Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Nasza Niezwykła Podróż
Redakcja Elendilionu recenzuje Hobbita

Wczoraj (13.12.2012) po nieoczekiwanych przygodach, dotarliśmy do Galway w Irlandii i obejrzeliśmy dla Was film Hobbit: Unexpected Journey… Uwaga! Recenzja zawiera spoilery!

Próba recenzji filmu The Hobbit Unexpected Journey nie jest łatwa wbrew pozorom. Bo jak może być? Po tylu latach oczekiwań, spekulacji, przecieków zdjęć i koncepcji w końcu siedzisz przed salą kinową, trzymając w ręku okulary 3D (w naszym przypadku) i czekasz… Obawy o film, i myśli jak przed trudnym egzaminem – niech to już się zacznie – kotłowały się w mojej głowie.

Nie należę do tych którzy bezkrytycznie przyjmują to co Peter Jackson stworzył ponad 10 lat temu. Jest wiele fragmentów, których wręcz nie mogę ścierpieć, ale od jakiegoś czasu pisząc newsy dla Elendilionu, uświadomiłem sobie że tak naprawdę nie ma i prawdopodobnie nie będzie alternatywy dla tych adaptacji. To jedyny “strzał” jaki mamy. Wczoraj siedząc przed salą kinową nie chciałem by film mnie zawiódł, nie chciałem by Peter Jackson mnie zawiódł – bo mamy tylko jeden strzał… Myślę że każdy z Was za kilka już dni uświadomi sobie jak trudna jest ocena tego filmu, dlatego po prostu zacznę pisać…

Może na początek o 48 klatkach

To kolejna obawa, którą Peter Jackson dołożył nam na dokładkę. Czyli tak – oddajemy mu ostatnią strzałę, a on nakłada na oczy czarną chustkę i mówi: „Spoko będę strzelał z zawiązanymi oczami…”. Co ty robisz człowieku?!
Przyznam że po pierwszych kilku minutach oczy, a raczej nasz mózg, przyzwyczajają się do płynnego obrazu. Moim zdaniem głupie są porównania do efektu sope, czyli do dramatu telewizji. To jest obraz dopracowany do perfekcji.
Zastosowana technologia jest zlepkiem – 48 klatek na sekundę, filmowania z użyciem fantastycznych kamer RED Epic (których na pewno nie używa nikt w teatrach telewizji), edycji materiału po nagraniu i do tego wszystkiego 3D które jest fantastyczne.

Sceny krajobrazów i otwartych przestrzeni są przecudowne i zapierają dech w piersiach (w kinie słyszeliśmy bądż wspólnie wydawaliśmy dźwięki typu „wooooow”).  Dzięki tej technologi wszystko na obrazie jest bardzo ostre i wyraźne, na ścieżce widać każdy kamień i każdy listek na drzewie, obraz jest bardzo realistyczny. Odbiór jest rzeczywiście taki jak Peter Jackson zapowiadał – czujesz się wciągnięty do Śródziemia – nie ma ekranu.
Z drugiej strony wiem że ten format nie przypadnie wszystkim do gustu. Myślę że powinniście dać 48kns szansę, pojść na seans bez oczekiwań i dać się ponieść. Nie jest to łatwe, ale w momencie kiedy przestaniecie się mocować ze swoimi przyzwyczajeniami, przekonacie się, że warto. Jak dla nas 48kns to świetny wybór.

Cała reszta

Krasnoludy
Krasnoludy są fantastyczne. Pamiętam jakie było rozczarowanie tym, że nie mają bród, nie są krasnoludzcy itd. Generalnie każdy myślał że będą to po prostu Khazadzi podobni do Gilmiego. Jest ich 13 i tak naprawdę rozróżnienie ich byłoby bardzo trudne, dlatego uważam że sposób w jaki zostali ucharakteryzowani to bardzo dobry ruch. Na wyróżnienie zasługują przede wszystkim Thorin (bardzo królewski i dostojny), Balin (jak dobry dziadek ale i świetny wojownik) i Dwalin (wiadomo!). Generalnie pozostałe krasnoludy to śmieszne i zabawne postaci, pełne humoru i dobrych żartów. Ogólnie jesteśmy jak najbardziej na tak.

Źli goście
Generalnie zawsze miałem pewien problem ze „złymi gośćmi” u Petera Jacksona. Nic się tutaj nie zmieniło, czyli raczej chłopaki z WETA popłynęli, a w zależności od upodobań, może Wam to przypaść do gustu bądź nie. Scena z trollami jest rewelacyjna, Wielki Goblin jest naprawdę ciekawie przedstawiony i zagrany. Ale jest dość bajkowo, wargowie na przykład wyglądają bardziej jak złe wilki albo wilkory. Czyli całkiem dobre są ci źli wargowie (przypominają mi trochę tego wilka z 300).

Pojawia się duch Czarnoksiężnika z Angmaru – bardzo ciekawie przedstawiony (wygląda niesamowicie w 3D) i postać Saurona jako zarys w cieniu. Najwięcej kontrowersji w mojej biednej głowie wywołał ork Azog. Generalnie dość dziwny nienaturalnie wielki gość, ale to też kwesta gustu. Przypomina jedną z potwornych postaci z filmu 300 (kolejne podobieństwo). Świat w porównianiu z filmowym Władcą musi być spójny, a jednocześnie inny. Ta dewiza jest bardzo wyraźnie odczuwalna w filmie. Gobliny to nie orkowie, wargowie są inni niż ci ze scen w Rohanie itd. Jest też scena z kamiennymi olbrzymami. Przez cały czas trwania filmu nie widzimy Smauga w całosci jako smoka. Myślę, że Peter Jackson chce z nim zrobić prawdziwe “Wejście Smoka” w kolejnych częściach. Widzimy go, jakieś tam pazury, kawałek nogi, fragment pyska (wbrew obawom jest to długa paszcza – jak na rysunkach Tolkiena) i oko (ale jakie oko!). Wygląda na to, że smok będzie POTĘŻNY, jak wszystko w tym filmie. Generalnie nic na razie nie wiemy, są tylko małe skrawki smoczej skóry… Co jeszcze…

Generalnie mamy teorię, że film z biegiem czasu będzie mniej bajkowy i pod koniec trylogii stanie się bardziej podobny do Władcy… Jak na razie jest dość bajkowo, tak jak w książkowym Hobbicie było.

Czarodzieje i Biała Rada
W filmie pojawia się Radagast Brązowy. Charakteryzacja wydaje się być ciekawa, a aktor grający czarodzieja jest świetny, natomiast sama kreacja postaci wydaje się nam zbyt zwariowana: groteskowy, jakby pozbawiony resztek godności i dostojności. Nie razi to w oczy zbytnio, ale brakuje w nim Czarodzieja. Dostojeństwem i godnością z cała pewnością przewodniczy Saruman Biały. Wraz z Garadielą Elrondem i Gandalfem rozmawiają w Imladris o powrocie Cienia i Zła. Rivendell jest piękne, w tym samym wieczornym słońcu które znamy z Władcy. Elrond wydaje się być bardziej pogodny i przystępny niż we Władcy, wydaje się wręcz radosny. Osobiście nie zauważyłem wielu zmian fizycznych u aktorów, ich starzenia się po 10 latach od poprzedniej trylogii – zresztą nie ma to nas mnie znaczenia. Chyba nie można oczekiwać by ktoś wyglądał tak samo dziś, jak w 1999 roku. Jeśli mam jakieś uwagi, to raczej jak świetnie mimo wszystko ucharakteryzowane są postaci w Hobbicie. Gandalf w pierwszych scenach wygląda bardzo chorowicie, ale to mija z czasem. Dla wszystkich fanów Gandalfowej magii w filmie czai się wiele niespodzianek, a pewne sceny „wymiatają” nas z foteli.
Generalnie w filmie pojawia się bardzo wiele języków Śródziemia, a Galadhorn podskakiwał na fotelu przy każdym dzwięku quenyi czy sindarinu (takich dialogów jest dużo dużo więcej niż we Władcy!). Są też sentencje w języku goblinów. Ale to pewnie więcej od Gala się dowiecie już wkrótce (będzie specjalny raport w Gwaith-i-Phethain).

Bilbo
Bilbo jest po prostu genialny! Martin Freeman gra świetnie, jest młodym Bilbem i w sumie nie ma słabych punków podczas filmu.

Gollum
Jako jedyny wygląda młodziej o jakieś 60 lat. Andy Serkis, mimo dość krótkiego występu, potrafił dość znacznie przyspieszyć widzom i fanom puls (Telperion kiedyś o tym napisze). Swoimi wielkimi niebieskimi oczami potrafi zatrzymać rękę Bilba ściskającego Żądło.

Hobbit Unexpected Journey to wyraźnie pierwsza część trylogii filmowej. Akcja rozpędza się z każdą minutą by w momencie kulminacyjnym znaleźć większość widzów siedzących na czubeczku foteli. Film jest świetny i czujemy, że następny będzie jeszcze lepszy, że zostaniemy wrzuceni w wir akcji jak krasnoludy – z patelni w ogień!

Jeśli macie jakieś pytania zapraszamy do komentowania, chętnie odpowiemy!

Przepraszamy jeśli ten wpis jest nieco chaotyczny, naprawdę trudno jest sklecić coś spójnego po takich przeżyciach…. czekamy na Wasze recenzje po filmie!

Telperion i Galadhorn
Cork, Éire

Kategorie wpisu: Filmy: Hobbit i WP, Recenzje, Wydarzenia

14 Komentarzy do wpisu "Nasza Niezwykła Podróż
Redakcja Elendilionu recenzuje Hobbita"

Tom Goold, dnia 14.12.2012 o godzinie 13:09

Świetna recenzja, brawo! A propos Bilba, to tak mi jakoś teraz przyszło do głowy… Ciekawe czy PJ wzorem Lucasa zdecyduje się kiedyś zastąpić Iana Holma Martinem Freemanem w prologu „Drużyny Pierścienia”?:-)

Kamil M., dnia 14.12.2012 o godzinie 13:13

No to teraz nie mogę się doczekać, czuję się jak troll na diecie, któremu zamachano hobbitem przed oczami 😉 Bilety już zarezerwowane!

Drzewiec, dnia 14.12.2012 o godzinie 14:25

Zachęciliście mnie do 48 klatek mimo, że mam już wykupione bilety na normalną wersję. Trzeba będzie pójść i na drugi format 😛

Happyman, dnia 14.12.2012 o godzinie 14:39

Dzieki za recenzję, pomimo odczuwalnego poseansowego uniesienia zwanego tu i tam ‚chaosem’ 😛 ucieszyłem się na polską ‚opinię pisaną’.
Tylko jedno pytanie czy w irlandzkim kinie były dodane napisy do języków śródziemia?

Zenon, dnia 15.12.2012 o godzinie 10:55

Pierwsze recenzje po WP też były entuzjastyczne, zwłaszcza po pierwszej części, potem przyszła refleksja i wynikający z niej reflux. Ciekawe czy tym razem będzie podobnie.

Estel, dnia 16.12.2012 o godzinie 12:09

Mnie interesuję jak w filmie ukazali szarzenie się ciemności w Mrocznej Puszczy zaczynając od Dol Guldur itp. I jak na ekranie ukazali Beorna i jego dom. A także wędrówkę przez mroczną puszczę. Łącznie z epickim spływem rzeką w beczkach:D

Galadhorn, dnia 18.12.2012 o godzinie 1:35

Estel, pierwsza część filmu kończy się – jeżeli mogę zdradzić – na skale Carrock. Nie zobaczysz tam Beorna i beczek. To dopiero w II części – za rok.

Fragment naszej recenzji znajdzie się w świątecznym Dzienniku Zachodnim.

Zenonie, ja nie miałem żadnego refluksu…

:-)

Galadhorn, dnia 18.12.2012 o godzinie 11:14

Jest szansa na kolejną elendilionową recenzję! Dziś film w 48 klatkach w Warszawie ogląda Tom Goold. Tomie, czekamy na Twoją recenzję (Tom jest świetnym znawcą kina i jego opinie, choć nie zawsze się z nimi zgadzam, są dla mnie zawsze ważne).

:-)

Neithan, dnia 19.12.2012 o godzinie 8:38

Bilety czekają, plakacik wisi na ścianie, czekam w blokach 😀

Zenon, dnia 19.12.2012 o godzinie 13:08

Nie miałeś refluksu nawet po scenie, w której Aragorn zabija posła Saurona?

Galadhorn, dnia 19.12.2012 o godzinie 14:54

Nie miałem… Film traktuję jak film. A sam też pewnie ściąłbym gadowi łeb…

Ivrin, dnia 20.12.2012 o godzinie 20:34

Gal, wyglądasz jak Boromir (Sean Bean) w tych okularkach :)

Galadhorn, dnia 20.12.2012 o godzinie 21:47

Ivrin, nie pomylił Ci się Telperion z Galem?

:-)

Sirielle, dnia 25.12.2012 o godzinie 23:29

Mam podobne wrażenia na temat filmu, też oglądałam 3D w 40fps. Jedyny plus i minus jednocześnie to próba połączenia bajki dla dzieci i filmu dla starszych, na razie nie jest ani jednym, ani drugim. Szkoda, że PJ z tego materiału nie zrobił dwóch filmów – baśni dla dzieci, zabawniejszej i wierniejszej książce oraz opowieści cięższej, bardziej ponurej, zbliżonej klimatem do 2 i 3 części LotR – dla pozostałych. W jednej byłyby zabawne scenki i piosenki, w drugiej nacisk na historię właściwą. Mimo to film mi się bardzo podobał i jak się da pójdę raz jeszcze.

Odnośnie samego 48fps – tylko drobne, szybkie ruchy wymagają dopracowania (spowolnienia), bo odnosi się wrażenie, że na nich film przyśpiesza.

Co do języków – gobliński kojarzył mi się z dothrackim z Gry o Tron 😉

Też się zastanawiam czy w kolejnych edycjach LotR w prologu Martin Freeman zastąpi Iana Holma, pasowałoby.

Zaraz po seansie obejrzałam prologi FotR i RotK dla porównania i samo zgubienie i znalezienie pierścienia w LotR było lepsze – tam Gollum go gubi, a nieświadom tego Bilbo znajduje, /SPOILER/ w Hobbicie Bilbo wcześniej widzi, jak Gollum gubi pierścień, więc zwyczajnie kradnie. Miał Gollum rację – Baggins to złodziej 😉

Pozdrawiam!

Zostaw komentarz