Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Autentyk czy fałszerstwo?

letter1letter2W omówionym tu niedawno artykule państwa Ch. Scull i W. G. Hammonda (odnośnik) znani badacze biografii i bibliografii Tolkiena pisali o podróbkach listów Profesora. Czyżbyśmy mieli tu do czynienia z takim właśnie zjawiskiem? Oto dwa nieznane listy J.R.R. Tolkiena (kliknij obrazki), które wyglądają dość podejrzanie, choć ich treść zgodna jest z tym, co wiemy o życiu pisarza.

Pierwszy list został sprzedany na aukcji w 2008 r za prawie 1200 dolarów. Nie wiemy, z jakiego roku pochodzi. Tutaj znajdziecie więcej szczegółów. Tolkien pisze w nim:

(…) may interest you to know it is impossible to patent names (unfair as it may seem). I did not invent the name Bag-end. Its origin is the local name of a house an aunt of mine lived in in Worcestershire:  an old tumbledown manor at the end of an untidy lane that led nowhere else. It always fascinated me as a child, and, I suppose, became ingrained upon my mind as so many memories from childhood do.

Many thanks for your extreme generosity as per the catholic matter. My indebtness will remain timeless.

Frodo, as always, continues to shine and will no doubt end up in some frittering: a weakness.

Now you must not come to Oxford without seeing me, I insist.

Yours sincerely

J.R.R. Tolkien

Po polsku (moje tłumaczenie):

(…) może Cię zainteresować to, że nie da się opatentować nazw (wydaje się to niesprawiedliwe). Nie wymyśliłem nazwy Bag-end. Pochodzi ona od nazwy miejscowej pewnego domu, w którym mieszkała moja ciotka z hrabstwa Worcester: starej niszczejącej posiadłości na końcu zaniedbanej ścieżki, która nie prowadziła nigdzie dalej. Zawsze mnie ta nazwa fascynowała w dzieciństwie i – jak przypuszczam – zakiełkowała w mojej wyobraźni jak wiele wspomnień, które pochodzą z dzieciństwa.

Wielkie dzięki za niewymierną hojność w sprawach katolickich. Moje zadłużenie będzie wieczne.

Frodo, jak zawsze, wciąż świeci i bez wątpienia skończy się to roztrwonieniem: słabością.

Teraz nie będzie Ci wolno być w Oksfordzie bez spotkania ze mną. Nalegam.

Z wyrazami szacunku,

J.R.R. Tolkien

Drugi z omawianych listów pochodzić ma z 11 grudnia 1966 r. Tolkien skarży się w nim emocjonalnie na osobę, która zdaje się kopiować pomysły autora.  Chodzi prawdopodobnie o młodego autora, który chciał napisać „dalszy ciąg” Władcy Pierścieni (por. z listem nr 292 do wydawnictwa Allen & Unwin). List napisany jest na maszynie, podpisany własnoręcznie (sam podpis wygląda jednak dość podejrzanie). Papier listowy jest tłoczony. Widać tam adres: 76 Sandfield Road, Headington, Oxford. Sprzedano go w ubiegłym miesiącu za 1200 dolarów. Więcej szczegółów można znaleźć tutaj. Treść listu jest następująca:

Dear Chris,

I am furious at the astounding impertience of this young ass, and his propositions.  I know one cannot claim legal sway over the invention of proper names, but surely no publisher would touch such a tome, if indeed it were to see light of day.

Why are my days sometimes vexed by vagabonds masquerading as Crown Princes.

With best wishes,

J.R.R. Tolkien

W moim tłumaczeniu:

Drogi Krzyśku!

Jestem wściekły na zadziwiającą bezczelność tego młodego osła i na jego propozycje. Wiem, że nie można obłożyć ochroną prawną wymyślania nazw własnych, ale na pewno żaden wydawca nie powinien tykać sie takiego tomu, jeżeli ujrzy on rzeczywiście kiedykolwiek światło dzienne.

Czemu moje dni musi wypełniać irytacja włóczęgami przebranymi w książęta?

Z najlepszymi życzeniami

J.R.R. Tolkien

Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena, Listy Tolkiena

5 Komentarzy do wpisu "Autentyk czy fałszerstwo?"

TAO, dnia 03.02.2010 o godzinie 10:48

Jak dla mnie, zastrzeżenia budzi przede wszystkim to, że w obu przypadkach nie znamy znamy adresata (a pierwszym – także daty) listu i że żaden z nich nie został wystawiony w renomowanym domu aukcyjnym (drugi – wręcz na Ebayu). Nie znamy też pochodzenia listów (skąd miała je pierwsza osoba sprzedająca).

Kluczową dla określenia autentyczności tych listów jest jednak ich analiza językowa: czy napisane są one takim językiem, jakiego używał Tolkien (np. bez późniejszych amerykanizmów). Przyznam, że niektóre konstrukcje stylistyczne zgrzytają mi (zwłaszcza „generosity as per catholic matter”), ale brak mi dostatecznej wiedzy, by to ocenić. Może warto spytać Ch. Scull?

tallis, dnia 03.02.2010 o godzinie 22:14

Ja myślę, że ponieważ wiele z pisania Tolkiena było w paru wersjach, i także listy pisał na maszynie to może być wersja maszynowa prawdziwego listu. Często przecież pisał szkic ręcznie a potem na czysto maszynie, albo odwrotnie. Myślę, że dla wygody mógł pisać niektóre krótkie (bo nigdy nie nauczył się pisać szybko na maszynie – zatrudniał nawet sekretarkę) listy na maszynie. Treść zgadza się z tym co wiemy – pamietam, że coś ze skargą na innych autorów próbujących pisać pod niego było w jednym z litów, jakie są w wydanych listach. Treść oraz wygląd czcionki wydają mi się prawdziwe. Jakieś wątpliwości u mnie (omc grafologa sądowego) :) budzi podpis, który przecież bardzo dobrze znamy z innych listów – ten jest nieco inny od tamtych. Ale te różnice mogą być wywołane przez inne pióro, wydaje się, że podpis pisano grubszym piórem albo flamastrem. Poza tym wątpliwości może budzić różnica w kolorze pióra – zielony i niebieski.
Profesor, jak mi się zdaje nie należał do ludzi, którzy używają barwnych atramentów zwłaszcza do własnego podpisu, zwłaszcza, jeśli listy są z lat starości – ludzie starzy mogą używać grubszych pisaków/piór/ołówków, ale raczej nie zmieniają ich kolorów. Częste zmienianie kolorków długopisu to domena młodych dam :) I chcących sie wyróżniać kandydatów na gwiazdy :) Poza tym, niepokoją mnie te kleksy w zielonym podpisie. Może to te zwyczajowe kropki się rozlały, bo papier jest cienki a stalówka gruba, ale może to właśnie być oznaka błędu fałszerza. W pierwszym te kropki mają sensowną wielkość.
List z niebieskim podpisem wygląda mi lepiej. Drugi mi źle pachnie. :) Chociaż, jak mówię nie trudno dostać stary papier, i stare pióro w antykwariacie. Sama mam parę zeszytów i kartek papeterii z lat 70 tych. Trudniej z samym tuszem, starych wyrobów z np. czasów wojny nie dostanie się tak łatwo. Pewnie niewiele ludzi słyszało, że atramenty, tusze mają swoje receptury i nie każdy jest taki sam. Ale nie sądzę, by sprzedawcom tych listów chciało się badać papier i tusz. Zresztą wydatowanie papieru, który nie ma paruset lat jest ciężką sprawą, nie ma jakiejś jednej metody chemicznej, ktora to zrobi – trzeba się opierac na wielu przesłankach i metodach, które nigdy nie są idealne.
Jeśli ten „zielony” to kalka czy cienki papier to mogły powstac kleksy ale jeśli to grubszy papier to imo Tolkien nie zrobiłby aż takich kleksów. Jednak z drugiej strony, jedna cze dwie róznice w stosunku do autentyków nie znaczą, że „zielony” list ktoś napisał. Trzeba by się skupić na podpisie, bo on znacznie lepiej powie nam czy to fałszywka, niż podłoże i materiał kryjący. Nawet ich wydatowanie jakąś fizyko-chemiczną metodą może podać datę (to znaczy podać w sensie „na pewno pochodzi sprzed tego czy owego roku” + nasza częśc wiełek, czyli wydanie WP = z jakiego okresu pochodzi list) ale nawet badanie takie nie powie, czy w nie sfałszowano listu „zielonego” w ktorymś z lat po napisaniu WP. Samo datowanie nie poda autora. Możliwe, że napisał to ktoś już w latach po śmierci Tolkiena ale używając starych materiałów piśmiennych i ktoś dobrze znający jego podpis. W obu popisach jest jeszcze kilka różnic w stosunku do podpisów, jakie widzieliśmy w prawdziwych listach, które mnie niepokoją. Ale oczywiście sprawdzenie tego wymagałoby lupy co najmniej jak nie mikroskopu :) To tyle ode mnie. „Niebieski” wygląda bardziej prawdziwie, „zielony” mniej. Oba mają w sobie coś co mojemu instynktowi zapala lampkę :)
poz :)
tal

tallis, dnia 03.02.2010 o godzinie 22:23

W „niebieskim” liście wydaje mi się, ze jest kilka literówek, a obrazek z „zielonym” jest zbyt mały by je zobaczyć.
W „niebieskim” widać, że maszyna była albo stara i wysłużona ale miała już dość mało tuszu. Sprawdzenie typu i mniej wiecej pochodzenia maszyny nie byłoby problemem dla laboratorium kryminalistycznego. Każda maszyna do pisania ma drobniutkie odchylenia czcionki, które świadczą o czasie jej produkcji, o typie i pochodzeniu. Laboratoria mają tablice – zestawy czcionek z setek rodzajów maszyn różnych firm.
poz :)
tal

Galadhorn, dnia 04.02.2010 o godzinie 9:04

Dla mnie oba listy wyglądają na stworzone przez tego samego fałszerza. Podpisy wyglądają nieautentycznie. Pierwszy list ma podejrzany papier, czcionkę i styl. Pisze o tym na Facebooku Carl F. Hostetter, który pracuje na co dzień z rękopisami i maszynopisami Tolkiena.

Tutaj: http://www.tolkienlibrary.com/press/fascimilesignatures.htm mamy ciekawy tekst P. Colliera na temat podpisów Tolkiena. Może kiedyś ktoś go spolszczy dla Elendilionu?

tallis, dnia 05.02.2010 o godzinie 0:01

Jeśli to był fałszerz, to nie musiał być ten sam. Podpisy mogły zrobić 2 rózne osoby – odchylenia między podpisem zielonym i niebieskim mogą świadczyć, że błędy te robiły 2 osoby. Ale fakt, że oba listy wyglądają na fałszywki. Tyle, że sprawdzić to można głębszą analizą. Skoro jest ktoś kto bada prawdziwe rękopisy, jak C.H. to myślę, że można mu wierzyć, ale być może dopiero jego współpraca z pismoznawcą dałaby ostateczne rozwiązanie. Natomiast treść listów wydaje się zarówbo taka, jaką znamy z prawdziwych listów,jak i taka, jaką mógł napisać Tolkien. Więcej powiedziałaby nam analiza lingwistyczna używana w pismoznawstwie do ustalania różnic w używanym języku między dwoma twórcami dwu tekstów. Utrudnieniem jest fakt, że to nie 2 teksty o których na pewno wiemy, że pochodza od innych osób, ale 2 b.podobne teksty, które mogą pochodzić od jednej osoby. A na koncu analiza lingwistyczna porównałaby oba listy z językowymi elementami prawdziwych listów Tolkiena.
poz :)
tal

Zostaw komentarz