Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Pyrkoniasta relacja z Pyrkonu

W dniach 26-28 marca 2010 roku odbyła się dziesiąta już edycja Pyrkonu, Poznańskiego Konwentu Fantastyki. Edycja szczególna, bo jubileuszowa oraz dlatego, iż swoje punkty programu zaprezentowali członkowie Sekcji Tolkienowskiej Poznańskiego Klubu Fantastyki ‚Druga Era’ – ‚Lómendili’. W programie znalazły się dwa konkursy tolkienowskie (jeden stricte śródziemny, a drugi dotyczący poza śródziemnej pracy Tolkiena oraz jego biografii) oraz pokaz fanfilmów tolkienowskich – polskiego ‚Do Rivendell i bez powrotu’ oraz zagranicznych ‚Born of Hope’, ‚Hunt for Gollum’ i ‚Halifirien’. Ale Pyrkon to nie tylko Tolkien. Były także prelekcje, LARPy i spotkania autorskie, a przede wszystkim okazja do poznania wielu ludzi. Zapraszam na relację z konwentu oczami jednego z twórców programu i zwykłego uczestnika…

Piątek.

Tradycyjnie już Pyrkon (w niektórych miejscach relacji zwany Pyrą) odbył się na Dębcu, więc trzeba było się tam pofatygować. Zapakowałem co trzeba, wziąłem brachola (trzeba edukować rodzinę) i ruszyliśmy w trasę.

Dotarliśmy do Budynku C (Zespół Szkół na ulicy 28 czerwca 1956 – nazwy nie pamiętam) w celu akredytacji. Oczywiście akredytacja ma to do siebie, że lubi coś się psuć. Nie wiem, co się popsuło, ale się opóźniło o jakąś godzinę. Postaliśmy sobie w słońcu, trochę posiedzieliśmy, aż w końcu weszliśmy do środka. Po akredytacji (30 zł w plecy) ruszyliśmy zaklepać sleep-room w Budynku B (Gimnazjum na Łozowej). Trzeba wspomnieć, że w czasie akredytacji spotkaliśmy Areonę i Kelebrinar, które jednak nie miały tyle szczęścia, co my i trochę dłużej postały w kolejce. Dotarliśmy w końcu do Budynku B, ale po drodze dowiedzieliśmy się, że trzeba godzinę poczekać, gdyż budynek nie jest jeszcze przygotowany. No dobra, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, po…siedzieliśmy dalej i… weszliśmy bocznym wejściem, bo było można. Sleep-room został zaklepany (podobno ten sam, co rok temu, ja nie pamiętam) i można było czekać na resztę ekipy, która miała dotrzeć później.

W planach było spotkanie z Ćwiekiem, Pilipiukiem i Kossakowską. Udało się tylko w 2/3, bo Pilipiuka wcięło i nie przybył. Tak czy siak, autografy zostały zebrane. Niestety, nie mogłem udać się na spotkanie z Kossakowską, gdyż poczułem się w obowiązku dopingować Elv i Kamilę w prowadzeniu konkursu tolkienowskiego nieśródziemnego (brachol poleciał po autograf). Było śmiechowo, fajnie i tu-wstaw-jakiekolwiek-słowo. Po konkursie z okna oglądaliśmy pokaz fire-dancingu, a po nim udałem się do sleep-roomu. Tam wpadłem w głupawę razem z Mithem, Tirą, Frankiem i Alix (generalnie nie pamiętam, co z tego wyszło, wiem, że było śmiechowo). Głupawa trwała chyba do 3 w nocy…

Sobota.

Obudziłem się (nie, nie na kacu) i rozejrzałem się. No tak, wszyscy leżą na podłodze (bo niby gdzie?). Patrzę, 8 rano. Za dwie godziny konkurs tolkienowski, który prowadzę… No nic, trza się zbierać. Zjadłem, co trzeba, przeczekałem wolny czas, obudziłem brachola (też prowadził) i udaliśmy się na spotkanie z przeznaczeniem…

Najpierw trzeba było załatwić jakieś nagrody dla zwycięzców. Poleciałem do odpowiedniego organizatora (pominę fakt szukania takowego), a po otrzymaniu nagrody wróciłem do sali konkursowej. A tam… cała ekipa forumowa i pozaforumowa. No nic, raz się żyje. 2 godziny minęły jak z bicza strzelił. Ktoś tam się burzył, że odpowiedź na pytanie jest błędna, to go zgasiłem, żeby poszukał w HoME (chodziło chyba o to, jak hobbici nazywali Shire). Generalnie uczestnikom się podobało, aczkolwiek kilku narzekało na poziom pytań…

I znowu wolne. Następny punkt to spotkanie z Magdaleną Kozak. Połaziłem trochę po terenie Pyry, zakupiłem koszulkę, pogadałem z Nocarzami… I trzeba było iść. Autograf został zdobyty, a tu trzeba się wbić na koncert Barbary ‚Maskotki’ Karlik. Dwie godziny znowu zeszły jak z bicza strzelił. A tu pozostał ostatni punkt na sobotę – MENELarp… Nazwa tłumaczy wiele. 😛

Niedziela.

Nie, nie obudziłem się na kacu. Raczej się nie wyspałem (zmiana godziny i późny powrót z larpa), a zostały mi dwa punkty – prelka Elvy i Mitha i pokaz fanfilmów tolkienowskich, który miałem prowadzić. Prelka dotyczyła archeologii i metod datowania znalezisk. Po prelce miałem przesiedzieć resztę konwentu, pokazując ‚Hunt for Gollum’, ‚Born of Hope’, ‚Halifirien’ oraz ‚Do Rivendell i bez powrotu’. Paradoksalnie największy ubaw ludzie mieli z ‚Born of Hope’, a to z powodu żałośnie wykonanych napisów (nie, ja ich nie robiłem, aczkolwiek przyznaję, że ich nie sprawdzałem nawet). Po pokazie miałem zaszczyt uścisnąć dłoń organizatora i w końcu mogłem wrócić do domu…

Zapraszamy za rok do Poznania!

Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski, Wydarzenia

4 Komentarzy do wpisu "Pyrkoniasta relacja z Pyrkonu"

Galadhorn, dnia 03.04.2010 o godzinie 19:05

Nero, fajna relacja. Szkoda, że nie ma żadnej fotki ani grafiki. Ale tekst bardzo ciekawy. Dobrych Świąt!

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Konwenty roku 2010, dnia 06.04.2010 o godzinie 17:51

[…] Pyrkon – 26-28 marca 2010, Poznań Dębiec (witryna :: relacja Nero) […]

Mellon, dnia 06.04.2010 o godzinie 18:34

Ciekawa relacja Nero 😉 Ciekawi mnie kto był autorem napisów do Born of Hope i co było w nich tak śmiesznego ?? Pozdrawiam wszystkich uczestników Pyry.

Nero, dnia 07.04.2010 o godzinie 9:44

Mellonie – jeżeli w trakcie filmu pojawiały się kwiatki typu ‚Elrond Halfelven’ albo ‚ostatni heir of Isildur’ to u oglądających siłą rzeczy pojawiały się spazmy śmiechu, a u prowadzącego gest zażenowania, że nie sprawdził tych napisów… A autora nie znam, ale chętnie poznam. ]:->

Zostaw komentarz