Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Zawsze myślałem, że to ja powinienem zagrać Gandalfa

I nagle rozległ się inny głos – melodyjny i… urzekający. Ci, których głos ten zaskoczył nieuprzedzonych, rzadko potrafili powtórzyć usłyszane słowa, a jeśli im się to udało, dziwili się zwyczajnością, bo przecież pamiętali, z jaką rozkoszą się w nie wsłuchiwali, a porażeni ich głębią i mądrością, odczuwali pragnienie bezwarunkowej zgody, która i ich uczyni mądrymi.

J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni,
Księga Trzecia, rozdział X. Głos Sarumana

Z jednej strony, chciałoby się móc w takich okolicznościach powiedzieć coś o aktorze przez pryzmat jego największych ról. Ale w naszym tolkienowskim świecie trzeba by wziąć do tego celu Sarumana, a niestety, na kartach Władcy Pierścieni w stronę białego czarodzieja nie pada wiele ciepłych słów. Cóż, taka rola przypadła Sir Christopherowi Frankowi Carandiniemu Lee, o którym będzie ten tekst. Kilka dni temu świat obiegła wiadomość, że 7 czerwca 2015 roku aktor zmarł w szpitalu w Londynie z powodu kłopotów z oddychaniem i niewydolności serca. Przeżył 93 lata, a prawie 70 z nich poświęcił aktorstwu. Ale był też pisarzem i piosenkarzem. I, o czym zapewne niektórym wiadomo, jako jedyna osoba z ekipy filmowej osobiście poznał Johna R.R. Tolkiena.

Przeczytaj resztę wpisu »

Byliśmy w Tavrobel

Źródło: blog Tolknięty

W sobotę zakończyła się nasza niezwykła Literacka Podróż do Anglii Śladami Tolkiena (patrz tutaj, a także pod tagiem #wyprawatolkienowska), w której uczestniczyło 27 tolkienistów z różnych części Polski. Za rok wybieramy się w podobną podróż do Anglii i Szkocji (chcemy m.in. odwiedzić Leeds, Mur Hadriana, Edynburg, szkockie góry i Wyspę Skye). Z czasem na Elendilionie pojawią się relacje z Wyprawy, a na razie zaprezentujemy kilka „smaczków” tej czarownej ekspedycji do Anglii Tolkiena i na Tol Eressëa tolkienowskiej mitologii. Dziś pierwsza odsłona…

Shugborough Hall pod Great Haywood, czyli Dom o Stu Kominach

Dnia 19 kwietnia b.r. odwiedziliśmy między innymi Great Haywood w hrabstwie Stafford, miejscowość, którą wczesna forma Silmarillionu Tolkiena, czyli Księga Zaginionych Opowieści, identyfikuje z Tavrobel (albo Tathrobel). Great Haywood, ta niepozorna, a pięknie położona wioska, zapisała się w biografii Tolkiena w sposób szczególny. To tam Ronald Tolkien stacjonował przed wyruszeniem nad Sommę w czasie I wojny światowej, a Edith Tolkien zamieszkała tam po ślubie z Tolkienem, czyli po 1916. Tolkien znalazł się znowu w Great Haywood zimą 1916/1917, po swoim powrocie z Francji. Leczył tam skutki gorączki okopowej. Prawdopodobnie Dom Gilfanona, Dom o Stu Kominach z Księgi Zaginionych Opowieści został zainspirowany przez pałac Shugborough Hall pod Great Haywood, a Most Tavrobel to najpewniej Essex Bridge, który przebiega nad rzeką Trent około 100 m od miejsca, w którym Trent łączy się z rzeką Sow. Z kolei Wrzosowisko Sklepienia Niebios (ang. Heath of the Sky-roof) – miejsce bitwy między Ludźmi – ma wiele wspólnego z Hopton Heath, polem bitewnym z 1643. Samo położenie Tavrobel u zbiegu rzek Afros i Gruir (a w dojrzałym Silmarillionie rzek Taiglinu i Sirionu w Lesie Brethil) przypomina położenie Great Haywood u zbiegu Trent i Sow.

Tu łączy się Trent i Sow – tu łączy się Afros i Gruir (Taiglin i Sirion)

Bardzo wyczerpujący opis Tavrobel i opis związków tej elfickiej miejscowości z Great Haywood znajdziecie w encyklopedii internetowej Tolkien Gateway (tutaj). Za to w Parma Eldalamberon nr 13 (2001) na str. 94 oprócz opisu Tavrobel znajdziemy herb tej miejscowości, który został narysowany przez Tolkiena w czasie jego pobytu w tych okolicach podczas Wielkiej Wojny. Oto sam herb, który chętnie porównuję tutaj z wykonanym przeze mnie zdjęciem Essex Bridge. Zadziwiające podobieństwo!

Essex Bridge czyli elficki Tram Nybol

Tram Nybol czyli Essex Bridge („Parma Eldalamberon” nr 13, str. 94)

Tom Loback – In memoriam

Tom Loback (1949-2015) był moim mistrzem, a od kilku lat także moim przyjacielem. Opuścił kręgi tego świata po bardzo gwałtownej chorobie 5 marca bieżącego roku, dwa tygodnie po zdiagnozowaniu przez lekarzy raka trzustki. Umarł w ramionach swojej ukochanej partnerki i żony – Susan Ryan. Nai Eru se mánata!

Tom Loback w swojej pracowni

Tom był przede wszystkim artystą. W Nowym Jorku znane były jego rzeźby z gałęzi i kamieni, które powstawały nad rzeką Hudson. Nazywał tę sztukę driftwood art, a pisano o niej nawet w The New York Times (tutaj). Tom był też ilustratorem tolkienowskim, elfickim lingwistą oraz badaczem sztuki wojennej Śródziemia (jego artykuł na Wikipedii znajdziecie tutaj, a inne teksty w miesięczniku Mythlore; znany jest też jego udział w pracy nad częścią systemu gier Middle-earth Role Playing – MERP. Chodzi o Halls of the Elven-king). Jednocześnie pracował też jako offowy producent teatralny na Broadwayu, projektował modele żołnierzyków, a prawdziwą pasją ostatnich lat jego życia była gra w racketball.

Grafiki Toma Lobacka poznałem jeszcze w latach 90. Dzięki spotkaniom w Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki mogłem je zobaczyć w amerykańskich periodykach, takich jak Beyond Bree. Tom zgodził się, żeby jego prace znalazły się też w naszych polskich czasopismach tolkienowskich, a więc były prezentowane wpierw w Gwaihirzęciu, a potem wielokrotnie w Simbelmynë.

Tom i Susan, jedno z ostatnich zdjęć

Tom i Susan, jego wieloletnia partnerka, stracili w zamachu na World Trade Center swojego krewnego – dzielnego strażaka, który oddał życie, ratując ludzi. Od tego czasu przez wiele wiele lat byli wolontariuszami, którzy swoje wolne chwile spędzali na oczyszczaniu Ground Zero. Dzień po dniu, przez niezliczone miesiące, w pocie czoła, w deszczu, w chłodach zimy, w dymie, pyle i ludzkich prochach, doświadczając grozy zdarzenia, o którym pamiętamy jako o 9/11. Nikt nie wiedział wtedy, że i Tom Loback będzie męczennikiem tego zdarzenia. Choroba, która go tak szybko zabiła, była efektem tamtej pracy. 9/11 zbiera swoje śmiertelne żniwo do dziś…

* * * Przeczytaj resztę wpisu »

Tryumf Woli

Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

Zaraz. Czy mi się nie pomyliło? Mamy Wielkanoc, a ja zaczynam od cytatu z Władcy Pierścieni? Nie. Nie pomyliłem się. Nie przypadkowo Tolkien datę upadku Saurona i zniszczenia Pierścienia wyznaczył na 25 marca. Tak blisko daty Świąt Wielkiej Nocy. Książka Tolkiena opowiada bowiem właśnie o Wielkiej Nocy. Nie, nie wprost. Nie relacjonuje zdarzeń. Ale tłumaczy, co w istocie się stało 10 dnia miesiąca Nissan, w Paschę około roku 33 nowej ery…

Władca Pierścieni, tak jak Nowy Testament, opowiada o starciu dwóch woli. Jedna z nich, mroczna, to wola nastawiona na podporządkowywanie sobie innych. Wola odbierająca innym ich wolę, uzależniająca i zniewalająca. Swą siłę czerpie z cudzej bezsilności. Sauron, jak jego mistrz i pan, Morgoth żeruje na słabościach istot żywych. Przekonuje, by ludy Śródziemia, jak wcześniej ludzie Numenoru, poszli za swoimi zachciankami i pożądliwościami, by im ulegli. Obiecuje za to nieśmiertelność, bogactwa, władzę, przeżycie. Ci, którzy posłuchają popadają jednak w niewolę. Najpierw uzależniają się od własnych pragnień i zachcianek, jak władcy Ereboru, czy Khazad Dum, a potem, dążąc do ich spełnienia, popadają w szaleństwo, tracąc całkowicie nie tylko wolę, ale i świadomość lub giną marnie w starciu z mocami, które ich przerastają, lub też jak Nazgule, stając się zniewolonymi, bezkształtnymi cieniami własnej pychy.

Sergiej Juchimow, ilustracja do „Władcy Pierścieni”

Ale ta mroczna wola, choć potężna i wciąż rosnąca sama w istocie jest zniewolona. Sauron zakląwszy swoją moc w Pierścieniu, który uzależnia wszystkich, sam uzależnia się od niego. W końcu nie wiadomo, czy to Czarny Władca jest panem Pierścienia, czy Pierścień jest panem Czarnego Władcy i kto w rzeczywistości kim kieruje. Chęć odzyskania Skarbu zżera Saurona tak samo jak Goluma. Najpotężniejszy nie różni się od najpodlejszego. Jest tak samo zniewolony pożądaniem. To pożądanie w kulminacyjnym momencie zwraca się przeciw nim samym i gdy Pierścień odnosi w końcu tryumf nad Frodem, Golum nie dopuszcza, by Frodo go zabrał, dzięki czemu zło przegrywa. Ponosi klęskę, bo samo się zapętliło we własnych spiskach.

Przeciw tej złej woli staje jej przeciwieństwo. Rozproszona wola wielu różnych istot, za którą stoją potężniejsze moce z samym Eru-Bogiem na czele. Potężna, ale właśnie, rozproszona. Rozproszona, bo nie nastawiona na spełnianie swoich zachcianek, ale na utrzymanie dobra i pokoju. Dostrzegająca własną korzyść w wolności i korzyści innych. Budująca mosty, a nie kująca łańcuchy. Wola, którą się dzieli, a przez to rozmnaża. Wola szanująca i dająca wolność.

Właśnie… Wolność. Wola – wolny – wolność. Wolny, to ten, który może wyrażać i realizować swoją wolę. Wolność to stan, kiedy jestem wolny. Ale czy wola to – jak często mówią nam reklamy – spełnianie swoich zachcianek i pragnień? To robienie tego, co mi się zachce?

No raczej nie, co pokazuje przykład Morgotha, Saurona, Nazguli, czy Feanora i jego synów w Silmarillionie. Spełnianie zachcianek, podążanie za pragnieniami, czy aspiracjami uzależnia. Powoduje, że mogąc wybrać, ostatecznie zawsze wybierzemy zło. Przestajemy być wolni. Stajemy się niewolnikami tego, czego pożądamy: Pierścienia, Silmarila, mithrilu, złota…

Czym zatem jest wola? Myślę, że można ją określić jako świadomą, wynikającą ze świadomego samookreślenia, decyzję kształtującą całe życie, której podporządkowujemy nasze ciało i umysł. To wola powoduje, że pójdziemy na siłownię, choć mamy zachciankę na posiedzenie z czipsami przed telewizorem. To wola powoduje, że nie podniosę głosu, choć wkurzony jestem tak, że mógłbym uderzyć. To wola da mi siłę, by iść z zerwanym więzadłem mimo bólu w kolanie.

Dlatego w Przyrzeczeniu Harcerskim mówimy „Mam szczerą wolę…”

Wola…

Wola kazała Frodowi iść do Mordoru i znieść wszystkie związane z tym cierpienia. Wola dała Gandalfowi siłę do starcia z Balrogiem i pozwoliła mu powrócić między żywych. Wola dała Aragornowi moc, by rzucić wyzwanie Sauronowi i pójść Ścieżką Umarłych. Wola kazała Jezusowi z Nazaretu pójść dobrowolnie na krzyż.

