Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Simbelmynë nr 24 (2005) w pdf

10 Blotmath, 1493 (72), East Farthing, The Shire

tolkien_aotrou_itrounDziś w związku z premierą książkową opowieści J.R.R. Tolkiena pt. Ballada o Aotrou i Itroun w opracowaniu Verlyn Flieger (piszemy o tej książce tutaj) proponujemy Wam podróż w przeszłość i lekturę archiwalnego numeru naszego czasopisma Simbelmynë z jesieni 2005. Opublikowaliśmy wtedy całą balladę Tolkiena w tłumaczeniu Joanny „Adaneth” Drzewowskiej i dołączyliśmy do tego tłumaczenia wiele tekstów o samym poemacie, o poezji celtyckiej, o celtyckiej mitologii. Ilustracje do tamtego numeru Simbelmynë wykonała niemiecka artystka Anke Eissmann oraz Maciej Wygnański. Mamy nadzieję, że lektura naszego archiwalnego czasopisma będzie dla Was przyjemnym urozmaiceniem listopadowych wieczorów. Napiszcie nam w komentarzach, co sądzicie o tekście Tolkiena, jakie przywołał w Was skojarzenia, czy podoba Wam się przekład. A tymczasem zajrzyjmy wpierw do spisu treści tego numeru.

UWAGA! Aby otrzymać link do pdf z tym numerem czasopisma napiszcie na naszego maila elendilion@elendilion.pl a jeżeli jesteście użytkownikami mediów społecznościowych lub forów dyskusyjnych, poinformujcie o tej publikacji innych. W miarę możliwości prosimy Was o udostępnienie na swoich profilach na Facebooku, Twitterze albo Waszych stronach linku do naszego facebookowego fanpage’a: https://www.facebook.com/ElendilionInformacje/

Simbelmynë nr 24 (jesień 2005)
Spis treści

Andrzej Kowalski – Głos Dziedzica Bucklandu
Głos z Moczarów
Wiadomości zza Brandywiny – relacja z Berliner Tolkien Tag (R. Derdziński)
Rozmowa Simbelmynë z Anke Eißmann, artystką tolkienowską z Niemiec
Wiadomości zza Brandywiny – relacja z Berliner Tolkien Tag (A. Koszowska)
Hobbici górą! – wywiad z 15 stycznia 1967 r. z J.R.R. Tolkienem
J.R.R. Tolkien – Notion Club Papers (Zapiski Klubu Mniemań) ? tł. J. Drzewowska, cz. 2
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Wiersze irlandzkie: Tir na nÓg
Andrzej Szyjewski – Zanik (uwiąd) bogów w mitach celtyckich

Ryszard „Galadhorn” Derdziński – J.R.R. Tolkien i bretońskie lais
J.R.R. Tolkien – Ballada o Aotrou i Itroun – tł. J. Drzewowska
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Tłumaczyć nieprzetłumaczalne…

O Etain i Miderze, legenda irlandzka z „Cyklu mitologicznego” – opr. J. Drzewowska
Joanna „Adaneth” Drzewowska – Wiersze irlandzkie: Oisin
Polscy fani Tolkiena, cz. 2 – Marta „Carcharoth” Promis o Stowarzyszeniu „Arda”
Joanna „Adaneth” Drzewowska, Fredegar O’Grodnik – Zielnik Śródziemia, cz. 2
Warsztaty Lingwistyczne, cz. 8 – Thorsten Renk – Kurs quenya, lekcja 5, tł. Arathulion
Tolkien Zone – Rafał „Rafer” Kwaśniewicz
Summary

tuor-pl_

Elves4Life

Są dzieci w Śródziemiu błogosławieństwem Eru. Życie jest tam błogosławieństwem. Bo ci, których nazwać możemy Voronwi Eruo, Wiernymi Jedynego, tworzą w swoim świecie prawdziwą cywilizację życia i całym swoim jestestwem sprzeciwiają się Nieprzyjacielowi, tyranowi kultury śmierci…

elves4lifeZnakomity tekst Tolkiena pt. „Prawa i obyczaje pośród Eldarów” (w History of Middle-earth, tom X), a także inne teksty Legendarium ukazują świat rodzin, świat małżeństw i dzieci, świat, w którym życie traktowane jest jako dar, który należy przyjąć z odpowiedzialnością, i którego nie wolno porzucić. Przekazywanie życia jest błogosławieństwem w Śródziemiu – odbieranie życia innym – ale także sobie – jest skutkiem knowań Zła. Bardzo piękny jest dla mnie w dziele Tolkiena ten bezwarunkowy szacunek, z jakim traktuje się życie istoty rozumnej od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ważne jest też według mnie to, że Wierni (niezależnie od rodzaju – elfowie, ludzie, krasnoludy, enty…) traktują swoje potomstwo jako dar. Pisze o tym w kontekście kultury Eldarów Tolkien we wspomnianym wyżej tekście o prawach i zwyczajach elfów. W tamtym świecie nie mówi się „mam dziecko”, ale „dziecko zostało mi dane”. I elfowie, u których od momentu poczęcia do narodzin upływa dokładnie jeden rok słoneczny, liczą swoje rocznice poczęć, nie urodziny. Jak nazwać taką rocznicę – poczęcinami? Ludzie, u których sprawy biologii nie są tak harmonijne, jak u elfów, momentu poczęcia nigdy nie są w 100% pewni – dlatego nie pozostaje im nic innego jak świętować urodziny. Wiemy, że prym w tej dziedzinie wiedli hobbici, którzy z urodzinami związali wiele sympatycznych obyczajów, a uroczystość urodzin była u nich w rodzinach bardzo częsta, skoro rodzicie miewali po kilkanaścioro potomstwa. Jednak można być pewnym, że podobnie jak elfy, również śmiertelnicy uważali, że istnienie osoby rozpoczyna się w chwili poczęcia. Przypomnijmy sobie podwójną tragiczną śmierć Nienor i jej nienarodzonego dziecka. Tylko dziś jeszcze niektórzy mają z tym problem. Nieprzyjaciel wciąż działa…

plod

Boromirek w łonie Finduilas, około 3,5 miesiąca od poczęcia

Przeczytaj resztę wpisu »

Éowyn nie jest już dziewiczym rycerzem…

Éowyn (polscy tolkieniści wolą czasem formę Eowina) to postać, która wymyka się prostym ocenom, prostym schematom. Jej imię oznacza ‚Konną Radość’ albo ‚Radość z powodu Konia’ (ang. ‚Horse-joy’) i jest typową dla kultury Rohirrimów (a jednocześnie Anglosaksonów) kombinacją imion ojca i matki – Éomunda i Théodwyn. Jest pełnokrwistą bohaterką epopei Tolkiena, którą kochają setki czytelników.

Jak wiele o bohaterce mówi ta rozmowa z Aragornem:

– Czy zawsze na mnie padać będzie wybór? – spytała z goryczą [Éowina]. – Czy zawsze mam zostawać w domu, gdy jeźdźcy ruszają w pole, pilnować gospodarstwa, gdy oni zdobywają sławę, czekać na ich powrót przygotowując dla nich jadło i kwatery?
– Wkrótce może nadejdzie taki dzień, że nie wróci żaden z tych, co ruszyli w pole – powiedział Aragorn. – Wtedy potrzebne będzie męstwo bez sławy, bo nikt nie zapamięta czynów dokonanych w ostatniej obronie naszych domów. Ale brak chwały nie ujmuje tym czynom męstwa.
– Piękne słowa, lecz naprawdę znaczą tylko tyle: jesteś kobietą, siedź w domu – odpowiedziała Éowina. – Kiedy mężowie polegną na polu chwały, będzie ci wolno podpalić dom, na nic im już niepotrzebny, i spłonąć z nim razem. Ale jam z rodu Eorla, a nie dziewka służebna. Umiem dosiadać konia i władać mieczem, nie boję się trudu ani śmierci.
– A czego się boisz, Éowino? – zapytał.
– Klatki – odpowiedziała. – Czekania za kratami, aż zmęczenie i starość każą się z nimi pogodzić, aż wszelka nadzieja wielkich czynów nie tylko przepadnie, lecz straci powab.
– I mimo to radziłaś mi, żebym się wyrzekł obranej drogi, ponieważ jest niebezpieczna?
– Innym można dawać takie rady – odparła. – Nie namawiam cię jednak, żebyś uciekał przed niebezpieczeństwem, lecz żebyś stanął do bitwy, w której możesz mieczem zasłużyć na zwycięstwo i sławę. Ścierpieć nie mogę, gdy wyrzuca się na marne rzecz cenną i doskonałą.
– Ja także bym tego nie ścierpiał – rzekł Aragorn.- Toteż powiadam ci, Eowino: zostań! Nie masz obowiązku do spełnienia na południu.
– Jeźdźcy, którzy ci towarzyszą, także nie mają tego obowiązku. Jadą, ponieważ nie chcą rozstać się z tobą, ponieważ cię kochają.
Odwróciła się i znikła wśród nocy.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 65)

eowyn_by_galadhorn
Éowyn – Ryszard „Galadhorn” Derdziński

Patrząc na Éowyn oczami człowieka współczesnego mamy pokusę, aby wpisać ją w schematy dyskursu o roli płci czy o tak zwanej „płci kulturowej” (gender). Zdarza się nawet w tolkienowskich dyskusjach, że Éowyn staje się dla niektórych jedną z literackich ikon feminizmu. Widzi się ją jako dziewczynę, która zamknięta w klatce opresyjnych męskich oczekiwań szuka drogi wyzwolenia. I znajduje ją… Tymczasem J.R.R. Tolkien w liście z ok. 1963 r. (oznaczonego w znanym zbiorze numerem 244) pisze:

(…) sama Eowina nie miała prawdziwych ambicji politycznych. Chociaż nie była z usposobienia „niańką”, nie była też w gruncie rzeczy żołnierzem ani „amazonką”, lecz, jak wiele dzielnych kobiet, potrafiła w krytycznej chwili okazać wielką odwagę na polu walki.

[tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz; pozwoliłem sobie poprawić tłumaczenie ang. dry nurse z ‚oschłej pielęgniarki’ na ‚niańkę (która nie jest mamką, nie karmi dziecka piersią)’]

A z narracji samego Władcy Pierścieni i historycznych dodatków wiemy, że Éowyn po upadku Saurona wyszła szczęśliwie za mąż. Ze swoim mężem, Faramirem, osiadła na wzgórzach Emyn Arnen w Ithilien. Faramir został księciem tej pięknej krainy. Éowyn znana odtąd była Panią Ithilien. Éowyn urodziła co najmniej jedno dziecko – syna Elborona. Wnukiem pary był Barahir, który w Czwartej Erze napisał Opowieść o Aragornie i Arwen

Éowyn to postać niejednoznaczna. Zagubiona młoda kobieta, która w desperacji szuka siebie na polu walki, a w końcu znajduje swoje szczęście przy boku męża, nad kołyską syna… Jednak zawsze zostaje dumną, zdecydowaną kobietą, która nie wstydzi się powiedzieć:

Nie będę już dziewiczym rycerzem, nie ruszę w pole z Jeźdźcami Rohanu, nie znajdę szczęścia w bojowych pieśniach. Będę uzdrowicielką, pokocham wszystko, co rośnie i co nie jest jałowe. (…) Nie pragnę już być królową.

(J.R.R. Tolkien, WP III, 303)

Komentarz do plebiscytu
– Magdalena Słaba

Nasza przyjaciółka, Magdalena Słaba, napisała tak obszerny komentarz do plebiscytu na Tolkienowskie Wydarzenie Roku, że postanowiliśmy zamieścić go jako oddzielny esej tolkienowski. Magdalena zadaje wiele ciekawych pytań i rzuca tyle interesujących propozycji, że chcemy poddać jej tekst pod dyskusję. Zapraszamy do komentowania! – Redakcja (Galadhorn)

elendilion1W odpowiedzi na zawarte pod wynikami plebiscytu na Tolkienowskie Wydarzenie Roku 2015 zachęcające wezwanie do przesłania własnych przemyśleń wzorem tych dokonanych na stronie Elendilionu przez Lorda Ya, Galadhorna oraz M. L., pozwalam sobie na komentarz w tej formie, dotyczący samego plebiscytu oraz fandomu, w dziesięciu następujących punktach.

1. Zgadzam się z tezą, że kandydatów na liście było zbyt wielu. Sprawia to smutne wrażenie, że poszukiwano ich niejako na siłę. O wielu z tych wydarzeń nie mam pojęcia, skoro nie brałam w nich udziału, polegać mogę na relacjach takich, jak te na stronie Elendilionu. Być może stąd się bierze ilość biorących udział w głosowaniu, choć ponad sto osób to już niebagatelna liczba, i siła. Plebiscyt w tej formie nie ma ambicji ani szansy, by kreować podobne wydarzenia w przyszłości. Jeśli kiedyś ktoś zacznie prowadzić interesującego bloga o Tolkienie, albo ciekawą stronę internetową, albo kanał YouTube z wykładami (np. własnymi), to mam nadzieję Elendilion to zauważy. Bo tego nam najbardziej brakuje! Dla mnie zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego nie ma w plebiscycie kategorii sztuki inspirowanej twórczością Tolkiena. Zapewne na początku laureatami byłyby osoby już znane (np. z Aiglosa), ale może po jakimś czasie zgłosiłby się debiutant i wygrał bezapelacyjnie.

2. Zgadzam się, że wydarzenia cykliczne nie powinny być w ogóle brane pod uwagę. Wyobrażam sobie jednak taki wyjątek, że, dajmy na to, w Aiglosie zostanie opublikowany niezwykle wartościowy tekst napisany przez autorytet w dziedzinie (kategoria: najlepszy artykuł). Albo na Tolk Folk przyjedzie nieoczekiwanie zaskakujący gość, który wywróci wszystko do góry nogami, mówiąc w przenośni. Chodzi więc bardziej o pewną niezwykłość i wyjątkowość powtarzalnego wydarzenia, niż o samo to wydarzenie.

3. Bardzo dobrze, że konferencja wrocławska „Kultury oralne?” została zauważona, ale te trzy głosy na nią oddane pokazują moim zdaniem, że z wydarzenia tego można było zrobić? jeszcze większe wydarzenie. Rozumiem M.L. (ukłony), że nie przepada za maruderami (i że zbyt dużo refleksji może mieć opłakane skutki), ale sobie pomarudzę, bo czuję słuszną sprawę. Skoro wartość tej konferencji została ta wysoko oceniona przez uczestników, to czyż nie warto by było opublikować z niej materiałów albo w trakcie takiej konferencji dokonać rejestracji video i zamieścić na kanale YT? To jest mój główny zarzut jako fana ? jak mam się stać z odbiorcy kreatorem (a w każdym razie aktywnym uczestnikiem, zamiast tylko konsumentem), skoro nie mam skąd i jak czerpać inspiracji i wiedzy, a w każdym razie jest to utrudnione? W Warszawie trzykrotnie na Uniwersytecie Otwartym UW dr Marcin Niemojewski proponował kurs ?Sekrety Władcy Pierścieni, czyli o pożytkach z opowiadania bajek i wymyślania języków? i trzykrotnie nie doszedł ów kurs do skutku z powodu braku frekwencji. A potrzeba trzydziestu osób, koszt wynosi prawie 200 złotych za trymestr, spotkania odbywają się raz w tygodniu po 18.00. Mam smutne wrażenie, że Pan Niemojewski po tym doświadczeniu nieprędko powtórzy swój projekt. Ale w trakcie namawiania na różnych forach (TT i FB) do udziału w tym kursie spotkałam się z uwagą, że powinien on odbywać się w Internecie. Wzory mamy jak najlepsze, wystarczy wspomnieć Mythgard Institute, który ostatnio, ku mojej radości, swoje kursy publikuje na YT. Nareszcie! Jak mawiał klasyk: Można? Można! Podejście proponowane przez dr Niemojewskiego jest znaczące, gdyż dotyczy kulturotwórczej roli mitu, a dzieł Tolkiena w szczególności. Takie podejście, obok literaturoznawczego, jest moim zdanie najciekawsze. Brakuje mi też wśród publikacji o Tolkienie podejścia porównawczego oraz eseistyki literackiej, takiej bez ?akademickości? i naukowego rygoryzmu przypisów, źródeł, bibliografii itp.

