Tolkien i “faszyści”
Dwunastu biskupów, 4 022 księży, 2 376 zakonników, 292 zakonnic i 95 seminarzystów, niezliczeni świeccy – to tylko niektóre z ofiar lewicowego terroru podczas wojny domowej w Hiszpanii (dane wg weryfikacji bp. Antonio Montero z lat 60. XX w.). W wielu przypadkach mord przeprowadzano ze szczególnym okrucieństwem. Najbardziej wstrząsające przypadki to wymordowanie klaretynów z Barbastro, rozstrzelanie sześćdziesięciu czterech kapłanów na cmentarzu w Léridzie w nocy z 20 na 21 sierpnia 1936 r., rozstrzelanie dziewięćdziesięciu jeden zakonników w Barcelonie, albo piętnastu braci bonifratrów od św. Jana Bożego zamordowanych dlatego, że nie chcieli opuścić swoich chorych w Hospital Marítimo w Calafell. Budynki kultu zamieniane w więzienia, domy ludowe, magazyny, garaże, stajnie. Palenie i rabowanie wnętrz świątyń, liczne profanacje, kpiny, parodie ceremonii religijnych… To oczywiście jedna strona okrutnej wojny, jaka przetoczyła się w latach 1936-39 przez Hiszpanię. W tym samym czasie, gdy „Czerwoni” urządzali u siebie terror, w strefie narodowej prześladowano i zabijano przede wszystkim tych, którzy sprawowali funkcje publiczne podczas lewicowych etapów II Republiki oraz osoby odpowiedzialne za mobilizację rewolucyjną. Współcześnie więcej słyszy się o okrucieństwach sił narodowych generała Franco (żeby przypomnieć wstrząsający film pt. Labirynt Fauna, który znają na pewno również miłośnicy Tolkiena; powyższe informacje zaczerpnąłem z wywiadu z ks. dr. Angelem Davidem Martinem Rubio z Christianitas nr 26).
J.R.R. Tolkien w liście do syna Christophera pisał w roku 1944 (cały fragment niżej):
Nie ma większego hołdu dla propagandy Czerwonych niż fakt, że wierzy on [mowa o C. S. Lewisie] (a wie, że we wszystkich innych sprawach są kłamcami i oszczercami) we wszystko, co się mówi przeciwko Franco, a nie przyjmuje do wiadomości niczego przemawiającego za nim. (…) Jeśli jednak jakiś luteranin ląduje w więzieniu, chwyta za broń; ale gdy morduje się katolickich księży – nie wierzy w to (i śmiem twierdzić, że tak naprawdę myśli, że sami się o to prosili). R.C. mimo wszystko trochę nim jednak wstrząsnął…
Kim był ów „R.C.”? W roku 1944 przybył do Oksfordu Roy Campbell (1901-1957), południowoafrykański poeta i satyryk, uczestnik wojny domowej w Hiszpanii. Eliot oraz Dylan Thomas włączali go do grona najlepszych anglojęzycznych poetów Międzywojnia – dziś rzadko się czyta jego poezje. Zapewne zaszkodziły mu jego katolickie i prawicowe poglądy polityczne.
Campbell pochodził z Durbanu w Afryce Południowej i od młodości ukochał literaturę oraz awanturnicze życie. Wyjechał do Oksfordu, żeby kontynuować naukę, ale ten zamiar nigdy mu się nie powiódł. Za to w uniwersyteckim mieście wsiąkł w społeczność młodych pisarzy i poetów. Znany był z hulaszczego trybu życia. W 1921 r. ożenił się z Mary Margaret Garman, z którą miał dwie córki. Literacko skonfliktowany z tzw. Grupą z Bloomsbury (Wirginia Woolf i in.) szybko stał się osobą nieakceptowaną przez ówczesny brytyjski „Salon”. Oskarżano go o antysemityzm i sympatie faszystowskie (patrz stosunek C. S. Lewisa do Roya Campbella). W latach 30. wyemigrował z rodziną do Hiszpanii, gdzie w roku 1935 w małej wiosce Altea został przyjęty do Kościoła rzymsko-katolickiego. W czasie wojny domowej walczył po stronie sił narodowych generała Francisco Franco. Nigdy jednak nie dołączył do żadnego regimentu narodowego. Udział Campbella w wojnie po stronie Franco został przyjęty bardzo niechętnie w Wielkiej Brytanii. Pamiętajmy, że w tamtych czasach większość zachodnich intelektualistów skłaniała się ku ideologiom lewicowym i sympatyzowała z hiszpańskimi republikanami. Jest raczej pewne, że motywacją Campbella była przede wszystkim walka z komunizmem i obrona prześladowanego przez republikanów Kościoła. Potwierdzeniem takiego nastawienia jest opozycja Campbella w późniejszych latach wobec niemieckiego nazizmu – ruchu o jawnie i wojowniczo antychrześcijańskim charakterze.
W czasie II wojny światowej Campbell walczył w obronie Wielkiej Brytanii. Wpierw działał w cywilnej obronie przeciwlotniczej, potem przyłączył się do Armii Brytyjskiej (choć przekroczył wiek, w jakim powołuje się żołnierzy). Doszedł do stopnia sierżanta i zaciągnięto go w końcu do King’s African Rifles w Kenii. W roku 1944 w wyniku odniesionych ran zwolniono go ze służby wojskowej. Przez wiele lat pracował w radiu BBC. Nie raz jeszcze szydzono z jego politycznych poglądów (robił to na przykład C. S. Lewis). Jako alkoholik wdawał się też nie raz w awantury. Np. podczas występu poety-marksisty Stephena Spendera Campbell wdarł się na scenę i uderzył artystę.
Dnia 5 października 1944 r. Campbell spędził wieczór w towarzystwie C. S. Lewisa i J.R.R. Tolkiena na terenie Magdalen College w Oksfordzie. Lewis w swej publicystyce zwalczał “szczególną mieszankę katolicyzmu i faszyzmu u Campbella” i otwarcie szydził z niego w swoich artykułach. Podczas październikowego wieczoru nie ukrywał swoich krytycznych opinii, gdy tymczasem Tolkien był w pełni oczarowany przez “tego wyrazistego poetę i żołnierza”. Oto fragment listu Tolkiena z 6 października 1944 (do Christophera Tolkiena – pogrubienia moje):
(…) zauważyłem siedzącego w kącie jakiegoś nieznajomego, wysokiego, wychudłego mężczyznę ubranego w połowie w khaki, w połowie w cywilu, w szerokoskrzydłym kapeluszu, z lśniącym wzrokiem i haczykowatym nosem. Reszta siedziała do niego tyłem, ale widziałem po jego spojrzeniu, że wykazuje zainteresowanie naszą rozmową zupełnie inne od zwykłego bolesnego zdumienia brytyjskiej (i amerykańskiej) publiki okazywanego w pubie Lewisom (i mnie). Zupełnie, ale to zupełnie jak Trotter “Pod Rozbrykanym Kucykiem”. Nagle wtrącił się do rozmowy z dziwnym, nierozpoznawalnym akcentem, podejmując wątek Wordswortha. Po kilku sekundach okazało się to Roy Campbell (od Flowering Rifle i Flaming Terrapin). Grom z jasnego nieba! Szczególnie, że całkiem niedawno C.S.L. napisał na niego ostry paszkwil w Oxford Magazine, a jego orli wzrok niczego nie przepuszcza. W C.S.L.-u zostało jeszcze mnóstwo ulsterskiego ducha, nawet jeśli on sam tego nie dostrzega. Potem sprawy potoczyły się szybko i hałaśliwie, a ja spóźniłem się na obiad. Było mi (może) przyjemnie, że ten wyrazisty poeta i żołnierz chciał w Oksfordzie zobaczyć się głównie z Lewisem (i ze mną). Umówiliśmy się na czwartkowy (czyli zeszły) wieczór. Gdybym potrafił przytoczyć wszystko, co usłyszałem wczoraj wieczorem w pokoju C.S.L.-a, wypełniłoby to kilka listów lotniczych. C.S.L. wypił sporo porto i zrobił się trochę wojowniczy (uparł się jeszcze raz przeczytać swój paszkwil, a R.C. się z niego śmiał), ale w większości musieliśmy słuchać gościa. To okno wychodzące na szalony świat, ale sam gość jest łagodny, skromny i pełen współczucia. Zainteresowało mnie głównie to, że ten staro wyglądający, noszący wojenne blizny i kulejący od niedawno odniesionych ran Trotter jest o 9 lat młodszy ode mnie i że prawd. spotkaliśmy się, kiedy był chłopcem, jako że mieszkał w O[ksfordzie] w czasie, kiedy my mieszkaliśmy przy Pusey Street (mając za współlokatora tego kompozytora Waltona i często się spotykając z T.W. Earpem, pierwszym “twerpem” i “Wilfridem Childe’m”. Twoim ojcem chrzestnym – którego dzieła on bardzo ceni). To, co robił od tamtych czasów, domaga się opisu. Jest potomkiem ulsterskiej rodziny prot. mieszkającej w Afryce P., której większość członków walczyła w obu wojnach; on sam przeszedł na katolicyzm po tym, jak w Barcelonie ukrywał karmelitów – na próżno, zostali złapani i wymordowani, a R.C. nieomal stracił życie. Wydostał jednak z płonącej biblioteki karmelickie archiwum i przewiózł je przez krainę Czerwonych. Płynnie włada hiszpańskim (walczył zawodowo z bykami). Jak wiesz, następnie bił się przez całą wojnę po stronie Franco i między innymi znajdował się w pierwszych szeregach oddziałów, które wypędziły Czerwonych z Malagi z takim pośpiechem, że ich generał (chyba Villaba) nie mógł zabrać swoich łupów – i zostawił na stole dłoń św. Teresy ze wszystkimi klejnotami. Opowiada niezwykle interesujące rzeczy o sytuacji w Gib od czasów wojny (w Hiszpanii). Jest jednak patriotą i potem już zawsze walczył w bryt. armii. No, no. Martin D’Arcy za niego ręczy i to on powiedział mu, żeby nas poszukał. Chciałbym zapamiętać chociaż połowę jego barwnych opowieści o poetach, muzykach itp. od Petera Warlocka po Aldousa Huxleya. Najbardziej podobała mi się ta o służalczym Epsteinie (tym rzeźbiarzu), jak się z nim bił i posłał na tydzień do szpitala. Nie da się jednak przekazać ducha tak rzadkiej postaci, żołnierza i poety w jednej osobie, i to nawróconego na katolicyzm. Jakże jest odmienny od Lewicy – “sztruksowych czołgów”, które uciekły do Ameryki (między innymi Auden, który wraz ze swoimi znajomymi doprowadził do “zakazania” dzieł R.C. przez władze Birmingham!). Mam nadzieję na jeszcze jedno spotkanie z nim w przyszłym tygodniu. Wyszliśmy z Magdalen dopiero po północy i poszedłem z nim aż do Beaumont Street. Reakcje C.S.L. były dziwne. Nie ma większego hołdu dla propagandy Czerwonych niż fakt, że wierzy on (a wie, że we wszystkich innych sprawach są kłamcami i oszczercami) we wszystko, co się mówi przeciwko Franco, a nie przyjmuje do wiadomości niczego przemawiającego za nim. Nawet otwarte przemówienie Churchilla w Parlamencie nie zachwiało jego przekonaniami. W sumie jednak jedynym ostatecznym fundamentem Kościoła anglikańskiego jest nienawiść do naszego Kościoła – zakorzeniona tak głęboko, że pozostaje nawet wtedy, gdy usunie się całą nadbudowę (C.S.L. na przykład czci Najświętszy Sakrament i podziwia zakonnice!). Jeśli jednak jakiś luteranin ląduje w więzieniu, chwyta za broń; ale gdy morduje się katolickich księży – nie wierzy w to (i śmiem twierdzić, że tak naprawdę myśli, że sami się o to prosili). R.C. mimo wszystko trochę nim jednak wstrząsnął…..
I krótko o dalszych kolejach życia Campbella. W roku 1952 przeniósł się on do Portugalii. Wciąż pisał do prawicowych zachodnich czasopism, np. do The European. Jego nawrócenie na katolicyzm zaowocowało wspaniałą chrześcijańska poezją. Przełożył mistyczne wiersze św. Jana od Krzyża i opisał jego nawrócenie w Mithraic Emblems. Pisał też przewodniki turystyczne i książki dla dzieci. Tłumaczył poezję z francuskiego i hiszpańskiego. Jego dziełem jest np. przekład poezji Lorki (Federico García Lorca), autora zastrzelonego podczas hiszpańskiej wojny domowej przez falangistów. Roy Campbell zginął tragicznie w wypadku samochodowym niedaleko Setúbal w Portugalii, w Poniedziałek Wielkanocny roku 1957.
Warto pamiętać, że J.R.R. Tolkien w odniesieniu do wojny domowej w Hiszpanii opowiadał się po stronie generała Franco i sił antykomunistycznych czy się to komuś podoba czy nie. Jeżeli ktoś nazywa Franco faszystą a lubi Tolkiena, powinien przez chwilę zastanowić się nad zasadnością tego fałszywego epitetu (w wypadku reżimu Franco można mówić raczej o dyktaturze o charakterze konserwatywnym i antykomunistycznym – faszyzm zaś jest ustrojem typowym dla międzywojennych Włoch i bliższy jest ruchom rewolucyjnym niż konserwatywnym). Bo Tolkien nie popierał nigdy faszyzmu – pod żadną z jego postaci!
Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena, Felietony tolkienowskie, Listy Tolkiena


73 Komentarzy do wpisu "Tolkien i “faszyści”"
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 15:19
Kiedy pisze się o “małości” Tolkiena w jego relacjach z C. S. Lewisem, warto zwrócić uwagę, przypomnieć sobie o takich właśnie zdarzeniach. C. S. Lewis różnił się od Tolkiena znacząco w pewnych kwestiach światopoglądowych. To tylko pogłębiało różnice, a erozja ich przyjaźni jak wiemy zakończyła się rozejściem dwóch przyjaciół (Tolkien nie był nawet na pogrzebie C. S. L. o ile pamiętam).
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 16:01
O małości pisze się, ze wzgledu na przejawy zawiści i zazdrości, ktore u Tolkiena się pojawiały. Czy to w kwestii łatwości pisania, jaka miał Lewis, czy w kwestii przyjaźni Lewisa z Williamsem.
A ponadto mamy piekny przykład tolkienowskiego ołtarzyka:
“Jeżeli ktoś nazywa Franco faszystą a lubi Tolkiena, powinien przez chwilę zastanowić się nad zasadnością tego fałszywego epitetu (w wypadku reżimu Franco można mówić raczej o dyktaturze o charakterze konserwatywnym i antykomunistycznym – faszyzm zaś jest ustrojem typowym dla międzywojennych Włoch i bliższy jest ruchom rewolucyjnym niż konserwatywnym).”
A co jedno z drugim ma wspolnego. Nie zdanie Tolkiena decyduje, że okreslamy reżim Franco jako faszystowski. A niestety, choć daleki jestem od jednoznacznego potępienia Franco, to nalezy pamiętać, że jego reżim ewoluowal. I w latach 30-tych ze względu na blikie relacje z Włochami Mussoliniego i III Rzeszą miał wiele cech faszyzmu. Potem będzie się zmieniał, w kierunku o ktorym mówisz. Ale to będzie potem, zwlaszcza po II wojnie światowej.
Jedna kwestią jest zauwazenie, że Republikanie wcale nie byli milusińscy. W końcu to po pobycie w ludowej Hiszpanii George Orwell zmienil swoj entuzjastyczny stosunek do idei komunitycznych. Zobaczył tam komunizm w praktyce i tak zrodzila się w nim wizja “Roku 1984″.
Tylko tak jak bardzo uproszczony jest pogląd Franko – czarne, Republikanie – biale, tak samo pogląd odwrotny jest daleko idącym uproszeniem. To klasyczny casus, gdy obie strony sa pod wieloma wzgledami siebie warte.
I niestey, czy nam sie podoba czy nie Franco w latach trzydziestych byl bliski faszyzmowi, choćby ze względow taktycznych. I opinia Tolkiena w tym względzie niczego nie zmienia.
Najwyżej świadczy o nim dobrze, ze nie ulegal powszechnemu w kręgach intelektualnych trendowi.
Pozdrawiam
M.L.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 16:10
M.L.-u, zazdroszczę Ci, że Ty zawsze jesteś taki sprawiedliwy i obiektywny i nigdy nie “stawiasz ołtarzyków” nikomu
Oczywiście to sarkazm…
W tamtym czasie każdy porządny człowiek powinien był popierać siły antykomunistyczne, antyfaszystowskie i inne antytotalitarne i jeżeli nie bronią to choćby piórem albo słowem wspierać Franco i jego walkę. I cieszę się, że mój ulubiony pisarz był takim sprawiedliwym i porządnym człowiekiem.
W krytykowanym przez Ciebie zdaniu chciałem tylko podkreślić, że szanuję opinię Profesora, liczę się z nim, bo uważam go za osobę w wielu swoich wypowiedziach bardzo sprawiedliwą. Szacunek to nie jest jeszcze “ubóstwianie” – a “stawianie ołtarzyków” to przecież nic innego jak ubóstwianie człowieka lub idei. To co, nie można odnosić się z szacunkiem do Profesora?
Hiszpania w czasie II wojny światowej była jedynym państwem w Europie, które oficjalnie pomagało Żydom uniknąć prześladowania i śmierci. Mówienie o Franco jako o sympatyku faszyzmu to jest wielka niesprawiedliwość.
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 16:22
Nie jestem obiektywny, ale staram się być. Tego wymaga moja praca. To święty Graal mojego zawodu.
To nie jest niesparawiedliwość tylko fakty. Pamiętaj, że włoski faszyzm, któremu Franco byl najbliższy w latach 30-tych, nie miał ciągot rasistowskich. Potem pod wpływem III Rzeszy zaczęło się to zmieniać. Chwała Franco, ze nie uległ presji, tylko znowu anty-semityzm i faszyzm to nie to samo. Więc brak anty-semickich zachowani, nie jest dowodem, iż Franco nie byl sympatykiem faszyzmu. Życie jest bardziej zlożone niż uklad 0-1. Zofia Kossak-Szczucka przed wojna miala poglądy anty-semickie, co nie przeszkadząło jej w czasie II wojny światowej uratować dziesiątków o ile nie setek Żydów.
Ot paradoksy historii i złozoność życia.
Pozdrawiam
M.L.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 16:32
A masz przykłady faszystowskich wypowiedzi czy działań generała Franco? Bo ja u niego widzę przede wszystkim patriotyzm, konserwatyzm i katolicyzm. Nie dostrzegam w jego życiu ciągotek ku rewolucyjnemu w swoich podwalinach faszyzmowi. Owszem, w Hiszpanii byli (i są) faszyści. Ale akurat generała Franco do nich bym nie zaliczał. Klasyczny faszyzm istniał jedynie we Włoszech Mussoliniego – wg tych, którzy rzucają tym epitetem na lewo i prawo faszystowska była Polska sanacyjna albo rządy Kaczyńskich. Jeżeli zaczynamy rozszerzać termin “faszysta” na wszelkiej maści prawicowców, to chwilka i nawet Tolkien zostanie nim napiętnowany (co zresztą zdarzało się już w różnych miejscach).
Starasz się być obiektywny i chwała Ci za to. Niestety te starania czasem zamieniają się w orzekanie o dobru/złu czyichś intencji i zachowań. A takiego prawa nie daje Ci ani profesja, ani metafizyczne uwarunkowania
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 17:31
Witam,
Franco, jak dobrze wiesz korzystał w czasie wojny domowej z pomocy Mussoliniego i Hitlera, tak jak republikanie z pomocy Stalina. Cały dramat polega na tym, ze po obu stronach mamy przedstawicieli niezbyt miłych systemów.
W zwiazku ze wspólpracą z Mussolinim i Hitlerem, siłą rzeczy jego afiliacje były faszystowskie. Czy sam Franco był faszystą. Nie, a przynajmniej nie w klasycznym tego słowa rozumieniu. Tym niemniej zwolennicy faszyzmu, byli wysoko ulokowani w hierarchii władzy frankistowskiej. Zaczęło się to zmieniać w czasie II wojny swiatowej.
Franco był karlistą, a przede wszystkim pragmatykiem. Miał konserwatywną wizję państwa i społeczeństwa, która realizował w pewnym momencie w sojuszu z faszystami i dlatego można mowić o sympatiach faszystowskich. I tyle.
Pozdrawiam
M.L.
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 17:43
Jak powiadają: w wojnie hiszpańskiej były trzy strony: dobra, zła i Brygady Międzynarodowe
Falanga … a ugryzłem się w jezyk, to jest ta tragedia – umiejętna polaryzacja i nawet po latach znowu się musimy opowiadać po różnych stronach i rozpatrywać blaski i cienie Iberii a choćby od Królów Katolickich.
Powiem tylko tak: jak się siedzi przy Tronie to niech się patrzy na czym on stoi (czy aby nie na czyichś kościach).
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 17:54
A do Tolkiena: pomyślałeś czy katolicyzm nie jest ulsterskim anglikanizmem Hiszpanii?
Conducator, dnia 03.12.2007 o godzinie 19:54
Polityka – taka prawdziwa, a nie tylko ustalanie kwot mlecznych – to nierzadko wybór między złem a mniejszym złem. Represje, jakich podjął się Franco, były tym mniejszym złem. Hiszpanie i zachodnia opinia publiczna nie umiały sobie wyobrazić, co stałoby się w wypadku zwycięstwa komunistów. My, mieszkańcy krajów bloku wschodniego, jak najbardziej.
I bardzo dobrze, że ten wariant pozostał wyłącznie w wyobraźni.
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 20:10
Witam,
Jednym z fundamentalnych pytań tolkienowskiego legendarium, jest pytanie o to czy cel uświęca środki? W życiu i korespondencji Toilkien nie był kategoryczny w tym względzie, ale w literaturze pokazywał niebezpieczeństwa wyznawania i stosowania takiej filozofii.
Pozdrawiam
M.L.
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 20:16
A co jest mniejszym złem Hitler czy Stalin? Legion Condor i Guernica (efekt działania “wojowniczo antychrześcijańskiego” ruchu) czy Brygady Międzynarodowe? Auschwitz czy Gułag? Pinochet czy Castro?
Stan Wojenny to też podobno było mniejsze zło.
Pod rozwagę
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 20:33
A ja jestem bardzo zadowolony, że mój tekścior wywołał dyskusję i być może zmusił niektórych czytelników do przemyślenia tej sprawy.
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 20:40
A Ciebie dyskusja skłoniła do przemyslenia sprawy??
Pozdrawiam
M.L.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 20:48
Jakiej?
Generała Franco będę zawsze podziwiał i wspólnie z Conducatorem i… Tolkienem będę miał dla jego walki wielki szacunek. Jako absolwent politologii i słuchacz wykładów oraz uczestnik ćwiczeń z doktryn politycznych nigdy też nie popełnię takiego lapsusu, żeby Franco nazywać faszystą.
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 20:52
I ten plakat…. (czarne bombowce widziane “od spodu”) rozumiem, że chcesz Galadhornie “przechylić szalę” w imię obiektywizmu i “kontradyktoryjności” …. ale te bombowce, nad nimi “Tolkien”, a obok wyliczenie duchownych i fraza ” to tylko NIEKTÓRE z ofiar”.
Potega smaku się kłania
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 20:58
Ja na tamtym plakacie widzę anioła, który prowadzi ludzi na wojnę sprawiedliwą w obronie podstawowych ludzkich praw i ludzkiej godności. Franco uratował Hiszpanię przed zbrodniczym komunizmem. Co to jest komunizm to my, mieszkańcy Europy Środkowej, najlepiej wiemy.
A poza tym moje felietony na LNDLN znane są z prowokujących zestawień. Płakałbym, gdyby przeszło to bez echa…
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:05
Niemniej sama wikipedia, do której link podałeś mówi, że po wojnie zabito 200 tysięcy ludzi. Anioł ów ma jakieś dziwne przybranie głowy. A on nie ludzi prowadzi, tylko maszyny, z szacunku do Tolkiena…. a wojna sprawiedliwa? A Jaruzelski uratował nas przed sowiecką okupacją?
M.L., dnia 03.12.2007 o godzinie 21:07
No właśnie, jakiej? Że haniebne uczynki dokonywane w imię mniejszego zła, są nadal haniebnymi uczynkami. I niczym więcej.
Trzeba odejść od jednoznacznej oceny Franco, w rozumieniu jednoznacznie negatywnej, to fakt, ale przywracając mu dobrę imię, nie nalezy zapominać, że w jego imieniu popełniano przestępstwa.
Zresztą w Polsce od kilku lat Franco nie ma złej prasy w publikacjach naukowcyh i popularno-naukowych, wystarczy poczytać teksty Skibińskiego, Machcewicza, czy ś.p. Mularskiej-Andziak.
Pozdrawiam
M.L.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:10
Oj, pozwólcie felietoniście na trochę subiektywizmu. Felieton to nie jest praca naukowa
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:12
Na trochę tak, i niech nie szarżuje bo się potem komuś utrwali, że Tolkien sie cieszył z Guerniki…
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:17
Utrwali? A gdzie coś takiego napisano?
A poza tym parafrazując słowa Tolkiena: Nie ma większego hołdu dla propagandy Czerwonych niż fakt, że wierzy się we wszystko, co się mówi przeciwko Franco, a nie przyjmuje do wiadomości niczego przemawiającego za nim.
I również mój felieton nie jest gloryfikacją przemocy sił narodowych Franco, a po prostu wrzuceniem pewnego argumentu przemawiającego za nimi. Zaś grafika? A jak Ty, Dagobercie, zwróciłbyś uwagę na taki felieton? Myślisz, że Tolkien nie wiedział o czarnych brzuchach samolotów, o działach i czołgach, o armii miażdżącej czerwoną zarazę?
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:27
Nie chcę Cię brać pod włos, ale musisz zdawać sobie sprawę z pewnej odpowiedzialności, która na Tobie ciąży z uwagi na solidnie zapracownay autorytet.
Nie ma sensu wpisywać się w tamtą dialektykę, która zmusiła rozsadnych ludzi do skoncentrowania się w skrajnych punktach politycznego kontinuum.
Chcesz powiedzieć, że aż tak instrumentalnie traktujesz odbiorcę, żeby go zanęcać grafiką? Trzeba było umieścić jakąś ładną kobitkę nie do końca ubraną…:)
Alalme, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:31
Galadhornie, wydaje mi się, że przyrównanie Franco do “anioła, który prowadzi ludzi na wojnę sprawiedliwą w obronie podstawowych ludzkich praw i ludzkiej godności” to jednak gloryfikacja. Prawdopodobnie z dwojga złego rzeczywiście lepszym wyborem była walka po stronie Franco. Ale mniejsze zło to zawsze zło i inaczej nazywane być nie powinno. Ktoś z tak twardym kręgosłupem moralnym jak Ty powinien to dostrzegać.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:35
O, to dobry pomysł.
(żartuję…)
Naprawdę ten plakat tak razi? Przecież on w jakiś sposób wpisuje się nawet w atmosferę listu Tolkiena, który nie był nigdy pięknoduchem i podziwiał waleczność (choćby w tym fragmencie, gdzie cieszy się, że Campbell pobił znanego rzeźbiarza: “Najbardziej podobała mi się ta o służalczym Epsteinie (tym rzeźbiarzu), jak się z nim bił i posłał na tydzień do szpitala”). Nie róbmy z Tolkiena pięknoducha. Jeżeli popierał Franco, to popierał też wojenne działania Franco. Pisał o R. Campbellu:
“bił się przez całą wojnę po stronie Franco i między innymi znajdował się w pierwszych szeregach oddziałów, które wypędziły Czerwonych z Malagi z takim pośpiechem, że ich generał (chyba Villaba) nie mógł zabrać swoich łupów – i zostawił na stole dłoń św. Teresy ze wszystkimi klejnotami”.
Tolkien, uczestnik dwóch wojen światowych, widocznie uznawał, że wojna Franco z Czerwonymi jest wojną sprawiedliwą, skoro tak entuzjastycznie wypowiadał się o zwycięstwach sił narodowych w Hiszpanii.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:39
Alalme, piszesz:
“Galadhornie, wydaje mi się, że przyrównanie Franco do “anioła, który prowadzi ludzi na wojnę sprawiedliwą w obronie podstawowych ludzkich praw i ludzkiej godności” to jednak gloryfikacja”.
Oj, ja przecież nigdzie nie piszę o Franco jako “aniele”. Pisałem tylko, że widzę tam na plakacie wojowniczego anioła. Relacjonuję to, co Tolkien pisał o Franco i po prostu śmiem się z Tolkienem zgadzać.
I oczywiście znakomicie wiem, że każda wojna jest złem. Czasem jednak trzeba wziąć karabin do ręki by bronić rodziny, domu, ojczyzny. A potem próbować odpokutować zło, którego się mimo wszystko dopuściło. Ludzie to ludzie. Grzech, skrzywienie, upadek…
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:39
On się wypowiadał o tym entuzjastycznie na takiej samej zasadzie (jako katolik, czemu nie napisałeś o Montero bp. ?) jak powiedzmy europejski Żyd o Armii Czerwonej. My już nie musimy być tak samo entuzjastyczni.
Galadhorn, dnia 03.12.2007 o godzinie 21:48
Dzięki za info o “bp”. Nie wiedziałem. Już poprawiam.
A tak swoją drogą, wiecie jak trudno w necie znaleźć plakaty sił narodowych z wojny domowej w Hiszpanii? Za to plakatów Czerwonych jest bez liku. To tak samo jak z filmami w kinach. Widzieliście jakiś film o wojnie domowej w Hiszpanii, gdzie narrator/reżyser szukałby racji Franco?
Do napisania tego felietonu natchnęło mnie po obejrzeniu “Labiryntu Fauna” – pięknego filmu z niesprawiedliwym, stronniczym komentarzem do tamtej wojny w tle.
dagobert, dnia 03.12.2007 o godzinie 22:15
Nie wiem czy już wtedy był tym bp. czy tylko ks.
Mnie już historyk uczył w LO, że Alcazar był jak Jasna Góra itp. – każdy “słyszy” co chce
.
Ja akurat robiąc sobie powtórkę przy okazji w internecie trafiłem najpierw do e.kai (o męczennikach) oraz jakiś ruch ORKAN (bez komentarza, choć nowości – dodatki o ochotnikach z Rumunii czy Irlandii). Tam są “ładne” obrazy coś jak nasze apoteozy Kossaka
Ale nie będę się podpierał Hemingwayem, Orwellem czy Picassem żeby uzasadniać swoje poglądy
TAO, dnia 04.12.2007 o godzinie 14:48
Znów wtrącę moje trzy grosze, choć i ta dyskusja niekoniecznie pasuje do profilu Elendilionu.
Zatem po pierwsze: z zacytowanego listu Tolkiena nie wynika nic na temat jego stosunku do faszyzmu. Wynika jedynie to, że był on zdecydowanie przeciw “Czerwonym” i prześladowaniom Kościoła, a także – nierównemu traktowaniu ofiar katolickich i niekatolickich. Skądinąd nie ulega dla mnie wątpliwości, że odnosił się on do tej doktryny (na ile ja znał) i praktyki społecznej krytycznie.
Po drugie: Generał Franco rzeczywiście nie był faszystą, lecz konserwatywnym rojalistą (konserwatysta nie może być faszystą, bo faszyzm jest doktryną “modernizacyjną”, zmierza do przebudowy społeczeństwa). Ale Falanga Hiszpańska, główna siła polityczna, na której się opierał (wojsko nie jest siłą polityczną), niewątpliwie była organizacją faszystowską, z czasem dopiero odchodząc od programu faszystowskiego (do czego przyczynił się sam Franco, pozwalając najzagorzalszym faszystom walczyć ochotniczo po stronie III Rzeszy i zginąć pod Stalingradem). Można poważnie wątpić, czy bez poparcia Falangi Franco zwyciężyłby w wojnie domowej.
Po trzecie: faszyzm nie był “ustrojem typowym dla…”, ale doktryną polityczną, systemem poglądów, szeroko podzielanych w Europie lat dwudziestych i trzydziestych. Partie i organizacje faszystowskie istniały w Europie wszędzie poza Związkiem Sowieckim, najsłabsze były w Czechach, Polsce i Wielkiej Brytanii. W kilku krajach partie faszystowskie zdobyły władzę, ale tylko w Niemczech zrealizowano niemal w pełni założenia ustrojowe faszyzmu (Mussolini musiał pogodzić się z monarchią i wpływami Kościoła).
Po czwarte: antysemityzm nie jest cechą konstytutywną faszyzmu: wnieśli go do doktryny faszystowskiej Niemcy, podobnie jak parę innych elementów, wynikających z kultury niemieckiej, a obcych włoskiej czy hiszpańskiej. Faszyzm był ruchem, zmierzającym do korporacyjnej organizacji społeczeństwa (połączenia w jednolitych strukturach pracodawców i pracobiorców), zniesienia instytucji demokratycznych i monarchicznych przez zaprowadzenie niepodzielnej władzy monopartii (element wspólny z komunizmem), kierowanej przez charyzmatycznego wodza oraz “odbudowy moralnej” narodu w duchu militarystycznym. Był to trzeci nurt ideologii socjalistycznych, obok także rewolucyjnego komunizmu oraz reformistycznej socjaldemokracji.
Po piąte: narodowy socjalizm był niewątpliwie formą doktryny i praktyki faszystowskiej. Dzięki sukcesowi, jakim było zdobycie władzy w Niemczech, a także dzięki postulatom antysemickim, które zwłaszcza w Europie Środkowej zyskiwały wówczas życzliwych słuchaczy, zdobył on w latach trzydziestych przewagę w ruchu, usuwając na dalszy plan “klasyczny” faszyzm włoski. Następnie, wywołując wojnę i dokonując straszliwych zbrodni, Niemcy całkowicie skompromitowały doktrynę faszystowską.
Po szóste: oceniając postawy ludzi, żyjących w latach trzydziestych, należy mieć na uwadze, że nie mieli oni naszej wiedzy historycznej. W 1938 r. największe zbrodnie nazizmu należały do przyszłości, o dokonujących się zbrodniach komunizmu mało kto wiedział. Natomiast było wówczas jasne, że na płaszczyźnie politycznej nie można popierać “sił antykomunistycznych, antyfaszystowskich i innych antytotalitarnych”, bo główny konflikt epoki, to konflikt między dwoma doktrynami antydemokratycznymi: komunizmem i faszyzmem (określenie “totalitaryzm”, wyrażające świadomość głębokiego pokrewieństwa doktryny i rozwiązań ustrojowych faszyzmu i komunizmu powstało później). I że nie można być przeciw obu naraz, bo przeciw jednej z nich trzeba będzie walczyć z bronią w ręku. Demokracja liberalna była wówczas słaba, zwłaszcza doktrynalnie, nie znajdowała odpowiedzi na problemy, zrodzone przez Wielką Wojnę i Wielki Kryzys. “Drugie życie” dał jej dopiero kontakt z żywą i optymistyczną demokracją amerykańską w latach II wojny światowej.
Po siódme: Czy stoimy przy tronie, czy przy prezydenckim fotelu, czy przy biskupiej katedrze – zawsze stoimy na czyichś kościach, mniej lub bardziej świeżych. Także demokracja liberalna ma krew na rękach, swoje “trupy w szafie”, także widzialny Kościół dopuszczał się wielu nieprawości. To jest wpisane w naszą kondycję: grzesznych, upadłych ludzi. Nie jest to więc żaden argument na rzecz tego lub innego wyboru politycznego.
Po ósme: polityka to zazwyczaj, może wręcz prawie zawsze (a nie “nierzadko”) wybieranie między jednym a drugim złem. Wynika to z poprzedniego. Ale nikogo nie rozgrzesza z jego nieprawości. To, że wybieramy to, co wydaje się nam mniejszym złem, nie uprawnia nas do tego, by nazywać je dobrem.
dagobert, dnia 04.12.2007 o godzinie 17:52
ad 7. Chyba, że stoimy przy Tronie Wszechmogącego? Czy nie? Non serviam, nie lubię stać na ossariach.
A demokracja liberalna nie ma roszczenia do świętości, supranaturalizmu etycznego i monopolu prawdy-dobra. Jest tym za co się podaje, doktryną polityczną i nie twierdzi, że “wypaczenia to tylko mój aspekt widzalny”. Coś mi te wypaczenia przypominają… tylko co?
dagobert, dnia 04.12.2007 o godzinie 18:07
ad 2. Konerwatysta może być (pojęciowo) faszystą – zależy od ustojowego status quo.
Galadhorn, dnia 04.12.2007 o godzinie 18:38
Ad 2: Chodzi Ci dagobercie o to, że np. obecni włoscy faszyści są konserwatystami, bo we Włoszech był kiedyś faszyzm, a w konserwatyzmie chodzi o zachowanie status quo? W takim razie w Polsce konserwatyści są zjednoczeni w… LiD. To dość pokrętne myślenie. Konserwatyzm jest przeciwny wszelkim eksperymentom społecznym, a faszyzm jako jeden z nurtów socjalizmu na tym właśnie polega. Konserwatysta nie może być faszystą.
Ad 6: TAO, wydaje mi się, że właśnie postawa Tolkiena pokazuje, że można było w tamtych czasach iść na przekór tym ideologiom, które potem nazwano totalitarnymi. Czy np. Tolkien nie był w latach 30. i 40. przeciw zarówno komunizmowi jak i faszyzmowi/nazizmowi? Mnie się wydaje, że był.
dagobert, dnia 04.12.2007 o godzinie 20:16
Ad 6. zgadzam się z Galadhornem
Ad 2. oczywiście masz rację, przyznaję się do nielojalnego zabiegu, po prostu wskazałem na drugie znaczenia tego terminu, formalne – apologia tego co było (siłą rzeczy zależy od tego “co to było”). Stąd terminy “III Rzesza”, aryjska mitologia, klimat pogański i teutoński, liktorskie fasci itp. to też jest “spoglądanie w przeszłość” choć oczywiście nieuków.
Natomiast nazywanie faszyzmu odłamem socjalizmu
Cóż można go nazwać równie dobrze odłamem ruchu narodowego czy ludowego. Widzę, że każdy chce to śmierdzce jajo opchnąć adwersarzom
TAO, dnia 05.12.2007 o godzinie 11:11
Po pierwsze: zgoda, jeśli stoimy przy Tronie Najwyższego, nie stoimy na “czyichś kościach”. Ale stoimy na Golgocie, bo ona jest fundamentem Tronu. Inna rzecz, że jeśli chcemy być czynni w życiu publicznym, nie możemy stać wyłącznie przy Tronie: musimy określić, jaki program, doktryna, ugrupowanie jest naszym zdaniem najbliższy woli Boga wobec naszego czasu i miejsca.
Po drugie: od dłuższego czasu dostrzegam potrzebę rozróżnienia między konserwatyzmem jako doktryną polityczną, odwołującą się do określonej wizji człowieka i społeczeństwa, a zachowawczością, tj. dążeniem do zachowania stanu obecnego bądź przywróceniem stanu poprzedniego bez względu na to, jaki on jest/był. I rzeczywiście SLDiD jest dziś w Polsce siłą zachowawczą, podobnie jak – być może, bo niewiele o tym wiem – włoscy neofaszyści. Z kolei część ugrupowań konserwatywnych (odwołujących się do doktryny konserwatywnej) głosi dziś konieczność rewolucji konserwatywnej, realizacji tej doktryny drogą przewrotu społecznego (moim zdaniem popadając w sprzeczność wewnętrzną).
Po trzecie: czy Tolkien “szedł na przekór” ideologiom totalitarnym? W twórczości sprzeciwiał się obu (i w twórczości taka postawa była także wówczas możliwa). Ale w swej działalności pozaliterackiej był on raczej obok wszystkich ideologii (nie tylko totalitarnych), na co, pozostając poza życiem politycznym, mógł sobie pozwolić.
Po czwarte: uznanie doktryn faszystowskich za część doktryn socjalistycznych nie bierze się z chęci “opchnięcia śmierdzącego jaja”, ale z poważnej analizy natury tych doktryn, uwolnionej od komunistycznej manipulacji, zgodnie z którą faszyzm jest doktryną “prawicową” i “reakcyjną”, a socjalizm “lewicową” i “postępową” (cudzysłowy dlatego, że te określenia są dziś tak rozmyte, że, by móc ich używać inaczej, niż w trybie cytatu, trzeba by je na nowo zdefiniować). Wszystkie doktryny socjalistyczne zmierzały do rozwiązania tzw. kwestii robotniczej, przy czym doktryna komunistyczna – przez zniesienie własności prywatnej i demokracji przedstawicielskiej, a doktryna socjaldemokratyczna – przez zapewnienie pracownikom przewagi nad pracodawcami z pewnym ograniczeniem własności prywatnej i w ramach demokracji przedstawicielskiej. Faszyzm, który powstał po sukcesie rewolucji komunistycznej i w znacznej mierze w odpowiedzi na nią, zmierzał do rozwiązania tej kwestii przez połączenie pracodawców i pracowników w “korporacjach”, zniesienia demokracji przedstawicielskiej i zastąpienia jej władzą monopartii (w tym zakresie otwarcie kopiując rozwiązania sowieckie). Oczywiście, różnic było znacznie więcej, a żadnemu reżimowi faszystowskiemu nie udało się w pełni zrealizować swego programu – ale na ten temat trzeba by napisać obszerny esej, i doprawdy nie na łamach, poświęconych Tolkienowi.
dagobert, dnia 05.12.2007 o godzinie 16:00
Nie twierdzę, że faszyzm nie ma momentów wspólnych z doktrynami socjalistycznymi skoro nacjonal socialisisze dojcze arbaitejspartaj. Twierdzę, że równie dobrze lewicowcy mogą (i robią to) wrzucać jajo konserwatystom, kościołowi wskazując na inne momenty, nie tlko praktyczne-historyczne, ale również teoretyczne-doktrynalne (wykluczenie wartości równości, internacjonalizmu czy apoteoza państwa, krytyka walki klas.
Nie wiem także czy wymiar poznawczy (socjologiczny) czyli opis stanu rzeczy przed postulatami działania jest zbieżny. Faszyści to była gromada nieuków jednak.
Galadhorn, dnia 05.12.2007 o godzinie 16:10
Dagobercie, najpierw ważna rzecz: Kościół piszemy wielką literą!
TAO i ja piszemy o genezie doktryny faszystowskiej – choćby nie wiem jak się troić i dwoić, wywodzi się ona z rozważań socjalistycznych. Sam Mussolini był wpierw socjalistą – widziałem też zdjęcia A. Hitlera jako uczestnika wieców socjalistycznych zanim nie rozwinął on idei narodowo-socjalistycznej. Faszyzmowi bardzo daleko do konserwatyzmu, bo faszyzm dąży do REWOLUCJI społecznej… I dlatego Franco nie był nigdy faszystą, choć oczywiście korzystał z pomocy hiszpańskich faszystów (Falangi) oraz faszystowskiej pomocy z Włoch oraz nazistowskiej z Niemiec. Do takich egzotycznych sojuszy dochodziło jednak nie tylko w Hiszpanii, żeby wspomnieć choćby przypadki współdziałania polskiego podziemia i Niemców przeciw Sowietom (mam nadzieję, że nie czynię jakichś herezji, ale gdzieś o takich sojuszach czytałem).
Tallis Keeton, dnia 05.12.2007 o godzinie 18:56
O matko, kolejne licytowanie się kto więcej nazabijał?
poz
tal
Tallis Keeton, dnia 05.12.2007 o godzinie 18:59
Czy wszystko musi być po ideologiczny struchulec? Jak lubię Tolkiena to muszę też lubić Franco czy kogoś tam innego, kto mu sprzyjał, bo Tolkien tego kogoś lubił? Oczywiście nie. Oba reżimy były despotyczne i tyranskie i oba się wzajem wyniszczyły i ok.
poz
tal
Tallis Keeton, dnia 05.12.2007 o godzinie 19:15
Ja u Franco widze przede wszystkim dyktatora, nie lepszego od dyktatorów o innych kolorach, czerwonych czy nie czerwonych. Powiedzenie, że należało wspierać jednego tyrana, bo walczył z innymi tyranami, bo jeden totalitaryzm walczył z innym totalitaryzmem, to jest zwyczajnie wyganianie diabła belzebubem
“Franco uratował Hiszpanię przed zbrodniczym komunizmem.” Choć nie wiadomo, jak by ten komunizm tamtejszy wyglądał, może lepiej a może gorzej od tego co było tutaj. Ale uratował Hiszpanię, bo komunę zwalczał prewencyjnie, na zasadzie co by było gdyby. Więc postarał się, by nie było i za to mu chwała. Tyle, że to nie przekreśla dla mnie faktu, że nadal był dyktatorem, tyranem, może nie totalitarnym ale na pewno autorytarnym. Bliższym oczywiście naszego Marszałka niż Mussoliniego, ale był nim. Franco uratował Hiszpanię przed zbrodniczym komunizmem, sam będąc zbrodniarzem i tyle.
Zdarza się. W Afganistanie np banda fanatycznych islamistów słusznie zwalczała okupacje ZSRR, no a potem stali się czym się stali. Talibami. Tam też nie widzę dobrej strony są tylko dwie złe strony, dwa totalitaryzmy, dwie dyktatury, dwie okupacje – komunistyczne ZSRR i islamistyczni mudżahedini a potem talibowie.
poz
tal
Ankali, dnia 05.12.2007 o godzinie 23:04
Ach, Galadhornie, bingo! Gratuluję, bo znowu jest dyskusja, i to taka, z której czegoś się można dowiedzieć, a nie tylko powymieniać retoryczne ciosy. Sporo się dowiedziałam i dlatego chciałabym podziękować uczesnikom dyskusji, że chciało im się swoją wiedzę przelać do internetu (oczywiście wdzięczność ta obowiązuje mimo tego, że nie ze wszystkim można się zgodzić).
Dla mnie z felietonu Galadhorna kluczowa jest jednen wniosek: że Tolkien bardzo głęboko przejrzał komunizm, co europejskim intelektualistom do lat 70. przychodziło tylko z największym trudem. Przyszło mi do głowy, że taka przenikliwość MIstrza byc może pozwala na lokowanie jego twórczości literackiej w jakimś odniesieniu do nurtu “antyutopijnego”, którego najbardziej znanym przedstawicielem był Orwell. Ale tu by się musieli wypowiedzieć literaturoznawcy albo bardziej zaawanasowani tolkienolodzy.
Pozdrawiam i dzięki jeszcze raz
Galadhorn, dnia 05.12.2007 o godzinie 23:08
Ankali, naraziłem się na ciosy M.L.-a dla Ciebie. Prosiłaś mnie kiedyś o więcej hardkorowych felietonów oraz newsów i oto one!
A co to będzie, jak w końcu ukaże się “Hail Tolkien” (o tolkienityzmie) i “Tolkien: powinni tego zabronić” (hehe) tego nie wiem…
Ja też bardzo, ale to bardzo dziękuję wszystkim dyskutantom, którym chciało się przelać do komentarzy swoje przemyślenia na tematy politologiczno-filozoficzne. Sam się dużo dowiedziałem i sobie dużo przypomniałem (TAO, dziękuję!).
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 0:20
Pozostaję z wyrazami szacunku.
(co odstręcza co cwańsze sztuki przed włażeniem w pułapkę).
Niemniej prowokacyjny i instrumentalny charakter niektórych posunięć staje się nieomal zbyt czytelny
Pozdrawiam
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 0:28
Jeszce uwaga techniczna. Czy zwrot “choćby się nie wiem jak się dwoić i troić” to coś jak “jest oczywistą oczywistością”?
Piłsudski też za młodu był socjalistą + Mussolini był za młodu socjalistą + Mussolini był sojusznikiem Hitlera = Piłsudski był hitlerowcem. Proszę bez głupich sylogizmów, bo wyjdzie, że Wojna polsko-bolszewicka była socjalistyczną wojną domową!
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 0:30
Dagobercie, zapewniam Cię, że na Naukach Politycznych faszyzm omawia się jako nurt socjalizmu. Naprawdę.
TAO, dnia 06.12.2007 o godzinie 11:18
Niestety znów nie o Tolkienie, ale jednej rzeczy nie mogę zostawić bez polemiki. W Afganistanie nie było “dwu totalitaryzmów, dwu dyktatur, dwu okupacji” (zwłaszcza tego ostatniego). Po 1980 r. były tam dwie interwencje zbrojne (sowiecka i amerykańska), ale żadna z nich nie ustanowiła reżimu okupacyjnego, tylko jeden totalitaryzm, a i to “w budowie” (reżim talibów nie był totalitarny, do tego musiałby zniszczyć struktury plemienne, czego nawet nie próbował) i wiele kolejnych dyktatur (od obalenia monarchii w latach siedemdziesiątych do próby narzucenia przez USA systemu demokratycznego).
Rzecz w telegraficznym skrócie przedstawia się tak: Inspirowana przez Związek Sowiecki rewolucja komunistyczna doprowadziła do wojny domowej między komunistami a – w gruncie rzeczy – starszyzną plemienną. Było to “typowe” starcie rodzimych sił modernizacyjnych i antymodernizacyjnych, przy czym te drugie popierała znaczna większość społeczeństwa. Wobec groźby klęski władz komunistycznych Związek Sowiecki zdecydował się pod koniec 1980 r. na interwencję zbrojną, dając się wciągnąć w przewlekłą wojnę tak z tradycjonalistami, jak i wspomagającymi ich islamistami z innych krajów (przede wszystkim Iranu). Nie była to jednak okupacja, podobnie jak nie była nią interwencja amerykańska w Wietnamie (z okupacją mamy do czynienia, gdy najeźdźca usuwa władze terytorium podbitego, zastępując je własnymi o charakterze prowizorycznym). Pod wpływem zarówno obcej interwencji, jak i nowych sojuszników ruch powstańczy, pierwotnie zachowawczo-plemienny, nabrał charakteru niepodległościowego i islamistycznego (więź religijna w tym i wielu innych krajach muzułmańskich zastępuje więź narodową, gdyż w większości tych krajów nie powstały dotychczas narody w europejskim rozumieniu).
Ruch talibów powstał w Pakistanie, ale wśród uchodźców z Afganistanu. Jest to fundamentalistyczny ruch religijny (przez fundamentalizm rozumiem tu głoszenie powrotu do podstaw danej religii i ścisłego dostosowania do nich życia społecznego; w krajach islamskich jest on skierowany bardziej przeciw elementom pogańsko-plemiennym, niż przeciw zapożyczeniom z cywilizacji Zachodu), dość nowoczesny w formach działania i sposobie myślenia (bo także o wartościach tradycyjnych można myśleć nowocześnie – lub nie). Usunął on władze, sformowane po wycofaniu się wojsk sowieckich i ucieczce komunistów, a opierające się na kadrach powstańczych, zaprowadził bardzo sprawną władzę autorytarną (ale nie totalitarną), został obalony przez interwencję USA. Obecnie w Afganistanie mamy próbę godzenia ognia z wodą: władzy starszyzny plemiennej z mechanizmami demokracji przedstawicielskiej, co się raczej nie uda.
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 12:56
Galadhornie, jeszcze nie słyszałem o takim kryterium naukowości jak “omawianie w toku studiów”. Choć jest taki żart, że skoro bez wątpienia teologowie są naukowcami to teologia musi być nauką. Niemniej przyjmuję do wiadomości strukturę wykazu zagadnień kursu politologii.
TAO, czy to co nazwywasz tradycjonalizmem i fundamentalizmem w odniesieniu do Afanistanu można nazwać ich konserwatyzmem: (1) w starym – pasztuńsko, tadżycko, rodowym ew. monarchiczno-feudalnym (2) w nowym – wahabicko, talibańsko, reformacyjnym (fundamentalistycznym) – stylu? Chodzi mi o wskazanie konwergencji kulturowej pewnych zjawisk społeczno-politycznych, które są niekiedy obiektywizowane w materialnym sensie w naszym atlantyckim kręgu kulturowym.
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 12:59
Nic nie zrozumiałem z wypowiedzi Dagoberta
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:07
To także przyjmuję do wiadomości, choć z bólem. Czuję się fatalnie
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:24
Ty Dagobercie piszesz o konserwatyzmie jako postawie zachowawczej, a ja o konserwatyzmie jako konkretnej doktrynie politycznej. Zwracał już na to uwagę TAO. Po co ciągnąć w nieskończoność ten wątek.
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:50
Jak to pocco? Przeciez – jako konserwatyści – powinniśmy ciągnąć stare, dobre, tradycyjne wątki, a nie tylko byle do przodu i byle do przodu
a fe
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:52
Kpisz sobie, żartownisiu. A news za chwilkę spadnie do archiwum, bo przygotowywany jest kolejny, który go zepchnie
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 13:56
I kto tu mówi o postępie, a kto jest zachowowczy.
W głębi duszy jesteś rewolucjonistą Camarada!
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 14:00
Jestem rzecznikiem _rewolucji_ konserwatywnej.
Han pasado!
TAO, dnia 06.12.2007 o godzinie 15:42
Coraz bardziej uciekamy od Tolkiena, ale na pytania wypada odpowiadać. Zatem:
Nie sądzę, by używanie określenia “konserwatyzm” w znaczeniu doktryny konserwatywnej w odniesieniu do świata islamu było trafne. Konserwatyzm jest zbyt silnie związany z ideą Kościoła hierarchicznego i monarchii chrześcijańskiej; Umma (muzułmański odpowiednik Kościoła jako wspólnoty wiernych) tych idei nie zna.
Sprzeciw Afgańczyków (nie tylko Pusztunów i Tadżyków, choć rzeczywiście te ludy niosły główny ciężar walki zbrojnej) wobec rewolucji wiązał się z wolą zachowania tradycyjnego sposobu życia (przede wszystkim systemu władania ziemia i wodą, zagrożony przez komunistyczną reformę rolną, a także – władzy starszyzny plemiennej, traktowanej jako naturalna, a nawet “przyrodzona”). Ogromne znaczenie miał też fakt obcej interwencji, najazdu – ludy Afganistanu są przywiązane do swojej niepodległości (swojej, nie państwa!) i kochają się w broni. Sprawy wyznaniowe miały zrazu trzeciorzędne znaczenie, bo ani Afgańczycy nie byli zbyt gorliwymi muzułmanami, ani władze komunistyczne nie wysuwały ateizacji na plan pierwszy.
Zmienili to ochotnicy i “sponsorzy” z Iranu i innych krajów muzułmańskich, z reguły radykalni muzułmanie (czyli islamiści). Oni głosili walkę nie z “najeźdźcą z północy”, ale “szatanem z północy”, w duchu zdecydowanie religijnym – a ich oddziaływanie na Afgańczyków było silne. Zbiegło się to z aktywnością Arabii Saudyjskiej, krzewiącej islam w wydaniu wahabickim i finansującą rozwój islamskiego szkolnictwa teologiczno-prawnego (a kto płaci, ten też podpowiada program). Dzięki tym szkołom szerzył się nowoczesny islamizm sunnicki (islamizm szyicki ma odrębne korzenie i nieco inny kształt), będący połączeniem tradycyjnego islamu i islamu wahabickiego (ten saudyjski prąd religijny można z dużym przybliżeniem porównać do purytańskiego odłamu Reformacji); jednym z form tego islamizmu jest ruch talibów. A islamizm jako doktryna społeczna zalicza się do rewolucyjnych, nie zachowawczych, gdyż zmierza do radykalnego przekształcenia struktur społecznych, a nie do zachowania stanu obecnego.
To, że staramy się wpisać zjawiska właściwe innym kulturom w siatkę pojęciową naszej (jeśli dobrze zrozumiałem myśl Dagoberta) jest zrozumiałe i chyba nieuniknione: nieznane trzeba odnieść do znanego, by dostrzec i zdefiniować różnice. Aby zrozumieć, dlaczego nie można mówić o “Kościele muzułmańskim” i czym w sposobie funkcjonowania społecznego i ideologicznego (bo różnice czysto religijne zostawiam w tym wątku na boku) różni się Umma od Kościoła, trzeba wiedzieć, czym jest Kościół.
Argument z umiejscowienia danego tematu w strukturze kursów uniwersyteckich jest rzeczywiście błędny, bo struktura tych kursów jest zmienna w czasie i miejscu. Ale teologia i filozofia rzeczywiście są naukami, choć nie są naukami przyrodniczymi (angl. science).
I wreszcie – do archiwum wcale nie tak trudno się dostać…
Galadhorn, dnia 06.12.2007 o godzinie 15:50
Mogę podsumować?
Generał Franco nie był faszystą, choć wszedł w sojusz z faszystami aby zwyciężyć sojusz lewicowy. Tolkien pochwalał gen. Franco nie za sojusz z faszystami, ale za obronę Kościoła katolickiego – z tych samych zresztą pobudek walczył po stronie Franco Campbell.
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 16:11
Chodzi mi o pewną konfuzję związaną z jednoczesnym partykularyzmem, historycznością kulturową konserwatyzmu (sensu stricto, jako tutejszą doktrynę) oraz roszczeniem do powszechności i uniwersalizmu materialnych (treściowych, merytorycznych- nie formalnych) wartości, które głosi. wszystko
Tallis Keeton, dnia 06.12.2007 o godzinie 20:04
A mowiąc nie tak mądrymi słowami, jak dagobert
– jak chcesz się tradycjonalisto trzymać własnej kultury i własnego partykularyzmu to nie możesz żądać jednocześnie, by powszechnie je na całym świecie przyjmowano za swoje.
poz
tal
dagobert, dnia 06.12.2007 o godzinie 20:18
przepraszam, to nie jest jakiś snobizm sarumanistyczny, sam sie przedzieram przez tę dżunglę semantyczną doś chropowato, bo niestety przez różne doświadczenia intelektualne stałem się wobec języka jak ryba, która się zorientowała, że istnieje coś takiego jak woda i ma to teraz na nieustannej uwadze i jej to strasznie przeszkadza w życiu, ale jest z tego odkrycia bardzo dumna
.
TAO, dnia 07.12.2007 o godzinie 12:10
Konfuzja, o której wspomina Dagobert, bierze się w dużej mierze z myleniem współczesnego neokonserwatyzmu amerykańskiego (który moim zdaniem jet co najwyżej pseudokonserwatyzmem) i konserwatyzmu sensu stricto (europejskiego). I o ile amerykańska ideologia fundamentalistyczna (to lepsze określenie) rzeczywiście ma tendencje uniwersalistyczne, stawiając sobie na cel narzucenie całemu światu jeśli nie purytańskiego chrześcijaństwa rodem z tzw. Bible belt, to jego możliwie licznych elementów, zwłaszcza obyczajowych i politycznych (w tym amerykańsko-purytańską wizje polityki), to europejski konserwatyzm był tu zawsze ostrożniejszy, nie uznając istnienia jedynego, uniwersalnego punktu dojścia rozwoju społecznego i godząc się na różne “ścieżki” rozwojowe. Uniwersalistami byli liberałowie, a po nich socjaliści, przekonani, że posiedli “klucz do świata”, wiedzą więc, w jakim kierunku powinien się on rozwijać. W arsenale konserwatyzmu z prawdziwego zdarzenia nie ma takiego poglądu.
Galadhorn, dnia 07.12.2007 o godzinie 12:15
Z tego co pisze TAO, Tolkien pasowałby raczej do konserwatyzmu europejskiego, nie-uniwersalistycznego.
Neokonserwatyści amerykańscy to nie tylko tzw. protestanccy chrześcijanie ewangelikalni (chyba o nich pisze TAO jako o “purytańskich chrześcijanach rodem z tzw. ‘Bible belt’”) ale też wielu amerykańskich katolików – związanych na przykład z czasopismem “First Things”, które od kilku numerów jest też tłumaczone na polski.
Gdybym miał znajdować paralele między wspólczesnymi katolikami, a katolicyzmem Tolkiena, to chyba najbliżsi by mu byli z polskiego podwórka katolicy z okolic pisma “Christianitas” (Marek Jurek, Paweł Milcarek). Co o tym myślicie? Raczej chyba nie ksenofobiczni katolicy z LPR, prawda? Raczej nie mało tradycyjni, a bardziej działający w duchu Vaticanum Secundum katolicy z Radia Maryja czy – na drugim biegunie tego nurtu – z “Tygodnika Powszechnego”? No bo jak sądzicie, jakie katolickie pismo czytywałby Tolkien, gdyby mieszkał w dzisiejszej Polsce?
dagobert, dnia 07.12.2007 o godzinie 15:25
błagam
Galadhorn, dnia 07.12.2007 o godzinie 15:28
Nie musisz w ogóle tego czytać, Dagobercie.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 15:14
Dziekuję za zwolnienie z obowiązku
Tallis Keeton, dnia 09.12.2007 o godzinie 15:17
Jakie pismo by czytał, na kogo by głosował, jaką frakcje by popierał, jakiego radia by słuchał? A cóż to za gdybanina? Co jeszcze wymyślimy co Tolkien mógłby robić dziś w Polsce? Podejrzewam, że pewnie by nawet nie był Tolkienem otoczony innymi warunkami, inaczej wychowany – może nie napisałby tego co napisał, może pisałby całkiem inaczej itp. Owszem z lektury Tolkiena i tekstów o Tolkienie odniosłam wrażenie, że Tolkien żyjąc dziś podkreślałby mocno pilne potrzeby ochrony środowiska i nawet by się tym może w mediach czy w wywiadach zajmował, wypowiadał czy lansował. Ale nigdy bym nie posądzała go o służalczą przynależność do jakiejś partii i lansowanie jej kursu. Czy to białych czy zielonych czy czerwonych czy jakichś inszych błaznów. Uważam, że był – wówczas, a może by był i dzisiaj – niezależnym filozofem i pisarzem, trochę outsiderem. Wskazującym wprawdzie na problemy i na możliwości ich rozwiązania ale nie podpinającym się pod jakieś partie czy frakcje polityczne.
poz
tal
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:26
Tallis, takim chciałabyś go widzieć. Chyba dlatego obawiasz się pogłębionej refleksji i badań źródłowych nad światopoglądem naszego pisarza. A nuż rzeczywiście okaże się konserwatystą, tradycyjnym katolikiem, wyborcą torysów, ale głosującym z zaciśniętymi zębami, bo wolałby, gdyby się dało, głosować na konserwatywno-anarchistyczną (
) partię monarchistyczną…
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:45
Dobra, możemy jechać. I intronizację jakiej dynastii? Żoliborskiej? Czy regencja interrexa?
Chciałbym widzeć minę Tolkiena na widok naszego episkopatu. Ja stawiam tezę, że jednego dnia by nie wytrzymał.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 20:54
Tolkien w listach pisał o marnych księżach i słabościach naszego Kościoła. I traktował to jako dopust Boży, który przyjęty z pokorą jeszcze bardziej zbliża wiernego do Pana. Opisywałem to kiedyś w różnych miejscach jako “Tolkienowskie Ćwiczenie Duchowe” – chodzić do kościoła z marnym księdzem i podłymi wiernymi, żeby tym mocniej ukochać to, co jest w czasie Mszy i w każdej innej sytuacji najważniejsze – Pana Boga.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:00
Jeśli tak, zwracam honor. Ale wówczas jego polskie ćwiczenie duchowe musiałoby sie skończyć na kanonizacji. Stąd tezę gdybologiczną modyfikuję: kolejny polski święty.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:06
Nie pomogę Ci w tej rozmowie, bo z zasady staram się wstrzymywać od mówienia źle o ludziach. Jeżeli już, to dobrze. Od krytykowania, potępiania itd. się odżegnuję, bo wiem, że nie jestem lepszy od innych.
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:11
Od krytykownia i potępiania itd. się odżegnujesz?
O?! To tak jak ja.
Galadhorn, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:21
Uściślijmy – od takiego traktowania, które podszyte jest potępianiem drugiego człowieka.
(Coś czuję, że jak tak dalej pójdzie, to tu również przekroczymy 100 komentarzy
)
dagobert, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:23
Każdy lubi mieć ostatnie słowo. Może to dlatego
Tallis Keeton, dnia 09.12.2007 o godzinie 21:55
Galu, niczego takiego się nie obawiam, jakby tak było to bym tu nie pisała.
Ty tego “potencjalnego” Mistrza i jego postawę w dzisiejszych czasach widzisz inaczej, twoje gdybanie jest inne, a moje gdybanie jest inne. Bo pewnie na co innego zwracam uwage, myslac o jego pogladach. Bo ja mysle, ze był takim pisarzem i uczonym, ktorego bardziej od polityczno – ideologicznych przepychanek obchodziłyby prawdziwe problemy. Choć oba nasze podejscia, oba gdybania są oparte być może na tych samych tekstach, to zapewne ty więcej takich tekstów przeczytałeś jak ja i twoj opis jego politycznych pogladów bedzie dokladniejszy. Choćby dlatego, ze dłużej sie zajmujesz tematem. Mówiąc o jego pro-ekologicznym możliwym nastawieniu chodzi mi nie o sferę polityczną ale tylko o to, że imo zająłby się tym problemem, chocby w wywiadach lub listach. O goły problem a nie o jego polityczny oddzwięk. A co do Tolkiena – zwolennika monarchii, imo wszyscy tak go widza, byc moze dlatego, ze byl wiernym poddanym korony, (a przynajmniej ja nie pamietam, by krytykował monarchie angielska za samo jej istnienie… A czy w ogole jakas krytyka sie pojawila – to znaczy poza tekstem o imperializmie?) a takze pewnie dlatego, ze z sympatia pisał o rzadach tego typu w swym literackim swiecie. To 2 tez jest waznym śladem, bo imo, gdyby chcial krytykowac czy obrzydzac ten ustroj to by w swym swiecie fantasy taka krytyke umiescił – przeciez nic prostrzego, jak wykorzystac swoj wlasny swiat literacki do oceniania idei politycznych. Czy był monarchista bo pisal o monarchii nie, imo byl monarchista bo pisal o niej dobrze, w sposob wyidealizowany. Jakby mu monarchia przeszkadzala opisalby ja odpowiednio, jak wspolczesni nam autorzy fantasy, bez brązownictwa. Jednak imo czesto wspomina sie te ślady świadczace o jego gustach politycznych, a jakby zapomina sie o zdaniu, ktore nalezaloby przypomniec sobie. W tej chwili nie pamietam dokladnie cytatu, ale jest to zdanie wyrażajace nadzieje, ze 2 wojnę wygra demokracja. Nie dyktatura, nie faszyzm, nie autorytaryzm, nie monarchizm, ale “siły demokratyczne.”
Byc moze tesknil za jakas idealna, oswievona, czy konstytucyhna monarchia, najlepij jeszcze sankcjonowana autorytetem Papiestwa, ale tesknota to jeszcze nie calosc pogladu – w realu pewnie wiedzial co sie sprawdza i imo poza byciem “anarchistą” w sensie pragnienia zniesienia wielu kontroli i przepisow, pozq byciem konserwatysta w sensie ukochania tego co tradycyjne i dawne, musial imo byc i demokrata skoro tak napisal – skoro chcial jej zwyciestwa a nie zwyciestwa czegokolwiek innego i do tego pisal ze bylby lepszym zelnierzem w 2 niz w 1 wojnie. Skoro uwazal ze lepiej by sie angażował w walke z tyrania, po stronie demokracji, niz sie wczesniej angazowal w walke z jednym imperium po stronie innego imperium to cos w tym musi byc.
Nie sadze, by sie dalo jego polityczne i ideowe poglady okreslic jednym słowem – wytrychem, jedna etykietka, zadne jedno słowo tu nie pasuje – ani monarchizm, ani anarchizn, ani konserwatyzm, ani ekologizm. Mysle, ze po prostu bral z kazdej z idei politycznych to co uznal za mądre, za słuszne. a moze tez nazywajac sie tskim czy innym mianem, chcial powiedziec w ten sposob cos o jakims konkretnym niedostatko,niedoskonalosci spoleczenstwa w jego czasach,cos jak powiedzenie,że 11 wrzesnia wszyscy bylismy Amerykanami albo,jak prezydent USA mowil,w Berlinie,ze jest Berlinczykiem? Kiedy Tolkien pisze,ze jest anarchista to chce zwrocic uwage na problem – bo przeciez nie popiera facetów z bombami. Na problem dokręcania śruby spolecznosci zaawansowanej, kontrola, nadzór, biurokracja, machina panstwowa itp. Wiec imo gdy pisze o monarchii, konserwatyzmie czy demokracji, moze byc tak samo rozumiany. Jestem X, bo dzieki uwazaniu sie za X wyrażam swe poparcie dla lub swoje wlasne opinie o problemie. Wiem, ze byl zwolennikiem malych ojczyzn a nie imperiow i unifikacja kulturowa byla mu zapewne wstrętna. Jednak wydaje mi sie, że jesli byl konserwatystą to raczej nie dlatego ze chcial nim byc ale dlatego, że byl katolikiem, a chcac nim pozostac nie mial za bardzo wyboru. Po prostu musial byc kons. jesli byl katolikiem, bo bycie liberalem po prostu jest z tym sprzeczne.
poz
tal
Zostaw komentarz