Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

SS Guelph i oceaniczna podróż małego Tolkiena

Sporo pisaliśmy ostatnio o biografii J.R.R.T. i jego żony, Edith. Dziś kolejna garść ciekawych informacji. Piotr Kaniewski, znany wśród polskich miłośników Tolkiena jako “Ring”, przysłał nam bardzo interesujący materiał dotyczący statku, którym Mabel Tolkien z synami przypłynęła z Afryki Południowej do Anglii. A jest w jego historii kilka smaczków, chociaż bezpośrednio z Tolkienem nie mają one nic wspólnego.

guelph

SS „Guelph”, zwodowano w 1894 roku w stoczni Harland & Wolff w Belfaście i (tu smaczek pierwszy) jest to ta sama stocznia, która wypuściła później słynnego „Titanica”. Co więcej (smaczek drugi), „Titanic” miał na pokładzie identyczne jak na „Guelph” okna i takie same ławeczki dla pasażerów. Nić łącząca „Guelph” ze słynnym morskim dramatem nie jest jedyna, ale o tym później. Nazwa statku pochodziła od nazwy miasta w Kanadzie. Statek miał 106 metrów długości, wypierał 4917 BRT, a jego prędkość maks. wynosiła 11,5 węzła.

193

Rozpoczął swoją służbę wahadłowo na trasie Southampton-Tenerife-Cape Town-Durban, by w 1900 roku przejść pod banderę armatora Union Castle. Krótko służył też jako transportowiec wojska w czasie wojny burskiej. 27 lipca 1909 roku miało miejsce wydarzenie, po którym „Guelph” na trwałe zapisał się w historii marynistyki. Żeglując po zmroku w trudnych warunkach atmosferycznych (wiatr 90 km/h) i po wzburzonym morzu (fale 10-metrowe), zauważono z jego pokładu światła dużego statku. Próbowano skontaktować się z nim kodem Morse’a za pomocą lamp sygnałowych. Jednak z odpowiedzi zdołano tylko odczytać trzy (niektóre źródła mówią o dwóch) litery kodu: T A H. Przypuszcza się, że tajemniczym statkiem był „SS Waratah” – parowiec, na którego pokładzie podróżowało z Australii, poprzez Durban i Cape Town do Londynu, ponad 200 pasażerów i 120 członków załogi. Z Durbanu „SS Waratah” wypłynął 26 lipca, dzień później widziano go z pokładu innego statku, a tego samego dnia wieczorem prawdopodobnie doszło do spotkania z „SS Guelph”. Historia jakich wiele, gdyby nie fakt, że „Waratah” przepadł gdzieś pomiędzy Durbanem, a Cape Town, i nikt do dzisiaj nie jest w stanie powiedzieć, co się z nim stało. Statek zyskał sobie później miano „australijskiego Titanica”, a jego los jest uznawany powszechnie za jedną z największych tajemnic w historii żeglugi. Wraku poszukiwano wielokrotnie, ostatnio w 2004 roku, ale nikomu się nie udało go odnaleźć. Powróćmy jednak do statku Tolkiena. W 1910 roku Union Castle wysłało go na trasę Londyn-Suez-Afryka Wschodnia jako konkurencję dla obecnej tam Deutsche Ost-Afrika Linie. W 1913 statek sprzedano do Royal Mail S.P. Co., która otwierała nową linię pasażersko/towarową Kanada-Indie Wschodnie-Gujana Brytyjska. Statek przemianowano wówczas na „Caraquet”. Pływał do 1923 roku, by 25 czerwca zakończyć swój żywot wejściem na rafę koralową, niedaleko Hamilton na Bermudach. Wrak (chociaż w szczątkowym stanie) istnieje do dzisiaj i jest popularnym miejscem do nurkowania.

nurek

W The Tolkien Family Album (str. 18) otrzymujemy garść wspomnień dotyczących rejsu Tolkiena na pokładzie SS „Guelph”. Choć przyszły pisarz miał w chwili rejsu do Anglii tylko 3 lata, zapamiętał przygotowania do podróży. Wszystko działo się w kwietniu 1895 roku. Profesor wspominał jak wiele emocji towarzyszyło rodzicom przed tym pierwszym długim (i jak się okazało ostatecznym) rozstaniem. Ojciec wymalował dużymi literami A.R. Tolkien na ich kufrze podróżnym. Z całej podróży J.R.R.T. zapamiętał tylko dwa wyraźne obrazy: jak spoglądał z pokładu statku na powierzchnię Oceanu Indyjskiego, pod którą widać było mnóstwo brązowych i czarnych ciał nurków łapiących monety rzucane do wody przez podróżujących oraz obraz wielkiego miasta portowego, które wznosiło się na pobliskich wzgórzach. Lata później zdał sobie sprawę, że musiała to być Lizbona. W książce opublikowano zdjęcie pamiątkowego kufra, który rodzina zachowała do dziś.

Za nadesłanie materiału dziękujemy serdecznie Piotrowi Kaniewskiemu.

Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena

7 Komentarzy do wpisu "SS Guelph i oceaniczna podróż małego Tolkiena"

Venea, dnia 14.04.2009 o godzinie 8:41

hmmm odwołania do Titanica.. akurat w dzień 97 rocznicy uderzenia statku o górę lodową ( przypadek?)

informacje ciekawe

Galadhorn, dnia 14.04.2009 o godzinie 8:59

W Śródziemiu nie ma przypadków :-) Naprawdę nie wiedziałem, że dziś jest ta rocznica. Ciekawe czy Ring wiedział :-)

Ring, dnia 14.04.2009 o godzinie 9:39

Wiedziałem, chociaż nie to było inspiracją do napisania informacji, bo siadając wczoraj do pracy jeszcze nie wiedziałem, że „Guelph” miał cokolwiek wspólnego z „Titanikiem” :) Rocznica zatonięcia przypada właściwie jutro, bo „Titanic” poszedł na dno 15 kwietnia, ale zderzenie z górą lodową miało miejsce faktycznie, jak pisze Venea, jeszcze 14-tego, przed północą.
Ring

Raferian, dnia 14.04.2009 o godzinie 23:19

http://www.elendili.pl/download.php?id=1513

Tyle powiem 😉

-R.

Ps. A z tym nurkowaniem za monetami, to ciekawy obrazek epoki.
Ps2. Ciekawe jest też źródło różnicy pomiędzy dwoma przedstawieniami tej jednostki. Na obrazie ma białe burty, a na zdjęciu wydają się innego, ciemnego koloru, pewnie czarnego, lub burgundowego. Odwrotne temu jest zaś zabarwienie komina. Zapewne to kwestia późniejszych konserwacji, jakim poddawano statek, z wiekiem.

Ring, dnia 15.04.2009 o godzinie 0:52

Odmienne malowanie związane jest z barwami armatorskimi. Biały kadłub i czerwony komin z czarnym pasem, pochodzi z okresu po 1900 roku, gdy „Guelph” pływał jako jednostka Union Castle Line. Wszystkie statki pasażerskie tego armatora były tak malowane. Przedtem „Guelph” był własnością Union Steam Ship Company. Komin na zdjęciu jest pozornie biały, bo w rzeczywistości miał kolor ciemnej żółci. Tak malowano go w latach 1894-1900. Zatem to wizerunek z fotografii jest najbliższy (a wręcz identyczny) temu, jaki widzieli Tolkienowie.

Ring, dnia 15.04.2009 o godzinie 3:59

A co do zbiegów okoliczności, to jeszcze dodam, że też zupełnie przypadkowo napisanie przeze mnie tej informacji zbiegło się ze 114 rocznicą rejsu. Chociaż nie znamy dokładnej daty (ja przynajmniej nie znalazłem), to wiadomo, że było to w początkach kwietnia 1895 roku. Zatem nawet jeśli nie trafiłem w dzień wypłynięcia z portu, to ze względu na odległość, Tolkienowie jeszcze gdzieś są na morzu. 😉

TAO, dnia 15.04.2009 o godzinie 11:08

Dzięki za zdjęcie SS Guelph. Utwierdziło mnie ono w przekonaniu, że obraz Wielkiej Fali, śniony przez Tolkiena, był nieświadomym wspomnieniem z tej podróży: to nie był Titanic, a bez przejścia sztormu tej trasy przepłynąć się nie dawało.

Zostaw komentarz