4. W kwestii The Story of Kullervo, M.L. wybaczy mi, mam nadzieję, ale nazwać to wydawnictwo ?zbiorem kwitów z pralni? to czarująca wprost nonszalancja i dezynwoltura (jeśli tym grozi długie zawodowe grzebanie w Tolkienie, to cieszę się, że jestem tylko miłośniczką literatury, oby mnie ta moja naiwność nie opuściła). Rzecz tę trzeba bowiem docenić poprzez esej Tolkiena On ?The Kalevala? Or Land of Heroes, a także poprzez rozbudowany komentarz Verlyn Flieger, wtedy nabiera ona wartości. Poza tym, lektura tego dzieła może być inspiracją do zapoznania się Kalevalą. Czemu bowiem mają służyć plebiscyty jak ten oraz działalność Tolkienistów ze słusznym stażem i porażającą wiedzą jak nie edukacji tych, którzy co jakiś czas dołączają do grona miłośników Tolkiena. Działalność taka powinna być nastawiona w pewnym stopniu na powtarzalność przez przypominanie. Ktoś, kto nie miał jeszcze w ręku The Story of Kullervo, po ?kwitach z pralni? co najmniej podniesie brwi ze zdumienia (po cóż zatem było wydawać??).

5. Nie doceniacie znaczenia filmowego Hobbita. Rola filmów Petera Jacksona nie jest tak bagatelna, jak chciałoby się miłośnikom literatury wydawać. Nie da się ukryć, że dzieła Tolkiena są trwałym elementem kultury masowej, dla której film, jako dziedzina sztuki, jest ważnym nośnikiem treści. Filmy te są już dziedzictwem tolkienowym, a więcej niż krytyczny stosunek Christophera Tolkiena do nich ? takim samym dziedzictwem, ku racjonalnej refleksji wszystkich fanów, Ringersów nie wyłączając. Jestem fanką literatury, ale znajomość z Tolkienem zaczęłam od filmu (uwielbiam kino). Oczywiste, że to wpływa na moje postrzeganie twórczości JRRT, ale nie jest to wpływ negatywny.

6. Dla mnie miejsce czwarte dla wyprawy tolkienowskiej do Anglii to sukces organizatorów wyprawy. Tu z kolei ukłony dla Galadhorna i Toma Goolda. Skoro bowiem biadamy nad kiepskim poziomem aktywności fanów (w pewnych dziedzinach przynajmniej), to udział w wyprawie i sposób jej organizacji powinien być premiowany. Wątpliwości co do umieszczenia tego wydarzenia w plebiscycie traktuję jak zdziwienie mieszkańców Shire?u faktem, że Bilbo dał się zaciągnąć na wyprawę do Samotnej Góry. Czuję się wyróżniona, jako uczestniczka. Jasne, że zagłosowałam na wyprawę? Jeszcze większe wydarzenie byłoby, gdyby na kolejną wyprawę (do Śródziemia?) pojechali (niemal) wszyscy rodzimi Tolkieniści, czyli naukowcy razem z fanami (aby się zamienili miejscami?).

7. Miejsce trzecie dla mapy Pauline Baynes dziwi mnie pozytywnie. To jest taki artefakt, który dotarł do wszystkich zainteresowanych za pośrednictwem Internetu. Można było stwierdzić jego wartość na własne oczy. Wydatna pomoc Blackwell Rare Books w odszyfrowaniu pisma Pani Baynes i Tolkiena spowodowała, że nie trzeba było jechać do Oksfordu, żeby to piękne znalezisko obejrzeć (był dreszczyk po stwierdzeniu, że pod nazwą Dorwinion kryje się Mildor!). A że sam antykwariat uczynił z tego wydarzenie, chyba nie powinno dziwić. Możliwe, że dla takich zdarzeń przydałaby się osobna kategoria, np. odkrycie roku. Mnie osobiście najbardziej zainspirowała reakcja na to odkrycie ze strony Galadhorna, który zamówił artykuł dla Elendilionu. Wtedy jego odkrycie stało się też moim?

8. Tak, przedstawienie Hobbita w etnolekcie wilamowskim (mam nadzieję, sądząc po zapowiedziach, że już niedługo w Teatrze Polskim w Warszawie, co da okazję do spotkania Tolkienistów stołecznych), zasługuje na swoje miejsce. Podobnie jak Beowulf po polsku (mój numer jeden). Liczę, że miejsce 1. i 2. w plebiscycie dodatkowo rozkręci zainteresowanie tymi wydarzeniami.

9. W kwestiach fandomowych: potrzebna pilnie nowa i często uaktualniana strona Śląskiego Klubu Fantastyki, Sekcji Tolkienowskiej, a także częsty kontakt sekcji z członkami (maile!), skoro fani nie są aż tak bardzo mobilni w terenie (hobbici, wiadomo?) oraz w ogóle większa obecność spraw tolkienowskich i około tolkienowskich w Internecie (jak wyżej).

10. Co do porównania fandomu polskiego i światowego: nie ma jeszcze u nas tradycji poświęcania wolnego czasu na aktywności, z których nie ma bezpośredniego ?pożytku?, a jest ?jedynie? intelektualna rozrywka. Ale pewnie kiedyś będzie lepiej? W tym roku setna rocznica udziału Tolkiena w bitwie nad Sommą. Temat Tolkien Reading Day w związku z tym to „Życie, Śmierć i Nieśmiertelność” ? jest to też temat seminarium tolkienowskiego planowanego na lipiec. Kto z naszych Tolkienistów – akademików pisze na nie wystąpienie?

Magdalena Słaba

A Secret Vice – nowa książka J.R.R. Tolkiena

Wydawnictwo HarperCollins zapowiedziało, że w lutym 2016 roku na półkach księgarni pojawi się nowa książka Tolkiena. Zatytułowana będzie A Secret Vice. Będzie to rozszerzona wersja eseju Tolkiena z 1930, który już wcześniej, pod polskim tytułem Tajony nałóg mogliśmy przeczytać w Potworach i krytykach. W ramach tego eseju Tolkien opowiadał po raz pierwszy o swoim nałogu tworzenia fikcyjnych języków. Za redakcję książki odpowiadają Dimitra Fimi (autorka Tolkien, Race and Cultural History: From Fairies to Hobbits) i Andrew Higgins (badacz Tolkiena, autor The Genesis of J.R.R. Tolkien’s Mythology).

Poza wcześniej nie publikowanymi notatkami i esejami, w książce znajdą się dyskusje na temat języków Tolkiena w szerszym kontekście współczesnej literatury fantasy, uwzględniając filmy Petera Jacksona oraz Grę o Tron.

Książka pojawi się w księgarniach 11 lutego 2016 roku. Ma być wydana w twardej oprawie, liczyć 300 stron i kosztować £16.99. O ewentualnych losach książki na polskim rynku będziemy informować.

Zawsze myślałem, że to ja powinienem zagrać Gandalfa

I nagle rozległ się inny głos – melodyjny i… urzekający. Ci, których głos ten zaskoczył nieuprzedzonych, rzadko potrafili powtórzyć usłyszane słowa, a jeśli im się to udało, dziwili się zwyczajnością, bo przecież pamiętali, z jaką rozkoszą się w nie wsłuchiwali, a porażeni ich głębią i mądrością, odczuwali pragnienie bezwarunkowej zgody, która i ich uczyni mądrymi.

J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni,
Księga Trzecia, rozdział X. Głos Sarumana

Z jednej strony, chciałoby się móc w takich okolicznościach powiedzieć coś o aktorze przez pryzmat jego największych ról. Ale w naszym tolkienowskim świecie trzeba by wziąć do tego celu Sarumana, a niestety, na kartach Władcy Pierścieni w stronę białego czarodzieja nie pada wiele ciepłych słów. Cóż, taka rola przypadła Sir Christopherowi Frankowi Carandiniemu Lee, o którym będzie ten tekst. Kilka dni temu świat obiegła wiadomość, że 7 czerwca 2015 roku aktor zmarł w szpitalu w Londynie z powodu kłopotów z oddychaniem i niewydolności serca. Przeżył 93 lata, a prawie 70 z nich poświęcił aktorstwu. Ale był też pisarzem i piosenkarzem. I, o czym zapewne niektórym wiadomo, jako jedyna osoba z ekipy filmowej osobiście poznał Johna R.R. Tolkiena.

Przeczytaj resztę wpisu »

Byliśmy w Tavrobel

Źródło: blog Tolknięty

W sobotę zakończyła się nasza niezwykła Literacka Podróż do Anglii Śladami Tolkiena (patrz tutaj, a także pod tagiem #wyprawatolkienowska), w której uczestniczyło 27 tolkienistów z różnych części Polski. Za rok wybieramy się w podobną podróż do Anglii i Szkocji (chcemy m.in. odwiedzić Leeds, Mur Hadriana, Edynburg, szkockie góry i Wyspę Skye). Z czasem na Elendilionie pojawią się relacje z Wyprawy, a na razie zaprezentujemy kilka „smaczków” tej czarownej ekspedycji do Anglii Tolkiena i na Tol Eressëa tolkienowskiej mitologii. Dziś pierwsza odsłona…

Shugborough Hall pod Great Haywood, czyli Dom o Stu Kominach

Dnia 19 kwietnia b.r. odwiedziliśmy między innymi Great Haywood w hrabstwie Stafford, miejscowość, którą wczesna forma Silmarillionu Tolkiena, czyli Księga Zaginionych Opowieści, identyfikuje z Tavrobel (albo Tathrobel). Great Haywood, ta niepozorna, a pięknie położona wioska, zapisała się w biografii Tolkiena w sposób szczególny. To tam Ronald Tolkien stacjonował przed wyruszeniem nad Sommę w czasie I wojny światowej, a Edith Tolkien zamieszkała tam po ślubie z Tolkienem, czyli po 1916. Tolkien znalazł się znowu w Great Haywood zimą 1916/1917, po swoim powrocie z Francji. Leczył tam skutki gorączki okopowej. Prawdopodobnie Dom Gilfanona, Dom o Stu Kominach z Księgi Zaginionych Opowieści został zainspirowany przez pałac Shugborough Hall pod Great Haywood, a Most Tavrobel to najpewniej Essex Bridge, który przebiega nad rzeką Trent około 100 m od miejsca, w którym Trent łączy się z rzeką Sow. Z kolei Wrzosowisko Sklepienia Niebios (ang. Heath of the Sky-roof) – miejsce bitwy między Ludźmi – ma wiele wspólnego z Hopton Heath, polem bitewnym z 1643. Samo położenie Tavrobel u zbiegu rzek Afros i Gruir (a w dojrzałym Silmarillionie rzek Taiglinu i Sirionu w Lesie Brethil) przypomina położenie Great Haywood u zbiegu Trent i Sow.

Tu łączy się Trent i Sow – tu łączy się Afros i Gruir (Taiglin i Sirion)

Bardzo wyczerpujący opis Tavrobel i opis związków tej elfickiej miejscowości z Great Haywood znajdziecie w encyklopedii internetowej Tolkien Gateway (tutaj). Za to w Parma Eldalamberon nr 13 (2001) na str. 94 oprócz opisu Tavrobel znajdziemy herb tej miejscowości, który został narysowany przez Tolkiena w czasie jego pobytu w tych okolicach podczas Wielkiej Wojny. Oto sam herb, który chętnie porównuję tutaj z wykonanym przeze mnie zdjęciem Essex Bridge. Zadziwiające podobieństwo!

Essex Bridge czyli elficki Tram Nybol

Tram Nybol czyli Essex Bridge („Parma Eldalamberon” nr 13, str. 94)

Tom Loback – In memoriam

Tom Loback (1949-2015) był moim mistrzem, a od kilku lat także moim przyjacielem. Opuścił kręgi tego świata po bardzo gwałtownej chorobie 5 marca bieżącego roku, dwa tygodnie po zdiagnozowaniu przez lekarzy raka trzustki. Umarł w ramionach swojej ukochanej partnerki i żony – Susan Ryan. Nai Eru se mánata!

Tom Loback w swojej pracowni

Tom był przede wszystkim artystą. W Nowym Jorku znane były jego rzeźby z gałęzi i kamieni, które powstawały nad rzeką Hudson. Nazywał tę sztukę driftwood art, a pisano o niej nawet w The New York Times (tutaj). Tom był też ilustratorem tolkienowskim, elfickim lingwistą oraz badaczem sztuki wojennej Śródziemia (jego artykuł na Wikipedii znajdziecie tutaj, a inne teksty w miesięczniku Mythlore; znany jest też jego udział w pracy nad częścią systemu gier Middle-earth Role Playing – MERP. Chodzi o Halls of the Elven-king). Jednocześnie pracował też jako offowy producent teatralny na Broadwayu, projektował modele żołnierzyków, a prawdziwą pasją ostatnich lat jego życia była gra w racketball.

Grafiki Toma Lobacka poznałem jeszcze w latach 90. Dzięki spotkaniom w Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki mogłem je zobaczyć w amerykańskich periodykach, takich jak Beyond Bree. Tom zgodził się, żeby jego prace znalazły się też w naszych polskich czasopismach tolkienowskich, a więc były prezentowane wpierw w Gwaihirzęciu, a potem wielokrotnie w Simbelmynë.

Tom i Susan, jedno z ostatnich zdjęć

Tom i Susan, jego wieloletnia partnerka, stracili w zamachu na World Trade Center swojego krewnego – dzielnego strażaka, który oddał życie, ratując ludzi. Od tego czasu przez wiele wiele lat byli wolontariuszami, którzy swoje wolne chwile spędzali na oczyszczaniu Ground Zero. Dzień po dniu, przez niezliczone miesiące, w pocie czoła, w deszczu, w chłodach zimy, w dymie, pyle i ludzkich prochach, doświadczając grozy zdarzenia, o którym pamiętamy jako o 9/11. Nikt nie wiedział wtedy, że i Tom Loback będzie męczennikiem tego zdarzenia. Choroba, która go tak szybko zabiła, była efektem tamtej pracy. 9/11 zbiera swoje śmiertelne żniwo do dziś…

* * * Przeczytaj resztę wpisu »

Tryumf Woli

Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

Zaraz. Czy mi się nie pomyliło? Mamy Wielkanoc, a ja zaczynam od cytatu z Władcy Pierścieni? Nie. Nie pomyliłem się. Nie przypadkowo Tolkien datę upadku Saurona i zniszczenia Pierścienia wyznaczył na 25 marca. Tak blisko daty Świąt Wielkiej Nocy. Książka Tolkiena opowiada bowiem właśnie o Wielkiej Nocy. Nie, nie wprost. Nie relacjonuje zdarzeń. Ale tłumaczy, co w istocie się stało 10 dnia miesiąca Nissan, w Paschę około roku 33 nowej ery…

Władca Pierścieni, tak jak Nowy Testament, opowiada o starciu dwóch woli. Jedna z nich, mroczna, to wola nastawiona na podporządkowywanie sobie innych. Wola odbierająca innym ich wolę, uzależniająca i zniewalająca. Swą siłę czerpie z cudzej bezsilności. Sauron, jak jego mistrz i pan, Morgoth żeruje na słabościach istot żywych. Przekonuje, by ludy Śródziemia, jak wcześniej ludzie Numenoru, poszli za swoimi zachciankami i pożądliwościami, by im ulegli. Obiecuje za to nieśmiertelność, bogactwa, władzę, przeżycie. Ci, którzy posłuchają popadają jednak w niewolę. Najpierw uzależniają się od własnych pragnień i zachcianek, jak władcy Ereboru, czy Khazad Dum, a potem, dążąc do ich spełnienia, popadają w szaleństwo, tracąc całkowicie nie tylko wolę, ale i świadomość lub giną marnie w starciu z mocami, które ich przerastają, lub też jak Nazgule, stając się zniewolonymi, bezkształtnymi cieniami własnej pychy.

Sergiej Juchimow, ilustracja do „Władcy Pierścieni”

Ale ta mroczna wola, choć potężna i wciąż rosnąca sama w istocie jest zniewolona. Sauron zakląwszy swoją moc w Pierścieniu, który uzależnia wszystkich, sam uzależnia się od niego. W końcu nie wiadomo, czy to Czarny Władca jest panem Pierścienia, czy Pierścień jest panem Czarnego Władcy i kto w rzeczywistości kim kieruje. Chęć odzyskania Skarbu zżera Saurona tak samo jak Goluma. Najpotężniejszy nie różni się od najpodlejszego. Jest tak samo zniewolony pożądaniem. To pożądanie w kulminacyjnym momencie zwraca się przeciw nim samym i gdy Pierścień odnosi w końcu tryumf nad Frodem, Golum nie dopuszcza, by Frodo go zabrał, dzięki czemu zło przegrywa. Ponosi klęskę, bo samo się zapętliło we własnych spiskach.

Przeciw tej złej woli staje jej przeciwieństwo. Rozproszona wola wielu różnych istot, za którą stoją potężniejsze moce z samym Eru-Bogiem na czele. Potężna, ale właśnie, rozproszona. Rozproszona, bo nie nastawiona na spełnianie swoich zachcianek, ale na utrzymanie dobra i pokoju. Dostrzegająca własną korzyść w wolności i korzyści innych. Budująca mosty, a nie kująca łańcuchy. Wola, którą się dzieli, a przez to rozmnaża. Wola szanująca i dająca wolność.

Właśnie… Wolność. Wola – wolny – wolność. Wolny, to ten, który może wyrażać i realizować swoją wolę. Wolność to stan, kiedy jestem wolny. Ale czy wola to – jak często mówią nam reklamy – spełnianie swoich zachcianek i pragnień? To robienie tego, co mi się zachce?

No raczej nie, co pokazuje przykład Morgotha, Saurona, Nazguli, czy Feanora i jego synów w Silmarillionie. Spełnianie zachcianek, podążanie za pragnieniami, czy aspiracjami uzależnia. Powoduje, że mogąc wybrać, ostatecznie zawsze wybierzemy zło. Przestajemy być wolni. Stajemy się niewolnikami tego, czego pożądamy: Pierścienia, Silmarila, mithrilu, złota…

Czym zatem jest wola? Myślę, że można ją określić jako świadomą, wynikającą ze świadomego samookreślenia, decyzję kształtującą całe życie, której podporządkowujemy nasze ciało i umysł. To wola powoduje, że pójdziemy na siłownię, choć mamy zachciankę na posiedzenie z czipsami przed telewizorem. To wola powoduje, że nie podniosę głosu, choć wkurzony jestem tak, że mógłbym uderzyć. To wola da mi siłę, by iść z zerwanym więzadłem mimo bólu w kolanie.

Dlatego w Przyrzeczeniu Harcerskim mówimy „Mam szczerą wolę…”

Wola…

Wola kazała Frodowi iść do Mordoru i znieść wszystkie związane z tym cierpienia. Wola dała Gandalfowi siłę do starcia z Balrogiem i pozwoliła mu powrócić między żywych. Wola dała Aragornowi moc, by rzucić wyzwanie Sauronowi i pójść Ścieżką Umarłych. Wola kazała Jezusowi z Nazaretu pójść dobrowolnie na krzyż.

Wola…

Wola jest tym, co w języku Biblii nazywa się Duchem. Apostoł Paweł pisał „Gdzie Duch Pański, tam wolność”. Gdzie wola miażdżąca siłę Nieprzyjaciela, tam wolność. Nie ma wolności bez woli. To, co upamiętniamy w Wielkanoc pokazane jest we „Władcy Pierścieni” trzy razy. Gandalf poświęcający się dla przyjaciół i skaczący w otchłań, by pokonać balroga. Frodo idący przez Cirith Ungol do Krainy Cieni. Aragorn wkraczający na Ścieżkę Umarłych. Wszyscy oni idą drogą Chrystusa świadomie podejmując decyzję, by na nią wstąpić i nią przejść.

Pierwszy niesie zagładę złym mocom, drugi niszcząc zaklętą w Pierścieniu wolę Saurona uwalnia istoty zniewolone przez zło, trzeci daje szansę na wybaczenie tym, którzy zbłądzili. Każdy z nich na swej drodze spotyka śmierć i każdy z tego starcia wychodzi zwycięsko dzięki woli, którą się kierują oni lub ich przyjaciele.

Każdy wraca do świata żywych silniejszy, w nowej roli i z nową mocą, z umocnioną wolą, która pozwala im podejmować nowe, trudniejsze wyzwania. Wola żadnego z nich nie może równać się z wolą Saurona, a mimo to stają do walki i wygrywają ją.

Czemu?

Bo wola Czarnego Władcy żeruje na naszych słabościach, na pysze, pożądliwości, chciwości, gniewie, nienawiści. Żeby pokonać go wystarczy, by nasza wola nie uległa zachciankom. By siąść do nauki, gdy chce się pójść na spacer. By zamilknąć, gdy chce się mówić. By wybaczyć, gdy chce się potępić. I wtedy Czarny Władca słabnie, bo nie rozumie naszego działania tak, jak nie rozumiał, że ktokolwiek może chcieć zniszczyć Pierścień, zamiast go użyć. Tak jak nie rozumiał, że można wybrać śmierć za słabych, ulegających słabościom ludzi, zamiast panowania nad nimi. Że można woli podporządkować strach przed bólem i śmiercią oraz chęć życia.

Frodo, Galadriela, Faramir, Aragorn pokonali go dlatego, że nie ulegli pokusie. Zupełnie jak Chrystus.

Boromir natomiast, jak apostoł Piotr, choć długo ulegał mocy Pierścienia, ostatecznie wygrał, gdy zwyciężyła w nim wola. Najlepiej wyrażają to słowa Samwise’a Gamgee, prawdziwego bohatera tej opowieści:

„Bohaterowie (…) mogli zawrócić, ale nie chcieli. Szli naprzód. Ponieważ mieli wiarę. A w co my wierzymy? W to, że na tym świecie istnieje dobro. I że warto o nie walczyć.”

Współbrzmi to ze słowami Augustyna z Hippony, który blisko dwa tysiące lat temu napisał:

„Albowiem nie tylko iść, ale także dojść nie było niczym innym jak CHCIEĆ IŚĆ, lecz chcieć mężnie i całkowicie, a nie rzucać się to tu, to tam z na wpół rozbitą wolą, której część powstająca walczyła z częścią upadającą.”

Wiara jest tym, co nadaje sens woli, wyznacza jej cel. Zaś kierowanie się wolą przeciw zachciankom, to prawdziwe bohaterstwo. Bohaterstwo dnia powszedniego.

Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruje.
Nie każdą siłę starość zniszczy,
Korzeni w głębi lód nie skuje.
Z popiołów strzelą znów ogniska
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król – tułacz wróci na stolicę.

_________________________________________

P.S. Całkiem świadomie nadałem temu esejowi tytuł propagandowego filmu Leni Reifenstahl pokazującego IV Zjazd NSDAP. Tam tryumfowała jednak wola mroczna, zniewolona gniewem i ambicją. Rzeczywisty tryumf woli miał miejsce gdzie indziej i kiedy indziej.

Bilbo Baggins i Latający Cyrk Monty Pythona

Minęły kolejne tygodnie od premiery ostatniej części filmowego Hobbita. Jeszcze chwila i będziemy mogli część III obejrzeć na DVD, a późną jesienią w wersji rozszerzonej na naszych domowych ekranach filmowych. Tymczasem prezentujemy Wam kolejną elendilionową recenzję filmu z nadzieją, że rozpęta się w komentarzach prawdziwa dyskusja. Jednym film się nie podobał, a potem się spodobał, może innym się podobał, a teraz nie podoba. Są pewnie też i tacy z Was, którzy pokochali całym sercem całą hobbicką trylogię. Zapraszamy do komentowania!

Paulina „Thordis” Szymborska-Karcz

Hobbit. Bitwa Pięciu Armii,
czyli Bilbo Baggins i Latający Cyrk Monty Pythona

Do tej pory uważałam filmy w reżyserii Petera Jacksona na podstawie prozy J.R.R. Tolkiena za wspaniałe adaptacje tworzone przez artystę naprawdę kochającego tolkienowskie uniwersum. Ciężka praca włożona w przeniesienie Śródziemia na ekran kinowy oraz dbałość o szczegóły zasługują na ogromy podziw. Od samego początku, czyli od powstania „Drużyny Pierścienia” aż do teraz, oczekiwałam z niecierpliwością na każdy kolejny film. Jednak po obejrzeniu ostatniej części „Hobbita” mój entuzjazm opadł. Tym razem mówię Peterowi Jacksonowi – dość.

Przeczytaj resztę wpisu »

Wcześniejsze wpisy →