Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tom Loback – In memoriam

Tom Loback (1949-2015) był moim mistrzem, a od kilku lat także moim przyjacielem. Opuścił kręgi tego świata po bardzo gwałtownej chorobie 5 marca bieżącego roku, dwa tygodnie po zdiagnozowaniu przez lekarzy raka trzustki. Umarł w ramionach swojej ukochanej partnerki i żony – Susan Ryan. Nai Eru se mánata!

Tom Loback w swojej pracowni

Tom był przede wszystkim artystą. W Nowym Jorku znane były jego rzeźby z gałęzi i kamieni, które powstawały nad rzeką Hudson. Nazywał tę sztukę driftwood art, a pisano o niej nawet w The New York Times (tutaj). Tom był też ilustratorem tolkienowskim, elfickim lingwistą oraz badaczem sztuki wojennej Śródziemia (jego artykuł na Wikipedii znajdziecie tutaj, a inne teksty w miesięczniku Mythlore; znany jest też jego udział w pracy nad częścią systemu gier Middle-earth Role Playing – MERP. Chodzi o Halls of the Elven-king). Jednocześnie pracował też jako offowy producent teatralny na Broadwayu, projektował modele żołnierzyków, a prawdziwą pasją ostatnich lat jego życia była gra w racketball.

Grafiki Toma Lobacka poznałem jeszcze w latach 90. Dzięki spotkaniom w Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki mogłem je zobaczyć w amerykańskich periodykach, takich jak Beyond Bree. Tom zgodził się, żeby jego prace znalazły się też w naszych polskich czasopismach tolkienowskich, a więc były prezentowane wpierw w Gwaihirzęciu, a potem wielokrotnie w Simbelmynë.

Tom i Susan, jedno z ostatnich zdjęć

Tom i Susan, jego wieloletnia partnerka, stracili w zamachu na World Trade Center swojego krewnego – dzielnego strażaka, który oddał życie, ratując ludzi. Od tego czasu przez wiele wiele lat byli wolontariuszami, którzy swoje wolne chwile spędzali na oczyszczaniu Ground Zero. Dzień po dniu, przez niezliczone miesiące, w pocie czoła, w deszczu, w chłodach zimy, w dymie, pyle i ludzkich prochach, doświadczając grozy zdarzenia, o którym pamiętamy jako o 9/11. Nikt nie wiedział wtedy, że i Tom Loback będzie męczennikiem tego zdarzenia. Choroba, która go tak szybko zabiła, była efektem tamtej pracy. 9/11 zbiera swoje śmiertelne żniwo do dziś…

* * *

Kontakt z Tomem Lobackiem nawiązałem kilkanaście lat temu, gdy pracowałem nad moją witryną lingwistyczną Gwaith-i-Phethdain. Przez wiele lat internetowa galeria prac Lobacka, którą przygotowałem dla G-i-P, była jedynym miejscem w internecie, gdzie można było poznać te nietypowe prace. Sztuka Toma Lobacka to było dla mnie prawdziwe objawienie. Do dziś widzę Beleriand i inne części Śródziemia jego obrazami, jego wyobraźnią. Grafiki Toma mają w sobie coś pierwotnego, etnicznego. Widzę w nich motywy wschodnie (wręcz bizantyjskie, prawosławne – dopiero w czasach naszej przyjaźni dowiedziałem się, że przodkowie Toma byli prawosławnymi Rosjanami o nazwisku Łobak), a jednocześnie tak bardzo pasują mi one do Ameryki, do wyobrażenia o jej wcześniejszych mieszkańcach (Native Americans, do których podobne są Elfy Toma Lobacka). Chciałbym, żeby kiedyś wydano Silmarillion w jego ilustracjach…

Tom jako lingwista tolkienowski, który nie tylko umieszczał w swoich pracach inskrypcje tengwarowe i runiczne, ale też pisał dla Quettara, Vinyar Tengwar i Beyond Bree artykuły lingwistyczne, zainspirował moją własną pasję. Dzięki niemu zacząłem zgłębiać lingwopoeię J.R.R. Tolkiena.

W 2008 zaczęliśmy pracować nad kalendarzem tolkienowskim, który wydaliśmy jako The Elendilion Calendar 2009 (pisaliśmy o nim tutaj). Zaczęła się też nasza internetowa korespondecja, która trwała aż do zimy 2015. Tom cieszył się swoimi artystycznymi sukcesami i pisał mi o nich. W 2013 zaczęła się nasza współpraca przy tworzeniu nowych grafik tolkienowskich. Nie mogłem się nacieszyć, że człowiek, którego sztukę podziwiałem od 20 lat, składa mi ofertę graficzno-lingwistycznej współpracy. Było to dla mnie jakby zaproszenie do jego pracowni. Wspólnie przygotowaliśmy 6 grafik, które rysował Tom, a ja opatrywałem tekstami w quenya i sindarinie, zapisanymi tengwarem. Pisaliśmy o tych grafikach na Elendilionie („Tryptyk Fëanora” i „Tryptyk Ancalagona”). Jest jeszcze jedna praca, którą chcę dokonczyć… Za zgodą Susan Ryan opublikuję niedługo ostatnią tolkienowską grafikę Toma Lobacka, której roboczy tytuł to Lúthien.

Moje Śródziemie już nigdy nie będzie takim, jakim było do marca 2015. Tomie, brakuje nam Ciebie. Do zobaczenia w świecie, który przygotowuje dla nas Eru Ilúvatar!

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, G-i-P Report

3 Komentarzy do wpisu "Tom Loback – In memoriam"

Sirielle, dnia 12.04.2015 o godzinie 17:25

Przykre :( Dziękuję przybliżenie Toma Lobacka, dotąd znałam tylko jego prace.

Galadhorn, dnia 13.04.2015 o godzinie 9:21

Ja też najwięcej się dowiedziałem o moim mistrzu dopiero po jego śmierci. Jestem w kontakcie z jego żoną. Będziemy kończyć jego ostatnią pracę.

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Lúthien Tinúviel Tom Loback’s last artwork, dnia 16.06.2016 o godzinie 11:09

[…] In July 2014 before my travel to Norway Tom Loback (1949-2015; see all Elendilion’s articles on Tom Loback) asked me to translate something into Sindarin for his new artwork (he also wrote: „Have fun in Norway – don’t fall in a fjord”). We never completed this task together. I sent the translation and the transcription to Tom, but there was no time to put it all together. Tom left the circles of this world on March 5, 2015 (see Tom Loback – In memoriam). […]

Zostaw komentarz