Kolejne spotkanie w Katowicach
Jak donosi Niezapominka, w najbliższy piątek, 17 października, odbędzie się kolejne spotkanie członków i sympatyków Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Jak to już mamy w zwyczaju, spotkamy się w siedziby ŚKF przy ul. A.Górnika 5 w Katowicach. Planowany czas rozpoczęcia spotkania: godzina 17.00. Planowany temat (o ile ktoś jeszcze wierzy w trzymanie się planowanych tematów): “Bieżąca działalność Sekcji”.
To tyle, jeżeli chodzi o część informacyjną, pozwolę sobie przejść do części rozrywkowej. Ponieważ zawsze miło na spotkaniach gościć kogoś nowego, w ramach akcji “Zapraszamy na katowickie spotkania”, zwanej też “Świeża krew poszukiwana”, “Nie jesteśmy sektą”, lub “Przynieście ze sobą ciastka” postanowiłem (za namową Galadhorna) podzielić się wrażeniami z poprzedniego spotkania w Katowicach, które odbyło się 26 września. Oryginał relacji znajduje się na forum Elendili w tym temacie, zatem wszystkie wzmianki o “naszym forum” dotyczą właśnie forum Elendili. To już bez zbędnych komentarzy…
Napisałbym relację parę chwil wcześniej, ale musiałem nadrobić poważne zaległości i obejrzeć 2001: Odyseję Kosmiczną. Dziwaczny film. Długie ujęcia, mało dialogów, a końcówki to nawet nie skomentuję. Ale w tym szaleństwie jest metoda… A czemu właściwie o tym piszę? A bo jakoś tak jest to powiązane z dzisiejszym spotkaniem. Swoją drogą, to chyba jeden z tych słynnych śródziemnych przypadków, że akurat dziś zupełnie przypadkiem trafiłem na ten film… dobra, niech Wam będzie! Zacznę od początku. Phi, chronologii się zachciało…
A było tak, że w momencie gdy przybyłem (nie zapukawszy wcześniej, jako że ostatnim razem moje pukanie skonfundowało zebranych, którzy wzięli mnie za “świeżą krew”), jakieś rozmowy już zaczynały się toczyć, a zebrani analizowali najnowszy precioussss Tornene, czyli przygody 13 krasnoludzkich samurajów, którzy wraz z ninj…hobbitem wyruszyli do Samotnej Góry Fuji zgładzić Smaugzillę. Potem… potem… [uwaga do samego siebie] Zanotować: może notowanie na spotkaniach wcale nie jest złym pomysłem, raz się sprawdziło. I nie musisz pisać na forum uwag do samego siebie. [/uwaga do samego siebie] Dobra, z chronologii to po jakimś czasie przyszedł Tom Goold, temat na chwilę zszedł na wypad do Irlandii. Chyba szykuje się niezła wycieczka… nie, nie robię tu żadnej reklamy. A następnym chronologicznie pewnym punktem był koniec spotkania.
A najważniejsze, czyli tematy dyskusji, będą niechronologicznie, bo i po co? Więc jak na spotkanie w Śląskim Klubie Fantastyki, coś podejrzanie dużo było tej całej fantastyki. Może nie samego Tolkiena (jeszcze by jego brakowało), ale innych rzeczy całkiem sporo. Zatem po pierwsze. Jak to jest, że gdzie główni bohaterowie filmów/książek science-fiction nie lądują, tam tlen, humanoidy i można dogadać się po angielsku. Jako przykład niech służą takie Gwiezdne Wrota, gdzie nie wyjdą przez wrota, tam czekają na nich ludzie. Ponoć jest to gdzieś wyjaśnione w serialu, ale jak jednocześnie są trzy sezony, to można się pogubić. Zwłaszcza jak serial się kręciło całe lata. Tu bohater A jest młody, tu jest już stary. Trzeba by elfy zatrudnić do roli w takich tasiemcach, nie byłoby problemu z tą zmianą wieku i oglądaniem jednocześnie starych i nowych odcinków. Swoją drogą, może właśnie takie tortury stosował Morgoth wobec pojmanych elfów? Kazał im grać w tych całych Młotach na Sukces czy jak im tam. A wiecie, jak torturował krasnoludów? Obsadzał ich w roli lektorów tychże seriali.
Jak o fantastyce czy też SF, było też trochę o horrorach. Ech, czego to ludzie nie wymyślą. Weźmy taki horror o krabach. Jak można wpaść na pomysł, by straszyć krabami? A widać można. Podobnie jak można straszyć grzybem-ludojadem, bo i taka książka była widziana. Co więcej, nie był to dział z kulinariami. Dobra, ja tu o książkach, a kto normalny czyta książki? No to jedziemy z filmami. Laleczka Chucki, to jest horror! Jakaś lalka (z umysłem mordercy) biega i kroi ludzi wielkim nożem. Albo Martwica Mózgów (oczywiście, dzieło Mistrza PiDżeja), z małposzczurami z Sumatry. Aż głupio mi, że nie oglądałem. I gdzieś po drodze zawieruszył się nam Obcy. Może nie był to bezpośredni skok tematyczny, ale gdzieś tam się przypałętał. Zaczęło się chyba od wzmianki o Obcy kontra Predator 2. Swoją drogą, ciekawa sprawa z tymi Obcymi. Jak film nazywa się Alien, to jest to Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (dobry film, a przy okazji horror), ale dodamy niepozorne “s”, otrzymujemy Aliens czyli Obcy (tu już pewnie z liczbie mnogiej): Decydujące Starcie. Ale widać nie dostatecznie decydujące, skoro jeszcze dwa odcinki solo były i dwa z predatorem. Trochę też pokpiliśmy z Gwiezdnych Wojen, głównie pierwszych trzech… a może ostatnich trzech… tych nowych w każdym razie! I z ogólnej idei kosmitów. Co tam zabawnego z tymi kosmitami? Że zawsze są humanoidalni. Co, nikt nie ma lepszych pomysłów? Było kiedyś coś innego? Były galaretowate formy obcych, dobra. A coś jeszcze innego? I tu na stole ujawniła się Łakotko-sanowa forma życia i przypomniała, że swego czasu gościliśmy na spotkaniu innego, równie żywnościowego, przedstawiciela rozumnych raz.
Zanim przejdę do puenty tematu obcych, szybka zmiana tematu? Robicie czasami jakieś luźne notatki, teksty piszecie najpierw odręcznie a potem dopiero na komputerze itp.? Spalcie to natychmiast! Bo jak nie, to znajdzie się jakiś Wasz Christopher i to wszystko wyda. A na spotkaniu przekonaliśmy się, jakie szalone rzeczy, których raczej nie chcemy pokazywać światu, mogą przypadkiem zawieruszyć się w biurkach. Zgroza. Jak już o zgrozowych (“zgrozowych” czy “zgroźnych”?) tematach, padło parę słów o niejakim Jerzym Łozińskim. I wbrew pozorom, nie zwyzywaliśmy go od takich i owakich (a przynajmniej nie tak bardzo). Ale Samwise (przepraszam, Samlis Gaduła) w krzatowych kaloszach? Wolanie w siczy by się uśmiali. Ale padł pomysł na całkiem ciekawy fanfik, choć szczegółów nie przytoczę, co by nie zdradzać tajemnicy, jakby ktoś przypadkiem chciał jednak ten fanfik napisać. I przypomnieliśmy sobie kilka “ciekawszych” pomysłów na fanfiki. Tych nie wymienię, bo mogą nas czytać osoby niepełnoletnie.
Zaraz, zaraz… osoby młode, pomysły, Tolkien… przypomniało mi się! Kluczowe postanowienie spotkania. Wiemy jak usprawnić działanie forum. Stwórzmy nowy dział, nazwiemy go roboczo Inkubator. Czemu będzie służyć? Szlifowaniu zdolności bezbłędnego komunikowania się w języku ojczystym. Tam nowo przybyły delikwent będzie pisać, aż nie pokaże, że pisze poprawnie. Jak się nauczy, może przejść do poważniejszych działów forum, jak: tematy maturalne, tłumaczenie krótkich zwrotów na języki elfickie i tłumaczenie imion na języki elfickie, bo jak zauważyliśmy, często są to ostatnie tematy w których nowi się wypowiadają. Choć czytanie tych tematów poddaliśmy w wątpliwość (“Imienniczek? Jaki imienniczek?”). A reszta forum dla fanatyków. I dobrze by zacząć powoli wdrażać ten pomysł, bo wkrótce premiera Hobbita, przybędzie świeża krew, a wraz z nią kolejna dawka fanfikowego szaleństwa. Swoją drogą, jak się tłumaczenie nawinęło, to myśleliście kiedyś, by sobie zrobić tolkienowski tatuaż, a konkretniej jakąś sentencję zapisaną tengwarem. Należy to dobrze przemyśleć, bo może to i ładne (jak dla kogo), ale przy obecnej wiedzy o językach Tolkiena, tudzież sposobie zapisu tengwaru dla innych języków, może to wymagać dopisania do tatuaży objaśnień, przypisów, odnośników, załączników i bibliografii, a na to może zabraknąć na ciele miejsca.
Dobra, wróćmy do obcych. Tak sobie gadamy, a tu nagle spostrzegamy pod sufitem coś o kształcie spodka, coś co wygląda jak… wielka Delicja (jako taka marka ciastek). Taka sama, jak te, co je przed chwilą jedliśmy, ale większa. I to coś nas obserwuje i gotuje się do ataku. I tu zdaliśmy sobie sprawę, że gdy rozważaliśmy różne kształty obcych, coś na podpowiadało: “Delicja, głupki!”. Toteż stwierdziliśmy, że nie ma co ryzykować kontaktu z tajemniczym obcym spod sufitu i zakończyliśmy spotkanie, składając wcześniej pozostałe ciastka w ofierze RPG-owcom, którzy za ścianą toczyli kampanię w wozie pancernym. I opuściliśmy klub.
To niby koniec, ale co mi szkodzi uznać za koniec spotkania moment, gdy wsiadłem do autobusu? Więc kto zna Katowice i lokalizację ŚKF-u wie, że idąc do centrum, można się natknąć na niejaki Spodek. Więc idziemy obok tegoż Spodka, na zegarze godzina ósma i nagle jak nie zacznie grać melodia z “Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia”. Hmm… przypadek? Patrzymy na Spodek, patrzymy… o Eru, on wygląda jak taka wielka Delicja, cośmy przed nią zwiali. Toż to Statek Matka!!! Chodu!!!
Dobra, kończę to “sprawozdanie”, bo późna pora i piszę coraz większe głupoty. Już piszę nieskładnie i bez sensu, prawda?
Oczywiście, było jeszcze parę innych tematów rozmów, sporo z nich równie ciekawych, ale to zostawiam do ewentualnego opisania komuś innemu. Mnie nie pasują do kompozycji sprawozdania. Do zobaczenia następnym razem (bodajże 17 października). A do tego czasu trzeba sprawdzić, czy naprawdę będzie Niewolnica Isaura po śląsku.
To jak, wpadniecie w piątek? Zapraszamy.
Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski


2 Komentarzy do wpisu "Kolejne spotkanie w Katowicach"
Galadhorn, dnia 15.10.2008 o godzinie 11:56
Uwielbiam to Lordowe poczucie humoru
Szkoda, ale znowu mam wyjazd i nie będę mógł być na katowickim spotkaniu
Tom Goold, dnia 15.10.2008 o godzinie 14:01
W takim razie Galu zapraszamy na kolejne w listopadzie, zapewne w okolicach Zjazdu Korespondentów ŚKF:)
Zostaw komentarz