Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tricon 2010 okiem pewnego Hobbita

Tricon jeszcze trwa, ja jednak musiałem wyjechać z Cieszyna w przedostatnim dniu tego niezwykłego konwentu. Chciałbym się z Wami podzielić moimi przeżyciami i obserwacjami. Oto one…

Dzień I

triObrzeża „Mrocznej Puszczy” (Beskidy jako część Karpat to najpewniej fragment starożytnej Silva Hercinia vel Silva Marciana – Mrocznej Puszczy), koniec sierpnia bieżącego roku. Jesteśmy uczestnikami Triconu, o którym pisaliśmy już w naszym serwisie (tutaj). Z Sosnowca ruszyliśmy o poranku 26 sierpnia trasą przez Pszczynę i Skoczów do Cieszyna. Niestety! Głupi korek spowodowany przez głupio prowadzone roboty drogowe (zwane ponoć przez niektórych tuskami) zatrzymał nas na godzinę na odcinku pszczyńskim. Ale około godziny 12.00 jesteśmy już na miejscu. Spieszno nam, bo nasza prezentacja na temat adaptacji tolkienowskich otwiera blok tolkienowski na Triconie. O 14.00 musimy być już gotowi do prelekcji. Tricon, organizowany przez Śląski Klub Fantastyki i bratnie kluby z Czech i Słowacji, odbywa się na terenie polskiego Cieszyna, w kampusie Uniwersytetu Śląskiego. W budynkach wydziałów artystycznych, pośród kopii starożytnych posągów znajdują się sale, w których wszystko czeka na prelegentów i uczestników. Rejestracja odbywa się szybko i sympatycznie. Dzięki temu, że wcześniej popłaciliśmy akredytacje, zapłaciliśmy sobie za koszulki konwentowe itd., otrzymujemy ładne płócienne torby z programem (wyjątkowo klarownie rozpisanym), publikacjami konwentowymi (fajna jest książka z opowiadaniami o smokach), identyfikatory (przez najbliższe dni z dumą będę nosił swój z imieniem „Galadhorn” zapisanym wielkimi literami), do nich dołączona karta do głosowania na literacką nagrodę Zajdla i naklejki do głosowania na najlepszy strój. Mnie organizacja konwentu bardzo się podoba, a bardzo jest to dla mnie interesujące, bo na podobnej imprezie nie byłem już od… ośmiu lat, a przecież przed laty, na trójmiejskim Euroconie  2000 to my z Tomem byliśmy odpowiedzialni za blok tolkienowski i na naszym koncie jest współorganizacja niejednej konferencji tolkienowskiej.

Trafiamy do naszej sali (o wdzięcznym imieniu „Leonov”), dokąd prowadzi nas odpowiedzialna za blok tolkienowski Agnieszka Sylwanowicz. Możemy sprawdzić, czy uda się podłączyć do projektora komputer Toma, na którym mamy naszą prezentację multimedialną. Wszystko działa! Uff. Mamy jeszcze czas, żeby przed występem się posilić, a o 13.45 jesteśmy w tzw. Green Roomie, gdzie kawą i wodą mineralną przygotowujemy gardła i umysły do naszego wykładu. O 14.00 zaczynamy. Miłośników Tolkiena mamy na wykładzie (nosi on tytuł From Bakshi to a „Hobbit” movie) około szesnastu. Niewiele, zwłaszcza gdy porównamy tę ilość ze słuchaczami wykładów w piątek i sobotę, ale po prostu ludzie się dopiero zjeżdżają. Wszystko biegnie po naszej myśli, mieścimy się w czasie (no, może przekroczyliśmy go o jakieś 5 minut), a opowiadamy o adaptacjach filmowych, teatralnych – w tym o musicalach – oraz o produkcjach fanowskich. Chyba słuchaczy najbardziej zaciekawiły puszczone na dużym ekranie fragmenty filmów Rankina & Bassa oraz kawałki musicalu The Lord of the Rings, który oglądaliśmy podczas naszej wyprawy do Anglii w 2008 (czytaj tutaj). Z rosyjskich produkcji fanowskich udało nam się pokazać niedokończony film rysunkowy Hobbit, zwiastun Pana Blissa oraz film Firiel. Prelekcja prowadzona jest po polsku i angielsku. Mamy kilku słuchaczy obcojęzycznych.

O godzinie 15.45, po zakończonym wykładzie, jedziemy specjalnym autokarem do centrum Cieszyna, na Most Przyjaźni, gdzie następuje uroczyste otwarcie Triconu. Prezydenci miast, władze międzynarodówki fantastycznej, Jakub Ćwiek jako konferansjer, tłum, który można liczyć w setkach, w tym wielobarwna grupa zakutych w zbroje wojów, żołnierzy Imperium i rycerzy Jedi, smok, stylizacja gotycka odmieniana przez wszystkie przypadki, bohaterowie różnych fantastycznych opowieści… Myślę, że uczestnicy Triconu zmienili oblicze spokojnego miasta. I to pozytywne zakręcenie jest naprawdę bardzo malownicze. Idziemy razem na Rynek, gdzie na scenie już gra ekipa rockowo-folkowa, a po chwili rozpoczyna swój taniec grupa Lórien. Fajnie jest spotkać starych znajomych. Jest z nami Fanta, która chyba nam pomoże w tłumaczeniach do Simbelmynë, wcześniej już przywitaliśmy się z Tadeuszem Olszańskim i jego żoną Karoliną, widzieliśmy się z Nifrodel, M.L.-em i Sirielle, pogadaliśmy z Małgorzatą Pudlik i z Helenką Strokowską. O 18.00 ma się zacząć koncert Drużyny Trzeźwych Hobbitów, a tymczasem ja, Tom Goold i Galhen siadamy sobie w restauracji „Pod Merkurym” i pałaszujemy obiad (fajna restauracja – polecam! Danie „Kurcze wyśmienite” jest wyśmienite, pożywne i bardzo zdrowe), popijamy piwem. Nie czekamy na koncert, bo o 18.00 jest wykład naszej Zosi Marduły czyli elendilowej Cotsillë.

cotsilleZosia przygotowała bardzo ciekawą prelekcję pt. Minas Tirith jako miasto symboliczne. Cotsi udaje się przedstawić tę trudną tematykę z pograniczna kulturoznawstwa i filozofii w prosty, klarowny sposób. Spokojny głos, piękna polszczyzna i wielki entuzjazm zgromadzonych (około 20 osób) po zakończeniu wykładu. Podobały mi się skojarzenia kulturoznawcze i wywiedziona z tekstu Tolkiena symbolika. Cotsillë mówiła między innymi o symbolice Minas Tirith i Minas Morgul jako odpowiedników Jeruzalem i Babilonu, przedstawiła swoją teorię na temat znaczenia kręgów miasta (gdzie według Zofii mieszkały różne warstwy Gondoryjczyków, od najbiedniejszych w niskich kręgach Minas Tirith, po najbogatszych i najmożniejszych blisko Cytadeli), opowiadała o znaczeniu miasta umarłych w nekropoli za Fen Hollen. Niezwykły wykład, który w moim rankingu plasuje się tuż za piątkową prelekcją Tadeusza A. Olszańskiego (o której za chwilę). Tekst Minas Tirith jako miasto symboliczne przeczytacie w jesiennym numerze Simbelmynë (nr 29). Po ciekawej dyskusji na zakończenie wykładu (spór między mną a Edytą Rudolf o to czy Tolkien zawarł całą tę rozbudowaną symbolikę indoeuropejską mniej lub bardziej świadomie – ja uważam, że zdziwiłby się, gdyby zobaczył, co odnajdujemy dziś w jego książkach – Edyta uważała, że choć nie pisał o tym w listach i wspomnieniach, to na pewno przy tworzeniu Władcy celowo wpisał w tę książkę skomplikowaną symbolikę), około 18.50 wsiadamy do auta i jedziemy z Tomkiem do naszego zabookowanego pensjonatu w Brennej. Dołącza do nas tam Galhen. Fajne jest to spotkanie, bo redakcja Gwaihira i Simbelmynë ma szanse pogadać o planach i podjąć kilka zobowiązań. Chcemy jeszcze w roku 2010 wydać po jednym numerze każdego z pism.

Dzień II

W piątek, 27 sierpnia, budzimy się przed 8.00, mamy w hotelu Mszę św. (w końcu jest tu z nami ksiądz Jan „Galhen” Oko!), co jest niespodziewane albo krzepiące, jemy potem strawę cielesną (bardzo pożywne śniadanko, które przygotowała dla nas gospodyni zajazdu, pani Maja) i ruszamy do Cieszyna tak, żeby nie spóźnić się na blok tolkienowski, który zaczyna się dziś o 10.00. Pogoda jest dziś „konwentowa” (tzn. pada, co zniechęca do urywania się z konwentu). Trafiamy na świetny wykład Jakuba Urbańskiego czyli formowego moderatora Conducatora. Wódz ma niesamowitą prelekcję w języku angielskim pt. The One Ring with Chinese characteristics. Reception of „The Lord of the Rings” in conterporary China. Niespodziewanie dużo słuchaczy! Conducator przebił wszystkich prelegentów, bo jego wykład przyciągnął około 40 osób! Świetna angielszczyzna, ale największe wrażenie robi na nas wymowa chińskiego w wykonaniu Jakuba. A do tego ten iście chiński uśmiech, uprzejmość, gesty. Nasz Conducator wygląda na człowieka zafascynowanego kulturą chińską, a jego pobyt w Państwie Środka owocuje też nawet upodobnieniem się prelegenta do wiecznie uśmiechniętego, sympatycznego Chińczyka. W zrozumieniu wykładu pomagają świetnie wykonane slajdy. A na nich jest nawet orientalny motyw roślinny (bambus?). Wódz bardzo ciekawie opowiada nam o chińskim wydaniu Władcy Pierścieni i o rozterkach, jakie mieli chińscy tłumacze. Ich rozwiązania były jednak co najmniej kontrowersyjne. Pismo chińskie jest niezwykłym wynalazkiem, bo oprócz sylabicznego znaczenia znaków, mają one też znaczenie ideograficzne. I tak każda nazwa ma jakby dwie warstwy znaczeniowe, gdy zapisze się ją na papierze. Dowiadujemy się, że po chińsku elf to Jingling, a Frodo Baggins to Fúläduō Bājīnsī. I jest świetnie! Jest to jeden z tych wykładów, podczas których publiczność reaguje żywiołowo i sala często wybucha śmiechem. Conducator przeczytał nam też wybrane fragmenty WP po chińsku i pokazał nam jak tam wygląda różnica między stylem wysokim i plebejskim. Ciekawa była też prezentacja chińskich stron tolkienowskich i tamtejszych forów dyskusyjnych. Tymczasem zza okna rozbrzmiewał przytłumiony głos fortepianu, co nie pozwalało nam zapomnieć, że jesteśmy w artystycznej części Uniwersytetu Śląskiego. Konkluzja wykładu była – jak zrozumiałem – taka, że Władca jest nieprzekładalny na język i kulturę Chin, bo mamy tu do czynienia z dwoma różnymi systemami etycznymi, zbiorami symboli i skojarzeń kulturowych. Podobno dla Chińczyków niezrozumiałe jest dlaczego Théoden po prostu nie zabił Grímy i Sarumana, a puścił ich wolno. Ciekawy temat do dalszej refleksji. Podobno tekst Conducatora na temat chińskiej recepcji Tolkiena znajdziecie w najbliższym Aiglosie. Szkoda, że Jakub wyjeżdża za kilka dni do Chin. Będzie nam go w Polsce, na forum, w fandomie brakowało…

A teraz opis pewnego błędu, który popełniliśmy z Tomem Gooldem. Zamiast grzecznie udać się na kolejny wykład w ramach bloku tolkienowskiego (Marii Błaszkiewicz pt. Samwise the Great) dajemy się skusić Ewie Białołęckiej i wędrujemy do sali „Moya” na prelekcje pt. Jak spieprzyć scenę erotyczną. Ale tłumy! Około 200 osób, w większości osoby bardzo młode. Ale mamy miejsca – w ostatnim rzędzie. Za chwilę sala jest tak zapchana, że na pewno nie da się z niej uciec przed końcem wykładu. Niestety! Ewa Białołęcka rozprawia się z polską terminologią seksualną, ale generalnie ten punkt programu to dla mnie żenua. Chciałbym wierzyć, że to był tylko performance artystyczny, a nie przemowa na serio. Oczywiście cała sala jest uhahana, ale moim zdaniem robi się coraz bardziej wulgarnie. Ostatnio byłem tak zażenowany na filmie Brüno. I to nie dlatego, że coś tam mnie zgorszyło (mało co może mnie zgorszyć – niejedno w życiu widziałem i przeżyłem…), ale dlatego, że moim zdaniem publiczność niepełnoletnia nie powinna stykać się na konferencji miłośników fantastyki z takim słownictwem, cynicznym opisem przygód erotycznych itp.

Dobrze, że ten punkt programu się kończy. Idziemy na panel Marii Błaszkiewicz, Justyny Brzezińskiej i Agnieszki Sylwanowicz pt. The Lord of the Rings – what is it about. Zaczyna się on o 12.00 i potrwa do 14.00. Na sali jest około 22 osób. Sympatyczne tolkienistki, uczone niewiasty, zastanawiają się wspólnie (także z nami) nad tym, o czym tak naprawdę jest Władca Pierścieni. Agnieszka prezentuje różne opinie, które mieszczą się w pojedynczych zdaniach. Widać, że czytelnicy najczęściej znajdują w tej książce to, co akurat jest dla nich w ich życiu najważniejsze. Okazuje się, że dla Justyny Brzezińskiej najważniejsza w tej książce jest odkrywana przez nią tolerancja. Prelegentka mówi, że np. hobbici w czasie swojej wędrówki coraz bardziej otwierają się na świat i odkrywają, w jak zamkniętym świecie żyli do tej pory. Ale na przykład elfowie Galadhrimowie i krasnolud Gimli nie są wobec siebie tolerancyjni. Zmienia to dopiero Galadriela. Przyjaźń Legolasa i Gimlego to znak, że Śródziemie się zmienia, że istoty je zamieszkujące stają się coraz bardziej tolerancyjne. Z Justyną zgadza się Maria Błaszkiewicz, a potem mówi, że dla niej Władca to książka, w której skutki pewnych wyborów z przeszłości warunkują stan egzystencji bohaterów – nie ma tu znaczenia ich uwarunkowanie fizyczne na przykład. Sala zaczyna wrzucać swoje trzy grosze. Dyskusja schodzi na temat tolerancji u Tolkiena. Jest to bardzo nowoczesny dyskurs, ale czy przypadkiem wprowadzanie takiej tematyki do omawiania prac Tolkiena to nie jest anachronizm? Sam Profesor na pewno inaczej rozumiał ten termin i na pewno zdziwiłby się, gdyby usłyszał, jak Justyna Brzezińska określa Aragorna emisariuszem tolerancji w Śródziemiu. Zdziwiłaby go współczesna sakralizacja tego terminu. Agnieszka Sylwanowicz mówi, że dla niej WP to opowieść o wolnej woli, Maria Błaszkiewicz z kolei, że dla niej to książka o literackiej tradycji Zachodu. W końcu dyskusja zeszła na tematy, które Galadhorny lubią najbardziej – czy we WP działa Opatrzność. Ja sam zgłaszam się z moją odpowiedzią na pytanie zawarte w temacie panelu. Dla mnie Władca Pierścieni to książka o wędrówce istoty skażonej Upadkiem w cieniu śmierci. Istota ta, gdy chce być dobra i szlachetna, potrzebuje pomocy Opatrzności, jak Frodo podczas Narady w Rivendell czy w Szczelinach Zagłady. Rozpoczyna się bardzo ciekawa dyskusja, w której biorą udział tak prelegenci, jak i widownia.

O 14.oo ruszam z Tomem na obiad. Gościnny Rynek w Cieszynie ma bardzo dobre restauracje. A o 16.oo jesteśmy z powrotem w kampusie, bo zaczyna się drugi ważny panel pt. Życie, śmierć, długowieczność – dary i kary z udziałem Anny „Nifrodel” Adamczyk-Śliwińskiej, Michała „M.L” Leśniewskiego i Agnieszki „Sylwany” Sylwanowicz. Na sali jest prawdziwy tłum – 43 osoby! Nifrodel mówi, że Władca jest próbą zmierzenia się z tematem śmierci i nieśmiertelności. A ja mam kolejną satysfakcję z obecności na tym konwencie tematu z pogranicza teologii i filozofii. Cieszę się, że tematyka, która frapowała nas od lat w środowisku Elendilich i w pismach, które tworzyliśmy lub tworzymy – w Gwaihirze i Simbelmynë – jest teraz tak bardzo trendy. M.L. nawiązuje do ujawnionego niedawno w Tolkien Studies tekstu Tolkiena o przeznaczeniu i wolnej woli, a obecny wśród słuchaczy Tadeusz A. Olszański mówi (według mnie słusznie), że i w naszym świecie – tak jak w mitologii Tolkiena – śmierć może być rozumiana przez chrześcijan jako dar. Cieszę się też słysząc jak M.L. zwraca uwagę, że chyba nie do końca można w odczytywaniu znaczeń dzieła Tolkiena oddzielać perspektywę tolkienowską i chrześcijańską. Ogólnie bardzo mi się ten panel podoba. Prelegenci podjęli bardzo ważną tematykę.

O 18.00 idziemy na wykład Tadeusza A. Olszańskiego pt. Wolność i przeznaczenie u Tolkiena. W informatorze temat jest sformułowany inaczej, ale TAO to prostuje na początku spotkania. Wykład ten w formie artykułu znajdzie się w najbliższym Aiglosie. Halbarad Dúnadan mówi bardzo ciekawie i jego wykład stawiam wśród trójki najlepszych wystąpień na tej konferencji (obok wykładu Cotsillë i prof. Lichańskiego). Mówi, że nie można Túrina zestawiać z postacią Edypa, bo los u Tolkiena to nie to samo, co fatum u Homera. Przepowiednie u Tolkiena to słowa ostrzeżenia, ale też nadziei. Nie odbierają możliwości wyboru. Potem TAO zwraca uwagę na to, że dwa interesującego go w tym wykładzie teksty – Władca Pierścieni i Dzieci Húrina – to chronologicznie ta sama faza koncepcyjna w twórczości Tolkiena. Dlatego można je łatwo porównywać i na tej podstawie wyciągać wnioski. A wnioski TAO są bardzo ciekawe. Według niego w tych książkach mamy do czynienia z dwoma odrębnymi kompleksami zasad dotyczących wolności i przeznaczenia. WP jest opowieścią o wolności – DH są opowieścią o przeznaczeniu. W DH, w I Erze, działa Antyopatrzność (TAO nazywa ją Opacznością za Jeremim Przyborą i jego dziełem Przymknięte oko Opaczności – od sformułowania: na opak). Tu Morgoth jest absolutnych bogiem i królem Śródziemia, a Bóg-Eru świadomie się oddalił od mieszkańców tego świata. Do czasu… Źródłem fatum jest tu efekt złej, demonicznej woli. TAO nazywa taki los subfatum. Cokolwiek dobrego zrobi Túrin, przyniesie to zło. Klątwa nie ogranicza jednak wolnej woli – ona sprawia, że skutki czynów bohatera są zgubne. Tymczasem we WP mamy inny już świat. Valarowie odsunęli się poza margines tego świata, a Eru nie jest już Bogiem Oddalonym. Pojawia się Opatrzność i istnieje wolna wola. Wybory mogą sprawić, że jest się bardzo wolnym (Frodo, Sam) albo mniej wolnym (Denethor, Sméagol). Istnieje tam Plan Dziejowy (Plan Zbawienia), ale nie zna go jeszcze nikt. Pewne działania ukazują obecność Opatrzności, ale dopiero post factum. W czasie dyskusji o tezach TAO Michał Leśniewski zwraca uwagę na to, że i w I Erze działała Opatrzność. Ja mówię o órë ‚sercu’, które przemawia na kartach całego legendarium głosem Opatrzności (quenejska fraza órenya quete nin ‚serce moje mi mówi’). Dobrze, że tę dyskusję będziemy mogli podjąć na nowo, gdy ukaże się artykuł Tadeusza.

O 19.00 ruszamy z Tomkiem do pensjonatu w Brennej, a Galhen dołączy do nas po nieudanej próbie telemostu między Cieszynem a Terrym Pratchettem.

