Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Mythcon 39 (15-18 sierpnia b.r.)

Pisaliśmy już o tym wydarzeniu wiele miesięcy temu (zobacz wpis). Rozpoczyna się ono dziś! Przez cały weekend, od dziś – 15 sierpnia – aż do poniedziałku – 18 sierpnia – w Central Connecticut State University w New Britain, w amerykańskim stanie Connecticut, odbywa się kolejna konferencja Mythopoeic Society (Towarzystwa Mitopeicznego). Jest to 39. Mythcon, bo taką nazwę nosi od lat to doroczne wydarzenie. W tym roku miłośnicy twórczości mitopeicznej spotykają się pod hasłem “The Valkyrie and the Goddess: The Warrior Woman in Fantasy” (‚Walkiria i bogini: kobieta wojowniczka w literaturze fantasy’). Znamy już program konferencji. Pozwolę sobie wynotować z niego punkty tolkienowskie:

– Jason Fisher “Tolkien’s Wraiths, Rings, and Dragons: An Exercise in Literary Linguistics” (‚Tolkiena Upiory, Pierścieni i Smoki: pewne ćwiczenie z lingwistyki w literaturze’);

– David Bratman “The Forgotten Women of Middle-Earth” (‚Zapomniane kobiety Śródziemia’);

– Carl Hostetter: „‚The Circles of the World:’ Fate, Free Will, and the Oikumene in Elvish Thought” (‚Kręgi Świata: Los, Wolna Wola oraz Oikumene w myśli elfickiej’);

– Christina Scull “Memory as Evidence in Tolkien Scholarship” (‚Pamięć jako dowód w badaniach tolkienowskich’);

– Verlyn Flieger: “Fate and Free Will in Middle-earth.” (‚Los i Wolna Wola w Śródziemiu’);

– Leslie A. Donovan “Brightly Shining & Armed for Battle: The Valkyrie Legacy in Tolkien’s Middle-Earth Fiction” (‚Jaśniejące i uzbrojone: dziedzictwo walkirii w opowieściach fantastycznych Tolkiena o Śródziemiu’);

– dyskusja panelowa: Fairy Stories: A Discussion of “On Fairy Stories” and the Importance of Faërie in Our World (‚Baśnie: dyskusja o książce O baśniach oraz o znaczeniu Krainy Baśni w naszym świecie’ – z udziałem Marjorie Burns, Verlyn Flieger, Teda Nasmitha, Bernadette Bosky; prowadzi Anthony Burdge);

– Wayne G. Hammond “At Home Among the Dreaming Spires: Tolkien & Oxford University” (‚Być w domu pośród śniących iglic: Tolkien i Uniwersytet Oksfordzki’);

– Kristine Larsen “Sea Birds & Morning Stars: Ceyx, Alcyone, and the Many Metamorphoses of Eärendil and Elwing” (‚Ptaki morskie i Gwiazdy Zaranne: Keiks, Alkione i liczne metamorfozy Earendila oraz Elwingi’);

– dyskusja panelowa: „Women in Middle-earth” (‚Kobiety w Śródziemiu’ – z udziałem Teda Nasmitha, Sharan Newman, Davida Bratmana; prowadzi Janet Croft);

– Ted Nasmith “From Middle-earth to Westeros and Back Again; New Artworks in a Familiar Vein” (‚Ze Śródziemia do Westeros i z powrotem; nowe dzieła artystyczne w znajomym nurcie’);

– Nicholas Birns “Esoteric & Democratic: Tradition in Rowling, Tolkien, & Lewis” (‚Ezoteryczna i demokratyczna: tradycja u Rowling, Tolkiena i Lewisa’);

– dyskusja panelowa: „Language & Myth: The Role of Language & the Birth of New Languages in Fantasy” (‚Język i mit: rola języka i narodziny nowych języków w literaturze fantastycznej’ – Carl Hostetter, Arden Smith, Alexei Kondratiev, Sharan Newman; Ted Nasmith; prowadzi Jason Fisher);

– Jeff Swift: “Realistic War in Tolkien’s Battles” (‚Wojna realistyczna w bitwach opisanych przez Tolkiena’).

Gośćmi specjalnymi konferencji są:

Marjorie Burns, profesor języka angielskiego na Portland State University (stan Oregon, USA), która prowadzi kursy na temat J.R.R. Tolkiena, mitologii nordyckiej i celtyckiej itp. Jej wkład w tolkienistykę naukową to książka Perilous Realms, artykuły publikowane w takich pismach jak Mythlore i in.

Sharan Newman, historyka Średniowiecza i autorkę, która wiele swoich opowiadań umieszcza właśnie w Średniowieczu. Jest laureatką nagród literackich. Pisze też książki popularonaukowe, np. The Real History Behind the Da Vinci Code.

Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski, Wydarzenia

31 Komentarzy do wpisu "Mythcon 39 (15-18 sierpnia b.r.)"

M.L., dnia 16.08.2008 o godzinie 11:42

Program wygląda bardzo interesująco. Aż żal, że za oceanem.
Zestaw prelekcji jest kolejnym przykładem, obok ewolucji czasopisma „Mythlore” czy pojawienia się „Tolkien Studies”, postepującej w świecie anglosaskim profesjonalizacji tolkienistyki stała się faktem. Co oczywiście nie wyklucza innych form działalności, czego dowody znajdziemy chociazby w newsach tutaj zamieszczanych.

Z prelekcji najbardziej zainteresowaly mnie:

– David Bratman “The Forgotten Women of Middle-Earth” (’Zapomniane kobiety Śródziemia’); (to przede wszystkim z ciekawości o co może biegać) 😀

– Carl Hostetter: “‘The Circles of the World:’ Fate, Free Will, and the Oikumene in Elvish Thought” (’Kręgi Świata: Los, Wolna Wola oraz Oikumene w myśli elfickiej’);

– Christina Scull “Memory as Evidence in Tolkien Scholarship” (’Pamięć jako dowód w badaniach tolkienowskich’);

– Verlyn Flieger: “Fate and Free Will in Middle-earth.” (’Los i Wolna Wola w Śródziemiu’); (znam dotychczasowe poglądy prof. Flieger, ciekawi mnie, czy cos się w tym względzie zmieniło)

– Wayne G. Hammond “At Home Among the Dreaming Spires: Tolkien & Oxford University” (’Być w domu pośród śniących iglic: Tolkien i Uniwersytet Oksfordzki’);

A tak w ogole mam nadzieję, że teksty te zostana opublikowane.

Pozdrawiam

M.L.

Galadhorn, dnia 17.08.2008 o godzinie 11:49

Starasz się lansować tezę o konieczności „profesjonalizacji polskiego fandomu” (termin ukuty przez redaktor naczelną „Aiglosa”) na amerykańskim przykładzie? :) Jak rozumiesz termin „profesjonalizacja tolkienistyki”, bo dla mnie brzmi on nie tylko fałszywie, ale przede wszystkim okropnie… Uściślę – w tolkienistyce światowej (ale też naszej rodzimej) zawsze istniały działania naukowe i amatorskie, poważne i niepoważne. Nie widzę ani tendencji, ani potrzeby przeprowadzania jakiejś „profesjonalizacji”, bo w tym ruchu ma być miejsce dla tych „profesjonalnych”, ale też „nieprofesjonalnych” działań. Nie lubię czarodziejskich słów, które naszemu hobby mają nadawać „poważniejsze” oblicze. Do takich słów-zaklęć zaliczam Twoje ulubione „tolkienologia” i „profesjonalizacja”. Dla mnie są one pretensjonalne i nie mogę na to nic poradzić. 😉

Konferencje Mythopoeic Society i inne, spora ilość nowych, ciekawych i warsztatowo dobrych książek, opracowań, artykułów i wykładów to nie efekt jakiegoś nagłego przebudzenia tolkienistów, ale po prostu wynik nowych odkryć i publikacji tekstów Tolkiena, które nie były znane przed laty. Największy postęp w badaniach tolkienowskich zawdzięczamy cyklowi HoMe. Z radością obserwuję, jak z biegiem lat również na naszym podwórku znajomość tych nowych tekstów staje się niezbędna, gdy chce się coś ciekawego powiedzieć o twórczości Tolkiena. Ale nie nazwałbym tego jakąś postępującą „profesjonalizacją”.

M.L., dnia 17.08.2008 o godzinie 21:38

No cóż, to Twój problem i przez Ciebie wykreowany. Mi nic do tego.
Najchętniej, bym nie odpowiadał, ale jedna kwestia wymaga wyjaśnienia. Kreujesz tezy, ktore rzekomo są moje, a potem usilnie z nimi walczysz, nie widząc, że walczysz sam ze sobą.
Moja teza brzmi: „Pojawienie się profesjonalizacji jest nieuchronnym skutkiem rozwoju zainteresowania jakimkolwiek tematem”.
To nie wyklucza innych form, ani ich nie umniejsza. W każdej pasji jest miejsce na wiele postaci i form jej realizowania. Pisanie wierszy, lepszych i gorszych, tworzenie fanfików, lepszych i gorszych, rysowanie grafik i malowanie obrazów o bardzo różnej jakości. Wszystkie one są przejawem fascynacji. Ale zawsze przychodzi moment, w ktorym pojawia się pytanie: co dalej? Czy zostajemy, przy amatorskiej zabawie i radości czerpanej z tej zabawy, czy może chcemy zrobić krok więcej? I w żadnej z tych postaw nie ma niczego złego. A już zupelnie kuriozalną jest proba uczynienia ze słowa „profesjonalizacja” inwektywy.
Czy masz pretensje do „Mythlore”, że z klasycznego fanowskiego fanzinu, przekształcił się z profesjonalne pismo krytyczno-literackie?
Wbrew temu co twierdzisz, nikt nie chce przeprowadzać profesonalizacji fandomu.
A tak, na marginesie, profesjonalizm, na prawde nie jest niczym złym. I w sumie powinienem Ci podziękować, za kompelment.

Pozdrawiam

M.L.

Galadhorn, dnia 17.08.2008 o godzinie 22:14

:-) Zawsze udaje się Ciebie sprowokować…

Hasło „profesjonalizacji polskiego fandomu” rzucone było wiele lat temu, gdy powstawał (jak się okazało) „Aiglos”, przez ludzi z Twojego środowiska. W życiu nie przyszłaby mi samemu do głowy taka sarumaniczna myśl, a brzmiała pyszałkowato i śmiesznie już wtedy – hasło rzucone jak wyzwanie jednemu z najbardziej kreatywnych i ciekawych fandomów tolkienowskich jakim był i jest (bez potrzeby „profesjonalizacji”) nasz rodzimy fandom. Nie wraz z Tobą i ludźmi z Twojej grupy to wszystko się zaczęło i nie na Was się na pewno skończy.

Dziś gra jest o zupełnie inną stawkę – o utrzymanie pluralizmu i niedopuszczenie do tego, żeby działania fandomu skupiły się w jednej grupce. Dopóki istnieją ośrodki niezależne od Ciebie i Twojej grupy, dopóty monopolizacja i „profesjonalizacja” nam na szczęście nie grozi.

Piszę to jako współredaktor serwisu informacyjnego, który był przez Ciebie potępiony u samych jego początków – piszę z miejsca, nad którym „profesjonaliści” i „tolkienolodzy” nie sprawują i nie będą sprawowali kontroli.

Pozwólcie, drodzy Czytelnicy, że przypomnę powitanie, jakie zgotował Elendilionowi M.L. w kwietniu 2007 r. ( 😉 pisownia oryginalna):

„Powiem wprost i bez ogrudek, bo tylko to ma sens, jeżeli z projektu ma cokolwiek wyjść. Zresztą w kregu Elendilich i tak Ciesze się nie najlepszą sławą. Więc nikogo nie zdziwi to co napiszę. Sam pomysł jest ciekawy interesujący, ale pachnie mi próbą wyrugowania Cyberdusku, który do tej pory pełnił w jakimś stopniu serwisu wieści tolkienowskich. Czy robił to zawsze dobrze to inna sprawa, ale nie powiem by mi się podobało takie podkopywanie Cyberdusku.
Druga kwestia, też związana z Cyberduskiem, choć tym razem pośrednio. Tam po pierwszym runie i zalewie informacji zrobił się problem, kto, co i kiedy. I tak na prawde gros pracy spoczywa tam teraz na dwóch czy trzech osobach. Tu możecie na fali obecnego zalewu informacji dojśc do wniosku, że wam to nie grozi, tym bardziej, że za serwisem stoi liczna społecznośc Elendilich. Tym niemniej radził bym spojrzeć na doświadczenie innych i nie popadać w hurraoptymizm (jezeli nie popadliście to tym lepiej).
Trzecie, o czym już pisałem na Hobbitonie. Dla mnie osobiście drażniący jest i odpychający zbyt nachalny, moim zdaniem, związek z Elendilimi. Oczywiście to wasz wybór, ale pamiętać warto, że dokonując takiego wyboru, byc może od razu i z góry zniechęcacie do współpracy cały szereg osób, które chciałyby współtworzyć taki serwis, ale nie pod szyldem Elendilich (…).

Źródło: http://czytaj.elendili.pl/2007/04/12/elendilion-czyli-waciwie-co/

Zair Ugru-nad, dnia 17.08.2008 o godzinie 23:19

„Dziś gra jest o zupełnie inną stawkę – o utrzymanie pluralizmu i niedopuszczenie do tego, żeby działania fandomu skupiły się w jednej grupce. Dopóki istnieją ośrodki niezależne od Ciebie i Twojej grupy, dopóty monopolizacja i “profesjonalizacja” nam na szczęście nie grozi.”

A ja bym powiedziała, że właśnie dzięki temu, że istnieją niezależne od Twoich grupy i ośrodki, owa monopolizacja fandomowi nie grozi. Dzięki temu właśnie, że istnieją grupy, w których nikt nikomu nie narzuca jedynych słusznych poglądów i nie potępia ani krzywdzi tych, którzy mają odmienne zdanie i je wyrażają w kulturalny i logiczny sposób.

Profesjonalizm, cokolwiek by to nie oznaczało, to dla mnie osobiście obiektywizm i szacunek dla odmiennego zdania i podejścia drugiego człowieka. To jednocześnie droga rozwoju, w ramach którego powstają na coraz wyższym poziomie dzieła – eseje, fanfiki, wiersze, pieśni, inscenizacje – oraz forma ich prezentacji. I gdy nikt nikomu nie ogranicza jego własnej wizji i odbioru Legendarium.

M.L., dnia 19.08.2008 o godzinie 0:30

„Nie wraz z Tobą i ludźmi z Twojej grupy to wszystko się zaczęło i nie na Was się na pewno skończy.”
Ależ oczywiście, ze nie ode mnie się zaczęło. To przeciez każdy wie, żadna to wiedza tajemna. Zaczęło sie jeszcze w latach 60-tych, a nazwiska takie jak prof. Przemysław Mroczkowski, prof. Andrzej Wicher, prof. Andrzej Zgorzelski, prof. Jakub Z. Lichański, prof. Adam Ziółkowski, Tadeusz A. Olszański, czy Ryszard Derdziński odnajdziemy w przypisach nie jednej obcojezycznej pracy.
A na prawdę smutne było by na obecnym pokoleniu to sie skończyło. Fascynacja Tolkienem, takze ta profesjonalna i naukowa, trwa w naszym kraju od ponad 30 lat i mam nadzieje, że trwać będzie drugie, albo nawet trzecie tyle. Co więcej, jestem przekonany, że jeżeli nawet nadejdzie kiedyś czas, gdy być może Tolkien przestanie być aż tak popularny jak jest od czterdziestu lat, to nadal będzie przedmiotem studiów krytyczno-literackich, czy z zakresu historii literatury.

M.L.

Tom Goold, dnia 19.08.2008 o godzinie 8:14

Z pewnością warto przy tych nazwiskach wymienić również prof. Michała Błażejewskiego, któremu polscy tolkieniści zawdzięczają wiele interesujących publikacji w „Gwaihirzęciu” i pierwszą polską (oraz na polskim rynku wydawniczym) książkę poświęconą osobie J.R.R. Tolkiena.

Melinir, dnia 24.08.2008 o godzinie 19:09

„profesjonalizm ang. professional, książk.
Uprawianie zawodowo jakiejś dyscypliny, sztuki (…)
profesjonalny ,ang. professional, książk.
a) będący specjalistą w jakiejś dziedzinie; zajmujący się czymś zawodowo; zawodowy (…) b) traktowany, uprawiany jako zawód c) będący na wysokim poziomie w danej dziedzinie; rzetelny , fachowy”

([cyt. za]: Uniwersalny Słownik Języka Polskiego, tom 3, red. prof. S. Dubisz, PWN, Warszawa 2003, s.565.)

Zjawisko takie jak fandom – i w ogóle jakiekolwiek zjawisko, czy ogół ludzi pasjonujących się czymś / kimś nie może być profesjonalne bądź nieprofesjonalne. Profesjonalny może być tylko poziom w jaki manifestują swoje zainteresowania. I powaga, czy żart nie ma tu nic do rzeczy, ma natomiast jakość.
Z reguły, powiedzenie o kimś, że jest „profesjonalistą” w jakiejś dziedzinie, jest wyrazem uznania. Szczerze mówiąc, i sam Galadhorn jest profesjonalistą w swojej dziedzinie tolkienistyki, tj. filologii elfickiej, zwłaszcza sindarinu, inaczej nie zostałby uznany ani przez Hostettera ani przez innych znanych lingwistów tolkienowskich. Profesjonalizm, to po prostu przejście w pewnym momencie na wyższy poziom (jak słusznie zauważył M.L.) i to przejście nieuchronne, jeśli ktoś zamierza się rozwijać, a nie stać w miejscu. Czasami pomaga w tym zmiana warunków zewnętrznych. Tak było np. z czasopismami biuletynami klubowymi (skoro Galadhorn poruszył ten temat) – artykuły np. w „Gwaihirzęciu” na ogół były na wysokim poziomie, ale jakość ich edycji była nieprofesjonalna, bo nie było możliwości takich, jakie są obecnie (w latach 80tych poziom edytorski był dość wysoki – załamał się po zmianie ustroju, bo znacznie trudniej było o dofinansowanie. Trzeba było parunastu lat, by biuletyny klubowe stały się w miarę profesjonalnymi edytorsko czasopismami). Kiedy tylko pojawiła się możliwość porządniejszego wydawania, natychmiast zaczęto to robić. Dzisiaj np. Gwaihir jest wydawany profesjonalnie – na dobrym papierze, z elegancką okładką, a nie (jak Gwaihirzę) w formie luźnych kartek spiętych spinaczem, etc. „Aiglos” zaś od początku swojego istnienia był wydawany jak współczesne czasopisma, z jednolitym i zaprojektowanym z góry layoutem, rozpoznawalnym logo, w drukarni. Dodatkowym bodźcem mogło być także pojawienie się internetu i wyjście fanzinów poza obieg klubowy – sporo osób czytających „Aiglosa” czy „Gwaihira”, jak również autorów do tych czasopism piszących, nie ma nic wspólnego z fandomem.
Tak samo, jeśli chodzi o profesjonalizm jest z tekstami literackimi i krytycznoliterackimi. Inaczej pisze licealista, nawet bardzo zdolny i inteligentny, inaczej student, inaczej profesor lub osoba zajmująca się pisaniem esejów na tyle długo, że zdołała sobie „wyrobić pióro”. Z każdym krokiem w rozwoju osobowym i intelektualnym, jeśli ktoś pasjonuje się jakąś dziedziną, obojętnie jaką, pasjonuje na tyle mocno, że rozwija się, a w dodatku ma predyspozycje lub talent, następuje profesjonalizacja, niestety. Chyba wolimy czytać teksty mądre, dobrze napisane, oglądać ilustracje piękne i dobre technicznie niż kiepskie. W jakimkolwiek czasopiśmie literackim (a druk wciąż jest nobilitacją), choćby z dziedziny fantastyki nie patrzą na to, czy potencjalny pisarz uwielbia temat, na który pisze, tylko czy umie pisać na pewnym poziomie. Oczywiście, jeśli tekst jest dobry, ma ciekawe tezy etc., a napisany jest średnio, to włączają się redaktor i korektor, poprawiając, co się da (jeśli się da) lub radząc autorowi, żeby coś zmienił, bądź wrócił do tematu za jakiś czas. To też element profesjonalizacji. Czyli po prostu wysokiego poziomu. Nie wszystkie osoby piszące o Tolkienie i jego twórczości, rysujące, piszące fanfiki są zawodowymi naukowcami, grafikami, pisarzami i nikt nie robi takich rozróżnień – liczy się to, czy umiesz to robić i to robić dobrze, na, no właśnie, „profesjonalnym” poziomie. Bo to wciąż jest wyraz uznania.

Galadhorn, dnia 26.08.2008 o godzinie 17:21

Witajcie. Wróciłem przed chwilką z Zakaukazia. Niesamowita część świata. Zapraszam na blog po więcej wrażeń i refleksji.

Co do „profesjonalizmu”, a zwłaszcza przywołanej tu „profesjonalizacji” (którą kiedyś chciała wprowadzać w polskim fandomie Nifrodel). Jeżeli ktoś swoją działalnością zasługuje na miano profesjonalisty, to jest to wspaniałe i na pewno cieszy kogoś taka opinia o nim. Jeżeli jednak ktoś sam chce „profesjonalizować” i z tej pozycji spogląda na społeczność miłośników Tolkiena w Polsce to jest to nawet nie tyle pyszne, co żałosne. Na epitet profesjonalisty trzeba sobie zasłużyć – wtedy wszystko jest na swoim miejscu.

Melinir, dnia 27.08.2008 o godzinie 10:52

Przepraszam, zgłupiałam. Znaczy, ze oni nie są profesjonalistami w swojej dziedzinie? P. Hostetter, p. Scull, p. Flieger? I pisma, ktore ich drukują, konfesrencje, na których wystepują nie są profesjonalne??? Bo to tak zabrzmiało, że M.L. pochwalił dobry program Mythconu i wysoki poziom czasopism anglosaskich, a Ty zacząłeś robić wyrzuty za użycie słowa „profesjonalizm” i „profesjonalny”, dlatego uznałam, ze warto coś wyjaśnic, że to pochwała i to duża. W dodatku to odebrałeś jako przytyk do polskiego fandomu. Co ma piernik do wiatraka? Czy my się mamy czegoś wstydzić? Parę dobrych nazwisk tu padło, czy mamy się ich wstydzić, bo do pięt nie dorastamy Anglosasom??? I jak nas cenią, to przez pomyłkę? Jak cenią „Gwaihira”, „Simbelmyne” i „Aiglosa” to przez pomyłkę, albo z litości? Przepraszam, czegoś nie rozumiem. Ale tak mi wynika z tego, co piszesz. Moze ja czegoś nie rozumiem?

Melinir, dnia 27.08.2008 o godzinie 11:14

Ogromnie przepraszam, wkradły się głupie literówki. Coś pokręciłam przy przenoszeniu. Poniżej tekst dobry.

Przepraszam, zgłupiałam. Znaczy, że oni nie są profesjonalistami w swojej dziedzinie? P. Hostetter, p. Scull, p. Flieger? I pisma, które ich drukują, konferencje, na których występują nie są profesjonalne??? Bo to tak zabrzmiało, że M.L. pochwalił dobry program Mythconu i wysoki poziom czasopism anglosaskich, a Ty zacząłeś robić wyrzuty za użycie słowa “profesjonalizm” i “profesjonalny”, dlatego uznałam, że warto coś wyjaśnić, że to pochwała i to duża. W dodatku to odebrałeś jako przytyk do polskiego fandomu. Co ma piernik do wiatraka? Czy my się mamy czegoś wstydzić? Parę dobrych nazwisk tu padło, czy mamy się ich wstydzić, bo do pięt nie dorastamy Anglosasom??? I jak nas cenią, to przez pomyłkę? Jak cenią “Gwaihira”, “Simbelmyne” i “Aiglosa” to przez pomyłkę, albo z litości? Przepraszam, czegoś nie rozumiem. Ale tak mi wynika z tego, co piszesz. Może ja czegoś nie rozumiem?

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 14:11

Melinir, to proste. Po pierwsze uważam, że określać coś mianem profesjonalnego mają prawo odbiorcy, a nie twórcy. Dawno temu Nifrodel rzuciła na F1 hasło konieczności „profesjonalizacji polskiego fandomu”, potem pojawiły się terminy w rodzaju „tolkienologia”, oburzenie, że ktoś czasopismo tworzone przez fanów dla fanów nazywa fanzinem (chodzi oczywiście o Waszego „Aiglosa”) – wszystko wygląda mi na pretensje niektórych przedstawicieli tego środowiska (mam na myśli np. Nifrodel, M.L.-a) do bycia czymś wyższym i szlachetniejszym niż dotychczasowy fandom. Śmieszy mnie, gdy ktoś poprawia swoje ego określając swoją działalność „-logią”, fanzin czymś od fanzinu zasadniczo innym, chęć zaistnienia „profesjonalizacją”.

