Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

J.R.R. Tolkien, A Secret Vice – recenzja

[Rozszerzony tekst recenzji, która ukazała się pierwotnie
na blogu TOLKNIĘTY]

Tajony nałóg (A Secret Vice) traktujemy jak manifest sztuki tworzenia języków artystycznych. W eseju tym J.R.R. Tolkien opisał swoje pierwsze próby linguopoetyczne w dzieciństwie i drogę, która doprowadziła jego języki ku ich dojrzałej formie. Czytamy tam, jak to się stało, że quenya i sindarin stały się sercem całej tolkienowskiej mitologii. Teraz możemy poznać esej Tolkiena w szerszym kontekście. Możemy lepiej zrozumieć poglądy Tolkiena na związki języka i sztuki.

Secret_viceKsiążka, o której już zawsze będę myślał jako o pamiątce z naszej Tolkienowskiej Wyprawy do Anglii i Szkocji Śladami Tolkiena (maj 2016). Kupiłem ją w ogromnej księgarni Waterstone’s w królewskim Yorku. Pochłonąłem z zainteresowaniem w dwa popołudnia. To nie jest praca całkiem w Polsce nieznana. Esej o sztuce tworzenia własnych języków artystycznych pod tytułem „Tajony nałóg” znalazł się wśród tekstów Tolkiena, które dla wydawnictwa Zysk i S-ka przełożył w tomiku Potwory i krytycy Tadeusz Andrzej Olszański. A jednak w tym roku dzięki redaktorskiej pracy kolejnego już pokolenia badaczy dzieła Tolkiena – Dimitry Fimi i Andrew Higginsa – otrzymujemy krytyczne wydanie znanego manifestu językotwórstwa z dołączonymi innymi bardzo ciekawymi tekstami. Oto A Secret Vice. Tolkien on Invented Languages wydawnictwa HarperCollins. Książka jest w sprzedaży od kwietnia tego roku. Kosztuje około 17,- funtów sterlingów i wydana jest w twardej oprawie.

„Tajony nałóg” wraz z „O baśniach” to dwa najważniejsze teksty, które odsłaniają nam motywy i metody Tolkienowej twórczości subkreacyjnej (wtórstwórczej – chodzi o człowieka-artystę jako drugorzędnego stwórcę w stosunku do Pierwotnego Stwórcy – Boga). Tekst eseju pochodzi z lat 30. XX w. W listopadzie 1931 Tolkien doniósł „Tajony nałóg” do stowarzyszenia literackiego Kolegium Pembroke w Oksfordzie. Po poprawkach i sporych zmianach tekst ten został opublikowany przez Christophera Tolkiena we wzmiankowanym już zbiorze Potwory i krytycy z 1983 (polskie wydanie – 2000 r.).

W obecnym wydaniu dwoje badaczy tolkienowskich – Dimitra Fimi i Andrew Higgins – przedstawiają nam tekst „Tajonego nałogu” w jego pierwotnej formie, a do tego dołączają szereg nieznanych wcześniej szkiców i uwag wraz ze sporych rozmiarów wprowadzeniem na temat inwencji lingwistycznej Tolkiena (Część I). To właśnie tutaj znajdziemy ciekawostkę tego wydania – opis nieznanego wcześniej języka, wymyślonego przez Tolkiena, który nazywa się fonwegiański (ang. Fonwegian). Mają się nim posługiwać mieszkańcy fikcyjnej wyspy Fonwegii, a cały passus na temat tego języka i wyspy nawiązuje do Podróży Guliwera Jonathana Swifta, a całość być może zainspirował język francuski. Przykłady słów fonwegiańskich? Na przykład momor to ‚śmierć’, regensie ‚królowa’, pullfuga ‚pług’, wegoland ‚dobry’. Niestety Tolkien nie podaje ani jednego zdania w języku fonwegiańskim. Rozważania Tolkiena uzupełnione się przeciekawymi przykładami utworów we wczesnej formie języków quenya i sindarin. A więc mamy tu wersje wiersza Oilima Markirya („Ostatnia Arka”), Nieninque i Earendel, a także ośmiowersowy wiersz w noldorinie (wczesnej formie języka sindarińskiego). Mnóstwo materiału, który od lat 80. XX – od pierwszego wydania Potworów i krytyków – przyciąga uwagę lingwistów tolkienowskich. Całość uzupełniają liczne bardzo ciekawe przypisy.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tolkien i Wielka Wojna.
W setną rocznicę Bitwy nad Sommą (1916-2016)

