Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Kod Reginalda*?

[*Reginaldus to łaciński odpowiednik imienia Ronald]

Gdy jedni autorzy piszą o twórczości Tolkiena jako dziele arcykatolickim, a inni znęcają się nad nim, jako nad (jakże modny to dziś termin) »zagrożeniem duchowym« (np. Robert Tekieli w Gazecie Polskiej, oskarżający opus Tolkiena o propagowanie magii), Elendilion pokaże jeszcze inną możliwość interpretacji. Napiszemy dziś o wpływie teozofii i antropozofii na życie i twórczość Inklingów.

Przeczytaliśmy dla Was dwa ciekawe teksty: wywiad z Owenem Barfieldem (jednym z Inklingów, którego książka Poetic Diction miała wielki wpływ na Lewisa i Tolkiena, oraz ich postrzeganie mitu i języka) przeprowadzony 25 marca 1994 r. przez Niemkę, Astrid Diener (Mythlore nr 78 – wolumin 20, nr 4, zima 1995) oraz wykład pt. „Hermetic Imagination: The Effect of The Golden Dawn on Fantasy Literature” (‚Hermetyczna wyobraźnia: wpływ Zakonu Złotego Brzasku na literaturę fantasy’) Ch. A. Coulombe’a w Proceedings of the J.R.R. Tolkien Centenary Conference. Obydwa teksty są źródłem ciekawych informacji na temat wpływu teozofii, antropozofii, Złotego Brzasku i gnozy na niektórych Inklingów. Podkreślam słowo „niektórych”, bo jak wynika z tekstów C.S. Lewis i J.R.R. Tolkien byli odporni na takie wpływy. Osoby, które w gronie Inklingów interesowały się takimi rzeczami to Owen Barfield (wieloletni antropozof) i Charles Williams.

Barfield w wywiadzie opisuje wielki opór przed antropozofią Steinera u Lewisa:

Jego reakcja na myśl antropozofii to w pewnym sensie tragedia (…)

Barfield twierdzi, że Lewis nie cierpiał tego światopoglądu, bo sam w młodym wieku interesował się… okultyzmem. Barfield mówi:

Jego reakcja na antropozofię była fatalna (…). Wynikało to z faktu, że we wcześniejszym okresie swojego życia był czas, gdy pociągał go dość mocno okultyzm w złym znaczeniu tego słowa, w który to okultyzm weszli niektórzy teozofowie – tak myślę. Jego pociąg do okultyzmu był jednak nieszczery. I reagował na tą tematykę z wielkim impetem. Bo myślał, że wszystko to znowu powróci w antropozofii (…).

a dalej mówi tak:

No tak, rzeczywiście. Lewis przeżył wielką zmianę – to, co nazywał swoim nawróceniem.

Przeczytaj resztę wpisu »

Recenzja Hobbita 3 i flame on

Rozpoczynamy publikację rozmaitych recenzji ostatniej odsłony filmowego Hobbita, które nasi Czytelnicy publikują w wiadomościach do nas. Wprawdzie samą hobbicką trylogię filmową uznajecie za udaną (dostała od Elendilich ocenę: dobry+, wyniki sondy znajdziecie tutaj), ale jest też dużo bardzo krytycznych recenzji. I te się czyta najciekawiej, bo są najbardziej kontrowersyjne? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach

#hobbit #onelasttime #where #is #my #tolkien #jackson #saruman

Dawid Wojtkowiak



Przypadkiem zdarzyło się tak, że w 123. urodziny profesora Tolkiena wylądowaliśmy w kinie na Bitwie Pięciu Armii. W przeciwieństwie do poprzedniej części, którą nota bene widziałem w całości dopiero kilka tygodni temu, część trzecią zdecydowałem się obejrzeć na świeżo.

Będzie znacznie krócej niż się spodziewałem, bo ostatecznie nie ma na czym oka zawiesić. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, czy to ja się zmieniłem tak bardzo przez te 10 lat od premiery Władcy, czy też może ten film jest tak absurdalny.
Nie będę się rozwodził nad samą kwestią różnic pomiędzy książką a filmem; to wychwyci każdy, kto ową książkę przeczytał, a nie jest to większy wysiłek od spędzenia tych niespełna 8 godzin przed dużym ekranem.

Jedną z najpiękniejszych rzeczy, które ‘uprawiałem’ przed premierą Władcy Pierścieni to wizualizacja tego co było w książce. Obrazy, dialogi, postacie, muzyka i wszystko inne, co tak pięknie autor przedstawił w powieści. Film Hobbit dostarczył niesamowitych trudności w odnalezieniu tej samej przyjemności. Nie bałbym się stwierdzenia, że 2/3 trylogii to sceny zupełnie abstrakcyjne, gmatwające i okradające film z klimatu.

Wiadomo było, że pojawią się członkowie Drużyny Pierścienia, wiadomo było też, że scenarzyści będą starali się przenieść na ekran te sceny z Niedokończonych Opowieści, które stanowią swego rodzaju tło wydarzeń z Wojny o Pierścień. Skąd jednak pomysł na totalną nadbudowę nadinterpretacje i kicz?

Bitwa Armii dostarczyła mi kilku ładnych scen; zaczynając od smoka nurkującego nad miastem zalewającego je potokami ognia (nadal nie wiem czemu druga część nie skończyła się tymi wydarzeniami zamiast budować 45 minutową scenę zabawy w chowanego po labiryntach Ereboru), ciekawe było także samo zawiązanie tytułowej bitwy – zatarg Thorina z elfami pod bramą oraz nadejście krasnoludów i zasadzka Azoga tfu Bolga (książkowy Azog oczywiście wąchał kwiatki od spodu już od wielu wielu wiosen), dokładnie tak sobie to wyobrażałem! Podobnie i zakończenie, schludne, treściwe i oparte na książce z puentą nawiązującą do znanych nam scen z Drużyny.

Co więc poszło nie tak? Otóż cała reszta. Film uważam za absolutnie przeciętny pod każdym względem. Bezmyślna akcja za akcją, przeplatające się watki pogoni, pojedynków, łez i nadęte dialogi budują obraz, który jest pstrokatym i kiczowatym balonem rosnącym z każdą minutą i co przykre, gdy ostatecznie ten wielgachny balon pęka zostajemy w ręce z kilkoma strzępkami gumy. To, co było w filmie ważne i znaczące przestaje nim być. Śmierć ukochanego Thorina i reszty przechodzi zupełnie bez echa (vide Drużyna Pierścienia – Boromir).

Nie da się z tej prostej historii, opartej na schemacie podróż – skarb – smok zrobić trzech filmów. Nie da się.
Najbardziej Jacksonowi za złe mam to, że nas okłamał. Paskudnie okłamał. Słuchając licznych wypowiedzi, wywiadów i materiałów zapowiadających ten film, jak i pozostałe dwa uwierzyłem mu, że wie co robi. Uwierzyłem, że się zna i naprawdę chcę zrobić coś znaczącego. Przez moment poczułem się jak ten Merry stojący u stóp Orthanku słuchający pięknie przemawiającego z okna mędrca w białej szacie rozciągającego przed swoimi niechcianymi gośćmi piękny obraz pokoju i dobrobytu dla wszystkich. Tak też przemiawiał i PJ i nie miał szaty ani białej brody ale miał za sobą trzy filmy (też momentami bolało) i uwierzyliśmy mu a ostatecznie okazało się, że był to jedynie czarujący i hipnotyzujący głos Sarumana przemawiający do wszystkich zainteresowanych. I myślę, że sam uwierzył w to, co mówił. Niewątpliwie jednak dał się złapać w podobną pułapkę jak ten drugi. Nikt dzisiaj nie wie, w którym momencie zaszła w umyśle reżysera zmiana. Efekt jednak jest taki, że miał być ambasadorem dobrego kina fantasy, które wysokim poziomem przyciągnie tłumy i zachęci do gatunku, a stał się sługusem Czarnej Wieży Holywoodu, kina kiczu dla 13-latków. Scenarzystom tej trylogii zaś polecam Kabaret LIMO – Janko Muzykant.

Z ulgą przyjmuję wieść, że przez długie lata nikt nie tknie niczego związanego z Tolkienem.

P.S. Pominąłem mnóstwo kwestii ale już wystarczy.
P.P.S Jack miał racje mówiąc Kate, że powinni zostać na wyspie.

flame on

https://www.youtube.com/watch?v=ISGLd-UYAnci

Pożegnalny toast czyli felieton przed- i pofilmowy

Tekst wygłoszony 18 grudnia b.r. o 19.30 na prapremierze Hobbita: Bitwy Pięciu Armii w katowickim kinie IMAX, gdzie z Tomem Gooldem i naszymi bliskimi oraz przyjaciółmi obejrzeliśmy film specjalnie dla Was. Tom szykuje już wyczerpującą recenzję, a ja pokuszę się tylko o mikrorecenzję.

Wczoraj na gorąco, na Facebooku napisałem tak: »Jestem oszołomiony, olśniony i wzruszony. Udał się ten film Peterowi. Po Bitwie Pięciu Armii dałbym mu zgodę na nakręcenie Silmarillionu. Dla mnie H3 to najlepszy film z całej Jacksonowskiej szóstki«. Zapraszamy do kin na ostatni z tolkienowskich filmów Petera Jacksona i purystów książkowych, i miłośników filmowego świata wykreowanego w Nowej Zelandii! Niesamowity smok, zapierająca dech w piersiach scena w Dol Guldur, bitwa, która przyćmiewa wiele innych filmowych bitew, niezapomniany Dain Żelazna Stopa, dużo pięknego sindarinu i paskudnego dialektu orków… i Robakołaki! Nie chcę psuć Wam zabawy. Obejrzyjcie ten film i powiedzcie, jak Wam się podobał. Czekamy na Wasze recenzje, a najciekawsze opublikujemy!

_____________________________________________

Nai eleni siluvar lúmenn’ yomenielvo!

Mili Goście! Szanowni Elfowie i Śmiertelnicy oraz przedstawiciele wszystkich Wolnych Plemion! Mam tu na myśli szczególnie Hobbitów – którzy wciąż jeszcze mieszkają po tej, i po tamtej stronie Rzeki. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy się tu dziś dobrze bawić. Nie będę was nudził długo! A wezwaliśmy was wszystkich tutaj nie bez przyczyny! Są nawet trzy przyczyny!

Po pierwsze, chcę wam oświadczyć, że bardzo was wszystkich lubimy i że te kilkanaście lat, gdy na ekranach naszych kin zagościły filmy o Śródziemiu, to okres zbyt krótki, żeby się nacieszyć życiem w towarzystwie tak znakomitych i miłych Elfów, Ludzi, Hobbitów… Ani połowy z was nie znamy do połowy tak dobrze, jak byśmy pragnęli; a mniej niż połowę z was lubimy o połowę mniej, niż zasługujecie.

Po drugie, wezwaliśmy Was tutaj, żeby uczcić premierę ostatniej części filmowego Hobbita. Ta ostatnia część, to ostatnie pożegnanie, nosi tytuł Bitwa Pięciu Armii. Zaśpiewa nam o tym naszym pożegnaniu hobbit z Południowej Ćwiartki Shire’u, Billy Boyd (ale to dopiero na sam koniec filmu!). A ja, żeby podsumować te czternaście wspólnych lat na drogach Śródziemia, pod gwiazdami Vardy Elentári Tintallë, chcę zacytować wiersz znakomitego Hobbita, bez którego nie byłoby nas tu dzisiaj – Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Pięćdziesiąt sześć lat temu, w Rotterdamie, na spotkaniu z niderlandzkimi hobbitami powiedział on:

Spoglądam na Wschód, Zachód, Północ i Południe. I nie widzę już nigdzie żadnego Saurona. Ale widzę, że Saruman ma wielu następców. A my, Hobbici, nie mamy przeciw nim żadnej magicznej broni. Ale, drodzy Mości-Hobbici, krzyknijmy: „Niech żyją Hobbici!” Obyśmy przetrwali rządy Sarumanów i oby wiosna zakwitła znowu w koronach drzew…

Świat wokół nas wcale nie jest spokojniejszy niż 14 lat temu, gdy – z obecnym tu hobbitem Tomem Gooldem i naszymi Przyjaciółmi jechaliśmy na premierę Drużyny Pierścienia do Ostrawy (bo tam film wchodził na ekrany 2 tygodnie wcześniej – u nas, w kraju Easterlingów, zawsze mamy najpóźniejsze premiery… Choć dzięki Kinu IMAX w Katowicach, my – Wybrańcy – możemy ten film obejrzeć dużo wcześniej od zwykłych hobbitów ze Wschodnich Rubieży). Nigdy nie zapomnę drżenia serca, gdy zapewnialiśmy, zapewnialiśmy solennie naszych tolkienowskich turystów, że w Ostawie na pewno nie będzie czeskiego dubbingu, a potem – gdy film się rozpoczął słowami Galadrieli, które wcale nie były w języku angielskim (a w elfickim sindarinie) – nasi znajomi z gromkim „O nieeee!” zlękli się, że to właśnie ów niechciany czeski dubbing…

Dziś, jeżeli pozwolicie mi wspominać stare dzieje, mamy szczególną rocznicę. Właśnie w gronie tolkienistów czytamy znowu Władcę Pierścieni – ale tym razem w sposób niezwyczajny. Bo czytamy dzień po dniu, zgodnie z kalendarzem hobbitów… I właśnie dzisiaj, 18 grudnia, gdy w Shire jest 25 dzień miesiąca Foreyule, w roku 3018 Trzeciej Ery Drużyna Pierścienia wyruszała z Rivendell na południe, aby przez Przełęcz Caradhras przedostać się na Wschód – i dalej, do Mordoru… Ważna rocznica! Inna ważna rocznica nadejdzie 3 stycznia! Obchodzimy wtedy 122. urodziny Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Zapraszamy – korzystając z okazji – wszystkich was na Urodzinowy Toast do gospody „Pod Rudym Goblinem” w Katowicach na Wita Stwosza 5. Będą tolkienowskie wykłady i w końcu sam toast „Za Profesora!”.

Po trzecie i ostatnie pragnę złożyć Wam pewne oświadczenie. Z żalem oznajmiam, że chociaż, jak już powiedziałem, czternaście lat to za mało, by się waszym towarzystwem nacieszyć, dziś nadszedł kres. Kończy się era filmowego Śródziemia. A zaczyna ponownie era miłośników ksiąg. Filmy będziemy oglądać na maratonach filmowych – czy to w kinach, czy w naszych hobbickich norkach – ale za to może odkryjemy ponownie głębię, piękno, harmonię, czar literatury, którą pozostawił nam w swojej spuściźnie Tolkien?

Pożegnam się z wami słowami samego Elronda, który dziś właśnie – to znaczy dziś przed tysiącami mitycznych lat – życzy dobrej drogi Drużynie Pierścienia:

Ála tira acca haiya! Mal si a vanya as márë órelyar! Namárië, ar nai aistalë Eldar ar Atani ar ilyë Léralieron hilya le! Eleni sílar antalyannar!

»Nie patrzcie zbyt daleko przed siebie! Ruszajcie z otuchą w sercach! Bywajcie zdrowi, niech błogosławieństwo elfów, ludzi i wszystkich Wolnych Plemion będzie wciąż z wami. Oby gwiazdy świeciły wam w twarze!«

Wiosną 2015, od 17 do 24 kwietnia, planujemy Literacką Wyprawę do Anglii Śladami J.R.R. Tolkiena. Wszelkie informacje znajdują się na stronach naszego serwisu informacyjnego – ELENDILION.

Zapraszamy wszystkich chętnych, bo jeszcze są miejsca!

Miłego oglądania, miłego recenzowania! I samego dobra w zbliżające się święta Bożego Narodzenia oraz samych błogosławieństw w Nowym Roku.

Mára mesta an ni véla tye ento, ya rato nea!

Tolkien spod Wawelu w Religia.tv (recenzja)

Chcielibyśmy przypomnieć Wam tekst z listopada 2010 o „polskim Inklingu”, prof. Przemysławie Mroczkowskim.

Obejrzałem dziś niezwykły 25-minutowy film. Łukasz Smolnik z Religia.tv stworzył w nim ciekawy, dogłębny portret jednego z najznamienitszych polskich anglistów, profesora Przemysława Mroczkowskiego. Film zrealizowano w cyklu „Nieznani – Zapomniani”. Nosił on tytuł Tolkien spod Wawelu.

Najpierw o samej realizacji. W dokumencie występuje wiele ciekawych osób, przede wszystkim jedna z córek profesora, pani Maria Anuncjata Gardziel (druga córka, pani Joanna Petry-Mroczkowska pomagała w realizacji filmu Łukaszowi Smolnikowi). Są też angliści, tłumacze, np. pan Tomasz Fiałkowski, pani Muskat-Tabakowska, są aktorzy: Elżbieta Bożyk (anglistka-aktorka) oraz Jerzy Stuhr. Film jest bardzo ładnie zrealizowany, z pięknymi zdjęciami rejestrowanymi w Krakowie i w Tyńcu, na Wawelu i w Collegium Maius. Świetne zbliżenia na wspominających profesora Mroczkowskiego – ciemne tło, z którego światło wydobywa twarze rozmówców. Przede wszystkim w ciągu tych dwudziestu pięciu minut otrzymujemy niezwykłą porcję informacji. Niech będą one uzupełnieniem tego, co już pisaliśmy o profesorze Mroczkowskim w naszym serwisie: „Polacy, którzy znali Tolkiena: prof. Przemysław Mroczkowski„oraz „Poland (…) is ever in my mind” (J.R.R. Tolkien)„.

Przeczytaj resztę wpisu »

Recenzja gry LEGO Hobbit

Od ostatniej części filmowego Władcy Pierścieni Petera Jacksona do wydania gry LEGO Władca Pierścieni studia TT Games minęło 9 lat. Przez te lata świat ujrzało wiele gier, mniej lub bardziej nawiązujących do filmu – strategie, RPG, gry akcji, a klockowa wersja była już bardziej dodatkiem do tego wszystkiego. Jednak tym razem pierwsze zapowiedzi pojawiły się mniej więcej wtedy co w kinach Pustkowie Smauga, a sama gra zagościła w sklepach osiem miesięcy przed finałem filmowej serii. Nie ma co liczyć na zdradzenie fabuły ostatniej części historii, otrzymujemy tylko dwa pierwsze odcinki. Jak prezentuje się najnowsza produkcja pod szyldem LEGO, co się zmieniło od czasu Władcy Pierścieni? Zobaczmy. Przeczytaj resztę wpisu »

Gdzie Smaugów pięć… – recenzja karcianki Hobbit – Wyprawa po skarb

Bilbo jednak przypomniał sobie, że ma u boku mieczyk, i dobył go z pochwy. Pająk odskoczył, a hobbit błyskawicznie przeciął więzy krępujące mu nogi. Z kolei sam zaatakował. Pająk najwidoczniej nigdy dotąd nie spotkał stworzenia uzbrojonego w tak groźne żądło; gdyby nie brak doświadczenia, umykałby z pewnością szybciej. Bilbo dopadł go, nim zniknął w ciemnościach, i rąbnął mieczem między oczy

J.R.R. Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem
Rozdział VIII, Muchy i pająki
Iskry, Warszawa 2013

Po wydaniu w grudniu gry karcianej Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie (tu możecie przeczytać recenzję), wydawnictwo Fox Games nie kazało nam długo czekać i po raz kolejny sięgnęło po Tolkiena, tym razem po grę według pomysłu niemieckiego projektanta, Rüdigera Dorna. Dzięki temu na początku marca półki sklepowe ujrzały spore pudełko opatrzone wizerunkiem Smauga i tytułem Hobbit – Wyprawa po skarb. A zawartość pudełka wykracza poza standardy gry karcianej, bo znajdziemy tam również planszę oraz woreczek z klejnotami. Ale jak całość sprawuje się w praktyce? Pora sprawdzić.

Przeczytaj resztę wpisu »

Po trzykroć Mordor – recenzja karcianki Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie

Znienacka huknęły wiwaty, gdyż oto od strony Grobli zaczęli nadciągać ci, których przedtem orkowie wyparli w głąb Parowu. Na przedzie szli Gamling i Éomer, syn Éomunda, obok nich kroczył krzat Gimli. Nie miał na głowie hełmu, a czoło obwiązane było zakrwawioną opaską, ale głos po dawnemu pozostał mocny i donośny.
– Czterdziestu dwóch, mistrzu Legolasie! – wołał już z daleka. – Niestety, wyszczerbił mi się przy tym topór gdyż ostatni miał na szyi żelazny kołnierz. A czegoś ty dokonał?
– Powaliłem o jednego przeciwnika mniej, ale nie zazdroszczę ci pierwszeństwa. Jestem szczęśliwy, widząc, że nic ci się nie stało.

J.R.R. Tolkien, Dwie Wieże
Rozdział VIII, Droga do Isengardu
Zysk i S-ka, Poznań 1997

Jeszcze w grudniu pisaliśmy o grze karcianej autorstwa Andreasa Zimmermanna, zatytułowanej Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie, która ukazała się w Polsce nakładem Fox Games. O autorze nie mogę powiedzieć zbyt wiele, Andreas Zimmermann nie ma na swoim koncie szczególnie wielu gier, ani nie są to raczej tytuły, które obiły mi się o uszy. Zatem jak poradziła sobie jego nowa gra? Przekonajmy się.

Przeczytaj resztę wpisu »

Recenzja Guardians of Middle-Earth na PC

Miałem okazję napisać już kilka newsów o grze Guardians of Middle-Earth. Kto je śledził, mniej więcej zna moje nastawienie do tego tytułu. I choć sama mieszanka Tolkiena i tego typu gry wydała mi się niewłaściwa, to na swój sposób, gra mnie zaciekawiła. Początkowo, kiedy była to pozycja tylko i wyłącznie konsolowa, jedyne co mogłem zrobić, to śledzić dalsze newsy. Ale już od pewnego czasu gra jest dostępna również dla graczy PC-towych. A dorzucenie gry do zestawu Humble WB Bundle to był już właściwie nakaz zapoznania się z grą i napisania recenzji.

Przeczytaj resztę wpisu »

Inne spojrzenie na Pustkowie Smauga

„Hobbit – Desolation of Smaug” – nowe, ponieważ moje spojrzenie

Nie zamierzam na tym miejscu przeprowadzać szczegółowej analizy produkcji spod znaku Petera Jacksona ani też rozważać wszelkiego rodzaju za i przeciw jako tolkienista, którym być może jestem. Nie mnie to oceniać. Zamierzam opisać film, który obejrzałem z jedynej interesującej mnie w przypadku sztuki strony: wzbudzanych we mnie uczuć i wrażeń.

Uwagi natury technicznej

Film obejrzałem na ekranie IMAX w technologii 3D i w najwyższej dostępnej ilości klatek. Nie zamierzając się w tym miejscu zagłębiać w szczegóły techniczne powiem jedynie, iż jestem rozczarowany tym, co zobaczyłem. W początkowej fazie oglądania wrażenie przywodziło mi teatr telewizji, skutecznie nie pozwalając się zagłębić w oglądaną historię, całość przypominała mi taśmowo produkowane seriale BBC, które wszyscy oglądamy w celu szlifowania języka. Następnie, po jakiejś pół godzinie, przyzwyczaiłem się do obrazu i jego pozornej głębi, co jednak w żadnym stopniu nie wpłynęło na zmianę w odbiorze filmu. Miałem wrażenie jak gdyby mój umysł przekonwertował IMAX 3D i monstrualną liczbę klatek na wewnętrzne 2D. Słowem, czułem się jak przed (bardzo dużym) ekranem telewizora.

Przeczytaj resztę wpisu »

W cieniu Białego Drzewa – polecamy!


W cieniu Białego Drzewa. Powieść fantasy w XX wieku.

ISBN: 978-83-233-3566-5
rok: 2013
format: B5
stron:438
oprawa: miękka

Ta książka to jedno z polskich wydarzeń mijającego roku w środowisku miłośników literatury mitopeicznej. Przeczytajmy krótki opis tej pracy w recenzji prof. dr. hab. Stanisława Balbusa:

Książka Tomasza Z. Majkowskiego jest propozycją, której naukowa doniosłość w aktualnym literaturoznawstwie i kulturoznawstwie polskim nie może budzić wątpliwości. To ambitna i nadzwyczaj udana próba monograficznego ujęcia dziejów całościowo widzianego gatunku literackiego fantasy. Ujęcia właściwie kompletnego, gdy chodzi o opis wewnętrznych semiotycznych mechanizmów i zasad gatunkowych, a także o rozpoznanie jego znaczących odmian oraz tendencji ewolucyjnych, a zadowalająco wyczerpującego, jeśliby wziąć pod uwagę uwzględnienie faktycznego materiału literackiego stanowiącego jego artystyczne przejawy.

Niewiele znajdziemy w całym światowym literaturoznawstwie ostatniego półwiecza pozycji, które z podobną materiałowo-interpretacyjną skrzętnością i zarazem teoretyczną konsekwencją ujmowałyby jakikolwiek gatunek literacki. Praca ma więc zarówno wybitną wartość teoretyczną w dziedzinie genologii literackiej oraz poetyki historycznej gatunku, jak i historycznoliteracką, stanowiąc gruntowny i wiarygodny opis obszernego i bardzo w drugiej połowie ubiegłego wieku ekspansywnego obszaru literatury współczesnej; obszaru nie dość, że słabo dotąd naukowo rozpoznanego, to jeszcze nazbyt często przez akademicką historiografię bagatelizowanego lub marginalizowanego jako domena „niższej” kultury masowej, choć przecież górującego na rynkach i w czytelnictwie nad aktualną „literaturą wysokiej rangi”.

Książka nie jest wszakże materiałową ilustracją atrakcyjnej teorii. To rzetelne studium historyczne gatunku fantasy. Jej autor zna rozległe literackie konteksty, w których najważniejsze dla pojmowania fantasy są oczywiście wszelkie odmiany nie tylko „literatury fantastycznej”, lecz także szerzej rozumianej literatury, gdzie fantastyka odgrywa ważną rolę, jak np. epos antyczny, średniowieczny romans rycerski, romantyczne powieści grozy itp. – zatem jego kompleksowa analiza nowoczesnej fantasy staje się pośrednio doskonałą rozprawą na temat literatury fantastycznej i fantastyki literackiej. Z tego powodu może konkurować z takim na przykład fundamentalnym dziełem literaturoznawczym jak Introduction à la littérature fantastique (1970) Tzvetana Todorova. Słowem, literaturoznawstwo polskie może miec z niej liczne pożytki.

 

← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →