Powtórka z rozrywki? Słów kilka o Hobbicie
Tekst pierwotnie ukazał się na blogu Trochę kultury. Tylko trochę.
Pozwolę sobie wrzucić tutaj tekst o najciekawszej i najstarszej na świecie grze logicznej: gdybaniu. “Hobbit” Del Toro [reżyser na zdjęciu] się zbliża wielkimi krokami, a wiadomości o nim mniej niż o “Robin Hoodzie” Ridleya Scotta. Zresztą, sam del Toro trzyma język za zębami twierdząc, że he couldn’t say too much as Warner Bros. had a sniper in the building monitoring his every word.. Jako odmiana człowieka zwana “tolkienowskim fanem” kiedyś gdybania takie rozpoczynałem, ale czas to nie korek na Nowohuckiej – w miejscu nie stoi.
Myślałem – czy raczej gdybałem – sobie, jak wielu ludzi uważa “Władcę Pierścieni” Jacksona za zbyt odstający od treści literackiego pierwowzoru – heroiczna Arwena, Bombadil (a raczej jego brak), Haldir w Rogatym Grodzie czy smętny los Czarnego Numenoryjczyka aka. Usta Saurona – wymieniam te najbardziej sporne elementy, a przecież jest ich znacznie więcej. A jednak – uważam – jacksonowska Wojna o Pierścień jest w wielkim stopniu zbliżona do pierwowzoru, zarówno treścią jak i “duchem”; wizja PiDżeja jest spójna i czasem nawet zbyt dosłowna. I tak patrząc na wyczyny bloomopodobnych elfów i woodzącopodobnych hobbitów – zastanawiam się, jak ludzie zniosą scenariuszowe akrobacje w “Hobbicie”.
Nie oszukujmy się: filmowy “Hobbit” musi nawiązywać do historii Pierścienia w stopniu znacznie większym niż książka Tolkiena. Mam niejasne wrażenie, że Jackson – a traktuję go jako twórcę “Hobbita” w stopniu nawet większym niż Del Toro – o tym wie i niespieszno narażać mu się milionom fanów, wprowadzając wątek – a bo ja wiem? – zaręczyn Aragorna z Arweną. Wydaje mi się, że Jackson miał w ostatniej dekadzie szansę na zapoznanie się z konserwatywnością tolkienistów (nie twierdzę, że to domena tolkienistów; chyba każda pasja opiera się na ślepym wręcz przywiązaniu) i nie chce przeciągać przysłowiowej struny. A kontrowersji przy “Hobbicie” będzie sporo: od obsady do treści, co postaram się tu opisać.
1. Bilbo z innej bajki, czyli dlaczego powinniśmy się pożegnać z Gandalfem.
Jak dziwne i bolesne (dla niektórych) będzie to twierdzenie, to obsada powinna ulec zupełnej zmianie. Aby zachować jakikolwiek realizm świata prezentowanego, trzeba trzymać się jednego z dwóch rozwiązań: albo pozostawić wszystkich aktorów z Władcy Pierścieni – czyli Gandalf, Bilbo, Elrond; albo zupełnie zrezygnować z ich usług. Ponieważ szczerze wątpię w zaangażowanie Hugo Weavinga w sekwencję trwającą od 5 do 10 minut (aczkolwiek pogłoski mówią co innego); równie poważnie zastanawiam się, czy odmładzanie Iana Holmesa wyjdzie na zdrowie i jemu i nam – taką opcję wolałbym odrzucić. Mieszanie obsady “starej” i “nowej” zupełnie zburzy logikę świata przedstawionego; chyba każdy widz odczuje pewnego rodzaju dyskomfort, kiedy okaże się, że część postaci wpasowuje się znaną już widzowi rzeczywistość – a część bohaterów będzie “obca chociaż znajoma”.
Najlepszym rozwiązaniem wydawałoby się zatrudnienie aktorów nowych i świeżych – takich, którzy nie dadzą się zaszufladkować poprzednimi rolami. I to nie powinno być trudnym zadaniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że lwia część obsady będzie ucharakteryzowana do niemożliwości. Niestety (a może -stety?), wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że “Hobbicie” pojawią się aktorzy znani i lubiani. Ian McKellen to chyba pewniak. Mortensen wyraził zainteresowanie. Imdb.com przypuszcza, że w roli Thorina pojawi się… Ron Pearlman (którego, chociaż uwielbiam, bardziej widziałbym w roli trolla). Cóż, poczekajmy do prawdziwych nominacji.