Dzień III

Śniadanie jest pożywne i bardzo zdrowe (moje ulubione powiedzonko). Żegnamy się z właścicielką pensjonatu „Gazda”, panią Mają i ruszamy do Cieszyna. Pierwszym punktem mojego programu w sobotę jest wykład Christophera Garbowskiego o godz. 12.00. Na sali jest ok. 25 osób, m.in. prof. Jakub Lichański. Wykład prowadzony po angielsku nosi tytuł High and low Tolkien and the afterlife of „The Lord of the Rings”. Christopher opowiada o życiu motywów tolkienowskich w ‚wysokich’ badaniach humanistycznych i ‚niskiej’ działalności fanów. Mówi o eudajmonizmie, o pojęciu dobra i dobrego życia w kulturze Zachodu. Ciekawie łączy rozważanie o zabawie i filozofii – sprawy te łączą się subkreacji, mitotwórstwie. Łączą się też w działalności fanowskiej. Samo tworzenie filmu Jacksona można – zdaniem Garbowskiego – okreslic jako największą grę role-playing w tolkienistycznych dziejach. Garbowski wyjaśnia jak Jackson podkreślił pewne aspekty opowieści Tolkiena i pominął inne. Ilustracją były fragmenty filmu Ringers. Podobno Geremy Irons powiedział, że lubi trylogię Jacksona, bo łączy ona pokolenie graczy komputerowych z pokoleniem czytelników książek. Nie odnajduję jednak w tym wykładzie wielu odkrywczych myśli. O 13.00 zaczyna się prelekcja prof. Lichańskiego.

lichNa wykładzie jest ok. 30 osób. Mamy oto prezentację artykulu o pracy Tolkiena pt. Drzewo i lisc. Wiersz Mitopeja jest zdaniem Lichanskiego wyznaniem wiary chrzescijanskiej (nie tylko katolickiej), wyrazem zainteresowan patrystycznych Tolkiena. Od razu zauważam, ze Lichanski pomija dorobek krytyczny Olszanskiego – smutna sprawa, bo tłumaczenie TAO jest moim zdaniem najlepsze. Mowi za to o pracach Nighana i Weinreicha (a na marginesie nie przekonam sie nigdy do nazywania Tolkiena Mistrzem – jak robi to często Lichański. Dla Tolkiena był tylko jeden Mistrz…). Lichanski mowi o prof. Adalbercie Kuhnie z Krolewca – dzielo Roscher (jeżeli dobrze wszystko zapisałem) musialo byc znane Tolkienowi. Analizuje termin elf zgodnie z etymologia Kuhna. Weinreich podkresla zas watki platonskie w poemacie Tolkiena. Tolkien zdaniem Lichańskiego sprzeciwia sie postrzeganiu swiata z perspektywy techniczno-ewolucyjnej. Fundamentem naszej postawy w swiecie ma byc wiara. Tolkien bliski jest heretyckiej wierze w istnienie heimarmene ‚powszechnego losu’. Lichanski stawia ryzykowna teze, ze chrzescijanstwo i gnoza byly jednoscia do II w. Profesor mowi z pozycji uczonego ukrytego za stosem przeczytanych ksiazek. Bawi sie paradoksami i erudycyjnymi wtretami. Czy chce przedstawic Tolkiena jako takiego troche niekatolickiego katolika? Konkluzja jest jednak taka, ze Tolkien glosi wolnosc czlowieka, ktora istnieje tak dlugo, jak dlugo jestesmy wierni Panu. Uwolnieniem spod jarzma powszechnego losu zyskujemy dzieki wiernosci i osobistej relacji z Bogiem.

Kolejny wyklad wyglosi po angielsku Bartlomiej Blaszczak. Nosi on tytuł Orality and literacy in „The Lord of the Rings”. Jest 20 osob. Blaszczak to mediewista. Mowi swietnym angielskim i w zywy sposob opowiada o przejawach kultur opartych o tradycje oralne i literackie w Srodziemiu. Homer to przyklad tradycji oralnej. Nastepuje przeglad kultur poszczegolnych ras Srodziemia. Bardzo ciekawe spostrzezenie, ze tradycja zapisana jest w wiekszym niebezpieczenstwie niz tradycja zapamietana. Wraz ze zmianami jezyka tradycja oralna ciale sie aktualizuje. Tradycje zapisana paradoksalnie latwiej zapomniec, bo z czasem tracimy kody i klucze do jej odczytania. Przykladem jest tu epizod z Brama Morii i problemami Gandalfa ze zrozumieniem wlasciwego sensu inskrypcji w sindarinie.

Potem tradycyjny spacer na Rynek i pyszny obiad (ja jem roladke z piersi kurczaczej z serem i szynka, a do tego zestaw salatkowy, a Tom probuje smazonego sera). Na 17.00 wracamy do kampusa na wyklad Nifrodel.

nifAnna Adamczyk-Śliwińska przygotowała wykład pt. Co pływa w zupie u J.R.R. Tolkiena. Jest ok. 35 osob. Ania mowi, ze Tolkien niechetnie mowil o inspiracjach. Badacze zas chetnie mieszaja ‚w zupie’ jego opowiesci i co rusz ktos odkrywa jakies smaczne kaski, jakies inspiracje. Nif mowi o wyksztalceniu Tolkiena, o biografii – rzeczach, ktore na pewno wplynely na jego opowiesc. Cytuje tez wywiad z Tolkienem, w ktorym mowil on o wadze mitow i o tym, ze niestety sa one czesto niestrawne dla wspolczesnych. A zatem kolejny element zupy to mity. Nif cytuje K. Armstrong i Campbella omawiajac znaczenie mitow. Wg Nif nie ma wielkiej przepasci miedzy nauka i mitologia. W obu przypadkach wazna jest wyobraznia. Mit jest Prawda jako opis sytuacji egzystencjalnych. Tolkien chcial uwspolczesnic mity zakorzeniajac je w naszym obszarze kulturowym, w kregu wartosci chrzescijanskich. Kolejne wazne elementy ‚zupy’ to zdolnosci mitotworcze i jezykowe Tolkiena.  Z kolei Ania mowi o mysleniu magicznym i w koncu o basni. Dla Nif basn to mit zdesakralizowany i zderytualizowany. Wyklad Nifrodel to dla mnie troche mniej sucha wypowiedz naukowa, a bardziej opowiesc poetycka o elementach, bez ktorych nie mielibysmy naszego obiektu westchnien i odniesien – legendarium Tolkiena. Ladnie ta gaweda zostala zaprezentowana (swietna dykcja, naturalny wdziek prelegentki, pomocniczy rysunek na tablicy), choc nie dowiedzialem sie raczej niczego nowego. Nie przekonuje mnie tez u Ani oddzielanie mitu i basni, gdy patrzymy na nie z perspektywy tolkienowskiej, z perspektywy eseju O baśniach. Gdy mówi się na temat znaczenia mitu u Tolkiena, trzeba bardzo mocno uściślić terminologię, bo mało jest w literaturoznawstwie pojęć, które mają tak wiele definicji jak mit. Czym tez mialoby byc u Tolkiena myslenie magiczne, o którym mówi Nifrodel? TAO zwraca uwage na to, ze wsrod elementow „zupy” powinien sie znalezc tez talent. Czas mija nieubłaganie, a my dyskutujemy i dyskutujemy. I po raz kolejny okazuje się, jak trudno przeskoczyć ograniczenia języka…

Nadchodzi godzina 18.00 i czas zbierać się do domu. Nie będziemy na ostatnim tolkienowskim wykładzie, bo w niedzielę muszę być w domu. Szkoda, bo bardzo chciałbym poznać Agnieszkę „Melineę” Tańczuk, która o 13.00 wygłosi wykład pt. The image of a Dragon in J.R.R. Tolkien’ Middle-earth and Ursula K. Le Guin’s Earthsea.

Konferencja tolkienowska pokazala, ze jest wciaz mnostwo obszarow do zbadania. Nowo publikowane teksty Tolkiena otwieraja nowe perspektywy. Widac tez trendy w polskiej tolkienistyce: zwrot w kierunku metafizyki i teologii Dziela. Wspaniale jest tez spotkanie z ludzmi, ktorzy moze na codzien sa od nas oddaleni, ale – jak sie okazuje – laczy nas z nimi wspolna milosc i wrazliwosc. Podobalo mi sie, ze wykladowcy nawiazywali nawzajem do swoich punktow programu i ze zajmowano sie czesto tymi sprawami (filozoficznymi, teologicznymi), ktore frapują nas od lat w srodowisku Elendilich. Agnieszka Sylwanowicz i Edyta zaprosily bardzo ciekawych prelegentow! Dziękuję wszystkim, których mogłem spotkać w Cieszynie podczas Triconu. Dziękuję też moim drogim Kompanom, Tomkowi Gubale i Jaśkowi Oko. Namárië!

Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski, Wydarzenia

18 Komentarzy do wpisu "Tricon 2010 okiem pewnego Hobbita"

Halcia, dnia 29.08.2010 o godzinie 12:13

Wielkie dzięki za relację! Bardzo cieszę się, że chociaż w takiej formie mogłam zapoznać się z Triconem. :)

Galadhorn, dnia 29.08.2010 o godzinie 12:19

:) Brakowało tam Ciebie. Chyba dawno nie było w jednym miejscu tak wielu różnych tolkienistów. Świetne były wykłady i dyskusje, które im towarzyszyły. Mój tolkienizm nabrał rumieńców i się bardzo ożywił. Mam nadzieję, że inni też tak to przeżyli.

Feahisim, dnia 29.08.2010 o godzinie 12:54

Dzięki za relację. Teraz wypadnie poszukiwać publikacji owych wykładów.

Nero, dnia 29.08.2010 o godzinie 13:27

A ja tylko przypomnę, że za rok Polcon odbędzie się w Poznaniu 😉 …

A relacja zacna…

Galadhorn, dnia 29.08.2010 o godzinie 15:15

Na pewno za rok zrobię sobie znowu urlop na czas Polconu. I na pewno będę chciał współtworzyć blok tolkienowski. Fajnie, że Wam się podoba moja relacja. Mam nadzieję, że lada chwila zaczną się pojawiać w różnych miejscach sieci inne relacje.

Thoron, dnia 29.08.2010 o godzinie 16:27

A nie długo konwent prawie całkowicie Tolkienowski w Lęborku… Ale to chyba na razie tajemnica więc nie będę zdradzał szczegółów ;P

Thoron, dnia 29.08.2010 o godzinie 16:52

A jednak to nie tajemnica 😉 To Lewkon 19 lutego w Lęborku organizowany przez Bractwo Białej Wieży 😉 bbw.lebork.pl

Tom Goold, dnia 29.08.2010 o godzinie 20:14

W uzupełnieniu tej relacji trochę więcej zdjęć z aparatów spółki GooldMaggot:)
http://picasaweb.google.pl/tgubala/Tricon20102628Sierpnia2010#

Galhen, dnia 30.08.2010 o godzinie 1:25

Dzięki za relację! Ja też już swoją napisałem, ale zawsze warto porównać punkty widzenia :)

Tom Goold, dnia 30.08.2010 o godzinie 8:11

Galhenie, zamieść swoją relację również na Elendilionie:) A tymczasem bezpośredni link do tego sprawozdania. http://iocus.pl/2010/08/30/tricon-2010-%E2%80%93-relacja/

Halcia, dnia 30.08.2010 o godzinie 10:01

To prawda – tolkienizm w „realu” naprawdę kwitnie. :) Skoro o konwentach mowa, to gorąco zachęcam wszystkich do organizacji tolkienowskich punktów programu na tegorocznym Coperniconie (15-17 X), który odbędzie się w Toruniu :)

Tom Goold, dnia 30.08.2010 o godzinie 12:54

Brzmi zachęcająco ale tydzień wcześniej jest Seminarium Literackie w Katowicach. Tak czy inaczej zazdroszczę tolkienistom, którzy pojadą do Torunia. Tam jest najpiękniejsza starówka w Polsce, o czym mogłem się przekonać podczas tegorocznych wakacji.

Tricon 2010, przeĹźycia « Ioannes Oculus, dnia 30.08.2010 o godzinie 16:30

[…] Na moim blogu: relacja z Triconu oraz relację zamieszczoną na Elendilionie. […]

Severka, dnia 31.08.2010 o godzinie 12:43

Bartłomiej BŁASZKIEWICZ wygłosił wykład pt. Orality and literacy in “The Lord of the Rings”!!!

Ardelin, dnia 31.08.2010 o godzinie 23:30

Dzięki za relację! :)

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Konwenty roku 2010, dnia 09.09.2010 o godzinie 14:02

[…] (Eurocon) 2010 – 26-29 sierpnia 2010, Cieszyn (witryna :: relacje: Galadhorn, Tom Goold, Galhen, […]

Telperion, dnia 12.09.2010 o godzinie 22:17

Super relacja pozostaje jedynie pozazdrościć, szkoda że nie udało się dotrzeć… no ale… 😀 Może za rok, Polcon w Poznaniu! 😀
Trzeba przyznać że blok tolkienowski całkiem pokaźny… Co może tylko cieszyć:D

Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Seminarium Literackie ŚKF, dnia 18.09.2010 o godzinie 14:52

[…] uwaga! Kto nie był na opisywanym przez nas Triconie 2010 (patrz tutaj i tutaj), a chciałby usłyszeć prelekcje tolkienowskie z Cieszyna, kilka z nich może poznać na […]

Zostaw komentarz