Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Przemysław Mroczkowski
Dalsza baśń o prawdach (1962)

wyd

Okładki pierwszych wydań Tolkiena z lat 1960-1985

Przedstawiamy Wam kolejną część recenzji „baśni o prawdach”, którą dla Przeglądu Kulturalnego napisał polski Inkling, człowiek, dzięki któremu książki Tolkiena pojawiły się w Polsce, prof. Przemysław Mroczkowski.

Przegląd Kulturalny, nr 52-53 (538-539) 1962, str. 9:

DALSZA BAŚŃ O PRAWDACH
Przemysław Mroczkowski

Nie wolno przeoczyć ukazania się drugiego porywającego tomu baśniowego eposu J. R. R. Tolkiena Pan Pierścieni [ciekawi ta wersja tytułu, bo w Polsce wydano książkę jednak jako Władcę Pierścieni! – przyp. LNDL]. Tom pierwszy, pt. Wyprawa polecałem rok temu (Wielka baśń o prawdach, grudzień 1961). Jako przysięgły herold tego dzieła rozgłaszam dobrą wieść, że już się ukazał jego następny pokaźny tom: Dwie wieże.

Pod koniec pierwszego tomu było tak, że wśród wielkich przygód kompania niosąca tajemniczy pierścień do groźnej krainy Mordoru (by tam go zniszczyć i w ten jedyny sposób uratować świat dobra przed zagładą) rozproszyła się. Niosący pierścień Frondo [oczywiście Frodo! – przyp. LNDL] został tylko w towarzystwie swego sługi i przyjaciela.

Mimo to zagłębia się, wśród rosnących niebezpieczeństw, w krainę Czarnego Władcy, by spróbować dopełnić zadania.

Jak to się dzieje, że zaczytujemy się w tym wszystkim, mimo tylu szczegółów fantastycznych? Pytanie zastanawiające, ale nie bardziej, niż pytanie o siłę czy sekret działania Tristana i Izoldy, Makbeta czy Don Kichota.

Niemało w tym wszystkim podobieństwa do Sienkiewicza, tylko dochodzi pewne „udziwnienie” i pogłębienie. Ale jest i porywająca akcja, i uśmiech, i „pokrzepienie serc” człowieczych (pod niebem pełnym mroku i grzmotów). A „o czym nam mówi autor” na tych kartach pełnych humoru, grozy, bohaterstwa i barwy? O podobnych sprawach jak w tomie pierwszym – w ogóle o sprawach starych: że ludzie lubią życie spokojne i przyjemne (Frondo [Frodo!] się nie śpieszył na wyprawę), ale że jednak musi się znaleźć ktoś, kto za wszystkich podejmie wielkie i trudne zadanie ratowania ich z nędzy czy ucisku, czy niewoli: że przeto nie przedawniła się dzielność; że w życiu nie ma gwarancji powodzenia (choć trwa nadzieja). I trwa poezja, której „opowiadaną apologią” są poniekąd wszystkie trzy tomy.

Przeczytaj resztę wpisu »

Przemysław Mroczkowski,
Wielka baśń o prawdach (1961)

col4Z wielką przyjemnością prezentujemy Wam prawdopodobnie pierwszy, najwcześniejszy tekst o Tolkienie i jego książkach, jaki ukazał się w polskiej prasie. Dzięki uprzejmości naszej Znajomej, Joanny Tarasiewicz, otrzymaliśmy skany dwóch artykułów prof. Przemysława Mroczkowskiego, polskiego Inklinga (patrz tutaj i tutaj) z Przeglądu Kulturalnego z 1961 i 1962, gdy w PRL-u ukazywało się pierwsze wydanie Władcy Pierścieni w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej. Dziś prezentujemy pierwszy z tekstów: „Wielka baśń o prawdach” (Przegląd Kulturalny nr 49 (484), str. 4 (nie numer 46, jak błędnie podają niektóre bibliografie). Czytajcie! Niech ten tekst wywoła dyskusję tutaj i na naszym profilu na Facebooku. Zauważmy, że prof. Mroczkowski nie pisze o „trylogii”, a o epopei w trzytomowej księdze, że używa pięknych porównań, korzysta z bogactwa polszczyzny pisząc np. o „pozaświatowości elfa”. Prezentowane zdjęcie przedstawia pierwsze wydanie Władcy Pierścieni w Polsce z osobistej kolekcji Profesora Tolkiena (znamy te egzemplarze z niektórych zdjeć J. R. R. Tolkiena na tle jego półki z książkami). O tym, jak te książki znalazły się w Polsce przeczytacie na Tolkniętym i w przygotowywanym na Boże Narodzenie numerze Simbelmynë.

[poprawki redaktorskie podajemy w nawiasie kwadratowym]

WIELKA BAŚŃ O PRAWDACH
Przemysław Mroczkowski

Czy można pozwolić sobie na porcję entuzjazmu? Wydaje się, że są po temu powody z okazji ukazania się po polsku pierwszego tomu wielkiej księgi przygód, feerii i mądrości J. R. R. Tolkiena, której podano u nas tytuł Wyprawa [dziś Drużyna Pierścienia].

Piszący te słowa uważa to trochę za osobiste święto, ponieważ tę książkę podawał jeszcze w oryginale rodzinie i przyjaciołom, i podsunął myśl jej przekładu.

Jakiś czas temu wydano u nas krótszą powieść Tolkiena, Hobbit, autor nie jest więc naszym czytelnikom nie znany. Hobbit odgrywa w stosunku do Wyprawy rolę preludium, wprowadza postać dzielnego, a przy tym wielce osobistego ludzika, któremu „nagle wypadło być bohaterem” mimo zamiłowania do wygodnego, spokojnego życia i który przeklinając to zrządzenie losu, dokonuje jednak wielkiego czynu. Już ta książka zaznajamiała tych, którzy potrafili się na tym poznać, z niektórymi najlepszymi cechami angielskiej psychiki i charakteru, a także kultury pisarskiej. Wyprawa będzie to czynić na o wiele większą skalę.

J. R. R. Tolkien przez długie lata profesor filologii angielskiej w Oxfordzie [pisownia oryginalna], jest jednym więcej przykładem łączenia w tradycji tego uniwersytetu pasji badawczej z zamiłowaniem literackim. W najgłośniejszym przypadku Lewis Carrolla twórczość zwyciężyła nawyki matematycznego myślenia pisarza: każdy zauważył, że „Alicja w Krainie Czarów” prowadzi pewne logiczne konstrukcje, chociaż doprowadza do absurdalnego zakończenia.

Tolkien jest znawcą starej literatury i języków. Jego wykłady wprost oszałamiały orientacją w spuściźnie rękopiśmiennej, w bogactwie form dialektycznych, rodzajach pisma. Ale ktoś dobrze umiejący czytać w twarzach byłby może dostrzegł pod skupieniem badacza coś z oczarowania dziwnością wykładanych spraw, coś z zaświatowości elfa. W każdym razie jest w tej chwili jasne, że oprócz władz analitycznych pracowała tam wyobraźnia, gromadząca przez lata wizje minionych ludzkich społeczności, ich wierzeń, walk, nabywanych doświadczeń; że na przykład rękopis jawił się nie tylko jako przekaz danych do naukowego wykorzystania, ale jako to, czym ongiś bywał, jako układ znaków, w których ludzie „zaklęli” swoje doświadczenie. Aż przyszedł dzień, w którym te podskórne prądy wydostały się na powierzchnię: wydawcy Allen i Unwin wypuścili w r. 1954 pierwsze z licznych wydań trzytomowej baśniowej epopei: Pan Pierścieni (The Lord of the Rings). (W tej chwili Amerykanie kręcą już z tego film).

Przeczytaj resztę wpisu »

Creatio Fantastica nr 2 (57) 2017
i fantastyczny numer tolkienowski!

creatio_oklCzasopismo do ściągnięcia – kliknij na obrazek!

To naprawdę wielkie wydarzenie tolkienowskie w Polsce! Żyjemy w jakiejś niezwykłej erze nowego ożywienia mitopeicznego. Świadczy o tym najnowszy numer Creatio Fantastica, wydawnictwo Ośrodka Badawczego Ficta Facta w Krakowie. Czasopismo jest do ściągnięcia całkowicie za darmo (TUTAJ). A oferuje ponad 200 stron samych tolkienowskich rarytasów! Sami zobaczcie na tolkienowską część spisu treści:

Artykuły naukowe

„Tolkien w oczach mediewisty”
Thomas Honegger

„Tolkien i wikingowie. Czyli o związkach J. R. R. Tolkiena
z wiktoriańską literaturą na temat Północy”
Michał Leśniewski

„Z Prus do Anglii. Saga rodziny J. R. R. Tolkiena (XIV-XIX wiek)”
Ryszard Derdziński

„Silmarillion – allotopia J. R. R. Tolkiena w perspektywie ardologicznej”
Krzysztof M. Maj

„Nomadyczność w cieniu Mordoru”
Jakub Alejski

„Inspiracja radykalna, czyli wątki tolkienowskie w twórczości Varga Vikernesa
Adam Podlewski

Rozmowa numeru

„Między Oksfordem a Mordorem”
Rozmowa z Katarzyną Mroczkowską-Brand

„Tolkien nadal inspiruje badaczy”
Rozmowa z Andrzejem Szyjewskim

Zapraszamy do lektury, a Redakcji Creatio Fantastica serdecznie dziękujemy za tak piękny numer pisma!

How it all began.
The introduction to the #TolkienAncestry

This is the first part of Ryszard Derdzinski’s essay on the history of the Tolkien family. It was translated into English by Juliusz Żebrowski.

tolkienbenj

Johann Benjamin Tolkien (Tollkühn) was baptized on 11 June 1752 at St Salvator, Gdańsk

When my friend Tomasz Gubała and I started our journey – which we called „Tołkiny 2010” – to Gdańsk and the former Prussia in the summer of 2010, I was guided by curiosity of the places which were far and unknown to me. I was also glad that due to our passion for Tolkien we were on our way again. I could not expect that the quest would last seven years, including some breaks, and that it would result in so many interesting discoveries.

It all started from a small piece of information on English language version of Wikipedia (yes, this tool may trigger a real scientific adventure!), where in the profile of the writer J. R. R. Tolkien I read about an alternative (compared to the official) etymology of the surname and about a certain village Tołkiny in Warmian-Masurian Voivodeship (in the historical land of Bartia in Lower Prussia) that the surname could be related with.

I am a graduate of the Department of Social Sciences at the University of Silesia in Katowice. My major was history of administrative autonomy (I have always been sure that this kind of interest has also been fuelled by my passion for Tolkien and particularly Hobbits and their autonomous, in a positive sense ?anarchic?, land of the Shire), whereas working with historical sources, texts in old or extinct languages, materials from the North of Europe has always given me plenty of pleasure. Preparations for the „Tołkiny 2010” expedition involved collection of historical accounts concerning Rastembork – today’s Kętrzyn – and its neighbourhood where Tołkiny is located (presently it is a settlement in the municipality of Korsze), search query of the 14th- and 15th-century Teutonic records (this is where the name and surname Tolk emerges for the first time with the Tolkyn/Tokin variants and also the place name Tolksdorf/Tolkynen) and insight in Prussian language and mediaeval German of the Teutonic State. The journey took me through beautiful and interesting places, allowed me to meet great people and to buy fantastic books that helped me do further research. Visiting Gdańsk I had no idea that probably it had been there that in ca. 1772 the great-great-grandfather of J. R. R. Tolkien and the former’s brother had left behind for England to start a new life in London (which commenced the English line of the Tolkien/Tollkühn family of German descent with Professor Tolkien as its future venerable member). That I got to know in December 2016.

I will make an attempt to describe the current state of our knowledge on the origin of the surname Tolkien and on how widely it has been used. Moreover, I want to report on my own research and to present the reconstructed history of J. R. R. Tolkien’s ancestors in Gdańsk and London. Some research perspectives for what I called #TolkienAncestry for Internet use will be described here, too. In another (forthcoming) text I am going to present my findings considering the surname Tolkien’s history between the 14th and 18th century and to mention its more prominent bearers.

to be continued

Chronologia Hobbita, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o tym, kiedy się zdarzyło…

W świecie Tolkiena fascynujące jest wiele rzeczy, świat jest tak złożony, drobiazgowo opisany, że zachwyca, budzi podziw i szacunek, ale jednocześnie z tego względu ilość informacji, nazw, miejsc, opisów i zdarzeń do odkrycia jest gigantyczna.

Wiele z tych zdarzeń odbywa się równolegle, jedne wynikają z drugich, inne z kolei są całkiem niezależne, kolejne niby nie mają związku z innymi, ale po czasie okazuje się, że jednak tak i tak dalej i tak dalej. Wszyscy znamy lub co najmniej słyszeliśmy o powieści mistrza – Hobbit, czyli tam i z powrotem.

W poniższym wpisie spróbuje przybliżyć wydarzenia z Hobbita chronologicznie, a jak zobaczycie wcale nie jest to łatwe.

Dokonałem syntezy chronologii Hobbita na podstawie: The Atlas of Middle Earth – Karen Wynn Fonstad , trzech innych chronologii – w tym dwóch astronomicznych – oraz Itinerarium, czyli opisu trasy podróży z zagubionej wersji Hobbita z 1960 roku. Wynik poniżej:

Przeczytaj resztę wpisu »

Simbelmynë nr 24 (2005) w pdf

10 Blotmath, 1493 (72), East Farthing, The Shire

tolkien_aotrou_itrounDziś w związku z premierą książkową opowieści J.R.R. Tolkiena pt. Ballada o Aotrou i Itroun w opracowaniu Verlyn Flieger (piszemy o tej książce tutaj) proponujemy Wam podróż w przeszłość i lekturę archiwalnego numeru naszego czasopisma Simbelmynë z jesieni 2005. Opublikowaliśmy wtedy całą balladę Tolkiena w tłumaczeniu Joanny „Adaneth” Drzewowskiej i dołączyliśmy do tego tłumaczenia wiele tekstów o samym poemacie, o poezji celtyckiej, o celtyckiej mitologii. Ilustracje do tamtego numeru Simbelmynë wykonała niemiecka artystka Anke Eissmann oraz Maciej Wygnański. Mamy nadzieję, że lektura naszego archiwalnego czasopisma będzie dla Was przyjemnym urozmaiceniem listopadowych wieczorów. Napiszcie nam w komentarzach, co sądzicie o tekście Tolkiena, jakie przywołał w Was skojarzenia, czy podoba Wam się przekład. A tymczasem zajrzyjmy wpierw do spisu treści tego numeru.

UWAGA! Aby otrzymać link do pdf z tym numerem czasopisma napiszcie na naszego maila elendilion@elendilion.pl a jeżeli jesteście użytkownikami mediów społecznościowych lub forów dyskusyjnych, poinformujcie o tej publikacji innych. W miarę możliwości prosimy Was o udostępnienie na swoich profilach na Facebooku, Twitterze albo Waszych stronach linku do naszego facebookowego fanpage’a: https://www.facebook.com/ElendilionInformacje/

Simbelmynë nr 24 (jesień 2005)
Spis treści

Andrzej Kowalski – Głos Dziedzica Bucklandu
Głos z Moczarów
Wiadomości zza Brandywiny – relacja z Berliner Tolkien Tag (R. Derdziński)
Rozmowa Simbelmynë z Anke Eißmann, artystką tolkienowską z Niemiec
Wiadomości zza Brandywiny – relacja z Berliner Tolkien Tag (A. Koszowska)
Hobbici górą! – wywiad z 15 stycznia 1967 r. z J.R.R. Tolkienem
J.R.R. Tolkien – Notion Club Papers (Zapiski Klubu Mniemań) ? tł. J. Drzewowska, cz. 2
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Wiersze irlandzkie: Tir na nÓg
Andrzej Szyjewski – Zanik (uwiąd) bogów w mitach celtyckich

Ryszard „Galadhorn” Derdziński – J.R.R. Tolkien i bretońskie lais
J.R.R. Tolkien – Ballada o Aotrou i Itroun – tł. J. Drzewowska
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Tłumaczyć nieprzetłumaczalne…

O Etain i Miderze, legenda irlandzka z „Cyklu mitologicznego” – opr. J. Drzewowska
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Wiersze irlandzkie: Oisin
Polscy fani Tolkiena, cz. 2 – Marta „Carcharoth” Promis o Stowarzyszeniu „Arda”
Joanna „Adaneth” Drzewowska, Fredegar O’Grodnik – Zielnik Śródziemia, cz. 2
Warsztaty Lingwistyczne, cz. 8 – Thorsten Renk – Kurs quenya, lekcja 5, tł. Arathulion
Tolkien Zone – Rafał „Rafer” Kwaśniewicz
Summary

tuor-pl_

Elves4Life

Są dzieci w Śródziemiu błogosławieństwem Eru. Życie jest tam błogosławieństwem. Bo ci, których nazwać możemy Voronwi Eruo, Wiernymi Jedynego, tworzą w swoim świecie prawdziwą cywilizację życia i całym swoim jestestwem sprzeciwiają się Nieprzyjacielowi, tyranowi kultury śmierci…

elves4lifeZnakomity tekst Tolkiena pt. „Prawa i obyczaje pośród Eldarów” (w History of Middle-earth, tom X), a także inne teksty Legendarium ukazują świat rodzin, świat małżeństw i dzieci, świat, w którym życie traktowane jest jako dar, który należy przyjąć z odpowiedzialnością, i którego nie wolno porzucić. Przekazywanie życia jest błogosławieństwem w Śródziemiu – odbieranie życia innym – ale także sobie – jest skutkiem knowań Zła. Bardzo piękny jest dla mnie w dziele Tolkiena ten bezwarunkowy szacunek, z jakim traktuje się życie istoty rozumnej od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ważne jest też według mnie to, że Wierni (niezależnie od rodzaju – elfowie, ludzie, krasnoludy, enty…) traktują swoje potomstwo jako dar. Pisze o tym w kontekście kultury Eldarów Tolkien we wspomnianym wyżej tekście o prawach i zwyczajach elfów. W tamtym świecie nie mówi się „mam dziecko”, ale „dziecko zostało mi dane”. I elfowie, u których od momentu poczęcia do narodzin upływa dokładnie jeden rok słoneczny, liczą swoje rocznice poczęć, nie urodziny. Jak nazwać taką rocznicę – poczęcinami? Ludzie, u których sprawy biologii nie są tak harmonijne, jak u elfów, momentu poczęcia nigdy nie są w 100% pewni – dlatego nie pozostaje im nic innego jak świętować urodziny. Wiemy, że prym w tej dziedzinie wiedli hobbici, którzy z urodzinami związali wiele sympatycznych obyczajów, a uroczystość urodzin była u nich w rodzinach bardzo częsta, skoro rodzicie miewali po kilkanaścioro potomstwa. Jednak można być pewnym, że podobnie jak elfy, również śmiertelnicy uważali, że istnienie osoby rozpoczyna się w chwili poczęcia. Przypomnijmy sobie podwójną tragiczną śmierć Nienor i jej nienarodzonego dziecka. Tylko dziś jeszcze niektórzy mają z tym problem. Nieprzyjaciel wciąż działa…

plod

Boromirek w łonie Finduilas, około 3,5 miesiąca od poczęcia

Przeczytaj resztę wpisu »

Éowyn nie jest już dziewiczym rycerzem…

Éowyn (polscy tolkieniści wolą czasem formę Eowina) to postać, która wymyka się prostym ocenom, prostym schematom. Jej imię oznacza ‚Konną Radość’ albo ‚Radość z powodu Konia’ (ang. ‚Horse-joy’) i jest typową dla kultury Rohirrimów (a jednocześnie Anglosaksonów) kombinacją imion ojca i matki – Éomunda i Théodwyn. Jest pełnokrwistą bohaterką epopei Tolkiena, którą kochają setki czytelników.

Jak wiele o bohaterce mówi ta rozmowa z Aragornem:

– Czy zawsze na mnie padać będzie wybór? – spytała z goryczą [Éowina]. – Czy zawsze mam zostawać w domu, gdy jeźdźcy ruszają w pole, pilnować gospodarstwa, gdy oni zdobywają sławę, czekać na ich powrót przygotowując dla nich jadło i kwatery?
– Wkrótce może nadejdzie taki dzień, że nie wróci żaden z tych, co ruszyli w pole – powiedział Aragorn. – Wtedy potrzebne będzie męstwo bez sławy, bo nikt nie zapamięta czynów dokonanych w ostatniej obronie naszych domów. Ale brak chwały nie ujmuje tym czynom męstwa.
– Piękne słowa, lecz naprawdę znaczą tylko tyle: jesteś kobietą, siedź w domu – odpowiedziała Éowina. – Kiedy mężowie polegną na polu chwały, będzie ci wolno podpalić dom, na nic im już niepotrzebny, i spłonąć z nim razem. Ale jam z rodu Eorla, a nie dziewka służebna. Umiem dosiadać konia i władać mieczem, nie boję się trudu ani śmierci.
– A czego się boisz, Éowino? – zapytał.
– Klatki – odpowiedziała. – Czekania za kratami, aż zmęczenie i starość każą się z nimi pogodzić, aż wszelka nadzieja wielkich czynów nie tylko przepadnie, lecz straci powab.
– I mimo to radziłaś mi, żebym się wyrzekł obranej drogi, ponieważ jest niebezpieczna?
– Innym można dawać takie rady – odparła. – Nie namawiam cię jednak, żebyś uciekał przed niebezpieczeństwem, lecz żebyś stanął do bitwy, w której możesz mieczem zasłużyć na zwycięstwo i sławę. Ścierpieć nie mogę, gdy wyrzuca się na marne rzecz cenną i doskonałą.
– Ja także bym tego nie ścierpiał – rzekł Aragorn.- Toteż powiadam ci, Eowino: zostań! Nie masz obowiązku do spełnienia na południu.
– Jeźdźcy, którzy ci towarzyszą, także nie mają tego obowiązku. Jadą, ponieważ nie chcą rozstać się z tobą, ponieważ cię kochają.
Odwróciła się i znikła wśród nocy.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 65)

eowyn_by_galadhorn
Éowyn – Ryszard „Galadhorn” Derdziński

Patrząc na Éowyn oczami człowieka współczesnego mamy pokusę, aby wpisać ją w schematy dyskursu o roli płci czy o tak zwanej „płci kulturowej” (gender). Zdarza się nawet w tolkienowskich dyskusjach, że Éowyn staje się dla niektórych jedną z literackich ikon feminizmu. Widzi się ją jako dziewczynę, która zamknięta w klatce opresyjnych męskich oczekiwań szuka drogi wyzwolenia. I znajduje ją… Tymczasem J.R.R. Tolkien w liście z ok. 1963 r. (oznaczonego w znanym zbiorze numerem 244) pisze:

(…) sama Eowina nie miała prawdziwych ambicji politycznych. Chociaż nie była z usposobienia „niańką”, nie była też w gruncie rzeczy żołnierzem ani „amazonką”, lecz, jak wiele dzielnych kobiet, potrafiła w krytycznej chwili okazać wielką odwagę na polu walki.

[tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz; pozwoliłem sobie poprawić tłumaczenie ang. dry nurse z ‚oschłej pielęgniarki’ na ‚niańkę (która nie jest mamką, nie karmi dziecka piersią)’]

A z narracji samego Władcy Pierścieni i historycznych dodatków wiemy, że Éowyn po upadku Saurona wyszła szczęśliwie za mąż. Ze swoim mężem, Faramirem, osiadła na wzgórzach Emyn Arnen w Ithilien. Faramir został księciem tej pięknej krainy. Éowyn znana odtąd była Panią Ithilien. Éowyn urodziła co najmniej jedno dziecko – syna Elborona. Wnukiem pary był Barahir, który w Czwartej Erze napisał Opowieść o Aragornie i Arwen

Éowyn to postać niejednoznaczna. Zagubiona młoda kobieta, która w desperacji szuka siebie na polu walki, a w końcu znajduje swoje szczęście przy boku męża, nad kołyską syna… Jednak zawsze zostaje dumną, zdecydowaną kobietą, która nie wstydzi się powiedzieć:

Nie będę już dziewiczym rycerzem, nie ruszę w pole z Jeźdźcami Rohanu, nie znajdę szczęścia w bojowych pieśniach. Będę uzdrowicielką, pokocham wszystko, co rośnie i co nie jest jałowe. (…) Nie pragnę już być królową.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 303)

Komentarz do plebiscytu
– Magdalena Słaba

Nasza przyjaciółka, Magdalena Słaba, napisała tak obszerny komentarz do plebiscytu na Tolkienowskie Wydarzenie Roku, że postanowiliśmy zamieścić go jako oddzielny esej tolkienowski. Magdalena zadaje wiele ciekawych pytań i rzuca tyle interesujących propozycji, że chcemy poddać jej tekst pod dyskusję. Zapraszamy do komentowania! – Redakcja (Galadhorn)

elendilion1W odpowiedzi na zawarte pod wynikami plebiscytu na Tolkienowskie Wydarzenie Roku 2015 zachęcające wezwanie do przesłania własnych przemyśleń wzorem tych dokonanych na stronie Elendilionu przez Lorda Ya, Galadhorna oraz M. L., pozwalam sobie na komentarz w tej formie, dotyczący samego plebiscytu oraz fandomu, w dziesięciu następujących punktach.

1. Zgadzam się z tezą, że kandydatów na liście było zbyt wielu. Sprawia to smutne wrażenie, że poszukiwano ich niejako na siłę. O wielu z tych wydarzeń nie mam pojęcia, skoro nie brałam w nich udziału, polegać mogę na relacjach takich, jak te na stronie Elendilionu. Być może stąd się bierze ilość biorących udział w głosowaniu, choć ponad sto osób to już niebagatelna liczba, i siła. Plebiscyt w tej formie nie ma ambicji ani szansy, by kreować podobne wydarzenia w przyszłości. Jeśli kiedyś ktoś zacznie prowadzić interesującego bloga o Tolkienie, albo ciekawą stronę internetową, albo kanał YouTube z wykładami (np. własnymi), to mam nadzieję Elendilion to zauważy. Bo tego nam najbardziej brakuje! Dla mnie zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego nie ma w plebiscycie kategorii sztuki inspirowanej twórczością Tolkiena. Zapewne na początku laureatami byłyby osoby już znane (np. z Aiglosa), ale może po jakimś czasie zgłosiłby się debiutant i wygrał bezapelacyjnie.

2. Zgadzam się, że wydarzenia cykliczne nie powinny być w ogóle brane pod uwagę. Wyobrażam sobie jednak taki wyjątek, że, dajmy na to, w Aiglosie zostanie opublikowany niezwykle wartościowy tekst napisany przez autorytet w dziedzinie (kategoria: najlepszy artykuł). Albo na Tolk Folk przyjedzie nieoczekiwanie zaskakujący gość, który wywróci wszystko do góry nogami, mówiąc w przenośni. Chodzi więc bardziej o pewną niezwykłość i wyjątkowość powtarzalnego wydarzenia, niż o samo to wydarzenie.

3. Bardzo dobrze, że konferencja wrocławska „Kultury oralne?” została zauważona, ale te trzy głosy na nią oddane pokazują moim zdaniem, że z wydarzenia tego można było zrobić? jeszcze większe wydarzenie. Rozumiem M.L. (ukłony), że nie przepada za maruderami (i że zbyt dużo refleksji może mieć opłakane skutki), ale sobie pomarudzę, bo czuję słuszną sprawę. Skoro wartość tej konferencji została ta wysoko oceniona przez uczestników, to czyż nie warto by było opublikować z niej materiałów albo w trakcie takiej konferencji dokonać rejestracji video i zamieścić na kanale YT? To jest mój główny zarzut jako fana ? jak mam się stać z odbiorcy kreatorem (a w każdym razie aktywnym uczestnikiem, zamiast tylko konsumentem), skoro nie mam skąd i jak czerpać inspiracji i wiedzy, a w każdym razie jest to utrudnione? W Warszawie trzykrotnie na Uniwersytecie Otwartym UW dr Marcin Niemojewski proponował kurs ?Sekrety Władcy Pierścieni, czyli o pożytkach z opowiadania bajek i wymyślania języków? i trzykrotnie nie doszedł ów kurs do skutku z powodu braku frekwencji. A potrzeba trzydziestu osób, koszt wynosi prawie 200 złotych za trymestr, spotkania odbywają się raz w tygodniu po 18.00. Mam smutne wrażenie, że Pan Niemojewski po tym doświadczeniu nieprędko powtórzy swój projekt. Ale w trakcie namawiania na różnych forach (TT i FB) do udziału w tym kursie spotkałam się z uwagą, że powinien on odbywać się w Internecie. Wzory mamy jak najlepsze, wystarczy wspomnieć Mythgard Institute, który ostatnio, ku mojej radości, swoje kursy publikuje na YT. Nareszcie! Jak mawiał klasyk: Można? Można! Podejście proponowane przez dr Niemojewskiego jest znaczące, gdyż dotyczy kulturotwórczej roli mitu, a dzieł Tolkiena w szczególności. Takie podejście, obok literaturoznawczego, jest moim zdanie najciekawsze. Brakuje mi też wśród publikacji o Tolkienie podejścia porównawczego oraz eseistyki literackiej, takiej bez ?akademickości? i naukowego rygoryzmu przypisów, źródeł, bibliografii itp.

4. W kwestii The Story of Kullervo, M.L. wybaczy mi, mam nadzieję, ale nazwać to wydawnictwo ?zbiorem kwitów z pralni? to czarująca wprost nonszalancja i dezynwoltura (jeśli tym grozi długie zawodowe grzebanie w Tolkienie, to cieszę się, że jestem tylko miłośniczką literatury, oby mnie ta moja naiwność nie opuściła). Rzecz tę trzeba bowiem docenić poprzez esej Tolkiena On ?The Kalevala? Or Land of Heroes, a także poprzez rozbudowany komentarz Verlyn Flieger, wtedy nabiera ona wartości. Poza tym, lektura tego dzieła może być inspiracją do zapoznania się Kalevalą. Czemu bowiem mają służyć plebiscyty jak ten oraz działalność Tolkienistów ze słusznym stażem i porażającą wiedzą jak nie edukacji tych, którzy co jakiś czas dołączają do grona miłośników Tolkiena. Działalność taka powinna być nastawiona w pewnym stopniu na powtarzalność przez przypominanie. Ktoś, kto nie miał jeszcze w ręku The Story of Kullervo, po ?kwitach z pralni? co najmniej podniesie brwi ze zdumienia (po cóż zatem było wydawać??).

5. Nie doceniacie znaczenia filmowego Hobbita. Rola filmów Petera Jacksona nie jest tak bagatelna, jak chciałoby się miłośnikom literatury wydawać. Nie da się ukryć, że dzieła Tolkiena są trwałym elementem kultury masowej, dla której film, jako dziedzina sztuki, jest ważnym nośnikiem treści. Filmy te są już dziedzictwem tolkienowym, a więcej niż krytyczny stosunek Christophera Tolkiena do nich ? takim samym dziedzictwem, ku racjonalnej refleksji wszystkich fanów, Ringersów nie wyłączając. Jestem fanką literatury, ale znajomość z Tolkienem zaczęłam od filmu (uwielbiam kino). Oczywiste, że to wpływa na moje postrzeganie twórczości JRRT, ale nie jest to wpływ negatywny.

6. Dla mnie miejsce czwarte dla wyprawy tolkienowskiej do Anglii to sukces organizatorów wyprawy. Tu z kolei ukłony dla Galadhorna i Toma Goolda. Skoro bowiem biadamy nad kiepskim poziomem aktywności fanów (w pewnych dziedzinach przynajmniej), to udział w wyprawie i sposób jej organizacji powinien być premiowany. Wątpliwości co do umieszczenia tego wydarzenia w plebiscycie traktuję jak zdziwienie mieszkańców Shire?u faktem, że Bilbo dał się zaciągnąć na wyprawę do Samotnej Góry. Czuję się wyróżniona, jako uczestniczka. Jasne, że zagłosowałam na wyprawę? Jeszcze większe wydarzenie byłoby, gdyby na kolejną wyprawę (do Śródziemia?) pojechali (niemal) wszyscy rodzimi Tolkieniści, czyli naukowcy razem z fanami (aby się zamienili miejscami?).

7. Miejsce trzecie dla mapy Pauline Baynes dziwi mnie pozytywnie. To jest taki artefakt, który dotarł do wszystkich zainteresowanych za pośrednictwem Internetu. Można było stwierdzić jego wartość na własne oczy. Wydatna pomoc Blackwell Rare Books w odszyfrowaniu pisma Pani Baynes i Tolkiena spowodowała, że nie trzeba było jechać do Oksfordu, żeby to piękne znalezisko obejrzeć (był dreszczyk po stwierdzeniu, że pod nazwą Dorwinion kryje się Mildor!). A że sam antykwariat uczynił z tego wydarzenie, chyba nie powinno dziwić. Możliwe, że dla takich zdarzeń przydałaby się osobna kategoria, np. odkrycie roku. Mnie osobiście najbardziej zainspirowała reakcja na to odkrycie ze strony Galadhorna, który zamówił artykuł dla Elendilionu. Wtedy jego odkrycie stało się też moim?

8. Tak, przedstawienie Hobbita w etnolekcie wilamowskim (mam nadzieję, sądząc po zapowiedziach, że już niedługo w Teatrze Polskim w Warszawie, co da okazję do spotkania Tolkienistów stołecznych), zasługuje na swoje miejsce. Podobnie jak Beowulf po polsku (mój numer jeden). Liczę, że miejsce 1. i 2. w plebiscycie dodatkowo rozkręci zainteresowanie tymi wydarzeniami.

9. W kwestiach fandomowych: potrzebna pilnie nowa i często uaktualniana strona Śląskiego Klubu Fantastyki, Sekcji Tolkienowskiej, a także częsty kontakt sekcji z członkami (maile!), skoro fani nie są aż tak bardzo mobilni w terenie (hobbici, wiadomo?) oraz w ogóle większa obecność spraw tolkienowskich i około tolkienowskich w Internecie (jak wyżej).

10. Co do porównania fandomu polskiego i światowego: nie ma jeszcze u nas tradycji poświęcania wolnego czasu na aktywności, z których nie ma bezpośredniego ?pożytku?, a jest ?jedynie? intelektualna rozrywka. Ale pewnie kiedyś będzie lepiej? W tym roku setna rocznica udziału Tolkiena w bitwie nad Sommą. Temat Tolkien Reading Day w związku z tym to „Życie, Śmierć i Nieśmiertelność” ? jest to też temat seminarium tolkienowskiego planowanego na lipiec. Kto z naszych Tolkienistów – akademików pisze na nie wystąpienie?

Magdalena Słaba

A Secret Vice – nowa książka J.R.R. Tolkiena

Wydawnictwo HarperCollins zapowiedziało, że w lutym 2016 roku na półkach księgarni pojawi się nowa książka Tolkiena. Zatytułowana będzie A Secret Vice. Będzie to rozszerzona wersja eseju Tolkiena z 1930, który już wcześniej, pod polskim tytułem Tajony nałóg mogliśmy przeczytać w Potworach i krytykach. W ramach tego eseju Tolkien opowiadał po raz pierwszy o swoim nałogu tworzenia fikcyjnych języków. Za redakcję książki odpowiadają Dimitra Fimi (autorka Tolkien, Race and Cultural History: From Fairies to Hobbits) i Andrew Higgins (badacz Tolkiena, autor The Genesis of J.R.R. Tolkien’s Mythology).

Poza wcześniej nie publikowanymi notatkami i esejami, w książce znajdą się dyskusje na temat języków Tolkiena w szerszym kontekście współczesnej literatury fantasy, uwzględniając filmy Petera Jacksona oraz Grę o Tron.

Książka pojawi się w księgarniach 11 lutego 2016 roku. Ma być wydana w twardej oprawie, liczyć 300 stron i kosztować £16.99. O ewentualnych losach książki na polskim rynku będziemy informować.

Wcześniejsze wpisy →