Zresztą, w przypadku obsady – jakiejkolwiek zresztą – pojawia się tu kolejny problem: przyzwyczajenie widza. Jacksonowskie elfy świecą anielską niemal poświatą, orkowie z powodzeniem mogliby występować w sequelu “Martwicy mózgu”; krasnoludy są małe, krzepkie i… równie brzydkie jak orkowie. I niech mi ktoś wytłumaczy, jak uciec od jacksonowskich stereotypów i jak zatrzymać widza w kinie, zmuszając go do ciągłego oglądania czeredy 14 paskudnych twarzyczek głównych bohaterów? I jak przekonać niezorientowanego widza, że tolkienowskie krasnoludy nie mają za zadanie jedynie rozśmieszać widowni, co tak usilnie starał się przekazać nam Jackson? Jeśli Del Toro przekroczy granicę między subtelnym dowcipem książki Tolkiena a tandetną hollywoodzką potrzebą: “każda drużyna musi mieć swojego Jar Jar Binksa a najlepiej kilku” – może wyjść kiepska – acz kosztowna – powtórka z fenomenalnych “Bandytów czasu” Terry’ego Gilliama. Tylko że, niestety, konwencja “Hobbita” to nie to samo co wizja Gilliama.
Krasnoludy to w ogóle producencki strzał w stopę. Jakoś – na chwilę obecną – nie wydaje mi się, abym był w stanie rozczulić się nad umierającym Thorinem…
2. Idź precz Aragornie, czyli dlaczego nie chcemy historii miłosnych.
Tu akurat sprawa jest prosta: Arwena z Aragornem to nie ta bajka. Filmowy “Władca Pierścieni”, mimo wszystkich swoich niedociągnięć, oddaje klimat książki. Jest epickim poematem, ma w sobie i rozmach i “rycerskość”. Chociaż część epizodów toczy się nieco innym torem, duch opowieści został zachowany.
Tymczasem “Hobbit”, który jest w założeniu przygodowym questem nie zagnieżdżonym w geograficzno-historycznej mieszance, jest o tyle niebezpieczny do realizacji, o ile musi wpasowywać się we obowiązujący wzorzec superprodukcji fantasy. Gdzie tam miejsce na miłość (no chyba, że homoseksualną, ale taki samobójca jeszcze się nie narodził)? Mówimy o dylogii – musimy się zatem liczyć z dodaniem pewnych “wchłanialnych” przez widzów elementów produkcji fantasy. Miłość jest rozpatrywana zawsze na pierwszym planie.
I tu rodzi się moja największa obawa: pal licho tego Aragorna i jego zaręczyny! Ja się zwyczajnie boję, że zmieni się zupełnie wydźwięk książki. Książki hobbicko-krasnoludzkiej, a nie elfio-ludzkiej. Najpopularniejsza i najbardziej popkulturowa para fantasy ukradła już show Frodowi i jego obrączce – nie zgadzam się przez to na zamianę środka ciężkości w “Hobbicie”.
Podobne – chociaż mniejsze – obawy mam w przypadku poszerzania wątków w celu wprowadzenia postaci znanych nam już z jacksonowskiej trylogii: Froda, Legolasa, Arweny – postaci, które mogłyby się znaleźć na trasie wycieczki do Smauga, ale o których Tolkien nie wspominał. I zauważcie: wymieniłem trzy najbardziej rozpoznawalne postacie z filmu – czy jakikolwiek reżyser oprze się pokusie “wciśnięcia” ich w fabułę pozostającą w chronologicznym i geograficznym związku z Władcą Pierścieni? No cóż dowiemy się tego i tak.
3. Bajka Del Toro, czyli dlaczego zobaczymy wizję Jacksona.
Guillermo Del Toro dorobek artystyczny ma niezły – od klasycznych horrorów (Kręgosłup diabła) do popularnych adaptacji komiksu (Hellboy). Na ile ten gatunkowy miszmasz może posłużyć “Hobbitowi”?
Teoretycznie: super. Del Toro to świetny rzemieślnik, jego światy przedstawione są bardzo sugestywne. Do naszej rzeczywistości przemykają duchy, demony, postacie rodem z legend; mimo swojej nierzeczywistości nigdy nie są nielogiczne. Jako reżyser świetnie też operuje nastrojem, potrafiąc naprzemiennie przemycać grozę i humor, opowiadać bajki dla dzieci w sposób ledwie przystępny dla dorosłych. To jest mistrzostwo. Dzięki temu “Hobbit”, mimo, że targetowany na młodego widza może zainteresować fanów mroczniejszych opowieści. W końcu mamy trolle, gobliny, smoki i wielką bitwę ze śmiercią jednego z głównych bohaterów. Epos jak się patrzy. Tak, teoretycznie ten film może być wielkim widowiskiem, teoretycznie, może być filmem docenionym przez krytykę, teoretycznie, dlaczego nie? – przeca Del Toro reżyseruje. Cóż.
Praktycznie: tolkienowskim światem rządzi wizja Jacksona, który jest i producentem i scenarzystą filmu. Jak myślicie, jak będą wyglądali elfowie, orkowie i inne takie? Jak myślicie, jak będzie wyglądała Bitwa Pięciu Armii skoro animacje, tak jak w przypadku trylogii Jacksona, robi WETA DIGITAL? Jak bardzo świat Del Toro będzie oryginalny w stosunku do Śródziemia swojego poprzednika?
Ja już wiem. Ale nie powiem.
4. Sequel nienapisanego, czyli fruń Fantazjo!
W myśl powiedzenia: “grosik za twoje myśli”, oświadczam, że oddam najbliższą wygraną w totolotka za myśli obojga scenarzystów w przypadku podziału “Hobbita” na dwie części. O ile, zakładam, część pierwsza to znana i bardzo lubiana opowieść samego Tolkiena; to już film drugi jest czystą spekulacją na temat wydarzeń przedhobbitowych. Na pewno wiadomo, że Jackson Del Toro sięgał do dodatków, zawartych w “Powrocie Króla”; ale na ile to będzie związane z Tolkienem a ile ze swobodną interpretacją -trudno powiedzieć. Chociaż skłaniam się raczej do wersji “puszczamy wodze fantazji”.
Co rodzi pewien problem. O ile poprzednia adaptacja Tolkiena jest oparta o fabułę; to już “naddany” Hobbit miałby opierać się tylko na luźnych dopiskach Tolkiena, zebranych do kupy przez Tolkiena syna. Jeśli dodamy dwa plus dwa to okazuje się, że nie dosyć że Jackson Del Toro ma pole do popisów fabularnych to jeszcze będzie skłaniał się do tego, aby w tej dowolności zawrzeć jak najwięcej z filmu Jacksona. Czyli Hobbit 2 będzie łącznikiem pomiędzy “Władcą Pierścieni” a “Hobbitem” właściwym, co może boleć o tyle, o ile nie będzie to łącznik fabularny co formalny. Zobaczymy starych znajomych (bez względu na to, kto ich zagra) i “dowiemy się”, co się działo pomiędzy fabułą obu filmów (ale nie: książek). Czy może powinienem napisać: dowiemy się, co sobie wyobrażał Jackson Del Toro. A to może być niespójne z tym, co chcielibyśmy sami zobaczyć.
Reasumując: pewnie widowisko będzie niezłe, ale z książ… z materiałami, na których będzie bazował może mieć niewiele wspólnego.
