Nieoczekiwana recenzja
Hobbit: Niezwykła podróż
Działo się i dano 4 dni po Bożym Narodzeniu, roku pańskiego 2012:
Myślę jakby tutaj napisać niechaotyczną recenzję (wciąż trawię ten film i muszę przyznać, że jestem oczarowany bo film spełnił w 110% moje oczekiwania) i wydaje mi się że najlepiej i najczytelniej będzie to zrobić plusując i minusując go, a na końcu jakoś podsumować. Dla polskiego dystrybutora: unexpected znaczy niespodziewany/nieoczekiwany, nie mniej jednak Hobbit: An Unexpected Journey to film niezwykły. Siadamy wygodnie w fotelach, zapinamy pasy i startujemy :
Plusy:
1. Zachowany klimat Shire’u z Władcy Pierścieni. Początek, będący nawiązaniem i preludium do pierwszych scen Drużyny Pierścienia to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Poza tym piękne, zielone krajobrazy Shire chwytają za serce (krajobrazy w ogóle chwytają, ale o tym później), sielankowa atmosfera ojczyzny Hobbitów (wzorowana na epoce wiktoriańskiej), pozwala skutecznie oderwać się od rzeczywistości i szybko wejść w świat wykreowany przez Tolkiena, a przeniesiony na srebrny ekran przez Petera Jacksona.
2. Bilbo. Martin Freeman bez dwóch zdań urodził się do tej roli. Podpisuję się pod każdym takim stwierdzeniem. On nie musi grać – on jest Bilbem, którego rzucono w sam środek niebezpiecznej podróży. Jego angielskość, rysy twarzy podobne do młodego Iana Holma, akcent stanowią ogromny plus.
3. Krasnoludy. Nie miałem żadnych ale co do ich wyglądu, kiedy pojawiły się szkice koncepcyjne. Co więcej: jak się okazało (a pewnie i okazywać bedzie się dalej w kolejnych częściach) postaci: Dwalina, Balina, Bombura, Gloina i Thorina (choć jemu poświęcę osobny akapit) pasują do moich wyobrażeń jak ulał. Jakoś nigdy mi wizja krasnoludów w kolorowych kapturach nie odpowiadała. Zbytnio mi to Królewną śnieżką pachniało.
4. Trole. Fajnie, że mówią (a nie ryczą – jak we Władcy Pierścieni). Fajnie, że są prawie takie jak w książce (choć sama scena z trolami będzie w trochę innym miejscu).
5. Wargowie (te wilki dla niewtajemniczonych:)). Wreszcie zobaczyłem Wargów z mojej wyobraźni, które przypominają przerośnięte, złe, plugawe wilki, a nie hieny. Duży plus.
6. Rivendell skąpane w blasku zachodzącego słońca. No coś pięknego. Cudownie też wyglądają nowe, nieobecne we Władcy Pierścieni budynki i miejsca (dziedziniec, most, ‚jadalnia [tam gdzie Elrond wyjaśnia co za miecze kompania znalazła w jaskini troli]’).
6a. Komnata księżycowa. Scena odczytania mapy Throra w ksiażce jest pokazana strasznie infantylnie. Tutaj zrobiono z niej coś niezwykłego. Chyba najlepsza zmiana w filmie względem ksiażki.
7. Elrond. Nie musi się jeszcze martwić, że jego córka chce wyjść za Aragorna i mu to wychodzi na dobre. Jest bardziej ‚towarzyski’, mniej zgryźliwy (choć trzyma stronę Sarumana).
8. Kamienne olbrzymy. ‚A więc legendy mówią prawdę’ (Bofur). No ja się też ucieszyłem, że nie wycięto tej sceny z filmu, a co więcej: zrobiono ją w naprawdę zapierajacy dech w piersiach sposób. No i my-Polacy możemy się czuć bezpieczni, bo jak ten olbrzym co go Giewont skrywa ożyje, to no . . . 
9. Gobliny. Dobrze, że mają aparycję, budowę i postawę różną od chociażby orków Azoga i nikt nie próbuje widzom wmówić, że goblin wyglądający jak ork to goblin. Tutaj czarno na biały widać kto jest kto.
10. Zagadki w ciemnościach. Zdecydowanie najlepsza scena w filmie. Majstersztyk. Andy Serkis chyba jak mało który aktor zasługuje na oskara za to co zrobił z Gollumem. Sama scena jest ukazana w teatralny sposób co jest doskonałym zabiegiem dla dwóch tak świetnych aktorów jak Freeman i Serkis, bo mogli obydwaj pokazać swój kunszt (podobno o klasie aktora świadczy nie to jak gra na ekranie, ale to jak gra w teatrze i tutaj znajduje się potwierdzenie). Widać też ciągłość tej sceny, czyli to, że była ona grana bez ‚cięć’. Coś pieknego.
10a. Gollum. Jak się słusznie zauważa jako jedyny wygląda młodziej niż w Trylogii. A w ogóle zauważył ktoś że to tylko efekt animacji komputarowej połączonej z mimiką Serkisa? Nie? No to właśnie za to plus. Za gollumowy hiperrealizm.
11. Atak wargów po wyjściu z podziemi. Prawie idealnie z tym jak to sobie wyobrażałem. Prawie, bo o tym jeszcze później.
12. Orły (z szacunku do tych zwierząt przyjąłem pisownię dużą literą). Zawsze mnie zastanawia jak Peter Jackson to robi, że przy pojawieniu się Orłów, choćbym oglądał je tysiac razy, mam ciarki na plecach. Tym razem nie było inaczej.
13. Niedźwiedzia Skała (Carrock). Znowu spenia moje wyobrażenia, a ja z niecierpliwością czekam na Beorna w drugiej szęści.
14. Muzyka. Jedna z najmocniejszych stron filmu. Pomaga wniknąć w jego klimat, jest świetnie dopasowana do filmu, podobna do tej juz znanej z Władcy, a jednocześnie jest taka świeża. Howard Shore bez dwóch zdań zasługuje na oskara, własnie za to, że nie powielił bezmyślnie tego co juz stworzył, ale wykorzystał znane z Władcy Pierścieni fragmenty i z taką samą pasją jak 10 lat temu napisał muzykę do Hobbita.
14a. Piosenki krasnoludów. Wzbogacają film o te doznania jakie się ma czytając książkę i fragmenty w których występują.
15. Plenery. Chciałbym coś napisać, opisać, ale to się nie da. To trzeba zobaczyć ! Warto jednak dodać, że poza Shire widzimy zupełnie inne Śródziemie niż to we Władcy Pierścieni. Moim zdaniem jeszcze lepsze.
16. Gandalf. Prawie zapomniałem o Gandalfie! Podoba mi się pewien rodzaj samowoli jaką pokazuje Gandalf. Jest przekonany, że to co robi przyczyni sie w przyszłości do czegoś dobrego i idzie cały czas tym śladem. I dobrze. Lubię takie postaci. A sam Ian McKellen tak samo dobry jak we Władcy Pierścieni.
16a. Płonące szyszki Gandalfa. Fajnie że nie zastąpili tego np: kulami ognia miotanymi z laski (albo co gorsza: ręki) Gandalfa.
17. 48 fps. Niby momentami ‚teart telewizji’, ale faktem jest, że razem z 3D ta technologia współgra idealnie. Czasem ciężko odróżnić co już było 3D, a co jeszcze HRF.
18. Erebor. W prologu pokazano go świetnie, dokładnie tak jak go widziałem.
19. Elfy Leśne (też w prologu). Z tego co się dało wypatrzeć (choćby po zbrojach), są inne niż te z Rivendell. I bardzo dobrze, bo to inny szczep.
19a. Thranduil (ten elf na początku co nie przyszedł z pomocą krasnoludom). Po pierwsze świetne pokazanie go na łosiu. Nie na koniu, ale własnie na łosiu (może właśnie na tego łosia będą polować krasnoludy w następnej części i wtedy ich złapią leśne elfy?). No i widać dostojeństwo, ale i chłód jakie od niego biją.
20. Smok. Widziany w częściach, ale wygląda na to, że będzie wspaniały.
21. Thorin. Mimo tego, że zgodnie z książkowym opisem nie ma siwej i długiej brody, to nigdy nie odczułem że nie mam do czynienia z królem krasnoludów. Ruchard Armitage świetnie oddaje swoją grą dostojeństwo, upór i odwagę Thorina Dębowej Tarczy.
22. Języki Śródziemia. Wielkim znawcą owych nie jestem, ale jeśli ktoś ma na tyle podzielną uwagę, aby oglądać film z napisami, w 3D, HRF i jeszcze słuchać tego co mówią bohaterowie, to pewnie zauważy, że nie zawsze słychać w głośnikach tylko język angielski. Np. Azog po angielsku mówi bardzo mało (jeśli nie w ogóle), natomiast o wiele więcej jakimś gardłowym twardym językiem. Jest to zapewne (prosze mnie specjaliści poprawić jesli się mylę) Czarna Mowa orków. Podobnie w Rivendell słyszymy język elficki (quenya lub sindarin, albo i jeden i drugi – też prosze o poprawe). Natomiast na początku filmu w Bag End Bifur (ten krasnolud z toporkiem w czaszce [a tak w ogóle zauważył ktoś, że go ma?]) wypowiada zdanie w khuzdul – języku krasnoludów. W ogóle jesli on cos mówi to tylko w tym języku, bo przez to, że ma toporek w głowie trochę mu się w niej poprzewracało.
23. Jeż Sebastian.
Plusy ujemne (porównanie z książką – okiem fana):
1. Scena z trolami. Świetnie zrobiona, ale brakuje mi gadającej sakiewki i może niepotrzebne było to wysmarkanie się w Bilba.
2. Atak elfów na Wargów. Nie ma tej sceny w książce. Krasnoludy tam normalnie przybywają do Rivendell, dodatkowo witane są piosenką przez Elfy.
3. Azog (ten biały ork) zginął w bitwie pod Azanulbizar. Nie obcieto mu ręki, ale głowę. I zrobił to Dain Żelazna Stopa, którego w tej bitwie nawet nie ma. Głowę Azoga nabito na pal, więc nie ma mowy o żadnych furtkach. Chyba że to krasnoludzka propaganda tylko była … To zdarzenie w dość duży sposób miesza potem w filmie.
4. Radagast. W książce jest tylko wzmianka. Wszelkich wypraw do Dol Guldur i innych rzeczy (nawet potencjalne spotkania z Gandalfem) można się tylko domyślać. Na pewno jednak nie widziały go ani krasnoludy, ani Bilbo. No ale skoro Azog żyje i ich ściga, to …
5. Biała Rada. W książce jej nie ma. Jest za to wspomniane w dodatkach, że podczas wyprawy do Ereboru Biała Rada się zbierała, a nawet zaatakowała Dol Guldur (pewnie w drugiej części to zobaczymy). Szkoda tylko, że ja pokazali w okrojonym składzie.
6. Bilbo wcale się nie wymknął goblinom, ale podczas ucieczki z miasta goblinów krasnoludy go po prostu zgubiły. Guziki od kamizelki stracił uciekając potem przed goblinami, a nie przed Gollumem.
7. Atak Wargów. Wszystko by było, gdyby nie ta scena z Azogiem, Thorinem i ratowaniem mu życia przez Bilba. No i Thorin prawie zginął …
Minusy dodatnie (okiem widza):
1. Scena z trolami. Krasnoludy nie zaatakowały troli, ale zostały złapane w pułapkę. Nie mniej jednak w filmie głupio by to wyglądało, więc wydaje mi się, że dobra decyzja o zmiane.
2. Atak elfów na Wargów. Zawsze chciałem zobaczyć walczących elfów na koniach, i strzalających z łuku, choć książka o tym milczy. Nie mniej jednak PJ musiał zachować swoją wizję Elfów, więc śpiewanie piosenek przez nich chyba było wykluczone juz na starcie.
3. Nie mniej jednak. Jakby krasnoludy tak po prostu sobie szli i szli i szli, byłoby to nudne. Więc ktoś ich musiał ścigać. Padło na martwego Azoga, choć równie dobrze mógłby to być Bolg – jego syn pałający żądzą zemsty (tak jak było w książce), no ale cóż. Oby to wyszło filmowi na dobre.
4. … słusznie Radagast jest gdzie jest, daje Gandalfowi ‚sztylet Morgulu’, i odciąga Wargów. Przydał się. Jego przedstawienie może niektórych szokować, mi nie przeszkadza. Dlaczego? No wygląda jak menel, ma na twarzy ptasie kupy, ale jednak w scenie gdy leczy jeża Sebastiana, a Rhosgobel atakują pająki pokazuje, że jest Majarem i ma tak jak Gandalf, czy Saruman moc. Poza tym obecność brązowego czarodzieja rekompensuje brak Toma Bombadila w Drużynie Pierścienia. A tak w ogóle dzieci, jeżeli kiedyś zobaczycie na niebie coś co wygląda jak sanie ciągnięte przez renifery, to wiedzcie, że to nie jest Mikołaj z Coca-Coli, ale Ragadast we własnej osobie 
5. Dobrze, że Biała Rada się pojawia, bo po pierwsze fajnie zobaczyć znowu Galadrielę, i Sarumana (który jeszcze nie jest do końca taki zły), a po drugie, nadaje to filmowi tło, które będzie przyczynkiem do zdarzeń pokazanych we Władcy Pierścieni.
6. Ale to w sumie dobrze, że Jackson przyjął taką koncepcję, bo nie wyobrażam sobie, że krasnoludy uciekają, gubią Bilba, jest ta scena z zagadkami w ciemnościach (chyba 10 minut trwa), kończy się, a krasnoludy nadal uciekają i uciekają i uciekają…
7. W tym ataku wargów widać zaczerpnięty motyw z Dwóch Wież, gdzie Aragorn (podobnie jak Thorin, też przyszły król), prawie ginie. Dodało to filmowi akcji i dramaturgii. Jednemu i drugiemu.
Minusik (taki prywatny):
1. Dale (czyta się tak jak te drugą wiewiórkę z Bajki ‚Chip i Dale’ [cóż za profanacja nazwy] (miasto obok Ereboru). Pozwolę siebie nazwać fanem wschodnich rubieży Śródziemia (Dorwinion, Rhun, Khand) i troszkę inaczej sobie wyobrażałem miasto Dale. Nie aż tak bardzo ‚wschodnio’. Tutaj mamy budownictwo bałkańsko-tybetańsko-trudnopowiedzieć jakie, jarmark jak w średniowiecznym Krakowie (choć to akurat może i plusik), a podczas ataku smoka, widać ‚tatarskie’ hełmy obrońców. Zobaczymy według jakiego schematu zrobią Esgaroth, gdzie mieszka wielu uciekinierów z Dale…
Minusy:
1. Jest jeden ale wielki. Trzeba czekać cały rok na drugą część i choć wiesz jak się wszystko dalej potoczy, to jednak jesteś ciekawy jak to zostanie pokazane w filmie.
Podsumowując film jako film jest dla mnie arcydziełem; 10/10. Jako ekranizacja (a może adaptacja), dostaje 8,5/10, bo jednak pewne różnice są zbyt drastyczne, ale należy zrozumieć, że Hobbita (mimo, że to bajka dla dzieci) ciężko by było przełożyć na język filmu, tak, żeby nie był klapą komercyjną. Trzeba też powiedzieć, że te elementy, które są w dodatkach do Władcy Pierścieni, a nie są bezpośrednio w książce, zostały do filmu wplecione w znakomity sposób i tworzą razem z głównym wątkiem (czyli odzyskaniem Ereboru), doskonałą całość, która z jednej strony pokazuje historię Śródziemia jako całości i tego jak pewne wydarzenia wpłyną na przyszłość, a z drugiej skupia się na historii kompanii Thorina Dębowej Tarczy. Teraz pozostaje czekać tylko na kolejną część.
Kategorie wpisu: Adaptacje tolkienowskie, Filmy: Hobbit i WP, Recenzje




Brak komentarzy do wpisu "Nieoczekiwana recenzja
Hobbit: Niezwykła podróż"
Zostaw komentarz