Pod korcem ukryć światło…

Tak, z uporem maniaka trwam pośród tych czytelników Tolkiena, którzy nie potrafią czytać tak, żeby nie dostrzegać w dziełach profesora z Oksfordu śladów obecności Boga. Co gorsza, nie potrafię się opanować przed dzieleniem się tym radosnym spostrzeżeniem z innymi czytelnikami. Maniak. Powinni tego zabronić! Tymczasem od czasu do czasu pyta się mnie na przykład tak:
Czemu Tolkien we Władcy Pierścieni ukrył wszelkie wyraźne odniesienia do Boga? – jak pisał w listach. Dlaczego to zmieniać i wyciągać te wartości na wierzch na siłę i się z nimi obnosić?
Wyciąga się przy tym czasem broń najcięższego kalibru w rodzaju ewangelicznych przestróg:
Strzeżcie się, abyście uczynków pobożnych nie wykonywali, aby was ludzie widzieli (Mt 6,1)
Uporządkujmy dwie kwestie. Przede wszystkim krytyka tekstu, zwłaszcza dokonywana przez takiego pożal-się-Boże-chrześcijanina jak ja, chyba rzadko bywa „uczynkiem pobożnym”. No chyba, że za pobożne uznamy naturalne dla wielu ludzi dążenie do poznania prawdy. Czytanie to przede wszystkim szukanie doznań estetycznych. Czasem – jak w wypadku Tolkiena – lektura może też dostarczać pożytku duchowego dzięki zawartej w niej filozofii, etyce i innym istotnym składnikom smakowitego i dobroczynnego „dania”. Proszę mi uwierzyć, że nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby obnosić się z pobożnością (jak można obnosić się z czymś, czego ma się tak mało?), gdy starałem się oddać sprawiedliwość Tolkienowi i szukałem po prostu zawartych w jego tekstach prawd. W dzisiejszej kulturze, która dociera też do Polski, jakiekolwiek zainteresowanie sprawami nie-doczesnymi zaczyna wywoływać podejrzliwość: „Co ty, chcesz zostać księdzem?”, „Ty jesteś jakiś fanatyk, no nie?”… Czy to problem Erundura (quen. ‚oddanego Bogu’) czy też zadającego takie pytania?
Drugą sprawą jest ów mit, tolkienologiczna legenda, o tym, jak profesor Tolkien poukrywał i powyrzucał z Władcy Pierścieni wszystkie wzmianki o Bogu, żeby otworzyć swój świat przed wyznawcami innych religii i przed tymi, którzy nie dostrzegają Boga w świecie i słowo Bóg mogłoby ich obrazić. Tak, są na ten temat listy (czasem się zdaje, że każdą rzecz można Tolkienowi udowodnić przy pomocy jego listów)… Jest też jednak zwykła historyczna prawda: J.R.R. Tolkien pisząc Władcę Pierścieni zamierzał go wydać wraz z Silmarillionem. Miała to być jedna bardzo gruba książka, albo dwie wydawane po sobie. Allen & Unwin nie odważył się jednak na ten krok. O mały włos Władca ukazałby się w innej oficynie, albo nawet wcale by się nie ukazał. Profesor bardzo walczył o wydanie Silmarillionu w formie, jaką ta książka miała w latach 30. Przegrał.
A o czym jest Silmarillion? Wydanie zedytowane przez jego syna, Christophera, zaczyna się tak:
There was Eru, the One, who in Arda is called Ilúvatar (…)
Kolejna część książki rozpoczyna się od znanych słów (podobieństwo nieprzypadkowe…):
In the beginning…
A potem jest:
… Eru, the One, who in the Elvish tongue is named Ilúvatar, made the Ainur of his thought (…)
A zatem powróćmy do pierwszego pytania i odpowiedzmy: jeżeli Tolkien ukrywa w swoim eposie o Śródziemiu odniesienia do Boga, to albo ja mam zwidy, albo coś mu się to ukrywanie nie udało… Silmarillion jest konieczny do zrozumienia Władcy Pierścieni! Dzięki tej lekturze wiemy, Kto świat mitu tolkienowskiego stworzył, Kto kieruje losami tego świata, Kto posłał Valarów i Maiarów, od Kogo wraca Gandalf Biały, Kto czuwał nieustannie nad Frodem i dlaczego „w Śródziemiu nie ma przypadków…”.
No więc jak to jest z tym światłem… Pod korzec je ukryć czy nie?
Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie


6 Komentarzy do wpisu "Pod korcem ukryć światło…"
Erundur, dnia 09.05.2008 o godzinie 14:11
Zgadzam się w pełni. Tolkien był katolikiem i to dość konserwatywnym. Przypisywanie mu poprawnego politycznie irenizmu, który jest obecnie dość popularny to błąd ahistorycyzmu.
Nero, dnia 09.05.2008 o godzinie 14:41
Popieram. We własnej pracy maturalnej twierdzę, że „Silmarillion” to taka „Biblia” Śródziemia. Podobieństwa są zbyt widoczne, żeby twierdzić inaczej.
Ankali, dnia 09.05.2008 o godzinie 15:45
Oj Galu, niech nas wszystkie Moce strzegą od chowania światła pod korcem! Tylko, litości, nie wal nim po oczach… 😉
Cotsille, dnia 09.05.2008 o godzinie 20:02
Ktoś powiedział, że chrześcijanin powinien być jak witraż – przepuszczać przez siebie Światło, ale go nie zatrzymywać, nie przysłaniać sobą. Zanim zacznie się „oświecać” swoje otoczenie, warto zapytać, czyim światłem… Teza Galadhorna jest dla mnie dość oczywista. Ale to promieniowanie piękna, dobra i prawdy powinno być dyskretne – nie ukryte, tylko delikatne – bo w ten sposób pozostawia innym wolność: widząc promień, może sami zechcą poszukiwać Źródła…
Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 21:39
Cotsillë, badacz musi mieć wolność interpretacyjną. Nie traktuję książek Tolkiena jako narzędzi ewangelizacyjnych i nigdy nie twierdziłem, że Tolkien miał ewangelizacyjne intencje, pisząc swoje książki (jak C. S. Lewis). Poszukuję natomiast świadectw ludzi, którym biografia Tolkiena i jego książki pomogły znaleźć drogę do Boga. Za to zbieram największe baty. Do tego jestem zły, bo popularyzuje wątki biograficzne JRRT, które świadczą o pobożności pisarza oraz śmiem porównywać etykę WP i S do etyki głoszonej przez Kościół katolicki. Będę się za to smażył w piekle Nolimona (to a propos jego polemiki).
Miłośniczka Tolkiena, dnia 14.01.2009 o godzinie 19:32
Elfy , orkowie, Sauron, Aragorn… To wszystko ma odnośniki w naszym świecie, a rodzice mówią, że to jest właśnie przesłanie. A więc jeśli to jest przesłanie, to dlaczego mówi we wstępie do pierwszej części, że go tam nie umieszczał???
Zostaw komentarz