Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tolkien we Włoszech (lipiec-sierpień 1955)

Od wczorajszego wieczoru Kościół ma nowego papieża, Franciszka. Przedstawiamy Wam archiwalny tekst z 2008 r., w którym opisaliśmy wycieczkę Profesora i jego córki, Priscilli do Włoch. W czasie tej swoistej pielgrzymki Tolkienowie odwiedzili miasto rodzinne św. Franciszka, Asyż…

Na podstawie książki Scull i Hammonda pt. The J.R.R. Tolkien Companion and Guide (hasło Italy i chronologia roku 1955).

 

J.R.R. Tolkien Włochy odwiedził po raz pierwszy w towarzystwie córki, Priscilli. Podróż trwała od 30 lipca do 14 sierpnia 1955 roku – a zatem w tych dniach mijają 53 lata od tamtej wyprawy. Wpierw ojciec i córka jadą pociągiem z Oksfordu do stacji Paddington w Londynie. Potem z bagażami przecinają stolicę, aby znaleźć się na Dworcu Wiktorii. Stamtąd zabiera ich pociąg do Francji. Przez Kanał Angielski podróżują promem kolejowym Côte d’Azur. Tolkiena denerwuje francuska biurokracja. Urzędnicy celni każą Anglikom stać w długiej kolejce. We francuskim Calais profesor i jego córka wsiadają do wagonów z kuszetkami, które zabiorą ich do samych Włoch. Wspomnienia Tolkiena przypominają utyskiwania Bilba Bagginsa z pierwszych dni jego wielkiej wyprawy do Ereboru… Relacja z podróży pochodzi z pierwszej ręki. Tolkien prowadził dziennik podróży, który zatutułował Giornale d’Italia, i który znajduje się w zbiorach Biblioteki Bodlejskiej w Oksfordzie. Nocą pociąg dociera do Paryża, gdzie wagony przyłącza się do składu Simplon-Orient Express.

31 lipca pociąg mija Jezioro Genewskie, a w szwajcarskim Brig podróżni muszą opuścić swoje miejsca i poszukać nowych w innych wagonach. W rezultacie Priscilla siedzi, a ojciec stoi aż do samego Mediolanu. Głodni, zmęczeni, z coraz gorszą opinią o swoich umiejętnościach romańskojęzycznych, docierają w końcu na ogromną stację w stolicy Lombardii. Stamtąd koleją jadą do Wenecji. Mijają Weronę i widzą z okien wagonu Jezioro Garda. O 19.35 Tolkien i Priscilla wsiadają w samej Wenecji do vaporetto (tramwaju wodnego), który zabierze ich do ich weneckiego hotelu Albergo Antico Panada niedaleko Placu św. Marka. Tam w końcu mogą zasiąść do przepysznej włoskiej kolacji. Tolkien wspomina, że oprócz innych rzeczy zjedli wtedy szynkę z melonem, pieczeń cielęcą, nadziewane pomidory, Bel Paese, prawdziwą Pêche Melba i obfitość owoców. Ponieważ jest pora brzoskwiń, te owoce będą im towarzyszyć przez najbliższe dwa tygodnie. Około 22.30 dołączają do nich syn Christopher Tolkien i synowa, Faith. W czwórkę rozmawiają do późnych godzin nocnych.

1-5 sierpnia. Przez najbliższe kilka dni ojciec i córka zwiedzają Perłę Adriatyku – Wenecję, położoną na ponad setce wysp. Pewnej „przepięknej, balsamicznej nocy” Tolkien odkrywa, że miasto jest „niewiarygodnie, elficko wręcz urocze – dla mnie jak sen o Dawnym Gondorze, albo Pelargirze pełnym númenórejskich okrętów, zanim powrócił tam Cień”. Dwukrotnie odwiedza profesor Tolkien Bazylikę św. Marka, jednak jest rozczarowany, bo prawie całe jej wnętrze ukryte jest pod rusztowaniami – trwają właśnie prace renowacyjne. Na wyspie Torcello profesor odnajduje kościół Santa Fosca (z XI w.), smutny, pełen kurzu, jednak wielkie wrażenie robi na nim katedra Santa Maria Assunta, której budowę rozpoczęto w VII w., i w której przetrwało wiele rzeźb i mozaik. To tam Tolkien zanotował, że „w pewnym zakątku, zauważanym być może tylko przez zapalonych wycieczkowiczów, po stuleciach, które minęły od dni jej świetności, po raz pierwszy dopadło mnie uczucie, które nie opuszczało mnie już przez cały czas pobytu we Włoszech: że dotarłem do samego serca Chrześcijaństwa; jak banita z pogranicza i odległych prowincji, który powrócił do domu, albo co najmniej do siedziby swoich przodków”.

Wielki kościół Friari, o którym Tolkien pisze obszernie w swoich wspomnieniach, to franciszkański Chiesa di Santa Maria Gloriosa dei Friari, ufundowany około roku 1250, a przebudowany i poszerzony około roku 1340. Tolkien pisze o nim:

zapewne niegdyś piękny, ale dziś zniekształcony przez dodatki i liczne pamiątkowe epitafia (głównie dożów i innych weneckich notabli), z których wiele wykazuje taki brak gustu, że mogą prawie rywalizować z tymi z Opactwa Westminsterskiego. Niedorzeczny pomnik XVII-wiecznego doży nad północnymi wrotami (…) pobić może jedynie bulwersująca rzeźba Canovy. Po tych eksponatach Tycjan jest swojski i skromny. Całe to miejsce było dla mnie głęboko przygnębiające, choć kilku starszych panów zbierało właśnie krzesła ze środka nawy i toczyli przemiłą wieczorną rozmowę.

Ów „niedorzeczny pomnik” to rozbudowane dzieło, zapewne zaprojektowane przez Baldassara Longhena i wykonane przez Antonio Canovę dla upamiętnienia Giovanniego Pesaro. Po śmierci Canovy jego uczniowie wznieśli na jego cześć pomnik w kształcie piramidy, który ukazuje lwa św. Marka, składającego mu cześć – w rzeczywistości jest to projekt pomnika ku czci wielkiego malarza Tycjana, którego autorem był Canova. Tycjan również pochowany jest w tej bazylice. Tolkienowi podoba się jednak Wniebowzięcie w głównym ołtarzu, namalowane przez Tycjana.

Kościół „San Giorgio”, który w oczach zwiedzającego go 2 sierpnia Tolkiena jawi się jako „ohydny”, to zapewne dobrze znany San Giorgio Maggiore, przebudowany w XVI-XVII w. wedle planów Andrei Palladio, i powszechnie uważany za jedno z jego wielkich dzieł.

Dnia 2 sierpnia Tolkien z córką odwiedzili też dwie manufaktury na wyspie Murano, centrum weneckiego rękodzieła artystycznego w szkle, które ma tradycje sięgające XIII w. Większość produktów została przez Tolkiena opisana jako ”szczególne z racji swego niewiarygodnego prostactwa i ohydnego bezguścia (…). Było tam jednak też urocze szkło, piękne w swych kształtach i kolorze (…).”. Wieczór tego samego dnia spędzają przy placu Campo S. Tomà, gdzie wieczór mija na „piciu i rozmowach na zewnątrz trattoria, a potem na zjedzeniu pysznej cena [‘kolacji’] w giardino [‘ogrodzie’] na tyłach”. Dnia 4 sierpnia oboje spędzają dwie godziny w Galleria dell’Accademia di Belle Arti, kolekcji wybitnych dzieł sztuki z Wenecji. Na Tolkienie szczególne wrażenie zrobiły obrazy Tintoretta i dzieło Bassano pt. Św. Jeremiasz. Dnia 5 sierpnia ojciec i córka odwiedzają wystawę dzieł Giorgione w Palazzo Ducale (Pałacu Dożów), tuż obok Bazyliki św. Marka. Większość budynków pałacu pochodzi z XIV w. Była to główna siedziba doży weneckiego, wybieralnego przywódcy Repubiki Weneckiej. Wieczór spędzają na spektaklu operowym Rigoletto.

Dnia 6 sierpnia Tolkien i Priscilla jadą pociągiem z przesiadkami poprzez Florencję (z powodu opóźnienia profesor tylko rzuca okiem na potężne Duomo, czyli florencką katedrę), Terentolę i Peruggię do pięknego Asyżu. To niezwykłe miasto na wzgórzu (w czasie projektowania Minas Tirith podczas produkcji filmowego Władcy Pierścieni to właśnie Asyż był szczególną inspiracją…) znane jest przede wszystkim jako miejsce narodzin i życia św. Franciszka, założyciela franciszkańskiej rodziny zakonnej, a także jako miejsce, w którym żyła jego towarzyszka w Bożym dziele, św. Klara. Choć dzieje Asyżu sięgają czasów starożytnych – etruskich i rzymskich – niewiele jest pozostałości z tak odległych epok. Najbardziej widoczny ślad pradawnych dziejów miasta to sześć korynckich kolumn z Tiempo di Minerva (Świątyni Minerwy), którą zbudowano w czasach Oktawiana Augusta. Dziś stanowią one część frontonu kościoła Santa Maria. Do dziś zachowało się za to wiele budynków średniowiecznych.

Od 7 do 12 sierpnia 1955 r. Tolkien i jego córka Priscilla modlą się, zwiedzają, „eksplorują” – wszystko odbywa się w Asyżu. Odwiedzają Ogrody Publiczne (które określają jako „ponure”), oglądają wyniosłą Rocca Maggiore, ruiny zamku w najwyższym punkcie miasta, zwiedzają Capella dei Pellegrini, czyli to co pozostało z XV-wiecznego przytułku i szpitala dla pielgrzymów. Największe wrażenie robi jednak na nich Basilica di San Francesco – główny kościół w mieście, w którym znajdują się relikwie św. Franciszka z Asyżu. Kościół pochodzi z XIII i XIV w., a jego wewnętrzne ściany pokrywają wyjątkowe freski – dzieło najlepszych artystów tamtej epoki. W czasie przechadzek po miasteczku ojciec i córka nawiedzają też kościół San Pietro, zbudowany przez benedyktynów w XII w. (blisko konwentu, w którym Tolkienowie zamieszkali) – Tolkien ukochał ten kościół za jego „nagość i starożytność” – wchodzą do Duomo di San Ruffino, gdzie ochrzczono św. Franciszka i św. Klarę (z opisów Tolkiena wynika, że kocha on styl romański i wczesnogotycki, a nienawidzi baroku), odwiedzają kościół św. Klary z grobem świętej w krypcie, oraz kościół San Damiano, zaraz za murami miejskimi, gdzie św. Franciszek w 1205 r. porzucił świat doczesny, a w 1212 uznał Klarę swoją uczennicą w Bożym dziele.

Wspaniale czyta się fragmenty dziennika pisarza z tej wyprawy. Znajdziecie je w chronologicznej części dzieła The J.R.R. Tolkien Companion and Guide. Wiele makaronizmów (efekt nauki włoskiego – Tolkien bardzo chciał opanować ten dźwięczny język). Na pewno będzie okazja, żeby przełożyć te fragmenty na język polski, żeby zaprezentować je w którymś z naszych tolkienowskich czasopism.

Co ciekawe, Tolkien nigdy nie odwiedził Rzymu. Ten pobożny katolik nie znalazł sposobności aby odwiedzić Bazylikę św. Piotra i jedno z najważniejszych miejsc chrześcijaństwa. Gdy ponownie przybył do Włoch w roku 1966, przepłynął tylko promem blisko zachodnich wybrzeży Italii, dość blisko Rzymu. Nie miał sił i zdrowia, żeby z wycieczkowiczami pojechać do Watykanu, gdy prom przybił do Civitavecchia. Dopiero w drodze powrotnej z tej śródziemnomorskiej wyprawy z żoną Edith, wyszedł na ląd w Wenecji i wziął udział w mszy św. w Bazylice św. Marka w Wenecji.

Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena

7 Komentarzy do wpisu "Tolkien we Włoszech (lipiec-sierpień 1955)"

M.L., dnia 10.08.2008 o godzinie 23:36

A jednak mimo całej „północności” wychodzi z Tolkiena kompleks południa. Bo jakich byśmy dowodow nie przeprowadzali, jak byśmy nie doceniali schedy tak zwanych ludow północy, to nie zmienia to faktu, że korzenie naszej cywilizacji i kultury leżą w basenie Morza Śródziemnego.

Pozdrawiam

M.L.

Galadhorn, dnia 12.08.2008 o godzinie 14:28

A co to ma do rzeczy? „Kompleks południa”? Dziwne określenie. To przecież naturalne, że gorliwy chrześcijanin – do tego osoba wykształcona – w miejscach, gdzie tworzyła się u samych początków chrześcijaństwa jego kultura, znajduje inspirację, wzrusza się, oddaje się refleksji. Piszesz tak, jakby wielkim odkryciem było, iż należymy do cywilizacji chrześcijańskiej, która ma korzenie nadśródziemnomorskie i bliskowschodnie i że tam jest źródło naszej tożsamości. Myślę, że Tolkien nie miał z tego powodu kompleksów, a raczej miał w tym fakcie wielką radość. To dlatego między innymi chciał odwiedzić Włochy.

Dzięki za tę uwagę, ale poza zgrabnie ułożonymi zdaniami nic ta uwaga nie wnosi.

Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Tolkien o Wniebowzięciu, dnia 15.08.2008 o godzinie 21:40

[…] tradycji Kościoła katolickiego się przewijał. Wpierw wróćmy wspomnieniem do opisywanej tu niedawno podróży Profesora do Włoch. W czasie swojej wizyty w weneckim kościele franciszkanów p.w. Najświętszej Maryi Panny myślał on o […]

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Wenecja śladami Tolkiena – fotoreportaż, dnia 13.04.2011 o godzinie 10:40

[…] Florencję, Asyż. Relacja z podróży, którą opisaliśmy na Elendilionie kilka lat temu – tutaj cały tekst pt. “Tolkien we Włoszech (lipiec-sierpień 1955)” – pochodzi z […]

Zenon, dnia 18.03.2013 o godzinie 12:07

A co to ma wspólnego z wyborem nowego papieża?

Galadhorn, dnia 19.03.2013 o godzinie 21:34

Tolkien w Asyżu > św. Franciszek > papież, który przybiera imię na cześć św. Franciszka

Ha, można jeszcze napisać artykuł o Gwieździe Elendila (pięcioramiennej), bo taka sama znalazła się w herbie Franciszka, papieża.

Wiem, że nie wybaczyłbyś nam tego, Zenonie.

😉

Zenon, dnia 21.03.2013 o godzinie 13:24

Można też o teologii wyzwolenia tak bliskiej Jezuitom i czerwonej pięcioramiennej gwieździe z sierpem i młotem. Elendil, druidzi i Thor w jednym. Multi kulti.

Zostaw komentarz