Wola…

Wola jest tym, co w języku Biblii nazywa się Duchem. Apostoł Paweł pisał „Gdzie Duch Pański, tam wolność”. Gdzie wola miażdżąca siłę Nieprzyjaciela, tam wolność. Nie ma wolności bez woli. To, co upamiętniamy w Wielkanoc pokazane jest we „Władcy Pierścieni” trzy razy. Gandalf poświęcający się dla przyjaciół i skaczący w otchłań, by pokonać balroga. Frodo idący przez Cirith Ungol do Krainy Cieni. Aragorn wkraczający na Ścieżkę Umarłych. Wszyscy oni idą drogą Chrystusa świadomie podejmując decyzję, by na nią wstąpić i nią przejść.

Pierwszy niesie zagładę złym mocom, drugi niszcząc zaklętą w Pierścieniu wolę Saurona uwalnia istoty zniewolone przez zło, trzeci daje szansę na wybaczenie tym, którzy zbłądzili. Każdy z nich na swej drodze spotyka śmierć i każdy z tego starcia wychodzi zwycięsko dzięki woli, którą się kierują oni lub ich przyjaciele.

Każdy wraca do świata żywych silniejszy, w nowej roli i z nową mocą, z umocnioną wolą, która pozwala im podejmować nowe, trudniejsze wyzwania. Wola żadnego z nich nie może równać się z wolą Saurona, a mimo to stają do walki i wygrywają ją.

Czemu?

Bo wola Czarnego Władcy żeruje na naszych słabościach, na pysze, pożądliwości, chciwości, gniewie, nienawiści. Żeby pokonać go wystarczy, by nasza wola nie uległa zachciankom. By siąść do nauki, gdy chce się pójść na spacer. By zamilknąć, gdy chce się mówić. By wybaczyć, gdy chce się potępić. I wtedy Czarny Władca słabnie, bo nie rozumie naszego działania tak, jak nie rozumiał, że ktokolwiek może chcieć zniszczyć Pierścień, zamiast go użyć. Tak jak nie rozumiał, że można wybrać śmierć za słabych, ulegających słabościom ludzi, zamiast panowania nad nimi. Że można woli podporządkować strach przed bólem i śmiercią oraz chęć życia.

Frodo, Galadriela, Faramir, Aragorn pokonali go dlatego, że nie ulegli pokusie. Zupełnie jak Chrystus.

Boromir natomiast, jak apostoł Piotr, choć długo ulegał mocy Pierścienia, ostatecznie wygrał, gdy zwyciężyła w nim wola. Najlepiej wyrażają to słowa Samwise’a Gamgee, prawdziwego bohatera tej opowieści:

„Bohaterowie (…) mogli zawrócić, ale nie chcieli. Szli naprzód. Ponieważ mieli wiarę. A w co my wierzymy? W to, że na tym świecie istnieje dobro. I że warto o nie walczyć.”

Współbrzmi to ze słowami Augustyna z Hippony, który blisko dwa tysiące lat temu napisał:

„Albowiem nie tylko iść, ale także dojść nie było niczym innym jak CHCIEĆ IŚĆ, lecz chcieć mężnie i całkowicie, a nie rzucać się to tu, to tam z na wpół rozbitą wolą, której część powstająca walczyła z częścią upadającą.”

Wiara jest tym, co nadaje sens woli, wyznacza jej cel. Zaś kierowanie się wolą przeciw zachciankom, to prawdziwe bohaterstwo. Bohaterstwo dnia powszedniego.

Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruje.
Nie każdą siłę starość zniszczy,
Korzeni w głębi lód nie skuje.
Z popiołów strzelą znów ogniska
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król – tułacz wróci na stolicę.

_________________________________________

P.S. Całkiem świadomie nadałem temu esejowi tytuł propagandowego filmu Leni Reifenstahl pokazującego IV Zjazd NSDAP. Tam tryumfowała jednak wola mroczna, zniewolona gniewem i ambicją. Rzeczywisty tryumf woli miał miejsce gdzie indziej i kiedy indziej.

