Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Odkrycie listu Tolkiena!
Profesor o swoich przodkach z Polski

Copyright by The Tolkien Estate Limited 2019

braciaDaniel i Benjamin Tolkienowie, Gdańsko-Londyńscy Bracia
(rys. Nimwen)

Kilka dni temu Ryszard Derdziński („Galadhorn”) dzięki swoim badaniom nad genealogią rodziny Tolkienów (#TolkienAncestry) i dzięki korespondencji z Tolkienami z USA odkrył nieznany wcześniej list Profesora z marca 1951 roku. Jest to niezwykły list, w którym Profesor obszernie dzieli się swoją wiedzą na temat pochodzenia swojej rodziny. Po raz pierwszy widzimy, że Tolkien zdawał sobie sprawę z tego, że jego przodkowie przybyli do Anglii w XVIII wieku z ówczesnej Polski, co wcześniej udało się odkryć Galadhornowi. Tolkien w wielu sprawach się mylił (nie wiedział np. że przodek przybyły do Anglii nazywał się John Benjamin Tolkien i żył w latach 1752-1819, że był zegarmistrzem i sprzedawcą porcelany, że przybył w ślad za starszym bratem Danielem Gottliebem itd.), ale podał też wiele szczegółów, które wymagają dalszego zbadania (dotyczących herbu Tolkienów itd.). Oryginał listu z komentarzem podano na blogu Galadhorna pt. Tolknięty (patrz tutaj). My publikujemy polski przekład listu. Zapraszamy do wpisywania Waszych komentarzy. To pierwszy tak długi list Tolkiena, który udało się odkryć w ostatnich latach.

Copyright by The Tolkien Estate Limited 2019
___________________________________

Merton College
Tel. 2259 – Oksford

Piątek,
30 marca, 1951

Droga Pani Tolkien!

Dziękuję za Pani szczególnie interesujący list datowany 20 marca, który otrzymałem w zeszłą środę.

Muszę stwierdzić, że prawie na pewno jesteśmy spokrewnieni (jesteśmy kuzynami trzeciego stopnia) z powodów, które wyjaśnię później. Będę bardzo wdzięczny za każdą porcję nowych informacji, której mogłaby Pani dodać na temat gałęzi rodzinnej Pani męża (z datami, jeżeli to możliwe – przynajmniej z datami urodzenia) [1]. Mój syn, Michael, szczególnie interesuje się historią rodziny; zbyt późno jednak – niestety – zajęliśmy się nią, gdy większość tradycji została zapomniana, a jedynie wydatek większej niż mamy ilości czasu i pieniędzy dałby możliwość kolejnych odkryć. Zaś dwie katastrofy wojenne spowodowały, że z pewnością wiele przepadło na zawsze (Lipsk [na przykład] został poważnie zniszczony; obecnie nie ma do niego dostępu). Ponieważ mój ojciec zmarł w Afryce, gdy miałem cztery lata (w 1896), wychowywała mnie rodzina mamy, a główne depozytariuszki rodzinnej tradycji i historii (siostry mojego taty) zmarły zanim zdołaliśmy zapisać to, co wiedziały.

To co pisałem o pewności co do naszego pokrewieństwa oparte jest o następujące fakty: (1) zachowana u Państwa tradycja, która mówi, że Wasza gałąź rodziny wywodzi się od przodka narodowości angielskiej; (2) forma zapisu (jak Pani zauważyła); (3) fakt, że jak się dowiedziałem istniała nowa gałąź Tolkienów osiadła w Plymouth, i z tego miejsca nastąpiła emigracja do Ameryki [2]; (4) o ile wiemy jedynym Niemcem tego nazwiska [Tolkien], który emigrował do Anglii był nasz przodek, podczas gdy (5) zapis Tolkien został zaadoptowany tylko przez naszą rodzinę (prawdopodobnie przez mojego pradziadka) jako miara anglicyzacji – a wcześniejsza forma zapisu niemieckiego to TOL[l]KIEhN. (Jako takie, jest jedynie formą niemieckiego przymiotnika tollkiehn „popędliwy”; ale wiele niemieckich nazwisk ma znaczenie pejoratywne.) [3]

Rodzina [Tolkienów], zgodnie z tradycją, należała do szlachty z Saksonii (z Lipska). Nazwisko to trafiło także do Polski (prawdopodobnie w czasach unii koron Polski i Saksonii) i ucierpiało w wyniku pruskiej agresji. [4]  Po inwazji pruskiej (z mniej więcej 1746) nasi bezpośredni przodkowie uciekli (choć co najmniej jeden z członków rodziny został skazany przez Prusaków na śmierć za opór) i tracąc swoje posiadłości uciekli do Anglii z synkiem, wtedy małym dzieckiem [5]. Emigranci szybko stali się bardzo „brytyjscy” i porzucili język niemiecki, zachowując jedynie swoją antypatię do Prus (która to antypatia długo trwała w Saksonii!).

Rodzina imigrantów mieszkała zapewne pierwotnie w Londynie, ale mój dziadek przeniósł się do Birmingham. Na modłę niemiecką głównym fachem rodziny była muzyka i rzemiosło – choć istniała w nich też ‚morska tęsknota’ (wynikająca zapewne z angielskich małżeństw). [6] Mój najstarszy stryj był żeglarzem. Tolkienowie w Anglii zwrócili swoje zainteresowania ku zegarom i pianinom. Wciąż można zobaczyć nazwisko Tolkien (Henry’ego Tolkiena) [7] na starych zegarach stojących i na pianinach Tolkien, które kiedyś były znane w kraju, szczególnie pianinach J. B. Tolkien, które wytwarzał mój dziadek. Swego czasu był on [dziadek] majętnym człowiekiem, ale nie miał smykałki do biznesu, a był radykalnym baptystą i nie wolno mu było parać się musicalami i chodzić do teatru. [8]  Był kochanym starszym i ubogim mężczyzną w latach dziewięćdziesiątych [XIX wieku], gdy osobiście mogłem go poznać.

Towarzysząca [listowi] tabela [9] pokazuje, jak niewiele więcej obecnie wiemy, a także ukazuje rodzaj naszego pokrewieństwa, jak go odgaduję. Mogę jednak dodać dwa następujące punkty: Tradycja, że najstarszy syn zawsze nosi imię Johann albo John [Jan], która wróciła też do mnie, ponieważ mój najstarszy stryj, John Tolkien, żeglarz, nie miał synów [10]; u stryja istniała tradycja herbu rodzinnego. Mówiło się, że miał był on czy też miał być następujący – błękitna tarcza z dwoma złotymi szewronami i 5 złotymi gwiazdami, trzema nad i dwiema pod. W klejnocie półgryf. Nie opisuję tego herbu w technicznej terminologii heraldycznej, bo jest on niepewny (i przede wszystkim niemiecki). Klejnot wywodzę z odbicia pieczęci z sygnetu mojego ojca; motto miało brzmieć „Fest und Treu”. [11]

Choć rodzina stała się w ciągu 200 lat angielska, nie wydaje się, żeby się jakoś bardzo rozrosła. Nazwiska tego nigdy lub prawie nigdy nie spotyka się w książkach adresowych i telefonicznych! A gdy przez przypadek natknąłem się na nie, to zawsze okazywało się, że spotkałem całkiem bliskich krewnych.

Jeśli o mnie chodzi, urodziłem się w Bloemfontein w Wolnym Państwie Orania w 1892; jako chorobliwe dziecko słabnące w czasie upałów, zostałem wysłany z moją mamą i maleńkim braciszkiem z powrotem do Birmingham w 1895, a mój ojciec zmarł z powodu zaniedbanej gorączki w czasie nieobecności mojej matki w 1896. Nie zdążył zatem uciec przez straszną Wojną Burską, która rozpoczęła się wkrótce potem. Mieszkałem w Birmingham aż do 1911, a w służbie wojskowej pozostawałem przez całą wojnę 1914 roku aż do 1918. Większość życia przeżyłem tutaj, w Oksfordzie; jako student w latach 1911-1914 i jako „don” w latach 1919-20 – i od 1925 aż do dziś. (Przez 5 lat pracowałem na Uniwersytecie Leeds.) Od 1945 jestem profesorem języka angielskiego i literatury w Merton College w Oksfordzie, po tym jak przez 19 lat byłem profesorem staroangielskiego. Jestem mało płodnym pisarzem, bo większość mojego życia spędziłem czytając i organizując. Nie będę kłopotał Pani sprawami technicznymi (dotyczącymi średniowiecza i filologii). Hobbit, napisany 20 lat temu i opublikowany w 1937, przyniósł mi niewielką sławę. Opublikowano go w Houghton-Mifflin na ulicy Park Street nr 2 w Bostonie, które to wydawnictwo wydało też krótszą opowieść pod tytułem Rudy Dżil. Muszę do nich niedługo napisać i pozwolę sobie poprosić ich, żeby wysłali Państwu egzemplarze.

Mam nadzieję, że te szczegóły nie były nużące. Pani list wyślę mojemu synowi, Michaelowi, którego to zainteresuje. Z naszej strony nie znudzi nas żadna ilość danych na temat rodziny. Mamy też innych krewnych w Stanach; pewien kuzyn mojej żony o nazwisku Herdman wyemigrował do Teksasu. Jego syn zadzwonił do nas, gdy z wojskiem amerykańskim zawitał do Anglii.

Życząc samego dobra Pani i Pani Mężowi oraz Dzieciom.

Z poważaniem,

J. R. R. Tolkien

P.S. Mój najdawniejszy i najbliższy przyjaciel jest dużo bardziej płodny [literacko]. To C. S. Lewis, którego sława wydaje się, że rozlała się szeroko.

_____________________

acctoTolkien2Rekonstrukcja herbu opisanego przez Tolkiena – najbliższy mu jest herb dolnośląskiej rodziny Neumann

Przypisy

[1] W wyniku badań udało się Ryszardowi Derdzińskiemu określić, że Florence Albertina Tolkien, z domu Zetterstrand (1890-1962) była żoną Charlesa Embury Tolkiena (1883-1961), syna Charlesa Edwina Cuthberta Tolkiena (1852-1884) i wnuka Jamesa Tolkiena (1800-1855). James Tolkien (o którego burzyliwym i awanturniczym życiu przeczytacie na blogu Galadhorna – tutaj) był synem pochodzącego z Gdańska Daniela Gottlieba Tolkiena (1746-1813). Brat Daniela Gottlieba Tolkiena, Johann (John) Benjamin Tolkien (1752-1819) był prapradziadkiem J. R. R. Tolkiena. A zatem wspólnym przodkiem Tolkienów z USA i Profesora Tolkiena z Oksfordu był ojciec Daniela i Benjamina, Christian Tolkien (1706-1791), urodzony w Prusach w Krzyżborku, a zmarły w Gdańsku. Christian Tolkien (jego życiorys na blogu Tolknięty) był gdańskim artylerzystą i mieszkał z rodziną w części miasta zwanej Petershagen (Peterszawa), dziś Zaroślak przy dawnej ulicy Letzte Gasse (inaczej An der Radaune nr 28) – tutaj przeczytasz o domu rodzinnym Tolkienów w Gdańsku.

[2] Wspomniany wyżej James Tolkien był przez pewien czas (ok. 1831) burmistrzem w Teignmouth w Devonie, między Plymouth i Exeterem (patrz tutaj).

[3] Galadhornowi udało się udowodnić błędne wnioskowanie Profesora Tolkiena. Forma zapisu Tolkien istniała w Prusach i Gdańsku na długo przed migracją do Anglii i była pierwotna w stosunku do mocniej zniemczonych form, które pojawiają się równolegle w dokumentach dopiero w XVIII i XIX w.: do form Tollkühn, Tollkiehn i in. W rzeczywistości nazwisko Tolkienów jest pochodzenia bałtyjskiego i wywodzi się od formy patronimicznej Tolkin ‚potomek Tolka, czyli pruskiego tłumacza’. Wywodzenie nazwiska od przym. tollkühn to „etymologia ludowa”, o czym Profesor Tolkien nie wiedział.

[4] Zgodnie z ustaleniami historycznymi Ryszarda Derdzińskiego, Tolkienowie pochodzili z Prus krzyżackich, później Prus Książęcych, a w końcu z Królestwa Prus, z małego miasta Krzyżbork (niem. Kreuzburg), gdzie potwierdzeni bezpośredni przodkowie Profesora mieszkali od co najmniej końca XVI wieku. Tolkienowie byli drobnym rycerstwem do XVI wieku. Potem występują jako mieszczanie-rzemieślnicy, a także jako wolni sołtysi prawa chełmińskiego. Skąd u Profesora Lipsk? Może stąd, że pewien prof. Johannes Tolkiehn (1865-1933), filolog klasyczny z Królewca (w istocie daleki kuzyn Profesora Tolkiena, bo wspólnym przodkiem obu profesorów był Christianus Tolkien, piekarz z Krzyżborka żyjący w latach 1677-1746) wydawał swoje książki właśnie w Lipsku. Wg ustaleń Galadhorna Tolkienowie przybyli do Prus z Saksonii, ale dużo dawniej niż myślał Profesor Tolkien – w XIII wieku. Tolkienowie wywodzą się od rodu rycerskiego von Markelingerode z okolic miasta Wernigerode w Górach Harzu.

[5] Jak ustalił Derdziński Daniel i Benjamin Tolkienowie, bracia z Gdańska, uciekli do Anglii w okresie tzw. „plag pruskich” (ok. 1770 r.). Ich ojciec, Christian oraz stryj Michael podlegali przesłuchaniom i aresztowaniu jako Prusacy, którzy w latach 20. XVIII w. zbiegli z Królestwa Prus do Gdańska. Być może syn (lub synowie) Michaela Tolkiena zostali przez Prusaków zabici.

[6] Tu pośrednio widzimy, że Profesor nie znał nazwy miasta w Polsce, z którego przybyli do Anglii Tolkienowie. A był to port morski i miasto handlowe Gdańsk. Morskie tęsknoty mogły być śladem nadmorskiego pochodzenia Tolkienów!

[7] Tu Tolkien znowu się myli. Zegary tworzył jego prapradziadek, przybyły z Gdańska John Benjamin Tolkien. Profesor zdaje się nie zdawać sobie sprawy z tego, że w Londynie zachował się nawet nagrobek tego ważnego przodka (znajduje się on na dysydenckim cmentarzy Bunhill Fields blisko metodystycznej Kaplicy Wesleya). Henry Tolkien (1814-1855), syn George’a Tolkiena (1784-1840 – pradziadek Profesora) i wnuk tamtego Johna Benjamina wytwarzał w Londynie nowatorskie pianina.

[8] Jak ustalił Derdziński, Tolkienowie byli w Prusach i Gdańsku pietystycznymi luteranami, a w Anglii pod wpływem herrnhutyzmu i metodyzmu stali się raczej independystami (kongregacjonalistami), a nie baptystami. Mieli też związki z teatrem i musicalami. Pradziadek J. R. R. Tolkiena był śpiewakiem (bas) w Theatre Royal przy Drury Lane, gdzie – o Opatrzności! – kilka lat temu grano słynny musical Władca Pierścieni (w tamtym czasie ani władze teatru, ani fandom tolkienowski nie wiedziały o związkach rodziny Tolkienów z tym teatrem).

[9] Niestety nie zachowała się.

[10] Zgodnie z ustaleniami Derdzińskiego stryj Profesora, John Benjamin Tolkien (1845-1883) był też sprzedawcą muzyki, stroicielem pianin, kompozytorem i reporterem prasowym. Był też masonem, twórcą hymnu masońskiego United Ever (patrz tutaj). Tradycja nazywania najstarszego syna Janem Baniaminem narodziła się dopiero w Londynie. Ograniczała się tylko do potomków pochodzącego z Gdańska prapradziadka Profesora, Johanna Benjamina Tolkiena (1752-1819).

[11] Prawdziwy herb Tolkienów używany na pewno do XVI wieku (a być może nawet do czasów gdańskich w XVIII w., na co jest przesłanka opisana przez Galadhorna tutaj) wyglądał tak:tarcza5

Zawołanie „Fest und Treu” („Wytrwały i wierny”) wydaje się mocno związane z tematyką książek Tolkiena, gdzie wytrwałość i wierność kojarzą się z postawą szlachetnych bohaterów jak Faramir i Sam Gamgee, z Wiernymi z Númenoru, z imieniem Voronwë itd.

Przemysław Mroczkowski
Dalsza baśń o prawdach (1962)

wyd

Okładki pierwszych wydań Tolkiena z lat 1960-1985

Przedstawiamy Wam kolejną część recenzji „baśni o prawdach”, którą dla Przeglądu Kulturalnego napisał polski Inkling, człowiek, dzięki któremu książki Tolkiena pojawiły się w Polsce, prof. Przemysław Mroczkowski.

Przegląd Kulturalny, nr 52-53 (538-539) 1962, str. 9:

DALSZA BAŚŃ O PRAWDACH
Przemysław Mroczkowski

Nie wolno przeoczyć ukazania się drugiego porywającego tomu baśniowego eposu J. R. R. Tolkiena Pan Pierścieni [ciekawi ta wersja tytułu, bo w Polsce wydano książkę jednak jako Władcę Pierścieni! – przyp. LNDL]. Tom pierwszy, pt. Wyprawa polecałem rok temu (Wielka baśń o prawdach, grudzień 1961). Jako przysięgły herold tego dzieła rozgłaszam dobrą wieść, że już się ukazał jego następny pokaźny tom: Dwie wieże.

Pod koniec pierwszego tomu było tak, że wśród wielkich przygód kompania niosąca tajemniczy pierścień do groźnej krainy Mordoru (by tam go zniszczyć i w ten jedyny sposób uratować świat dobra przed zagładą) rozproszyła się. Niosący pierścień Frondo [oczywiście Frodo! – przyp. LNDL] został tylko w towarzystwie swego sługi i przyjaciela.

Mimo to zagłębia się, wśród rosnących niebezpieczeństw, w krainę Czarnego Władcy, by spróbować dopełnić zadania.

Jak to się dzieje, że zaczytujemy się w tym wszystkim, mimo tylu szczegółów fantastycznych? Pytanie zastanawiające, ale nie bardziej, niż pytanie o siłę czy sekret działania Tristana i Izoldy, Makbeta czy Don Kichota.

Niemało w tym wszystkim podobieństwa do Sienkiewicza, tylko dochodzi pewne „udziwnienie” i pogłębienie. Ale jest i porywająca akcja, i uśmiech, i „pokrzepienie serc” człowieczych (pod niebem pełnym mroku i grzmotów). A „o czym nam mówi autor” na tych kartach pełnych humoru, grozy, bohaterstwa i barwy? O podobnych sprawach jak w tomie pierwszym – w ogóle o sprawach starych: że ludzie lubią życie spokojne i przyjemne (Frondo [Frodo!] się nie śpieszył na wyprawę), ale że jednak musi się znaleźć ktoś, kto za wszystkich podejmie wielkie i trudne zadanie ratowania ich z nędzy czy ucisku, czy niewoli: że przeto nie przedawniła się dzielność; że w życiu nie ma gwarancji powodzenia (choć trwa nadzieja). I trwa poezja, której „opowiadaną apologią” są poniekąd wszystkie trzy tomy.

Przeczytaj resztę wpisu »

Przemysław Mroczkowski,
Wielka baśń o prawdach (1961)

col4Z wielką przyjemnością prezentujemy Wam prawdopodobnie pierwszy, najwcześniejszy tekst o Tolkienie i jego książkach, jaki ukazał się w polskiej prasie. Dzięki uprzejmości naszej Znajomej, Joanny Tarasiewicz, otrzymaliśmy skany dwóch artykułów prof. Przemysława Mroczkowskiego, polskiego Inklinga (patrz tutaj i tutaj) z Przeglądu Kulturalnego z 1961 i 1962, gdy w PRL-u ukazywało się pierwsze wydanie Władcy Pierścieni w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej. Dziś prezentujemy pierwszy z tekstów: „Wielka baśń o prawdach” (Przegląd Kulturalny nr 49 (484), str. 4 (nie numer 46, jak błędnie podają niektóre bibliografie). Czytajcie! Niech ten tekst wywoła dyskusję tutaj i na naszym profilu na Facebooku. Zauważmy, że prof. Mroczkowski nie pisze o „trylogii”, a o epopei w trzytomowej księdze, że używa pięknych porównań, korzysta z bogactwa polszczyzny pisząc np. o „pozaświatowości elfa”. Prezentowane zdjęcie przedstawia pierwsze wydanie Władcy Pierścieni w Polsce z osobistej kolekcji Profesora Tolkiena (znamy te egzemplarze z niektórych zdjeć J. R. R. Tolkiena na tle jego półki z książkami). O tym, jak te książki znalazły się w Polsce przeczytacie na Tolkniętym i w przygotowywanym na Boże Narodzenie numerze Simbelmynë.

[poprawki redaktorskie podajemy w nawiasie kwadratowym]

WIELKA BAŚŃ O PRAWDACH
Przemysław Mroczkowski

Czy można pozwolić sobie na porcję entuzjazmu? Wydaje się, że są po temu powody z okazji ukazania się po polsku pierwszego tomu wielkiej księgi przygód, feerii i mądrości J. R. R. Tolkiena, której podano u nas tytuł Wyprawa [dziś Drużyna Pierścienia].

Piszący te słowa uważa to trochę za osobiste święto, ponieważ tę książkę podawał jeszcze w oryginale rodzinie i przyjaciołom, i podsunął myśl jej przekładu.

Jakiś czas temu wydano u nas krótszą powieść Tolkiena, Hobbit, autor nie jest więc naszym czytelnikom nie znany. Hobbit odgrywa w stosunku do Wyprawy rolę preludium, wprowadza postać dzielnego, a przy tym wielce osobistego ludzika, któremu „nagle wypadło być bohaterem” mimo zamiłowania do wygodnego, spokojnego życia i który przeklinając to zrządzenie losu, dokonuje jednak wielkiego czynu. Już ta książka zaznajamiała tych, którzy potrafili się na tym poznać, z niektórymi najlepszymi cechami angielskiej psychiki i charakteru, a także kultury pisarskiej. Wyprawa będzie to czynić na o wiele większą skalę.

J. R. R. Tolkien przez długie lata profesor filologii angielskiej w Oxfordzie [pisownia oryginalna], jest jednym więcej przykładem łączenia w tradycji tego uniwersytetu pasji badawczej z zamiłowaniem literackim. W najgłośniejszym przypadku Lewis Carrolla twórczość zwyciężyła nawyki matematycznego myślenia pisarza: każdy zauważył, że „Alicja w Krainie Czarów” prowadzi pewne logiczne konstrukcje, chociaż doprowadza do absurdalnego zakończenia.

Tolkien jest znawcą starej literatury i języków. Jego wykłady wprost oszałamiały orientacją w spuściźnie rękopiśmiennej, w bogactwie form dialektycznych, rodzajach pisma. Ale ktoś dobrze umiejący czytać w twarzach byłby może dostrzegł pod skupieniem badacza coś z oczarowania dziwnością wykładanych spraw, coś z zaświatowości elfa. W każdym razie jest w tej chwili jasne, że oprócz władz analitycznych pracowała tam wyobraźnia, gromadząca przez lata wizje minionych ludzkich społeczności, ich wierzeń, walk, nabywanych doświadczeń; że na przykład rękopis jawił się nie tylko jako przekaz danych do naukowego wykorzystania, ale jako to, czym ongiś bywał, jako układ znaków, w których ludzie „zaklęli” swoje doświadczenie. Aż przyszedł dzień, w którym te podskórne prądy wydostały się na powierzchnię: wydawcy Allen i Unwin wypuścili w r. 1954 pierwsze z licznych wydań trzytomowej baśniowej epopei: Pan Pierścieni (The Lord of the Rings). (W tej chwili Amerykanie kręcą już z tego film).

Przeczytaj resztę wpisu »

Éowyn nie jest już dziewiczym rycerzem…

Éowyn (polscy tolkieniści wolą czasem formę Eowina) to postać, która wymyka się prostym ocenom, prostym schematom. Jej imię oznacza ‚Konną Radość’ albo ‚Radość z powodu Konia’ (ang. ‚Horse-joy’) i jest typową dla kultury Rohirrimów (a jednocześnie Anglosaksonów) kombinacją imion ojca i matki – Éomunda i Théodwyn. Jest pełnokrwistą bohaterką epopei Tolkiena, którą kochają setki czytelników.

Jak wiele o bohaterce mówi ta rozmowa z Aragornem:

– Czy zawsze na mnie padać będzie wybór? – spytała z goryczą [Éowina]. – Czy zawsze mam zostawać w domu, gdy jeźdźcy ruszają w pole, pilnować gospodarstwa, gdy oni zdobywają sławę, czekać na ich powrót przygotowując dla nich jadło i kwatery?
– Wkrótce może nadejdzie taki dzień, że nie wróci żaden z tych, co ruszyli w pole – powiedział Aragorn. – Wtedy potrzebne będzie męstwo bez sławy, bo nikt nie zapamięta czynów dokonanych w ostatniej obronie naszych domów. Ale brak chwały nie ujmuje tym czynom męstwa.
– Piękne słowa, lecz naprawdę znaczą tylko tyle: jesteś kobietą, siedź w domu – odpowiedziała Éowina. – Kiedy mężowie polegną na polu chwały, będzie ci wolno podpalić dom, na nic im już niepotrzebny, i spłonąć z nim razem. Ale jam z rodu Eorla, a nie dziewka służebna. Umiem dosiadać konia i władać mieczem, nie boję się trudu ani śmierci.
– A czego się boisz, Éowino? – zapytał.
– Klatki – odpowiedziała. – Czekania za kratami, aż zmęczenie i starość każą się z nimi pogodzić, aż wszelka nadzieja wielkich czynów nie tylko przepadnie, lecz straci powab.
– I mimo to radziłaś mi, żebym się wyrzekł obranej drogi, ponieważ jest niebezpieczna?
– Innym można dawać takie rady – odparła. – Nie namawiam cię jednak, żebyś uciekał przed niebezpieczeństwem, lecz żebyś stanął do bitwy, w której możesz mieczem zasłużyć na zwycięstwo i sławę. Ścierpieć nie mogę, gdy wyrzuca się na marne rzecz cenną i doskonałą.
– Ja także bym tego nie ścierpiał – rzekł Aragorn.- Toteż powiadam ci, Eowino: zostań! Nie masz obowiązku do spełnienia na południu.
– Jeźdźcy, którzy ci towarzyszą, także nie mają tego obowiązku. Jadą, ponieważ nie chcą rozstać się z tobą, ponieważ cię kochają.
Odwróciła się i znikła wśród nocy.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 65)

eowyn_by_galadhorn
Éowyn – Ryszard „Galadhorn” Derdziński

Patrząc na Éowyn oczami człowieka współczesnego mamy pokusę, aby wpisać ją w schematy dyskursu o roli płci czy o tak zwanej „płci kulturowej” (gender). Zdarza się nawet w tolkienowskich dyskusjach, że Éowyn staje się dla niektórych jedną z literackich ikon feminizmu. Widzi się ją jako dziewczynę, która zamknięta w klatce opresyjnych męskich oczekiwań szuka drogi wyzwolenia. I znajduje ją… Tymczasem J.R.R. Tolkien w liście z ok. 1963 r. (oznaczonego w znanym zbiorze numerem 244) pisze:

(…) sama Eowina nie miała prawdziwych ambicji politycznych. Chociaż nie była z usposobienia „niańką”, nie była też w gruncie rzeczy żołnierzem ani „amazonką”, lecz, jak wiele dzielnych kobiet, potrafiła w krytycznej chwili okazać wielką odwagę na polu walki.

[tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz; pozwoliłem sobie poprawić tłumaczenie ang. dry nurse z ‚oschłej pielęgniarki’ na ‚niańkę (która nie jest mamką, nie karmi dziecka piersią)’]

A z narracji samego Władcy Pierścieni i historycznych dodatków wiemy, że Éowyn po upadku Saurona wyszła szczęśliwie za mąż. Ze swoim mężem, Faramirem, osiadła na wzgórzach Emyn Arnen w Ithilien. Faramir został księciem tej pięknej krainy. Éowyn znana odtąd była Panią Ithilien. Éowyn urodziła co najmniej jedno dziecko – syna Elborona. Wnukiem pary był Barahir, który w Czwartej Erze napisał Opowieść o Aragornie i Arwen

Éowyn to postać niejednoznaczna. Zagubiona młoda kobieta, która w desperacji szuka siebie na polu walki, a w końcu znajduje swoje szczęście przy boku męża, nad kołyską syna… Jednak zawsze zostaje dumną, zdecydowaną kobietą, która nie wstydzi się powiedzieć:

Nie będę już dziewiczym rycerzem, nie ruszę w pole z Jeźdźcami Rohanu, nie znajdę szczęścia w bojowych pieśniach. Będę uzdrowicielką, pokocham wszystko, co rośnie i co nie jest jałowe. (…) Nie pragnę już być królową.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 303)

Tolkien o Zmartwychwstaniu Chrystusa Jezusa

anastasis_resurrection

W liście do syna Christophera z 7-8 listopada 1944 r. (Listy nr 89, tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz), pisząc o cudach uzdrowienia, J.R.R. Tolkien zastanawia się nad pojęciem szczęśliwego zakończenia:

I nagle zdałem sobie sprawę, co to jest: właśnie to, co próbuję wyjaśnić w eseju o baśniach, który tak bardzo chcę, żebyś przeczytał, że chyba Ci go wyślę. Na jego potrzeby ukułem słowo eukatastrofa – nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że wywiera on swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona – jeśli opowieść ma na drugim planie „prawdę” literacką (o tym przeczytasz w eseju) – że tak właśnie toczą się sprawy w Wielkim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Zakończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych eukatastrofą w najwspanialszej Baśni – i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości.

(…) Schodząc do pomniejszych spraw: poznałem, że stworzyłem w Hobbicie wartościową opowieść, kiedy czytając go (gdy już zestarzał się na tyle, bym mógł nabrać obiektywizmu), doznałem nagle dość silnego poczucia eukatastrofy na okrzyk Bilba: „Orły! Orły nadlatują!”…

Do tego fragmentu listu dołączamy reprodukcję jednej z najsłynniejszych ikon Kościoła – pełnej teologicznej mądrości ikony Anastasis. Tu w formie graficznej widzimy to, o czym pisze Tolkien: „cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce”. Spójrz na rozbite wrota śmierci, na rozerwane łańcuchy i rozrzucone klucze w Otchłani. Nie ma już śmierci…

Dobrych Świąt!

Sens życia według J.R.R. Tolkiena

Przypominamy naszym Czytelnikom stary tekst o sensie życia według J.R.R. Tolkiena. Takie refleksyjne dni początku Wielkiego Postu. Może warto się pochylić nad tym, co w tej sprawie ma do powiedzenia Profesor?

tolkien2W związku z dyskusją na jednym z forów tolkienowskich na temat sensu istnienia, przypomniała mi się lektura pewnego mniej znanego listu Tolkiena (nr 310 w zbiorze J.R.R. Tolkien. Listy w tłum. Agnieszki „Evermind” Sylwanowicz). Córka Raynera Unwina, Camilla, otrzymała w szkole zadanie. Miała napisać do kogoś list z zapytaniem: „Jaki jest cel życia?”. Wybór adresata padł na starego znajomego ojca Camilli, profesora J.R.R. Tolkiena. Było to w maju 1969 roku. Profesor potraktował pytanie bardzo poważnie. I dzięki temu, że 20 maja tamtego roku wysłał do Kamilki list z odpowiedzią, możemy się dowiedzieć, jaki jest „sens życia według…” J.R.R. Tolkiena.

Wpierw Tolkien precyzuje pytanie, na które ma odpowiedzieć, potem zaś przedstawia bardzo precyzyjną odpowiedź skierowaną do ludzi wierzących w Boga i do tych niewierzących. Pisze, że pytanie o „cel” jest naprawdę użyteczne tylko wtedy, gdy odnosi się do istoty myślącej oraz jej świadomych celów i tych rzeczy, które taka istota projektuje i tworzy. Przy okazji Tolkien pisze o jednym z widocznych dla osoby wierzącej w Stwórcę „dowodzie” na Jego istnienie:

Przeczytaj resztę wpisu »

Byrding czyli o hobbickich urodzinach

Dnia 16 września obchodzić będziemy kolejne urodziny Bilba i Froda Bagginsów (ten dzień to odpowiednik 22 halimath/”września” w Rachubie Shire’u zgodnie z Reformą Naszego Kalendarza). Poczytajmy o urodzinowych zwyczajach hobbitów wg J.R.R. Tolkiena. Świętujmy The Hobbit Week!

bagendOto tłumaczenie listu J.R.R. Tolkiena z lat 1958-59 (w zbiorze jest to list nr 214), które ukazało się w Simbelmynë nr 1 z 1997 r. (w przekładzie R. Derdzińskiego czyli moim). Jest to bardzo ważny list, który bardzo poszerza naszą wiedzę o kulturze hobbitów z Shire’u i o ich zwyczajach urodzinowych. Pełny list znajdziecie w dołączonym tu pliku pdf. Ciekawy fragment listu prezentujemy zaś poniżej:

‘Urodziny’ miały bardzo ważne znaczenie społeczne. Osoba obchodząca swoje urodziny (niezależnie od płci) nazywała się ribadyan (co zgodnie z opisaną metodą[1] należałoby przetłumaczyć jako byrding[2]). Całość obyczajów związanych z obchodami urodzin, choć były one przecież głęboko zakorzenione, regulowano niezbyt rygorystyczną etykietą. W rezultacie, tym sposobem zredukowano niektóre obyczaje do zwykłych formalności – jak to rzeczywiście sugerują słowa: “zwykle są to niekosztowne drobiazgi [mowa o prezentach], str. 47, a szczególnie na stronie 62, ww. 1-8.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tolkien drze koty z kotami,
czyli od mëoi do yaulë na Światowy Dzień Kota

«Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru (…)»

Tolkien w liście z 14 października 1959

Coś na Światowy Dzień Kota (17 lutego). Wiemy, że wielu naszych Czytelników lubi koty, więc koniecznie trzeba napisać o kocich wątkach u Profesora. Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo. U góry cytujemy list, w którym nasz autor nawiązuje do zapytania pewnej hodowczyni kotów z Cambridge, która chciała wiedzieć, czy może zarejestrować miot syjamskich kociąt pod imionami zaczerpniętymi z Władcy Pierścieni. Tolkien odpowiedział:

Moim jedynym komentarzem są słowa Puka o śmiertelnikach*. Obawiam się, że w moim pojęciu koty syjamskie należą do fauny Mordoru, ale nie musicie tego mówić tej hodowczyni.

O jakie słowa Puka chodzi? Na pewno o te: „Śmieszni są ci śmiertelnicy” (William Szekspir, Sen nocy letniej, przeł. Stanisław Barańczak). Czy Tolkien myślał tylko o kotach syjamskich czy o kotach w ogóle? Niech na to pytanie odpowiedzą nasi Czytelnicy. W każdym razie hobbici miewali koty, o czym świadczy wzmianka w Drużynie Pierścienia, gdzie Frodo zauważa, że Bob, służący z gospody Barlimana Butterbura, powinien nauczyć swojego kota gry na skrzypcach.

Mamy też ten fantastyczny wiersz, który został włączony do zbioru Przygód Toma Bombadila (niedoceniana książka jest jedną z zaledwie czterech książek Tolkiena, które mówią o Śródziemiu, a zostały wydane za życia autora…). Załączona grafika przedstawia wiersz w angielskim oryginale.

Poniżej przedstawiamy ten wiersz w tłumaczeniu Aleksandry Jagiełowicz (jest też polski przekład Agnieszki Kreczmar z wydania Iskier). Według Tolkiena autorem wiersza o kocie był sam Samwise Gamgee (choć miała to być przeróbka ze starszego hobbickiego bestiariusza):

Tłusty kot dość ma psot.
Na macie śpi i chyba śni
O mysim mięsku, smacznym kęsku
Na śniadanko ze śmietanką.
A może śmiały, przez dzień cały
Śni inny los?
Dostojny krok i gniewny wzrok,
I groźny głos.
Gdzie jego brat, co nie zna krat,
Mieszka wśród drzew
Lub na pustyni, gdzie popłoch czyni
I chłepce krew.

Ogromny lew: żelazny szpon
I lśniące kły.
Nie zna litości więc strzeż się go,
Kiedy jest zły.
Gepard gwiaździsty, w oku ma błysk
Bestia, co rada
Na swą ofiarę z góry,
Bez szmeru spadać.
Gdzie las cienisty, uroczysty,
Daleko gdzieś
Mruczą swą pieśń,
Wolności pieśń.
Lecz tłusta kocina, zabawka jedyna
Twojego syna,
Nie zapomina.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tolkien i jego muzyka

Tekst poprawiony na 122. urodziny Profesora Tolkiena. Artykuł powstał na podstawie książki Ch. Scull i W. G. Hammonda The J.R.R. Companion and Guide. Reader’s Guide. Wykorzystałem też tłumaczenie Listów Tolkiena Agnieszki Sylwanowicz.

Dnia 16 sierpnia 1964 r. Tolkien pisał do Carey’a Blytona, który poprosił o zgodę na skomponowanie pewnej Hobbit Overture (‚Uwertury Hobbickiej’):

Moja wiedza muzyczna jest znikoma. Chociaż pochodzę z muzykalnej rodziny, w wyniku braków w wykształceniu i zaprzepaszczenia okazji do nauki z powodu sieroctwa, zalążki muzyki tkwiące we mnie zostały stłumione (dopóki nie poślubiłem pianistki) lub przekształcone w kategorie językowe. Muzyka sprawia mi wiele przyjemności, a czasami jest źródłem natchnienia, lecz ja sam stanowię odzwierciedlenie człowieka, który lubi czytać poezję lub jej słuchać, ale bardzo mało wie o jej technice i tradycji czy strukturze językowej (Listy, str. 523).

Humphrey Carpenter notuje w Biografii, że mama Tolkiena „próbowała zainteresować go grą na pianinie, ale bezskutecznie. Wyglądało raczej na to, że miejsce muzyki zajęły w nim słowa, i że to w nie uwielbiał się wsłuchiwać, czytając je, albo recytując, bez znaczenia dla ich sensu”. Wygląda też na to, że Tolkien bez sukcesu uczył się gry na skrzypcach. W liście do Roberta Murray’a, który uczył się gry na wiolonczeli, profesor napisał: Przeczytaj resztę wpisu »

Cytat na dziś…

Zamiast eseju, jeden cytat z Tolkiena, jedna ilustracja (zaprzyjaźnionej autorki grafik, Black Sword) i jedna definicja słownikowa. Dla pokrzepienia serc tych, co wędrują vi ‚aladhremmin Ennorath.

«W owym czasie na Zachodzie [Śródziemia] powszechnie panowała ‘monogamia’, a inne konfiguracje budziły wstręt, jako rzeczy dziejące się ‘w Cieniu’»

J.R.R. Tolkien, „Listy”, tłum. A. „Evermind” Sylwanowicz, str. 442)

Monogamia (stgr. μονογαμία, od μόνος (monos, jeden) i γάμος (gamos, małżeństwo) – najbardziej rozpowszechniony typ związku małżeńskiego, w którym jeden mężczyzna związany jest trwale z jedną kobietą, dając początek rodzinie. Monogamiczność związku oznacza ich wyłączną relację małżeńską na wszystkich płaszczyznach: społecznej, prawnej, duchowej, emocjonalnej, jak i biologicznej, seksualnej.

Ilustracja – Black Sword, „Aragorn, Arwen i Eldarion”

Wcześniejsze wpisy →