Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

A na co komu elf, dwarf, goblin?

Źródło: serwis internetowy Daily Telegraph

Tryumf idei wielokulturowości nad brytyjską tradycją… – przynajmniej w wydawnictwie Oxford University Press. Oto miłośników angielszczyzny i angielskiej historii zaalarmowała decyzja nobliwego (czy jeszcze?) wydawnictwa w sprawie słownika dla młodzieży, tzw. Junior Dictionary. W nowym wydaniu tego ważnego słownika, który wyjaśnia najważniejsze angielskie terminy ludziom wkraczającym dopiero w dorosłość, usunięto hasła związane z chrześcijaństwem, historią i brytyjskimi tradycjami. W ich miejsce umieszczono słowa w rodzaju MP3 player ‚odtwarzacz mp3’, voicemail ‚poczta głosowa’ czy attachment ‚załącznik’. Oxford University Press usunęło ze słownika wyrazy typu aisle ‚nawa boczna’, bishop ‚biskup’, chapel ‚kaplica’, empire ‚cesarstwo’ czy monarch ‚monarcha’. Miłośników fantastyki zaskoczy fakt, że usunięto też słowa elf, dwarf i goblin. Wydawca uzasadnił swoją decyzję twierdząc, że brytyjskie społeczeństwo stało się „nowoczesne, wielokulturowe i wielowyznaniowe”. A zatem dzieci nie muszą znać terminów związanych z chrześcijańską tradycją – właściwie z żadną dotychczasową tradycją. Political correctness w praktyce.

Proces usuwania śladów brytyjskiej tradycji z tej wersji słownika trwa już od 2003 roku. Oto terminy, które usunięto i terminy, które pojawiły się na miejsce usuniętych:

Hasła usunięte:

carol, cracker, holly, ivy, mistletoe

Dwarf, elf, goblin

abbey, aisle, altar, bishop, chapel, christen, disciple, minister, monastery, monk, nun, nunnery, parish, pew, psalm, pulpit, saint, sin, devil, vicar

coronation, duchess, duke, emperor, empire, monarch, decade

adder, ass, beaver, boar, budgerigar, bullock, cheetah, colt, corgi, cygnet, doe, drake, ferret, gerbil, goldfish, guinea pig, hamster, heron, herring, kingfisher, lark, leopard, lobster, magpie, minnow, mussel, newt, otter, ox, oyster, panther, pelican, piglet, plaice, poodle, porcupine, porpoise, raven, spaniel, starling, stoat, stork, terrapin, thrush, weasel, wren.

acorn, allotment, almond, apricot, ash, bacon, beech, beetroot, blackberry, blacksmith, bloom, bluebell, bramble, bran, bray, bridle, brook, buttercup, canary, canter, carnation, catkin, cauliflower, chestnut, clover, conker, county, cowslip, crocus, dandelion, diesel, fern, fungus, gooseberry, gorse, hazel, hazelnut, heather, holly, horse chestnut, ivy, lavender, leek, liquorice, manger, marzipan, melon, minnow, mint, nectar, nectarine, oats, pansy, parsnip, pasture, poppy, porridge, poultry, primrose, prune, radish, rhubarb, sheaf, spinach, sycamore, tulip, turnip, vine, violet, walnut, willow

Hasła włączone:

blog, broadband, MP3 player, voicemail, attachment, database, export, chatroom, bullet point, cut and paste, analogue

celebrity, tolerant, vandalism, negotiate, interdependent, creep, citizenship, childhood, conflict, common sense, debate, EU, drought, brainy, boisterous, cautionary tale, bilingual, bungee jumping, committee, compulsory, cope, democratic, allergic, biodegradable, emotion, dyslexic, donate, endangered, Euro

apparatus, food chain, incisor, square number, trapezium, alliteration, colloquial, idiom, curriculum, classify, chronological, block graph

Kategorie wpisu: Informacje medialne

10 Komentarzy do wpisu "A na co komu elf, dwarf, goblin?"

Nero, dnia 10.12.2008 o godzinie 20:14

Uwielbiam brytyjską poprawność polityczną… Praktycznie nic nie można tam zrobić, bo ktoś tam zostanie obrażony/zdyskryminowany itp.

„brytyjskie społeczeństwo stało się “nowoczesne, wielokulturowe i wielowyznaniowe”.”
Jeżeli przez „nowoczesne” rozumie się „wyrzucenie i ignorowanie podstawowych symboli trwale osadzonych w kulturze”, to ja dziękuję za taką nowoczesność.

„umieszczono słowa w rodzaju MP3 player ‘odtwarzacz mp3′, voicemail ‘poczta głosowa’ czy attachment ‘załącznik’.”
Kasa misiu, kasa… Po raz kolejny widać, co kapitalizm i komputeryzacja zrobiła z ludźmi. Widać, że bez tych sformułowań nie można istnieć w świecie. J.J. Rosseau mówił, że „cywilizacja to największe zło”. I miał poniekąd racje…
„Hasła włączone: tolerant”
Dziękuję za tolerancję, która wypacza własny sens.

Tornene, dnia 10.12.2008 o godzinie 20:18

Siedział John-półgłówek na gałęzi i piłował ją z całych sił na miejscu złączenia z pniem wiekowego drzewa. Wszystko po to, by jego dzieci nie musiały być ogarnięte cieniem gigantycznej rośliny… Wiadomo: uciął i spadł, łamiąc nogę, lecz tańczył mimo wszystko ciesząc się wolnością nowoczesnego sposobu życia. Setki takich jak on ścięło w końcu drzewo i padli sobie w objęcia w tym idealnym świecie jednakowości. Radość trwała do czasu pierwszego wspomnienia „tego czegoś intymnie mojego” i masowych udarów słonecznych…

A w skrócie, jak mawiają Górale: Ptok co sro do swego gniozda to nie ptok, ale srok. :))

Galadhorn, dnia 10.12.2008 o godzinie 20:29

Nie całe brytyjskie społeczeństwo dało się upupić. Całkiem rzeczowe, zdroworozsądkowe wpisy zdarzają się w komentarzach pod angielskim newsem z „Daily Telegraph”.

Oby te stare, grube słowniki nie musiały nam kiedyś posłużyć do podpierania kałasznikowa w obrończym szańcu, gdy wojna kulturowa (oby nie) zamieni się w krwawą wojnę z ostatnimi nieprzejednanymi wsteczniakami i ciemnogrodzianami… 😛

Generalnie – horror. Zwłaszcza, gdy przypomni się na przykład informacja o tym, że w tym roku w Oksfordzie nie obchodzi się już Bożego Narodzenia (ang. Christmas) tylko… Święto Światła.

Kamil M., dnia 10.12.2008 o godzinie 21:18

Chanuka? x)
Swoją drogą, podobno w parlamencie brytyjskim przepchnięto uchwałę zakazującą użycia łacińskich zwrotów (status quo, via, explicite etc.) w dokumentach urzędowych, co argumentowano tym, że Brytyjczycy tych zwrotów najnormalniej nie rozumieją. Cóż, Wyspy są ewidentnie tępak-friendly.

Galadhorn, dnia 10.12.2008 o godzinie 21:31

Chichot historii. Anglia, która do dziś w Polsce kojarzy się z ostoją tradycji i dumą z własnej historii. A teraz w awangardzie „Postępu”. Tfu…

Lord Ya, dnia 11.12.2008 o godzinie 0:58

I słusznie robią! Niech żyje poprawność polityczna. Wyrzućmy ze słowników te nietolerancyjne i dyskryminujące słowa takie jak: „świnka morska”, „chomik”, „rzodkiewka”, „kalafior” tudzież „łasica”. Precz z nimi, niech nie zaprzątają umysłów młodzieży, która teraz może dowiedzieć się co oznacza „chronologiczny”, „Euro”, „łańcuch pokarmowy” i „dyslektyk”.

Dobra, żarty żartami, ale jednak to nasuwa pewnie obawy. Poważne obawy. Ale co ja tam wiem, ja jestem tylko ciemnogrodzianin, nie będący w stanie pojąć tego nowego, wspaniałego świata.

Zaraz, czy ja dobrze widzę? Wyleciał nawet stary poczciwy „newt”? Oni zabijają Monty Pythona!
– What makes you think she is a witch?
– She turned me into a newt!
– A newt?

– Well I got better.

TAO, dnia 11.12.2008 o godzinie 11:48

To trochę nie tak. Główną intencją autorów słownika jest (było to wprost formułowane, ale nie pamiętam, gdzie o tym czytałem) było wyeliminowanie słów, nazywających elementy rzeczywistości, z którymi młodzi ludzie się nie stykają. Uznali oni, że słownik, którego celem (jak każdego słownika) nie jest poszerzanie zasobu słów, którym dysponuje jego odbiorca, ale objaśnianiu tych, które spotyka, a często – którymi się posługuje, niekoniecznie rozumiejąc (bardzo częste zjawisko, często prowadzące do trwałej zmiany znaczenia słowa, jak to się stało u nas z „pasjonatem” i „spolegliwością”), powinien przede wszystkim objaśniać słowa, najczęściej używane w języku potocznym, a mogące sprawiać trudności. Założenie to wydaje się trafne, zwłaszcza, że „Junior Dictionary” nie jest i nie ma być głównym źródłem zasobu słów; jego realizacja budzi jednak poważne wątpliwości.

Stąd widoczna w przytoczonym wykazie eliminacja nazw roślin i zwierząt, z którymi trudno się dziś zetknąć w wielkomiejskim życiu oraz we współczesnej literaturze, a także – terminologii kościelnej i związanej z monarchią (tu intencja polityczna jest oczywista); ciekaw jestem (nikt dotychczas o tym nie pisał, a dostępu do Słownika nie mam), czy pozostawiono (rozszerzono? wyeliminowano?) terminologię, związaną z islamem, judaizmem i buddyzmem. To dopiero pozwoliłoby orzec, czy mamy do czynienia z promocją „multi-kulti”.

