Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Fałszywy prorok

Czyli potwierdziło się. Guillermo del Toro będzie reżyserował Hobbita. Od niego zależeć będzie ogólny wydźwięk tego dzieła literackiego, akcent postawiony na odpowiednie wątki, gra kontrastem między białym i czarnym, a właściwie światłem i mrokiem. O tym właśnie chciałem nakreślić tych kilka słów. Zapewne nie tylko ja jestem, delikatnie mówiąc, zaniepokojony takim przebiegiem wypadków. Po rozmowie z Telperionem zdałem sobie sprawę, że naprawdę zależy mi na dobrym wydźwięku Hobbita w ujęciu del Toro. Przy wszelkich zastrzeżeniach Władca Pierścieni PiDżeja mógłby być pokazany dzieciakom w wieku 10-14 lat. Jest w nim dostatecznie dużo blasku i dobra, by młody i nieukształtowany umysł zrozumiał dlaczego warto stanąć po stronie tych grzeczniejszych, zamiast ekscytować się mhrocznym obliczem mhrocznych Nazgûli. W Labiryncie Fauna takiego blasku nie ma.

Buyer first home loan time
Free payday loan
Payday advance loan new mexico
Consolidation debt non profit
High risk lender for a personal loan
Consolidation debt service uk
Federal student loan default
Government student loan consolidation
Colorado home mortgage loan rate
Free debt consolidation services
Christian consolidation debt services
Delaware home equity loan rate
California home loan mortgage va
Debt consolidation and management
Mobile home loan texas
Bad credit personal signature loan
Home loan rochester new york
Bank one personal loan
Fargo loan student well
Home home improvement loan rate
California equity home loan mortgage second
Va home loan interest rate
Card consolidation credit debt management
Home interest loan mortgage only
Personal loan in the uk
Bank boston federal home loan
Financing home loan mobile
Uk personal loan online
Equity home loan mortgage rate
California home loan refinance
Card consolidation credit debt online
Countrywide home inc loan
Guaranteed high loan personal risk
Debt consolidation home loan
Debt consolidation loan without owning a home
Bankruptcy home improvement loan
Bad consolidation credit debt loan unsecured
Personal loan for college student
Bank federal finance home loan office
Loan services student
Equity home loan refinance vs
Bad credit home loan mortgage services
Broward home loan
California home in loan mortgage rate
2006 loan mt personal tb trackback
Second mortgage versus home equity loan
California home loan new
American debt consolidation
Debt consolidation online quote
Bad credit home mortgage loan quote
California home loan southern
Florida home equity loan
No fax required payday loan
Debt consolidation utah
Application loan online personal
Dept education loan student us
Consolidation credit debt repair
Ez payday loan
Bad credit personal loan uk
Payday loan in georgia
Best california home loan
Colorado home mortgage loan
Guaranteed payday loan
Ohio debt consolidation loan
Personal cash loan
Online debt consolidation program
Nonprofit christian debt consolidation
Private loan for a student with bad credit
Medical student loan consolidation
Virgin personal loan
Home loan owner personal secured
Consolidation debt uk
Washington mutual home loan
California company home loan
First time home buyer loan
Debt consolidation loan application
Forgiveness loan program student
Teraz mały pstryczek w nos tym, co pomyśleli sobie o mnie jako o „konserwie” prawiącej natchnione i nieodwołalne kazania o słusznym i niesłusznym. Otóż uwielbiam ten film i siedziałem z otwartą szczęką, poruszony talentem seniora Guillermo. Uważam tę produkcję za wybitną. Lecz mimo wszystko boję się zaniku pewnych oczywistości. Hobbit jest bajką dla dzieci, którą mogą zachwycić się dorośli, prawda? Lecz wizja filmowej sztuki zaprezentowana przez owego pana może zachwycić dorosłych, a dzieci trwale straumatyzować. Rozumiem postępowe apele o wolności przekazu informacji i rzekomym szybszym dorastaniu dzieciaków, ale brutalność tej produkcji jak również kapiący z każdego zakamarka niepokój i mrok każą postawić sobie kilka zapewne głupich dla wielu pytań:

1) czy tego chciałby taki jeden pan, nieszczególnie istotny w rozgrywkach o wielkie pieniądze, Tolkienem zwany?
2) czy w bajce/baśni powinny być zaakcentowane uczucia negatywne, bród, smród, okrucieństwo, zło? Zapewne ktoś powie: bracia Grimm. No dobrze, tak było u nich od początku, a Hobbit nie przytłacza mrokiem, wręcz przeciwnie.
3) czy Guillermo się spisze…

O tym jest ten cały felieton. Tylko o tym właściwie. Powiem nieskromnie, że widziałem wiele filmów i styl danego reżysera lubi się zazwyczaj udzielać w poszczególnych produkcjach. Za to kochamy, dajmy na to nudziarza Zwiagincewa, a nie cierpimy chałturnika Michaela Baya.
Wyboru nie cofniemy, ale chciałbym okazać się fałszywym prorokiem, kiedy wszyscy zasiądziemy do oglądnięcia Hobbita w wykonaniu owego pana. Chciałbym być fałszywym prorokiem…

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

40 Komentarzy do wpisu "Fałszywy prorok"

M.L., dnia 03.05.2008 o godzinie 0:11

Problem polega na tym, że nie my decydujemy. I jedyne co możemy, to liczyć na to, że jednak Guillermo nie odejdzie zanadto od wizji Tolkiena.
Czy mam na to nadzieję? Nie, nie mam. Nie tylko ze względu na dokonania del Toro. Ale także dlatego, że Hobbit, wbrew pozorom nie jest łatwym filmem do nakręcenia. Bardzo przekonująco mówiła o tym, w swoim czasie, Elanor.
Boje się ekranizacji Hobbita, nie wiem, czy nie bardziej niż kiedyś WP. Wtedy przede wszystkim czekałem na wynik eksperymentu. Teraz zwyczajnie się obawiam. Wątpię, ale gdzieś tam mam iskierkę nadziei, że może jednak ….
I jeszcze jedno, niezależnie, jaki będzie film, zawsze zostanie nam książka.

Pozdrawiam

Tornene, dnia 03.05.2008 o godzinie 1:06

Rzadko kiedy decydujemy, ale mamy większą nadzieję na coś ciekawego i mało bluźnierczego :) Iskierka nadziei jaśnieje też u mnie, ale czy zasłużenie, kulka blada, pokazać może jedynie czas :(
A że Hobbit nie jest łatwy do nakręcenia – wiemy chociażby z odbioru animowanej wersji – jednych zauroczyła, innych zielone elfy odpychają jak amoniak.

Również.

Telperion, dnia 03.05.2008 o godzinie 11:07

Tornene dzięki za felieton…
Pytanie które trzeba sobie zadać to czego tak na prawdę się boimy? Ja osobiście boje się zniekształceń, i wyraźnych odejść od książkowej fabuły. Nie boje się mroku, bo i w książce można go znaleźć (w jaskini Goblinow, czy przygody z pająkami w lesie, spora cześć akcji dzieje się w ciemnościach i mrocznych zakamarkach, w których nie trudno sobie wyobrazić jakieś plugastwo). Ufam, że Hobbit jako opowieść pełna humoru obroni się sama. Jeśli del Toro zachowa równowagę i wszystkie kluczowe elementy z książkowej fabuły pojawia się w filmie, nie będziemy mieli – moim zdaniem – powodów do zmartwień, nieuniknione jest bowiem zwycięstwo dobra.
Z drugiej strony, mam nadzieje ze to nie będzie film z serii PG. Nie musi być to kino familijne, czy film oglądany przez sześciolatków siedzących w pidżamach, podczas jedzenia płatków z mlekiem w sobotni poranek…
Po trzecie to, co dany reżyser stworzył do tej pory, nie musi determinować jego kolejnych filmów. Najlepszym przykładem jest David Lynch. Cóż może być bardziej niepokojącego, mrocznego, i ponurego niż Mulholland Drive, Lost Highway czy Blue Velvet? A jednak taki film jak The Straight Story pokazuje że można z powodzeniem odejść od ulubionego przez siebie gatunku… Ja daje Guillermo del Toro szanse. A jak nie wyjdzie? M.L ma racje, zawsze pozostaje nam książka…
Pozdrawiam

tomgoold, dnia 03.05.2008 o godzinie 12:39

Mam nadzieję, że nikogo nie zmartwię swoimi uwagami:) I tak – pamiętajmy, że nie mamy do czynienia z niezależną produkcją, ale kontynuacją sukcesu filmowego „Władcy Pierścieni”. Dlatego też Del Toro nie będzie miał takiej swobody twórczej jak przy „Labiryncie Fauna”, więc spokojnie – producenci zadbają by film nie dostał klasyfikacji wyższej niż PG-13. Nie spodziewałbym się zatem mocniejszych wrażeń niż w trzeciej części Harrego Pottera w reżyserii Alfonso Cuaróna. Po prostu taka konwencja i tyle. Trudno też przypuszczać, żeby po umiarkowaniu jakie Jackson zachował przy „Władcy”, w „Hobbicie” nagle zaczęły spadać głowy:) W ogóle mam wrażenie, że ci „niepokorni” hiszpańscy reżyserzy bardzo łagodnieją w Hollywood. Aha, i jeszcze jedno – nie liczyłbym na to, że „Hobbit” pozostanie bajką dla dzieci. Koncepcja producentów (co potwierdza fakt kręcenia drugiego filmu) jest taka, że ma to być prequel „Władcy”, kierowany do tego samego odbiorcy.

Tornene, dnia 03.05.2008 o godzinie 14:46

Telpie:
Pewnie, że w Hobbicie można odnaleźć mrok, ale del Toro potrafi ukazywać rzeczy i odczucia z nim związane bardzo sugestywnie. Jego wrażliwość jakoś mało przypomina tolkienowską 😉
Masz rację co do przesłodzenia – nawet o tym nie pomyślałem, a jeśli reżyser zechce na siłę ukazać swe inne oblicze i powstanie coś na zasadzie „Hobbita samego w domu” oraz „Hobbita samego w NY” to będzie jeszcze bardziej bolesnym przeżyciem. Coś jak „Mali agenci” czy jak to leciało R. Rodrigueza. :) A na umiejętność zmiany trzeba mieć nadzieję zawsze… Chciałbym pozwolić swoim hipotetycznym dzieciakom w przyszłości po przeczytaniu książki zerknąć na film.

Tomie:
Rzeczowe podejście, ale te wszystkie klasyfikacje można czasem wsadzić między bajki. Zobaczymy jak będzie, lecz zbytniej ingerencji tłustawych panów w kowbojskich kapeluszach krzyczących: „Dać temu w białych włosach tarczę jak deskorolkę”, czy „Ten mały z brodą niech się przewraca jak się kłócą” boję się nie mniej…
Jeżeli prequel – można być w miarę spokojnym, bo zielonych elfów nie będzie 😛

Tallis Keeton, dnia 03.05.2008 o godzinie 15:44

Nie rozumiem w czym problem, przecież Pidżej też na poczatku robił obrzydliwe horrorzydła klasy C – i nie bójmy sie tego stwierdzic. A w Labityncie nia ma byc blasku, bo nie na blasku ten film jest osadozny – nie ma tam pięknych Lolfów :) a tylko sfera mrocznego mitu, który jednak ma sens i przesłanie oraz sfera jeszcze gorszego i mroczniejszego realnego życia, w którym przesłania i morału ani sensu dopatrzec sie nie da nijak. I to na tym zbudowano ten film, na opozycji miedzy tym co straszne ale sensowne a na tym co straszne bezsensownie. Jak dla mnie Labirynt nie jest szczególnie wybitny, ale jest oryginalnym pomysłem. Ludzie chyba za czesto obecnie mylą film wybitny z filmem po prostu oryginalnym i zaskakujacym. Imo del Toro jesli bedzie trzymany na krótkiej smyczy przez Pidżeja to sobie poradzi :) Niech doda filmowi nieco swego stylu ale nie za dużo, bo znacznie ważniejsze jest utrzymanie świata filmu w dużej zgodności ze światem LOTRa Pidżeja.
poz :)
tal

Feahisim, dnia 03.05.2008 o godzinie 16:20

Problem w tym, że Tornene przyniósł dość jnfantylny klimat z gaworzenia podekscytowanych młodych bywalców z forów filmowych. Pisze tak, jakby już ten film widział. Ogłaszanie świętego oburzenia komunikatem, że [widziało się „Labirynt Fauna”; o jejku co to teraz będzie z „Hobbitem”] jest trochę dziwne.
Choć może przesadzam, to nie problem. To problemik.

Tornene, dnia 03.05.2008 o godzinie 20:53

Dzięki Tallis za Twój głos – casus (wyszukane słówko z dedykacją dla Feahisima) wybitności jest rzeczą subiektywną. Filmem kultowym zapewne nigdy nie będzie, ale ja go za wybitny uważam. Właśnie o umiar mi chodzi – takie trzymanie na smyczy może różnie wyglądać, kiedy twórca chce wyrazić swoją wizję scenariusza… No i sprawa mroczności kreacji del Toro – jeśli w kierowanym do starszych odbiorców WP byłaby do przyjęcia, to o Hobbita mam chyba uzasadnione podstawy, by być zaniepokojonym…

Feahisimie, skoro uważasz moje wypowiedzi na tym serwisie (jak i te na forum, jeśli miałeś okazję czytać) za infantylne gaworzenie, to masz do tego pełne prawo. Nie przesadzasz – jest to wielki problem, gdy ktoś zaniża poziom danego miejsca w sieci. Dziękuję opatrzności, że Ty tego nie robisz i wspaniale budujesz potęgę tego serwisu. Twoje pełne wyważonej argumentacji i stoickiego wręcz sposobu prowadzenia wątku myślowego milczenie uważam za czynnik skutecznie zwalczający infantylizm takich szkodników jak ja. Złotem jest milczenie i Ty właśnie ubogacasz nas niezmiernie w ten oto sposób, czasem jedynie w słusznej sprawie przywdziewając zbroję wywyższenia i chwalebną szarżą krytykanctwa pozbawiasz racji bytu maleńkie problemiki.
Jeśli chodzi o święte oburzenie, to miałem taki przypadek w związku z LNDLN i LNDL tylko raz: gdy aktywowano na forum opcję ignorowania użytkowników.
Wyrażam ubolewanie, że skrzywdziłem Cię swoją niekompetencją i brakiem dobrej argumentacji. Jak mogą one stawić czoła syndromowi KK – czyli kanapowego krytyka, który ogląda w batkach i z piwem w ręku czyjeś starania i komentuje je na zasadzie: „Po coś wychodził? Żeby się spocić?!”.
Tak więc jeszcze raz przepraszam za to, że użyłem prawa do wyrażenia swojego zaniepokojenia na temat produkcji tyczącej się Tolkiena na stronie tolkienowskiej. Gdzie ja miałem oczy – zmykam na forum Onetu.pl

Pozdrawiam bez wrogości.
T.

Feahisim, dnia 04.05.2008 o godzinie 20:49

Cóż Tornene; w zgodzie z Tobą też podziękuję Tallis za jasne wyłuszczenie dlaczego nie widzi problemu.
Nie wiem dlaczego sugerujesz, że krytykowałem opinię więcej niż jednej osoby. Wypuść powietrze proszę.

Tornene, dnia 04.05.2008 o godzinie 22:09

Miło z Twojej strony, Tallis zapewne jest wdzięczna.
Sugeruję? Według mnie nie robię tego, ale nie odpowiadam za interpretacje czytających moje słowa. Krytykujesz mój styl i moją wypowiedź – tak zrozumiałem Twój atak.
Ostatnim zdaniem mnie nieźle rozbawiłeś. Dzięki.

Telperion, dnia 05.05.2008 o godzinie 9:55

Panowie… jeśli w tym tempie i takiej atmosferze macie zamiar dyskutować o mającym powstać za 2-3 lata filmie, to proponuje zwolnić, bo wszyscy nabawimy się nerwicy czytając takie komentarze do momentu pojawienia się filmu w kinach… :-) Proszę mnie nie zmuszać do usuwania waszych komentarzy, dyskutujmy o felietonie, del Toro, i filmie Hobbit a nie o tym co się nam wydaje autor miał na myśli…
Pozdrawiam – dziękuję

Tornene, dnia 05.05.2008 o godzinie 10:24

Ależ mój drogi – ja po propozycji Feahisima, by wypuścić powietrze z uśmiechem na ustach skończyłem bohaterską i żarliwą obronę do ostatniej kropli krwi mojego problemiku :))
Chciałem wyrazić swoje zaniepokojenie (nie ocenę przecież) i zrobiłem to. Oberwało mi się za prezentowanie żałosnego stylu i „jejujeju” na poważnym serwisie – milczę więc. :))

Pokój nam Wszystkim.

Ivrin, dnia 05.05.2008 o godzinie 12:45

Chciałam zwrócić uwagę na cytaty dotyczące dwóch różnych wypowiedzi del Toro, przytoczone na forum przez innych użytkowników (podchodzących zresztą do sprawy „Hobbita” dużo spokojniej niż ja 😉 ).

„Wypowiedź Del Toro z 2006 roku z Cannes:
[b]”Nie lubię małych ludzików, smoków, włochatych stóp i hobbitów. Nie cierpię fantasy spod znaku magii i miecza.”[/b]
W innych wywiadach twierdził, że nigdy nie przeczytał do końca „Władcy Pierścieni”. Na szczęście „Hobbit” jest znacznie krótszy, a praca nad „Hobbitami” zajmie cztery lata, jest szansa, że choć tę książkę Tolkien del Toro przeczyta.
Pozostaje jednak pytanie, jaki będzie „Hobbit” reżysera, który przyznaje się, że nie znosi hobbitów. Odpowiedź poznamy być może już w Boże Narodzenie 2010 roku.” (Marcin Pietrzyk, filmweb.pl)

„Del Toro, as interviewed on WNYC’s Leonard Lopate Show, lists several fascinations that have become regular features in his films: „I have a sort of a fetish for insects, clockwork, monsters, dark places, and unborn things.” Del Toro’s work notably frequently includes monsters. In recent interviews, he has stated that he has always been „in love with monsters. My fascination with them is almost anthropological… I study them, I dissect them in many of my movies: I want to know how they work, what the inside of them looks like, [and] what their sociology is.” He also mentions as influences Arthur Machen, Lord Dunsany, Clark Ashton Smith, H.P. Lovecraft, and Jorge Luis Borges.” (Wikipedia)

Tornene, dnia 05.05.2008 o godzinie 13:21

Dziękuję, Ivrin.
Chyba wszy$cy się domyślamy co przekonało owego pana do zajęcia się znienawidzonymi hobbitami i resztą wrednych maleńkich ludzików… 😉

Hyalma, dnia 05.05.2008 o godzinie 14:07

If I like this film, I’ll eat my hat…

Eresse, dnia 05.05.2008 o godzinie 16:10

Piszę tu pierwszy raz ale i ja pragnę wyrazić swą niechęć przed pracą pana del Toro… niestety mam jakieś złe przeczucia; oby się nie sprawdziły, a Hobbit nie odbiegał przynajmniej od wersji Władcy Pierścieni PJ. Podzielam refleksje Tornene…i zawsze mamy fundament – dzieło Mistrza… Pokój nam, pozdrawiam:)

Zair Ugru-nad, dnia 05.05.2008 o godzinie 17:09

Nie mam w zwyczaju stawiać krechy przy czymś, co dopiero ma nastąpić. Petera Jacksona przed ekranizacją WP znaliśmy jako reżysera horrorów z nutą sensacji, a jednak mimo wielu zastrzeżeń film spotkał się ogólnie z pozytywnym odbiorem.

Tutaj niepokojącym może być fakt, że del Toro nie należy do miłośników fantasy, ale kto wie, czy właśnie dlatego nie stworzy ekranizacji wierniejszej książce niż zrobił to P.J.? Bo może w tym braku fascynacji nie wpadnie na „genialne” pomysły np. zmiany osobowości Barda? 😉

Poza tym jeszcze jedna sprawa – ekranizacja nigdy nie jest wyłączną wizją reżysera, ale ma na nią wplyw cały sztab ludzi, z producentem włącznie. Jak to będzie w przypadku „Hobbita”? Przekonamy się 😉

tomgoold, dnia 05.05.2008 o godzinie 17:18

Wow, co za gorąca dyskusja, pomyśleć tylko co tu się będzie działo gdy pojawią się pierwsze fotosy z planu:) Nie przywiązywałbym natomiast wagi do wypowiedzi Del Toro z Cannes – podobno tylko krowa nie zmienia poglądów o czym ostatnio mieliśmy się okazję przekonać. Pewnie nie lubił bo nie przeczytał:) Poza tym nie miałbym nic przeciwko temu, aby filmowy „Hobbit” był bardziej baśniowy niż bajkowy, wierne trzymanie się klimatu książki w tym przypadku może skończyć się fatalnie. Martwi mnie coś innego. Del Toro średnim „Hellboyem” i kiepskim „Bladem II” udowodnił, że w świecie sztampowych blockbusterów czuje się jak ryba w wodzie. A mając taki wybór – wybieram Del Toro z „Labiryntu Fauna”.

Feahisim, dnia 05.05.2008 o godzinie 19:03

Tornene, tłumaczę moje ostatnie zdanie z ostatniej polemiki. Otóż nie chciałem Cię rozbawić. Przeczytaj raz jeszcze swoją replikę gdy próbowałeś zmanipulować, iż swoją krytyką odnoszę do więcej niż jednaj osoby, cytat „Złotem jest milczenie i Ty właśnie ubogacasz nas niezmiernie”. Jakie nas?
Otóż po spuszczeniu powietrza znów pięknie piszesz tylko we własnym imieniu.
Wytłumaczę także dlaczego tak bardzo (zapewne niepotrzebnie) zirytował mnie dobór argumentacji w Twojej wypowiedzi. Otóż oczekiwanie na ekranizację „Hobbita” u tych osób, z którymi na ten temat rozmawiałem jest nacechowane takim ładunkiem optymizmu, wywołuje takie entuzjastyczne i przyjazne kibicowanie, że sposób w jaki wyraziłeś obiekcje co do możliwości reżysera na podstawie oceny innego jego filmu, który ma się NIJAK do przesłania opowieści Tolkiena mnie zdziwił. A drugie z głupich (jak sam je nazwałeś) pytań, dociekające czy w baśni powinny być zaakcentowane brud, smród i okrucieństwo sugerujące, iż znasz plany del Toro co do „Hobbita” – wkurzyło mnie niepomiernie. Dlatego zbyt pochopnie rozpoznałem ów rodzaj marudzenia jako znajomy mi m.in. z forów gdzie młodzi ludzie bardzo szybko piszą. Odgadnąłeś w lot moje myśli nazywając jedno z tych forum po imieniu.
W jednej z ostatnich STOPKLATEK jest wywiad z del Toro, który mówi: „Hobbit” jest bardzo znaczącą częścią „Władcy Pierścieni” – mówi del Toro. Historia rozpoczyna się niewinnie i złociście, ale wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej mroczną opowieścią o utracie niewinności. Podczas trwania filmów zamierzamy pokazać wam ten proces, przejść od czystości do coraz bardziej mrocznych tonów.

Ja nawet w takiej zapowiedzi nie odczytuję tego co Ty sugerujesz. Kto wie czy scena z „Dwóch wież” gdzie jedna grupa orków rozszarpuje orka z innej grupy w chwilę po tym jak jego odcięty łeb spada na ziemię przed Hobbitami, nie pozostanie jedną z drastyczniejszych w ogóle w całej filmowanej opowieści autorstwa Tolkiena.
Pytania czego chciałby Tolkien oraz czy reżyser się spisze, na tym etapie też nie dyskwalifikują reżysera – zatem granie larum jest przedwczesne.
Bądź wyrozumiały.

Tallis Keeton, dnia 05.05.2008 o godzinie 19:23

Pytanie czego chciałby Tolkien jest tez bez sensu – filmy robione są w ponad _pol wieku_ po jego książkach i jego czasach, a autor jak już sprzedal prawa to nie ma juz wiele do gadania, chyba, że w umowie uzgodnil sobie -jak Rowling- że on (albo jego spadkobiercy) maja miec stale piecze i konsultacje nad adaptacjami. Autor powiesci wysylajacy swoje dzielo w swiat, może być, jak to kiedys powiedzial Sapkowski, tylko zadowolony, że w głównej robi nie zobaczy różowego pudla 😀
Pytanie wazne to to, czego chce 1.producent, 2.reżyser oraz 3.widownia. W przypadku widowni dzieli sie ona jeszcze na chęci widowni nie czytatej i na czesc widowni fanowskiej. Ta druga ma czesto wyższe wymagania, od widowni nie czytatej :) ale czesto ma nawet wymagania zawyżone, gdyż ma wiecej sentymentu i żarliwych uczuc do oryginału. Dlatego jesli podejsc do adaptacji pół na pół, troche jako widz, który oczekuje pewnych spraw po superprodukcji fantasy a troche, jako fan, który oczekuje wierności powiesciom, to mi sie zdaje, że zawsze obie czesci nas – i fana i widza – w jakiejs mierze
będą zadowolone. Ja tak podchodze i nie mam problemu z adaptacjami, że są nie takie, jakie bym chciala jako fan. Bo ogladam je zarowno jak fan jak i jako widz widowiska. Przecież to prosta metoda. Nie wiem czemu ludzie ogladaja adpatacje albo jako widz – i wszystko sie im podoba albo jak fan i nic sie im nie podoba. Trzeba pół na pół, troche widza troche fana, i bedzie ok :)
poz :)
tal

Lord Ya, dnia 05.05.2008 o godzinie 19:49

W sumie nie widziałem żadnego filmu del Toro, więc o jego stylu wypowiadać się nie będę. Zresztą, jak wspomniano, i wcześniejsza twórczość Petera Jacksona też nie napawał optymizmem. Chciałbym się głównie odnieść do wypowiedzi, że del Toro nie przepada za fantasy i hobbitami. Nie wykluczam, że taka wypowiedź miała tylko wywołać dyskusję i tym samym zwrócić uwagę na film. Jak raz na jakiś czas będzie wywołana mała burza, to ludzie będą pamiętać, że nadchodzi „Hobbit”. Zwykle nie jestem zwolennikiem takich teorii, że to tylko dla medialnego hałasu, ale już gdy kręcono Władcę Pierścieni, to zdarzyło mi się usłyszeć, że w imię równouprawnienia zamiast Sama będzie Samanta, a tytuł „Dwie Wieże” będzie zmieniony, bo się źle kojarzy po 11 września. Nawet miałem trochę obaw, że będzie tak w rzeczywistości, ale na szczęście, były to tylko plotki.
Ale myślę, że nawet jak del Toro zrobi film w mrocznym stylu (a parę miejsc na mrok tam się znajdzie, choćby Mroczna Puszcza czy jaskinie w Górach Mglistych), niewykluczone, że będzie to dobry, a może i bardzo dobry film. Pytanie, czy dalej będzie to tolkienowski „Hobbit”?

Ivrin, dnia 05.05.2008 o godzinie 20:40

„Pytanie czego chciałby Tolkien jest tez bez sensu – filmy robione są w ponad _pol wieku_ po jego książkach i jego czasach, a autor jak już sprzedal prawa to nie ma juz wiele do gadania, chyba, że w umowie uzgodnil sobie -jak Rowling- że on (albo jego spadkobiercy) maja miec stale piecze i konsultacje nad adaptacjami.”
Z prawnego i komercyjnego punktu widzenia pewnie nie ma znaczenia, czego chciałby Tolkien, ale dla mnie ma, i to duże. 😛

„Historia rozpoczyna się niewinnie i złociście, ale wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej mroczną opowieścią o utracie niewinności.”
Ciekawe podejście, jednak chyba trochę przesadzone. Mimo paru popełnionych błędów Bilbo nie staje się gorszy, tylko przestaje być nudziarzem, a wszystko kończy się happy endem. Takie odbieranie przesłania książki, jak to czyni del Toro, pachnie mi dobrym filmem dla dorosłych. Dla mnie jest to atrakcyjne, ale na film pójdzie też na pewno mnóstwo dzieciaków, którym zbyt „dorosły” i mroczny film może zwyczajnie zrobić krzywdę. A choćby nie wiadomo jakie zrobili ograniczenie wiekowe, dzieci do kina i tak pójdą – „Hobbit” jest przecież „klasyką literatury dziecięcej” i lekturą w podstawówce. W przypadku trzeciej części „Gwiezdnych Wojen” ograniczenie było 12+ i dyskutowano nad zmianą go na 15+, a i tak zdecydowaną większość widowni stanowili siedmio- i ośmioletni chłopcy :P.

Moim zdaniem, sytuacja jest jest podobna do tej, gdyby „Hobbita” kręcił Quentin Tarantino. Tarantino też jest świetnym reżyserem i też byłoby możliwe, że nakręci „H” zgodnie z duchem książki, mimo zapowiedzi zachowania swojego własnego stylu kręcenia filmów. Jednak sądzę, że powody do obaw mimo wszystko byłyby poważne.

A jeśli chodzi o wypowiadaniu się na temat filmu, który jeszcze nie powstał – IMO lepiej dyskutować o nim teraz, kiedy jeszcze zdanie fanów może mieć jakiś wpływ na produkcję niż później „płakać nad rozlanym mlekiem” ;P ;P

Ale kończę już to wymądrzanie 😀

Tornene, dnia 05.05.2008 o godzinie 20:40

Hyalmo:
Never say never. :)

Eresse:
Dziękuję. Wyrażenie obaw nie jest skreślaniem jeszcze niezaistniałego projektu przecież. Nie zapominajmy o tym. Często są takie sygnały raczej początkiem ciekawej dyskusji 😉

Zair:
Co do krechy – ja również. Do wielu projektów zabierałem się z zapałem i nie zwracałem uwagi na to, że zapewne komuś to „nie spasi”, albo zaproszona do kooperacji osoba będzie miała to w… rectum. Przeliczyłem się nie raz i wciąż nie skreślam przyszłych pomysłów, choć podchodzę bardziej sceptycznie do wielu rzeczy.
Uwielbiam „Martwicę mózgu” i nigdy bym nie uwierzył, że to ten sam reżyser stworzy kiedyś WP. Mimo wszystko udało się i jestem wdzięczny za jego poprawną próbę. Z tymi genialnymi pomysłami – słusznie!
Co do ostatniego – dziękuję za podkreślenie, mam tego świadomość od zawsze, a nie chcę żeby wyszło, iż w razie ewentualnej katastrofy jedynie dla del Toro trzeba zbijać szubienice… :)

Tomie:
Ech ta Twoja ironia 😉 Poczekajmy zatem…

Feahisimie:
Może nie chciałeś, ale tak się stało. „Nas” odnosiło się do Elendilionu, do umieszczanych na nim nowości, felietonów, sprawozdań etc. Chodziło o to, że sam nie piszesz, a w ostrych słowach krytykujesz to, co ja umieściłem. Że atakowałeś mnie i mój styl – rzecz oczywista. Odnosiłem się jednak do tego, że łatwiej jest krytykować nie próbując samemu zrobić tego, co się osądza. Piszę o sobie – autorze tej krótkiej notatki, jak i o nas – współtworzących serwis. Do pierwszego, prawa mi zapewne nie odmówisz, a do drugiego też w głębokim subiektywnym przekonaniu mam prawo. W czym więc problem?
Oczekiwałeś elaboratu na temat filmu, który jeszcze nie powstał? To tylko wyraz zaniepokojenia (piszę o tym po raz n-ty) spowodowany różnicą między LF i tym, co w warstwie stylistycznej prezentuje sobą książkowy Hobbit.
Za emocje Twoje nie odpowiadam, ale jeśli ktoś namaluje obraz-wizytówkę swoich możliwości w duchu impresjonizmu, to nie spodziewamy się po nim, że nagle strzeli futurystyczno-kubistyczny kwadracik.
Nie nadinterpretuj, proszę. O żadnej znajomości planów nie ma i nie było mowy, więc po co wywoływać sztuczny ferment? Jeśli Twoi znajomi i Ty sam kibicujecie z optymizmem temu projektowi to bardzo dobrze – mnie to jakoś z równowagi nie wyprowadza.

Odczytanie czyichś słów wychodzi nam jak widzisz inaczej, piszę tu również o tym przytoczonym przez Ciebie wywiadzie. Dla mnie to pachnie faunem [;)] na kilometr.

Ty żeś chopie jeszcze mojego larum nie widzioł ;). Tera ino pisza ło złych przeczuciach. Szlus.

Staram się być wyrozumiałym. Nie musimy się zgadzać i podziwiać – szanujmy się jednak.

Tallis:
Masz rację – Tolkien nie ma tu nic do gadania. To tylko moje wyobrażenie o Śródziemiu nie dopuszczające na myśl centaurów, niebieskoskórych elfów z króliczymi uszami i zasmarkanych i durnych krasnoludów. Nie pozwala też na jakąś większą tolerancję. Feahisim ma rację – jestem chyba mało wyrozumiały. Piszę to bez ironni, szczerze.
Trochę widz i trochę fan, powiadasz? Spróbuję. :)

Lordzie:
Czyli rozumiesz moje zaniepokojenie. Oby to był tylko szum medialny i fałszywe proroctwa. Czy będzie to „ten” Hobbit? Jeśli zaadoptuje mrok i okrucieństwo z LF, to z pewnością nie…

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za Wasze głosy.

