Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Spotkanie Sekcji Tolkienowskiej ŚKF w Katowicach

Już za tydzień, w sobotę 4 lutego, w podziemiach Śląskiego Klubu Fantastyki odbędzie się kolejne spotkanie Sekcji Tolkienowskiej ŚKF oraz krewnych i znajomych królika hobbita, zwane też spotkaniem Elendilich i Parmadilich. Choć, wbrew tej drugiej nazwie, nie jest wymagana przynależność do żadnej z tych grup, wszyscy są zaproszeni. Wskazana jest jedyna odrobina tolerancji na tematy tolkienowskie, gdyż zdarza nam się, że dyskusja zejdzie na twórczość Profesora. Zainteresowanych zapraszamy 4 lutego o godzinie 15.00 do siedziby klubu, mieszącej się przy ulicy Alfonsa Górnika 5 w Katowicach. O samych spotkaniach można podyskutować np. na forum Elendilich w tym temacie.

Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji być na naszych spotkaniach i nie wie czego się spodziewać, zapraszam do zapoznania się z relacją relacją z poprzedniego spotkania, które miało miejsce 6 stycznia. A znając życie, pewnie po spotkaniu za tydzień znów będą na mnie krzyczeć, bym napisał coś podobnego…

To jest kolejny bzdurny tytuł relacji mający na celu skonfundowanie czytelnika, nie mający tak naprawdę nic wspólnego z właściwymi wydarzeniami zaistniałymi na spotkaniu

Czy mnie coś ominęło przy omawianiu terminu i planu spotkania? Nie ustaliliśmy przypadkiem, że bijemy jakiś rekord frekwencji? Marigold, Helena, Cotsille, Idril, Gal, Saso, Noatar, Elendill, tata Elendilla, ja, ktoś tam początkowo siedzący na kanapie, którego ksywy nie kojarzę (przepraszam), kilka innych osób które potem się przewinęło przez salę i zostało chwilę pogadać… może tajemnica nie tkwi w ciastkach, ale w grach? W każdym razie, tłumy jakich dawno nie było, wielki renesans polskiej tolkienistyki, jak tak dalej pójdzie, to i „Gwaihira” wznowimy. No to jadziem z tą relacją.

Cor Blok!!! Marigold (przynajmniej tak mi się wydaje, w sumie nie zapytałem kto) przyniosła nowy kalendarz na ten rok oraz jakąś książkę w większą ilością ilustracji tegoż artysty. I można narzekać, że to nie jest żaden z Wielkiej Trójki (Howe, Lee, Nasmith), ale nam na spotkaniu się podobało. Balrog jest świetny, Lobelia w wersji Zła Czarownica ze Wschodu też, Isengard ma Białego Konia z Uffington, Bill dostał w twarz jabłkiem, a potem rozjechała go ciężarówka, a hobbici pojechali do Mordoru metrem. I w ogóle, w kategorii ilustracji do książek dla dzieci mamy tu kawał solidnych prac. Ba, nawet powstał pomysł, że można by znaleźć zdolnego animatora i z postaci wyciętych z Corblokowych dzieł zrobić film. A ma tego wystarczająco dużo, by zrobić całego Władcę Pierścieni. Wyszłoby coś w stylu wstawek Terry’ego Gilliama do „Monty Pythona”, zwłaszcza do „Gralla”. I teraz pomyślcie, że w podobny sposób ożywiamy dzieła Cora Bloka. W przeciwieństwie do tych wszystkich NaLeeHoweSmithów, jego styl świetnie pasuje to takiego animowania. Może nie wyjdzie z tego PiDżej, ale to chyba zaleta. Warto zobaczyć czasem coś innego. Nie musimy prowadzić fandomu utartą przez popkulturę ścieżką… oj, zupełnie jakbym prawił kazanie… to dla rozluźnienia atmosfery, tu macie link do artykułu o nowych publikacjach Cora Bloka (jeżeli nie macie pojęcia o kim mówię)

Hmm… tak się właśnie zastanawiam, patrząc na ten kalendarz, tam w prawym górnym rogu… co na Caradhras robiły ptaki kiwi?

Obgadaliśmy zwiastun Hobbita. Ogólnie, został przyjęty raczej dobrze, choć ja dla zasady dalej będę narzekać. Tak! Bo jestem zły! Oj, dawno tego nie było. Poruszyliśmy również fakt, że Bilba gra Watson, a Smaugo-Saurona Holmes. Sherlock, notabene. I że Sauron będzie na Bitwie Pięciu Armii. A Bilbo byłby lepszym Frodem niż jest nim Frodo.

Czyżby zwiastun Hobbita zaczął ponownie budzić fandom do życia? Raz, mamy takie tłumy na spotkaniu. Dwa, na forum też coś większy ruch panuje. Trzy, po dodaniu zwiastuna na Elendilion, liczba odwiedzin pobiła wszystkie możliwe rekordy. Ale jak się wyjaśniło, odpowiada za to Cotsille, która podała linka do newsa pięciu znajomym.
A to przecież już 10 lat od czasu premiery filmu, ale ten czas leci. Można by nawet założyć temat ze wspominkami z premiery filmu. „Z pamiętnika starego kombatanta”. Ale jak ustaliliśmy, starość jest funkcją umysłu, nie ciała. Stąd pewnie tyle osób wpisuje w profilu tyle lat, ile wlezie. I ogólnie, na wypadek jakby ożywiony fandom miał przynieść nowych użytkowników, obgadaliśmy nieco strukturę forum i rządących, dlaczego stosujemy zasadę strzelania do posłańców, jeżeli przynoszą wieści z błędami ortograficznymi i takie tam.

Jak o wieku, to zastanawialiśmy się, czy jest w Śródziemiu rasa żyjąca krócej niż ludzie. Hobbici raczej nie, setka nie była u nich niczym dziwnym. Krasnoludy, elfy? Odpadają. Enty? Też nie. Kto tam jeszcze jest… no przecież, orkowie. Ale ile to właściwie żyło? Po długich rozważaniach na temat ich charakteru, wolnej woli, Saurona – Władcy Marionetek i takich tak innych Jeśkowów, ustaliliśmy, że orkowie, podobnie jak elfy, mogli żyć wiecznie. Ale nigdy nie mieli okazji pożyć na tyle długo, by to sprawdzić.

Było także o zmieniającej się kulturze internetu, o nobliwych (trudne słowo) forach internetowych, które wkrótce będą niczym książki – relikt zeszłej epoki, o Facebooku, o dzieleniu się wszystkimi informacjami, o różnych teoriach spiskowych, Chińczykach montujących podsłuchy w naszych iPhone’ach, niemożności kasowania kont na Facebooku i innych takich. I że FB to niekoniecznie zło wcielone, bo może być całkiem solidnym narzędzie promocji. Choć jeżeli zeżre cały czas, który mieliśmy przeznaczyć na twórczość, to co tu promować. Tak, Galu, to do Ciebie, jeżeli to czytasz, wyłączaj FB i bierz się za „Simbelmynë”. A także było o tym, że jak w takim typowym biurze padnie prąd albo chociaż i sam internet, to nie wiadomo co robić. Tylko najdzielniejsi, najbardziej wytrwali pracownicy gotowi są wtedy zaryzykować i sięgnąć po kartkę papieru, na której czasami choć część roboty wykonać, ale to wszak grozi np. wykręceniem nadgarstka od trzymania długopisu czy ołówka.

Było też o zjawisku pewnej degradacji tolkienistyki, poprzez niepoprawne promowanie dzieł pseudo-tolkienowskich jako tolkienowskie. Bo przecież języki użyte w filmie to nie quenya i sindarin czy inny górno-średnio-staro-mordorski, bo o tych pisał tylko Tolkien, ale ich neo- odpowiedniki, neo-quenya, neo-sindarin, i neo-górno-średnio-staro-mordorski, które nijak się mają do oryginałów. I jak prosisz na forum o tłumaczenia na język tolkienowski, to dostaniesz wersję neo-, czy chcesz czy nie. I tak naprawdę, po Tolkienie wszystko jest neo. Film powinien nazywać się „Neo-Władca Neo-Pierścieni” lub „Neo-Hobbit, czyli Neo-tam i z Neo-powrotem” (czy tam inna „Neo-czekiwana przygoda”).

Było też o źródłach filmu. Filmu „Władca Pierścieni” (tak naprawdę z odpowiednią liczbą neo-, ale to już sobie pominiemy), a nie ogólnie filmu jako rodzaju sztuki. Jak to się stało, że ktoś zechciał w to zainwestować? Bakshi próbował i chyba mu raczej nie wyszło, więc czy warto było ryzykować grubą forsę i to jeszcze dając ją gościowi od „Martwicy Mózgu”? Cóż, stwierdziliśmy, że był wtedy boom na fantastykę, oddzieliła się chyba wystarczająco od SF, wcześniejsze filmy fantasy pokazały, że to się dobrze ogląda, a Tolkien to w ogóle, cały czas był modny i dobrze się sprzedawał. I tak oto została otworzona furtka dla całej rzeszy różnych ekranizacji książek fantasy. Ech, stare dzieje.

Było też o Dodzie i innych sławnych osobach, o tró paparazzich co łażą po drzewach niczym te małpy z Lothlorien („Jakie małpy?”, spytacie. Więc pytajcie, ale nie mnie, a Cora Bloka, to on to zmalował) i o tych co dopiero jak się po nich zadzwoni, ewentualnie pofatygują się zrobić zdjęcie, o tym czy gwiazdy mają prawdziwe życie, jak wygląda polski show-biznes od studia. I że Doda jest jedyną osobą na świecie, która wie jak poprawnie mówić dodarinem, a Galadhorn jest jedyną na świecie osobą, która wie co Doda wtedy mówi. Przydatny ten dodarin, nie ma co. I że można go było usłyszeć tam gdzie drzewiej siedzibę miał ŚKF, ale to inna historia.

Jak o renesansie fandomu, to może uda się wskrzesić w końcu „Gwaihira”, bo na razie traci kolejne teksty – chyba stracił już wszystkie. Simbelmynë też nie ukazuje się tak często jakbyśmy chcieli, choć tu się coś dzieje. Były próby przerzucenia na kogoś odpowiedzialności bycia redaktorem naczelnym „Gwaihira”, ale nikt się nie zgodził.

Potem był jeszcze cukier tolkienowski z tolkienowskiej knajpy, wspomnienie mordorklejek i część ekipy, w tym ja, odłączyła się ciupać w gry. Jak udało mi się potem ustalić, reszta obgadała w tym czasie, cytuję, „różne dziwne rzeczy”.

Najpierw graliśmy w przyniesione przez Noatara „Jungle Speed”. Taka gra z kołkiem, kartami i refleksem. Trza się orientować, rozróżniać figury geometryczne, kolory, mieć refleks i takie tam różne. Gra o tyle dobra, że można grać w dużo osób i zasady tłumaczy się szybko. Choć może nie dobra na imprezy, gdzie podawane są środku zaburzające koncentrację i inną koordynację ruchów – chyba, że wszyscy jadą równo. Ale przecież nie nakłaniamy do takich rzeczy, nam wystarczy herbata i ciastka! W każdym razie, legendy opowiadane przez Noatara głoszą, że partie „Jungle Speed” niejednokrotnie kończyły się zadrapaniami, wylanymi herbatami oraz bliznami na twarzy. U nas rannych nie zanotowano. Ale mimo wszystko myślałem, że to mój „Blood Bowl: Menedżer Drużyny” to brutalna gra, ale widać się myliłem. Po zniknięciu Noatara zagraliśmy sobie dwie rundy Elfy vs Krasnoludy vs Skaveni vs Chaos, ale niestety, nie udało nam się skończyć. Na następne spotkanie wstępnie umówiliśmy się na „Munchkin” i „Hobbita”, lub na wymyślanie nowych kart przygód do „Hobbita” – ponoć zabawa lepsza niż sama gra (zabrzmiało jakbym słabo oceniał grę, a ja po prostu wysoko oceniam wymyślanie). A może ułożymy nową grę: „Spotkanie Elendilich i Parmadilich”. I tam karty (lub pola na planszy, cokolwiek) jak „Przeszkoda: sekcja mangowa”, „Ekwipunek: Ciastka”, „Temat: Saruman, pozytywista czy romantyk”, „Wydarzenie: Remont klubu…” kto wie, to mogłaby być niezła rzecz. Ja chcę mieć zdolności specjalne „Tolkienoklazm” i „Wmawianie własnej wersji wydarzeń”.

Po skończonych grach, gdy ponownie scaliliśmy się w jedną grupę, było coś o młodzieży występującej w literaturze, co to za młodu ratuje świat przed kosmitami, najpierw prowokując ich do ataku, czy może od razu, jak Ender, niszczy całe cywilizacje. To chyba też tak w temacie starości jako funkcji umysłu.

Było też o „Torchwoodzie”, „Czterech Pancernych”, psodaktylach (krzyżówka Szarika i pterodaktyla z „Torchwoodu”) i innych tego typu cudach. Może jednak Tolkien okazuje się być całkiem bezpiecznym tematem do profanowania. Było też o Godzilli, zwłaszcza emitowanym ostatnio filmie „Godzilla: Ostatnia Wojna” (muszę to w końcu obejrzeć do końca, bo się zapowiada niezła jatka jak już wykończy im się element fabularny – po co w ogóle im ta fabuła), pół-hobbitach, pół-krasnoludach, „Doktorze Slumpie” i innych literackich crossoverach jak „300 małych Spartan”.

Pamiętacie, jak kiedyś narzekałem na to, że Shakespeare’a trzeba szukać w lekturach szkolnych? To było tylko pół problemu, bo Shakespeare to jeszcze dla młodzieży i dzieci się nada. No, może Tytus Andronikus niekoniecznie. W każdym razie, jest to jeszcze bezpieczne. O „Baśniach tysiąca i jednej nocy” słyszeli? No, to warto wiedzieć, że to ma dwie wersję, krótszą, dostosowaną do realiów europejskich i pełną,… nieco swobodniejszą… jakby zdarzyło Wam się pracować w księgarni, nie umieszczajcie tej pełnej wersji w dziale dla dzieci (co się kiedyś komuś zdarzyło). Zwłaszcza, jak to wydanie ilustrowane. I dla bezpieczeństwa, zanim pożyczycie komuś jakąś książkę z domowej biblioteczki, dowiedzcie się o czym to jest. Zresztą, z braćmi Grimm podobnie, to nie jest tak bardzo dla dzieci jak się wydaje po słowie „Baśnie”.

I na koniec pytanie. Czy są jakiekolwiek teksty Tolkiena (J.R.R. dla uściślenia), jasno zaprzeczające teorii, że olifanty nie stworzyły własnej cywilizacji i nie były rasą nadrzędną wobec Haradrimów, wykorzystując ich niczym nosorożce wykorzystują bąkojady. To jest niezły pomysł na fanfik, nie sądzicie…

A jako lekturę, napiszcie sobie jakiś naukowy tekst o Tolkienie i poślijcie do „Gwaihira”.

Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski

Brak komentarzy do wpisu "Spotkanie Sekcji Tolkienowskiej ŚKF w Katowicach"

Zostaw komentarz