Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Najnowszy wywiad z Christopherem Tolkienem

Wywiad z dziennika Guardian (z 5 maja b.r.), w którym Christopher Tolkien odpowiada na pytania dotyczące nowej książki pt. The Legend of Sigurd and Gudrún. Wywiad został przeprowadzony przez Alison Flood. Pytania i odpowiedzi przesyłane były faksem. Źródło znajduje się tutaj.

Kiedy i dlaczego Pana ojciec zdecydował się stworzyć swoją wersję Legendy o Sigurdzie i Gudrún, i dlaczego postanowił się zmierzyć z wierszem narracyjnym?

christopher-tolkienJestem przekonany, że te utwory poetyckie należą do okresu pobytu mojego ojca w Oksfordzie, zanim wybuchła druga wojna światowa, gdy ojciec regularnie wykładał na uczelni literaturę języka staronordycznego. Zgaduję, że chodzi o początek lat 30. XX w. Znaczące jest to, że jego zachowanej korespondencji i innych pismach nie ma żadnych odniesień do tej pracy.

Próby mierzenia się ojca z wierszem narracyjnym widoczne są w długim i niedokończonym poemacie The Children of Húrin, pisanym gdy J.R.R. Tolkien pracował na Uniwersytecie w Leeds, na początku lat 20. Tamten utwór powstawał w staroangielskim metrum aliteracyjnym (takim samym, jakiego użył pisząc The Homecoming of Beorhtnoth oraz inne prace). Poemat ten porzucił w 1925, żeby zająć się The Lay of Leithian, długim utworem złożonym z rymujących się zwrotek, który opisywał dzieje Berena i Lúthien – cytował ten utwór hobbitom na Wichrowym Czubie Aragorn we Władcy Pierścieni. I ten poemat został zarzucony – w roku 1931. Zasugerowałem w związku z tym, jako jedną z możliwości, że wkrótce potem ojciec zaczął tworzyć poematy o Sigurdzie i Gudrún.

Ojciec był wielce uzdolniony w dziedzinie metrum, i miał słabość do metrum aliteracyjnego, które pochodzi z bardzo dawnych czasów na północy Europy, i które odnaleźć możmy w pokrewnych formach w językach staroangielskim i staronordycznym.

Dlatego zdecydował się Pan opublikować to dzieło właśnie teraz?

Powody były dwa – związany z czasem i z energią. Zawsze marzyłem o dniu, gdy uda mi się opublikować te poematy. Było tak od chwili, gdy przeczytałem je po raz pierwszy po śmierci mojego ojca. I nawet lata temu udało mi się stworzyć szkic tej edycji, który jednak zarzuciłem. Jednak gdy w końcu zamknąłem swój 12-tomowy cykl History of Middle-Earth w roku 1996 wziąłem sobie dłuższą przerwę i nie zajmowałem się publikacją żadnych prac ojca aż do roku 2007, gdy ukazały się Dzieci Húrina.

Jak wiele pracy kosztowało przygotowanie tej edycji do publikacji? Jak bardzo kompletna była wersja Pana ojca?

Aby opublikować same poematy nie trzeba było wiele pracy. Ojciec pozostawił jeden rękopis i ten był kompletny. Nie ma więcej niż kilka stron wcześniejszej wersji, a wszystkie inne szkice są utracone. Sam rękopis jest tworzony wyraźnym, dobrym pismem, zapisany bez poprawek – jasne jest, że był on w zamierzeniu autora wersją do druku. Kilka pomniejszych zmian zostało do niego wprowadzonych dużo później.

Moje „edytowanie” sprowadzało się przede wszystkim do wyjaśniania i tłumaczenia kwestii narracyjnych, które nie zawsze są łatwe do zrozumienia, a także tego, jak ojciec traktował źródła. W książce znajduje się też zedytowany tekst pewnego wykładu, który został przez mojego ojca wydłoszony na temat pradawnej poezji nordycznej – Eddy Starszej.

Czy uważa Pan, że ta nowa książka znajdzie odbiorców wśród tych, którzy mogą być nieprzyzwyczajeni do opowieści pisanych wierszem? Jaką wartość może mieć ona dla czytelników, zwłaszcza, że jej akcja nie jest umieszczona w Śródziemiu? Czy jednym z powodów była nadzieja, że taka publikacja powiększy doświadczenie czytelnicze i uznanie odbiorców dla całości twórczości Pana ojca?

Zbierając te pytania razem mogę odpowiedzieć, że dla większości, a może nawet dla wszystkich odbiorców, którzy przeczytają te poematy terytorium, które poznają jest zupełnie tajemnicze. Ośmielę się powiedzieć, że wielu zapewne odstraszy pomysł „długich poematów pisanych wierszem” i nie przebrną przez całość.

Z drugiej strony, może się okazać, że forma wierszowana, w jakiej powstały te utwory, blisko spokrewniona w metrum i manierze z poematami Eddy Starszej (w której pewne aspekty tych opowieści zostały przedstawione dużo dawniej przez różnych poetów średniowiecznej Norwegii i Islandii) będzie miała nieoczekiwane oddziaływanie na czytelników.

Moja nadzieja jest taka, że być może niektórzy z tych, którym książki mojego ojca się podobają, odnajdą tę pracę jako dobre wyjaśnienie całej poezji staronorweskiej, poprzez formę, którą nadał tym opowieściom mój ojciec – pełną pasji, tajemniczą, przenikającą. Jednocześnie zobaczą Tolkiena jako filologa i poetę – co wcale nie jest najbardziej znaną stroną jego osobowości wśród czytelników. A ponad wszystko mam nadzieję, że po prostu wielu osobom spodoba się sama poezja, którą prezentuję w tej książce.

Czy może Pan wyjaśnić, dlaczego lata temu podjął Pan decyzję o podjęciu prac nad Silmarillionem? Mówi się bowiem, że Pana ojciec nie chciał ani jego publikacji w tamtej formie, ani nie był w stanie skończyć całego dzieła. Co sprawiło, że zdecydował się Pan na ten krok i jak udało się Panu zebrać razem owoce 60-letniej pracy w pełną, jednolitą całość? Czy było to bardzo trudne?

Myślę, że podstawowym problemem dla mojego ojca (i dla mnie!) było co następuje: aż do ostatniego roku jego życia wciąż rozwijał swoje pomysły dotyczące centralnego dzieła jego twórczości – jak śmiem twierdzić – które ostatecznie nazwane zostało „Silmarillionem”, a które zaczęło powstawać jako opowieści i wiersze w czasach jego młodości.

Miałem oto przed sobą świat podlegający zmianom. I nie umiem dziś nic dodać do tego, co napisałem we wstępie do opublikowanego Silmarillionu – a było to dokładnie 32 lata temu.

Z biegiem lat zmiany i warianty dotyczące zarówno szczegółów, jak i szerokich perspektyw obrazu, tak go skomplikowały, tak się rozrosły i nawarstwiły, że ustalenie jednolitej i ostatecznej wersji wydawało się niemożliwe. Ponadto w starych legendach („starych” nie tylko  dlatego, że opowiadały o Pierwszej Erze Świata, lecz starych również w odniesieniu do czasu swego powstania w zamyśle autora) ojciec mój utrwalał i przekazywał własne najgłębsze refleksje. W późniejszych dziełach teologiczne i filozoficzne zainteresowania przesłoniły mitologię i poezję; stąd powstały niezgodności w tonacji.

Zabrałem się za tę pracę, bo zgadzałem się z moim ojcem, że powinienem to zrobić; i zacząłem ją zaraz po śmierci ojca w roku 1973. Jak napisałem w tej samej przedmowie:

Po śmierci mojego ojca przypadł mi obowiązek nadania Jego spuściźnie takiej postaci, aby można było wydać ją drukiem. Zdawałem sobie jasno sprawę, że próba przedstawienia w jednym tomie materiałów tak różnorodnych – zaprezentowania Silmarillionu jako owocu twórczego, który nieustannie podlegając ewolucji, trwał przeszło pół wieku – prowadziłaby tylko do chaosu i zatarcia rzeczy najbardziej istotnych. Postanowiłem więc opracować jedną wersję, selekcjonując i porządkując materiały tak, aby powstała możliwie najbardziej konsekwentna i wewnętrznie spójna całość.

Po publikacji tej książki w roku 1977 zacząłem wpierw całkiem prywatne badania, coś co nazwać by można Historią „Silmarillionu”, czyli wnikliwe przejrzenie i analizę każdej stronicy i fragmentu we wszystkich pismach mojego ojca – w efekcie nie pozostał ani jeden kamień, którego bym nie obrócił. I w miarę rozwoju tych badań poprzez lata powstało to, co wydałem jako 12 tomów The History of Middle-earth – dzieło ukończone w roku 1996.  W tej pracy ukazane jest pokrewieństwo opublikowanego Silmarillionu i obszernych zasobów pism, z których to dzieło się wywodzi – jednak oczywiście nie wyjaśniłem tam wszystkich swoich wyborów, które doprowadziły do takiej a nie innej formy opublikowanego Silmarillionu.

Dlaczego zdecydował się Pań opublikować Dzieci Húrina, i ile w tamtej pracy jest pańskich wtrętów redaktorskich, a ile dodanych przez Pana fragmentów tekstu, bazujących na formie  opowieści pozostawionej przez Pana ojca?

Przede wszystkim zmierzyłem się z tamtym tekstem dlatego, że wyznaczono mnie jako literackiego spadkobiercę mojego ojca. Jako pierwszorzędny cel przyświeca mi od dawna opublikowanie nieznanych jego prac w formie, która jest jednocześnie zdatna do odbioru i wierna pierwowzorowi. Spoglądając za siebie niezwykłe jest zobaczyć, jak niewiele wiadomo było o całej koncepcji Śródziemia, gdy mój ojciec umierał. I to dla mnie jest pełne usprawiedliwienie dla pracy, której się podjąłem i którą wykonałem.

Dzieci Húrina to rzeczywiście szczególny przypadek, bo ojciec tę samą opowieść przedstawił w różnych czasach w różnej formie. Można by powiedzieć, że ewoluowała ona wraz z ewolucją „Silmarillionu”. Historia tej opowieści może być w większości prześledzona w The History of Middle-Earth. Przez długi jednak czas niespełnioną ambicją mojego ojca było przedstawić trzy z wielkich opowieści Dawnych Dni w dużo pełniejszej formie, niż to było możliwe w ramach narracyjnych samego „Silmarillionu”.  I dlatego jasne jest, że gdyby dokończył on którąś z tych opowieści, na pewno życzyłby sobie wydać ją jako oddzielną książkę, z zaznaczeniem, że jest ona częścią dużo obszerniejszej historii.  To dlatego opublikowałem ją tak, jak to zostało dokonane, dwa lata temu. We wstępie do tamtej książki napisałem, że ma to być „niezależny utwór, w oddzielnej książce, z jak najmniejszą ilością uwag redaktorskich, a przede wszystkim – ciągła opowieść bez luk czy przerw, mimo że mój ojciec pozostawił niektóre jej części w stanie niedokończonym”.

W rzeczywistości nie ma tam, jak napisałem we wstępie do Dzieci Húrina, ani jednego elementu mojej własnej inwencji; jednak sam tekst jest w niektórych momentach silnie zredagowany, ponieważ użyłem materiałów z różnych faz ewolucyjnych tej narracji. Sposób w jaki tego dokonałem, opisałem w w dodatku do tej książki.

Czy pragnął Pan kiedyś napisać własne dzieło beletrystyczne?

Choć od długiego czasu jestem uzależniony od literatury, nigdy nie próbowałem, ani nawet nie kusiło mnie, żeby spróbować napisać własny utwór literacki.

Czy to prawda, że ojciec czytał Panu fragmenty Hobbita gdy był Pan dzieckiem? I czy naprawdę płacił dwa pensy swoim dzieciom za poprawki?

W roku 1937, w roku wydania Hobbita, napisałem, że mój ojciec „czytał [Hobbita] Johnowi, Michaelowi [moim starszym braciom] i mnie podczas naszych zimowych „czytań”, wieczorami, po popołudniowej herbacie”.

Mój ojciec zaś napisał w liście do swoich wydawców – właścicieli oficyny Allen and Unwin – dnia 4 lutego 1938 r.:

Otrzymałem list od młodego czytelnika z Bostonu (w hrabstwie Lincoln), do którego dołączone były errata [dla Hobbita]. I wtedy zachęciłem mojego najmłodszego syna, żeby znalazł więcej takich błędów – za każdy otrzymał dwa pensy. Swoją pracę wykonał. Dołączam jej rezultaty – połączone z poprawkami, które już wysłałem powinny (mam nadzieję) stanowić całkiem sporą listę. I mam też nadzieję, że pewnego dnia te poprawki zostaną uwzględnione.

Nie pamiętam tego zdarzenia, ale oczywiście jest ono prawdziwe.

A czy prawdą jest, że ojciec wysyłał Panu do oceny pisane na bieżąco fragmenty Władcy Pierścieni, gdy służył Pan w czasie II wojny światowej  w Afryce Południowej?  Czy pamięta Pan jakieś szczególne sprawy lub coś, co Pana wtedy szczególnie zaintrygowało, gdy dzielił się Pan z ojcem uwagami?

Tak, to również jest prawda. Byłem w Afryce Południowej podczas wojny i ćwiczyłem się tam jako pilot RAF-u. W tamtym czasie ojciec napisał do mnie wiele długich listów, z których wszystkie do mnie dotarły, i z których duża liczba została opublikowana z Listach Tolkiena. W wielu z nich ojciec informował mnie o postępie prac nad Władcą Pierścieni i wysłał mi pełne rozdziały prawie całej Księgi Czwartej (w drugiej części Władcy Pierścieni).

Moje uwagi i sugestie miały bardzo niewielkie znaczenie. Na przykład ojciec napisał do mnie w maju 1944 r., że chciałby zmienić nazwisko Gamgee na Goodchild „o ile mi na to pozwolisz”, „ponieważ Hobbici tej warstwy społecznej nosili z reguły bardzo saksońskie nazwiska”. Odpowiedziałem, że w ogóle nie podobałoby mi się zmienianie Sama Gamgee w Sama Goodchilda – i tak pozostał Sam Gamgee.

Jak Pan sądzi, jak ojciec radziłby sobie z tak wielką popularnością?

Często nad tym rozmyślam. Każda odpowiedź zależy jednak od tego jak wiele dowiedziałby się mój ojciec o przyszłości od prognostyków i w jaki sposób ta wiedza zostałaby mu przekazana. Myślę (jeżeli ktoś rozciąga to pytanie tak, żeby zawierało więcej niż po prostu jego ogromną popularność), że po kolei byłby on oczarowany, zachwycony, rozbawiony, zdziwony, zaniepokojony, zdumiony,  wzburzony a na końcu – co zrozumiałe – zaskoczony.

Czy to prawda, że Pana domu strzeże oswojony dzik?

Nie, to w najmniejszym stopniu nie jest prawda.  To sprowadzona do mniejszej skali wersja całkowicie nieuzasadnionego nonsensu, który stał się znaną plotką, a którym mówił o podobnych sprawach w czasie, gdy filmowano Władcę Pierścieni. W pełnej wersji tej opowiastki trzymam nie jednego dzika ale całe stado dzików – głównie po to, żeby odganiać od siebie fanów Tolkiena, którzy mają ponoć skradać się po lasach, które otaczają mój dom.  I rzeczywiście w tej części kraju [Francji] żyje wiele dzików, ale wątpię, żeby były one zdatne jako strażnicy nawet, gdybym sam tego chciał.

Kategorie wpisu: Nowości wydawnicze, Wywiady

5 Komentarzy do wpisu "Najnowszy wywiad z Christopherem Tolkienem"

Nero, dnia 21.06.2009 o godzinie 14:57

Dlaczego końcówka wywiadu jest po angielsku?

Galadhorn, dnia 21.06.2009 o godzinie 15:01

Już jest po polsku. Tłumaczyłem jeszcze po opublikowaniu tekstu :)

Ciekawe jakie Wy zadalibyście pytania panu Christopherowi Tolkienowi. Prosimy o propozycje. Może kiedyś spadkobierca Profesora zgodzi się na wywiad z nami?

Telperion, dnia 21.06.2009 o godzinie 19:56

Dzięki, niesamowite jakie tajemnicze życie prowadzi ten człowiek. Jest całkowicie poza mediami, mimo fali popularności filmów przetrwał w swoim bastionie pominięty i ignorowany a może raczej chcący by go ignorowano.
Wywiad znałem ale miło przeczytać po polsku.
Czasami szkoda że Christopher prowadzi tak ukryte życie, zapewne jego dzienniki kryją wiele ciekawostek i wspomnień odnośnie ojca i rodziny Tolkienów.

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » 85. urodziny Christophera Tolkiena! (21 listopada), dnia 19.11.2009 o godzinie 9:56

[…] na południu Francji. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z synem Profesora, który znajdziecie tutaj. Tutaj jest wywiad z synem Christophera, Adamem. O Adamie jako spadkobiercy Christophera pisaliśmy […]

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » 86. urodziny Christophera Tolkiena! (21 listopada), dnia 21.11.2010 o godzinie 22:04

[…] na południu Francji. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z synem Profesora, który znajdziecie tutaj. Tutaj jest wywiad z synem Christophera, Adamem. O Adamie jako spadkobiercy Christophera pisaliśmy […]

Zostaw komentarz