Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Krótka recenzja rozszerzonej wersji filmu The Hobbit: An Unexpected Journey

Czuję się jak cienka warstwa masła, rozsmarowana na zbyt dużej kromce chleba
Wczoraj w końcu miałem czas obejrzeć rozszerzoną wersję pierwszej filmowej części Hobbita. Podobnie jak w przypadku filmowej trylogii Władcy Pierścieni, poza rozszerzoną wersją, reżyser spędza z nami ponad 12 godzin prowadząc nas przez labirynt materiałów które szczegółowo przedstawiają każdy aspekt powstawania filmu.

W tym wpisie będę tylko odnosił się stricte do samego filmu. Nie chcę Wam psuć zabawy, jeśli chcecie się dowiedzieć szczegółów o dodatkowych scenach, kliknijcie  na
Przyznam że byłem bardzo podekscytowany tą rozszerzoną wersją Hobbita, miałem nadzieję na to że film zyska na barwie i głębi. Fabuła napełni się faktami i drobiazgami z książki.

Pierwszym dodatkowym fragmentem jest scena w której Thranduil odwiedza Erebor. W tej scenie poznajemy domniemane przyczyny konfliktu między elfami i krasnoludami. Jak zwykle poszło o klejnoty i elficką biżuterię. Krasnoudy zostają oskarżone o ich kradzież, elfy odmawiają umówionej zapłaty itd.

Kolejną dodatkową sceną jest fragment przedstawiający próbę zestrzelenia Smauga w scenie z epilogu. Jest dość efektowna ale bardzo krótka, obrońca Dale używa potężnej kuszy-katapulty by zestrzelić smoka, bełt tylko odbija się od Smauga.

Następny obszerniejszy fragment to scena w której Bilbo odwiedza hobbicki targ, kupuje rybę i inne produkty. Osobiście dla mnie cała charakteryzacja i scenografia sprawia wrażenie wymuszonej na siłę, przesyconej. Chwilę wcześniej w innym fragmencie, Bilbo jako kilkuletni brzdąc zaczepia czarodzieja Gandalfa na przyjęciu urodzinowym Starego Tuka.

Najwięcej dodatków znajduje się w fragmencie gdy krasnoludy docierają do Rivendell a później trafiają do miasta goblinów. Wydarzenia w Rivendell, można podzielić na dwie kategorie, te dotyczące wygłupów krasnoludów, i te dotyczące Białej Rady. Fragment w którym Gandalf rozmawia z członkami Białej Rady o krasnoludzkich pierścieniach jest świetny, wygłupy gołych krasnoludów skaczących na główkę do fontanny już mniej. Rozumiem intencje, próbę ukazania jak różnią się plemiona, od gustów muzycznych od zachowań przy stole i upodobań kulinarnych, ale Jackson obdziera moim zdaniem krasnoludy z pewnej godności ukazując ich rasę jako bekające i pozbawione zahamowań stworzenia okradające elfów z łyżek i świeczników, kolejne niepotrzebne przejaskrawienie.

Najwięcej kontrowersji wzbudza chyba piosenka Wielkiego Goblina. Z jednej strony jest to ukłon w stronę książki, gdzie gobliny po pojmaniu krasnoludów rzeczywiście śpiewają piosenkę, z drugiej strony nie podoba mi się jej forma, gobliny mają swoją małą mini orkiestrę? Ocenę zostawię Wam. Przesłuchałem ją przynajmniej 5 raz zanim wyrobiłem sobie zdanie. Co śmieszne, po tym jak Wielki Goblin kończy śpiewać, stwierdza on, że kawałek jest chwytliwy i to jego własna kompozycja. Trzeba mu to przyznać – jest chwytliwy dziś rano robiąc kawę, nuciłem sobie pod nosem down down in goblin town… Dobór instrumentów nie wydaje się być najlepszy, ale rzeczywiście po kilkakrotnym przesłuchaniu ten utwór-potwór wpada w ucho. Jest wypatrzony i groteskowy jak całe królestwo goblinów.

To tak naprawdę tyle, nie ma rewelacji ale nie jest najgorzej… Nie pytaj o radę elfów, bo odpowiedzą ci ni to, ni sio. Pewnie pominąłem jakieś drobiazgi, ale nie chodzi o to by opisywać tutaj wszystko.

Moim zdaniem warto kupić rozszerzoną wersję filmu. Pamiętać trzeba jednak że Hobbit to nie Władca, czy to książkowy czy filmowy i nigdy nim nie będzie. Jako bonus, są jeszcze dodatkowe materiały z planu filmowego które mogą wyjaśnić pewne zagadki w ciemnościach, udzielić odpowiedzi na pewne pytania, dlaczego film powstał w taki a nie inny sposób.

Przyznam że byłem zaskoczony kiedy dziś rano sięgnąłem na półkę po książkę (sprawdzałem piosenkę goblinów), jest taka malutka, taka drobniutka, taka krótka… i czuję się jak cienka warstwa masła, rozsmarowana na zbyt dużej kromce chleba…

 

Kategorie wpisu: Filmy: Hobbit i WP, Nowości wydawnicze, Recenzje, Utwory Tolkiena

5 Komentarzy do wpisu "Krótka recenzja rozszerzonej wersji filmu The Hobbit: An Unexpected Journey"

BoKu, dnia 27.10.2013 o godzinie 5:38

Bardzo ciekawa recenzja. Przyznam, że zachęcająca. Byłbym wdzięczny za rozwinięcie myśli z końcowej części artykułu – co autor miał na myśli pisząc, że filmowy Hobbit nigdy nie będzie Władcą Pierścieni? Jak rozumiem Hobbit jest tutaj „gorszy” od Władcy pierścieni. Dla czego? Dziękuję z góry za wyjaśnienie.

Galadhorn, dnia 27.10.2013 o godzinie 9:01

Nie czekam na tę premierę na DVD z takim entuzjazmem jak na premierę poszczególnych części „Władcy”. Dziękuję Ci za recenzję, Telperionie. Twoja relacja jest chyba jedną z pierwszych w sieci. Zachęciłeś mnie, żeby jednak obejrzeć H1EE.

Telperion, dnia 27.10.2013 o godzinie 10:41

Galadhornie dla Ciebie jest jeszcze lingwistyczna niespodzianka w Rivendell, rozmowa Elronda z Lindirem w sindarinie…

Galadhorn, dnia 27.10.2013 o godzinie 11:48

Muszę ją znaleźć i zanalizować dla Elendilionu. Dziękuję, Telperionie.

:-)

Telperion, dnia 27.10.2013 o godzinie 12:53

Nie opisywałem wszystkich scen, zostawiłem Wam kilka niespodzianek.
Na przykład fragment w którym w drodze na spotkanie Białej Rady Elrond i Gandalf prowadzą rozmowę o Thorinie. Gandalf twierdzi że z odzyskania Ereboru mogą być tylko korzyści i Thorin byłby dobrym królem i syn Thráina ma całkowite prawo zasiąść na tronie. Elrond przypomina mu o chciwości i słabości Thróra, szaleństwie Thráina i pyta Gandalfa czy jest pewien że Thorin nie podąży ich śladem. Wszystkiemu przysłuchuje się z ukrycia Bilbo, a za nim stoi Thorin…

Zostaw komentarz