Według mnie, czytelnika „Aiglosa”, jest to pismo dość profesjonalne (choć nie każdy tekst w tym piśmie był najwyższych lotów), ale to ja – jeden z „zewnątrz” mam prawo tak je określać – gdy robią to przedstawiciele redakcji, jest to trochę, że tak powiem, pyszne.

M.L., dnia 27.08.2008 o godzinie 15:23

Prosze Cię wskaż wypowiedź Nifrodel, w której rzucila to hasło.

M.L.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 15:59

Tutaj ( http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=20190&highlight=profesjonalizacja#20190 ) Nifrodel napisała:

„Wydaje mi się, ze jedynym sposobem na zmianę takiego stanu rzeczy jest profesjonalizacja fandomu (przy udziale autorytetów jak Lichański, Gumkowski, TAO czy Ziółkowski a także Banaszkiewicz), co bedzie powodowało utrzymanie wysokiego poziomu dyskusji i tekstów. (…)”

Mądrze odpowiedział jej wtedy Tom Goold:

„Nie bardzo rozumiem co oznacza używane wyżej pojęcie „profesjonalizacja fandomu” (te dwa słowa zresztą chyba sobie trochę przeczą)? Wreszcie na czym miałoby to polegać, w jaki sposób funkcjonować? Czy miałaby powstać jakaś nowa Biała Rada kontrolująca to co się ukazuje w Polsce? Być może to hasło brzmi chwytliwie, ale nie widzę szans i możliwości na jego realizację… Nie sądzę też, aby osoby które zostały wymienione z nazwiska miały na coś takiego ochotę… więcej… mam przyjemność znać większość z nich i wiem, że nie mają na pewno.
Poza tym nie jest tak, że środowiska fanowskie i naukowe egzystują obok nic o sobie nie wiedząc… Nic bardziej błędnego – chyba, że określenie „polski fandom tolkienowski” mylimy z „fanami Tolkiena w internecie”. ”

M.L., dnia 27.08.2008 o godzinie 16:01

A ja myslę, że wprowadzasz ludzi z premedytacja w błąd.

M.L.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 16:06

:) Dziwnie wygląda Twoja opinia wobec faktów przedstawionych powyżej, MumakiLu.

M.L., dnia 27.08.2008 o godzinie 16:17

To niech teraz każdy sam przeczyta ten wpis Nifrodel, jak i cały wątek i niech każdy sam wyciagnie wniosek, czy to o co chodzilo Nif, jest tym, co sugreujesz. Każdy ma rozum i umie sie nim posłuzyć. A Tobie dziękuje, ze zamieszczenie tego linka.

M.L.

Zair Ugru-nad, dnia 27.08.2008 o godzinie 16:33

A ja jestem ciekawa, kiedy i gdzie ktokolwiek z Redakcji „Aiglosa” określił z pychą i w kontekście samouwielbienia, ten półrocznik jako „wydawnictwo profesjonalne”? Jakoś nie przypominam sobie tego. Pamiętam jedynie, że Nifrodel prosiła o użycie na „Niezapomince” określenia „almanach tolkienowski”, co jest zresztą zgodne z nazwą widniejącą na okładce „Aiglosa”.

Natomiast zawsze, przy okazji wydania każdego kolejnego numeru pojawiają się informacje, które w bardzo miły, zachęcający i ciepły sposób przedstawiają jego zawartość, i bynajmniej nie dało sie wyczuć w nich jakiejkolwiek pychy czy roszczenia praw do profesjonalizmu.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 17:11

Zair, nie trzeba daleko szukać. M.L. – członek redakcji „A” – nie raz w paternalistyczny sposób oceniał i beształ inne polskie fanziny. Ostatnio w nieprzyjemny i znów paternalistyczny sposób, jako samozwańczy arbiter polskiego ruchu tolkienowskiego, był łaskawy odnieść się do zawartości „Gwaihira” i nie były to słowa wymawiane z pozycji równego – Czołowy Tolkienolog zawsze do nieswoich przemawia z góry. Możesz wierzyć lub nie, ale w różnych miejscach na przestrzeni ostatnich lat niektórzy członkowie redakcji „Aiglosa” przedstawiali swoje pismo jako jedyne tolkienowskie pismo profesjonalne w Polsce.

Może drażni istnienie innych, nie-swoich inicjatyw? MumakiL miejsca, których nie jest w stanie kontrolować – jak nasz skromny serwis – od samego początku obrzucał głoszonymi ex cathedra oskarżeniami i niechęcią.

Ze swojej strony kończę. Powiedziałem, co leżało mi na sercu. Jest też gorzka refleksja, że publiczność (patrząc po statystykach serwisu) karmi się ostrymi wymianami zdań, a inne ciekawsze tematy czytane są rzadziej i komentowane jeszcze rzadziej 😉

Melinir, dnia 27.08.2008 o godzinie 22:35

Odpowiadam hurtem.
Galadhornie, ale co Twoje uwagi o twórcach i pysze etc. mają do tematu??? Przecież M.L. nie napisał w poście, że sam jest wspaniałym profesjonalistą, i nie uprawiał autoreklamy tylko – z punktu widzenia czytelnika „Mythlore” i „Tolkien Studies” – pochwalił za profesjonalizm konwent Mythcon i czasopisma anglosaskie. Czyli wystąpił z propozycji odbiorcy, a jako pracownik naukowy zna się na rzeczy i umie ocenić wartość tekstów. Co zaś do Nifrodel i tego hasła. Przepraszam, przeczytałam całą dyskusję na podanych stronach i dalej kompletnie nie rozumiem, o co chodzi. I dlaczego pojęcie „profesjonalizacji” miałoby być obraźliwe dla kogokolwiek. Mam wrażenie, że Tom w pierwszym momencie nie zrozumiał kompletnie, o co chodziło i stąd ta „Biala Rada”. „Profesjonalizacja fandomu” jest mocno niezręcznym sformułowaniem językowym, ale Nifrodel chodziło (i wyjaśniła to) o ścisłą współpracę z wymienionymi tam osobami – tzn. zapraszanie ich na konferencje, namawianie na pisanie tekstów etc. – tak ja to w każdym razie zrozumiałam (a mam jednak za sobą trening w czytaniu i rozumieniu tekstów) – zresztą można to wszystko przeczytać. Nie ma tam mowy o pysze, nie ma przejawów pychy, nie doczytałam się deklaracji typu: „ja jestem super, zrobię to, a nikt inny nie ma prawa”. Poruszono m.in. problem oceny tekstów, ale we wszystkich redakcjach czasopism literackich są osoby, które się zajmują takimi rzeczami i wyznaczają pewien poziom nadsyłanym esejom i utworom. Wywiązała się dyskusja na forum, osobiście przeczytałam ją z ciekawością. I dalej nie rozumiem co ma piernik do wiatraka tj. dlaczego tego typu sformułowania, nawet jeśli niezręczne, miałyby być dla kogoś obraźliwe, i świadczyć o pysze i jakichś niezdrowych emocjach. I tak poruszać, że na dźwięk słowa „profesjonalizm” zaraz przypomina się to sformułowanie, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z poruszanym tematem. I co ma do tego „Aiglos”?
Co do przypisywania wypowiedziom M.L-a paternalizmu i wyższości. Czasem jest złośliwy, fakt, ale to nie paternalizm, czy traktowanie wszystkich z góry. Nie zauważyłam wypowiedzi świadczących o wyższości, raczej beznamiętny i czasem kategoryczny ton historyka. Ale takim stylem pisze (i często mówi) 90 % pracowników naukowych, więc Twoje zastrzeżenia to kwestia indywidualnego odbioru, a nie rzeczywistości. Twierdzenie, że ktoś jest paternalistyczny i z góry wszystkich traktuje, zwłaszcza tych, co stoją niżej, bo pisze chłodno, rzeczowo i spokojnie, konkretnie, kategorycznie (czasem nawet zbyt kategorycznie) formułując opinie, jest, moim zdaniem, bardzo niesłuszne.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 22:40

Przez lata zdążyłem widocznie poznać pana MumakiLa z innej strony niż Ty, Melinir. :-)

Melinir, dnia 27.08.2008 o godzinie 22:48

Ale nigdy nie miałeś okazji poznać go w „realu”.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 22:53

Ależ miałem :-)

Zair Ugru-nad, dnia 27.08.2008 o godzinie 22:57

„M.L. – członek redakcji “A” – nie raz w paternalistyczny sposób oceniał i beształ inne polskie fanziny.”

Nigdy się z tym nie spotkałam. I piszę to zupełnie poważnie, bo nie trawię, gdy ktoś oczernia drugą osobę. No chyba, że w Twoim mniemaniu zaciera się kompletnie różnica pomiędzy paternalizmem a żartami, których również nigdy nie odebrałam jako „besztające” czy deprecjonujące.

„Ostatnio w nieprzyjemny i znów paternalistyczny sposób, jako samozwańczy arbiter polskiego ruchu tolkienowskiego, był łaskawy odnieść się do zawartości “Gwaihira” i nie były to słowa wymawiane z pozycji równego – Czołowy Tolkienolog zawsze do nieswoich przemawia z góry.”

Gdzie, w którym miejscu M.L. wykazał taki stosunek do „Gwaihira”?? Sorry, wszystkie jego wypowiedzi były raczej nacechowane radością z tego, że „Gwaihir” został wznowiony. Chyba, że Ty się doczytujesz między wierszami?

Nie ma to, jak walnięcie między oczy nie popartą niczym interpretacją, aż nazbyt subiektywną i zabarwioną osobistą niechęcią, a nawet wrogością.

Galadhorn, dnia 27.08.2008 o godzinie 23:07

Kto sieje wiatr, ten zbiera burze. Ale na szczęście choć psy wyją, karawana jedzie dalej :) [wiem, że każda strona zinterpretuje to na własną korzyść]

M.L., dnia 27.08.2008 o godzinie 23:34

Mel, Valhallo, dziękuję za stanięcie w obronie. nIe było takiej potrzeby, ale i tak dziekuję. Nie odpisuję sam, bo to nie ma najmniejszego sensu. Jak widać każda moja wypowiedź zostanie wykrzywiona, poddana interpretacji: radość okaże się radością złosliwą, krytyka, paternalistyczną oceną, i takiem tam, nie warte wzmianki bzdety.
Nie ma co sie kłócić, szarpać i tracić nerwów.
Rzeczywistość pozostaje taka, jaka jest, a kłamstwo ma krótkie nogi.
Wystarczy spojrzeć na spis tresci „Gwaihira” nr 9, by zobaczyć kto poświęca czas na niepotrzebne kłótnie, fałszywe oskarżenia, psucie atmosfery, sianie fermentu, a kto na coś innego.
Tyle, że to będzie w tej sytuacji, chyba mój ostatni tekst dla Gwaihira, tak więc rzekoma groźba jego przejęcia odeszła do lamusa.
Mam też szczerą nadzieję, Galadhornie, że zapełnisz lamy tego szlachetnego pisma, duża ilością dobrych artykułów i recenzji. Jesteś zdolnym i inteligentnym czlowiekiem, który w jakimś momencie się pogubił i niepotrzebnie traci czas na kreowanie sobie wrogów. Zamiast się zapętlać i szamotać, zużyj swój czas i energię o na coś bardziej konstruktywnego. Gwarantuję Ci, wszyscy, łacznie ze mną będa o wiele szczęśliwsi.

I to wszystko co mam w tej kwestii do powiedzenia.

Dobranoc. Miłych snów.

M.L.

Galadhorn, dnia 28.08.2008 o godzinie 5:33

Kolejny przykład paternalizmu :) („Jesteś zdolnym i inteligentnym czlowiekiem, który w jakimś momencie się pogubił i niepotrzebnie traci czas na kreowanie sobie wrogów”). Ale nic to. Nie spodziewałem się niczego innego.

I powtórzę jeszcze raz, żeby Wielki Niesprawiedliwie Oskarżany zrozumiał: kto sieje wiatr, ten zbiera burze. Zamiast być czasem MumakiLem w składzie hobbickiej porcelany, powściągnij swój język, nie dokuczaj, nie wyzołziaj się złośliwie, nie kłam 😉 bo zło wróci do „zło-czyńcy” – czasem z nawiązką.

Byłbym obłudny, gdybym Cię serdecznie pozdrawiał. Ciao!

P.S. Mel i Zair, zapewne tylko ja i M.L. pamiętamy, jak długo toczy się nasz spór o „profesjonalizację” :) Moim zdaniem w pierwszym komentarzu Olifant (że pozwolę sobie na hobbityzm, żeby uniknąć powtórzeń) nawiązywał do tamtego sporu i dlatego moje nożyce się odezwały.

Zair Ugru-nad, dnia 28.08.2008 o godzinie 8:01

Galadhornie, próbujesz przekonać mnie, Melinir, innych Czytelników czy samego siebie? Mnie jest naprawdę bardzo trudno przekonać subiektywną oceną innych, a szczególnie tak negatywną i wrogą. Jeśli samego siebie chcesz przekonać (po raz kolejny już zresztą), to cóż… każdy ma wolność wyboru drogi i czynienia zgodnie ze swoją wolą, szkoda tylko, że czasami tym wyborem szkodzi innym.
Niemniej dziękuję za szczerość, wiele się dowiedziałam z tej dyskusji.

Galadhorn, dnia 28.08.2008 o godzinie 9:08

Dzięki za Twoje zdanie, Zair. Trudno jednak uznać to zdanie za obiektywne. Jesteś wieloletnią przyjaciółką M.L.-a i nie pozwala Ci to spojrzeć na ciężkostope mumakile chłodnym okiem :-) Jaki słoneczny dzień! Może zakończymy już tę nic nie wnoszącą pozytywnego dyskusję?

Zair Ugru-nad, dnia 28.08.2008 o godzinie 9:58

Galadhornie proszę Cię, nie decyduj za mnie, co mi pozwala, a co nie zachować chłodny dystans. Sama mam tego świadomość i nie lubię, gdy ktokolwiek próbuje pokazać, że wie lepiej ode mnie, co czuję. I jeśli wyrażam publicznie własne zdanie, to staram się bazować przede wszystkim na faktach. Owszem, jest to w pewnym stopniu mój punkt widzenia i samo to decyduje o pewnym procencie subiektywizmu wynikającego z faktu, że każdy z nas myśli inaczej, ale nie wyobrażam sobie obrzucania kogokolwiek inwektywami.

I na tym kończę. Raz jeszcze dziękuję wszystkim za szczere słowa, a wnioski z tej wymiany zdań zachowam zapewne na długo, chyba, że mi ktoś je mieczem z głowy wybije, co być może byłoby całkiem niezłym wyjściem :]

Galadhorn, dnia 29.08.2008 o godzinie 1:12

Świetna relacja z Mythconu na blogu Jasona Fishera: http://lingwe.blogspot.com/2008/08/mythcon-conference-report.html

Zostaw komentarz