Strona projektu Tolkien im Ersten Weltkrieg
Chronologia I wojny światowej
na Tolkien Gateway

Screenshot_2016-06-16-17-11-45 Screenshot_2016-06-16-17-11-55 Screenshot_2016-06-16-17-12-03

Slajdy z Instagrama Niemieckiego Towarzystwa Tolkienowskiego

greatwar1Mija właśnie sto lat od czasu, gdy J.R.R. Tolkien brał udział w wydarzeniach I wojny światowej jako podporucznik XIII batalionu pomocniczego Pułku Fizylierów Lancashire. Tolkien spędził część tego tragicznego czasu na froncie nad rzeką Sommą, w szpitalach oraz na rekonwalescencji. Dzięki projektowi Niemieckiego Towarzystwa Tolkienowskiego (Deutsche Tolkien Gesellschaft s.V.) oraz biografa tolkienowskiego, Johna Gartha, możemy w stulecie Wielkiej Wojny śledzić losy J.R.R. Tolkiena praktycznie dzień po dniu. Projekt wystartował dosłownie kilka dni temu, 2 czerwca 2016. Była to setna rocznica dnia, w którym Tolkien otrzymał rozkaz, żeby zameldować się w Folkestone i zaczęło się jego przygotowanie do zaokrętowania. Gdzie możemy śledzić ten projekt? Gdzie dostępne są wpisy w języku angielskim? Na Instagramie (tutaj) oraz na Twitterze (tutaj).

A nam pozostaje tylko zasmucić się nad faktem, że tak ważna biograficzna książka o Tolkienie jak praca Johna Gartha pt. Tolkien and the Great War wciąż nie ukazała się w polskim przekładzie. Memento dla polskich Wydawców!

A dla miłośników Tolkiena, których interesuje I wojna światowa, podajemy za stroną Niemieckiego Towarzystwa Tolkienowskiego bibliografię prac w języku angielskim, które dotyczą tej tematyki (pomijamy książkę J. Gartha):

Blackham, Robert S.: Tolkien and the Peril of War (The History Press Ltd 2013)

Croft, Janet Brennan: War and the Works of J.R.R. Tolkien (Praeger Publishers 2004)

Croft, Janet Brennan (Hg.): Baptism of Fire. The Birth of the Modern British Fantastic in World War I (Mythopoeic Press 2015)

Loconte, Joseph: A Hobbit, a Wardrobe and a great War. How J.R.R. Tolkien and C.S. Lewis rediscovered faith, friendship, and heroism in the cataclysm of 1914-1918 (Thomas Nelson Publishers 2015)

Hiley, Margaret: The Loss and the Silence (Walking Tree Publishers 2011)

Scull, Christina; Hammond, Wayne G.: The J.R.R. Tolkien Companion & Guide. Reader?s Guide & Chronology (Harper Collins 2006)

Tolkien o Zmartwychwstaniu Chrystusa Jezusa

anastasis_resurrection

W liście do syna Christophera z 7-8 listopada 1944 r. (Listy nr 89, tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz), pisząc o cudach uzdrowienia, J.R.R. Tolkien zastanawia się nad pojęciem szczęśliwego zakończenia:

I nagle zdałem sobie sprawę, co to jest: właśnie to, co próbuję wyjaśnić w eseju o baśniach, który tak bardzo chcę, żebyś przeczytał, że chyba Ci go wyślę. Na jego potrzeby ukułem słowo eukatastrofa – nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że wywiera on swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona – jeśli opowieść ma na drugim planie „prawdę” literacką (o tym przeczytasz w eseju) – że tak właśnie toczą się sprawy w Wielkim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Zakończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych eukatastrofą w najwspanialszej Baśni – i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości.