Galadhorn, dnia 05.05.2008 o godzinie 23:09

Rozgryzłem pseudonim Tornene. Pochodzi on od: TOR[O] N[I]E N[I]E 😛

Mnie cieszy fakt ekranizacji. Jest ku temu wiele powodów: że będzie co podziwiać (albo nad czym się pastwić), że ożywi się znowu w Polsce ruch tolkienowsko-wydawniczy, że wybrano reżysera, który stworzył niesamowity „Labirynt Fauna”, że Tolkiena zauważy sporo osób, które bez ekranizacji na niego by się nie natknęły itd…

Dla mnie Del Toro może być…

Tornene, dnia 05.05.2008 o godzinie 23:31

Kulka, wydało się :( Dzięki za zepsucie tajemnicy, wieeesz… :(
To tak jak w tym boskim kawale: Weźmy słowo „Kościół”, przestawmy litery, kilka dodajmy, kilka odejmijmy i powstanie: „Szatan”!

I jeszcze jeden istotny dla Ciebie fakt, Pádrë: Świeża krew – świeże bany na forum. 😉 Nie zaprzeczaj 😉

Tallis Keeton, dnia 05.05.2008 o godzinie 23:45

„nie dopuszczające na myśl centaurów, niebieskoskórych elfów z króliczymi uszami i zasmarkanych i durnych krasnoludów.”

Akurat mam wrażenie, że przy GDT nie musimy sie obawiać półmetrowych uszu niebieskich albo czarnych elfów, bo te elementy są typowe dla gier i opowiesci ze swiata gier, a wydaje mi sie, że GDT , jako autor wyraznie dążący do oryginalnosci potraktowalby pomysl tego rodzaju za podanie sie na tacy komercji 😀 Przy GDT bardziej bym sie obawiała jakichs nadwyżek rzetelnego mroku (takiego jak w LF – mrok nie jako strach ze zwyklej fantasy, strach przed potworami ale jako rozchwianie, schaotyzowanie swiata, i jako dreczącą niepewność co do tego czy świat nie jest przypadkiem piekłem innej planety 😀 taki mrok wystepuje w LF) niż milusio – mhrocznych 😀 elfików z blogaskuff i wielotomowych cykli nowelizacji gier 😀
Na pewno przy GDT nie będzie to milusia bajka dla 8 latków, i z tym sie trzeba pogodzic, a już zwłaszcza nie bedzie taki H2, ale jak dla mnie wcale nie musi być. Jest tam imo całkiem sporo miejsca na elementy z kina grozy czy z dark fantasy. Oczywiscie, że GDT nie zrobi jakiejs jatki, bo rozumie, ze nie kreci Blade 3 😀 tylko adaptacje powiesci dla dzieci.
Jeslibym miala stawiac na to, że GDT zkaszani H, to raczej na podstawie tego, że widzialam Blade 2, a nie tego, że widzialam Labirynt. Po Labiryncie mam mniej obaw, niz bym miala po Blade 2. Ten drugi jest jednak wysokoudzetowym i mniamuśnym 😀 ale jednak kinem klasy C, do zobaczenia raz, w nudny wieczór, ten pierwszy jednak jest oryginalnym i, że tak powiem „myślącym” projektem.
Tak to juz bywa z filmowcami, którzy nie daja sie zaszufladkowac i kręca różne gatunki – czesto wydaje sie nam, że powinni sie trzymac tego czy owego a nie probowac wszystkiego, ale chyba nie byloby to zbyt twórcze podejscie – ale my wolelibysmy byc pewni, że „nasz film” na który czekamy zrobi ktos kto zna i _lubi_ ten świat wiec narzekamy, bo GDT zrobil pare bardzo różnych filmow, od kina klacy C – komercyjnej papki do filmu klasy A – artystycznego i oryginalnego. Ale czy nie tak było z wiekszoscia znanych autorów? Spielberg robil i komedie i sf i psychodrame i wojenne, i historyczne – i nie widze powodu, by sie zamykal w jednej szufladce tylko dlatego, że jego najslynniejsze filmy to przygodówki i fantastyki? Tak samo PJ, jak mial robic LOTR to sie bałam, że zrobi cos w rodzaju australijskiej Xeny naładowane horrorem klasy B, a GDT tez byl mi znany wpierw tylko z Blade 2, wiec się krzywiłam. Ale po LF zmieniłam zdanie. Czemu uważa sie, że jak ktos robil horrory to nie potrafi zrobic adaptacji Tolkiena?
Myslalam tak samo o Raimim, bo nie znałam jego produkcji poza Spidermanem i ta serią Evil Dead, czy jak jej tam – taki szajs, komediowy horror, gdzie facet walczy ze szkieletami, to chyba Raimiego? I nadal nie znam więc uważam, że może lepiej, by kręcił Pająka 4, bo nie widzialam nic lepszego, wiec nie mam do niego zaufania. Ale do GDT mam wieksze, bo widzialam wiecej jak Blade2.
poz :)
tal

Galadhorn, dnia 06.05.2008 o godzinie 11:29

Czemu te fuchy dostają się twórcom horrorów? PJ i GDT (a kiedyś w perspektywie Raimi) mają na swoim koncie produkcje grozy. Jak sądzicie, dlaczego poszukuje się takich reżyserów? I czy przy tym wyborze ktoś w ogóle kojarzy horrorotwórczość z wymaganymi cechami twórcy filmu tolkienowskiego?

Hyalma, dnia 06.05.2008 o godzinie 12:56

I czy przy tym wyborze ktoś w ogóle kojarzy horrorotwórczość z wymaganymi cechami twórcy filmu tolkienowskiego?

Moim zdaniem, tak – horrorotwórczość kojarzy się z zastrzykiem adrenalina i psychodelią (czyli z łaskotaniem nerwów i z chorą wyobraźnią), a właśnie tego współczesny widź oczekuje również od filmu gatunku „fantasy”.

tomgoold, dnia 06.05.2008 o godzinie 16:38

Powód jest banalny. Nakręcenie dobrego, efektownego filmu grozy to swego rodzaju przepustka do świata Hollywood, szczególnie dla reżysera spoza Stanów Zjednaczonych. Ten gatunek filmowy zawsze cieszył się popularnością i miał swoją publiczność, gotową zauważyć ciekawą produkcję nawet z drugiego końca świata. Przypadek Raimiego jest nieco inny – w pierwszej lidze Hollywood znalazł się po sukcesie Spider-mana, swoją drogą zasłużenie:)

Wroobel, dnia 06.05.2008 o godzinie 22:30

Jeśli mam być szczery to trochę mamy tu klimat marki „zapomniał wół jak cielęciem był”. Kilka tez powtórzę, a kilka uzupełnię.

