Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

„Fanfiki” a prawa autorskie Tolkiena

Fanfiki, czyli pisarska twórczość fanów to jedna z coraz popularniejszych form tolkienowskiego hobby. Miłośnicy książek Tolkiena próbują na własną rękę uzupełnić dzieło Profesora. Niestety najczęściej jest to grafomania, a nie dobra literatura. Ostatnio na swojej stronie internetowej The Tolkien Estate wypowiedziało się w sprawie opowiadań fanowskich. Oto przekład jednego z punktów F.A.Q.:

Czy mogę / ktoś może napisać/uzupełnić/rozwinąć swoją własną wersję jednej z niedokończonych opowieści Tolkiena?

Odpowiedź brzmi – NIE. Oczywiście możecie Państwo tworzyć cokolwiek dla własnej przyjemności, jednak nie ma możliwości aby czerpać jakiekolwiek zyski z takiej formy „fan-fiction”. Ponadto w dzisiejszych czasach zawładniętych przez internet, gdy na aukcjach internetowych spotkać można własnoręczne produkty kolekcjonerskie, musimy jasno stwierdzić, że Tolkien Estate nigdy nie autoryzowała i nigdy nie będzie autoryzować komercjalizacji i sprzedaży takiej twórczości. Estate służy ochronie integralności pism J.R.R. Tolkiena. Praca Christophera Tolkiena jako spadkobiercy spuścizny literackiej jego ojca zawsze polegała na publikowaniu najwierniej i najrzetelniej ukończonych i nieukończonych prac Tolkiena bez prób adaptacji czy upiększania.

Zgodne to jest z wolą Tolkena wyrażoną w jednym z jego listów:

[Tolkien otrzymał pocztą szczegóły „dalszego ciągu” Władcy Pierścieni, który planował napisać jego wielbiciel.]

Szanowna Panno Hill!

Przesyłam Pani bezczelne uzupełnienie moich wysiłków. Nie znam sytuacji prawnej, przypuszczam jednak, że skoro nie można zastrzec wymyślonych przez siebie nazw własnych, to nie istnieją przeszkody prawne, by ten młody osioł wydał swój dalszy ciąg, jeśli tylko znajdzie jakiegoś wydawcę, szacownego czy wręcz przeciwnie, który przyjmie takie bzdury.

Poinformowałem go jedynie, że przesłałem Pani jego list oraz próbki tekstu. Sądzę, że odpowiedni list od Wydawnictwa byłby skuteczniejszy od listu napisanego przeze mnie. Otrzymałem już kiedyś od pewnej młodej kobiety podobną propozycję, przedstawioną w niezwykle uniżonej formie, a kiedy wypowiedziałem się o niej negatywnie, dostałem ogromnie obelżywy list.

Z najlepszymi życzeniami

Szczerze oddany
J.R.R. Tolkien

Podsumowując, nikt nie zabrania pisać opowiadań fanowskich. Zabronione jest jedynie komercyjne wykorzystywanie takiej twórczości.

Kategorie wpisu: Twórczość fanów

11 Komentarzy do wpisu "„Fanfiki” a prawa autorskie Tolkiena"

Lórin, dnia 21.04.2007 o godzinie 9:18

Coraz popularniejsze? Mi się wydaje, że fanfiki od zawsze były popularne. 😉 A że fanfiki nie mogą służyć do celów komercyjnych to chyba oczywiste? 😉 Chociaż patrząc na takiego Pierumowa, niekoniecznie. 😛

Eldarion I, dnia 21.04.2007 o godzinie 9:25

Matuszka Rassija zawsze będzie na odwrót 😉

Tor, dnia 21.04.2007 o godzinie 10:00

A co z publikacją? Oczywiście, jeśli nie czerpię zysków.

Galadhorn, dnia 21.04.2007 o godzinie 10:21

Lórinie, działam w fandomie od bardzo wielu lat i z mojej perspektywy są coraz bardziej popularną formą działalności fanowskiej. Dawniej tyle się „fanfików” nie pisało i nie publikowało w necie albo prasie tolkienowskiej co dziś. Torze, nie słyszałem, żeby TE czepiało się niedochodowych publikacji fanowskich (vide „Simbelmynë” :) ).

Tor, dnia 21.04.2007 o godzinie 14:43

No tak, racja. „Okruszki lembasa” „działają” na takiej zasadzie.

Hybrid, dnia 21.04.2007 o godzinie 15:06

W takim razie jakim cudem Pierumow wydał „swój” dalszy ciąg? Czyżby Rosja była poza prawem? Ano przecież Pierumow mieszka w Stanach, to wszystko wyjaśnia… 😛
No i może tak a propos Pierumowa, to znalazłem taki fragment jego wypowiedzi: „Podobają mi się historie z mnóstwem szczegółów i kontynuacjami. Lubię, gdy świat, bohaterowie i zdarzenia są solidnie przemyślane.” Jak widać, jemu się podobają, autorom nie.

TAO, dnia 23.04.2007 o godzinie 10:35

Związek Sowiecki, a po nim Rosja, nie respektuje praw autorskich, określonych w odpowiedniej konwencji, w stosunku do dzieł, wydanych po raz pierwszy przed podpisaniem tej konwencji przez ZSRS. Stąd publikowanie tego rodzaju kontynucji i parafraz (nie tylko dzieł Tolkiena) jest w świetle rosyjskiego prawa autorskiego dozwolone. I ukazało się ich wiele. To, że Pierumow, wiele lat po wydaniu „Pierścienia ciemności” przeniósł się do USA, nie ma tu nic do rzeczy.

Wydanie w Polsce „posttolkienistyznych” książek Pierumowa i Jeśkowa skończyło się podjęciem kroków prawnych przez Tolkien Estate. Szczegółów nie znam, ale książki znikły z rynku.

Tornene, dnia 23.04.2007 o godzinie 16:58

A to dlatego nigdzie, poza antykwariatami, nie widziałem Pierumowa na półkach… Dziękuję za info :)

Tecza, dnia 29.04.2007 o godzinie 14:35

Generalnie według poslkie prawa to dzielić się swoimi fanfickami nie możemy… Problem jest dość skomplikowany prawnie.
Generalnie chodzi o to, że fanfick może być tzw. utworem zależnym (niesamoistny, opracowanie) lub utworem inspirowanym.
W tym pierwszym wpadku trzeba będzie prosić autora (w wypadku Tolkien spadkobierców) o zgodę
by z opracowania korzystać lub nim rozporządzać. Chyba, że korzystamy z utworu w ramach dozwolonego użytku prywatnego. Dzięki dozwolonemu użytkowi nasz fanfick będziemy mogli pokazać też rodzinie i przyjaciąłom, ale nie jakieś większej, nieokreślonej liczbie osób (np. na forum Elendil do którego am dostęp nieograniczona liczba osób). Opracowaniem może być np. na nowo przedstawienie Bitwy na Polach Pelennoru. Przy utworze inspirowany zgody nie jest potrzebna. Pozostaje jednak problem nazw własnych, ktore wymyślił Tolkien. Nie będziemy mogli ich używać bez zgody. Odpada Hobbit, Pola Pelennoru, Glofindel, Middle-earth i wiele innych

Galadhorn, dnia 29.04.2007 o godzinie 15:17

Tęczo, piszemy „fanfik”. Zresztą nie lubię tego słowa – wolę „opowiadania fanowskie” albo lepiej „apokryfy ze Śródziemia”. Bardzo interesująca jest sprawa dozwolonego użytku prywatnego (kierujemy się tymi ustaleniami prawnymi, gdy dzielimy się wśród najbliższych znajomych z Sekcji i Forum tłumaczonymi przez nas tekstami Tolkiena, choć łamiemy je niestety publikując czasem takie teksty w fanzinie czy w necie :-( ). Pocieszające jest to, że takie łamanie prawa ma małą szkodliwość społeczną (a raczej duży pożytek) i w związku z tym, że nie kierujemy się w naszych działaniach chęcią zarobienia, nasze publikacje nie mają podtekstu komercyjnego, nikt takich działań nie ściga. A że Tolkien Estate wkraczało na nasz rynek, najlepszym przykładem jest sprawa apokryficznych powieści Jeśkowa i Pierumowa. TE zażądało usunięcia ich z rynku i zniknęły!

Erunno, dnia 29.01.2010 o godzinie 20:24

Czemu niektórzy tak nie lubią fanfików? Mi osobiście podobają się, mniej co prawda od prac mistrza, ale są ciekawe. Pierścień Mroku, Ostatni Władca Pierścienia, Syn Gondoru. Mimo, że nie wszystkim się podobają należy je tolerować.

Zostaw komentarz