(…) Schodząc do pomniejszych spraw: poznałem, że stworzyłem w Hobbicie wartościową opowieść, kiedy czytając go (gdy już zestarzał się na tyle, bym mógł nabrać obiektywizmu), doznałem nagle dość silnego poczucia eukatastrofy na okrzyk Bilba: „Orły! Orły nadlatują!”…

Do tego fragmentu listu dołączamy reprodukcję jednej z najsłynniejszych ikon Kościoła – pełnej teologicznej mądrości ikony Anastasis. Tu w formie graficznej widzimy to, o czym pisze Tolkien: „cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce”. Spójrz na rozbite wrota śmierci, na rozerwane łańcuchy i rozrzucone klucze w Otchłani. Nie ma już śmierci…

Dobrych Świąt!

Wznowienie biografii Tolkiena autorstwa Humphreya Carpentera

large_CarpenterTolkienDwa tni temu, 2 marca 2016 na półkach polskich księgarni ukazała się wznowiona biografia J.R.R. Tolkiena autorstwa Humphreya Carpentera, zatytułowana Tolkien. Biografia, wcześniej dostępna jako J.R.R. Tolkien. Wizjoner i Marzyciel. Książka Carpentera uznawana jest za jedno z najlepszych źródeł wiedzy o życiu Profesora, gdyż jest to jedyna biografia autoryzowana przez rodzinę Tolkienów, a autor miał dostęp do prywatnych dzienników J.R.R. Tolkiena. Za wznowienie odpowiada wydawnictwo W.A.B, które wydało książkę w ramach serii Fortuna i Fatum. Książkę przetłumaczyła Agnieszka Sylwanowicz. Wydawnictwo tak opisuje biografię na swojej stronie:

Prawdziwa gratka zarówno dla tych, którzy przeczytali Hobbita dwadzieścia razy, jak i dla tych, którzy dopiero usłyszeli o skromnym profesorze Oksfordu.

Tolkien przedstawiony przez Carpentera jest człowiekiem z krwi i kości: z pasją bada i tworzy nowe języki, w roztargnieniu sprawdza prace studentów, a wieczorami chadza na piwo z C.S. Lewisem i innymi tzw. Inklingami. Carpenter sięga do dzieciństwa Tolkiena, spędzonego na południu Afryki, a następnie śledzi dalsze losy chłopca: stratę rodziców, okopy I wojny światowej, aż do poznania przyszłej żony Edith i zamieszkania w Oksfordzie. Znakomita książka, dająca poczucie realnego obcowania z kultowym autorem.

Tolkienowski toast w 124. urodziny J.R.R. Tolkiena

TolkienPipe2Zbliża się 3 stycznia, czyli rocznica urodzin Profesora Tolkiena (3 stycznia 1892 – 2 września 1973). Jak co roku, Brytyjskie Towarzystwo Tolkienowskie (The Tolkien Society) namawia tolkienistów z całego świata do wzniesienia toastu. Cała procedura jest dość prosta. Szykujemy napój (niekoniecznie alkoholowy), a o godzinie 21 czasu lokalnego wstajemy, wznosimy szklankę/filiżankę/kufel i ze słowami Za Profesora (The Professor) upijamy jeden łyk. Potem siadamy i dopijamy napój do końca.

Oczywiście, nie trzeba siedzieć w domu, można świętować wspólnie z innymi tolkienistami. Na stronie Tolkien Society we wpisie poświęconym toastowi można znaleźć listę lokalizacji gdzie miłośnicy twórczości Profesor będą świętować razem. Na razie na mapie brak Polski – ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zorganizować jakieś wydarzenie i poinformować Tolkien Society. A jeżeli dla kogoś spotkanie ze znajomymi to za mało, może świętować razem z całym światem i relacjonować swój toast w mediach społecznościowych używając hasztagu #TolkienBirthdayToast.

Tak procedura wygląda na całym świecie. Dla naszych czytelników mamy dodatkowe urozmaicenie: właśnie 3 stycznia wystartuje nasz plebiscyt na Tolkienowskie Wydarzenie Roku 2015. Dzięki Waszej pomocy udało nam się zebrać dość pokaźną listę wydarzeń z dziedzin wszelakich – książki anglojęzyczne, książki polskojęzyczne, działalność fandomu, konferencje, gry, filmy. Już teraz zapraszamy do głosowania.

Wte i wewte czyli angielska wyprawa śladami Tolkiena cz.3

Poniżej prezentujemy ostatnią część relacji z naszej kwietniowej wyprawy do Anglii śladami J.R.R. Tolkiena. Autorka opublikowała ją pierwotnie na łamach portalu Wszystko Co Najważniejsze.

21 kwietnia, wtorek (urodziny Królowej, tej, która widziała Tolkiena na własne oczy, gdy wręczała mu Order Imperium Brytyjskiego!; tegoż dnia w 2841 roku Trzeciej Ery Thráin wyruszył do Samotnej Góry), nadszedł jako dzień wielkiej terenowej eskapady do Małego Królestwa. Okazało się jednak, że, poza wszystkim, stanął on pod znakiem pewnej walizki?

Przez łąki i pastwiska, wśród owiec i przy wtórze nawoływań zaniepokojonych skowronków, dotarliśmy do Uffington Castle, czyli celtyckiego oppidum ? ślady po dawnej ufortyfikowanej osadzie są doskonale widoczne w terenie, choć nie była to osada duża (największe oppidum w Europie znajduje się w Wirtembergii, zajmuje 1400 ha i ma wały obronne o łącznej długości prawie 30 km!). Krążące wokół drapieżne ptaki mają doskonały (i ekskluzywny) widok na znaczącego zbocze wzgórza białego konia.

W dolinie, zwanej oczywiście Doliną Białego Konia, jest smoczy kurhan, Dragon Hill, na którym nie rośnie trawa ? w to miejsce spłynęła krew gada, gdy ugodziła go broń Św. Jerzego. To wzgórze mogło być miejscem pochówku, a koń i smok to symbole trzymające intruzów z dala od niego, tacy strażnicy czasu. Była taka legenda, która głosiła, że pod tym wzgórzem złożono doczesne szczątki ojca króla Artura, Uthera Pendragona? Widoki roztaczające się stąd na Cotswolds nie mają sobie równych. Szczególnie zapadają w pamięć żółte pola kwitnącego rzepaku, nieprawdopodobnie błękitne niebo i wiatr przynoszący zapach angielskiej wiosny. Witajcie w Shire!

Dragon Hill natychmiast skojarzyło mi się z niedawną lekturą najnowszej książki Kazuo Ishiguro The Buried Giant, która jest niezwykłą i napisaną pięknym językiem opowieścią o roli mitu w kulturze i historii, o funkcji pamięci i znaczeniu ZAPOMINANIA. Akcja tej powieści toczy się gdzieś tutaj? Przeczytaj resztę wpisu »

Wte i wewte czyli angielska wyprawa śladami Tolkiena cz.2

Poniżej prezentujemy drugą część relacji z naszej kwietniowej wyprawy do Anglii śladami J.R.R. Tolkiena. Autorka opublikowała ją pierwotnie na łamach portalu Wszystko Co Najważniejsze.