Styl „Del Toro” – raczej trudno znaleźć konkretne wyznaczniki twórczości reżysera, jeśli ten wsiąka w machinę producencką. W takich przypadkach, kiedy dylematem staje się przemycenie swoich własnych przemyśleń/ środków wyrazu na ekran, i dzieje się tak dlatego, że zaczynają pojawiać się rozbieżności pomiędzy tym co się chce pokazać a tym, co pokazać trzeba – w takich przypadkach trudno jest mówić o konsekwentnym trzymaniu się stylu. O ile „Kręgosłup diabła”, „Labirynt Fauna” i „Sierociniec” mogą być rozpatrywane przez pryzmat kina autorskiego; o tyle „Mimic”, „Blade 2” czy „Hellboy” już zupełnie się z tym stylem mijają. Czy mam dodawać, że trzy pierwsze są kręcone w języku hiszpańskim, a trzy kolejne – w angielskim? A przecież „Hobbit” na pewno zostanie nakręcony w ojczystym języku Tolkiena, oczywiście odpowiednio zmiękczonym dla amerykańskiego ucha. Tym bardziej zarzut o „inny klimat” wycofałbym jak najdalej – te filmy, o których można powiedzieć, że są „odbiciem del Toro” – z tolkienowską adaptacją nie mają nic wspólnego.

Pozostaje zatem kwestia tego, czy reżyser przeskoczy jakość swoich anglojęzycznych produkcji… ale wydaje mi się, że na pewno. Raz, że budżet obu „Hobbitów” będzie dwukrotnie przewyższał sumę pozostałych filmów; dwa, że – co tu się rozpisywać – del Toro jest reżyserem co najmniej DOBRYM. A zatem przywdzieje każdą, nawet spleśniałą koszulę na klatę i będzie w niej wyglądał jak model. Bo zwyczajnie jest dobry.

Na pewno nie jest przypadkiem fakt, że do adaptowania Tolkiena wybiera się reżyserów, w jakiś sposób związanych z produkcjami grozy – ale to chodzi głównie o charakteryzację postaci; o scenografię; i – co najważniejsze – o tworzenie nastroju. Fantasy i horror mają całkiem sporo wspólnego, a na pewno nie najmniej istotna jest kwestia mierzenia się widza/czytelnika z Nieznanym. Mniejsza z tym, czy jest to elf czy krwiożercza latająca pirania – w obu wypadkach jesteśmy postawieni w sytuacji naruszającej nasze status quo i zazwyczaj trzeba znaleźć z takiej sytuacji wyjście. To, jak zostanie nam to przedstawione; jak wielkiego „zawieszenia niewiary” wymaga od nas fabuła – to właśnie definiuje pojęcie Wielkiego Opowiadacza. I nie ma znaczenia, czy gawęda dotyczy lęku czy marzeń – ważne, że namacalne jest wyjście z obcego świata. Dlatego własnie uważam, że wybór del Toro to jeden z tych bardziej napawających nadzieją wyborów poczynionych do tej pory przy hobbitowych planach.

Rozumiem niepokój – też się niepokoiłem, kiedy, 10 lat temu, usłyszałem, że reżyser „Martwicy mózgu” bierze się za ekranizację mojego – wtedy – Marzenia. Zobaczyłem efekt i chociaż wiele elementów mi się w filmie nie podobało to zwyczajnie NAUCZYŁEM się go doceniać. Tak samo zapewne będzie z „Hobbitem” – albo nagnę swoje oczekiwania względem tego filmu i uznam dzieło del Toro za porządną robotę, albo, najzwyczajniej w świecie, do filmu więcej nie wrócę. Przeżyłem Bakshiego – którego zresztą uważam za geniusza filmu animowanego – przeżyję też del Toro. A, co więcej, mam zamiar porządnie „zawiesić swoją niewiarę” i doskonale bawić się również na „Hobbicie 2”. Co oczywiście może skończyć się nerwowym załamaniem.

Pozdrawiam
Wroobel

Wroobel, dnia 06.05.2008 o godzinie 22:34

Aha, i zupełnie pominąłem stwierdzenia o tym, że del Toro „nie lubi’ Tolkiena. Jakoś nie słyszałem lamentów, kiedy Mortensen przyznał, że syn niemalże zmusił go do przeczytania książki Tolkiena, a Liv Tyler stwierdziła, że zgodziła się zagrać bo jej się elfie uszy spodobały. Reżyser ma znać tworzywo, które obrabia. On nie ma lubić, on ma dobrze nakręcić.

Galadhorn, dnia 06.05.2008 o godzinie 22:44

Wroobelku, z zupełnie innej beczki… Jestem myślami z Tobą, Nienor i maleńką Tolą. Trzymam kciuki za Was Troje!

Tornene, dnia 07.05.2008 o godzinie 1:16

Zgadzam się, że w powszechnej świadomości horror to takie straszniejsze fantasy/sci-fi a te z kolei to takie łagodniejsze, nudnawe horrory. 😉

Nie wiedziałem, że G-d-T odpowiedzialny jest za Blade’a II o_0. Wtedy bałbym się bardziej. A „Sierociniec” (nota bene: jedyny film na którym się bałem) reżyserował on? Coś mi majaczy, że był konsultantem czy innym patronem… Ale pewnie majaczy źle…

Dzięki Wroo za przypomnienie „cielęcych lat” 😉 – czekałem na Twój wpis. Mówić o filmie bez Twojego rzeczowego „ćwierkania” to jak oświadczyć się w sklepie mięsnym – niby można, ale głupio i nie wypada. 😛

Wroobel, dnia 07.05.2008 o godzinie 10:15

@Gal: wielkie dzięki! Dzisiaj Nienor układa się w szpitalu na ten ostatni etap ciążowego scenariusza :) Zapewne na dniach urodzi się mała Ptaszyna, ale o tym na pewno się dowiecie.

@Tornik: Primo: przepraszam za skrót myślowy – del Toro nie nakręcił „Sierocińca”, był jedynie producentem wykonawczym i „ojcem duchowym” całego przedsięwzięcia. Co nie zmienia faktu, że z tego co wiem – filmu jeszcze nie widziałem, czekam na premierę – „Sierociniec” spokojnie można rozpatrywać w tym samym kluczu interpretacyjnym co filmy, podczas realizacji których, del Toro siedział na reżyserskim fotelu.

Z ciekawości – to wyboldowanie ma świadczyć o tym, że Ty sam nie do końca sie z tym stwierdzeniem zgadzasz? :)

I nie komplementuj mnie tak bo się zamknę w sobie 😀

Pozdr

Galadhorn, dnia 07.05.2008 o godzinie 10:57

Oj, to pospieszyłem się z gratulacjami w PW. Czekamy zatem, trzymamy mocno kciuki i jesteśmy z Wami, z Waszą TRÓJKĄ! Przekaż Nienor moje najlepsze życzenia!

Tornene, dnia 07.05.2008 o godzinie 11:49

Tu się nie mylisz – Sierociniec jest tak del-torowaty, że trudno uwierzyć w możliwość, że go nie nakręcił. Kiedy doszły mnie słuchy, że to nie jego (stricte) film, to śmiałem się powątpiewająco…

A propos boldowania – coś w tym jest, te same rejony psychiki, podobne chwyty artystyczne, bohaterowie jacyś zbliżeni… Ale nie do końca. Dlatego podkreśliłem, że w powszechnej i przeważającej.
Choć nas, tolkniętych, powinna taka klasyfikacja jednoszufladkowa razić, nieprawdaż… :)

Przepraszam, zapomniałem jaki z Ciebie nieśmiały, skryty w sobie, lichej postury i skąpej dyskusji młodzieniec. 😛

No i jak prywata, to: Z I. ciągle cierpliwie trzymamy kciukensy…

Dziki, dnia 09.05.2008 o godzinie 13:54

Jeśli mogę wtrącić parę słówek co do Hobbita, to osobiście uważam, że bez względu na to jak nakręci go ekipa ( bo to, że Toro został mianowany na reżysera…. Czy W.P. był wyłącznie i tylko wyłącznie wizją Petera, który sam napisał scenariusz, skomponował muzę, wykonał projekty itd. i… ???) nie wierzę, że film nie podzieli środowiska miłośników, bo jeśli wszyscy po skończonych napisach wyjdą w pełni zadowoleni, to wybaczcie, ale dziękuję za takie arcydzieło made in cola..coca & popcorn! Do czego zmierzam. Obawy przed „z faunowaniem” Hobbita – zresztą „Faunem” nazwanym przez niektórych horrorem, czy też filmem fantasy (???) – uważam za bezpodstawne! Na pewno odczujemy w jakiś sposób wpływ samego reżysera, lecz nie zapominajmy, że w tym wypadku będzie on raczej nie jako twórca autorskiej wizji, a wystąpi w roli rzemieślnika, który ma podpisany kontrakt na wykonanie pracy i to w dodatku pracy zbiorowej! Nie zapominajmy też, że ostateczne słowo ma producent, ( niestety…! ) który wykłada swoje pieniążki jako inwestycję do dalszego wygrzewania się na plaży i picia drogich drinków, bo wątpię, czy tych panów interesuje efekt artystyczny, o czym mieliśmy możliwość przekonania się w trakcie realizacji W.P. Dla mnie ważne jest, by został zachowany duch P.Dż., bo mnie osobiście przekonała ekranizacja tegoż pana, a że Trylogia zarobiła swoje, to Ci którzy odwiedzali wielokrotnie kino i pokupowali na DVD Władcę, mogą spać spokojnie!
Jak niektórzy już zauważyli Hobbit jest dużo trudniejszą powieścią do przeniesienia na duży ekran niż W.P.
Ileż jest filmów kultowych dla powiedzmy starszej widowni, a ile dla dzieci? Te ostatnie możemy policzyć na przysłowiowych palcach. Bo nakręcić dobry film dla milusińskich, to sztuka z naj..najwyższej półki i jeszcze mający zadowolić rodziców…mh…. Jedyne czego bym się obawiał ( co spotkało mnie „na Narnii” ), to nie zagubionych, czy dodanych, czy mrocznie zrealizowanych wątków, a braku realności bohaterów, wysterylizowanego obrazu, wręcz płaskiego, papierowych postaci ni dziecinnych, ni to dorosłych, nie wspominając o braku realnego „brudu”, czy wysublimowanej brutalności, które właściwie jako pierwszy uwypuklił w filmach SF-o podobnych Georg na Gwiezdnych Wojnach, a które przecież oglądały ówczesne pięcio, sześciolatki i zarazem dorośli z równym entuzjazmem, bez późniejszych przeżyć traumatyczny u tych pierwszych po zobaczeniu niektórych scen, czy bohaterów. Bo dzieciaka w żaden sposób nie da się oszukać, prędzej czy później wykryje fałsz i tandetę! Znam to dobrze z obserwacji prawie czteroletniego kawalera( imiennik Jacksona ) znającego wszystkich bohaterów G.W. i dość sporą już liczbę z W.P. ( bardzo lubi Dartha Vadera i zażyczył sobie po zebraniu 12 serduszek w nagrodę właśnie figurkę tej postaci! Muszę zaznaczyć – aby nie padły na mnie gromy – że nie oglądał jeszcze obu filmów, a zna je wyłącznie z opowieści, zdjęć i teledysków ) Ale to temat rzeka i ….
I tyle.
Serdeczne pozdro. dla Tornene… jak zawsze fajnie napisane i budzące pozytywne emocje do dyskusji!

Ps. Oczywiście innych użytkowników tej dyskusji , oraz Elendilka również pozdrawiam!!!
Ps. Myślę, że Pan Tolkien z pewnością nie przewraca się w grobie po obejrzeniu W.P., był na tyle otwartą osobą na „novum”, czego sam jest przykładem pisząc W.P. i wyprzedzając, ( co ja piszę!!! ) tworząc dzieło uniwersalne i ponad czasowe… – zresztą o tym mogą wypowiedzieć się uczestnicy Wyprawy śladami… słyszeliście jakieś stukanie ? Przepraszam za głupi żart nawiązujący do punktu nr.1 ! Ale ów punkt niestety jest troszkę absurdalny co do gdybania – niestety nieobecni głosu już nie mają – a w każdym bądź razie wypowiadać się za kogoś…mh.
Ps. Sorrki za pewną wtórność, ale z braku czasu piszę to na raty, a że zacząłem ok. 16 komentarza….brrrrrrr.
Wroobelku….. ech marnujesz się! Pozdro!

Tornene, dnia 09.05.2008 o godzinie 14:19

Dzięki i również pozdrawiam.
Rzeczywiście nie wziąłem pod uwagę tego, że można z Hobbita zrobić sztuczne i nadmuchane coś, istoty w zawsze czyściutkich ubrankach nawet po katastrofie samolotu (jak w Lost), czy wypacykowane „cosie” z Narnii. Mam nadzieję, że to bardzo mało prawdopodobne, bo metroseksualne krasnoludy z brodami przystrzyżonymi jak Cervantes zmuszą mnie do podpalenia kina 😉

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 14:55

Dziki, jakże miło Cię widzieć, tym bardziej, gdy w przerwie między podróżami obejrzało się dopiero co „Czekając na Joe”, w oglądaniu jest „Wojownik”, a przede mną „Himalaya” :-)

Z całego serca pozdrawiam i przepraszam, że tak ni z gruszki, ni z pietruszki…

Tallis, dnia 03.09.2009 o godzinie 2:28

“Historia rozpoczyna się niewinnie i złociście, ale wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej mroczną opowieścią o utracie niewinności.”
Ciekawe podejście, jednak chyba trochę przesadzone. Mimo paru popełnionych błędów Bilbo nie staje się gorszy, tylko przestaje być nudziarzem, a wszystko kończy się happy endem.

Ivrin – nie jestem pewna czy opowieść „o utracie niewinności”, można utożsamić z „pogorszeniem się postaci? Znaczy nie jestem pewna czy utrata niewinności musi być opisana jako „staje się gorszy”? A może po prostu dojrzalszy? A więc i lepszy? Czy postacie u np. LeGuin stają się gorsze? Czy raczej mądrzejsze?
poz
tal

Zostaw komentarz