Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Recenzja gry LEGO Hobbit

Od ostatniej części filmowego Władcy Pierścieni Petera Jacksona do wydania gry LEGO Władca Pierścieni studia TT Games minęło 9 lat. Przez te lata świat ujrzało wiele gier, mniej lub bardziej nawiązujących do filmu – strategie, RPG, gry akcji, a klockowa wersja była już bardziej dodatkiem do tego wszystkiego. Jednak tym razem pierwsze zapowiedzi pojawiły się mniej więcej wtedy co w kinach Pustkowie Smauga, a sama gra zagościła w sklepach osiem miesięcy przed finałem filmowej serii. Nie ma co liczyć na zdradzenie fabuły ostatniej części historii, otrzymujemy tylko dwa pierwsze odcinki. Jak prezentuje się najnowsza produkcja pod szyldem LEGO, co się zmieniło od czasu Władcy Pierścieni? Zobaczmy.

Rozgrywka pozostała bez większych zmian. Wcielamy się w klockowe wersje filmowych postaci i pokonujemy kolejne poziomy walcząc z przeciwnikami, szukając rozmaitych przedmiotów, skacząc między platformami, rozbijając i budując struktury z lego oraz rozwiązując proste zagadki logiczne. W każdym poziomie mamy pewną grupę postaci, posiadających rozmaite umiejętności, kierujemy jedną z nich, ale w dowolnym momencie możemy przełączyć się na inną, gdy natrafimy na przeszkodę, której wcześniejsza nie może pokonać. Gdy uda nam się ukończyć misję, zostaje ona odblokowania do gry w trybie swobodnym, dzięki czemu możemy się z nią zmierzyć jeszcze raz, tym razem korzystając z dowolnych odblokowanych postaci i przedmiotów – pozwoli nam to odnaleźć ukryte skarby. Nowością w stosunku do Władcy Pierścieni są wyzwania konstrukcyjne, podczas których obserwujemy powstawanie konstrukcji, ale co jakiś czas musimy odszukać na liście kolejny element. Im szybciej i dokładniej uporamy się z zadaniem, tym więcej monet dostaniemy. Niby dalej nie decydujemy o tym co zostanie zbudowane, ale jest to bliższe idei lego (ech, to przekopywanie pudła z klockami by znaleźć jedną płytkę w wymaganym kolorze) niż po prostu patrzenie jak nasza postać coś składa.

Cóż powiedzieć o fabule? Z jednej strony, historia jest taka sama jak w filmie, mamy Radagasta, Dol Guldur, Tauriel, rozdzielenie krasnoludów w Mieście na Jeziorze. Nawet mamy koniec gry w momencie gdy Smaug opuszcza Samotną Górę – ale mimo to w kinie efekt był lepszy, tu historia sprawia wrażenie jeszcze bardziej urwanej. Z drugiej strony, pewne zmiany są i nie chodzi tu tylko o humorystyczne gagi. Mechanika gry wymaga, by w każdej chwili były dostępne dwie postaci, a jak wiemy, w Hobbicie solowych przygód było więcej niż we Władcy Pierścieni. I tak do trolli z Bilbem wyruszy Fíli, Kíli i Ori, w ucieczce z jaskini Golluma pomaga goblin, który przez upadek na głowę weźmie hobbita za kumpla, a do Dol Guldur Gandalf wyruszy razem z Radagastem. Oczywiście, są też pewne skróty fabularne, jednak opowieść wydaje mi się spójna i pewnie bym większość zrozumiał nie znając książki i filmu, no, może poza Bardem – jakoś mi umknęło dlaczego właściwie zostaje aresztowany. Dobór i konstrukcja poziomów jest udana, czasami z krótkiego epizodu filmowego powstaje bardzo udana misja. Oglądając film odnosiliście wrażenie, że patrzycie na scenę z gry komputerowej? Właśnie tu mamy naprawdę dobre fragmenty: strzelanie do orków skacząc po beczkach czy ucieczka Radagasta na saniach (Ucieczka? Radagast przeskakuje na wargi i okłada orków pięściami). Chociaż bonusowy poziom jest wyjątkowo słaby – zbyt prosty i nudny.

Oprócz wątku głównego, mamy na mapie mnóstwo postaci zlecających nam różnorakie misje w zamian za mithrilowe klocki lub czerwone klocki pozwalające włączać różne ułatwienia. Będziemy szukać zaginionych przedmiotów, pokonywać dodatkowych bossów, strzelać do goblinów w łodziach, budować dziwaczne obiekty, pokonywać tory przeszkód na czas – przez większość czasu nie ma tu monotonii, ale mnogość zadań powoduje, że pewne schematy się powtarzają – zdarzają się jednak przyjemne zaskoczenia, gdy już sądzimy, że przed nami kolejna standardowa walka z trollem. Część zadań tworzy serie, wykonanie jednego odblokowuje kolejne, dzięki czemu mają one swoją fabułę – poznamy losy kowala Jimliego i jego żony, pomożemy w remoncie w Mieście na Jeziorze itd. Nieźle w klimat książkowego Hobbita wpasowały zadania z zagadkami, podpowiadającymi czego szukać, jak ustawić znaki itp. Dużą rolę odgrywa możliwość zmiany pory doby, część zadań dostępna jest tylko nocą lub w dzień – ale w przeciwieństwie do poprzedniej gry, tu znacznie szybciej otrzymujemy możliwość zmiany czasu.

Nie sposób nie powiedzieć o trybie rozgrywki dla dwóch graczy. Dlatego zawsze mamy dwie postaci na ekranie, by drugi gracz mógł w każdej chwili dołączyć. Gdy zbyt się od siebie oddalą, ekran zostanie podzielony w sposób dynamiczny, by podział był płynny, zgodnie z kierunkiem odsuwania się postaci. Niestety, gracze mogą się nawzajem atakować lub działają na nich niektóre specjalne przedmioty drugiej postaci, więc trzeba uważać, by nie przeszkadzać sobie za bardzo. Ale przy chęci współpracy nie powinno to być problemem, a zabawy będzie jeszcze więcej niż dla pojedynczego gracza. Nowością jest możliwość zgrupowania się postaci niskiego wzrostu – łapią się pod ramię, jeden gracz przejmuje kontrolę nad duetem, ale para zyskuje możliwość wykonywania potężniejszych ataków. Niestety, czasami w wirze walki, kiedy wróg wymaga potężniejszego ataku, ciężko złapać drugą postać, zwłaszcza w trybie dla jednego gracza, kiedy pozostałe postaci stosunkowo łatwo giną.

Gry LEGO to przede wszystkim mnogość postaci do wyboru. Tu mamy ich aż 108. Część otrzymamy wykonując zadania, część musimy odnaleźć na mapie i wykupić za zebrane monety, a część to nasze twory w kreatorze postaci, dostępnym po osiągnięciu Miasta na Jeziorze. W liczbie 108 zawiera się spora liczba różnych wariantów tego samego krasnoluda, ale i tak wybór jest spory. Są nawet takie postaci jak Peter Jackson (zwany Wieśniakiem z Bree) czy Tom Bombadil. Ciekawostką jest wprowadzenie nowej kategorii rozmiarowej – oprócz niskich (hobbici, krasnoludy) i wysokich (ludzie, elfy) mamy też postaci olbrzymie – Wielki Goblin, trolle. Niestety, można nimi grać tylko na mapie. Szkoda tylko, że kilka postaci krasnoludów zostało potraktowanych jak w filmie – są tylko dodatkiem. Taki Glóin nie ma żadnych szczególnych umiejętności, podobnie jak Balin i Thorin (ok, on ma tarczę), ale ta dwójka przynajmniej ma swoją rolę w historii – po co więc miałbym go wybierać ojca Gimliego, mając tyle innych postaci do wyboru? Do tego trzeba dodać mnóstwo przedmiotów pozwalających korzystać ze specjalnych zdolności innych postaci – część z nich znajdziemy ukrytych w poszczególnych misjach, część musimy wykuć z zebranego mithrilu u kowala w Bree. Dzięki temu arsenałowi możemy stworzyć naprawdę unikatową postać. Kreator postaci, choć działa tak samo, znacznie bardziej przypadł mi do gustu niż w poprzedniej grze – odnoszę wrażenie, że w końcu jest z czego składać interesujące ludziki. Dodajmy jeszcze kreator stworzeń dostępny u Beorna, pozwalający stworzyć naszego własnego konia, kuca, warga oraz trolla/olbrzymiego goblina (nie mylić z Wielkim Goblinem).

Ponownie skorzystano z rozwiązania z poprzedniej gry, gdzie wszystkie fabularne kwestie wypowiadane przez postaci pochodzą wprost z filmu. I podobnie jak ostatnio, nie zawsze brzmi to dobrze, głos czasami nie pasuje do sytuacji w grze, zostają jakieś szumy tła itp. Natomiast głosy postaci z zadań dodatkowych są nagrane od zera i te wypadają znacznie lepiej. Całkiem zgrabnie przetłumaczono je też na język polski, a zdarzyło się kilka trudniejszych gierek słownych – a tam gdzie język nie pozwalał, tłumacze zaoferowali inny żart, zamiast brnąć w dosłowność. Również specjalnie na potrzeby gry nagrano głos narratora, w którego wcielił się Christopher Lee – i choć mówi na modłę Sarumana, w pierwszych momentach byłem przekonany, że ktoś parodiuje głos czarodzieja. Jakoś nie do końca dobrze to wypadło.

Gra jest pełna gagów i żartów – od pojawiających się tu i ówdzie nadprogramowych przedmiotów (Thorin z płynnym złotem zmierzy się za pomocą deski windsurfingowe) i slapstickowych dowcipów, przez całą galerię dziwacznych przedmiotów (olśniewająca złota peruka afro, herbaciana czapka, czy proca strzelająca rogalami), ukryte lokacje (goblińskie centrum sterowania kamiennym olbrzymem) do absurdalnych zadań dodatkowych – choćby zbudowanie posągu Gandalfa dla jego hobbickiej fanki czy starcie z matką Azoga. Mnogość dowcipów czyni z LEGO Hobbit grę lekką i przyjemną. Również poziom trudności nie jest szczególnie wysoki, ukończenie gry nie powinno stanowić większego wyzwania, choć wypełniając zadania dodatkowe można już trafić na jakieś dodatkowe trudności z wypatrzeniem ukrytej skrzyni czy pokonaniem na czas toru przeszkód. Dodając też do tego stosunkowo niski poziom przemocy – mamy do czynienia z klockami lego i wszelkie ucięcia głów (Thror) czy dłoni (Azog) przedstawione są komicznie – otrzymujemy grę, która świetnie nada się też dla młodszych graczy.

We Władcy Pierścieni było sporo drobnych niedogodności, które choć nie psuły bardzo rozgrywki, momentami potrafiły zirytować. Sporo z nich uległo tu poprawie – powtarzając poziom nie musimy rozgrywać go od początku, ale od wybranego punktu zapisu, poprawiono koło szybkiego wyboru i teraz zamiast dwóch jest jedno, po wpadnięciu do wody znacznie szybciej zostajemy postawieni na lądzie, dodano opisy postaci i przedmiotów, dzięki czemu wiemy od razu, przeciwko jakim przeszkodom będą skuteczne. Można by jeszcze kilka usprawnień wymienić. Chociaż dalej mam zastrzeżenia do zmiany postaci kierowanej przez komputer, mimo iż odczuwam tu poprawę. A dodanie różnych wewnętrznych lokacji na mapie – domy, jaskinie, powoduje, że wskaźnik celów czasami błędnie wyznacza nam drogę.

LEGO Hobbit utrzymuje poziom LEGO Władca Pierścieni, wprowadzono kilka poprawek, rozwinięto pewne aspekty rozrywki, choć nie na tyle, by mówić o przełomie – w dużej mierze jest to ten sam schemat co wszystkie pozostałe gry LEGO. Zapewnia od kilku do kilkunastu godzin udanej zabawy, w zależności od tego ile czasu poświęcimy na zbieranie wszystkich skarbów i postaci. Rozgrywka jest nietrudna, mniej doświadczeni gracze nie powinni mieć problemów ukończeniem tytułu. A grając z drugą osobą będziemy mieć dodatkowe powody do pośmiania się. Choć z oceną może tak naprawdę powinienem poczekać aż rozstrzygnie się sprawa czy i jak zostanie graczom udostępniona możliwość rozegrania trzeciego filmu – na razie grę można uznać za niedokończoną. Podejrzewam jednak, że dla graczy pragnących się zmierzyć z losami Bilba na poważnie trochę rozczarowujące może być, że hobbickie gry zaczęto właśnie od mało poważnego LEGO (chyba, że liczymy Guardians of Middle-Earth.

Producent: TT Games
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Wydawca PL: Cenega
Gatunek: akcja, zręcznościowa
Platformy: Microsoft Windows, PlayStation 3, PlayStation 4, PlayStation Vita, Wii U, Nintendo 3DS, Xbox 360, Xbox One
Data premiery (PL): 11 kwietnia 2014

Kategorie wpisu: Gry tolkienowskie, Recenzje

1 komentarz do wpisu "Recenzja gry LEGO Hobbit"

NessaPL, dnia 26.07.2014 o godzinie 13:34

Ciekawe kiedy będzie zwiastyn Hobbita: Tam i z powrotem.

Zostaw komentarz