Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Czy są dziś tacy władcy?

Znalezione w internecie (Facebook tolkienistki, Marysi Kłeczek):

Zdjęcie z forum Many Mithril Pages (źródło)

Czytałam dopiero co o przysięgach Ciriona i Eorla i szczególnie dotknął mnie jeden fragment. Po omówieniu wszystkich korzyści wynikających z sojuszu dla królestwa Gondoru i dla Éothéodów następują takie słowa:

„Jednak układ ten świadczył nie tylko o mądrości obu przywódców. Było w nim coś, co wykraczało poza rachuby polityczne. U podstaw decyzji leżała wielka przyjaźń spajająca ich ludy oraz miłość, którą darzyli się ci dwaj prawdziwi mężowie. Cirion ze swej strony dawał wyraz uczuciu, jakie mądry i postarzony troskami świata ojciec mógłby żywić do silnego i pełnego nadziei syna. Eorl zaś widział w Cirionie najszlachetniejszego i najdostojniejszego człowieka znanego mu kawałka świata, kogoś najmądrzejszego, obdarzonego majestatem dawnych królów ludzkiego plemienia.”

(J.R.R. Tolkien, Niedokończone opowieści)

Ach, czemuż w naszym biednym świecie nie ma takich szlachetnych i dostojnych przywódców, wodzów czy królów, kochanych przez naród, kierowanych miłością do narodu, poważanych przez wszystkich, zdolnych do czynów wypływających nie z kalkulacji, ale z prawdziwej miłości…

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

16 Komentarzy do wpisu "Czy są dziś tacy władcy?"

tallis, dnia 22.02.2014 o godzinie 23:23

Dlaczego nie ma takich władców? Bo liczy się rywalizacja i konkurencyjność do władzy. A wygrywa w tym wyścigu ten, któremu najbardziej na władzy zależy, a nie ten, który kogoś kocha. Tomas Merton w liście do Cz. Miłosza pisał (akurat dziś szukając jakiejś innej książki znalazłam ich listy, które musze sobie powtórzyc), że nie jest zdolny do miłości ten, który nie jest zdolny do rezygnacji z władzy. Że ludzie wpierw pragną dostąpić władzy nad innymi albo nad rzeczami, zapewnić sobie posiadanie czegoś, a dopiero potem decydują się na miłość. Dlatego nie ma władców, którzy kierowaliby się miłością. Gdyż nikt kto chce do władzy dążyć, nie może pozwolić sobie na jak to mówi Merton złapanie oddechu i pokochanie czegos czy kogoś, bo w tym wyścigu do władzy trzeba być egoistą, dlatego nie wolno pozwolić sobie na miłość. A miłość to takie jakby wyjście z siebie, aby zrozumieć drugiego, zainteresowanie problemem drugiego, a nie tylko swymi potrzebami. A jak tego nie robimy to nie możemy mając władzę wladać rozumnie. Ale jednocześnie możemy wygrać wyścig po władzę, gdy nie obchodzą nas inni (reszta spoleczenstwa), bo wówczas jesteśmy bardziej konkurencyjni, od tych, których obchodzą. Władza i miłość są w sprzeczności. Aby zdobyć władzę nie wolno pozwolić sobie na miłość. Czy raczej na Miłość w sensie wyjścia z siebie i stanięcia po stronie innego osobnika. Myślę, że gdyby mogli istnieć rządzący, którzy rządzą z miłości, władza nie byłaby już potrzebna. „Człowiek zanim odetchnie i pozwoli sobie na miłość, chce wcześniej upewnić się co do swojej władzy” pisze Merton. Dlatego nie może być zrozumienia, bez tego oddechu. „Ja jestem mój” – to motto wszystkich którzy chcą rządzić innymi oczywiście bez miłości, bo ona upośledza naszą zdolność do wygrywania wyścigu do wladzy. No i mottem naszych czasów jest że nie wolno mi kochać póty nie zapanuję nad czymś innym, poza oczywiscie sobą. A panowanie nad samym sobą to ostatnie z pragnień jakie wyrażamy, gdy chcemy władzy. Najmniej pragniemy wladzy nad sobą. Powinniśmy rozwinąć nową dziedzinę wiedzy psychologicznej zawieraną w popularnych poradnikach – jak rządzący (wszelkiego typu liderzy) mają panować nad sobą, aby rządzić bez egoizmu, ale z miłością.
poz :)
tal

Galadhorn, dnia 23.02.2014 o godzinie 0:27

Wygląda na to, że demokracja utrudnia dojście do władzy dobrego władcy. Dlaczego? Dlatego, że najlepszym władcą byłby ktoś, kto do władzy nie dąży, władzy nie chce. A w systemie demokratycznym trzeba władzy pożądać i wydać dużo pieniędzy (na kampanię, na tworzenie dobrego PR itp), żeby władzę dostać.

Arathiel, dnia 23.02.2014 o godzinie 0:47

Honor, Odwaga, Lojalność, Przyjaźń.
Dziś to już tylko puste pojęcia, które istnieją tylko w teorii. Nie ma na nie miejsca w polityce i rządzeniu. Wielu postrzega je wręcz jako słabości ograniczające w dążeniu do władzy. A jednak powinna być ona nie przywilejem a Służbą. Bo król to de facto najmędrszy sługa swego narodu.
Wojny, okrucieństwa i zmagania o wpływy były zawsze. Jednak w każdym konflikcie znaczenie miały uniwersalne wartości, które były czymś oczywistym. Dziś to czysty abstrakt, fantazja mile widziana co najwyżej na kartach książki czy srebrnym ekranie.
Bohaterowie Tolkiena to postaci dla, których te wartości są niezwykle ważne. Określają ich postawę i czyny. Jednak Mistrz John nie kreował ich tylko ku uciesze czytelnika ale po to aby były one wzorami i szafarzami tych odwiecznych cnót.
Dla niego samego, urodzonego jeszcze w XIX w. Wychowanego w katolickiej rodzinie a potem (podczas I WŚ.) zanurzonego w świat oficerskich idei, wartości takie jak honor były czymś niepodważalnym i głęboko zakorzenionym w sercu i umyśle.
Swoją drogą to zadziwiające jak przez niecałe sto lat spojrzenie społeczeństw na wiele spraw całkowicie się wypaczyło i jak tanio sprzedajemy dziś swą godność. Wracając do tematu; na myśl przychodzą mi słowa wypowiedziane przez Galmara (TES:V): „…król dzierżył władzę dlatego, że był w stanie zmiażdżyć swoich wrogów a lud Skyrim radował się albowiem kochał swego władcę.” Być może przywoływanie w tym temacie cytatu z gry może wydać się komuś nie na miejscu ale przecież światy słowa pisanego, filmu i elektronicznej rozgrywki wciąż się przeplatają i niestety zdecydowanie częściej niż w realnym świecie właśnie tam spotykamy „takich władców”.

tallis, dnia 23.02.2014 o godzinie 0:49

Masz rację. Znaczy się rywalizacja do władzy jest w demokracji i musi ona w niej istnieć. W systemie demokratycznym trzeba wladzy chcieć. Tak. Ale przecież w dyktaturze trzeba jej chciec tym bardziej. Bo nawet jeśli ma się władzę dyktatora z urodzenia ( z powodu dynastii ) to trzeba jej pożądać aby ją utrzymać, bo zawsze jest wielu ochotników do rywalizacji z dyktatorem, tyranem, monarchą, wodzem.
W tym dyktatura wcale chyba nie jest lepsza od demokracji? Czy mając ją z urodzenia, aby utrzymać to trzeba jej pragnąć, czy też mając ją z nadania społecznego, z wyboru, także trzeba jej pragnąć aby otrzymać :) A potem utrzymać. Czasem stając się dyktatorem, który został wczesniej wybrany.
poz :)
tal

tallis, dnia 23.02.2014 o godzinie 1:06

Jednak w każdym konflikcie znaczenie miały uniwersalne wartości, które były czymś oczywistym.