5. Władca Pierścieni, czyli nieważne że Del Toro, ważne, że Jackson.
Jak napisałem powyżej, jest problem. Mam wrażenie, że 3/4 świata uważa, że “Władca Pierścieni” jest autorskim dziełem Jacksona i to właśnie ten reżyser jest traktowany jako najlepszy/największy/najbardziej poinformowany znawca Śródziemia. Dosyć niepokojące zjawisko. Jasne jest, że Jackson włożył w adaptację bardzo dużo siebie – ale jakże ciężko jest zrozumieć ludziom, że nie jest to osoba mająca wyłączność na ekranizowanie Tolkiena! Podczas tych wszystkich reżysersko-producenckich perturbacji miałem nadzieję, że uda mi się zobaczyć nową, niekoniecznie mi znaną wizję Śródziemia. Już dawno wiedziałem, że film, ktokolwiek by go nie nakręcił, będzie kalką tego, co zrobił Jackson. Wizja tego reżysera stała się niejako wyznacznikiem – i to nie tylko świata przedstawionego, ale konwencji widowiska fantasy w ogóle. A nie ma nic gorszego na płodnym gruncie fantastyki jak skostniałe myślenie.
Reasumując: martwię się, że “Hobbit” będzie tolkienowskim zwyrodnieniem. Być może, jako widowisko, zachwyci. Być może, wszystkie moje obawy zostaną zrekompensowane… a bo ja wiem? Może umiejętnie napisanym scenariuszem? Może pomysłem? Być może. Im bliżej jednak do realizacji – a jesteśmy na etapie zakończenia prac nad wstępnym skryptem – tym większe mam wrażenie, że bój nie toczy się o zekranizowanie książki Tolkiena, ale o przyciągnięcie do kin fanek Legolasa i Boromira. A kto zorganizuje to lepiej niż Jackson?
Kategorie wpisu: Adaptacje tolkienowskie, Felietony tolkienowskie


10 Komentarzy do wpisu "Powtórka z rozrywki? Słów kilka o Hobbicie"
Galadhorn, dnia 02.12.2009 o godzinie 15:32
Świetny esej, Wrooblu.
Moim zdaniem “Hobbit” Del Toro powinien w ogóle nie nawiązywać do poetyki i stylistyki filmów Petera J.
Co do krasnoludów, swego czasu – długo przed premierą “Dwóch Wież” – taki sam tekst czytałem a propos entów (pisał o tym A. Kowalski). I co? I okazało się, że gdy trzeba stworzyć atrakcyjne postaci i ma się na to fundusze, wszystko da się zrobić. W “Hobbicie” krasnoludowie są postaciami niezwykle ważnymi. Trzeba zerwać z wizerunkiem P.J. i stworzyć w tej nowej ekranizacji zupełnie nowy ich wizerunek.
Co do wątków pobocznych. Moim zdaniem albo trzeba zrobić baję, jaką jest przecież książkowy “Hobbit” albo zmienić klimat opowieści. Ja chciałbym zobaczyć to, czego nie ma w książce, ale o czym dowiedzieliśmy się z książkowego WP i tekstów zamieszczonych w “Niedokończonych opowieściach” – Saurona w Dol Guldur, zmagania z nim i jego sługiami, rozwinięcie wątków elfio-ludzkich. Albo baja albo wielka epicka opowieść typu WP ale w stylistyce Del Toro.
Ogólnie szansę dla tego filmu widzę wtedy, gdy:
(1) Del Toro odrzuci stylistykę Jacksona/Walsh/Boyens
(2) scenariusz oprze się na informacjach z H, WP i NO (a nie tylko z H).
I podzielam obawy Wroobla – co do (1) to nie widzę szans, co do (2) to obawiam się, że więcej tam będzie fantazji Boyens/Walsh niż Tolkiena
ao, dnia 02.12.2009 o godzinie 16:33
Oby jak najmniej P.J. W Hobbicie. Jego WP to niedojrzały, komercyjny film. Według mnie praktycznie wcale nie oddający ducha książki.
Umierający Thorin? Bez problemu się wzruszę (tak myślę)
na pewno bardziej niż przy romansie Aragorna z Arweną w filmie P.J.’a :/
.
Poza tym zgadzam się z artykułem
Dziki, dnia 04.12.2009 o godzinie 21:54
MH… Hobbit bez pana Petera? To tak jakbym zajadał się wirtualnymi czekoladkami!
„Jego WP to niedojrzały, komercyjny film. Według mnie praktycznie wcale nie oddający ducha książki.”
MH…nie będę dyskutował, cóż… Będąc zatwardziałym, aż do bólu, kolejnego i kolejnego… I dziękuję wszechmocnemu, że puknął Petera J. w czoło, a ten nieświadom jeszcze konsekwencji zdecydował się na reżyserko – wojenkę z Władcą P! Ten co nie dostrzega niuansów… powinien zakupić sobie okulary + – 10 i klatka po klatce oglądać zwykłe kinowe wersje klatka po klatce! O wersjach rozszerzonych nie wspomnę, a o kilometrach nakręconych taśm …tym bardziej! I przepraszam za dosłowność, ale moje hasło brzmi ( brzmiało i wcześniej, bo zamarłem, jak Linea chciała wykolegować Piotrusia! ) HOBBIT TYLKO I WYŁACZNIE dla Petera Jacksona, oraz Del Toro!
Tornene, dnia 04.12.2009 o godzinie 23:55
Wroob! Pisz
tallis, dnia 05.12.2009 o godzinie 0:38
Komercyjny owszem, choć nawet nie tak bardzo, jak mógłby być, jak się można było obawiać (czy nikt nie pamięta, że to dzięki Peterowi i sce uniknięto najbardziej wstrząsających pomysłów producentów i menadżerów?), ale niedojrzały??? Od kiedy zaczęto kręcić filmy fantasy, żaden nie wykazał się jeszcze dojrzałością na takim poziomie (wszyscy znamy większość z tych mniej lub bardziej nieudanych filmów, gdzie poza Excaliburem Boormana LOTR nie ma tu praktycznie konkurencji). A pod pewnym względem (charakterystyki i rozbudowy postaci) jest bardziej dorosły i aktualny od oryginału.
Co do reszty popieram dzikiego z.
poz
tal
ao, dnia 05.12.2009 o godzinie 9:49
No tak jak na film fantasy MOŻE być, ale jak na Tolkiena to wyszła (dla mnie) papka dla 16 latków i łatwy skok na kasę. Nie umniejszam dokonań P.J. bo facet włożył w to masę pracy, ale efekt końcowy mnie niestety “aż tak” nie rajcuje.
Dlatego obawiam się żeby nie zrobił takiej mdłej papki z Hobbitem
. Jednym z najlepiej zrobionych momentów filmowego WP był dla mnie moment od wejścia do Morii, no i śmierć Gandalfa ale już Balrog jako “ognista krowa” się mi nie podobał.
Gimli komediant – nie wiem skąd w ogóle taki pomysł się u P.J.’a. wziął, zaś walki to już w ogóle – efekty owszem fajne, ale kamera lata jak szalona a gdy trzeba kogoś porządnie zabić i trysnąć krwią to tych scen brakuje – wyraźnie dla młodszego widza.
Godne podziwu są stroje i charakteryzacja i owszem.
Od Hobbita wymagam tego co daje książka – bardzo dobrej przygody. A nie wprowadzeń do WP czy tez romansów. Obsady też się obawiam – szczególnie krasnoludów. No ale trzymam mocno, mocno kciuki. Bo jakżeby inaczej. Niemniej P.J. niech da szansę innym
.
Dziki, dnia 05.12.2009 o godzinie 21:35
Wiesz „AO” … mam tą przyjemność, że czasami w sposób pół profesjonalny mam do czynienia z realizowaniem dokonań filmowych i stwierdzenie, że… tu miejsce na cytat z Twojego …echo ..ego!
Życzę Ci – w nasto – sto latkowych papkach znawczych, aż do bólu – zrealizować jakikolwiek projekt ( oczywiście jak masz taką możliwość! ) czy to literacki , czy też filmowy !
A chętnie bym zobaczył Twoją mh… papkę na temat! Bo jeżeli ja wypowiadam się na temat, to robię to konsekwentnie, czyli podaje swój kontra pomysł! OA podaj mi receptę na super filmowego Hobbita, wpisanego w Pdżejowską wizję, albo wymyśl coś nowatorskiego ! Czekam! Bo ślinić potrafi się niemowlak, ot.. śśśśśśli, śśśśli nie podoba mi się, bo ślinka spłynęła mi na koniec brody! I nic z tego nie wynika!
A jeśli wymagasz od producentów Hobbita nowatorskiego spojrzenia, to proszę …
Proszę o pomysły! Bo krytykować …Tornenku, czy nie widzisz, że Wroobelek … ale to nie moja sprawa i nie moja interpretacja!
Tallis, dnia 06.12.2009 o godzinie 12:25
Skok na kasę??? Skok na kasę to oni mogli zrobić kręcąc JEDEN 2,5 godzinny film za 50 baniek! Ale powiedzieli producentom NIE – nie zrobimy tego tak, bo tak się tego nie da zrobić. Bo uznali, że od tytułu Władca Pierścieni widz będzie chciał czegoś wymagać. Gdyby producent nie zezwolił na zrobienie 3 filmów zdecydowani byli odejśc z projektu i powiedzieli, by sobie znalazł kogoś innego do jego kontynuacji mimo, że zaangażowani byli w ten projekt już 2 lata i byli już emocjonalnie z tym związani. Jeśli to jest skok na kasę to ja was nie rozumiem.
Ja przepraszam ale to już przekracza granice zdrowej krytyki założeń artystycznych (np. wyboru tego czy owego wątku pobocznego do ograniczenia, bo owszem kilka wątków pobocznych usuniętu i ograniczono. Lub doboru przesłań jakie się uwypukli lub usunie z filmu _akcji_,f ilmu _bitewnego_ – no, oczywiście można było zrobić tak, ze będą same dialogi a bitwy tylko jako dzwięki z offu, ale kto z widzów taki teatr przetrwa? – no, być może ja i inni fani Tolkiena co lubią znać na pamięć teksty z książek, ale kto poza tym?) To zaczyna być bezsensownym krytykanctwem. Nie pojmuję jak można tak nalatywać na gościa, ktory Tolkienowi i fandomowi dał tak wiele – zainteresowanie autorem wzrosło, film został obsypany nagrodami, to co było niszą w niszy doczekało się uznania w szerszych kręgach. Kultura masowa otworzyła szerzej drzwi temu gettu, jakim był fandom Tolkiena. Oraz całej fantasy. Z którą do tej pory sobie nie radziła.
“Gimli komediant – nie wiem skąd w ogóle taki pomysł się u P.J.’a. wziął”
Łatwo sie domyslic. Krasnoludy są rubaszne – taki ich wizerunek dają dzisiejsze książki i rpgi. Nikt nie chce pamiętać, że jest film dla wszyskich a nie tylko dla tych co książkę znają na pamięć ale i dla krytyków, którzy imo może przestaną wyśmiewać się z fantasy, ale i dla dzieciaków, które grają w Diablo. (Zresztą to wlasnie te
“dzieciaki grające w Diablo” projektowały w LOTR efekty komputerowe) Poza tym elementy humoru musiały się znaleźć w tak długiej historii – inaczej film załamałby się pod taką ilością patosu i tragedii. Jak cię zmęczy książkowy nastrój dramatyczny lub znudzi ciągła katastrofa możesz ksiązke odłożyć i wrócić jak ci sie nastrój polepszy. Film jest, mogłabym powiedzieć, że _zamkniętą konstrukcją emocjonalną_ – budującą i niszczącą rozmaite emocje i mającą swoją dynamikę. To jak fala – góra, dół – śmiesznie, strasznie, smutno, wesoło, spokój, suspens, wzruszenie, humor.
Jakiekolwiek by nie były różne odstępstwa, które mi też przeszkadzają – ale tylko, gdy myślę o filmie a nie gdy go oglądam, gdy oglądam to po prostu cieszę się tym dziełem – (ale mi też braknie np. sceny z Arweną i Frodem, która powinna być, by Przystań nie była tak niezrozumiała dla postronnego widza lub lepszego rozwiązania sceny ze śmiercią Srumana i Kurhanów – te 3 sprawy uwierają mnie do dziś) i jak wiele jest tych, ktorych konieczność można zrozumieć patrząc od strony tak filmowca (brak Toma, brak Porządków, przeniesienie sceny hołdu w Ithilien do Minas), jak i od strony wymogów komercji (np. odmłodzenie Froda o jakies 15 lat, dodanie Arwenie więcej do roboty, pogorszenie charakteru Faramira), to, do licha cięzkiego – co by nie mówić, to nie można tu mówić o niedojrzałości, bo za niedojrzałośc nie dają 17 oskarów. I rokrocznie kilku BAFT – gdyby ktoś nieufał zdaniu Akademii to niech se przypomni BAFTy. I Złote Globy i MTV i AFI i Saturny i WFA i dziesiątki innych nagród – od krytyków, reżyserów, muzyków, aktorów i fanów fantasy.
“ale jakże ciężko jest zrozumieć ludziom, że nie jest to osoba mająca wyłączność na ekranizowanie Tolkiena”
Ale jedyna, której sie do tej chwili udało. Nie widzę jakoś tabunów filmowców, którzy by ekranizowali Tolkiena z częstotliwością jaką ekranizują np. Dumasa.
Jest furka książek, których adaptacje powstają prawie co rok – Dumas, Kafka, King, Bułhakow, Homer, Hugo, nawet Biblia…po prostu każda klasyka czy to wysokiego czy niższego lotu ma po kilka adaptacji. Skoro to takie łatwe, czemu nie ma 6 wersji Władcy Pierścieni? Widać było bardzo trudne inaczej rzuciliby się na tą ksiązkę, jak na bank, bo 150 milionów czytelników i potencjalnych
widzów nie chodzi piechotą.
Oczywiscie, że przy Hobbicie główną trudnością będzie obsada. Bo, jak wiernie książkowo ale jednoczesnie efektownie filmowo obsadzić 13 podobnych do siebie, niskich, mrukliwych, brodatych i nieatrakcyjnych jegomościów? Nie zazdroszczę im tego wyzwania.
Z Drużyną dużo mieli prościej, bo to była standardowa znana z każdego starego filmu i gry ekipa, gdzie każdy był inny. No i mogli im tam nieco podreperować facjaty i rozbudować relacje.
“Według mnie praktycznie wcale nie oddający ducha książki.”
Ależ oddający. Ot, choćby ten wątek Aragorna i Arweny -Tolkienowi by się spodobało, że wyjęli go z Dodatków i zrobili z niego perełkę – jeden z niezapomnianych romansów kina. Tolkien bardzo był przywiązany do tego swego motywu “elfka tracąca nieśmiertelnośc dla śmiertelnika”. Uatrakcyjnili film od strony wymogów komercyjnych (romans być musiał i duża rola kobieca – a Eowina jest dośc jednorazowym bohaterem, wykazuje się raz, no i nie nadaje się na dużą rolę kobiecą, bo wybija się w akcji tylko w męskim przebraniu), ale jednocześnie zachowali dodatkowe dane, jakich Tolkien nie umieścił w samej powieści, a jakie są ważne dla wymowy całego świata. Inaczej wątek ten (Luthien, Beren, Arwena, Aragorn) nie zachowałby się i żaden widz nie znający książki by go nie poznał. A jest to wątek ważny dla wymowy całości tego świata. No i dodatkowo tragizm kinowego wątku Aragorna i Arweny, równoważy tragizm wątku Froda i Pierscienia.
“papka dla 16 latków”
Moja bynajmniej nie 16 letnia rodzina, która nie jeden film widziała łyknęła tą papkę kilka razy i wcale nie uważała za mdłą. Wręcz przeciwnie, siedzieli w kinie a potem na dvd jak wmurowani.
poz
tal
dys, dnia 06.12.2009 o godzinie 21:13
do tal gratuluję błyskotliwych i celnych ripost do niektórych komentarzy. Żywię nadzieję że nadchodząca produkcja zagra w duszy na nostalgicznych strunach mych ale takze ludzi nieświadomych tolkienowskiego świata. Jakze wiele wątków wydaje się nieuchytnych..ale to chyba dobrze
Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Na początku był teatr – historia adaptacji tolkienowskich, dnia 12.08.2010 o godzinie 16:52
[...] w nieznaną przyszłość. Może fala entuzjazmu dla takiego filmu już minęła? Przeczytajcie zwłaszcza: “Powtórka z rozrywki? Kilka słów o Hobbicie“ K. Wróblewskiego (Wroobla) i nasze wiadomości serwisowe: “Nowości na temat filmu [...]
Zostaw komentarz