Bilbo Baggins i Latający Cyrk Monty Pythona

Minęły kolejne tygodnie od premiery ostatniej części filmowego Hobbita. Jeszcze chwila i będziemy mogli część III obejrzeć na DVD, a późną jesienią w wersji rozszerzonej na naszych domowych ekranach filmowych. Tymczasem prezentujemy Wam kolejną elendilionową recenzję filmu z nadzieją, że rozpęta się w komentarzach prawdziwa dyskusja. Jednym film się nie podobał, a potem się spodobał, może innym się podobał, a teraz nie podoba. Są pewnie też i tacy z Was, którzy pokochali całym sercem całą hobbicką trylogię. Zapraszamy do komentowania!

Paulina „Thordis” Szymborska-Karcz

Hobbit. Bitwa Pięciu Armii,
czyli Bilbo Baggins i Latający Cyrk Monty Pythona

Do tej pory uważałam filmy w reżyserii Petera Jacksona na podstawie prozy J.R.R. Tolkiena za wspaniałe adaptacje tworzone przez artystę naprawdę kochającego tolkienowskie uniwersum. Ciężka praca włożona w przeniesienie Śródziemia na ekran kinowy oraz dbałość o szczegóły zasługują na ogromy podziw. Od samego początku, czyli od powstania „Drużyny Pierścienia” aż do teraz, oczekiwałam z niecierpliwością na każdy kolejny film. Jednak po obejrzeniu ostatniej części „Hobbita” mój entuzjazm opadł. Tym razem mówię Peterowi Jacksonowi – dość.

Przeczytaj resztę wpisu »

Sens życia według J.R.R. Tolkiena

Przypominamy naszym Czytelnikom stary tekst o sensie życia według J.R.R. Tolkiena. Takie refleksyjne dni początku Wielkiego Postu. Może warto się pochylić nad tym, co w tej sprawie ma do powiedzenia Profesor?

tolkien2W związku z dyskusją na jednym z forów tolkienowskich na temat sensu istnienia, przypomniała mi się lektura pewnego mniej znanego listu Tolkiena (nr 310 w zbiorze J.R.R. Tolkien. Listy w tłum. Agnieszki „Evermind” Sylwanowicz). Córka Raynera Unwina, Camilla, otrzymała w szkole zadanie. Miała napisać do kogoś list z zapytaniem: „Jaki jest cel życia?”. Wybór adresata padł na starego znajomego ojca Camilli, profesora J.R.R. Tolkiena. Było to w maju 1969 roku. Profesor potraktował pytanie bardzo poważnie. I dzięki temu, że 20 maja tamtego roku wysłał do Kamilki list z odpowiedzią, możemy się dowiedzieć, jaki jest „sens życia według…” J.R.R. Tolkiena.

Wpierw Tolkien precyzuje pytanie, na które ma odpowiedzieć, potem zaś przedstawia bardzo precyzyjną odpowiedź skierowaną do ludzi wierzących w Boga i do tych niewierzących. Pisze, że pytanie o „cel” jest naprawdę użyteczne tylko wtedy, gdy odnosi się do istoty myślącej oraz jej świadomych celów i tych rzeczy, które taka istota projektuje i tworzy. Przy okazji Tolkien pisze o jednym z widocznych dla osoby wierzącej w Stwórcę „dowodzie” na Jego istnienie:

Przeczytaj resztę wpisu »

Jeszcze o tzw. neopurytanizmie

Frodo i Sam wg Jaya Johnstone’a

W związku z dyskusją, jaka pojawiła się wokół tekstu pt. Neopurytanizm kontra ewangeliczny happy-end zapraszamy Was do lektury komentarza, napisanego przez znanego tolkienistę i tłumacza, Tadeusza A. Olszańskiego, który zatytułowano Jeszcze o neopurytanizmie. Tekst TAO traktuje o źródłach i cechach wszędobylskiej dzisiaj kultury amerykańskiej, a znajduje się tam też króciutka recenzja (zapowiedź długiej recenzji, którą opublikuje Aiglos) książki Josepha Pearce’a pt. Podróż Bilba. Chrześcijańskie przesłanie „Hobbita”.