Nie zgodziłabym się. Sytuacja konfliktu politycznego to sytuacja, która znosi wszelkie wartości. I jest to LEGALNE. Czas konfliktu, czas wojny jest po to aby można było je znieść. Jak w czasie karnawału wszystko stawało na głowie – królowie byli żebrakami a żebracy królami. W czasie karnawału uchodziło to wszystko co normalnie nie uszłoby płazem przynajmniej nie zwykłym ludziom. Czas pokoju to czas, w którym ludzie „poddani” mają spokój, aby normalnie funkcjonować, ale władza jest obserwowana i może być krytykowana albo nawet poddana odpowiedzialności prawnej.
Zaś czas wojny to czas, w którym władcy, rządy mają spokój od wszelkiej odpowiedzialności. To czas karnawału dla władzy. To ich wakacje. Wtedy znika odpowiedzialność. Bo w czasie wojny trzeba stać po stronie swego rządu, bo wgrano nam tą śpiewkę, aby byli bezkarni, aby nie mieli opozycji podczas swego imprezowania. Mogą oni ludzkośc wykrwawiać dla swej wladzy pogłębienia i dla zdobycia większej kasiory.
W czasie pokoju mamy siły policyjne, które bronią nas przed przestępstwami. Nie możemy popełniac przestępstw. Czas wojny znosi te zasadę. Wojna jest czasem legalnego popełniania przestępstw! To wyrwa w naturalnym czasie, w naturalnym porządku. Karnawał przestępców! Zarówno tych którzy masowo idą do sąsiada z karabinami, jak i tych którzy zostają u siebie na szaber. Jest taki film SF o mieście w którym na 1 noc w roku znosi się wszelkie prawa i ochronę prawną. I każdy może popełnić dowolne przestępstwa bezkarnie. Od zachodu do wschodu słońca nikogo się nie łapie i nie karze. A normalne rodziny siedzą w domach i ryglują drzwi. To jest wlasnie sytuacja wojny. Wojna to jedyne i największe legalne przestępstwo! Kiedy 1 człowiekiem napada z bronią drugiego to idzie do pierdla. Kiedy 100 tysięcy ludzi z bronią napadnie na milion innych bezbronnych osób to nie idą do pierdla tylko stają się bohaterami! Dlatego wojna jest przestępstwem. Pospolitym przestępstwem sankcjonowanym prawem, tradycją i siłą władzy, która nie ma ŻADNEGO interesu aby to przestępstwo ograniczać. Za to ma wiele interesów aby ją wprowadzać gdzie zechce i kiedy zechce.
Ten król z gry panował, bo potrafił zmiażdżyć wrogów. Ano właśnie :) Może nawet nie umiał się podpisać, ale miażdżyć umiał i z tego powodu „lud go kochał” buahaha 😀
poz :)
tal

Arathiel, dnia 23.02.2014 o godzinie 1:22

No tak. Hitler też nazywał Powstańców Warszawskich bandytami z karabinami.
Nie wiem czy piszesz na poważnie czy trollujesz. Chyba jednak to drugie ale ok.
Istnieje takie pojęcie jak Wojna Sprawiedliwa. Masz prawo bronić życia swojego i swoich bliskich; bronić swojej ojczyzny ale już nie gwałcić, rabować i masakrować cywilów. Istnieją sądy wojskowe i Konwencje Genewskie więc nie wyskakuj mi tu z karnawałem dziecko.
Jeśli ktoś kieruje się danymi wartościami to jest im wierny niezależnie od okoliczności a nie tylko kiedy jest to wygodne. Przypadki nie wykonywania rozkazów przez żołnierzy a nawet oficerów gdyż kłóciły się one z ich sumieniem były czymś częstym np. podczas Wojen Napoleońskich.

tallis, dnia 23.02.2014 o godzinie 2:01

Mowimy o czyms innym. Ty o tym że w czasie wojny pojedynczy ludzie dawali radę być porządni. A ja o tym, że wojna to impreza dla władzy. Karnawał przestępstw. To czas zawieszenia praw wszelkich. Nic nie mówiłam o tym, że jednostki potrafią się zachować. Bo potrafią. W skrajnie niesprzyjających warunkach do życia a takim jest wojna potrafiąca się zachować jednostka jest rzadkością ale wystepuje.
i nie nazywaj mnie dzieckiem, mam uraz do tego określenia od kiedy skończyłam 36 lat 😀
poz :)
tal

tallis, dnia 23.02.2014 o godzinie 2:03

A konwencje genewskie czy inne możemy sobie wsadzić w buty 😀 Dokładnie tyle znaczą dla władzy, która wojnę powoduje albo na nią zezwala.

Arathiel, dnia 23.02.2014 o godzinie 2:24

To prawda, mówimy o czym innym. Ty skupiasz się na współczesności, która jest czasem upadku naszej cywilizacji i jej wartości. Ja kontrastuje ją raczej z przeszłością (nie koniecznie tą odległą) i zaznaczam, że dawne idee całkowicie straciły swe znaczenie.
A to, że dzisiaj wojna to całkowity burdel a władcy i politycy to kundle bez moralności i honoru to przecież jasne.

tallis, dnia 23.02.2014 o godzinie 3:45

E tam, wczesniej było jeszcze ciekawiej :) im wczesniej tym ciekawiej :) Nie wiem skąd się bierze ta dziwna wiara, że dawniej było lepiej. Mi się zdaje przeciwnie. Dużo się zmieniło na lepsze, a im głębiej w historie tym większy szajs. Jednak sporo się przez ostatnie kilka wieków rozwinęliśmy politycznie. Dużo się zmieniło na lepsze o choćby i przez te konwencje, ale jednak władza wcale się nie zmienia, zrobi wszystko dla własnego interesu, także wojnę. Możemy wladze ograniczac np demokracją albo konwencjami ale jej istoty nie zmienimy. Władza (posiadana) jest przeciwienstwem miłości. A skoro miłość jest dobra to władza musi być zła. Nie tylko władca poszczególny może być zły, władza jako taka jest złem – na tą chwilę koniecznym ale złem.
poz :)
tal

Elensil, dnia 23.02.2014 o godzinie 12:01

Królów nie ma z jednego prostego powodu: Bo jest demokracja.
Poza tym początek obalania królów i strącania ich z tronów dała Wielka Chwalebna Rewolucja Francuska.

Dżon, dnia 23.02.2014 o godzinie 13:43

„Chwalebna”. Polecam pouczyć się historii…

A nie ma takich władców, bo to jest mitologia. Polityka zawsze była najważniejsza.

M.L., dnia 23.02.2014 o godzinie 23:48

Tęsknota za „Dobrym Królem”, jest tęsknotą za brakiem odpowiedzialności, za figurą ojca, za kimś, kto za nas będzie podejmował decyzje, a jeszcze lepiej brał odpowiedzialność za nasze błędy. Oczywiście byli dobrzy władcy. W historii każdego kraju znajdziemy mądrych i rozsądnych królów, ale na każdego dobrego i mądrego, przypada przynajmniej jeden zły, lub głupi i jeszcze jeden nijaki. A jeszcze częściej są kontrowersyjni. Demokracja to trudny i wymagający system, dlatego tak często działa wadliwie. Bo jest taka, jacy są ludzie w niej funkcjonujący. Tak więc kiedy narzekacie na demokracje, narzekacie na siebie samych.
Demokracja nie jest idealnym systemem, bo takich nie ma. Ale i tak ja wolę od alternatyw. Dlaczego. Jest taki przykład z dalekiej przeszłości. Oto po bitwie pod Kunaksą perski król i jego dwór postanowili zabić dowódców sił greckich walczących w tej bitwie, wychodząc z rozsądnego założenia, że armia bez głowy przestaje być niebezpieczna. A ponadto myśleli hierarchicznie, bo w takim społeczeństwie żyli, król/wódz był niezbędny do funkcjonowania aparatu państwa, w tym armii. Jak pomyśleli tak zrobi. Zabili wszystkich wyższych dowódców i znaczną część niższych, i co? Armia demokratycznie wybrała sobie nowych i pokonawszy opór Persów przebiła się przez dzisiejszy północny Irak, Kurdystan, Armenię i dotarła do Morza Czarnego, a stamtąd do Grecji. Tak demokracja ma wiele wad, ale ma też zalety.

Galadhorn, dnia 24.02.2014 o godzinie 9:48

Słuszne słowa. W pełni się z nimi zgadzam.

Ciekawy jestem, jak sobie wyobrażamy połączenie demokracji i zasady – o której w liście nr 52 pisał Tolkien – „nolo episcopari” (chodzi w skrócie o to, że najlepszym rządzącym ma być ten, który najmniej chce władzy)? Czy da się to w ogóle połączyć?

tallis, dnia 24.02.2014 o godzinie 18:52

Myślę, że by się dało dzięki technologii. Mianowicie losowaniem. Wrzucamy do bębna (prawdziwego, a nie komputera, żeby nie dało się zmanipulować, zaprogramować) ze 2 tysiące albo 4 nazwisk obywateli
– niezależnych, którzy nie są członkami partii,
– nie karanych,
– w ustawowym wieku np powyżej 21 lat,
– obu płci po równo,
– nie mających afiliacji z mafią
No i losujemy powiedzmy 200.
Te 2 setki mają się zaprezentować wyborcy, na co dostają po równo czasu antenowego.
Po czym z nich tradycyjnym sposobem wybieramy 100 posłów.
Tacy politycy jak mamy teraz to każdy by potrafił być podobny albo i lepszy :)
poz :)
tal

tallis, dnia 07.03.2014 o godzinie 23:07

„Wygląda na to, że demokracja utrudnia dojście do władzy dobrego władcy. Dlaczego? Dlatego, że najlepszym władcą byłby ktoś, kto do władzy nie dąży, władzy nie chce”.

Masz rację Galu. To byłby taki ktoś kto rządzi dla służby spoleczenstwu, rozumiejąc że władza rzeczywiście dobroczynna jest _tylko_ służbą. Któryś z antycznych chińskich mędrców powiedział, że „rządzić znaczy naprawiać”. Wg mnie ten kto rządzi jest po prostu naprawiaczem, reperatorem, technikiem. Ktoś kto rządząc doprowadza do upadku, chaosu i wsteczności (a zwłaszcza do rewolucji i wojny) nie jest dobrym naprawiaczem-rządzicielem. O takim dobrym wladcy pisałam w artykule o Frodzie podając przykład 3 władców-Aragorna, Froda i Sama. Oni rządzili z miłości do swego ludu. Poświęcali dużo z siebie dla swego ludu, ale nigdy nie poświęcili swego ludu w imię swej władzy. Tu widzę różnicę miedzy nimi a naszymi obecnymi politykami. Politykom dzisiejszym bardzo łatwo wywoływać rewolty, wojny i zamachy. Jako rasowi egoiści nie przejmują się stratami – ponieważ to nie oni giną. 😀 Aby zdobyć władzę musieli być lub stać się egoistami. W dodatku tymi naprawdę skrajnymi, takimi których można nazwać socjopatami. Ale wracając do naszych idealnych władców – w przypadku Aragorna decydujące znaczenie miało „dobre pochodzenie”, urodzenie ze szlachetnego rodu. Szlachetnego oznacza w tym przypadku nie jakieś na bazarze kupione tytuły jak u wielu nowożytnych rodów :) ale dynastię, która przez tysiące lat przechowywała tradycje, wyposażając swych potomków zarówno w wartości jak i umiejętności. Wyobrażam sobie więc, że Dunedainowie na wygnaniu naprawde dbali o jakość edukacji i politycznej i moralnej swych potomków, naprawdę _szkolili ludzi szlachetnych_ – intelektualnie i emocjonalnie, albo umysłowo i duchowo jeśli wolicie. W przypadku hobbitów zaś ich dobroczynna władza miała naprawiać Shire. Tylko naprawiać – szkody po okupacji Sarumana. Oni nie dostali władzy w Shire bo ją zdobyli siłą czy podstępem, nie dostali jej też z racji urodzenia czy jakichś intryg dyplomatycznych. A ich władza miała sens zbieżny z miłością i służbą, albo raczej ze „służbą z miłości”. Czyli z tym sensem, z którym dzisiaj nie jest zbieżna. Oczywiście przypadki jednostkowe świadczące o czymś przeciwnym mogą sie zdarzać i u nas i imo jeśli istnieją dowodzą, że służenie z miłości jest możliwe.

„A w systemie demokratycznym trzeba władzy pożądać i wydać dużo pieniędzy (na kampanię, na tworzenie dobrego PR itp), żeby władzę dostać.”

Demokracja jest o tyle dobra, że władza tak nabyta (albo zdobyta, zależnie czy jest w tym dojściu do władzy więcej demokracji czy wiecej siły i intryg) ma pewien autorytet płynący z ludowego nadania. I to sprawia, że jest ona w dużej części w p. demokratycznych władzą stabilną. A na przykład na Ukrainie wystąpiła zapaść demokracji, której dalekosiężne skutki rozłożą się na lata, gdyż nowy rząd nie powstał w wyniku wyborów (które mogły sie odbyć, ale ekstremiści dążyli do zdobycia wladzy bez wyborów – wybrali szybkość i jednorodność władzy a nie jakość i stabilność władzy), i dlatego ich rząd sformowany „z ulicy” nie ma żadnego autorytetu pochodzącego od wyboru, niezależnie od tego czy jest legalny w świetle prawa miedzynarodowego czy nie. Obalono tam ów społeczny konsensus, który czyni demokrację propozycją stabilną. Na dłuższą metę kraje demokratyczne przekonają się, że Ukraina chcąc się wyzwolić spod jednej złej wladzy nie tyle wpadła pod inną złą władzę ale podważyła demokrację w całym regionie słowiansko – post-komunistycznym. Brak ten zaowocuje tym, że bez wyborów każda następna hulajpartia ukrainska czy rosyjska czy kozacka może po prostu przyjść i powiedzieć majdanowemu rzadowi TKM :) I będzie w prawie – kaduka, gdyż prawo to zastosowano tworząc nowy rząd. Rewolucja jest dobra, gdy jej wybór zostaje zatwierdzony wyborem w głosowaniu, tutaj tego nie było, więc jest to niestabilny rząd, nie mający wyborczego mandatu i dlatego imo łatwo ulegnie kolejnemu TKM.
Demokracja jest dobra, gdy się ją wykorzystuje do zmieniania nielubianej władzy pokojowo. Do tego służy demokracja. Do ocalenia pokoju w trakcie niezbędnego zamieniania się osobników na stołkach. Zarówno gdy się to dokonuje wyborami, jak i protestami i innymi mechanizmami pokojowej zmiany warty.
Gdy się zaś demokrację wykorzystuje do zdobycia przewagi jednej grupy nad pozostałymi, a zwlaszcza do wprowadzenia dyktatu jakiejś jednej siły – czy partii czy klasy spolecznej czy czegoś innego tam – łamie się jej kręgosłup. Demokracja jest naprawde dobrym lekiem na dyktaturę. Ale czesto dyktatury stare i nowe wykorzystyją demokratyczne pozory, aby się w swej władzy utrwalić. Jak pisze M.L. przewaga demokracji polega na tym, że jest elastyczna.
Ale panuje w niej partyjniackie kolesiostwo, które sprawia że mamy wybór osób z klucza partyjniacko – kolesiowskiego, chociaż bardziej uczciwy byłby wybór po prostu przez losowanie. Do bębna przypadkiem wpadnie i ten co sie nadaje i ten co sie nie nadaje, i mądrzejszy i głupszy, i uczciwszy i mniej uczciwy. Ale byłaby w tym pewna „sprawiedliwość spoleczna”. Bęben byłby wypełniony osobnikami reprezentującymi przekrój spoleczny. Natomiast obecnie na listy partyjne wchodza jacys osobnicy tylko dlatego że sprzyjają kierownictwu partii, niezależnie od tego czy mają talenty czy nie, czy mają umiejętności czy nie, czy mają wiedzę czy nie, czy mają jakąs etykę czy nie. Partie niszczą w ten sposób demokrację. Bo politycy wybrani przez partie muszą spełniać wolę partii a nie mandat nadany im przed wyborami przez wyborcę. Powinien być realny mandat, to znaczy 1 senator czy poseł z 1 okręgu otrzymuje na piśmie zlecenie od wyborców co ma zdziałać w danym czasie swego posłowania. I z tego sie go rozliczy. Nie tylko przy urnie ale realnie, realnymi konsekwencjami np. odebraniem niektórych przywilejów poselskich, potem odebraniem niektórych praw wyborczych czy innych obywatelskich. Oczywiście popełnienie pospolitego przestępstwa z automatu usuwa osobnika z list wyborczych na nastepną kadencję albo dwie. Albo w ogóle. Zależnie od ciężaru przestępstwa. Jak nie zdziała powiedzmy przynajmniej połowy zlecenia mandatu, nie wybiera się go na nastepną kadencje. Oczywiście musimy w ten mandat wliczyć konkurencję miedzy róznymi regionami czy branżami. Bo jak inne regiony czy branże go przegłosują to nie jego wina przecież :) Ale żeby chociaż taki mandat go obowiązywał do zainicjowania działań na rzecz jego wypełnienia w ustawowym czasie np. co ma zainicjować przez pierwsze pol roku bytności w sejmie czy w innym organie kolegialnym panstwa. Mandat dziś jest umowny, w rzeczywistości polityk wybrany może robić co chce, a my wybierając go zgadzamy się aby robił co chce, i słuchał kogo chce – partii takiej czy innej albo jakichś innych biznesów i lobbystów. Aby zmusić tych gości do robienia tego co chce _wyborca_ powinni posiadać realny mandat, określający co, jak i w jakim terminie mają dokonać.
poz :)
tal

Zostaw komentarz