Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

O przeświecaniu, czyli “Pieśń o Eru ukrytym”.

Tekst ten jest polemiką wobec poniższego tekstu Galadhorna Pod korcem ukryć światło…

Posługując się metaforyką światła: Tolkien nie chował go pod korzec, ani nie wystawiał na świecznik. Pozwolił mu przeświecać w błyskach – i tylko tyle, i aż tyle. Potrafił pociągnąć do światła, ale drogę do światła pozostawił czytelnikowi. Nie wciskał mu na siłę tego światła, aby nie poparzyć, nie oślepić. Tu, jak uważam, tkwi jego geniusz delikatności w sprawach dzielenia się wiarą.

Znalazłem w listach idealnie pasujący tu cytat (list JRRT do Carole Batten-Phelps, Listy. nr 328)

“But by a strange chance, just as I was beginning this letter, I had one from a man, who classified himself as ‘an unbeliever, or at best a man of belatedly and dimly dawning religious feeling … but you’, he said, ‘create a world in which some sort of faith seems to be everywhere without a visible source, like light from an invisible lamp‘. “

Natomiast w liście nr 142, do Roberta Murraya, o który wspomina Galadhorn, Tolkien napisał:

“The Lord of the Rings is of course a fundamentally religious and Catholic work; unconsciously so at first, but consciously in the revision. That is why I have not put in, or have cut out, practically all references to anything like ‘religion’, to cults or practices, in the imaginary world. For the religious element is absorbed into the story and the symbolism.”

- jaka “tolkienologiczna legenda”? Albo się na serio traktuje to co sam Tolkien stwierdził, albo nie.

Wiadomo i nie trzeba cytować, jak bardzo Tolkien nie lubił alegorii. Jak wyraził w powyższym liście, preferował symbolizm. Gdyby chciał, nie usuwałby elementów religii ze swojego dzieła, nad którym pracował kilkanaście lat – jak twierdził, każde zdanie jest przemyślane i na swoim miejscu. Kiedy oddawał Władcę do druku, wiedział, że nie wydadzą go razem z Silmarillionem, tak? Mógł zawrzeć w Dodatkach więcej swoich przemyśleń stricte na temat wiary. Mógł w przedmowie napisać o swoich katolickich inspiracjach – dlaczego nie “oddał sprawiedliwości” Bogu? Więc nie dostrzegam tu błędu ahistorycyzmu. Zresztą w “Silmarillionie” też nie ma wyraźnego naprowadzenia na katolickie chrześcijaństwo, jest tylko przekalkowana (z dość znacznymi wyjątkami) kosmogonia – zresztą wspólna z judaizmem i sięgająca korzeniami do mitologii perskich (zwłaszcza angelologia).

Gdyby Tolkien chciał napisać podręcznik do spraw wiary, to by napisał. Wybrał mit i symbolizm, alegorią się brzydził. Jak widać w powżej cytowanym liście, do wielu niereligijnych osób rozproszone światło dotarło.

Co do “szukania prawdy” w dziełach Tolkiena – nie mam absolutnie nic przeciwko temu! Tylko chciałbym, żeby każdy robił to sam – symbol ma to do siebie, że każdy odczytuje go subiektywnie. Tymczasem ciągle narzuca się innym swoją wizję i traktuje przy tym tych, którzy inaczej odczytują Tolkiena, z góry. Tych, którzy wolą swoje tolkienowskie przeświecające światło, swój Estel, podziwiać własnymi oczyma we własnych ciemnościach. Bez, jak napisała w komentarzu Ankali, “bicia po oczach”. Bez wchodzenia z butami w dwie intymne sfery na raz: sferę prywatnej wiary i sferę prywatnego odczytywania swojej ukochanej książki, bez moralizatorstwa i dzielenia fanów Tolkiena (w tym chrześcijan) na tych lepszych i tych gorszych (“fanów Mroku”, “kłaniających się Żelaznej Koronie”, “nolimowatych kontestatorów”, “odcinających się od korzeni”, “konformistów”, “liberałów”, etc. – skąd ja znam taką retorykę?…)

Tak, tekst w poniższym artykule Galadhorna Pod korcem ukryć światło… (po “pyta się mnie na przykład tak:”) jest mojego autorstwa, z naszej prywatnej korespondencji. Wykorzystany bez mojej zgody i nawet wiedzy. Nie pierwszy raz Galadhorn wyciąga prywatne polemiki na świecznik, starając się udowodnić, jak bardzo głęboko tkwię w błędzie (czyt. grzechu) . Jaki to ma sens, poza wykazaniem się swoją pobożnością względem kogoś innego (znów mnie)? Przepraszam za element prywaty, ale wpisuje się w odpowiedź na retorykę Galadhorna. Nie atakuję, pytam, bo zostałem w dość paskudny sposób (anonimowo) wywołany do tablicy (dodatkowo z ironicznymi komentarzami w prywatnej wiadomości, których tu oszczędzę).

Lacho calad! Ale niech świeci without a visible source, like light from an invisible lamp, jak to zostawił Tolkien.

Kategorie wpisu: Felietony tolkienowskie

25 Komentarzy do wpisu "O przeświecaniu, czyli “Pieśń o Eru ukrytym”."

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 20:44

Nie będę polemizował w oddzielnym felietonie. Pozwolę sobie na kilka zdań tutaj, w komentarzu. Bez zbędnej kurtuazji dziękuję za zainteresowanie moim tekstem. Mam jedną refleksję – czasem ludzie projektują swoje cechy na innych. Jeżeli porównamy dwa teksty – mój i Nolimona – i zapytamy, kto moralizuje, kto ukazuje siebie w lepszym świetle i traktuje drugą stronę z wyższością, to odpowiedź wcale nie musi być trudna. Niepotrzebne są te przytyki osobiste, tym bardziej, że nie podajesz krytyki wobec jakiejś postawy, tylko wobec konkretnej osoby. I nie, nie przyzwyczaiłem się i nie przyzwyczaję do ataków na moją osobę.

Nie piszesz w jakich konkretnie sytuacjach i tekstach wciskam na siłę ludziom katolicyzm przy okazji badania biografii Tolkiena i jego dzieł literackich. Nie podajesz konkretnych przykładów. Piszesz ogólnie, a ogólnie to można udowodnić każdą rzecz. Zwłaszcza, jak się kogoś nie lubi. Nolimonie, moje intencje są dokładnie takie, jak piszesz: szukam chrześcijańskiego symbolizmu, a nie alegorii, traktuję teksty Tolkiena jak witraż, przez który przebija Światło. Inną sprawą jest etyka opisana na kartach książek Tolkiena oraz biografia pisarza. Tolkien przedstawia to, co nazywa “dobrą etyką”, jednak Ty chciałbyś zabronić znajdywania dla tej etyki odpowiednika w świecie realnym i w wartościach, które są znane jako istotne dla samego Tolkiena. No i chyba najwyraźniej nie pasuje Ci poszukiwanie katolickich wątków w biografii JRRT. Ale dlaczego?

Nolimonie, gdyby złe było rozjaśnianie źródeł mitologii Tolkiena, złe byłyby jakiekolwiek prace mówiące o wpływie biografii, mitów, innych pisarzy itd. na teksty Tolkiena. Moim zdaniem taki “zakaz” jest cenzurą nakładaną na badacza i wynika z niezrozumiałego dla mnie u Ciebie, wybiórczego antyintelektualizmu. Bo czy się mylę, że dla Ciebie krytyka tekstu z pozycji laickiej jest “cacy”, a z pozycji religijnej jest “be”?

Cytując Ciebie: “tylko tyle, i aż tyle”.

Nolimon, dnia 09.05.2008 o godzinie 20:57

Polemika jest z mojej strony, przeniesiona za Twoją sprawą z prywatnej korespondencji na forum publiczne, popełniona po wpływem irytacji, wywołanej umieszczeniem mojej wypowiedzi w Twoim felietonie bez mojej wiedzy (nie uważasz tego za nieeleganckie?). Może mnie i poniosło, ale przemyślałem tę polemikę i oddaje ona me poglądy wystarczająco jasno.

Gwoli wyjaśnienia: nie napisałem nigdzie, że “złe było rozjaśnianie źródeł mitologii Tolkiena”, poddałem krytyce styl, w jakim to jest praktykowane.

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 21:08

Nerwy są złym doradcą. Sam o tym świetnie wiem. Ucz się na moich błędach.

Mówiąc zaś o “stylu, w jakim to [rozjaśnianie źródeł mitologii Tolkiena] jest praktykowane”, o jakie przykłady stylu dokładnie Ci chodzi? Co dokładnie krytykujesz?

Co do samej korespondencji, nie cytowałem żadnej osobistej, prywatnej, przekazanej mi w zaufaniu informacji. Nie zawstydzam Cię, nie cytuję, żeby Cię upokorzyć, nie mam żadnych złych zamiarów. Po prostu postawiłeś pytanie, które stawiali przed Tobą też inni, a to zainspirowało mnie do napisania felietonu.

Przepraszam, ale szczerze mówiąc sam nie wiem za co.

P.S. Wyróżniłbym trzy wątki tolkienistyczne, które badam z chrześcijańskim kluczem w dłoni. (1) Biografię J.R.R. Tolkiena. (2) Etykę opisaną w jego powieściach i mitologii. (3) Warstwę metafizyczną świata przedstawionego.

Co do (1), jakże pisać o życiu Tolkiena i zapominać o tym, że przyjmował Sakramenty, był ministrantem, a potem gorliwym, pobożnym, dość konserwatywnym katolikiem?

Co do (2), jakże pomijać katolickie inspiracje w tej dziedzinie, skoro narzucają się one same przez się? Tolkien pisał w listach (np. w tym cytowanym przez Ciebie), że metafizyka może być heterodoksyjna, jednak etyka dzieła musi być po prostu “dobrą etyką” – dla Tolkiena dobra etyka jest etyką głoszoną przez Kościół katolicki. Nie wolno o tym pisać?

Co do (3), znajdź mój tekst, w którym narzucam ludziom pogląd, że Arda jest w 100% ortodoksyjna, katolicka w warstwie metafizycznej. Dziwne, bo wydaje mi się, że sam jestem założycielem tematu pt. “Niekatolickie (niechrześcijańskie) elementy w Legendarium” ( http://elendili.pl/viewtopic.php?t=1472 ) i od lat badam z zainteresowaniem te elementy (np. wątki zaratustriańskie, manichejskie, germańskie).

Nolimon, dnia 09.05.2008 o godzinie 21:25

Można mnie było chociaż uprzedzić, spytać o zgodę. Moje słowa zapytania wpisane w Twoją obronę świętości zabrzmiały jak głos heretyka. Tak, to było upokarzające, przedmiotowe, bezosobowe potraktowanie mojego prywatnego zapytania dla własnych moralizatorskich celów.

Najlepszym przykładem tego stylu, o który pytasz, jest Twoje powyższe zagranie. Cel uświęca środki, za wszelką cenę.

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 21:28

Dopisałem coś do poprzedniego komentarza.

Co do zasady “cel uświęca środki”, zupełnie się nie zgadzam i nie znajduję znamion takiej postawy w wykorzystaniu Twojego pytania jako _modelowego_ i _anonimowego_ pytania, na które odpowiadam w felietonie.

Nie pozwolę z siebie zrobić wielbłąda. Nie miałem złych zamiarów, które mi przypisujesz.

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 22:57

Gdy Tolkien żył, z opowieści o Śródziemiu znano jedynie dwie powieści: “Hobbita” i “Władcę Pierścieni”. Nolimon wybrał z tego okresu cytaty pochodzące z korespondencji. Chciałbym je uzupełnić o mniej znany cytat z wydanej przez niego, mniej znanej w Polsce, książki pt. “Road Goes Ever On” (dotyczy on inwokacji do Elbereth):

“These and other references to religion in The Lord of the Rings are frequently overlooked”

- czyli: ‘te i inne odniesienia do religii we “Władcy Pierścieni” są zazwyczaj przeoczane (…)’. Nie chcę ich przeoczać! I nawołuję w swojej marnej publicystyce tolkienowskiej innych do tego, żeby też chcieli je dostrzec.

W liście nr 213 Tolkien nie sprzeciwia się maryjnej (czyli bardzo katolickiej) interpretacji postaci Galadrieli. Gdybym sam takową zaproponował, dostałbym po głowie za fanatyzm katolicki. Co dokładnie pisze Tolkien?

“Co może ważniejsze, jestem chrześcijaninem (można to wydedukować z moich opowieści), a w gruncie rzeczy rzymskim katolikiem. Tego ostatniego “faktu” być może nie da się wydedukować; chociaż jeden z krytyków (listownych) zapewniał, że inwokacje do Elbereth i postać Galadriel opisywana bezpośrednio (lub słowami Gimlego i Sama) są wyraźnie związane z katolicką czcią oddawaną Maryi. Inny widział w chlebie wędrowca (lembas)=wiatyk, a także wzmiance, że wzmacnia on wolę (t. III, str. 266) i ma większą moc podczas postu, pochodną Eucharystii. (To znaczy: o wiele większe sprawy mogą zabarwić myśli zajęte pomniejszymi sprawami baśni).”

Nolimonie, czy możesz odnieść się do tych wypowiedzi Tolkiena?

Nifrodel, dnia 09.05.2008 o godzinie 23:28

Zgadzam się, a nawet mogłabym się podpisać pod argumentacją Nolimona :) Dobrze napisane, wyrazy uznania i podziwu ! :)

Galadhorn, dnia 09.05.2008 o godzinie 23:39

Nolimon napisał:

“Posługując się metaforyką światła: Tolkien nie chował go pod korzec, ani nie wystawiał na świecznik. Pozwolił mu przeświecać w błyskach – i tylko tyle, i aż tyle.”

Piękne słowa. Tylko szkoda, że w Twojej wizji tolkienistyki badawczej, Nolimonie, badacz nie może mówić innym, że istnieje tam światło przeświecające w błyskach… Każdy ma je odkryć sam, a kto odkrył, ma siedzieć cicho. Czy tak?
___________________________

Nolimon napisał:

“Gdyby chciał, nie usuwałby elementów religii ze swojego dzieła, nad którym pracował kilkanaście lat – jak twierdził, każde zdanie jest przemyślane i na swoim miejscu.”

Mamy HoMe i wiemy dość wiele o powstawaniu WP. Znamy pierwotną wersję opowieści, potrafimy prześledzić zmiany redakcyjne, wykreślanie itd. Gdzie znajdujesz ślady “usuwania elementów religii” z rękopisu/maszynopisu WP?

Conducator, dnia 09.05.2008 o godzinie 23:58

Sugeruję Panom przenieść spór na prywatne środki łączności :P
Zresztą nie rozumiem, czego w ogóle dotyczy – przeczytałem obydwa teksty i w wizji Śródziemia, którą ukazują, są zasadniczo zbieżne. Nikt normalny nie może polemizować z faktami, nikt nie twierdzi, że 1) Wiara Tolkiena nie miała znaczenia 2) Nie widać jej w jego tekstach. Nie wydaje mi się, że z powodu prywatnego sporu należy dzielić włos na czworo i doszukiwać się argumentów udowadniających bardzo zbliżone tezy.

Kwestia użycia cytatu przez Galadhorna. Ja bym tego nie zrobił. Czytam forum i nie sprawiło mi dużego problemu odgadnięcie, od kogo pochodzi. Korespondencja prywatna powinna pozostać korespondencją prywatną, nawet jeśli chodzi o parę zdań pozbawionych odniesień do prywatnych spraw. Nie byłoby problemu, Galu, gdybyś te słowa po prostu sparafrazował.

W kwestii wiary. Wiara/niewiara nie jest sferą prywatną. Człowiek, chcący się uważać za miłośnika mądrości, pełnoprawnego uczestnika zbiorowości ludzi myślących, powinien umieć odpowiedzieć na pytanie “W co wierzysz? Dlaczego?”. Jeśli odpowiedzi unika, znaczy to najpewniej, że wstydzi się własnego światopoglądu. Wiarę do sfery prywatnej chcieli zepchnąć jej wrogowie, w laickiej Francji czy w ZSRR, gdyż po wymazaniu wszelkich jej śladów ze sfery publicznej mogliby sprawować niczym niezakłóconą władzę nad duszami.

Tak samo oczywiście do “prywatnego odczytania”, prawo ma każdy (“użycia” według hermeneutycznej teorii literatury), ale gdy występuje z nim publicznie – niezależnie czy chodzi tu o nick “Sauron666″ czy o tekst, całkowicie wbrew faktom, kontestujący immanentne założenia Ardy – to prawem kogoś nie zgadzającego się nań jest reakcja.

Co do przywoływania “Listów” – stanowią one niezmiernie ważne źródło do badań Tolkiena, ale trzeba mieć na względzie specyficzną sytuację komunikacyjną. List zwykle jest odpowiedzią na jakiś inny list. Odpowiedzią na zasygnalizowane w nim wątpliwości i problemy interpretacyjne. Autor w takiej sytuacji nierzadko formułuje odpowiedzi niejako ad hoc, doraźnie, by zadośćuczynić ciekawości czytelnika. Dlatego w przypadku rozstrzygnięć szczegółowych trudno uznawać Listy za ostateczny autorytet.

Jednak wszystkie słowa na temat religii i katolicyzmu padają w Listach zbyt często, żeby uznać je za pozbawione znaczenia. Poza tym przypominam, że “moralizatorstwo” tyczące się bliźnich w wierze jest także w chrześcijaństwo wpisane: “Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” MT 18.15-18.

Co do przedstawicieli innych wyznań – rozmawiajmy o tym co w nas, jak w ludziach, jest wspólne, i wzajemnie się szanujmy. W naszym skromnym tolkienistycznym gronie łączy nas więcej, niż niektórym się wydaje. Kochać czy nawet lubić się wszyscy nie musimy, ale przynajmniej oddzielmy sferę prywatnych sporów od działalności fandomowej. Starajmy się poczuć Ardę – odtworzyć ją mądrym esejem, przywołać muzyką, zakląć w słowa wiersza… Dążmy do profesjonalizmu, ale nie wyrzekajmy się radości i śmiechu. Stale czekają wyzwania interpretacyjne, niewydeptane ścieżki, nieprzetłumaczone teksty. A kiedy widzę kolejną zażartą dyskusję, z której nic nie wynika, to cóż…
To rodzą się we mnie niezbyt optymistyczne refleksje na temat natury ludzkiej. Taki eufemizm na zakończenie.
Dobrej nocy wszystkim

Galadhorn, dnia 10.05.2008 o godzinie 0:16

Dobrej nocy. Czas zmykać do świata Irma, bo jutro szykuje się ciekawy dzień – dwudniowy zjazd mojej starej grupy ze studiów. Conducatorze, dziękuję za tę wyczerpującą, godzącą poglądy dwóch gorących głów, ocenę. I mądre słowa. Co do prywaty w dyskusjach publicznych, nie powinno tak być. Jestem wrogiem osobistych wycieczek. Staram się też nie oceniać innych. A jeżeli nie umiem sprostać swoim ideałom, proszę mi o tym napisać – najlepiej na privie.

Co do cytatu, przyznaję, że błędem było wklejenie zamiast sparafrazowania. Lenistwo. Na pewno nie zła wola. Jeżeli mogę to jeszcze jakoś naprawić, Nolimonie, to chętnie zedytuję ten tekst i zmienię jego formę.

Teraz naprawdę dobrej nocy!

Zair Ugru-nad, dnia 10.05.2008 o godzinie 13:16

Nolimonie, świetny tekst, pięknie napisany :-) Bardzo mi się podoba :-)
———
“Posługując się metaforyką światła: Tolkien nie chował go pod korzec, ani nie wystawiał na świecznik. Pozwolił mu przeświecać w błyskach – i tylko tyle, i aż tyle. Potrafił pociągnąć do światła, ale drogę do światła pozostawił czytelnikowi. Nie wciskał mu na siłę tego światła, aby nie poparzyć, nie oślepić.”
———
Nic dodać, nic ująć :-)

Nolimon, dnia 10.05.2008 o godzinie 14:10

Odniosę się do przedmówców znów metaforycznie: zauważcie różnicę między postawą “spójrz, znalazłem tam światło, może Ty też je dostrzeżesz?” a postawą “czemuż nie widzisz tam światła? masz, przynoszę ci je, no bierz”.
Jeśli ktoś nie przywykł do światła (jak Gollum), łatwo go oślepić. Trzeba delikatnie, a nie po oczach.

Dalej się nie rozumiemy?

Tolkien nie sprzeciwiał się katolickiej interpretacji jego dzieł (nawet się z niej cieszył), jednak sam jej nie narzucał, nie perswadował.

Elindil, dnia 10.05.2008 o godzinie 15:17

Nolu masz całkowitą rację. Tolkien niczego nam nie narzuca -pokazuje Światło, pokazuje je ze wszystkich stron starannie i dokładnie. Powoduje, że doceniamy je i zaczynamy tęsknić za nim; to jest właśnie Carmë.
Nie próbuje nam go na siłę wpychać, bo wiedział doskonale, że z takiego postępowania nigdy nic dobrego nie przyszło. Właśnie daltego jego dzieła mają taką siłę oddziaływania.
Nie wszyscy jednak potrafią zdobyć się na taką subtelność, wymagajacą przygaszenia reflektorów i dojrzenia w drugiej stronie człowieka a nie li i jedynie obiektu_do_nawracania.
W takich sprawach trzeba działać rozważnie jak przy rzeźbieniu – jeden nieostrożny ruch i niszczy się obiekt wielogodzinnych starań.
Niczego dobrego się nie uzyska używając jedynie siekiery albo piły.

Dagnerie, dnia 10.05.2008 o godzinie 15:21

Rozumiemy się ;)
Ładnie przedstawiłeś swoje myśli, Nolimonie. Zaznaczam, że nie mam nic przeciwko (i nigdy nie miałam) katolickiej interpretacji dzieł Tolkiena, jak i dzieł każdego innego pisarza. Każde dzieło literackie jest godne tego, by interpretować je z różnych punktów widzenia. Problem tylko z akceptacją tych różnych punktów widzenia.
Miło, że zwróciłeś uwagę na dzielenie fanów na lepszych i gorszych. Cóż, każdy ma prawo lubić to, co chce lubić w danej książce i odczytywać ją tak, jak mu się podoba.
Bez względu na to ile w danej książce jest odniesień do pięknych wartości życia codziennego, to tylko FIKCJA literacka. A nie każda fikcyjność mimetycznie naśladuje rzeczywistość, należy o tym pamiętać. (Pretensje zgłaszać do Romana Ingardena, nie do mnie, ja się tylko z nim zgadzam)

Arganthe, dnia 10.05.2008 o godzinie 17:38

Przeczytałam z uwagą oba felietony i nie do końca rozumiem, o co (pomijając kwestię cytatu) toczy się właściwie ten spór :) . Są tacy, których interesuje kwestia obecności motywów chrześcijańskich w twórczości Tolkiena – więc się nią zajmują. Są tacy, których to nie interesuje – więc się tym nie zajmują. Czy coś konkretnego z tego wynika?

Nolimon, dnia 10.05.2008 o godzinie 17:49

Arganthe, problem w tym, że “ci, których interesuje kwestia obecności motywów chrześcijańskich w twórczości Tolkiena” z radością zabierają się do nawracania innych, których to mniej interesuje. Ich entuzjazm, chociaż szczery, prowadzi do takiego naporu ewangelizacyjnego, że dochodzi do “zmęczenia materii” (posługując się słownictwem techniki) – i w konsekwencji skutek tego nawracania jest przeciwny do zamierzonego (przetestowane na licznych, co najmniej kilkunastu przypadkach, na forum Elendilich, co poskutkowało tylko uprzedzeniem do religii). Tylko o to chodzi.

Elindil, dnia 10.05.2008 o godzinie 18:15

A kiedy już ktoś odważy się głośno zwrócić uwagę, że to “zmęczenie materiału”, jak to Nolimon ujął, odczuwa, w odpowiedzi słyszy jedynie: ‘Nie podoba się, to fora ze dwora’, ewentualnie również ‘ale o co ci chodzi, człowieku?’. Chyba coś tu jest nie tak, nie uważasz? Efekt jest taki, że pozostają jedynie ci odporni na porażenie słoneczne. No chyba, że właśnie o to chodzi.
Mnie akurat nadmierna ewangelizacja nie zniechęciła do religii, bo jestem na to odporna, ale inni nie muszą być.
Pozwólmy ludziom być sobą i mieć swoje zdanie na różne tematy. To naprawdę nie boli.

M.L., dnia 11.05.2008 o godzinie 1:00

Conducatorze, masz najzupelniej rację pisząc: “Poza tym przypominam, że “moralizatorstwo” tyczące się bliźnich w wierze jest także w chrześcijaństwo wpisane”. Tak moralizatorstwo, misyjność, nawracanie wpisane są w chrześcijaństwo. Problem polega nie na tym czy, ale jak.
Użyję, autentycznego przykładu, z innej choć pokrewnej sfery.
Znam dwa małżeństwa. Jedno z nich, a zwłaszcza ona, non stop gada o tym jak to sie oni kochaja i jak są ze sobą szczęśliwi i jak im jest cudowanie. I znam drugie małżeństwo, w ktorym oboje niewiele mówią o swojej miłosci, natomist patrząc na nich widzi się tą miłość na niemal każdym kroku. W jego oddaniu, w jej czułości, we wspolnym rozwiązywaniu problemów.
I teraz zadaj sobie pytanie, którzy lepiej przekonają o swojej miłości? od kogo raczej przyjmiesz radę czy pouczenie na temat małżeńskiej miłości?

Pozdrawiam

Tornene, dnia 11.05.2008 o godzinie 1:31

Touche!
ML ujął problem najtrafniej jak się da i chyba to jest kropką w tym temacie. Jak mawiał pewien bliski mi filozof: “Styl jest duszą rzeczy”.
Skończcie już tę jałową dyskusję o uprzedzeniach, nawracaniach i misjach.
Ja widzę problem w jednym: Gal nadużył zaufania Nola i dobrze, że przeprosił – w gestii drugiego jest to, czy przyjmie i uzna je za szczere. Nam (pozostałym) nic tu przecież do tego.

No i na miłość boską: Jak ktoś nie widzi Boga w życiu, nie zobaczy go w prozie T., a jak chce go wciąż widzieć wokół siebie, to tak samo rzecz ma się na kartach utworów profesora. I co najważniejsze: Poza skrajnościami jest też wieeeeeeeeeeeelka przestrzeń pośrodku.

Skończmy, zanim zrobi się naprawdę niestrawnie… :(

Conducator, dnia 11.05.2008 o godzinie 13:54

Amen.
Nic dodać, nic ująć :)

Galadhorn, dnia 11.05.2008 o godzinie 15:10

Z pomocą przyjaciół będę pracował nad lepszym, bardziej przyjaznym formułowaniem moich tolkienowskich refleksji. Obiecuję. Szczerze przepraszam też za nieporozumienie z cytatem z listu. Chciałem zaprezentować anonimowy, modelowy przykład pytania, które jest dla mnie na tyle ważne, że próbowałem znaleźć na nie odpowiedź. Felieton nie był skierowany tylko do Nolimona (gdybym miał taki cel, napisałbym do niego PW), ale do szerszego kręgu odbiorców, którym się chce tu wejść i przeczytać paplaninę jakiegoś felietonisty. Mam nadzieję, że i Nolimon widzi usterki swojego kontrfelietonu, że na przyszłość będzie unikał wartościowań swoich polemistów. Niepotrzebnie odebrałeś mój tekst tak osobiście, Nolu. A jeżeli naprawdę ja tu zawiniłem i Cię zdenerwowałem, przepraszam. Nie taka była moja intencja.

Nie traktujcie moich tolkienowsko-chrześcijańskich felietonów jako akcji misyjnej. Nie próbuję nawracać, a co najwyżej wyrazić swój entuzjazm w chwili pewnych ważnych dla mnie odkryć, jak również wesprzeć swoim słowem tych, którzy mają podobny do mojego pogląd na tolkienowskie sprawy.

Wiem, że wiele mi brakuje jako felietoniście i w ogóle człowiekowi, który ma jakieś tam – dla mnie ważne, dla innych nieważne – ideały na horyzoncie.

Nolimon, dnia 11.05.2008 o godzinie 22:02

Pax :)
Mam nadzieję, że ta dyskusja coś wniosła do naszego fandomowego piekiełka ;)

Galadhorn, dnia 11.05.2008 o godzinie 22:46

Pax :-)

Tallis Keeton, dnia 12.05.2008 o godzinie 18:18

“Tak moralizatorstwo, misyjność, nawracanie wpisane są w chrześcijaństwo.”

Tak, ale nie w tolkienistyke. Przynajmniej intencją Tolkiena nie bylo cos takiego, mam wrażenie, gdy pisał swój świat. Byłabym za nie robieniem z tolkienistyki narzedzia do nawracania i nie robieniem z religii czegos co w tolkienistyce i w literaturze musi sobie byc ukryte i musi byc łykane razem z ową literaturą. Literatura i sztuka to nie jest sługa religii, służaca do propagowania religii, nie powinna byc traktowana tak instrumentalnie, jako “słodka” popitka z którą łatwiej łyknąć “gorzki” lek.

“Jak ktoś nie widzi Boga w życiu, nie zobaczy go w prozie T.”

A skąd wiesz? A nie sądzisz, że może być też odwrotnie? Mozliwe sa rozne wersje np :
1. widzisz Boga z życiu i w prozie Tolkiena czy kogos tam innego.
2. nie widzisz ani tu ani tu i ci to przeszkadza,
3. nie widzisz ani tu ani tu i ci to nie przeszkadza,
4. nie widzisz Boga w życiu ale widzisz w twórczosci Tolkiena czy tam kogos innego,
5. generalnie ci ta sprawa zwisa :)
Osobiscie skłaniam sie do punktu 4 – że to twórczość jest jedynym ludzkim działaniem w jakim objawia sie boskość – a w życiu codziennym nie ma nic takiego, i tylko tworzenie moze nas z tego braku wyrwać. No, ale pod wplywem naszych roznych dyskusji i sporow bliżej mi tez do punktu 5.
poz :)
tal

Galadhorn, dnia 12.05.2008 o godzinie 19:08

Wszyscy się chyba zgadzają, że Tolkien nie pisał swoich książek jako dydaktycznych materiałów do prowadzenia akcji ewangelizacyjnych. Jeżeli jednak ktoś się nie zgadza, że chciał nieść dobro swoim pisarstwem, że nie było mu obojętne, czy jego literatura jest duchowym pożytkiem czy może szkodzi ona ludziom – to ja się z taką osobą zgodzić nie mogę.

Tallis, Nolimon i inni są przeciwni “robieniu z tolkienistyki narzedzia do nawracania” – ja też do nich dołączam, bo książki Tolkiena zasługują na _głębszą refleksję_ a nie na traktowanie instrumentalne. Ja sam jestem przeciwny instrumentalnemu wykorzystywaniu tej literatury niejako z zasady, bo – jak wielu wie – szanuję nie tylko te książki, ale bliski mi jest bardzo sam profesor Tolkien ze swoją inspirującą biografią.

Obawiam się jednak, że wciąż panuje nieporozumienie w istotnej dla mnie kwestii, a mianowicie w sprawie badań tolkienowskich, które dotyczą chrześcijańskich wątków w biografii Tolkiena i chrześcijańskich inspiracji w jego literaturze (zwłaszcza etyce świata J.R.R. Tolkiena). Zauważam, że być może z powodu niedoskonałości mojej metody, z powodu niemiłych dla niektórych cech osobowych domorosłego badacza, jakim jestem, z powodu nieporozumienia itp. niektórzy z Was uważają wyżej wspomniane badania “z chrześcijańskim kluczem” za “nawracanie na siłę”. Chciałbym jeszcze raz i jeszcze raz zdementować takie intencje. Chciałbym też, żeby Nolimon (i wspierające go tutaj, jakże liczne osoby z fandomu tolkienowskiego ) zaproponował jak powinny wyglądać badania tolkienowskie, które dotyczą chrześcijańskich elementów w biografii i literaturze Tolkiena. Jak to robić, żeby z jednej strony nie fałszować obrazu przez przemilczenie tych elementów, a z drugiej, żeby nie było w tych badaniach cech “nawracania na siłę”.

Jeżeli mogę, prosiłbym też, żeby uwidocznić mi te miejsca, gdzie “nawracam na siłę” w artykułach naukowych (o ile można je tak nazwać przy założeniu, że przecież autor, czyli ja, nie jest prawdziwym naukowcem-literaturoznawcą czy też naukowcem-filozofem) zamieszczonych w “Simbelmynë” i w sieci (coś tam powinno się znaleźć). A ponieważ wszystko, co tu się nieprzyjemnego stało zapoczątkował mój ostatni felieton, to jeżeli mogę prosić – a jest to naprawdę dla mnie ważne – proszę o PW lub wypowiedzi tutaj, w komentarzach, na temat “nawracania na siłę” w tamtym tekście.

Zostaw komentarz