Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Orc writing system by Daniel Reeve
(The Hobbit movie)

Daniel Reeve is a freelance artist from Titahi Bay, New Zealand. He is most well known for the calligraphy and cartography in various film and television projects, including The Lord of the Rings and The Hobbit trilogies, Mortal Engines, Tintin, the Narnia movies, King Kong, Van Helsing, The Light Between Oceans, Krampus, Wellington Paranormal, The BFG, Dr Strange and others. Daniel does illustration and lettering work, and creates logos, fonts, tattoo designs, and other graphic art. See his website for more information.

From The Hobbit movie, in The Desolation of Smaug you should remember a scene in Bree when Gandalf shows Thorin a bounty offer for the capture of Thorin. I have asked Daniel, my friend, for explanation of this artifact with a special Orcish alphabet. Daniel wrote to me this:

For the orcs/goblins I invented a new alphabet. It was to look as harsh as possible; nothing pretty about it whatsoever. Like Goblintown itself, many of the goblin letters were borrowed and stolen from other races – Elves, Dwarves and Men (you can identify some of the similarities in the chart shown here). But I made the shapes untidy, and usually quite angular, so that they could be executed in straight(ish) strokes. I would deliberately mismatch the sizes of letters and the thicknesses of strokes, to enhance the crudeness.

I also invented a crude system for recording numbers, partly inspired by the abacus.

There were many set-dressing pieces of orc-writing scattered about the Goblintown sets.

My hero piece of orc writing was a bounty offer for the capture of Thorin: „For the head of the dwarf they call Oakenshield, 30 pieces of silver”.

I did several trials, in English language and in Black Speech (the language of Mordor), using both roman and goblin lettering. The final piece was in Black Speech (the text provided by an outside expert, David Salo), using my goblin lettering and number system.

I wrote it on several skins, using different kinds of acrylic and some props-maker’s „blood”, and in two scales (one for Gandalf, one for Thorin). It appears in the second movie, The Desolation of Smaug, when Gandalf meets Thorin in Bree.

BlackSpeechSkinHeroThe bounty offer for Thorin

Skins1More skins with Orcish letters – try to decipher them!

Orcish_Reeve2It looks like a heavy-metal band logo

Orcish_Reeve1

If you want, you can prepare your own Orc inscriptions. Send them to us!

Shire Calendar 2021 (1498)

Co jakiś czas przygotowujemy dla Was kalendarze. Na naszym Elendilionie już 24 grudnia znajdziecie najnowszy kalendarz Shire’u na rok 2021 (czyli 1498 Ery Shire’u). Oto on!

Every now and then we prepare calendars for you. On December 24 you will find the latest Shire Calendar for 2021 (i.e. 1498 of the Shire Reckoning) on our Elendilion website. Stay tuned to us, because here it is!

DOWNLOAD SHIRE CALENDAR 2021

cal1 cal2

Project Northmoor aby ratować Dom Tolkienów!

projectnortmoor_logoJuż jutro popołudniu rusza niezwykły Projekt! Project Northmoor. Wypatrujcie wieści ok. 16.30 naszego czasu. Elendilion będzie w tym partycypować! Zobaczycie już jutro film z udziałem Martina Freemana (Bilbo Baggins), Iana McKellena (Gandalf), Johna Rhyse-Daviesa, Annie Lennox i in., a w „credits” będzie też Galadhorn odpowiedzialny za tłumaczenie na quenya i Czarną Mowę. I ogłosimy coś bardzo ważnego!

Szukajcie też wieści na: @ProjNorthmoor (Twitter) projectnorthmoor (Instagram).

A hashtagi to: #FellowshipOfFunders #SaveTolkiensHome #TeamTolkien

projectnortmoor

Runa nad runami

Oto uniwersalna runa, narysowana przez Tolkiena w liście do Rhony Beare, swoista „Runa Nad Runami”. Znak ten zawiera w sobie wszystkie w zasadzie runy germańskie (ale też runy Cirth). Grafikę poniżej na podstawie listu nr 245 narysował Galadhorn (poniżej nazwisko Tolkien zapisane runami anglosaskimi, takimi jak w Hobbicie):

runa_runami runa_runami1Grafika i zdjęcie – Galadhorn

Zachęcając naszych Czytelników i Gości do pisania własnoręcznie życzeń bożonarodzeniowych (patrz nasz ostatni wpis) pozwalamy sobie pokazać dziś specjalny zestaw run, które Tolkien wymyślił do pisania odręcznego. Runy pierwotnie służyły do wycinania w drewnie – stąd ich kanciaste kształty. Ale Tolkien przedstawił w latach 20. zestaw run do pisania piórem, z wielkimi i małymi literami. Oto dwie strony z archiwalnego numeru Parma Elalamberon nr 15 (2004):

runy_kursywa

Jak napisać życzenia świąteczne po elficku?

Marienna! Elendilion ma dziś dla Was coś specjalnego. Mniej więcej za miesiąc będziemy obchodzili kolejne Boże Narodzenie, którego odpowiednikiem w Śródziemiu jest święto Yule, czyli Gody (o metodzie przeliczania dat, którą nazywam Reformą Naszego Kalendarza, przeczytasz tutaj; zgodnie z naszą metodą 25 grudnia = 2. Yule = Nowy Rok w Rachubie Shire’u). Chcielibyśmy pomóc Ci napisać życzenia świąteczne, które zaskoczą i ucieszą każdego miłośnika książek Profesora Tolkiena. Chcemy pokazać Ci, jak zapisać je w językach quenya i sindarin pismem tengwar i runami cirth. Użyj tych porad przy pisaniu swoich kartek (i wróćmy do tego pięknego zwyczaju!).

Życzenia Elfickie na Boże Narodzenie (Gody) (plik PDF)

A przy okazji zachęcamy Cię do wsparcia tej strony i badań #TolkienAncestry dołączając do Patronite!

kartki

Literacki Sopot z Tolkienem!

Strona internetowa Literackiego Sopotu 2019

[Z materiałów prasowych imprezy Literacki Sopot 2019:]

logo„Hello Sopot!

W tym roku w dniach od 15 do 18 sierpnia nadmorski Sopot stanie się centrum literatury i kultury brytyjskiej. Festiwal Literacki Sopot odwiedzą światowej sławy pisarze, dziennikarze, publicyści, autorzy komiksów. Każdy miłośnik dobrej literatury znajdzie coś dla siebie w bogatym programie spotkań, debat, warsztatów, pokazów filmowych, czytań performatywnych i spektakli. Literacki Sopot odbywa się od 2012 roku, zawsze w drugiej połowie sierpnia. Każda edycja to spotkanie z literaturą i kulturą z innego kręgu językowego. (…)”

Tegoroczna edycja Literackiego Sopotu to edycja brytyjska, a „gośćmi festiwalu będą wyraziste i niezależne osobowości, które nie tylko piszą książki, wyróżniane światowymi nagrodami, ale przede wszystkim angażują się w działania społeczne, sprzeciwiają panującym zasadom oraz starają się realnie wpływać na kształt społeczeństwa.”

Czytelników Elendilionu zaciekawią na pewno dwa duże punkty tolkienowskie w programie [cały program tutaj] Literackiego Sopotu.

W piątek 16 sierpnia o godz. 17.00 w Muzeum Sopotu:
Gdańscy i pruscy przodkowie J. R. R. Tolkiena”
Ryszard Derdziński
| prowadzenie: Dorota Karaś

W sobotę 17 sierpnia o godz. 13.00 w Sopotece:
Tolkien. Pisarz XX wieku
– Katarzyna Mroczkowska-Brand
, Michał Leśniewski
| prowadzenie: Szymon Pindur

AdobeStock_226562339

Odkrycie listu Tolkiena!
Profesor o swoich przodkach z Polski

Copyright by The Tolkien Estate Limited 2019

bracia

Daniel i Benjamin Tolkienowie, Gdańsko-Londyńscy Bracia
(rys. Nimwen)

Kilka dni temu Ryszard Derdziński („Galadhorn”) dzięki swoim badaniom nad genealogią rodziny Tolkienów (#TolkienAncestry) i dzięki korespondencji z Tolkienami z USA odkrył nieznany wcześniej list Profesora z marca 1951 roku. Jest to niezwykły list, w którym Profesor obszernie dzieli się swoją wiedzą na temat pochodzenia swojej rodziny. Po raz pierwszy widzimy, że Tolkien zdawał sobie sprawę z tego, że jego przodkowie przybyli do Anglii w XVIII wieku z ówczesnej Polski, co wcześniej udało się odkryć Galadhornowi. Tolkien w wielu sprawach się mylił (nie wiedział np. że przodek przybyły do Anglii nazywał się John Benjamin Tolkien i żył w latach 1752-1819, że był zegarmistrzem i sprzedawcą porcelany, że przybył w ślad za starszym bratem Danielem Gottliebem itd.), ale podał też wiele szczegółów, które wymagają dalszego zbadania (dotyczących herbu Tolkienów itd.). Oryginał listu z komentarzem podano na blogu Galadhorna pt. Tolknięty (patrz tutaj). My publikujemy polski przekład listu. Zapraszamy do wpisywania Waszych komentarzy. To pierwszy tak długi list Tolkiena, który udało się odkryć w ostatnich latach.

Copyright by The Tolkien Estate Limited 2019
___________________________________

Merton College
Tel. 2259 – Oksford

Piątek,
30 marca, 1951

Droga Pani Tolkien!

Dziękuję za Pani szczególnie interesujący list datowany 20 marca, który otrzymałem w zeszłą środę.

Muszę stwierdzić, że prawie na pewno jesteśmy spokrewnieni (jesteśmy kuzynami trzeciego stopnia) z powodów, które wyjaśnię później. Będę bardzo wdzięczny za każdą porcję nowych informacji, której mogłaby Pani dodać na temat gałęzi rodzinnej Pani męża (z datami, jeżeli to możliwe – przynajmniej z datami urodzenia) [1]. Mój syn, Michael, szczególnie interesuje się historią rodziny; zbyt późno jednak – niestety – zajęliśmy się nią, gdy większość tradycji została zapomniana, a jedynie wydatek większej niż mamy ilości czasu i pieniędzy dałby możliwość kolejnych odkryć. Zaś dwie katastrofy wojenne spowodowały, że z pewnością wiele przepadło na zawsze (Lipsk [na przykład] został poważnie zniszczony; obecnie nie ma do niego dostępu). Ponieważ mój ojciec zmarł w Afryce, gdy miałem cztery lata (w 1896), wychowywała mnie rodzina mamy, a główne depozytariuszki rodzinnej tradycji i historii (siostry mojego taty) zmarły zanim zdołaliśmy zapisać to, co wiedziały.

To co pisałem o pewności co do naszego pokrewieństwa oparte jest o następujące fakty: (1) zachowana u Państwa tradycja, która mówi, że Wasza gałąź rodziny wywodzi się od przodka narodowości angielskiej; (2) forma zapisu (jak Pani zauważyła); (3) fakt, że jak się dowiedziałem istniała nowa gałąź Tolkienów osiadła w Plymouth, i z tego miejsca nastąpiła emigracja do Ameryki [2]; (4) o ile wiemy jedynym Niemcem tego nazwiska [Tolkien], który emigrował do Anglii był nasz przodek, podczas gdy (5) zapis Tolkien został zaadoptowany tylko przez naszą rodzinę (prawdopodobnie przez mojego pradziadka) jako miara anglicyzacji – a wcześniejsza forma zapisu niemieckiego to TOL[l]KIEhN. (Jako takie, jest jedynie formą niemieckiego przymiotnika tollkiehn „popędliwy”; ale wiele niemieckich nazwisk ma znaczenie pejoratywne.) [3]

Rodzina [Tolkienów], zgodnie z tradycją, należała do szlachty z Saksonii (z Lipska). Nazwisko to trafiło także do Polski (prawdopodobnie w czasach unii koron Polski i Saksonii) i ucierpiało w wyniku pruskiej agresji. [4]  Po inwazji pruskiej (z mniej więcej 1746) nasi bezpośredni przodkowie uciekli (choć co najmniej jeden z członków rodziny został skazany przez Prusaków na śmierć za opór) i tracąc swoje posiadłości uciekli do Anglii z synkiem, wtedy małym dzieckiem [5]. Emigranci szybko stali się bardzo „brytyjscy” i porzucili język niemiecki, zachowując jedynie swoją antypatię do Prus (która to antypatia długo trwała w Saksonii!).

Rodzina imigrantów mieszkała zapewne pierwotnie w Londynie, ale mój dziadek przeniósł się do Birmingham. Na modłę niemiecką głównym fachem rodziny była muzyka i rzemiosło – choć istniała w nich też ‚morska tęsknota’ (wynikająca zapewne z angielskich małżeństw). [6] Mój najstarszy stryj był żeglarzem. Tolkienowie w Anglii zwrócili swoje zainteresowania ku zegarom i pianinom. Wciąż można zobaczyć nazwisko Tolkien (Henry’ego Tolkiena) [7] na starych zegarach stojących i na pianinach Tolkien, które kiedyś były znane w kraju, szczególnie pianinach J. B. Tolkien, które wytwarzał mój dziadek. Swego czasu był on [dziadek] majętnym człowiekiem, ale nie miał smykałki do biznesu, a był radykalnym baptystą i nie wolno mu było parać się musicalami i chodzić do teatru. [8]  Był kochanym starszym i ubogim mężczyzną w latach dziewięćdziesiątych [XIX wieku], gdy osobiście mogłem go poznać.

Towarzysząca [listowi] tabela [9] pokazuje, jak niewiele więcej obecnie wiemy, a także ukazuje rodzaj naszego pokrewieństwa, jak go odgaduję. Mogę jednak dodać dwa następujące punkty: Tradycja, że najstarszy syn zawsze nosi imię Johann albo John [Jan], która wróciła też do mnie, ponieważ mój najstarszy stryj, John Tolkien, żeglarz, nie miał synów [10]; u stryja istniała tradycja herbu rodzinnego. Mówiło się, że miał był on czy też miał być następujący – błękitna tarcza z dwoma złotymi szewronami i 5 złotymi gwiazdami, trzema nad i dwiema pod. W klejnocie półgryf. Nie opisuję tego herbu w technicznej terminologii heraldycznej, bo jest on niepewny (i przede wszystkim niemiecki). Klejnot wywodzę z odbicia pieczęci z sygnetu mojego ojca; motto miało brzmieć „Fest und Treu”. [11]

Choć rodzina stała się w ciągu 200 lat angielska, nie wydaje się, żeby się jakoś bardzo rozrosła. Nazwiska tego nigdy lub prawie nigdy nie spotyka się w książkach adresowych i telefonicznych! A gdy przez przypadek natknąłem się na nie, to zawsze okazywało się, że spotkałem całkiem bliskich krewnych.

Jeśli o mnie chodzi, urodziłem się w Bloemfontein w Wolnym Państwie Orania w 1892; jako chorobliwe dziecko słabnące w czasie upałów, zostałem wysłany z moją mamą i maleńkim braciszkiem z powrotem do Birmingham w 1895, a mój ojciec zmarł z powodu zaniedbanej gorączki w czasie nieobecności mojej matki w 1896. Nie zdążył zatem uciec przez straszną Wojną Burską, która rozpoczęła się wkrótce potem. Mieszkałem w Birmingham aż do 1911, a w służbie wojskowej pozostawałem przez całą wojnę 1914 roku aż do 1918. Większość życia przeżyłem tutaj, w Oksfordzie; jako student w latach 1911-1914 i jako „don” w latach 1919-20 – i od 1925 aż do dziś. (Przez 5 lat pracowałem na Uniwersytecie Leeds.) Od 1945 jestem profesorem języka angielskiego i literatury w Merton College w Oksfordzie, po tym jak przez 19 lat byłem profesorem staroangielskiego. Jestem mało płodnym pisarzem, bo większość mojego życia spędziłem czytając i organizując. Nie będę kłopotał Pani sprawami technicznymi (dotyczącymi średniowiecza i filologii). Hobbit, napisany 20 lat temu i opublikowany w 1937, przyniósł mi niewielką sławę. Opublikowano go w Houghton-Mifflin na ulicy Park Street nr 2 w Bostonie, które to wydawnictwo wydało też krótszą opowieść pod tytułem Rudy Dżil. Muszę do nich niedługo napisać i pozwolę sobie poprosić ich, żeby wysłali Państwu egzemplarze.

Mam nadzieję, że te szczegóły nie były nużące. Pani list wyślę mojemu synowi, Michaelowi, którego to zainteresuje. Z naszej strony nie znudzi nas żadna ilość danych na temat rodziny. Mamy też innych krewnych w Stanach; pewien kuzyn mojej żony o nazwisku Herdman wyemigrował do Teksasu. Jego syn zadzwonił do nas, gdy z wojskiem amerykańskim zawitał do Anglii.

Życząc samego dobra Pani i Pani Mężowi oraz Dzieciom.

Z poważaniem,

J. R. R. Tolkien

P.S. Mój najdawniejszy i najbliższy przyjaciel jest dużo bardziej płodny [literacko]. To C. S. Lewis, którego sława wydaje się, że rozlała się szeroko.

_____________________

jrrt szerokie szewrony Cu

Rekonstrukcja herbu opisanego przez Tolkiena – najbliższy mu jest herb dolnośląskiej rodziny Neumann

Przypisy

[1] W wyniku badań udało się Ryszardowi Derdzińskiemu określić, że Florence Albertina Tolkien, z domu Zetterstrand (1890-1962) była żoną Charlesa Embury Tolkiena (1883-1961), syna Charlesa Edwina Cuthberta Tolkiena (1852-1884) i wnuka Jamesa Tolkiena (1800-1855). James Tolkien (o którego burzyliwym i awanturniczym życiu przeczytacie na blogu Galadhorna – tutaj) był synem pochodzącego z Gdańska Daniela Gottlieba Tolkiena (1746-1813). Brat Daniela Gottlieba Tolkiena, Johann (John) Benjamin Tolkien (1752-1819) był prapradziadkiem J. R. R. Tolkiena. A zatem wspólnym przodkiem Tolkienów z USA i Profesora Tolkiena z Oksfordu był ojciec Daniela i Benjamina, Christian Tolkien (1706-1791), urodzony w Prusach w Krzyżborku, a zmarły w Gdańsku. Christian Tolkien (jego życiorys na blogu Tolknięty) był gdańskim artylerzystą i mieszkał z rodziną w części miasta zwanej Petershagen (Peterszawa), dziś Zaroślak przy dawnej ulicy Letzte Gasse (inaczej An der Radaune nr 28) – tutaj przeczytasz o domu rodzinnym Tolkienów w Gdańsku.

[2] Wspomniany wyżej James Tolkien był przez pewien czas (ok. 1831) burmistrzem w Teignmouth w Devonie, między Plymouth i Exeterem (patrz tutaj).

[3] Galadhornowi udało się udowodnić błędne wnioskowanie Profesora Tolkiena. Forma zapisu Tolkien istniała w Prusach i Gdańsku na długo przed migracją do Anglii i była pierwotna w stosunku do mocniej zniemczonych form, które pojawiają się równolegle w dokumentach dopiero w XVIII i XIX w.: do form Tollkühn, Tollkiehn i in. W rzeczywistości nazwisko Tolkienów jest pochodzenia bałtyjskiego i wywodzi się od formy patronimicznej Tolkin „potomek Tolka, czyli pruskiego tłumacza” albo od pruskiej i poświadczonej w okolicy, gdzie mieszkali najdawniejsi przodkowie Profesora nazwy miejscowej Tolkeim „wieś tolka-tłumacza”. Wywodzenie nazwiska od przym. tollkühn to „etymologia ludowa”, o czym Profesor Tolkien nie wiedział.

[4] Zgodnie z ustaleniami historycznymi Ryszarda Derdzińskiego, Tolkienowie pochodzili z Prus krzyżackich, później Prus Książęcych, a w końcu z Królestwa Prus, z małego miasta Krzyżbork (niem. Kreuzburg), gdzie potwierdzeni bezpośredni przodkowie Profesora mieszkali od co najmniej końca XVI wieku. Tolkienowie byli tzw. „małymi wolnymi pruskimi”. Potem występują jako mieszczanie-rzemieślnicy, a także jako wolni sołtysi prawa chełmińskiego. Skąd u Profesora Lipsk? Może stąd, że pewien prof. Johannes Tolkiehn (1865-1933), filolog klasyczny z Królewca (w istocie daleki kuzyn Profesora Tolkiena, bo wspólnym przodkiem obu profesorów był Christianus Tolkien, piekarz z Krzyżborka żyjący w latach 1677-1746) wydawał swoje książki właśnie w Lipsku. Rodu Profesora nie należy mylić z rycerzami w Prusach, rodem Tolk von Markelingerode. Wg ustaleń Galadhorna ci ostatni przybyli do Prus z Saksonii w XIII wieku, z okolic miasta Wernigerode w Górach Harzu.

[5] Jak ustalił Derdziński Daniel i Benjamin Tolkienowie, bracia z Gdańska, uciekli do Anglii w okresie tzw. „plag pruskich” (ok. 1770 r.). Ich ojciec, Christian oraz stryj Michael podlegali przesłuchaniom i aresztowaniu jako Prusacy, którzy w latach 20. XVIII w. zbiegli z Królestwa Prus do Gdańska. Być może syn (lub synowie) Michaela Tolkiena zostali przez Prusaków zabici.

[6] Tu pośrednio widzimy, że Profesor nie znał nazwy miasta w Polsce, z którego przybyli do Anglii Tolkienowie. A był to port morski i miasto handlowe Gdańsk. Morskie tęsknoty mogły być śladem nadmorskiego pochodzenia Tolkienów!

[7] Tu Tolkien znowu się myli. Zegary tworzył jego prapradziadek, przybyły z Gdańska John Benjamin Tolkien (1752-1819). Profesor zdaje się nie zdawać sobie sprawy z tego, że w Londynie zachował się nawet nagrobek tego ważnego przodka (znajduje się on na dysydenckim cmentarzy Bunhill Fields blisko metodystycznej Kaplicy Wesleya). Henry Tolkien (1814-1855), syn George’a Tolkiena (1784-1840 – pradziadek Profesora) i wnuk tamtego Johna Benjamina wytwarzał w Londynie nowatorskie pianina.

[8] Jak ustalił Derdziński, Tolkienowie byli w Prusach i Gdańsku pietystycznymi luteranami, a w Anglii pod wpływem herrnhutyzmu i metodyzmu stali się raczej independystami (kongregacjonalistami), zwanymi też pedo-baptystami (baptystami chrzczącymi dzieci). Mieli też związki z teatrem i musicalami. Pradziadek J. R. R. Tolkiena był śpiewakiem (bas) w Theatre Royal przy Drury Lane, gdzie – o Opatrzności! – kilka lat temu grano słynny musical Władca Pierścieni (w tamtym czasie ani władze teatru, ani fandom tolkienowski nie wiedziały o związkach rodziny Tolkienów z tym teatrem).

[9] Niestety nie zachowała się.

[10] Zgodnie z ustaleniami Derdzińskiego stryj Profesora, John Benjamin Tolkien (1845-1883) był też sprzedawcą muzyki, stroicielem pianin, kompozytorem i reporterem prasowym. Był też masonem, twórcą hymnu masońskiego United Ever (patrz tutaj). Tradycja nazywania najstarszego syna Janem Baniaminem narodziła się dopiero w Londynie. Ograniczała się tylko do potomków pochodzącego z Gdańska prapradziadka Profesora, Johanna Benjamina Tolkiena (1752-1819).

[11] Zawołanie „Fest und Treu” („Wytrwały i wierny”) wydaje się mocno związane z tematyką książek Tolkiena, gdzie wytrwałość i wierność kojarzą się z postawą szlachetnych bohaterów jak Faramir i Sam Gamgee, z Wiernymi z Númenoru, z imieniem Voronwë itd.

Simbelmynë nr 2/31, zima 2019 – już jest!

sn31

Simbelmynë
[pdf, 6 MB, DOWNLOAD!]
tadui #2 (31), rhîw (zima/winter) 2019 (75 CE)

Treść (Contents)

Głos z Moczarów, str. 4
Historia znajomości prof. Pełczyńskiego z prof. Tolkienem – Szymon Pindur, str. 6
Moje wspomnienia o J. R. R. Tolkienie – prof. Zbigniew Pełczyński, str. 7
My J. R. R. Tolkien Memories – Professor Zbigniew Pełczyński [pdf], str. 11
Ogniomistrz Christian Tolkien i jego gdańska rodzina – R. Derdziński, str. 17
Recenzje Władcy Pierścieni – prof. Przemysław Mroczkowski, str. 29
Bibliografia opracowań tolkienowskich – Wojciech Kubicki, str. 37

Apocrypha:

Elegia nargothrondzka – Erulissë, str. 47
Perła – Wilwarin, str. 49
Tol Sirion – Erulissë, str. 53
Ciało – Wilwarin, str. 62
Strażnik – Wilwarin, str. 76

Ilustracje (Artwork)

Nimwen, artystyczna interpretacja herbu Tolkienów (wg Mülvestedta) okładka
Nimwen, str. 16, 28, 36, 46
Tom Loback, str. 4, 10, 35, 45
Adaneth, str. 2, 6

___________________________

Przeczytaj resztę wpisu »

Shire Calendar 2019 (download!)

As this year’s Christmas present we present our Shire Calendar for 2019 (1396 S.R.) in which the Gregorian dates are translated into the dates of the Shire Reckoning according to the Reform of Our Calendar which is based upon Tolkien?s calculations published in Ch. Scull and W. G. Hammond’s A Reader’s Companion, p.p. xlv-l (note that our 25 December is the equivalent of 2 Yule or New Year’s Day like it was in the Catholic reckoning in mediaeval England). Our calendar?s order is borrowed from the publication of Steve Pillinger from 1981 to 1982 about which you can read on Tolkien Gateway.

The Calendar with illustrations by Ryszard „Galadhorn” Derdziński can be downloaded in the PDF format. Note the use of the Elvish letters and numerals (in the decimal system) according to Tengwar mode for Westron (English).

cal2019a

Shire Calendar 2019 (PDF – DOWNLOAD!)

Very best wishes for Yule!

Przemysław Mroczkowski
Powrót Króla (1964)

Przepisaliśmy dla Was ostatnią z recenzji Władcy Pierścieni, które napisał „polski Inkling”, profesor Przemysław Mroczkowski. Serdecznie dziękujemy redakcji Więzi za przekazanie nam do „druku” tego ważnego tekstu, chyba najciekawszej z serii recenzji „baśni o prawdach”. Dobrej lektury!

Wieź, nr 2 (70)/1964, str. 97:

POWRÓT KRÓLA
Przemysław Mroczkowski

wiez1964Co może nas obchodzić powrót króla, którego nigdy nie było? Teraz, w wieku prozaicznych demokracji, maszyn prawie wszechwładnych i bardziej jeszcze prozaicznych? A jednak ludzie rozkupują trzeci tom baśniowej trylogii J. R. R. Tolkiena „Władca Pierścieni”, pt. „Powrót Króla”, tak jak rozkupywali poprzednie.

Chcą się jednak dowiedzieć, czy dzielny Frodo, niosący z krainy „ludzików” przedziwny pierścień, którym zawładnięcie ma rozstrzygnąć o losach świata, zdołał go ostatecznie uchronić przed wpadnięciem w ręce Czarnego Pana Przekleństwa, chcą się dowiedzieć, jak zakończyła się olbrzymia wojna między niewolnikami Czarnego Pana a koalicją ludzi, elfów, karłów itd., broniącą życia zgodnego z naturą, rozsądku, obyczaju, uśmiechu, pieśni. I oksfordzki profesor opowiada im o tym, prowadząc ich jeszcze raz przez krajobrazy piękna i grozy, sceny przyjaźni, napięcia, triumfu ku ostatecznemu spełnieniu oczekiwań wielu znękanych ludów. Jak czytelnicy wiedzieli z poprzednich tomów, jedynym wyjściem z prawie beznadziejnej sytuacji dla sług Dobra było zniszczenie pierścienia (dającego władzę!) upragnionego przez Władców śmierci, i to w ogniu płonącym w samym sercu ich krainy. W trzecim tomie Frodo, w śmiertelnych zmaganiach ostatniej minuty dokonuje tego dzieła; kraina zniszczenia zapada się w otchłań, a rycerze dobrej sprawy wracają wśród rosnącego śpiewu do zagród pokoju i Wielki Król może objąć na nowo dziedzictwo świata godnego ludzi (czy choćby ludzików – „hobbitów”).

Z ukazaniem się po polsku ostatniego tomu niezwykłej trylogii Tolkiena czas na spojrzenie perspektywiczne na to zjawisko literackie i na jakiś bilans, choćby cząstkowy. Co otrzymaliśmy od przedstawiciela angielskiej literatury w tym dziele? Czy jest to jakiś cenny element wymiany między narodami „w dziedzinie tworów ducha ludzkiego”?

Jak już działo się to wyraźnie w poprzednich tomach, Tolkien wywołał swoim twórczym zaklęciem wizję pięknego i dzielnego świata. Zrobił to z ogromną siłą sugestii, skoro przełamuje ona u tak wielu opory w stosunku do tego rodzaju twórczości. Urzekł ich akcją pełną przygód, barwą, poezją. Dzięki temu uniósł czytelnika w świat własny, w swoim rodzaju jedyny. Z drugiej strony świat ten osnuty jest na wiedzy uczonego, wiedzy na temat mitologii germańskiej i celtyckiej; stanowi indywidualne wprawdzie przetworzenie, ale przetworzenie jakiejś wspólnej spuścizny, skarbca pojęć i obrazów, którymi żyła ongiś połowa Europy, ba skarbca pojęć i obrazów całych minionych kultur żyjących naturą, rytuałem, układem określonych norm etycznych. Jest to rodzaj daru dla ludzi epoki, w której te wszystkie sprawy w najlepszym zbladły i przemieszały się. Innymi słowy księga jest ważna nie tylko jako utwór literacki, ale jako dokument pewnych postaw, charakterystycznych dla starszych faz angielskiej czy wszelkiej tradycji.

Niemniej trzeba jak najpełniej zrozumieć i uwzględnić opory, jakie wywołuje baśniowy kształt opowieści Tolkiena. Księgi te zyskują sobie równie entuzjastycznych czytelników-wielbicieli, co zaciętych wrogów. Graham Greene, standardowy naturalista dzisiejszej literatury powiedział mi kiedyś, że nie chce wręcz brać do ręki tego rodzaju „akademickiej fantazji”. Trzeba uznać, że kwestia gustów nie da się rozstrzygać przez dyskusję. Można natomiast podyskutować nie na temat gustów, a postaw, których przedstawiciele posługują się argumentacją racjonalną.

Dlaczego miałoby się odmawiać praw wyobraźni w twórczości literackiej, która cała na wyobraźni się wspiera? I dlaczego realizm, którego psychika ludzka istotnie w jakimś sensie się domaga, miałby polegać tylko na odkalkowaniu najbardziej potocznych i zewnętrznych doświadczeń? Zapewne, Arystoteles miał chyba rację, że wszelka sztuka jest naśladownictwem, mimesis, ale czy nie może to także być „naśladowanie” sytuacji, w których autor się nie znalazł, a nawet nie mógł znaleźć, zwłaszcza jeżeli przy tej okazji zakomunikuje coś prawdziwego wewnętrznie?

Szczególnie chciałbym odrzucić argument, ujmowany w słowach, że „to się wydaje takie dalekie”. Proszę sobie przypomnieć jakieś spotkanie w górach, wśród słońca, żywą dyskusję czy bardzo osobistą rozmowę o „wielkich sprawach w życiu” i jakie to się nam wydawało potem odległe wśród codziennej szarzyzny stołów konferencyjnych, dymu z papierosów, prozaicznych kłopotów z dziś na jutro. Czy przez to przeżycie – tamto było koniecznie mniej prawdziwe lub mniej ważne? Czy nie jawiło się jak jakaś kąpiel psychiczna, choćby w pamięci nieco zatarta?

Osobiście głosuję za taką odnową poczucia przygody, zwłaszcza przygody podjętej w imię wartości jakichś spraw w życiu i świadomości spojrzenia na świat odmiennego od spojrzeń dla nas najłatwiejszych. Czyż nie powiedziano, że kultura zaczyna się od zrozumienia czasu innego niż nasz własny?

Udany przekład Marii Skibniewskiej umożliwia to doświadczenie, ożywcze dla dorosłych i mniej dorosłych.

Przemysław Mroczkowski

← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →