Tolkien i „faszyści”
Dwunastu biskupów, 4 022 księży, 2 376 zakonników, 292 zakonnic i 95 seminarzystów, niezliczeni świeccy – to tylko niektóre z ofiar lewicowego terroru podczas wojny domowej w Hiszpanii (dane wg weryfikacji bp. Antonio Montero z lat 60. XX w.). W wielu przypadkach mord przeprowadzano ze szczególnym okrucieństwem. Najbardziej wstrząsające przypadki to wymordowanie klaretynów z Barbastro, rozstrzelanie sześćdziesięciu czterech kapłanów na cmentarzu w Léridzie w nocy z 20 na 21 sierpnia 1936 r., rozstrzelanie dziewięćdziesięciu jeden zakonników w Barcelonie, albo piętnastu braci bonifratrów od św. Jana Bożego zamordowanych dlatego, że nie chcieli opuścić swoich chorych w Hospital Marítimo w Calafell. Budynki kultu zamieniane w więzienia, domy ludowe, magazyny, garaże, stajnie. Palenie i rabowanie wnętrz świątyń, liczne profanacje, kpiny, parodie ceremonii religijnych… To oczywiście jedna strona okrutnej wojny, jaka przetoczyła się w latach 1936-39 przez Hiszpanię. W tym samym czasie, gdy „Czerwoni” urządzali u siebie terror, w strefie narodowej prześladowano i zabijano przede wszystkim tych, którzy sprawowali funkcje publiczne podczas lewicowych etapów II Republiki oraz osoby odpowiedzialne za mobilizację rewolucyjną. Współcześnie więcej słyszy się o okrucieństwach sił narodowych generała Franco (żeby przypomnieć wstrząsający film pt. Labirynt Fauna, który znają na pewno również miłośnicy Tolkiena; powyższe informacje zaczerpnąłem z wywiadu z ks. dr. Angelem Davidem Martinem Rubio z Christianitas nr 26).
J.R.R. Tolkien w liście do syna Christophera pisał w roku 1944 (cały fragment niżej):
Nie ma większego hołdu dla propagandy Czerwonych niż fakt, że wierzy on [mowa o C. S. Lewisie] (a wie, że we wszystkich innych sprawach są kłamcami i oszczercami) we wszystko, co się mówi przeciwko Franco, a nie przyjmuje do wiadomości niczego przemawiającego za nim. (…) Jeśli jednak jakiś luteranin ląduje w więzieniu, chwyta za broń; ale gdy morduje się katolickich księży – nie wierzy w to (i śmiem twierdzić, że tak naprawdę myśli, że sami się o to prosili). R.C. mimo wszystko trochę nim jednak wstrząsnął…
Kim był ów „R.C.”? W roku 1944 przybył do Oksfordu Roy Campbell (1901-1957), południowoafrykański poeta i satyryk, uczestnik wojny domowej w Hiszpanii. Eliot oraz Dylan Thomas włączali go do grona najlepszych anglojęzycznych poetów Międzywojnia – dziś rzadko się czyta jego poezje. Zapewne zaszkodziły mu jego katolickie i prawicowe poglądy polityczne.
Campbell pochodził z Durbanu w Afryce Południowej i od młodości ukochał literaturę oraz awanturnicze życie. Wyjechał do Oksfordu, żeby kontynuować naukę, ale ten zamiar nigdy mu się nie powiódł. Za to w uniwersyteckim mieście wsiąkł w społeczność młodych pisarzy i poetów. Znany był z hulaszczego trybu życia. W 1921 r. ożenił się z Mary Margaret Garman, z którą miał dwie córki. Literacko skonfliktowany z tzw. Grupą z Bloomsbury (Wirginia Woolf i in.) szybko stał się osobą nieakceptowaną przez ówczesny brytyjski „Salon”. Oskarżano go o antysemityzm i sympatie faszystowskie (patrz stosunek C. S. Lewisa do Roya Campbella). W latach 30. wyemigrował z rodziną do Hiszpanii, gdzie w roku 1935 w małej wiosce Altea został przyjęty do Kościoła rzymsko-katolickiego. W czasie wojny domowej walczył po stronie sił narodowych generała Francisco Franco. Nigdy jednak nie dołączył do żadnego regimentu narodowego. Udział Campbella w wojnie po stronie Franco został przyjęty bardzo niechętnie w Wielkiej Brytanii. Pamiętajmy, że w tamtych czasach większość zachodnich intelektualistów skłaniała się ku ideologiom lewicowym i sympatyzowała z hiszpańskimi republikanami. Jest raczej pewne, że motywacją Campbella była przede wszystkim walka z komunizmem i obrona prześladowanego przez republikanów Kościoła. Potwierdzeniem takiego nastawienia jest opozycja Campbella w późniejszych latach wobec niemieckiego nazizmu – ruchu o jawnie i wojowniczo antychrześcijańskim charakterze.
W czasie II wojny światowej Campbell walczył w obronie Wielkiej Brytanii. Wpierw działał w cywilnej obronie przeciwlotniczej, potem przyłączył się do Armii Brytyjskiej (choć przekroczył wiek, w jakim powołuje się żołnierzy). Doszedł do stopnia sierżanta i zaciągnięto go w końcu do King’s African Rifles w Kenii. W roku 1944 w wyniku odniesionych ran zwolniono go ze służby wojskowej. Przez wiele lat pracował w radiu BBC. Nie raz jeszcze szydzono z jego politycznych poglądów (robił to na przykład C. S. Lewis). Jako alkoholik wdawał się też nie raz w awantury. Np. podczas występu poety-marksisty Stephena Spendera Campbell wdarł się na scenę i uderzył artystę.
Dnia 5 października 1944 r. Campbell spędził wieczór w towarzystwie C. S. Lewisa i J.R.R. Tolkiena na terenie Magdalen College w Oksfordzie. Lewis w swej publicystyce zwalczał „szczególną mieszankę katolicyzmu i faszyzmu u Campbella” i otwarcie szydził z niego w swoich artykułach. Podczas październikowego wieczoru nie ukrywał swoich krytycznych opinii, gdy tymczasem Tolkien był w pełni oczarowany przez „tego wyrazistego poetę i żołnierza”. Oto fragment listu Tolkiena z 6 października 1944 (do Christophera Tolkiena – pogrubienia moje):
(…) zauważyłem siedzącego w kącie jakiegoś nieznajomego, wysokiego, wychudłego mężczyznę ubranego w połowie w khaki, w połowie w cywilu, w szerokoskrzydłym kapeluszu, z lśniącym wzrokiem i haczykowatym nosem. Reszta siedziała do niego tyłem, ale widziałem po jego spojrzeniu, że wykazuje zainteresowanie naszą rozmową zupełnie inne od zwykłego bolesnego zdumienia brytyjskiej (i amerykańskiej) publiki okazywanego w pubie Lewisom (i mnie). Zupełnie, ale to zupełnie jak Trotter „Pod Rozbrykanym Kucykiem”. Nagle wtrącił się do rozmowy z dziwnym, nierozpoznawalnym akcentem, podejmując wątek Wordswortha. Po kilku sekundach okazało się to Roy Campbell (od Flowering Rifle i Flaming Terrapin). Grom z jasnego nieba! Szczególnie, że całkiem niedawno C.S.L. napisał na niego ostry paszkwil w Oxford Magazine, a jego orli wzrok niczego nie przepuszcza. W C.S.L.-u zostało jeszcze mnóstwo ulsterskiego ducha, nawet jeśli on sam tego nie dostrzega. Potem sprawy potoczyły się szybko i hałaśliwie, a ja spóźniłem się na obiad. Było mi (może) przyjemnie, że ten wyrazisty poeta i żołnierz chciał w Oksfordzie zobaczyć się głównie z Lewisem (i ze mną). Umówiliśmy się na czwartkowy (czyli zeszły) wieczór. Gdybym potrafił przytoczyć wszystko, co usłyszałem wczoraj wieczorem w pokoju C.S.L.-a, wypełniłoby to kilka listów lotniczych. C.S.L. wypił sporo porto i zrobił się trochę wojowniczy (uparł się jeszcze raz przeczytać swój paszkwil, a R.C. się z niego śmiał), ale w większości musieliśmy słuchać gościa. To okno wychodzące na szalony świat, ale sam gość jest łagodny, skromny i pełen współczucia. Zainteresowało mnie głównie to, że ten staro wyglądający, noszący wojenne blizny i kulejący od niedawno odniesionych ran Trotter jest o 9 lat młodszy ode mnie i że prawd. spotkaliśmy się, kiedy był chłopcem, jako że mieszkał w O[ksfordzie] w czasie, kiedy my mieszkaliśmy przy Pusey Street (mając za współlokatora tego kompozytora Waltona i często się spotykając z T.W. Earpem, pierwszym „twerpem” i „Wilfridem Childe’m”. Twoim ojcem chrzestnym – którego dzieła on bardzo ceni). To, co robił od tamtych czasów, domaga się opisu. Jest potomkiem ulsterskiej rodziny prot. mieszkającej w Afryce P., której większość członków walczyła w obu wojnach; on sam przeszedł na katolicyzm po tym, jak w Barcelonie ukrywał karmelitów – na próżno, zostali złapani i wymordowani, a R.C. nieomal stracił życie. Wydostał jednak z płonącej biblioteki karmelickie archiwum i przewiózł je przez krainę Czerwonych. Płynnie włada hiszpańskim (walczył zawodowo z bykami). Jak wiesz, następnie bił się przez całą wojnę po stronie Franco i między innymi znajdował się w pierwszych szeregach oddziałów, które wypędziły Czerwonych z Malagi z takim pośpiechem, że ich generał (chyba Villaba) nie mógł zabrać swoich łupów – i zostawił na stole dłoń św. Teresy ze wszystkimi klejnotami. Opowiada niezwykle interesujące rzeczy o sytuacji w Gib od czasów wojny (w Hiszpanii). Jest jednak patriotą i potem już zawsze walczył w bryt. armii. No, no. Martin D’Arcy za niego ręczy i to on powiedział mu, żeby nas poszukał. Chciałbym zapamiętać chociaż połowę jego barwnych opowieści o poetach, muzykach itp. od Petera Warlocka po Aldousa Huxleya. Najbardziej podobała mi się ta o służalczym Epsteinie (tym rzeźbiarzu), jak się z nim bił i posłał na tydzień do szpitala. Nie da się jednak przekazać ducha tak rzadkiej postaci, żołnierza i poety w jednej osobie, i to nawróconego na katolicyzm. Jakże jest odmienny od Lewicy – „sztruksowych czołgów”, które uciekły do Ameryki (między innymi Auden, który wraz ze swoimi znajomymi doprowadził do „zakazania” dzieł R.C. przez władze Birmingham!). Mam nadzieję na jeszcze jedno spotkanie z nim w przyszłym tygodniu. Wyszliśmy z Magdalen dopiero po północy i poszedłem z nim aż do Beaumont Street. Reakcje C.S.L. były dziwne. Nie ma większego hołdu dla propagandy Czerwonych niż fakt, że wierzy on (a wie, że we wszystkich innych sprawach są kłamcami i oszczercami) we wszystko, co się mówi przeciwko Franco, a nie przyjmuje do wiadomości niczego przemawiającego za nim. Nawet otwarte przemówienie Churchilla w Parlamencie nie zachwiało jego przekonaniami. W sumie jednak jedynym ostatecznym fundamentem Kościoła anglikańskiego jest nienawiść do naszego Kościoła – zakorzeniona tak głęboko, że pozostaje nawet wtedy, gdy usunie się całą nadbudowę (C.S.L. na przykład czci Najświętszy Sakrament i podziwia zakonnice!). Jeśli jednak jakiś luteranin ląduje w więzieniu, chwyta za broń; ale gdy morduje się katolickich księży – nie wierzy w to (i śmiem twierdzić, że tak naprawdę myśli, że sami się o to prosili). R.C. mimo wszystko trochę nim jednak wstrząsnął…..
I krótko o dalszych kolejach życia Campbella. W roku 1952 przeniósł się on do Portugalii. Wciąż pisał do prawicowych zachodnich czasopism, np. do The European. Jego nawrócenie na katolicyzm zaowocowało wspaniałą chrześcijańska poezją. Przełożył mistyczne wiersze św. Jana od Krzyża i opisał jego nawrócenie w Mithraic Emblems. Pisał też przewodniki turystyczne i książki dla dzieci. Tłumaczył poezję z francuskiego i hiszpańskiego. Jego dziełem jest np. przekład poezji Lorki (Federico García Lorca), autora zastrzelonego podczas hiszpańskiej wojny domowej przez falangistów. Roy Campbell zginął tragicznie w wypadku samochodowym niedaleko Setúbal w Portugalii, w Poniedziałek Wielkanocny roku 1957.
Warto pamiętać, że J.R.R. Tolkien w odniesieniu do wojny domowej w Hiszpanii opowiadał się po stronie generała Franco i sił antykomunistycznych czy się to komuś podoba czy nie. Jeżeli ktoś nazywa Franco faszystą a lubi Tolkiena, powinien przez chwilę zastanowić się nad zasadnością tego fałszywego epitetu (w wypadku reżimu Franco można mówić raczej o dyktaturze o charakterze konserwatywnym i antykomunistycznym – faszyzm zaś jest ustrojem typowym dla międzywojennych Włoch i bliższy jest ruchom rewolucyjnym niż konserwatywnym). Bo Tolkien nie popierał nigdy faszyzmu – pod żadną z jego postaci!
Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena, Eseje tolkienowskie, Listy Tolkiena


73 Komentarzy do wpisu "Tolkien i „faszyści”"
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:52
Kpisz sobie, żartownisiu. A news za chwilkę spadnie do archiwum, bo przygotowywany jest kolejny, który go zepchnie 😛
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:56
I kto tu mówi o postępie, a kto jest zachowowczy.
W głębi duszy jesteś rewolucjonistą Camarada!
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 14:00
Jestem rzecznikiem _rewolucji_ konserwatywnej. 😉
Han pasado!
TAO, dnia 06.12.2007 o godzinie 15:42
Coraz bardziej uciekamy od Tolkiena, ale na pytania wypada odpowiadać. Zatem:
Nie sądzę, by używanie określenia „konserwatyzm” w znaczeniu doktryny konserwatywnej w odniesieniu do świata islamu było trafne. Konserwatyzm jest zbyt silnie związany z ideą Kościoła hierarchicznego i monarchii chrześcijańskiej; Umma (muzułmański odpowiednik Kościoła jako wspólnoty wiernych) tych idei nie zna.
Sprzeciw Afgańczyków (nie tylko Pusztunów i Tadżyków, choć rzeczywiście te ludy niosły główny ciężar walki zbrojnej) wobec rewolucji wiązał się z wolą zachowania tradycyjnego sposobu życia (przede wszystkim systemu władania ziemia i wodą, zagrożony przez komunistyczną reformę rolną, a także – władzy starszyzny plemiennej, traktowanej jako naturalna, a nawet „przyrodzona”). Ogromne znaczenie miał też fakt obcej interwencji, najazdu – ludy Afganistanu są przywiązane do swojej niepodległości (swojej, nie państwa!) i kochają się w broni. Sprawy wyznaniowe miały zrazu trzeciorzędne znaczenie, bo ani Afgańczycy nie byli zbyt gorliwymi muzułmanami, ani władze komunistyczne nie wysuwały ateizacji na plan pierwszy.
Zmienili to ochotnicy i „sponsorzy” z Iranu i innych krajów muzułmańskich, z reguły radykalni muzułmanie (czyli islamiści). Oni głosili walkę nie z „najeźdźcą z północy”, ale „szatanem z północy”, w duchu zdecydowanie religijnym – a ich oddziaływanie na Afgańczyków było silne. Zbiegło się to z aktywnością Arabii Saudyjskiej, krzewiącej islam w wydaniu wahabickim i finansującą rozwój islamskiego szkolnictwa teologiczno-prawnego (a kto płaci, ten też podpowiada program). Dzięki tym szkołom szerzył się nowoczesny islamizm sunnicki (islamizm szyicki ma odrębne korzenie i nieco inny kształt), będący połączeniem tradycyjnego islamu i islamu wahabickiego (ten saudyjski prąd religijny można z dużym przybliżeniem porównać do purytańskiego odłamu Reformacji); jednym z form tego islamizmu jest ruch talibów. A islamizm jako doktryna społeczna zalicza się do rewolucyjnych, nie zachowawczych, gdyż zmierza do radykalnego przekształcenia struktur społecznych, a nie do zachowania stanu obecnego.
To, że staramy się wpisać zjawiska właściwe innym kulturom w siatkę pojęciową naszej (jeśli dobrze zrozumiałem myśl Dagoberta) jest zrozumiałe i chyba nieuniknione: nieznane trzeba odnieść do znanego, by dostrzec i zdefiniować różnice. Aby zrozumieć, dlaczego nie można mówić o „Kościele muzułmańskim” i czym w sposobie funkcjonowania społecznego i ideologicznego (bo różnice czysto religijne zostawiam w tym wątku na boku) różni się Umma od Kościoła, trzeba wiedzieć, czym jest Kościół.
Argument z umiejscowienia danego tematu w strukturze kursów uniwersyteckich jest rzeczywiście błędny, bo struktura tych kursów jest zmienna w czasie i miejscu. Ale teologia i filozofia rzeczywiście są naukami, choć nie są naukami przyrodniczymi (angl. science).
I wreszcie – do archiwum wcale nie tak trudno się dostać…
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 15:50
Mogę podsumować?
Generał Franco nie był faszystą, choć wszedł w sojusz z faszystami aby zwyciężyć sojusz lewicowy. Tolkien pochwalał gen. Franco nie za sojusz z faszystami, ale za obronę Kościoła katolickiego – z tych samych zresztą pobudek walczył po stronie Franco Campbell.
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 16:11
Chodzi mi o pewną konfuzję związaną z jednoczesnym partykularyzmem, historycznością kulturową konserwatyzmu (sensu stricto, jako tutejszą doktrynę) oraz roszczeniem do powszechności i uniwersalizmu materialnych (treściowych, merytorycznych- nie formalnych) wartości, które głosi. wszystko
Tallis Keeton, dnia 06.12.2007 o godzinie 20:04
A mowiąc nie tak mądrymi słowami, jak dagobert
– jak chcesz się tradycjonalisto trzymać własnej kultury i własnego partykularyzmu to nie możesz żądać jednocześnie, by powszechnie je na całym świecie przyjmowano za swoje.
poz
tal
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 20:18
przepraszam, to nie jest jakiś snobizm sarumanistyczny, sam sie przedzieram przez tę dżunglę semantyczną doś chropowato, bo niestety przez różne doświadczenia intelektualne stałem się wobec języka jak ryba, która się zorientowała, że istnieje coś takiego jak woda i ma to teraz na nieustannej uwadze i jej to strasznie przeszkadza w życiu, ale jest z tego odkrycia bardzo dumna :).
TAO, dnia 07.12.2007 o godzinie 12:10
Konfuzja, o której wspomina Dagobert, bierze się w dużej mierze z myleniem współczesnego neokonserwatyzmu amerykańskiego (który moim zdaniem jet co najwyżej pseudokonserwatyzmem) i konserwatyzmu sensu stricto (europejskiego). I o ile amerykańska ideologia fundamentalistyczna (to lepsze określenie) rzeczywiście ma tendencje uniwersalistyczne, stawiając sobie na cel narzucenie całemu światu jeśli nie purytańskiego chrześcijaństwa rodem z tzw. Bible belt, to jego możliwie licznych elementów, zwłaszcza obyczajowych i politycznych (w tym amerykańsko-purytańską wizje polityki), to europejski konserwatyzm był tu zawsze ostrożniejszy, nie uznając istnienia jedynego, uniwersalnego punktu dojścia rozwoju społecznego i godząc się na różne „ścieżki” rozwojowe. Uniwersalistami byli liberałowie, a po nich socjaliści, przekonani, że posiedli „klucz do świata”, wiedzą więc, w jakim kierunku powinien się on rozwijać. W arsenale konserwatyzmu z prawdziwego zdarzenia nie ma takiego poglądu.
Galadhorn, dnia 07.12.2007 o godzinie 12:15
Z tego co pisze TAO, Tolkien pasowałby raczej do konserwatyzmu europejskiego, nie-uniwersalistycznego.
Neokonserwatyści amerykańscy to nie tylko tzw. protestanccy chrześcijanie ewangelikalni (chyba o nich pisze TAO jako o „purytańskich chrześcijanach rodem z tzw. ‚Bible belt'”) ale też wielu amerykańskich katolików – związanych na przykład z czasopismem „First Things”, które od kilku numerów jest też tłumaczone na polski.
Gdybym miał znajdować paralele między wspólczesnymi katolikami, a katolicyzmem Tolkiena, to chyba najbliżsi by mu byli z polskiego podwórka katolicy z okolic pisma „Christianitas” (Marek Jurek, Paweł Milcarek). Co o tym myślicie? Raczej chyba nie ksenofobiczni katolicy z LPR, prawda? Raczej nie mało tradycyjni, a bardziej działający w duchu Vaticanum Secundum katolicy z Radia Maryja czy – na drugim biegunie tego nurtu – z „Tygodnika Powszechnego”? No bo jak sądzicie, jakie katolickie pismo czytywałby Tolkien, gdyby mieszkał w dzisiejszej Polsce?
dagobert, dnia 07.12.2007 o godzinie 15:25
błagam
Galadhorn, dnia 07.12.2007 o godzinie 15:28
Nie musisz w ogóle tego czytać, Dagobercie.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 15:14
Dziekuję za zwolnienie z obowiązku
Tallis Keeton, dnia 09.12.2007 o godzinie 15:17
Jakie pismo by czytał, na kogo by głosował, jaką frakcje by popierał, jakiego radia by słuchał? A cóż to za gdybanina? Co jeszcze wymyślimy co Tolkien mógłby robić dziś w Polsce? Podejrzewam, że pewnie by nawet nie był Tolkienem otoczony innymi warunkami, inaczej wychowany – może nie napisałby tego co napisał, może pisałby całkiem inaczej itp. Owszem z lektury Tolkiena i tekstów o Tolkienie odniosłam wrażenie, że Tolkien żyjąc dziś podkreślałby mocno pilne potrzeby ochrony środowiska i nawet by się tym może w mediach czy w wywiadach zajmował, wypowiadał czy lansował. Ale nigdy bym nie posądzała go o służalczą przynależność do jakiejś partii i lansowanie jej kursu. Czy to białych czy zielonych czy czerwonych czy jakichś inszych błaznów. Uważam, że był – wówczas, a może by był i dzisiaj – niezależnym filozofem i pisarzem, trochę outsiderem. Wskazującym wprawdzie na problemy i na możliwości ich rozwiązania ale nie podpinającym się pod jakieś partie czy frakcje polityczne.
poz
tal
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:26
Tallis, takim chciałabyś go widzieć. Chyba dlatego obawiasz się pogłębionej refleksji i badań źródłowych nad światopoglądem naszego pisarza. A nuż rzeczywiście okaże się konserwatystą, tradycyjnym katolikiem, wyborcą torysów, ale głosującym z zaciśniętymi zębami, bo wolałby, gdyby się dało, głosować na konserwatywno-anarchistyczną ( 😉 ) partię monarchistyczną… 😛
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:45
Dobra, możemy jechać. I intronizację jakiej dynastii? Żoliborskiej? Czy regencja interrexa?
Chciałbym widzeć minę Tolkiena na widok naszego episkopatu. Ja stawiam tezę, że jednego dnia by nie wytrzymał.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:54
Tolkien w listach pisał o marnych księżach i słabościach naszego Kościoła. I traktował to jako dopust Boży, który przyjęty z pokorą jeszcze bardziej zbliża wiernego do Pana. Opisywałem to kiedyś w różnych miejscach jako „Tolkienowskie Ćwiczenie Duchowe” – chodzić do kościoła z marnym księdzem i podłymi wiernymi, żeby tym mocniej ukochać to, co jest w czasie Mszy i w każdej innej sytuacji najważniejsze – Pana Boga.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:00
Jeśli tak, zwracam honor. Ale wówczas jego polskie ćwiczenie duchowe musiałoby sie skończyć na kanonizacji. Stąd tezę gdybologiczną modyfikuję: kolejny polski święty.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:06
Nie pomogę Ci w tej rozmowie, bo z zasady staram się wstrzymywać od mówienia źle o ludziach. Jeżeli już, to dobrze. Od krytykowania, potępiania itd. się odżegnuję, bo wiem, że nie jestem lepszy od innych.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:11
Od krytykownia i potępiania itd. się odżegnujesz?
O?! To tak jak ja.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:21
Uściślijmy – od takiego traktowania, które podszyte jest potępianiem drugiego człowieka.
(Coś czuję, że jak tak dalej pójdzie, to tu również przekroczymy 100 komentarzy 😛 )
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:23
Każdy lubi mieć ostatnie słowo. Może to dlatego
Tallis Keeton, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:55
Galu, niczego takiego się nie obawiam, jakby tak było to bym tu nie pisała.
Ty tego „potencjalnego” Mistrza i jego postawę w dzisiejszych czasach widzisz inaczej, twoje gdybanie jest inne, a moje gdybanie jest inne. Bo pewnie na co innego zwracam uwage, myslac o jego pogladach. Bo ja mysle, ze był takim pisarzem i uczonym, ktorego bardziej od polityczno – ideologicznych przepychanek obchodziłyby prawdziwe problemy. Choć oba nasze podejscia, oba gdybania są oparte być może na tych samych tekstach, to zapewne ty więcej takich tekstów przeczytałeś jak ja i twoj opis jego politycznych pogladów bedzie dokladniejszy. Choćby dlatego, ze dłużej sie zajmujesz tematem. Mówiąc o jego pro-ekologicznym możliwym nastawieniu chodzi mi nie o sferę polityczną ale tylko o to, że imo zająłby się tym problemem, chocby w wywiadach lub listach. O goły problem a nie o jego polityczny oddzwięk. A co do Tolkiena – zwolennika monarchii, imo wszyscy tak go widza, byc moze dlatego, ze byl wiernym poddanym korony, (a przynajmniej ja nie pamietam, by krytykował monarchie angielska za samo jej istnienie… A czy w ogole jakas krytyka sie pojawila – to znaczy poza tekstem o imperializmie?) a takze pewnie dlatego, ze z sympatia pisał o rzadach tego typu w swym literackim swiecie. To 2 tez jest waznym śladem, bo imo, gdyby chcial krytykowac czy obrzydzac ten ustroj to by w swym swiecie fantasy taka krytyke umiescił – przeciez nic prostrzego, jak wykorzystac swoj wlasny swiat literacki do oceniania idei politycznych. Czy był monarchista bo pisal o monarchii nie, imo byl monarchista bo pisal o niej dobrze, w sposob wyidealizowany. Jakby mu monarchia przeszkadzala opisalby ja odpowiednio, jak wspolczesni nam autorzy fantasy, bez brązownictwa. Jednak imo czesto wspomina sie te ślady świadczace o jego gustach politycznych, a jakby zapomina sie o zdaniu, ktore nalezaloby przypomniec sobie. W tej chwili nie pamietam dokladnie cytatu, ale jest to zdanie wyrażajace nadzieje, ze 2 wojnę wygra demokracja. Nie dyktatura, nie faszyzm, nie autorytaryzm, nie monarchizm, ale „siły demokratyczne.”
Byc moze tesknil za jakas idealna, oswievona, czy konstytucyhna monarchia, najlepij jeszcze sankcjonowana autorytetem Papiestwa, ale tesknota to jeszcze nie calosc pogladu – w realu pewnie wiedzial co sie sprawdza i imo poza byciem „anarchistą” w sensie pragnienia zniesienia wielu kontroli i przepisow, pozq byciem konserwatysta w sensie ukochania tego co tradycyjne i dawne, musial imo byc i demokrata skoro tak napisal – skoro chcial jej zwyciestwa a nie zwyciestwa czegokolwiek innego i do tego pisal ze bylby lepszym zelnierzem w 2 niz w 1 wojnie. Skoro uwazal ze lepiej by sie angażował w walke z tyrania, po stronie demokracji, niz sie wczesniej angazowal w walke z jednym imperium po stronie innego imperium to cos w tym musi byc.
Nie sadze, by sie dalo jego polityczne i ideowe poglady okreslic jednym słowem – wytrychem, jedna etykietka, zadne jedno słowo tu nie pasuje – ani monarchizm, ani anarchizn, ani konserwatyzm, ani ekologizm. Mysle, ze po prostu bral z kazdej z idei politycznych to co uznal za mądre, za słuszne. a moze tez nazywajac sie tskim czy innym mianem, chcial powiedziec w ten sposob cos o jakims konkretnym niedostatko,niedoskonalosci spoleczenstwa w jego czasach,cos jak powiedzenie,że 11 wrzesnia wszyscy bylismy Amerykanami albo,jak prezydent USA mowil,w Berlinie,ze jest Berlinczykiem? Kiedy Tolkien pisze,ze jest anarchista to chce zwrocic uwage na problem – bo przeciez nie popiera facetów z bombami. Na problem dokręcania śruby spolecznosci zaawansowanej, kontrola, nadzór, biurokracja, machina panstwowa itp. Wiec imo gdy pisze o monarchii, konserwatyzmie czy demokracji, moze byc tak samo rozumiany. Jestem X, bo dzieki uwazaniu sie za X wyrażam swe poparcie dla lub swoje wlasne opinie o problemie. Wiem, ze byl zwolennikiem malych ojczyzn a nie imperiow i unifikacja kulturowa byla mu zapewne wstrętna. Jednak wydaje mi sie, że jesli byl konserwatystą to raczej nie dlatego ze chcial nim byc ale dlatego, że byl katolikiem, a chcac nim pozostac nie mial za bardzo wyboru. Po prostu musial byc kons. jesli byl katolikiem, bo bycie liberalem po prostu jest z tym sprzeczne.
poz
tal
Zostaw komentarz