Ograniczanie objaśnianego słownictwa w ten sposób (bo rozumiem, że słownik ten jest traktowany jako pomoc szkolna) uważam za rzecz wysoce niewłaściwą, choć eliminowanie ze słownika dla młodzieży przynajmniej części słów, należących do „wysokiego” rejestru i rzadko używanych, zwłaszcza takich, które mają synonimy w mowie potocznej (jak „monarch” – potocznie „king/queen”) wydaje się nieuniknione. Natomiast włączanie do słownika słów nowych jest po prostu niezbędne: rzeczywistość społeczna zmienia się, język żywiołowo podąża za nią i skoro w potocznym obiegu pojawiają się terminy takie, jak „celebrity” (ostatnio spolszczane u nas jako „celebryt”, częściej w liczbie mnogiej „celebryci”) czy „interdependent”, trzeba je objaśnić, zwłaszcza ludziom młodym. A „książkowy” słownik nie może mieć nieograniczonej objętości, więc jakieś kompromisy są niezbędne. Czy ten akurat jest właściwy – nie mi oceniać. Choć mi się nie podoba.

Na liście słów dołączonych zauważyłem liczne terminy, istniejące w angielszczyźnie od wieków (alliteration, colloquial, debate, donate, na marginesie – wszystkie pochodzenia łacińskiego); ich włączenie do słownika dla uczniów może świadczyć o zmianach w nauczaniu szkolnym, jak też – o rosnącym zainteresowaniu uczniów i nauczycieli problematyka polityczną. Inna rzecz, jak te terminy (np. „tolerant”) są objaśniane – tego nie wiem, a to jest z punktu widzenia tej dyskusji najważniejsze, bo o ile trudno podważyć zasadność włączenia tego i podobnych terminów do słownika, to mogą być one objaśnione na różne sposoby, w różnym duchu. I obawiam się, że w tym słowniku są one objaśnione w duchu demoliberalnej poprawności politycznej.

Swoją drogą ciekaw jestem, jak to wygląda w polskich odpowiednikach tego słownika, bo przecież takowe się ukazują. Czy są tam słowa takie jak: nawa, kadzielnica, konfesjonał, opactwo, zimorodek, jeżozwierz, pietruszka, jeżyna, komosa (to rodzaj trawy, jakby się kto pytał), bluszcz? Może warto sprawdzić?

TAO, dnia 12.12.2008 o godzinie 11:22

Jeszcze kilka uwag dot. tego słownika (wczoraj nie miałem czasu, by to sprawdzić). Liczy on 10 tys. słów, zawiera zwięzłe (a nie encyklopedyczne) objaśnienia słów, wskazówki dot. pisowni oraz przykłady zastosowania w zdaniach. Jest przeznaczony dla dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej (age 7+); pozostałych kategorii, dotyczących używania go w szkole (?) nie zdołałem rozszyfrować (są to: Y3-4, KS2, P-4-5); pierwsza może dotyczyć lat nauki. Słownik ten jest weryfikowany co cztery lata.

Co do terminologii związanej z innymi religiami, najwidoczniej nie została ona zmodyfikowana w ostatnim wydaniu, bo przytoczona wyżej lista pominięć i uzupełnień powtarza się we wszystkich recenzjach, można więc przyjąć, że jest ona pełna, a nie przykładowa.

Varne, dnia 12.12.2008 o godzinie 14:32

„marzipan”?! Usunięto marcepan? Aghr! Okropieństwo! Gdyby ktoś chciał wyrzucić z mojego dziecięcego (to jest słownik dla dzieci, tak?) życia (czyli także słownictwa) marcepan, to by mi chyba dzieciństwo zniszczył…

Raferian, dnia 18.12.2008 o godzinie 1:10

(…Jeden z tych uroków nowoczesności, które można skwitować jednoznacznym plaśnięciem własnej otwartej dłoni we własne czoło…)

-Dobra Vardo!… Wycięli większość co lepszych słówek z worka „Niezbędnik Mistrza Gry”… Hmmm… Przecież teraz to nie da się ani jednej sesji RPG normalnie ‚manczkinom’ przeprowadzić… Gdzie te czasy jak można było wyciągnąć mieczysko przeciw 1k10: goblinów, mnichów, świnek morskich… Zakazali! …I dobrze! Niechaj zejdą eRPeGi do podziemia słowników, skąd powstały! Niechaj nie wie już, byle kto, co to Elf i Krasnolud!

Idąc tym tropem należy się spodziewać, a co więcej: postulować; wycięcia jako zbędnych takich słów jak choćby… ‚Brain’ …Po co mają sobie dzieci czymś tak nie istotnym głowy pełne MP3 i chatroomów zawracać… Oszczędzajmy zamęczone głowy dzieci! Na cóż takim słowa!

R.

(…Prychnął. Rzucił Oksfordczykom: „-Baka!” pod nosem. Odszedł zdegustowany…)

Zostaw komentarz