Wieczorem wylądowaliśmy w Streatley nad Tamizą, około 17 mil na południe od Oksfordu. To wioska znana z opowieści Trzech panów w łódce (nie licząc psa) autorstwa Jerome?a K. Jerome?a (wyd. 1889). Zamieszkaliśmy w wiktoriańskiej rezydencji na wzgórzu, zajęliśmy tam wszystkie pokoje. W sypialniach mieliśmy piętrowe łóżka, a pokoje kąpielowe dzieliliśmy (dzieliłyśmy ? Pań było więcej) między siebie sprawiedliwie i cierpliwie. Nie odnotowano żadnych ekscesów, ani scysji. Nikt się nigdy nigdzie nie spóźnił (dzięki ci, języku polski, za tę niewiarygodną ilość zaprzeczeń w jednym zdaniu!). Dyscyplina doprawdy budująca.

Problem z podróżą i pobytem w nowych miejscach polega zawsze na tym, że choć nie chcesz, zajmujesz się głównie sobą, przynajmniej przez jakiś czas (paradoksalnie, we własnym domu zajmujesz się całym światem ? i o tym po trosze jest Hobbit). Ale wszystko się poprawia po oswojeniu przestrzeni i wypracowaniu rutyny.

Atmosfera przypominała kolonijną. Toaleta wieczorna i poranna ? jak kąpiel w rzece. Posiłki ? niczym wspaniałe biesiadowanie przy ognisku, tyle, że zamówione zestawy śniadaniowe podawali bezszelestnie poruszający się Elfowie (ale już kolacje można było przygotować samodzielnie w dobrze wyposażonej kuchni, a zjeść w tej kuchni albo świetlicy, na kanapie).

Zdarzało się, że natura sama zaglądała do naszych apartamentów, lecz nawet z Shelobami Panie dzielnie sobie radziły, brawurowo (szaleńczo odważnie?) atakując podstępne gadziny z okrzykiem: Ty kmiocie!… Inne stworzonka miały pewien (literacki) związek z Telimeną? – więcej nic ode mnie nie wydobędziecie na ten temat! W każdym razie zniknęły równie szybko i tajemniczo, jak się pojawiły. Przeczytaj resztę wpisu »

Wte i wewte czyli angielska wyprawa śladami Tolkiena cz.1

Poniżej prezentujemy pierwszą część relacji z naszej kwietniowej wyprawy do Anglii śladami J.R.R. Tolkiena. Autorka opublikowała ją pierwotnie na łamach portalu Wszystko Co Najważniejsze.

I warn you, if you bore me, I will have my revenge.

J.R.R. Tolkien

Kiedy to się właściwie zaczęło?

Pewnie wraz z pierwszą lekturą Władcy Pierścieni. Czyli dla każdego z nas w innym czasie. Dla mnie, 5 lat temu. Aż na pierwsze hasło o kolejnej literackiej wyprawie do Anglii śladami Tolkiena (oraz śladami poprzedniej takiej podróży z 2008 roku) te rozwijające się dotąd osobno wątki połączyły się w jeden.

Oto samo sedno i cel tej wyprawy: poznanie innych miłośników literatury Tolkiena z całej Polski. Jak się okazało, większość z nas zdecydowała się na wyjazd natychmiast po otrzymaniu pierwszej wiadomości od Toma Goolda i Galadhorna i potem już zdania nie zmieniła. Wśród 27 uczestników był jeden bardzo młody, sporo młodych i całkiem sporo wiecznie młodych (nie wiem doprawdy, do czego potrzebne były zatem słynne balsamy od Waitrose?a?).

Moja wyprawa zaczęła się 16 kwietnia we czwartek o godzinie 15.50, w 71 roku Czwartej Ery Śródziemia, a w 15 roku trzeciego tysiąclecia Naszej Ery. Przedsięwzięcie wymagało najpierw dotarcia do Katowic (mknąc, niczym pociąg pośpieszny?), które jako miejsce zbiórki i sformowania Drużyny mogłyby grać rolę Rivendell, gdyby nie to, że podróżowaliśmy z krainy położonej daleko na wschodzie – na zachód. A skoro na zachód, to do Szarych Przystani.

Przyjazna gospoda znalazła się bez trudu (dzięki nieocenionej pomocy Toma Goolda), jakieś trzy minuty od stacji kolejowej. Z okna na czwartym piętrze roztaczał się intrygujący widok na podwórko pewnej kamienicy, pokryte autentyczną mozaiką, na czyjeś okna, przez które widać było mieszkańców Bree spożywających wieczerzę, na sznury z praniem, doniczki z kwiatami i na dachy pokryte ciemną dachówką, na zieloną i oświetloną kopułę kościoła. Dziwne to Bree, bo tym razem nietonące w strugach deszczu? A może to były raczej siedziby krasnoludów w Górach Błękitnych?? Przeczytaj resztę wpisu »

Byliśmy w Tavrobel

Źródło: blog Tolknięty

W sobotę zakończyła się nasza niezwykła Literacka Podróż do Anglii Śladami Tolkiena (patrz tutaj, a także pod tagiem #wyprawatolkienowska), w której uczestniczyło 27 tolkienistów z różnych części Polski. Za rok wybieramy się w podobną podróż do Anglii i Szkocji (chcemy m.in. odwiedzić Leeds, Mur Hadriana, Edynburg, szkockie góry i Wyspę Skye). Z czasem na Elendilionie pojawią się relacje z Wyprawy, a na razie zaprezentujemy kilka „smaczków” tej czarownej ekspedycji do Anglii Tolkiena i na Tol Eressëa tolkienowskiej mitologii. Dziś pierwsza odsłona…

Shugborough Hall pod Great Haywood, czyli Dom o Stu Kominach

Dnia 19 kwietnia b.r. odwiedziliśmy między innymi Great Haywood w hrabstwie Stafford, miejscowość, którą wczesna forma Silmarillionu Tolkiena, czyli Księga Zaginionych Opowieści, identyfikuje z Tavrobel (albo Tathrobel). Great Haywood, ta niepozorna, a pięknie położona wioska, zapisała się w biografii Tolkiena w sposób szczególny. To tam Ronald Tolkien stacjonował przed wyruszeniem nad Sommę w czasie I wojny światowej, a Edith Tolkien zamieszkała tam po ślubie z Tolkienem, czyli po 1916. Tolkien znalazł się znowu w Great Haywood zimą 1916/1917, po swoim powrocie z Francji. Leczył tam skutki gorączki okopowej. Prawdopodobnie Dom Gilfanona, Dom o Stu Kominach z Księgi Zaginionych Opowieści został zainspirowany przez pałac Shugborough Hall pod Great Haywood, a Most Tavrobel to najpewniej Essex Bridge, który przebiega nad rzeką Trent około 100 m od miejsca, w którym Trent łączy się z rzeką Sow. Z kolei Wrzosowisko Sklepienia Niebios (ang. Heath of the Sky-roof) – miejsce bitwy między Ludźmi – ma wiele wspólnego z Hopton Heath, polem bitewnym z 1643. Samo położenie Tavrobel u zbiegu rzek Afros i Gruir (a w dojrzałym Silmarillionie rzek Taiglinu i Sirionu w Lesie Brethil) przypomina położenie Great Haywood u zbiegu Trent i Sow.

Tu łączy się Trent i Sow – tu łączy się Afros i Gruir (Taiglin i Sirion)

Bardzo wyczerpujący opis Tavrobel i opis związków tej elfickiej miejscowości z Great Haywood znajdziecie w encyklopedii internetowej Tolkien Gateway (tutaj). Za to w Parma Eldalamberon nr 13 (2001) na str. 94 oprócz opisu Tavrobel znajdziemy herb tej miejscowości, który został narysowany przez Tolkiena w czasie jego pobytu w tych okolicach podczas Wielkiej Wojny. Oto sam herb, który chętnie porównuję tutaj z wykonanym przeze mnie zdjęciem Essex Bridge. Zadziwiające podobieństwo!

