Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Po trzykroć Mordor – recenzja karcianki Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie

Znienacka huknęły wiwaty, gdyż oto od strony Grobli zaczęli nadciągać ci, których przedtem orkowie wyparli w głąb Parowu. Na przedzie szli Gamling i Éomer, syn Éomunda, obok nich kroczył krzat Gimli. Nie miał na głowie hełmu, a czoło obwiązane było zakrwawioną opaską, ale głos po dawnemu pozostał mocny i donośny.
– Czterdziestu dwóch, mistrzu Legolasie! – wołał już z daleka. – Niestety, wyszczerbił mi się przy tym topór gdyż ostatni miał na szyi żelazny kołnierz. A czegoś ty dokonał?
– Powaliłem o jednego przeciwnika mniej, ale nie zazdroszczę ci pierwszeństwa. Jestem szczęśliwy, widząc, że nic ci się nie stało.

J.R.R. Tolkien, Dwie Wieże
Rozdział VIII, Droga do Isengardu
Zysk i S-ka, Poznań 1997

Jeszcze w grudniu pisaliśmy o grze karcianej autorstwa Andreasa Zimmermanna, zatytułowanej Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie, która ukazała się w Polsce nakładem Fox Games. O autorze nie mogę powiedzieć zbyt wiele, Andreas Zimmermann nie ma na swoim koncie szczególnie wielu gier, ani nie są to raczej tytuły, które obiły mi się o uszy. Zatem jak poradziła sobie jego nowa gra? Przekonajmy się.

Gra opiera się na prostym dopasowywaniu symboli. Na stole leżą trzy karty przedstawiające siły Saurona. Gracze mają do swojej dyspozycji rozmaitych bohaterów pozytywnych. Formując z nich drużyny, mogą walczyć z przeciwnikiem. Atak polega na porównaniu kolorowych symboli występujących w drużynie z symbolami na karcie wroga – jeżeli gracz mam wszystkie symbole, które są na karcie wybranego przeciwnik, pokonuje go i zgarnia jego kartę jako trofeum. Można również zaatakować większą liczbę wrogów, jeżeli symbole na to pozwalają, ale w jednej turze tylko jedna drużyna może zaatakować. Po udanym ataku karty towarzyszy z drużyny są odrzucane, a na miejsce pokonanych wrogów wykłada się nowe karty. Gra się do wyczerpania kart przeciwników, wygrywa osoba, która zdobędzie najwięcej punktów – im silniejszy przeciwnik (czyli im więcej ma symboli), tym więcej jest wart.

Niektóre postaci, poza zwykle jednym lub dwoma kolorowymi symbolami (czasami zdarza się joker, zastępujący dowolny kolor), dysponują specjalnymi umiejętnościami, które pozwalają szybciej zebrać wymagane symbole – Aragorn pozwoli natychmiast wyłożyć dodatkową kartę towarzysza, Tom Bombadil może w każdej chwili przeskoczyć między dryżynami, a hobbici mogą skorzystać z pomocy dowolnej postaci innego gracza. O ile umiejętności są urozmaiceniem wspomagającym graczy, jest też coś dla Saurona. Dobierając karty towarzyszy gracz może trafić na kartę Mordoru. Kładzie ją na stole i próbuje dalej dobierać karty, aż nie trafi na towarzysza. Gdy jednak na stole znajdą się trzy karty Mordoru, następuje kontratak i niesie ze sobą dwa skutki – odrzucana jest jedna z kart przeciwników (tj. punkty za nią przepadają) oraz wszyscy gracze muszą wykonać efekt opisany na karcie Mordoru, przez co tracą kartę z ręki, ze stołu lub pokonanego przeciwnika. Po kontrataku odrzucamy wszystkie trzy Mordory.

Podstawowe reguły gry z jednej strony są jasne, łatwe do wytłumaczenia, instrukcja zawiera sporo ilustracji, każda umiejętność specjalna jest szerzej omówiona w instrukcji. Zostaje jednak kilka niejasności. Weźmy choćby jokery. Tak naprawdę nigdzie w instrukcji nie pada stwierdzenie, że zastępują dowolny kolor – ale przecież to zwykle jokery robią. I niektóre umiejętności też mogą wymagać od graczy ustalenia między sobą jak dokładnie będą je interpretować. Gracze prawdopodobnie szybko też ustalą bardzo ważną, niepisaną regułę tej gry. To, że w grach karcianych trzeba tasować karty, jest raczej wiadome. Ale to pierwsza gra w której staram się to zrobić naprawdę porządnie. Bo karty Mordoru zawsze odrzucamy całymi pakietami – jeżeli w stosie ten pakiet nie zostanie rozbity, to odsłonimy kilka pod rząd, bez szans na zaplanowanie obrony przed kontratakiem.

Gra dobrze pasuje doklimatu książek Tolkiena. Gracze wspólnie walczącą z Sauronem, ale rywalizują o większą sławę. I może poza kartą Gandalfa, nie mogą sobie szkodzić nawzajem, to raczej gra ich atakuje za sprawą kart Mordoru. Dobór postaci też mi się podoba, nie ma żadnych Lurtzów i jemu podobnych, wybrano też kilka bardziej książkowych (Tom Bombadil, Angbor). Umiejętności przeważnie pasują do postaci, liczba symboli na przeciwnikach też, choć jeżeli chodzi o dobór konkretnych symboli, najwyraźniej nie było to celem – za znakami nie stoi wyższe przesłanie, nie próbowano jakoś fabularnie dobrać kolorów, by np. Gandalf w większym stopniu pomagał pokonać Balroga. Chociaż z drugiej strony, przeprowadziłem akcję, dzięki której mój duet Merry i Theoden, korzystając z pomocy pożyczonej Éowiny pokonał Czarnoksiężnika, przy czym jedyną kartą, która poleciała na stos kart odrzuconych, był Theoden. Karty Mordoru z pewnością dodają klimatu – nieco zmieniają nam przeciwnika, nie walczymy przeciw pozostałym graczom, ale przeciw grze, przeciw Sauronowi.

Wykonanie jest raczej dobre. Ilustracje Suzanne Helmigh są czymś nowym, co sobie cenię, ale wygląda na to, że przy niektórych postaciach pewne inspiracje filmem są obecne. Niewiele nowych rzeczy tu zobaczymy, może poza kilkoma orkowymi kapitanami. Poziom grafiki jest raczej dobry, choć niektóre postaci mają nieco dziwaczniejsze fragmenty albo inny dzbanek mleka. Wszystkie ważne symbole są czytelne, gracze nie powinni mieć problemów z ich rozpoznaniem na kartach wrogów i u innych graczy, choć użycie pomarańczowego obok czerwonego i żółtego powodowało, że początkowo nie byłem pewien ile różnych symboli naprawdę mamy. Jednak gdy przychodzi co do czego, wystarczająco różnią się od siebie. Ale nie zaszkodziłoby trochę zróżnicować kształt symboli – użyć jakichś innych kształtów niż koła z plecionkami w środku. Znaki wewnątrz kół raczej z Tolkienem się nie kojarzą. Szkoda też, że gdzieś w tłumaczeniu poznikały wszystkie znaki diakrytyczne z imion, ale poza tym, polska wersja jest dobrze przygotowana. Choć prawdopodobnie oparta na wersji angielskiej – w oryginalnej niemieckiej nie było podtytułu i ilustracja na pudełku była inna.

Podsumowując, na bardzo prostej mechanice dopasowywania symboli udało się ułożyć ciekawą i dynamiczną grę. Losowość ma spory wpływ na rozgrywkę, czasami żaden z graczy nie ma wszystkich symboli, ale dalej jest tu trochę miejsca na planowanie – czy atakujemy na bieżąco, czy zbieramy drużynę na kogoś silniejszego, przewidujemy decyzje pozostałych graczy, szykujemy się na kontratak Mordoru (od momentu wyłożenia pierwszej karty wiemy jaki efekt zostanie wprowadzony przy trzeciej). I całkiem zgrabnie wpasowano w to Władcę Pierścieni, temat współgra z mechaniką. Zasady są proste, więc nowych graczy, nawet młodszych, można łatwo w grę wprowadzić. Ostatecznie mogę polecić Bitwę o Śródziemie, za stosunkowo niewysoką cenę dostajemy bardzo dobrą grę.

Autor: Andreas Zimmerman
Ilustracje: Suzanne Helmigh
Wydawca polski: Fox Games
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek: od 8 lat
Czas rozgrywki: około 30 minut
Cena: 39,99 zł

Kategorie wpisu: Gry tolkienowskie, Recenzje

1 komentarz do wpisu "Po trzykroć Mordor – recenzja karcianki Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie"

Lord Ya, dnia 09.08.2014 o godzinie 8:43

Mam ciekawą informację dla osób zainteresowanych grą. Przygotowano dodruk, przy okazji całkowicie zmieniając wygląd pudełka: https://www.facebook.com/FOXGAMESpl/photos/a.266339753515251.1073741827.264660877016472/354444568038102/?type=1&relevant_count=1
Moim zdaniem zmiana jest zdecydowanie pozytywna.

Zostaw komentarz