Tolknięty zaprasza do dyskusji:
„Neopurytanizm kontra ewangeliczny happy-end

Gandalf Czarny by Benco42 (DeviantArt)

Czy Wy też widzicie Gandalfa Czarnego tam, gdzie Tolkien opisuje Gandalfa Białego?

TOLKNIĘTY blog zaprasza do dyskusji o neopurytanizmie i o szukaniu w Tolkienie „zagrożeń duchowych”…

Zapraszamy

Czym jest u Tolkiena ‚serce’?

Tolkien nigdzie nie pisze, że óre (sind. gûr) to ‚sumienie’. Używa raczej określenia ‚serce’ w rozumieniu: coś co we wnętrzu istoty myślącej mówi, radzi, ostrzega ale nigdy nie nakazuje i zmusza. Przypomina się tutaj dewiza błogosławionego Kardynała Johna Henry’ego Newmana, założyciela Oratorium w Birmingham, w którym chrześcijańskie wychowanie pobierał mały Ronald Tolkien. Jako kardynał, Newman miał w herb wpisaną dewizę »Cor ad cor loquitur« ‚Serce mówi do serca’ (…)

Zaprzyjaźniony z nami TOLKNIĘTY blog zaprasza do lektury tekstu o znaczeniu pojęcia ‚serca’ w książkach Tolkiena. Odwiedźcie TOLKNIĘTEGO!

Kod Reginalda*?

[*Reginaldus to łaciński odpowiednik imienia Ronald]

Gdy jedni autorzy piszą o twórczości Tolkiena jako dziele arcykatolickim, a inni znęcają się nad nim, jako nad (jakże modny to dziś termin) »zagrożeniem duchowym« (np. Robert Tekieli w Gazecie Polskiej, oskarżający opus Tolkiena o propagowanie magii), Elendilion pokaże jeszcze inną możliwość interpretacji. Napiszemy dziś o wpływie teozofii i antropozofii na życie i twórczość Inklingów.

Przeczytaliśmy dla Was dwa ciekawe teksty: wywiad z Owenem Barfieldem (jednym z Inklingów, którego książka Poetic Diction miała wielki wpływ na Lewisa i Tolkiena, oraz ich postrzeganie mitu i języka) przeprowadzony 25 marca 1994 r. przez Niemkę, Astrid Diener (Mythlore nr 78 – wolumin 20, nr 4, zima 1995) oraz wykład pt. „Hermetic Imagination: The Effect of The Golden Dawn on Fantasy Literature” (‚Hermetyczna wyobraźnia: wpływ Zakonu Złotego Brzasku na literaturę fantasy’) Ch. A. Coulombe’a w Proceedings of the J.R.R. Tolkien Centenary Conference. Obydwa teksty są źródłem ciekawych informacji na temat wpływu teozofii, antropozofii, Złotego Brzasku i gnozy na niektórych Inklingów. Podkreślam słowo „niektórych”, bo jak wynika z tekstów C.S. Lewis i J.R.R. Tolkien byli odporni na takie wpływy. Osoby, które w gronie Inklingów interesowały się takimi rzeczami to Owen Barfield (wieloletni antropozof) i Charles Williams.

Barfield w wywiadzie opisuje wielki opór przed antropozofią Steinera u Lewisa:

Jego reakcja na myśl antropozofii to w pewnym sensie tragedia (…)

Barfield twierdzi, że Lewis nie cierpiał tego światopoglądu, bo sam w młodym wieku interesował się… okultyzmem. Barfield mówi:

Jego reakcja na antropozofię była fatalna (…). Wynikało to z faktu, że we wcześniejszym okresie swojego życia był czas, gdy pociągał go dość mocno okultyzm w złym znaczeniu tego słowa, w który to okultyzm weszli niektórzy teozofowie – tak myślę. Jego pociąg do okultyzmu był jednak nieszczery. I reagował na tą tematykę z wielkim impetem. Bo myślał, że wszystko to znowu powróci w antropozofii (…).

a dalej mówi tak:

No tak, rzeczywiście. Lewis przeżył wielką zmianę – to, co nazywał swoim nawróceniem.

Przeczytaj resztę wpisu »

← Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy →