Taki sobie felietonik o tolkienowskim felietonie
Znowu mi się trochę nudziło – tak, o zgrozo znudziłem się (s)pokojem – i postanowiłem zmalować felietonik o felietonie tolkienowskim. Uciekając się do najpodlejszej z metod szukania definicji, ująłem myszkę, przejechałem kursorem po ekranie i znalazłem definicję felietonu w wyklętej przez poważnych dziennikarzy i badaczy Wikipedii (tju):
Felieton (fr. feuilleton – zeszycik, odcinek powieści), specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający – często skrajnie złośliwie – osobisty punkt widzenia autora. Charakterystyczne jest częste i sprawne “prześlizgiwanie” się po temacie.
Jaki powinien być felieton na stronie tolkienowskiej? No bo Tolkien – wiadomo – spokój, szacunek, powaga, a tu lekka forma, złośliwość nawet, osobisty punkt widzenia, prześlizgiwanie się po temacie… Burarum, złośliwy być nie umiem (tu ma być ikonka z językiem), lekka forma przy przyciężkawym umyśle to też trudna sztuka, osobisty punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Kurcze, chyba skasuję wszystkie poprzednie moje tak zwane (tu wielgachny cudzysłów) felietony tolkienowskie…
Kategorie wpisu: Felietony tolkienowskie


Brak komentarzy do wpisu "Taki sobie felietonik o tolkienowskim felietonie"
Zostaw komentarz