroczne i przewrotne misterium. Książkę kończy piękny opis mszy chrześcijańskiej…

Przeczytaj resztę wpisu »

Gandalf Czarny Bena Collisona

Ciekawa grafika i ciekawy cytat z listów Tolkiena. Jakże aktualna dla każdego człowieka i  każdego społeczeństwa refleksja – gdy z dobrych intencji potrafimy innym obrzydzić dobro… Autorem pracy jest Benjamin Collison, artysta plastyk z Londynu (zajrzyjcie na jego Deviantart)

„Gandalf jako Władca Pierścienia byłby o wiele gorszy od Saurona. Pozostałby prawy, lecz stałby się obłudny. Panowałby i porządkował wszystko w imię „dobra” oraz korzyści swoich poddanych według własnej mądrości (która i tak pozostałaby wielka). Tak więc mnożąc zło, Sauron wyraźnie oddzielał od niego „dobro”. Gandalf obrzydziłby dobro i sprawiłby, że wydawałoby się złe.”

Z listów J.R.R. Tolkiena (nr 246)

„(…) na tej bardzo nieszczęśliwej ziemi z pewnością istniał Raj” (J.R.R. Tolkien)


Źródło: „Raj (Eden) i Niebiosa w pismach Inklingów” (Elendili)
Wykorzystaliśmy obraz Thomasa Cole’a, Wygnanie z Raju (1828)

W niezwykle ciekawym liście nr 96 (z 30 stycznia 1945, do Ch. Tolkiena, syna) Tolkien napisał (pogrubienie od redakcji):

Co do Raju. Sądzę, że większość chrześcijan – poza tymi b. prostymi i niewykształconymi lub chronionymi na inne sposoby – jest od wielu pokoleń poszturchiwana przez samozwańczych naukowców, przez co jakby upchnęła Księgę Rodzaju do lamusa swoich umysłów jak niezbyt modne meble, trochę się wstydząc trzymania ich w mieszkaniu, prawda, kiedy przychodzili z wizytą inteligentni młodzi ludzie: oczywiście mam na myśli nawet fideles, którzy ich nie sprzedali czy nie spalili, gdy tylko zaczęły się szyderstwa nowoczesnych gustów. W związku z tym rzeczywiście (łącznie ze mną), zapomnieli, jak mówisz, piękno tych spraw nawet „jako opowieści”. Lewis napisał niedawno niezwykle interesujący esej (nie wiem, czy został wydany)*, wykazujący wielką wartość samej opowieści jako pożywki umysłowej – całej opowieści chrześcijańskiej (szczególnie NT). Szydzimy właśnie z obrony takiej postawy: człowieka bojaźliwego, który traci wiarę, ale trzyma się przynajmniej piękna „opowieści”, jako że ma ona jakąś nieprzemijającą wartość. Lewis chciał dowieść, że tacy ludzie mimo wszystko otrzymują w ten sposób strawę i nie są całkowicie odcięci od soków życia: bowiem piękno opowieści niekoniecznie gwarantuje jej prawdę, lecz zawsze jej towarzyszy, a fidelis ma czerpać strawę tak z piękna, jak z prawdy. Tak więc bojaźliwy „podziwiający” i tak otrzymuje coś, co może nie docierać nawet do wiernych (głupich, niewrażliwych, nieśmiałych). Jednak częściowo dzięki własnym przemyśleniom nad moją pracą (techniczną i literacką), częściowo dzięki kontaktom z C.S.L.-em i rozmaitym innym wpływom, z których nie najmniejszy wywiera mocna, wskazująca kierunek dłoń Alma Mater Ecclesia, wcale nie czuję wstydu ani wątpliwości w związku z „mitem” Raju. Nie jest on oczywiście tak historyczny, jak NT, który właściwie składa się ze współczesnych dokumentów, podczas gdy Księgę Rodzaju dzieli od Upadku nie wiedzieć ile smutnych, wygnanych pokoleń, lecz na tej bardzo nieszczęśliwej ziemi z pewnością istniał Raj. Wszyscy go pragniemy i wszyscy stale dostrzegamy jego przebłyski: nasza cała natura w swych najlepszych i najmniej zniekształconych, najłagodniejszych i najbardziej miłosiernych przejawach, wciąż jest przesiąknięta poczuciem „wygnania”. Jeśli się nad tym zastanowisz, to Twoje (bardzo słuszne) przerażenie głupim morderstwem jastrzębia i uparta pamięć „domu” z idyllicznych czasów (kiedy często powstaje iluzja zatrzymania czasu i rozkładu oraz poczucie łagodnego spokoju) ειθε γενοιμην** „zegar zatrzymał się pięć po czwartej i czy wciąż jest na stole miód do herbaty” – wywodzą się z Raju. Jak tylko sięgamy pamięcią, szlachetniejszą część ludzkiego umysłu wypełniają myśli o pokoju i dobrej woli, oraz myśl o ich utracie. Nigdy ich nie odzyskamy, bo nie tak działa skrucha, która krąży po spirali, a nie po zamkniętym okręgu; możemy odzyskać coś na ich kształt, lecz na wyższym poziomie. Podobnie jak (by porównać jakąś drobnostkę) nawrócony mieszczuch więcej wynosi ze wsi niż zwykły wieśniak, ale nie może stać się prawdziwym ziemianinem, jest zarówno czymś więcej, jak i pod pewnym względem czymś mniej (a w każdym razie mniej prawdziwie związany z ziemią). Oczywiście zapewne – jeśli Bóg pozwoli – cała ludzka rasa (podobnie jak każdy człowiek z osobna) ma wolny wybór nie wznieść się na powrót, lecz zasłużyć na wieczne potępienie i przeprowadzić Upadek aż do gorzkiego końca (podobnie jak może każdy człowiek singulariter***). W pewnych okresach – a takim wyraźnie jest obecny – wydaje się to wydarzeniem nie tylko prawdopodobnym, lecz bliskim. Ja jednak wierzę, że nastąpi „milenium”, przepowiadane tysiącletnie rządy Świętych, tj. tych, którzy mimo swoich niedoskonałości nigdy w ostatecznym rozrachunku nie ugięli serca i woli przed światem lub złym duchem (we współczesnych, lecz nie uniwersalnych kategoriach: mechanizmem, „naukowym” materializmem, socjalizmem w którejkolwiek z jego frakcji znajdujących się teraz w stanie wojny).

* Chodzi zapewne o tekst „Mit stał się faktem”, który znalazł się w zbiorze C. S. Lewisa pt. „Bóg na ławie oskarżonych”.

** Gr. „jakże chciałbym być”; cytat jak i następne słowa z „The Old Vicarage”, Grantchester Ruperta Brooke’a.

W jeszcze innym miejscu czytamy:

Jest takie miejce, zwane „niebiosami”, gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje.

Tolkien wierzył w Raj – tzn. wierzył, że w początkach ludzkości nasi prarodzice żyli na Ziemi w pełnej harmonii z Bogiem, w pełnym szczęściu. Traktował to nie jako wysublimowaną duchową metaforę, ale jako (pre)historyczny fakt. Jednocześnie był przeświadczony o tym, że śmierć jest początkiem prawdziwego wiecznego życia w Niebie (lub Piekle – w zależności od naszego wyboru). W jednej z niewielu alegorii, które napisał – w opowiadaniu Liść, dzieło Niggle’a – w bardzo atrakcyjny literacko sposób opisuje tę swoją wiarę. Przedstawia tam swoją wizję Czyśćca i czekających na każdego z nas Niebios. Warto zastanowić się nad tym tekstem, odczytać dla samego siebie głębokie przesłanie owej przypowieści.

Bardzo ciekawy opis Raju, który uzgadnia naukowy ewolucjonizm z Księgą Rodzaju, wyszedł spod pióra innego Inklinga, C. S. Lewisa. W jego książce Problem cierpienia znajdujemy pasjonujący opis Upadku pierwszych ludzi, który streszczono na forum Elendilich (tutaj). Warto też wiedzieć, że finałowa podróż Bilba i Froda (a potem Sama) do Tol Eressëa (jak to opisuje Władca Pierścieni) to nie jest podróż w zaświaty (do Raju), a raczej tylko oczyszczenie i wypoczynek („czyściec”) przed właściwą śmiercią i Podróżą-W-Nieznane…

Jest taka cisza…


W listopadzie 1944 Tolkien pisał do swojego syna (cały list tutaj):

Przejeżdżałem niedawno na rowerze obok Radcliffe Infirmary, kiedy nagle doznałem jednego z tych olśnień, jakie czasami nachodzą nas we śnie (nawet wywołanym narkozą). Pamiętam, że powiedziałem na głos z całkowitym przekonaniem: „Ależ oczywiście! Oczywiście, że tak naprawdę toczą się sprawy.” Nie mogłem jednak przywołać żadnych argumentów, które do tego doprowadziły, chociaż miałem uczucie, jakby przekonał mnie rozum (choćby bez rozumowania). I od tego czasu myślę, że między innymi dlatego nie możemy po przebudzeniu odtworzyć cudownej argumentacji czy tajemnicy, że po prostu niczego takiego nie było: była natomiast (być może często) bezpośrednie zrozumienie przez umysł (tzn. rozum), lecz bez łańcucha argumentów, jaki znamy w naszym życiu rządzonym czasem.

Elf powiedziałby, że do Tolkiena przemówiły głębie jego serca (órerya equétië ten). O tajemnicach, które poznajemy przed wędrówkę do największych głębin naszego wnętrza mówią liczne tradycje mistyczne – od św. Augustyna z Hippony, przez muzułmańskich sufich, po buddyjską medytację zen.

Bracie który nie wiesz, na co czekasz; siostro, która trzymasz się kurczowo rzeczy, których sobie nie cenisz…

„Mit zbiera razem wszystkie znane nam rzeczy i przywraca im bogactwo znaczeń, które zostało ukryte pod zasłoną codzienności” (C.S. Lewis, październik 1955, wywiad w „Time and Tide”)

Życzmy sobie takiego wejrzenia w codzienną rzeczywistość, takiego spostrzeżenia znanych nam rzeczy tu i teraz, które ukazuje całe bogactwo znaczeń zazwyczaj ukrytych pod zasłoną codzienności. Wtedy nawet wchodzenie po schodach może się stać doświadczeniem „drabiny Jakubowej”, przygotowanie kawy doświadczeniem niebiańskiej muzyki, a uśmiech sąsiada w windzie uśmiechem Boga.

Drogą do takiej iluminacji, do takiego poruszenia serca może być cisza i skromność życia, doświadczenie „eukathastrophe” w czasie lektury, medytacja w modlitwie… Jeżeli teksty Tolkiena są nowoczesnym mitem, pełnią rolę mitu, to zmieniają też nasze życie. I o to chyba najbardziej w tym wszystkim chodzi…

„Jest takie czekanie, które już jest spotkaniem,
jest taka ciemność, która już jest światłością,
jest taka cisza, cisza w której, cisza w której słyszysz Niesłyszalnego”.

_______________

W tekście wykorzystałem słowa piosenki Antoniny Krzysztoń pt. „Jest cisza”.

← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →