Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Jeridat ha-dorot i Tolkienowska poetyka zanikania. Dekadencja, pamięć i dziedzictwo w historii Ardy

TNasmith_DepartureTed Nasmith – pożegnanie w Szarej Przystani

Autor: ks. Michał Kossowski
(czyli Beren Mablost na Forum Elendilich)

Tolkienowskie legendarium trudno czytać bez poczucia, że świat, o którym opowiada, znajduje się już pośrodku długiego procesu utraty, płowienia. Kiedy rozpoczynamy lekturę Władcy Pierścieni, niemal wszystko, co ma znaczenie, posiada swoją wcześniejszą, większą historię. Aragorn jest dziedzicem królów, których królestwa dawno przestały istnieć; Minas Tirith jest pozostałością dawnej potęgi Gondoru; Narsil, miecz Elendila, jest już tylko złamanym fragmentem własnej przeszłości; Elrond i Galadriela pamiętają wydarzenia, które dla innych mieszkańców Śródziemia należą do sfery legendy. Nawet Shire, pozornie całkowicie odcięte od wielkiej historii, zostaje wciągnięte w świat, którego przemijanie jest jednym z najważniejszych tematów.

Tolkienowska historia nie przypomina zatem nowoczesnej opowieści o nieustannym postępie. Kolejne epoki nie przynoszą coraz większej wiedzy, potęgi i doskonałości. Przeciwnie: wraz z upływem czasu giną języki, pamięć o wydarzeniach staje się coraz bardziej fragmentaryczna, wielkie królestwa zamieniają się w ruiny, a dawne dary są stopniowo tracone lub przestają być rozumiane. Późniejsze pokolenia otrzymują więc świat już naznaczony utratą, a wraz z nim dziedzictwo, którego nie potrafią w pełni odtworzyć.

W tym miejscu interesującą kategorią interpretacyjną może być żydowskie pojęcie jeridat ha-dorot, dosłownie „schodzenie” czy „obniżanie się pokoleń”. Sam termin należy do późniejszego języka żydowskiego, przede wszystkim rabinicznego, ale idea, którą określa, ma znacznie wcześniejsze korzenie. Nie zaczyna się wraz z Talmudem. Jej podstawową intuicję można odnaleźć już w Biblii Hebrajskiej: kolejne pokolenie może utracić pamięć o dziełach Boga, oddalić się od doświadczenia swoich przodków i otrzymać dziedzictwo w postaci coraz bardziej fragmentarycznej. Właśnie ten biblijny wymiar jest szczególnie ważny, ponieważ pozwala uniknąć traktowania jeridat ha-dorot jako wyłącznie rabinicznej teorii o tym, że „dawniej ludzie byli lepsi”.

„Pokolenie, które nie znało PANA”

Jeden z najbardziej przejmujących obrazów znajduje się w Księdze Sędziów. Po śmierci pokolenia Jozuego pojawia się nowe pokolenie, o którym autor mówi: „Powstało po nich inne pokolenie, które nie znało PANA ani tego, co uczynił Izraelowi” (Sdz 2,10).

Nie chodzi oczywiście o brak informacji w sensie encyklopedycznym. „Nie znać PANA” oznacza tutaj zerwanie żywej relacji z historią zbawienia. Nowe pokolenie otrzymało ziemię, pamięć i dziedzictwo, ale nie zachowało pamięci o źródle, z którego to dziedzictwo pochodziło. Następne wersety pokazują konsekwencje tego zerwania: Izrael zaczyna służyć innym bogom. To bardzo ważny motyw dla całego problemu. Dekadencja rozpoczyna się niekoniecznie wtedy, gdy ktoś świadomie odrzuca dziedzictwo, ale wtedy, gdy przestaje je pamiętać.

Podobną intuicję znajdziemy w Psalmie 78. Psalmista wielokrotnie powraca do obowiązku przekazywania opowieści następnym pokoleniom: „Nie zataimy przed ich synami, opowiemy przyszłemu pokoleniu chwałę PANA i Jego potęgę i cuda, których dokonał” (Ps 78,4). Celem tego przekazu jest to, „aby znało je przyszłe pokolenie, synowie, którzy się narodzą” (Ps 78,6), tak aby nie powtórzyli błędów swoich ojców. I właśnie dlatego następny werset jest tak znaczący: przyszłe pokolenie ma „pokładać nadzieję w Bogu”, pamiętać Jego dzieła i zachowywać przykazania.

Psalm 78 przedstawia więc historię niemal jako walkę pamięci z zapomnieniem. To, co wydarzyło się wcześniej, musi zostać opowiedziane, ponieważ samo dziedzictwo nie gwarantuje jeszcze jego zachowania. Można odziedziczyć historię i jednocześnie ją utracić. Jeszcze mocniej wybrzmiewa to w Księdze Powtórzonego Prawa. Izrael ma pamiętać o wydarzeniach pustyni, o wyjściu z Egiptu, o przymierzu i o tym, że otrzymana ziemia jest darem. Problemem przyszłych pokoleń jest właśnie możliwość zapomnienia: „Strzeż się, abyś nie zapomniał PANA, Boga twego” (Pwt 8,11). W Pwt 32, w Pieśni Mojżesza, pamięć o dawnych dziełach Boga zostaje przeciwstawiona przyszłemu odstępstwu Izraela. Samo posiadanie dziedzictwa nie chroni przed jego utratą.

To bardzo Tolkienowski sposób myślenia o historii.

Nie tylko moralne pogorszenie

W tym miejscu dopiero warto przejść do tradycji rabinicznej. Jeridat ha-dorot otrzymuje tam znacznie bardziej wyrazistą formę. W Szabbat 112 b pojawia się słynne zdanie: „Jeżeli pierwsi byli synami aniołów, my jesteśmy synami ludzi; a jeżeli pierwsi byli synami ludzi, my jesteśmy jak osły”. W Eruwin 53 a późniejsze pokolenia są przedstawiane jako posiadające mniejszą zdolność rozumienia niż wcześniejsze, natomiast Temura 15 b ukazuje utratę wiedzy: po śmierci Mojżesza część halach (praw) została zapomniana.

Widzimy zatem trzy powiązane ze sobą elementy: oddalenie od początku, zmniejszenie zdolności oraz utratę pamięci i wiedzy. Właśnie ten szerszy sens jest szczególnie interesujący w zestawieniu z Tolkienem. Jego świat jest bowiem pełen ludzi i Elfów, którzy żyją wśród pozostałości czegoś większego od nich samych. Ludzie nie znają już całej historii, której są spadkobiercami; nie rozumieją wszystkich języków swoich przodków; oglądają ruiny królestw, których dawnej wielkości nie są w stanie odtworzyć. Dziedzictwo istnieje, ale jego pierwotna pełnia pozostaje poza ich zasięgiem.

Nie należy przy tym przedstawiać biblijnej i rabinicznej wizji jako prostej teorii, według której każde kolejne pokolenie jest z konieczności moralnie gorsze od poprzedniego. Biblia sama wprowadza tutaj istotne zastrzeżenia. Jeremiasz odrzuca przysłowie o ojcach, którzy jedli kwaśne winogrona, a synom ścierpły zęby (Jr 31,29-30), a Ezechiel jeszcze wyraźniej podkreśla odpowiedzialność jednostki za własne postępowanie (Ez 18). Dziedziczenie skutków historii nie jest tym samym co dziedziczenie winy. To rozróżnienie okaże się bardzo ważne również u Tolkiena.

Elfy i doświadczenie zanikania

Najbardziej wyrazistym przykładem Tolkienowskiej historii utraty są Elfy. Tolkienowski motyw fading, zanikania, płowienia, a może wypłowienia Elfów, jest jednym z najbardziej charakterystycznych sposobów przedstawienia upływu czasu w jego legendarium. Elfy nie starzeją się i nie umierają ze starości tak jak ludzie. Ich nieśmiertelność nie oznacza jednak, że pozostają poza działaniem czasu. Przeciwnie, ich szczególna natura sprawia, że mogą doświadczać przemijania w sposób, który dla śmiertelnego człowieka jest niemożliwy.

Człowiek starzeje się razem ze światem i ostatecznie opuszcza go przez śmierć. Elf pozostaje w Ardzie. Pamięta świat, który się zmienił, i ludzi, którzy dawno odeszli. Pamięta wydarzenia, które dla późniejszych pokoleń istnieją już tylko w pieśniach i opowieściach. W jego pamięci nadal istnieje rzeczywistość, która obiektywnie przestała istnieć.

To sprawia, że Tolkienowska nieśmiertelność jest czymś znacznie bardziej ambiwalentnym niż zwykły fantastyczny „dar wiecznego życia”. Elfy mogą trwać, ale nie mogą sprawić, aby świat trwał w niezmienionej postaci. Nie mogą przywrócić Dwóch Drzew, odbudować Beleriandu ani zatrzymać przemian zachodzących w Ardzie. Ich własna długowieczność staje się więc zarazem pamięcią o utracie.

Elfy nie potrafią zwyciężyć czasu; mogą jedynie przechować pamięć o pełni.

To zdanie dobrze oddaje ich miejsce w Tolkienowskiej historii. Elrond, Galadriela czy Celeborn nie są jedynie przedstawicielami dawnej rasy, która powoli znika ze Śródziemia. Są także żywymi nośnikami pamięci o wcześniejszych epokach. Ich obecność sprawia, że świat Trzeciej Ery pozostaje w pewnym sensie związany ze światem, który istniał przed nim. W tym sensie „fading” można odczytywać jako szczególną postać dekadencji. Nie jest to jednak dekadencja rozumiana jako zwykłe moralne zepsucie. Elfy Trzeciej Ery nie są po prostu „gorszymi Elfami” niż Elfy Pierwszej Ery. Problem polega raczej na tym, że świat, w którym żyją, coraz mniej odpowiada pełni ich pierwotnego doświadczenia. Arda nosi na sobie skutki działania Melkora, kolejne kataklizmy niszczą dawne krainy, a czas oddala ją od jej początkowej postaci.

Dlatego w przypadku Elfów „dekadencja” ma wymiar przede wszystkim historyczny i ontologiczny. Nie chodzi o prosty upadek charakteru, lecz o stopniowe zanikanie pewnego sposobu istnienia w świecie. Elfy nie tyle stają się kimś innym, ile coraz mniej mogą być w Ardzie tym, czym były u początku.

Lothlórien jako pamięć o pełni

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera Lothlórien. Lothlórien jest czymś więcej niż jednym z pięknych miejsc Śródziemia. Jest przestrzenią, w której pamięć o dawnej pełni zostaje niejako ucieleśniona. Las Galadrieli wydaje się pozostawać poza zwykłym rytmem starzenia się świata. Nie dlatego, że udało się tam ostatecznie pokonać czas, lecz dlatego, że jego niszczące działanie zostało na pewien czas powstrzymane.

Właśnie temu służy moc Nenya i pozostałych Pierścieni Elfów. Nie są one narzędziami zdobywania nowych światów. Ich funkcją jest zachowanie i ochrona tego, co już istnieje. Rivendell i Lothlórien stają się więc swoistymi enklawami pamięci: miejscami, w których przeszłość nie została jeszcze całkowicie wymazana przez upływ czasu.

Tolkien nie pozwala jednak, aby ta próba zachowania dawnego świata zakończyła się jego ostatecznym zwycięstwem. Po zniszczeniu Jedynego Pierścienia moc Trzech zaczyna wygasać, a wraz z nią możliwość dalszego podtrzymywania Lothlórien w jego dotychczasowym kształcie. Galadriela może ochronić przed zanikiem, ale nie może uczynić ochronionego świata wiecznym.

W tym właśnie tkwi tragizm Elfów. Ich odpowiedzią na przemijanie nie jest zwycięstwo nad czasem, lecz zachowanie pamięci. Lothlórien nie może pozostać na zawsze tym, czym było, ale przez pewien czas pozwala zobaczyć, jak wyglądał świat, który gdzie indziej już zaniknął.

Númenor: od utraty pamięci do utraty daru

Jeżeli u Elfów zanikanie ma przede wszystkim wymiar historyczny i ontologiczny, to historia Númenoru ukazuje jego wymiar moralny. Númenórejczycy otrzymują szczególny dar: długie życie, wielką siłę, wiedzę oraz możliwość rozwoju w pokoju i przyjaźni z Eldarami. Istotną częścią tego daru jest także właściwe rozumienie śmierci. Śmierć nie została przedstawiona jako błąd świata, lecz jako szczególny los ludzi.

Z czasem jednak pamięć o tym porządku zaczyna zanikać. Późniejsze pokolenia coraz mniej rozumieją sens daru, który otrzymały. Długie życie przestaje być znakiem szczególnej łaski, a zaczyna być czymś, co należy za wszelką cenę przedłużyć. Śmierć, którą wcześniejsi Númenórejczycy mogli przyjmować jako część swojego przeznaczenia, zaczyna być postrzegana jako niesprawiedliwa strata.

W tym momencie rozpoczyna się proces, który Tolkien opisuje jako stopniowe pogarszanie się sytuacji Númenórejczyków. Ich życie zaczyna się skracać, a wraz z tym narasta polityczna i duchowa dekadencja wyspy. Lęk przed śmiercią nie pozostaje więc jedynie problemem wewnętrznym. Przekształca się w sposób organizowania całej cywilizacji.

Númenor jest zatem szczególnie interesującym przykładem jeridat ha-dorot, ponieważ pokazuje, że dziedzictwo może zostać utracone nawet wtedy, gdy jego zewnętrzne formy nadal pozostają obecne. Númenórejczycy wciąż posiadają pamięć swoich przodków, genealogie, bogactwo i wielką cywilizację, ale coraz słabiej rozumieją sens tego, co odziedziczyli. Ostatecznie ich problemem nie jest brak daru, lecz utrata właściwego rozumienia daru.

Dziedzictwo bez pamięci

Ten motyw można rozszerzyć na cały Tolkienowski świat. Dawne królestwa pozostawiają po sobie ruiny, dawne rody, imiona, dawne kultury, fragmenty języków i opowieści. Późniejsze pokolenia żyją pośród tych pozostałości, ale nie zawsze potrafią już odczytać ich znaczenie.

Dlatego pamięć jest u Tolkiena czymś więcej niż wspomnieniem. Jest formą wierności. Widać to dobrze w historii Aragorna. Jego dziedzictwo jest niemal całkowicie pozbawione materialnej potęgi. Arnor przestał istnieć, Gondor nie uznaje już jego rodu, a dziedzictwo Isildura przechowywane jest przez niewielką grupę Strażników Północy. Mimo to Aragorn nie jest człowiekiem pozbawionym przeszłości. Przeciwnie, jego tożsamość jest głęboko związana z pamięcią o tym, co zostało utracone.

Nie oznacza to jednak, że jego zadaniem jest po prostu odtworzenie przeszłości. Tolkien nie proponuje powrotu do Drugiej Ery. Aragorn nie może przywrócić Númenoru, tak jak Galadriela nie może przywrócić Beleriandu. Dziedzictwo nie daje możliwości cofnięcia czasu. Daje natomiast możliwość odpowiedzialnego wejścia w przyszłość.

W tym sensie Andúril jest znakomitym symbolem Tolkienowskiego rozumienia dziedzictwa. Narsil został złamany, a wraz z nim skończyła się pewna epoka. Fragmenty starego miecza zostają jednak zachowane i z nich powstaje nowy. Przeszłość nie zostaje cofnięta; zostaje przekształcona w przyszłość.

Czy późniejsze pokolenia są rzeczywiście gorsze?

Tutaj pojawia się zasadnicza różnica między prostym odczytaniem jeridat ha-dorot a Tolkienowską wizją historii. Jeżeli uznać, że każde późniejsze pokolenie jest po prostu gorsze od poprzedniego, trudno byłoby wyjaśnić znaczenie Froda, Sama, Merry’ego, Pippina czy nawet Aragorna. Żaden z nich nie dorównuje dawnym bohaterom pod względem potęgi. A jednak to właśnie ich działania prowadzą do wydarzeń, które kończą Trzecią Erę.

Tolkien rozdziela więc dwie rzeczy, które łatwo ze sobą pomylić: historyczną utratę potęgi oraz moralną wartość człowieka. Świat może być coraz uboższy, a człowiek nie musi stawać się przez to coraz gorszy.

Co ciekawe, podobne napięcie można odnaleźć już w Biblii. Historia Izraela jest pełna ostrzeżeń przed zapomnieniem i utratą dziedzictwa, ale Biblia nie pozwala zarazem sprowadzić człowieka do winy jego przodków. Jr 31,29-30 oraz Ez 18 wyraźnie odrzucają prosty determinizm pokoleniowy. Można odziedziczyć skutki historii, ale nie jest się przez to skazanym na powtórzenie winy poprzedników. Ta różnica jest niezwykle istotna także u Tolkiena. Późniejsze pokolenia rzeczywiście dziedziczą świat osłabiony przez wcześniejsze wydarzenia, ale nie są przez to pozbawione wolności.

Fëanor posiada niemal niewyobrażalny talent, lecz jego wielkość zostaje skażona pychą. Númenórejczycy osiągają ogromną potęgę, ale ich lęk przed śmiercią prowadzi ich do katastrofy. Isildur należy do wielkiego rodu i staje wobec Saurona, a jednak nie potrafi wyrzec się Pierścienia.

Tymczasem Frodo, Sam czy Aragorn żyją już w świecie, który jest cieniem wcześniejszych epok. Nie mają do dyspozycji ich potęgi, ale właśnie dlatego ich wierność nabiera tak wielkiego znaczenia.

Można więc powiedzieć, że Tolkien zachowuje strukturę jeridat ha-dorot na poziomie historii świata, ale nie pozwala jej stać się prostą teorią moralnej degeneracji człowieka.

Pamiętać, aby przekazać

W ten sposób pamięć i dziedzictwo stają się centralnymi kategoriami Tolkienowskiej opowieści. Przeszłość jest nieodwracalna, a jednak nie jest bez znaczenia. To, co minęło, nadal oddziałuje poprzez pamięć tych, którzy je przechowują, oraz poprzez przedmioty, języki, imiona i opowieści przekazywane następnym pokoleniom.

Elrond i Galadriela są szczególnie ważni właśnie dlatego, że należą do świata, który znika. Ich odejście oznacza utratę żywego kontaktu z przeszłością. Gdy odchodzą Elfy, Śródziemie staje się światem ludzi nie tylko w sensie politycznym. Znika bowiem pewien sposób pamiętania świata. W tym sensie odejście Elfów jest jednym z najbardziej melancholijnych momentów całego legendarium. Nie dlatego, że Elfy zostają pokonane w zwykłym sensie tego słowa, lecz dlatego, że ich obecność nie może już dłużej pełnić funkcji pomostu między kolejnymi epokami. Ich odejście pozostawia jednak dziedzictwo: pieśni, języki, opowieści, imiona i pamięć pozostają w świecie ludzi. To właśnie dlatego Tolkienowskie legendarium jest tak głęboko zainteresowane przekazem. Historia istnieje nie tylko poprzez to, co się wydarzyło, lecz także poprzez to, kto jeszcze potrafi o tym opowiedzieć. W świecie podlegającym jeridat ha-dorot pamięć jest więc rodzajem oporu wobec utraty. Nie może ona odwrócić historii, ale może sprawić, że utrata nie będzie całkowitym zapomnieniem.

Zanik jako warunek nadziei

Tolkienowski świat jest zatem znacznie bardziej melancholijny, niż mogłoby się wydawać przy pierwszej lekturze, ale nie jest światem pozbawionym nadziei. Nadzieja nabiera znaczenia właśnie dlatego, że niczego nie można zatrzymać. Elfy odchodzą, lecz ich pamięć pozostaje. Númenor ginie, ale jego dziedzictwo trwa w linii Elendila i Aragorna. Arnor upada, ale jego historia nie kończy się wraz z ruinami. Narsil zostaje złamany, lecz jego fragmenty stają się Andúrilem. Dawne królestwa znikają, ale ich opowieści zostają przekazane. Nie ma tutaj powrotu do pierwotnego stanu świata. Nie ma możliwości cofnięcia historii do chwili, w której jeszcze nic nie zostało utracone. Tolkienowska nadzieja nie polega na przywróceniu przeszłości w jej dawnej postaci. Polega raczej na tym, że to, co zostało otrzymane, może zostać wiernie przekazane dalej, nawet jeśli kolejne pokolenie nie jest już zdolne posiadać go w takiej pełni jak jego przodkowie.

Właśnie dlatego jeridat ha-dorot może być użyteczną kategorią dla Tolkienowskiej wizji historii. Pozwala dostrzec, że utrata nie jest w jego świecie przypadkowym dodatkiem do wielkiej opowieści, lecz jednym z jej podstawowych praw. Świat Ardy od początku nosi ślady zranienia, a kolejne epoki nieustannie dziedziczą konsekwencje wcześniejszych wydarzeń. Z każdym pokoleniem coś zostaje utracone, zapomniane albo osłabione.

Ale wraz z tym dziedziczeniem pojawia się także odpowiedzialność. Późniejsze pokolenie nie może odzyskać wszystkiego, co otrzymało jego poprzednik. Może jednak zdecydować, co z tego dziedzictwa przechowa, a co pozwoli umrzeć wraz z pamięcią. Dlatego Tolkienowska poetyka zanikania nie jest ostatecznie opowieścią o świecie, który po prostu staje się coraz gorszy. Jest opowieścią o świecie, w którym coraz trudniej zachować pierwotną pełnię, a mimo to pamięć o niej nadal ma znaczenie. Elfy przechowują ją przez swoje trwanie i pamięć; ludzie otrzymują ją jako dziedzictwo i muszą nadać jej nową formę. Może właśnie w tym miejscu najlepiej widać różnicę między Tolkienowską nostalgią a zwykłą tęsknotą za „dawnymi dobrymi czasami”. Tolkien nie każe nam wierzyć, że przeszłość można odzyskać. Pokazuje raczej, że przeszłość może być utracona, a jednak nadal może zobowiązywać.

Elfy nie potrafią zwyciężyć czasu; mogą jedynie przechować pamięć o pełni. Ludzie natomiast otrzymują od nich coś, czego sami nie mogliby już zdobyć: świadomość, że ich świat nie zaczął się wraz z nimi. I być może właśnie dlatego ostatnie słowo Tolkienowskiej historii należy do ludzi. Nie dlatego, że okazali się silniejsi od Elfów ani dlatego, że zdołali pokonać czas. Przeciwnie, otrzymują świat już naznaczony wszystkimi jego stratami. Ich zadaniem jest jednak żyć w nim w taki sposób, aby to, co odziedziczyli, nie zostało wraz z nimi utracone. W tym sensie pamięć nie jest przeciwieństwem nadziei. Jest jej warunkiem. Aby móc coś odnowić, trzeba najpierw pamiętać, że kiedyś istniało. Aby przekazać dziedzictwo, trzeba wiedzieć, że nie jest ono naszą własnością. A aby przyjąć przyszłość, trzeba mieć świadomość, że przyszłość nie zaczyna się od zera.

Tolkienowska historia Ardy jest więc historią kolejnych strat, ale także historią tego, co mimo tych strat zostaje przekazane dalej. Właśnie pomiędzy schodzeniem pokoleń a pamięcią o utraconej pełni otwiera się jedna z najciekawszych przestrzeni Tolkienowskiego świata: przestrzeń, w której człowiek żyje już po wielkich epokach, ale nadal pozostaje odpowiedzialny za ich dziedzictwo.

ks. Michał Kossowski

Kategorie wpisu: Inne

Brak komentarzy do wpisu "Jeridat ha-dorot i Tolkienowska poetyka zanikania. Dekadencja, pamięć i dziedzictwo w historii Ardy"

Zostaw komentarz