Essex Bridge czyli elficki Tram Nybol

Tram Nybol czyli Essex Bridge („Parma Eldalamberon” nr 13, str. 94)

Śniąc o Drzewie… Śniąc o Życiu…

Nasza dobra tolkienowska Znajoma, Arganthe, napisała na Facebooku swoisty przewodnik po tekstach, które w związku z Wielkim Piątkiem i świętem Zmartwychwstania Jezusa mogą zainteresować niejednego tolkienistę. Jej komentarz pojawił się w związku z krótkim ale bardzo pięknym wpisem na blogu Lómendila (Undómë ar tindómë: „Marzenia o zmartwychwstaniu”). Arganthe pisze: «O pogańskiej nadziei zmartwychwstania i chrześcijaństwie jako odpowiedzi na nią uderzająco pisze Tolkien w eseju o Beowulfie. I jest o tym cały Dream of the Rood, mający wiele wspólnych elementów z De incarnatione Verbi Atanazjusza z Aleksandrii, podstawowego tekstu dla teorii odkupienia Christus Victor. Esej Tolkiena jest w polskim wydaniu Potworów i krytyków Prószyńskiego i S-ki (od strony 30), Dream of the Rood przetłumaczyła dla Simbelmynë Adaneth (prezentujemy go poniżej), a O wcieleniu Słowa wg polskiej Wikipedii ukazało się w przekładzie Michała Wojciechowskiego». I korzystając z okazji…

Dobrych, przepełnionych Nadzieją,
dni Triduum Paschalnego

życzy Redakcja

Oto tekst, który zaprezentowaliśmy Wam już w roku 2012:

W związku przeżywanym przez chrześcijan Triduum Paschalnym zapraszamy Was do lektury poematu anglosaskiego (staroangielskiego) pt. Sen o Drzewie anonima z VIII w. w mistrzowskim tłumaczeniu Joanny „Adaneth” Drzewowskiej. Utwór pojawił się w Simbelmynë nr 20 z lata 2004 r. Poemat ilustrujemy rysunkami Krzyża z Ruthwell (patrz Wikipedia), runicznego zabytku, na którym znalazł się fragment Snu o Drzewie oraz reprodukcją anglosaskiego rękopisu, który zawiera poemat (obie fotografie lepiej widoczne po kliknięciu). J.R.R. Tolkien w latach 30. wygłosił wiele wykładów na temat tego chrześcijańskiego dzieła napisanego w ukochanej przez Profesora staroangielszczyznie (patrz Scull, Hammond The J.R.R. Tolkien Companion and Guide, I 154, 167, 175).

Prezentacja Krzyża z Ruthwell

Słuchaj! o śnie opowiem śnionym o północy
gdy ci, co mowę znają zlegli na spoczynek.
Drzewo we śnie widziałem, Drzewo w światło spowite,
wysoko wzrastało wspaniałe Drzewo.
Złotem i klejnotami zakryte w całości,
pięć kamieni drogich w poprzecznej belce tkwiło.
I widziałem przy nim wszystkich Pańskich aniołów
pięknych wieczną pięknością. Nie przybyli
by czcić narzędzie śmierci należnej przestępcy.
Drzewo Zwycięstwa ujrzały duchy niebieskie, a z nimi
ludzie śmiertelni tej ziemi i stworzenie całe.
I ja, choć grzechu winny i grzechem zraniony
widziałem Drzewo Chwały chlubne, radością lśniące,
Drzewo Króla mocnego klejnotami strojne.

Lecz ślady walki zaciętej przez złoto świecące ujrzałem,
krew ran bitewnych po prawej stronie Drzewa
w lęku wielkim, żalem przeniknięty patrzyłem, męstwo Drzewa podziwiając.
A ono w oczach moich odmieniać się jęło,
to krwi wilgocią mokre, to wielkimi skarby
strojne znowu na chwilę, to znowu zranione.
I przemówiło do mnie Drzewo Uleczenia. Pamiętam to dobrze,
choć czas długi minął. Tak mówiło Drzewo:

Przeczytaj resztę wpisu »

← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →