Archeolodzy nie mogą używać nazwy hobbit
Źródło: www.polskieradio.pl
Homo floresiensis to najmniejszy znany gatunek człowieka. Właśnie dlatego popularnie nazywano go „hobbitem”. Producenci filmu pod tym tytułem właśnie zabronili używania tej nazwy.
Jak donosi Guardian, dr Brent Alloway z Victoria University planuje wykład otwarty na temat odkrywców Homo floresiensis, Mike’a Morwooda i Thomasa Sutikny. Kiedy Alloway poprosił firmę Middle-earth Enterprises, która posiada prawa do filmu Hobbit, aby mógł zatytułować swoje wystąpienie „Inny hobbit” (“The Other Hobbit”), prawnik firmy zdecydowanie odmówił. O zgodę nie poproszono natomiast The Tolkien Estate, właściciela prawa do słowa “hobbit”.
Alloway nie zaprzecza, że tematyka i termin jego wykładu były związane z premierą filmu, ale jego publiczność różni się zasadniczo (albo przynajmniej: w żadnym wypadku nie kłóci się) z publicznością obrazu nakręconego przez Middle-earth Enterprises.
Nawet bez pozwolenia producentów nazwa „hobbit” przyjęła się już szeroko w literaturze naukowej. Trudno będzie temu zapobiec.
Kategorie wpisu: Filmy: Hobbit i WP, Informacje medialne


9 Komentarzy do wpisu "Archeolodzy nie mogą używać nazwy hobbit"
Galadhorn, dnia 06.11.2012 o godzinie 0:31
A mogli nazwać swojego człowieczka niziołkiem (ang. halfling). Nie byłoby kontrowersji. TTE i inni posiadacze tolkienowskich praw zazdrośnie strzegą swojego spadku…
TAO, dnia 06.11.2012 o godzinie 10:28
Pytanie, czy australijscy paleontolodzy znają to, raczej rzadkie, słowo… A problem nie jest w TE, a w narzucaniu przez USA traktowaniu kultury jako branży handlu. Pierwszy był Spielberg który usiłował zastrzec słowo „jurassic”. Teraz już nie wolno robić „narodowych” plakatów do filmów, coraz częściej – tłumaczyć ich tytułów… I jeśli nie uda się – a wątpię by się udało – wyraźnie oddzielić obiegu dóbr kultury od handlu, takich rzeczy będzie coraz więcej.
Galadhorn, dnia 06.11.2012 o godzinie 11:55
Można też pomyśleć, że panowie paleontolodzy chcieli kasy, kasy, kasy – nazywając swojego zdeformowanego człowieczka „hobbitem”, mieli szansę na dodatkowe granty, bo hobbici są od 10 lat raczej popularni w popkulturze.
Morfinnel, dnia 06.11.2012 o godzinie 20:30
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Czy to z jednej, czy z drugiej strony. W ogóle dziwi mnie, że to Middle-earth Enterprises wypowiada się na temat używania nazwy „hobbit”, a nie TTE. Pomijając, że hobbit jest tak popularnym określeniem, że bardzo łatwo usłyszeć je gdziekolwiek. A poza tym wykład otwarty chyba nie przynosi żadnych zysków (chyba), więc nie widzę powodu odmowy…
tallis, dnia 06.11.2012 o godzinie 20:50
No proszę myslałam, że to tylko Ch. Tolkien i ska ma takie pomysły, o to Jackson też. A fe panie Piotrze
Ja to myślę, że w sprawach na styku handlu i kultury powinno być takie przykazanie – „zarabiaj i daj zarabiać innym”. Poza tym, nazwa nie jest przecież używana komercyjnie tylko w sferze naukowej/edukacyjnej, wiec nie widzę problemu.
Co to znaczy nie wolno – w jakiejś ustawie tego zabronili? Na pewno nie, więc nie widzę czemu nie wolno.
TAO – co to znaczy „narodowy” plakat do filmu? Plakat ma chyba odzwierciedlać treść filmu a nie jakieś lokalne koloryty? Bo nie kumam
poz
tal
Telperion, dnia 06.11.2012 o godzinie 22:08
Tallis myślę że Peter Jackson ma mało do powiedzenia odnośnie takich spraw. Podejrzewam że takie decyzje podejmowane są poza nim, Jackson z tego co wiem nie posiada praw do filmu.( prawa do filmu posiada Saul Zaentz Company/Middle-earth Enterprises)
Lord Ya, dnia 06.11.2012 o godzinie 22:18
Tallis, że chodzi chyba o własne wersje plakatów ustalone przez dystrybutora w danym kraju albo nawet i przez samo kino (coś mi się kojarzy, że dawno temu przed kinem Rialto w Katowicach był zawsze jakiś ręcznie namalowany „plakat” czy tam inna plansza promująca dany film – albo i nie był ręcznie malowany a po prostu źle pamiętam, nie był to w każdym razie standardowy plakat wiszący w każdym innym kinie) – choćby i sklecony z fotosów z filmu. Dajmy na to, ktoś chciałby reklamować Władcę Pierścieni czarnym plakatem z umieszczonym centralnie pierścieniem. A „nie wolno” nie oznacza prawa, a najpewniej warunki narzucone przez producentów – ma być jednolicie i tyle, ma się jednoznacznie kojarzyć z globalną marką – bo jak nie, to nie wolno pokazywać filmu w danym kraju i już. Tak się teraz nawet zastanawiam, czy są jeszcze wydawane wersje Tolkiena z ilustracjami lokalnych artystów czy wszędzie jednakowe okładki itp.
A co do samego newsa, sam nie wiem, co mnie tu bardziej martwi – zakaz dla nazwy „hobbit” czy to, że zakazuje się tego licencją filmową, nie książkową.
M.L., dnia 06.11.2012 o godzinie 23:09
Hmmm, to trzeba zakazać czytania Eneidy, w końcu ten dziad Vergilius bezczelnie zżynał z niejakiego Homera. Bezprawnie używał nazw własnych stworzonych przez tamtego i rozwijał wtórnie wątki z tamtego utworu. Trzy w jednym, a biorąc pod uwagę niepełnosprawność rzeczonego Homera, to już w ogóle skrajna bezczelność i chamstwo.
Trzeba przygotować petycję o zakazie czytania Eneidy, i o konieczności usunięcia jej ze szkół (jeżeli gdzieś jeszcze jest), bo jest to szerzenie złych wzorców i nagannych zachowań.
TAO, dnia 07.11.2012 o godzinie 9:49
Tao. Doładnie tak, jak pisał Lord. Obecnie właściciele/sprzedawcy praw do dystrybucji filmów narzucają wzór plakatu/Kiedyś tego nie było, plakaty zamawiali dystrybutorzy krajowi u krajowych plastyków – dzięki temu między innymi wyrosło coś wspaniałego, jak polska szkoła plakatu.
Rozumiem ironię ML’a, ale Eneida na szczęście od dawna (od zawsze) jest public domain, co ma tę dobra stronę, że nikt nie może jej zawłaszczyć, ale tez tę stronę zła, że każdy może ją adaptować i przerabiać.
Zostaw komentarz