300 przekładów…
Pragnę wystukać kilka słów na temat TAOwskich 300 przekładów dla fanów pod nieba skłonem. Zacznę może od tego, że zdziwiły mnie wypowiedziane w ostrym tonie zarzuty wobec tej pozycji – zdarzył się nawet osąd twierdzący, że praca ta była daremna.
Od początku traktowałem omawiany tytuł jako fanowski, swoisty ewenement, rozumiałem jego specyfikę polegającą na byciu książką-zagadką dla samego autora. Recenzując 300 przekładów… należy uznać niedoskonałość ludzką, również własną, i ulgowo traktować kwestię poprawności nie tylko egzotycznych tłumaczeń Rymów. Nie oznacza to jednak, że odnalezione błędy w znanych nam kodach językowych nie mogą być poddane krytyce.
Wysłałem Melinir listę wychwyconych przeze mnie niedociągnięć i wydaje mi się, że na takim działaniu powinno się poprzestać jeśli chodzi o krytykowanie merytorycznego aspektu tego dzieła. Nie miejsce to i czas, by zamieszczać tutaj ten spis – żywię nadzieję, iż w wydaniu drugim poprawionym naniesione zostaną wszelkie korekty, które zapewne spływają do autora i redaktora tekstu.
Skoro już jesteśmy przy minusach, powtórzę za Zair Ugru-nad zarzut w stronę jakości zeskanowanych zapisów tengwicznych i niektórych egzotycznych alfabetów – niestety bardzo rzuca się to w oczy i psuje ogólnie wspaniałą szatę graficzną książki. Karolina “Melinir” Stopa-Olszańska zadbała o przepełnione symboliką karty rozdziałów i estetykę wydania, skutecznie czyniąc ze zbioru TAO miniaturkę, którą z przyjemnością bierze się do rąk co jakiś czas. Kolejnym zarzutem jest brak spisu treści czy skorowidza tłumaczeń – którykolwiek z nich skutecznie ułatwiłby odszukanie potrzebnej nam w danej chwili wersji.
Tyle w kwestii zarzutów.
Czy wypada zachęcać wszystkich do kupna? Tytuł bez precedensu – dla ludzi z filologicznym nerwem “jazda obowiązkowa”. Tadeusz A. Olszański pozbierał rozsypane po sieci tłumaczenia, wydając przy pomocy swojej żony Karoliny, Elżbiety Gepfert i grona konsultantów zacną rzecz. Jeśli ktoś odczuwa magię tych wersów nie będzie zastanawiał się długo.
Recenzowanie tego zbioru nie należy do rzeczy łatwych, może więc dla podsumowania chaotycznego wywodu postaram się rozróżnić pokrótce plusy i minusy 300 przekładów:
Plusy:
- Twarda, piękna okładka i dobrej jakości papier
- Bardzo stylowa szata graficzna, schludna redakcja
- Unikalny zbiór tłumaczeń, parafraz i parodii Rymów Pierścienia
- Transkrypcje z zazwyczaj obcych Polakom systemów pisma i komentarze autora
- Wstęp i nazwy języków po angielsku
- Lekka forma wynikająca z udanego doboru parodii i charakterystycznych uwag autora
Minusy:
- Brak spisu treści / skorowidza do języków
- Słaba jakość skanów
- Niestety literówki i błędy, choć może jestem przewrażliwiony
Zachęcam do podzielenia się wrażeniami osoby posiadające ten zbiór.
Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski, Lingwistyka tolkienowska, Nowości wydawnicze, Recenzje


2 Komentarzy do wpisu "300 przekładów…"
Zair Ugru-nad, dnia 24.06.2008 o godzinie 9:50
Tornene, mam wielką prośbę
O zwracanie się do mnie oraz jakiekolwiek powoływanie się na moje słowa przy użyciu mego aktualnego imienia
Szczególnie, że figuruje ono przy moim poście na Forum Hobbitonu, na który się powołujesz. Inna sprawa, że nie jest ono w Neo-Czarnej Mowie, przed używaniem której niektórzy się wzdragają, ale w rekonstrukcji adunaiku. A imię to jest dla mnie bardzo ważne, stąd moja prośba
Wszystkim zainteresowanym polecam jeszcze wypowiedzi na Forum Hobbitonu, o których wspomina Tornene: http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?t=4113&postdays=0&postorder=asc&&start=0
Tornene, dnia 24.06.2008 o godzinie 10:05
Jasne, przepraszam. Funkcjonujesz w mojej pamięci jako V., ale oczywiście już wbijam sobie krasnoludzkim młotkiem do głowy, że: “tylko i wyłącznie nowy nick”.
Pozdrawiam i sorkiszonię jeszcze raz. [img]simbelmynë[/img]
Zostaw komentarz