Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Recenzje sztuki „Stepy rohańskie” teatru “Co? Jak. Aha.”

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Zmierzam na Ligotę, Kędy Franciszkanie bywali,
Coby w teatrze zabawy i śmiechu, z temi co  już na sali,
Na sztukę „Stepy rohańskie” spoglądać z uciechą…

Tym razem nie jestem osamotniony w recenzenckich bojach, gdyż na odsiecz przybyli Noatar ze swoją narzeczoną oraz Cotsille. Oddaję zatem głos i zachęcam do zapoznania się z ich ciekawymi spostrzeżeniami dotyczącymi prapremiery Stepów rohańskich, czyli kolejnego prześmiewczego dramatu Adama „Lorda Ya” Kuziów. Obiecujemy, że zachowamy wszelkie standardy krytykowania sztuki.

24 września 2009 r. mieliśmy przyjemność obejrzeć premierowy pokaz sztuki Adama Kuziów pt. „Stepy rohańskie”, będącej trzecią już odsłoną serii jego dramatów opartych na kolejnych księgach „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Pokaz odbył się w Miejskim Domu Kultury „Ligota” w Katowicach, a ponieważ z racji niewielkich rozmiarów sali widownia składała się z około sześćdziesięciu osób, oboje uważamy się za szczęściarzy – taka okazja nie lubi się powtarzać.
Tak, jak to miało miejsce w przypadku wcześniejszych dramatów, sztuka Adama jest swobodną interpretacją wydarzeń opisanych w powieści Tolkiena. Tym razem autor wziął na warsztat Księgę Trzecią, czyli mniej więcej połowę „Dwóch Wież” (drugiego tomu WP). W najeżonej mnogimi trudnościami drodze z maszynopisu na deski sceniczne wspierała dramatopisarza silna grupa ludzi, w której składzie znaleźli się Iza Terlecka (reżyseria, scenografia, światło i kostiumy), Marta Kuziów (siostra Adama oraz jedna z obecnych w przedstawieniu aktorek) i Mateusz Kol (muzyka i dźwięk), a także – o czym widzowie mogli się dowiedzieć z promujących „Stepy rohańskie” ulotek – „aktywniejsza część zespołu”. Ostatni fakt godny jest podkreślenia, gdyż nie ulega wątpliwości, że w okresie końca roku szkolnego oraz sesji letniej roku akademickiego 2008/9 i następujących zaraz potem wakacji organizacja prób i przygotowanie stosownej oprawy spektaklu nie były rzeczą łatwą. Już choćby z tego względu należą się zespołowi wyrazy uznania.
Adam Kuziów (wśród członków sekcji tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki oraz na forum Elendili znany pod pseudonimem Lord Ya) jest przesympatycznym, choć odrobinę nieśmiałym, człowiekiem o specyficznym postrzeganiu twórczości Tolkiena. W jego dramatach następuje swoiste wymieszanie sacrum i profanum – bohaterowie, którym czytelnicy „Władcy Pierścieni” zwykli przypisywać określone cechy i postawy życiowe, nierzadko decydujące o przesłaniu dzieła, zostają odbrązowieni. Aura tajemniczości i powagi ustępuje miejsca ironii i beztrosce, za pomocą których dramatopisarz dokonuje rozrachunku z pokrytym patyną świętości charakterem książki, wplatając w całość odniesienia do elementów współczesnej kultury. Postaci są przejaskrawione: nie znajdziemy tutaj pełnego rycerskich cnót Éomera ani mądrego i roztropnego Gandalfa; dwójka hobbitów, Merry i Pippin, okazuje się sprytniejsza od bandy orków, którym przewodzi para dyplomowanych (sic!) dowódców, wypowiadających się w sposób dalece odbiegający od naszych wyobrażeń o tych plugawych i w gruncie rzeczy ograniczonych stworzeniach; krasnolud Gimli dzielnie odrywa rolę zespołowego trefnisia, a raz po raz staje w szranki słowne z elfem Legolasem, z których nie ma prawa wyjść obronną ręką, gdyż mowa elfa charakteryzuje się takim bogactwem epitetów, metafor i porównań, że chyba tylko Legolas jest w stanie doszukać się w tej matni ogólnego sensu.
Język pozostaje tu zresztą najważniejszym narzędziem demitologizacji świata przedstawionego „Władcy Pierścieni”. Bohaterowie sztuki nie stronią od wzajemnych uszczypliwości, wypowiadania banalnych czy wręcz niedorzecznych kwestii lub tworzenia neologizmów, co w ostatecznym rozrachunku pozwala widzom spojrzeć na rzeczywistość dzieła Tolkiena od zupełnie innej strony. Komizm sytuacyjny i słowny jest w tym przypadku idealnym sposobem na ponowne odkrycie magii Śródziemia – świata, z którym wielu czytelników prozy autora „Władcy Pierścieni” zdążyło się oswoić do tego stopnia, że przestali się nim zachwycać. W tej sytuacji z pomocą przychodzi im teatr, a jego przedstawiciel – Adam Kuziów – udowadnia, jak wielki potencjał tkwi w wydanej przeszło pół wieku temu książce, która wciąż inspiruje nowe pokolenia twórców różnych dziedzin sztuki oraz pobudza do myślenia osoby, decydujące się po nią sięgnąć.

Jarosław „Noatar” Schramel i Barbara Cichowlaz

***

Premiera z dawna oczekiwana

Złotojesienny ostatni czwartek września przyniósł ze sobą oczekiwane wydarzenie: premierę „Stepów rohańskich” w reżyserii Adama Kuziów i Izabeli Terleckiej. Po odnalezieniu doborowego towarzystwa (towarzystwo też się ma wypowiedzieć w tej recenzji), odnalezieniu Ligoty, dotarciu do MDK-u tamże oraz sprawnym zaanektowaniu ostatnich wolnych miejsc – pozostało już tylko czekać na magię teatru. (Obserwowanie sceny z miejsca, gdzie siedziałam, okazało się pewnym wyzwaniem, ponieważ tuż przede mną wyrastał drewniany, wściekle różowy słupek sięgający sklepienia. Na szczęście miejsce w ostatnim rzędzie miało też plusy: pozwalało na swobodne wstawanie i wychylanie się zza słupka. Amor fati.)
Pani-zapowiadająca-spektakl ogłosiła, że zostanie on wystawiony „na deskach bez sceny” przez ekipę aktorów, którzy „pocili się od marca, bo niestety studiują”. Rozważania nad głębokim sensem drugiej wypowiedzi przerwał mi Boromir, z wdziękiem i elokwencją konający na scenie. Zaczęło się…
Wyrazistość postaci jest zasługą scenariusza, ale przeniesienie wizji literackiej na rzeczywistość teatralną wymagało z pewnością wiele pracy i zaangażowania. Wszystkim aktorom należą się brawa za dobrą grę. Na szczególne uznanie zasłużyła odtwórczyni roli Legolasa – zapamiętała nieprawdopodobną ilość tekstu, mając, jak wieść niesie, mniej czasu na opanowanie roli, niż pozostali członkowie zespołu. Odtwórca roli Aragorna wykazał się budzącą podziw umiejętnością władania mieczem (jak widać na załączonym gdzieś powyżej obrazku). Rola Theodena zasługuje na chlubną etykietę „charakterystycznej”. „Drzewa” o kamiennych twarzach godne były miana martwej natury (czego nie można powiedzieć o nadpobudliwym Bregaladzie). W scenach zbiorowych uwagę zwracało parytetowe podejście do płci orków (orek?), podnoszące aktualność dzieła.
„Stepy rohańskie” dostarczyły widzom wielu głębokich przeżyć – wspomnę tylko o gwałtownej śmierci mojego ulubionego bohatera w czterdziestej minucie spektaklu czy o wzruszającej historii rozstania Drzewca z Fimbrethil. (Brawurowe rozwinięcie metafory „pasterz drzew” jest  samo w sobie interesującym zjawiskiem.) Publiczność ciepło powitała pojawienie się orka „Olimpijczyka”, a nawet dwóch.
Oszczędność rekwizytów pozwalała skupić się na grze aktorskiej, a kostiumy nie przesłaniały osobowości postaci (najbardziej podobał mi się kostium Gimliego). Muzyka odsyłała do filmu „Władca Pierścieni”, na ogół dobrze ilustrując klimat scen (choć nie zawsze). Jedyny poważniejszy zarzut, jaki można wysunąć, dotyczy wystawienia „Stepów” na zbyt małej scenie, co utrudniało publiczności dostrzeżenie wszystkich walorów sztuki. Nie przeszkodziło to jednak w entuzjastycznych owacjach, jakimi nagrodzono artystów. Sukces premiery był niewątpliwy, a następne spektakle z pewnością go powtórzą.

Cotsille

***

Cóż mogę dodać od siebie – moi przedmówcy poruszyli najważniejsze kwestie zarówno samego spektaklu jak i scenerii w jakiej miał on miejsce. Z wielką przyjemnością po raz kolejny przyszedłem na sztukę Adama i po raz kolejny się nie zawiodłem. Fajnie było oglądać zaangażowanie obsady i swoistą nerwowość wynikającą z faktu prapremiery. Mimo potknięć i podkręconego na 200% krzyku Theodena Stepy… oglądało się świetnie i odtwarzanie w pamięci linii dialogowych z wersji drukowanej czytanej dawno temu dostarczało niezmiennie sporej frajdy. Lub jakby to powiedział Legolas: „Bez swady z imponderabiliyi wynikającej rzec można, iż kolektyw niczym dobrego wina łyk w szklanej kuli uwięziony orzeźwia nie jeno tylko tolkienistów, ale i każdego człeka, co rozmaitej zabawy i dokazywania spragnion”.  Jedyne, co mi się nie podobało to obsadzenie w roli habilitowanych orków dwóch urodziwych niewiast – toż to się nie godzi. 😉 Całej ekipie teatru “Co? Jak. Aha.” życzymy natchnienia i kolejnych sukcesów!

Scenariusz: Adam Kuziów
Reżyseria: Adam Kuziów, Iza Terlecka
Scenografia, światło: Iza Terlecka
Kostiumy i rekwizyty: Iza Terlecka, Marta Kuziów, Adam Kuziów i Aktywniejsza Część Zespołu
Opracowanie muzyczne i dźwiękowe: Mateusz Kol

Wystąpili:
Aragorn – Jakub Kol
Boromir – Michał Maksym
Bregalad – Jakub Kol
Eomer – Michał Maksym
Eothain – Małgorzata Wanot
Eowyn – Małgorzata Sitko
Erkenbrand – Aleksandra Mainka-Pawłowska
Fangorn – Małgorzata Wanot
Finbrethil – Agata Lubańska
Gamling – Adam Kuziów
Gandalf – Michał Porzycki
Gimli – Tobiasz Gruchel
Glorfindel – Aleksandra Mainka-Pawłowska
Gobliel – Anna Skiendziel
Grima – Agata Lubańska
Grisznakoniusz – Małgorzata Gackowska
GyenekII – Marta Kuziów
Hama – Małgorzata Gackowska
Legolas – Anna Skiendziel
Merry – Julia Frysz
Ork Pomagier – Małgorzata Sitko
Ork Szef – Michał Porzycki
Ork Zwiadowca – Adam Kuziów
Orkawiusz – Joanna Kotela
Pippin – Agata Wasilewska
Saruman – Joanna Kotela
Śvirk – Tobiasz Gruchel
Theoden – Mateusz Wdowczyk
Uglukokrates – Marta Kuziów
Urukryk – Marta Kuziów
Ent (brzoza) – Adam Kuziów
Orkowie – Julia Frysz, Agata Wasilewska, Mateusz Wdowczyk

Mam talent - edycja krasnoludzka

IMG_4449

IMG_4465

Jeśli ktokolwiek miałby ochotę opowiedzieć o swoich wrażeniach z występu na Porytkonie 3 1/3 niech się nie krępuje.
Po więcej zdjęć odsyłamy do odpowiedniego tematu na forum Elendili.pl
Oficjalna strona MDK Ligota

Kategorie wpisu: Adaptacje tolkienowskie, Fandom tolkienowski, Recenzje, Twórczość fanów, Wydarzenia

6 Komentarzy do wpisu "Recenzje sztuki „Stepy rohańskie” teatru “Co? Jak. Aha.”"

Tornene, dnia 29.10.2009 o godzinie 16:16

Tylko dodam na zasadzie komentarza, iż po prapremierze można było udać się na wystawę świetnych fotografii z Japonii autorstwa Lorda Ya i jego siostry. Kto nie był – ten trąba.

Lord Ya, dnia 29.10.2009 o godzinie 19:07

„[…] gdyż mowa elfa charakteryzuje się takim bogactwem epitetów, metafor i porównań, że chyba tylko Legolas jest w stanie doszukać się w tej matni ogólnego sensu.”

Autor też nie wie co miał na myśli :).

„Obserwowanie sceny z miejsca, gdzie siedziałam, okazało się pewnym wyzwaniem, ponieważ tuż przede mną wyrastał drewniany, wściekle różowy słupek sięgający sklepienia”

Za słupek przepraszam. Waliłem w niego głową podczas prób, inni też nie traktowali go delikatnie, ale ani drgnął.

„Rola Theodena zasługuje na chlubną etykietę „charakterystycznej”.”

Rola „charakterystyczna”… no tak, chyba można tak to nazwać :)

„Odtwórca roli Aragorna wykazał się budzącą podziw umiejętnością władania mieczem (jak widać na załączonym gdzieś powyżej obrazku)”

Rozumiem, że chodzi o ten obrazek: http://s274.photobucket.com/albums/jj256/lordya/teatr/IMG_4493.jpg, który do recenzji się nie załapał. No cóż, chyba tylko gumowym kurczakiem Aragornowi nie udało się zrobić tej sztuczki.

„Lub jakby to powiedział Legolas: […]”

To już druga recenzja (na dwie przeczytane, uznając wszystko powyżej za jedną), w której widzę tekst stylizowany na Legolasa. Zawsze sądziłem, że myślenie nad tymi tekstami to ciężka robota, nieraz na parę tygodni zatrzymująca pracę nad tekstem… „dobra, teraz Legolas powinien coś powiedzieć… mam dość! Poczekam na natchnienie!”

„Jedyne, co mi się nie podobało to obsadzenie w roli habilitowanych orków dwóch urodziwych niewiast – toż to się nie godzi. ;)”

Same chciały. No dobra, na pewno dotyczy do Uglukokratesa, jeżeli chodzi o Girsznakoniusza było to już trochę wymuszone, bo gdy na początku września zwolnił nam się pierwotny Legolas (i Śvirk zarazem), Ania (wcześniej grająca Grisznakoniusza) zajęła Legolasa, ale była to rola niemożliwa do pogodzenia z orkiem, stąd dalsza żonglerka. Trzeba było znaleźć kogoś, kto nie ma za dużo tekstu i nie koliduje z Grisznakoniuszem). Padło na Hamę. Śvirka wtedy dorzuciliśmy Gimliemu, bo (nowy) Legolas był jednocześnie Goblielem, który przecież właśnie w scenie z Śvirkiem się pojawia, co doprowadziło do nawet ciekawej sytuacji, gdy cała trójka goniących za orkami jest na scenie w innych rolach (a w następnej scenie wraca do „właściwych”), bo przecież Aragorn to też Bregalad. To by było też wyjaśnienie w kwestii małej ilości czasu na opanowanie zawiłych elfickich metafor.

No cóż, całej czwórce recenzentów bardzo dziękuję za opinie. Cieszę się, że się przedstawienie spodobało.

Galadhorn, dnia 29.10.2009 o godzinie 22:09

Dawno nie było u nas tak pięknego, długiego, ciekawego newsa. Tornene, kłaniam Ci się w pas, wprost ku moim hobbickim stopom. Szczęśliwego Nowego Roku, mości Krasnoludzie.

Tom Goold, dnia 30.10.2009 o godzinie 11:58

Świetny news, bardzo żałuję że z przyczyn niezależnych ode mnie nie mogłem obejrzeć sztuki ani w Katowicach ani w Sosnowcu. Mam nadzieję na jakąś powtórkę:)

Tornene, dnia 30.10.2009 o godzinie 17:22

@Lord Ya: Dziękuję za uzupełnienie.
@Galadhorn: Nie mi należą się podziękowania ale Zosi, Basi i Jarkowi. To oni spisali się świetnie. Szczęśliwego! :)

Galadhorn, dnia 30.10.2009 o godzinie 18:09

Święta prawda. Zosiu, Basiu i Jarku – świetne teksty!

Zostaw komentarz