Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

J.R.R. Tolkien, Mitopoeia
(poemat filozoficzny z 1931 r.)

Mitopoeia czy mitopeja? O znaczeniu tego słowa i o poszukiwaniu jego polskiej formy pisaliśmy już w 2007 roku („Polska mitopeja czy mitopoeia”)? Jest jesień, są zatem „długie jesienne wieczory”. Proponujemy Wam w związku z tym lekturę jedynego w dorobku J.R.R. Tolkiena poematu filozoficznego, który powstał jesienią 1931 roku, ale opublikowano go po raz pierwszy dopiero po śmierci autora, w 1988. Jest to utwór trudny, wymagający skupienia. Poznajcie go w tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego. Historia publikacji tego przekładu jest interesująca. Wpierw ujrzał on światło dzienne w fanzinie Śląskiego Klubu Fantastyki Gwaihirzę (nr 83, ŚKF 1996), potem wydał go magazyn Gwaihir (wydanie specjalne, ŚKF 1997), następnie Christianitas (nr 14, 2002/03) i w końcu Simbelmynë (nr 26-27, ŚKF 2006). Utwór w tej formie dostępny jest też na stronach Niezapominki (tutaj). Poznajcie też Mitopoeię w angielskim oryginale (tutaj).

Poniżej znajdziecie cały poemat, będący medytacją nad miejscem człowieka w stworzeniu i nad tworzeniem jako częścią człowieczego losu. Ciekawi nas, która część Mitopoei ma dla Was szczególne znaczenie.

J.R.R. Tolkien
MITOPOEIA

Temu, który powiedział, że mit jest kłamstwem,
nie ma więc wartości, nawet posrebrzony.

Mitofil do Mitofoba

Patrzysz na drzewo i nazywasz je
„drzewem”, bo nie czym innym drzewo jest;
stąpasz po ziemi z powagą solenną,
jednym z pomniejszych globów wśród Przestrzeni.
Gwiazda? – cóż, gwiazda. Garść materii. Kula
matematycznym poddana regułom
w swej drodze w Pustce zimnej, niewzruszonej
gdzie przeznaczeniem ciągła śmierć atomów.

Posłuszny Woli, której także my
posłuszniśmy, pojmując jak przez mgły,
zwój Czasu się rozwija, toczą sprawy
od ciemnych źródeł ku celom niejasnym
i, jak na chaotycznie zapisanej
karcie, pokrytej obrazów bezładem
powstaje kształtów nieskończona mnogość:
pięknych, dziwacznych, delikatnych, groźnych,
obcych wzajemnie, choć wspólnie pochodzą
z jednego Źródła: komar, człowiek, słońce.
Bóg stworzył skał spoistość, pienność drzew,
gwiazd oddalenie, ziemi chłonną czerń,
drobiazg człowieczy wreszcie, co po świecie
chodząc, przegląda się w dźwięku i w świetle.
Mórz poruszenia, wiatr pośród konarów,
krów powolność dziwaczna, zieleń trawy,
grom, błyskawica, kołujące ptaki,
śluz, który z mułu, aby żyć, powstaje –
wszystko to w mózgu zapisano zwojach
czysto, porządnie i każde z osobna.

Lecz „drzewem” czyni drzewo tylko to
imię, zaś dać je może tylko ktoś,
kto tchnienie mowy zawiłe rozpostrze
w echo odległe, mętny świata obraz
co nie zapisem jest ni fotografią,
ale osądem, proroctwem, radością
i odpowiedzią tych, co poruszeni
są ostrzeżeniem płynącym z sąsiedztwa
życia i śmierci drzew i gwiazd i zwierząt:
oni to podkopują mury cienia,
przeczucia spod doświadczeń odgrzebując
i wypłukując znaczenia z żył ducha.
Moce dźwigają z wolna ze swych serc
i dostrzegają elfy, patrząc wstecz,
jak po pamięci kuźniach kują tajnie
i światło z mrokiem na krosnach splatają.

Nie widzi gwiazd, kto ich nie ujrzał wprzód
z żywego srebra, gdy wytrysnął zdrój
płomiennym kwiatem pieśni starożytnej:
odtąd muzyki tej echo prawdziwe
ścigać go będzie. Nie ma nieboskłonu,
lecz pustka, bez opony diamentowej
utkanej z mitów; nie ma także ziemi,
jeśli nie łonem jest, gdzieśmy zrodzeni.

Serce człowieka nie jest zbiorem kłamstw,
lecz u Mądrego czerpie wiedzy dar
i wciąż go woła. Z dawna zabłąkany,
człowiek zgubionym nie jest. Nie utracił,
chociaż w niełasce, danego mu tronu,
szczątki wielkości swej dawnej zachował:
zwierzchność nad światem przez twórczości władzę.
Nie jemu wielbić stworzenia wspaniałość.
Człowiek, Wtór-Stwórca, rozszczepiony blask:
przezeń to z bieli tryska wielość barw,
mnogość odcieni, nieskończoność złożeń
żywych postaci, pośród serc krążących.
W każdej szczelinie świata szczepić baśń
elfów i gnomów, smoczy posiew siać,
z mroku i z blasku bóstwa snuć i splatać
naszym jest prawem, które, czy użyte,
czy nadużyte, trwa zawsze, niezmiennie:
tworzyć na obraz naszego stworzenia.

Tak! Złudy nić przędziemy w marzeń snach,
by słabość serc odparła wstrętny Fakt!
Skąd te życzenia, skąd marzenia zdolność
i osądzania co piękne, co podłe?
Życzenia nie są próżne ni daremne:
spełnienie obmyślamy, gdyż cierpienia
pożądać nie należy: gdyby były próżne
walka byłaby beznadziejną równie,
jak rezygnacja: o Złu bowiem wiemy
z pewnością straszną jedno – Zło istnieje.

Błogosławione serca, wrogie złu:
drżąc w jego cieniu, zatrzaskują drzwi,
paktować nie chcą, lecz w izdebce ciasnej,
pilnie strzeżonej, na krosnach niezdarnych
tkają płótna, złocone dniem odległym:
pod władzą Cienia wiarą i nadzieją.

Błogosławieni ci z Noego rodu,
co wątłe wznoszą arki, by żeglować,
wbrew sprzecznym wiatrom przeć widmowym szlakiem
do portu, który odgaduje wiara.

Błogosławiony mitotwórców śpiew –
nad czas spisany starsza słów ich treść.
Oni nie zapomnieli bowiem Nocy,
by planowaną karmić nas rozkoszą
na lotosowych dobrobytu wyspach,
duszy odrzekłszy się za całus Circe
(fałszując przy tym w skali przemysłowej
zmyślne zwiedzenie podwójnie zwiedzionych).
Oni ujrzeli piękno takich wysp:
kto głos ich słyszy, winien czujnym być;
ujrzeli śmierć i zgubę ostateczną,
lecz miast się poddać panicznej ucieczce,
lutnie zwrócili swoje ku zwycięstwu
i niewidzialnym ogniem krzepią serca,
rozświetlającym Dziś i mrok Przyszłego
słońc blaskiem, których dotąd nie widziano.

Wraz z minstrelami pragnę śpiewać pieśń,
by niewidzialne wzbudził drżący dźwięk.
Pragnę być pośród żeglarzy otchłani,
wśród gór klecących swoje wątłe statki
aby ku celom nieuchwytnym dążyć,
bo ktoś już dotarł na Zachód wyśniony.
Wśród obleganych niechaj liczą mnie
w twierdzy wewnętrznej, gdzie złoto ich jest
skąpe, nieczyste: lecz znoszą lojalnie
skarb swój, by obraz króla niewyraźny
wybito na nim; którzy na sztandarach
haftują znak niewidzialnego pana.

Nie pójdę wśród twych postępowych małp
dumnie rozumnych. Czeka na nie mrok
otchłani, w którą postęp ten prowadzi,
jeżeli kres mu Miłosierdzie kładzie,
nie zaś bez końca kręci się jałowo
koło postępu, zmieniając imiona.
Nie będę deptał kurzu ścieżek twych
to i to nazywając tym i tym,
gdzie w niezmienności świata twórca mały
w kunszcie tworzenia nie ma swego działu.
Ja pokłonu nie oddam Żelaznej Koronie
i berła mego skromnego nie złożę.

* * *

W Ogrodzie Rajskim zboczy może wzrok
z zachwytu nad Dniem wiecznym tam, gdzie lśnią
dni uwiecznione, by znów odczytywać
z ich zwierciadlanych prawd kształt Prawdziwego
i ujrzy, widząc Kraj Błogosławiony,
że wszystko sobą jest, lecz że jest wolne:
Zbawienie nie odmienia, nie niweczy
dzieci ni ich zabawek, ni zieleni.
Lecz zła nie ujrzą, rodzi bowiem zło
nie Boży obraz, lecz skrzywiony wzrok,
nie źródło czyste, lecz wybór przewrotny,
nie dźwięk, lecz głuche, jednostajne głosy.
W Ogrodzie Rajskim obcy będzie fałsz
spojrzeniu twórców odnowionych prawd.
Tworzyć zaś będą, skoro nikt nie umarł:
bezbłędne palce poruszą harf struny,
poetom płomień znów na czołach spocznie –
każdy wybierać tam będzie z Całości.

przełożył Tadeusz Andrzej Olszański

Kategorie wpisu: Utwory Tolkiena

7 Komentarzy do wpisu "J.R.R. Tolkien, Mitopoeia
(poemat filozoficzny z 1931 r.)"

Galadhorn, dnia 07.01.2013 o godzinie 12:48

Dla mnie na dzień dzisiejszy odkrywczy jest fragment:

„(…) flee to organised delight,
in lotus-isles of economic bliss
forswearing souls to gain a Circe-kiss
(and counterfeit at that, machine-produced,
bogus seduction of the twice-seduced)”.

TAO tłumaczy go pisząc o „karmieniu planowaną rozkoszą
na lotosowych dobrobytu wyspach”. To przecież dzisiejszy świat, który z jednej strony mami nas materializmem, z drugiej ukrywa egoizm pod pseudo-filozofiami, wywodzącymi się rzekomo ze Wschodu („lotosowe wyspy”).

Mądry i dający do myślenia jest też fragment o wyrzekaniu się duszy za całus czarownicy Kirke (która, jak pamiętacie, zamieniała towarzyszy Odysa w świnie). Tolkien pisze o tym, jako o zjawisku w skali przemysłowej. Jesteśmy podwójnie zwodzeni: dążeniem do materialistycznych celów, a jednocześnie szukając szczęścia”.

Bardzo lubię końcówkę poematu, bo współgra mi ona z „Liściem, dziełem Niggle’a”. Wygląda na to, że Tolkien miał nadzieję, że po śmierci każde nasze ziemskie dzieło zostanie dopełnione i odegra w zaświatach ważną rolę w zbawieniu innych ludzi. Interpretując dosłownie te słowa można odnieść wrażenie, że Tolkien wierzył, że po śmierci będzie mógł ujrzeć swoją Ardę, swoje Śródziemie – doskonałe, pełne, dające uleczenie tym, którzy nie są jeszcze gotowi na niebo. W myśl tej koncepcji wielu z nas znajdzie się Tam w Śródziemiu, będziemy mogli je dalej rozwijać i uczyć się w nim, przygotowując się na ostateczne Dobro, Szczęście i Pełnię, która jest celem każdego człowieka.

Kat., dnia 12.01.2013 o godzinie 1:05

Mnie zaciekawiło, czym tak naprawdę były te „lotus isles” i znalazłam interesującą informację: http://en.wikipedia.org/wiki/Lotus_Isle
Lotus-isle było największym parkiem rozrywki w Portland, powstałym pod koniec lat 20. Jego czas prosperity skończył się, gdy w 1930 roku utopił się tam chłopiec – następnego dnia właściciel-milioner popełnił samobójstwo. 24 sierpnia 1931 roku w część parku spłonęła, co było jego gwoździem do trumny.
Tolkien pisał swój wiersz po rozmowie z Lewisem 19 września 1931… czy ówczesne gazety zajmowały się takimi plotkami, jak „klątwa” parku rozrywki innego kraju?

Czy chodzi o wyspy Lotofagów, którzy częstowali gości owocami i kwiatami lotosu, którymi się żywili; poczęstowany zapominał o wszystkim i chciał jedynie pozostać w tej krainie – pewnie tak, bo zaraz obok pojawia się Kirke a i wzmianka o czujności wobec głosów – jakby o syrenach.

Galadhorn, dnia 12.01.2013 o godzinie 11:24

Kat., to o czym piszesz jest niezwykle ciekawe. Materiał na oddzielnego newsa!

Poezja jest niezwykła. Ukrywa tak wiele znaczeń.

My właśnie pracujemy z Pekką nad quenejskim tłumaczeniem „Przesłania pana Cogito”. I to też ciekawa praca, bo można przełożyć świat skojarzeń mitologii klasycznej na świat wyobrażeń mitologii Śródziemia.

Galadhorn, dnia 12.01.2013 o godzinie 21:58

Na Forum Elendilich ukazało się tłumaczenie tego wiersza pióra Maneharne: http://elendili.pl/viewtopic.php?p=161437#161437

Co o nim sądzicie?

Nimwen, dnia 13.10.2014 o godzinie 8:05

„Nie pójdę wśród twych postępowych małp
dumnie rozumnych. Czeka na nie mrok
otchłani, w którą postęp ten prowadzi,
jeżeli kres mu Miłosierdzie kładzie,
nie zaś bez końca kręci się jałowo
koło postępu, zmieniając imiona.”

Ten fragment wydaje mi się zawsze aktualny. W obecnych czasach jedyną dziedziną, w której można dostrzec niezaprzeczalny postęp, jest technologia – i nic poza tym.

MumakiL, dnia 15.10.2014 o godzinie 8:30

Nie wiem czy chodzi o takie lotosowe wyspy. Wystarczą te z Odysei. Mamy żyć w bezmyślnym i bezrefleksyjnym szczęściu wiecznej teraźniejszości nie pamiętając o przeszłości i nie myśląc o przyszłości. Mamy tylko konsumować, najlepiej na kredyt, przejmować się tym co mówią kelebryci, nie zastanawiając się nad tym właściwie dlaczego, ma nas obchodzić co ma do powiedzenia kretyn czy idiotka, których jedynym powodem do chwały jest larum wygenerowane medialnie.
Mamy nie zadawać krytycznych, czyli głupich pytań, tylko chłonąc papkę coraz większych bzdur przedstawianych nam jako prawda objawiona. I nie musimy w nie wierzyć, wystarczy byśmy siedzieli cicho i nie wyrażali głośnego sprzeciwu. A jak wyrazimy, to nazwie się nas faszystami, duchowymi spadkobiercami Hitlera a w najlepszym przypadku oszołomami.

Galadhorn, dnia 20.10.2014 o godzinie 7:43

J.R.R.Tolkien (tłum. Maneharnë)

MYTHOPOEIA

Dla tego, który rzekł, że mity były kłamstwem i przez to nie mają wartości, nawet te „tchnięte przez srebro”

Filomitos do Mizomitosa
_____________________________________

Widzisz drzewa, dajesz oznaczenie proste,
(drzewa są „drzewami” a wzrastanie „wzrostem”);
w uroczystym tempie, słusznym krokiem zgniatasz
jeden z wielu globów w ogromnie Wszechświata:
gwiazda – gwiazdą, materią w kulistym obiegu
matematycznym wzorem zmuszoną do biegu.
Zimna i próżna pustką, tkwi wśród praw legionu
gdzie koniec wyznaczonych jest śmiercią atomu

Z rozkazu Woli, przed którym się gniemy
z przymusu, lecz który słabo pojmujemy,
wielkie procesy kroczą z rozwojem lat wielu
od swych mrocznych początków do niepewnych celów;
jak na kartce spisanej bez czytelnych wzorów
pismem i rysunkami przeróżnych kolorów
tak się zjawia kształtów nieskończone mrowie
kruche, piękne, posępne, dziwne w swej wymowie
każdy obcy, nie licząc Początku nikłego
dla słońca, ludzi, komara i głazu – wspólnego.
Bóg stworzył drzewne drzewa i kamienne skały,
ziemską ziemię i gwiazdy, aby promieniały,
drobiazg ludzki drepczący, który znosi natłok
swych zmysłów targanych przez dźwięki i światło.
Wiatr szumiący w konarach, fal morskich ruchliwość,
zieleń traw, wielka, wolna krowia osobliwość,
grzmot, piorun, krzyki ptaków kołujących w locie,
śluz do życia i śmierci powstający w błocie –
wszystko to w nas zapada, z wielką dokładnością
stemplując zwoje mózgu kolejną wklęsłością.

Lecz drzewa to nie „drzewa” – aż dostaną miano.
Nie były nimi, póki tak ich nie nazwano
przez tych, co rozpostarli kręte mowy tchnienie,
mglisty obraz świata i echa wspomnienie
nie są nagranym dźwiękiem, fotografii sceną
ale przepowiednią, śmiechem i oceną
niosącym odzew w tych, których poruszył
głęboki ton budzący ostrzeżenie duszy
bratni życiu i śmierci bestii, gwiazd i drzewa:
wolni jeńcy gotowi kraty zła rozgniewać,
wykopujący wiedzę z doświadczenia
a z żył ducha czerpiący złoto zrozumienia
z wolna wydobyli z siebie wielkie moce
zaś patrząc wstecz dostrzegli elfów, którzy noce
ze światłem na swych krosnach tajemnych splatali
i w kuźniach swych umysłów zręcznych pracowali.

Nie widzi gwiazd ten, kto w nich nie dostrzega
żywego srebra co naraz występuje z brzegów
ogniem kwiatów wzruszonych starodawną pieśnią,
wciąż drży echo muzyki, choć wszystko to przeszło.

Zamiast pustki przestrzeni zwanej nieboskłonem
zobacz pełną klejnotów namiotu zasłonę
tkaną mitem ozdobę elfów. Co do ziemi –
jest tylko łono matki z której powstajemy.
Serce człowieka nie jest kłamstw spichlerzem
bo od Jednego mędrca swoją mądrość bierze
i wciąż go przywołuje. Choć osamotniony
Człowiek nie jest zgubiony, czy całkiem zmieniony.
Może pozbawion łaski, lecz tronem wciąż włada
wciąż dzierży strzępki mocy, którą był posiadał:
zwierzchność nad ziemią, którą mu dano za mienie
za dar, nie zaś by czciła najwyższe stworzenie.
Człowiek wtór – twórca, światło załamane
Które z jedynej Bieli zostało utkane
wybucha barw tysiącem, tysiącem pomysłów,
w żywych kształtach, wędrownych po ścieżkach umysłów.
Że zakamarki świata już wypełniliśmy
Elfami, Goblinami, że zbudowaliśmy
Bogów i ich domy ze światła i z cienia,
sialiśmy ziarna smoków, to prawo tworzenia
użyte źle lub dobrze. I tego nie unieważniono,
nadal tworzymy w prawie, w którym nas stworzono.

Tak! Sny snujemy, by lęk serc okłamać
aby władzę obrzydłych, suchych Faktów złamać.
Skąd się wzięło życzenie i marzeń potęga?
skąd pewnych rzeczy piękno, innych zło nas nęka?
Pragnienia nie są płonne, myśli nad spełnieniem
nie próżne; cierpienie zawsze jest cierpieniem,
nie można go pożądać, lecz gdyby nie wiodło
aż do celu zwycięstwa, byłaby tak podłą
walka jak zaniechanie – a o samym Złym
jedno wiemy na pewno – Zły jest w świecie tym.

Błogosławione serca, co złu nie wtórują
może drżą w jego cieniu, ale drzwi ryglują
nie szukając układów, w strzeżonym pokoju
małym i głuchym, na krosnach cisnącego znoju
tkają sieć złoconą dawnych dni wspomnieniem
mają nadzieję, wierzą, nie spętani Cieniem.

Błogosławieni ludzie z plemienia Noego
stworzyli arki marne, wyglądu wątłego
i sterują przez wrogie wiatry w stronę mary,
obietnicy przystani – za wołaniem wiary.

Błogosławieni twórcy legend i ich rymy
o rzeczach, których w ziemskich czasach nie ujrzymy
nie są oni z tych, co zapomniawszy Mroku
każą się nam topić w uciechach uroku
na lotosowych wyspach niedrogiej błogości
zaprzeczając swej duszy szukać u Kirke miłości
(zwodząc przy tym, z maszyn narodzonym
fałszywym czarem istot podwójnie skuszonych).

Takie wyspy widzieli lub i większe cuda,
lecz tych, którzy słuchają, nie omami złuda.
Śmierć widzieli, zaś los klęską ich naznaczył
jednak nie zawrócili poddani rozpaczy,
lecz często nastrajali lirę do zwycięstwa
i serca rozniecali ogniem legend męstwa,
oświetlającym Teraz i przeszłość w półmroku
światłem słońc co nie znane są ludzkiemu oku.

Chciałbym móc śpiewać razem z minstrelami,
poruszyć niewidziane drżącymi strunami
towarzyszyć żeglarzom, którzy na gór zboczach
tną smukłe deski statków, by w głębin przezrocza
wędrować pustką szlaków okrytych cieniami;
niektórzy znaleźli Zachód sławiony pieśniami.
Chcę być postawiony w jednym rzędzie z nimi
głupcami ze skarbami w twierdzach dusz skrytymi,
co własną resztkę złota, lichego gatunku,
oddadzą dla wybicia króla wizerunku
w ich baśniowych chorągwiach jaśnieje utkana
pieczęć herbowa nigdy nie oglądanego pana.

Nie pójdę z twymi postępowymi małpami,
prostymi mądralami. Już czekają na nich
ciemne czeluście, do których ich postęp prowadzi
jeśli z litości Boga postęp się tak zgładzi
a nie będzie się kręcił w krąg bezskutecznego
biegu o różnych nazwach, lecz tego samego.
Nie chcę cenić twej drogi w której słowo
oznacza to i owo poprzez to i owo,
twego świata bez zmiany, gdzie nie ma co szukać
mały twórca i jego własna mała sztuka.
Jeszcze się nie zgiąłem przed Żelazną Koroną
z mego lichego berła mnie nie ograbiono.

W raju dalibóg, oko może błądzić cały
czas wśród wpatrywania się w Dzień wiecznotrwały
i zobaczyć dzień ten – nowy, rozświetlony
odbiciem Prawdy i do Niej tak upodobniony.
Wtedy ujrzy, patrząc na Kraj Szczęśliwości
że wszystko jest, jakie jest i że trwa w wolności.
Zbawienie nie niszczy, nic przez nie znika,
nie zmienia dzieci, zabaw, sadu, ogrodnika.
Oko zaś zła nie ujrzy, ponieważ zło toczy
nie Boski obraz, lecz same wypaczone oczy.
Nie w źródle tkwi, lecz w wyboru pokłonie
i nie w nuty wyrazie lecz w fałszywym tonie.
Ci zaś co raj znajdą, uciekną spaczeniu
nie będą przekłamani w swoim odnowieniu
wciąż tworzyć będą, poza martwymi ciałami
a poeci winni mieć ognie nad głowami
i harfy, co grać będą bez błędu żadnego
to każdy winien wybrać na zawsze z Wszystkiego.

Zostaw komentarz