To nie jest film tolkienowski. Ale można go potraktować jako “lekturę uzupełniającą” dla tolkienistów oczekujących na przyszłoroczną premierę filmowego Hobbita.
Łowca trolli (nor. Trolljegeren, reż. André Øvredal, Norwegia 2010, więcej tutaj), który od ubiegłego piątku jest na ekranach naszych kin (chyba tylko w sieci kin Helios – swoją drogą bardzo to spóźniona premiera) to film z gatunku dark fantasy, utrzymany w konwencji mockumentary (‘udawanego dokumentu’), który można by porównać z Blair Witch Project (choć moim skromnym zdaniem norweski film nie jest aż tak przerażający). Akcja tej produkcji toczy się w pięknej, monumentalnej, fascynującej przyrodniczo Norwegii. Tłem wciągającej akcji są przepiękne góry i tajemnicze fiordy. Wszystko skąpane w deszczu albo pokryte śniegiem. Bohaterami są studenci, którzy kręcą film o niedźwiedziach – mordercach owiec… i wkręceni zostają w niesamowite łowy na leśne i górskie trolle. Tytułowy łowca, znany jako kłusownik Hans to być może… Ciekawe czy macie to samo skojarzenie jak ja… Przy okazji film jest ciekawym portretem współczesnej Norwegii – z pozoru spokojnej, a przecież będącej ojczyzną zbrodniczego przedsiębiorcy rolnego, Andersa Breivika. I przy okazji dowiadujemy się, dlaczego w Norwegii jest dziś tak mało chrześcijan…
Zobaczmy zwiastun filmu. Elendilion poleca też swoim Czytelnikom odwiedzenie kina, póki film jeszcze jest na polskich ekranach.
Zapraszamy Was do lektury ciekawego tekstu o związkach biografii oraz literatury J.R.R. Tolkiena ze Słowiańszczyzną. Artykuł nosi tytuł J.R.R. Tolkien i Słowianie (link), a jego autorem jest znany w fandomie znawca tematyki mitologicznej (zwłaszcza słowiańskiej), Krzysztof “Randir” Grzesik. Jego tekst opublikowany został na stronach znanego mitotwórcy, Czesława Białczyńskiego, pisarza próbującego ożywić słowianofilską Zadrugę.
Randir w swoim tekście nawiązuje i do biografii Tolkiena (autor odnosi się m.in. do naszych elendilionowo-simbelmynowych badań nad możliwymi warmińskimi przodkami rodu Tolkienów), i do Tolkienowej znajomości języków słowiańskich. Krzysiek Grzesik pisze też o sudeckiej inspiracji Gandalfa (o tym wątku pisał kiedyś w Sudetach Arek Kubala i Ryszard Derdziński), o Radagaście, Beornie-Medvedzie, o słowiańskiej Mrocznej Puszczy z Kroniki Thietmara, o słowiańskich Easterlingach-Wenedach, o Wariagach z Władcy Pierścieni, o bałto-słowiańskich nawiązaniach w językach Tolkiena. Dużo ciekawych wątków. Tekst bardzo, bardzo godny polecenia.
A nas cieszy, że tak wiele w przypisach odnajdziemy nawiązań do dyskusji z Forum Elendilich oraz naszego serwisu – Elendilionu.
Ktoś mógłby sądzić, że [Władca Pierścieni] jest to raczej powieść areligijna, jeśli nie ateistyczna. Tolkien jednak, jak się zdaje, wybrał drogę, która jest trudna do zrozumienia dla wielu współczesnych wierzących Kościoła. Katolickości nie zamanifestował poprzez mnożenie fantazyjnych bóstw, ale przez przyjęcie znamienia dotykającego chrześcijan pierwszych wieków, którzy sami byli nazywani ateistami, ponieważ odrzucali w sposób zasadniczy wszelkie panteony (…).
Zatem religia we Władcy Pierścieni nie jest tylko „narracją”, czy „kultem”, ale rzeczywistością bezpośrednio i realnie złączoną z „tym światem” (…).
Dobro wydaje się być na kartach Władcy Pierścieni rozproszone i słabe, a zło bardzo konkretne i skuteczne. To zapewne intuicja wielu chrześcijan obserwujących rzeczywistość naszej Epoki (…).
Te i wiele innych ciekawych spostrzeżeń znajdziecie w artykule “O Tolkiena zgodzie ze stanem łaski i górze Meneltarmie” w Portalu Frondy (link). Artykuł, a właściwie recenzja Listów Profesora, jest autorstwa Tomasza Rowińskiego, redaktora Christianitas oraz współpacownika Wydawnictwa M, które lata temu wydało książkę Od Valinoru do Mordoru A. Szyjewskiego.
Przyznam, że nie należę do kolekcjonerów i grona oczekujących na coroczne wznowienia kalendarzy tolkienowskich, tak naprawdę tylko raz taki kalendarz zakupiłem, jest już jednak połowa stycznia a w moim domu jeszcze nie wisi na ścianie nowy. Wczoraj wybrałem się do księgarni i o dziwo znalazłem pięknie wyeksponowany na pierwszej półce, kalendarz który zajął 8 miejsce w plebiscycie na Tolkienowskie Wydarzenie Roku 2010… Przeczytaj resztę wpisu »
Jaki język elficki wzorowany jest na litewskim? Czy Ælfwine znał łacinę? Jakie języki nazywał ælflæden oraz ælfgeþéode? Przeczytaj tę recenzję! Wszystkiego się dowiesz…
Rok 2010 był niezwykły dla miłośników językowej twórczości Tolkiena, dla wszystkich lambendili i lambengolmor. W jednym roku ukazały się aż dwa numery sławetnego Parma Eldalamberon (numer 18 opisaliśmy tutaj; numer 19 zapowiadaliśmy tutaj), co daje nam około 200 stron nowych lingwistycznych materiałów tolkienowskich do przeczytania i zbadania. Publikacja związanych ze Śródziemiem materiałów lingwistycznych J.R.R. Tolkiena ulega od kilku lat znacznemu przyspieszeniu (zadowolenie z takiego stanu rzeczy wyraził nawet ostatnio na liście dyskusyjnej Elfling Helge K. Fauskanger, od lat krytycznie ustosunkowany do polityki Tolkien Estate, Christophera Tolkiena i “namaszczonego” do opracowywania lingwistycznego dziedzictwa J.R.R.T. zespołu pod przywództwem Carla Hostettera). Przecież w najbliższych tygodniach spodziewamy się ogłoszenia pięćdziesiątego numeru Vinyar Tengwar pod redakcją Carla Hostettera! A publikowane ostatnio materiały związane są z późnymi, związanymi z Władcą Pierścieni fazami koncepcyjnymi języków quenya i sindarin! Eglerio!
Do recenzji gry The Lord of the Rings Online studia Turbine przymierzałem się od dłuższego czasu. Założyłem konto trailowe, dające tydzień darmowej gry, ale nie znalazłem czasu, by odpalić grę. Potem, co jakiś czas, były akcje ponownej aktywacji na tydzień dla osób, które mają nieaktywne konta, ale czas, kiedy pojawiała się możliwość powrotu do e-Śródziemia, nie był sprzyjający. Zresztą, co mógłbym po tygodniu grania powiedzieć o grze, w której pewnie trzeba wbić kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt poziomów, by w pełni poznać jej możliwości. Ale okoliczności się zmieniły, bo LOTRO nie jest już grą wymagającą płacenia abonamentu, można grać za darmo. Choć dalej można płacić, dostając za to nieco więcej. Czym jest to “nieco więcej”? Czy naprawdę można grać za darmo? Wiecie, jest różnica między grą darmową, a darmową*, gdzie pod “*” chowa się masa warunków tak wkurzających, że bez płacenia tak naprawdę nie będzie mowy o rozrywce. To zobaczmy, czy darmowe Śródziemie rzeczywiście jest darmowe. I czy ma coś wspólnego z Tolkienem (J.R.R., jeżeli mam być dokładniejszy), czy może jest Śródziemiem tylko z nazwy. Przeczytaj resztę wpisu »
Obejrzałem dziś niezwykły 25-minutowy film. Łukasz Smolnik z Religia.tv stworzył w nim ciekawy, dogłębny portret jednego z najznamienitszych polskich anglistów, profesora Przemysława Mroczkowskiego. Film zrealizowano w cyklu “Nieznani – Zapomniani”. Nosił on tytuł Tolkien spod Wawelu.
Najpierw o samej realizacji. W dokumencie występuje wiele ciekawych osób, przede wszystkim jedna z córek profesora, pani Maria Anuncjata Gardziel (druga córka, pani Joanna Petry-Mroczkowska pomagała w realizacji filmu Łukaszowi Smolnikowi). Są też angliści, tłumacze, np. pan Tomasz Fiałkowski, pani Muskat-Tabakowska, są aktorzy: Elżbieta Bożyk (anglistka-aktorka) oraz Jerzy Stuhr. Film jest bardzo ładnie zrealizowany, z pięknymi zdjęciami rejestrowanymi w Krakowie i w Tyńcu, na Wawelu i w Collegium Maius. Świetne zbliżenia na wspominających profesora Mroczkowskiego – ciemne tło, z którego światło wydobywa twarze rozmówców. Przede wszystkim w ciągu tych dwudziestu pięciu minut otrzymujemy niezwykłą porcję informacji. Niech będą one uzupełnieniem tego, co już pisaliśmy o profesorze Mroczkowskim w naszym serwisie: “Polacy, którzy znali Tolkiena: prof. Przemysław Mroczkowski“oraz “Poland (…) is ever in my mind” (J.R.R. Tolkien)“.
Uwagi po lekturze artykułu Verlyn Flieger “The Music and the Task: Fate and Free Will in Middle-earth” w Tolkien Studies nr 6.
Jesienią ubiegłego roku zapytano mnie, co sądzę o artykule V. Flieger o przeznaczeniu i wolnej woli. Otóż sądzę źle. Nie spodziewałem się po badaczce tej rangi tak nieuważnej lektury. „Zielone słońce” w On Fairy-stories?! Ilúvatar, przerywający tok Muzyki, by wprowadzić nowy temat?! Jeszcze parę takich potknięć by się znalazło. Także na poziomie tez jest to tekst raczej słaby; w każdym razie spodziewałem się dużo więcej.
Nie zgadzam się, że czy to we Władcy Pierścieni, czy w Dzieciach Húrina mamy wielu narratorów i rozbieżne perspektywy metafizyczne. Niezależnie od wielu „źródeł opowieści” oba dzieła są spisane są przez „narratora ostatecznego”, rozbieżności, o które chodzi Flieger, pojawiają się jedynie w mowie zależnej (np. Sam wydaje się wierzyć w przeznaczenie na dość potocznym poziomie). Co więcej, perspektywy, zawarte w obu dziełach dają się sprowadzić do jednego mianownika na gruncie Muzyki Ainurów. Wreszcie, co Flieger zauważa (zresztą za Tolkienem), ale z czego nie wyciąga wniosków, rozważania na temat wolności bohaterów literackich mają sens jedynie po przyjęciu założenie, że czytamy opis rzeczywistych wydarzeń.
Krakowskie wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda wydało przed kilku tygodniami Beowulfa w tłumaczeniu Roberta Stillera, zaczętym jeszcze latach siedemdziesiątych lecz, jak się okazuje, dopiero niedawno ukończonym. O książce tej pisaliśmy też tutaj.
Tłumaczenie robi bardzo dobre wrażenie, Stiller to zresztą tłumacz z ogromnym dorobkiem i renomą, a podział tekstu na rozdziały (numeracja rzymska) i podrozdziały (wyróżnione inicjałami) ułatwia lekturę, choć jest zabiegiem arbitralnym. Ryzykowne jest jedynie opatrzenie poematu podtytułem „Epos walki tyleż średniowiecznej co i współczesnej” – ale przecież i tytuł Beowulf nie pochodzi od autora poematu.
Stiller opatrzył swój przekład krótkim „Wstępem o niekończących się walkach”, rozwijającym myśl, zawartą w podtytule i wskazującym na obecność Grendeli w świecie współczesnym, a co ważniejsze – obszernymi, własnymi przypisami (opracowanymi na podstawie najważniejszych komentarzy angielskich) oraz esejem „Beowulf po 1400 latach”, zawierającym m.in. podstawową wiedzę na temat poematu oraz podejścia doń tłumacza. Dalej mamy… drugie tłumaczenie, też Stillera, tym razem „swobodnie uproszczoną i skróconą wersję prozaiczną do łatwego czytania”, po nim polemiczny i – powiedzmy – bardzo gniewny szkic „Pokaż język! na tle Beowulfa”, w którym autor bezpardonowo rozprawia się poglądami i ludźmi, z którymi się nie zgadza. Wreszcie dostajemy zbiór tłumaczeń innych wierszy anglosaskich, w tym „Żeglarza”, a także poświęcony „Beowulfowi” esej niemieckiego badacza Felixa Genzmera.
Okładka od razu z czymś się nam kojarzy. Przecież to Dolina Lauterbrunnen w Szwajcarii – widok, który zainspirował ilustrację J.R.R. Tolkiena, ukazującą Rivendell. Czy książka pt. Wish (‘Życzenie’), której oficjalna premiera miała miejsce 13 lipca b.r., dzieło wnuka słynnego pisarza, nawiązuje w inny jeszcze sposób do dzieła J.R.R. Tolkiena?
Nieoceniona witryna The Tolkien Library przynosi nam w ostatnich dniach recenzję debiutanckiej powieści Michaela G. R. Tolkiena (patrz tutaj). Michael to najstarszy wnuk J.R.R. Tolkiena, a jego książka już na pierwszy rzut oka kojarzy się z edycjami dziadka – np. książkami ilustrowanymi przez Pauline Baynes. Ta fantastyczna opowieść napisana mową wiązaną (czyli wierszem) została wydana jako książka i audiobook. Wersja dźwiękowa jest o tyle ciekawa, że czyta ją praprawnuk innego słynnego pisarza. Gerald Dickens, angielski aktor, jest krewnym słynnego Karola Dickensa. Fantastyczna sprawa, bo rodziny Tolkienów i Dickensów nigdy wcześniej nie współpracowały na polu literatury. Źródłem i inspiracją dla opowieści Michaela Tolkiena jest ponadczasowa książka dziecięca Florence Bone pt. The Rose-coloured Wish. Autor spróbował uchwycić ducha oryginalnej historii, zmieniając ją w utwór wierszowany, w którym przygoda, humor i mocno zarysowane charaktery postaci bawią czytelnika, ale też obdarowują go morałem. Michael Tolkien opublikował sześć tomików poezji, a jego wiersze i recenzje ukazały się w wielu czasopismach, np w Acumen, Ambit, Envoi, Poetry Nottingham oraz Tears in the Fence. Ostatni tom wierszy Michaela Tolkiena, No Time for Roses, wydała oficyna Poetry Salzburg.