Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Chrzest wyobraźni

Okładka książki Josepha Pearce'a

Młody ateista, zadowolony z życia bez wiary, przeświadczony o tym, że „jednostka wykształcona i myśląca” nie może tkwić w „starych wierzeniach” – C. S. Lewis w wieku osiemnastu lat. Ciekawie opisuje ten etap życia przyszłego apologety chrześcijaństwa w książce C. S. Lewis a Kościół katolicki (rozdział „Wytrwały ateista”) jej autor, Joseph Pearce. Lewis pisał wiele lat później w kronice swojego nawrócenia, w książce Zaskoczony radością, że

Młody człowiek, który chce być wytrwałym ateistą, musi bardzo starannie dobierać lektury.

Grozi mu bowiem coś, co w innym miejscu Lewis nazwał ochrzczeniem wyobraźni. Chrzest wyobraźni C. S. Lewisa nastąpił podczas lektury Chestertona (pisałem o tym ważnym dla Inklingów pisarzu tutaj) i MacDonalda. Autor Kronik narnijskich opisał ten chrzest w następujący sposób:

Phantastes [MacDonalda] bezsprzecznie był wystarczająco romantyczny, jednak czymś się różnił. W owym czasie nic nie leżało dalej od moich zainteresowań niż chrześcijaństwo, dlatego nie miałem pojęcia, na czym w istocie ta różnica polegała. Byłem jedynie świadom tego, że o ile ten nowy świat jest dziwny, to jest zarazem swojski i pełen skromności; jeżeli jest snem, to takim, w którym czujemy się dziwnie czujni; że całą tę książkę otacza coś w rodzaju niewinności chłodnego poranka. (…) W rzeczy samej dokonała ona nawrócenia, wręcz ochrzciła (…) moja wyobraźnię. Nie wywarła żadnego wpływu na mój intelekt ani (w owym czasie) na moje sumienie. Kolej na nie przyszła znacznie później, za sprawą wielu innych książek i ludzi.

Lewis został zarażony urokiem dobroci. Zasiano ziarna nieszukanej i niezauważonej cnoty – ziarna, które wydadzą plon po latach.

Mam kilkoro przyjaciół, którzy zakochali się w Panu Jezusie i Jego Kościele, bo wpierw zauroczyła ich proza Inklingów, zwłaszcza Profesora Tolkiena. Twórczość oksfordzkich mitotwórców – zwłaszcza Lewisa i Tolkiena – ma jakąś niezwykłą moc: zaraża „urokiem dobroci”. Od dobroci zaś do Dobra droga nie jest daleka. Jednym ze świadków tej drogi jest na przykład wzmiankowana kiedyś w serwisie Elendilionu królowa Danii, Małgorzata II. W pewnym wywiadzie powiedziała ona:

Pierwsza książka Tolkiena… kiedy ją czytałam, opowieść porwała mnie do tego stopnia, że myślałam tak: „gdyby to mogło się wydarzyć naprawdę, gdyby coś takiego istniało w rzeczywistości!” I zdałam sobie sprawę, że to się naprawdę wydarzyło – opowieść czy zbiór opowieści, które nie były eskapizmem czy ucieczką od rzeczywistości, lecz opowiadały dzieje konkretnego czasu i miejsca: historię Jezusa. A potem już poszło, znowu mogłam rysować, uświadomiłam sobie, że znowu coś mi to daje. Doświadczenia tych dwu rzeczy nie da się rozłączyć. Lecz, mówiąc w kategoriach czasu, Tolkien oczywiście był najpierw, reszta przyszła później.

W ostatnią Wielką Sobotę moja tolkienowska przyjaciółka z Rosji przyjęła sakramenty święte w Kościele katolickim. I oto kolejne świadectwo, że ścieżki Śródziemia prowadzić mogą na Drogę – prosto ku jedynemu prawdziwemu Bogu. Jak bliskie mi są jej słowa, że gdy tkwiła w ciemnym okresie swojego życia, nadzieję odnalazła w książkach Tolkiena i wśród znajomych tolkienistów. Zakochanie się w dobru, w dobroci, której piewcą jest Tolkien, było jej drogą do chrześcijaństwa…

bo zaczęłam dużo rozmyślać o tym, co to jest prawdziwa miłość, nadzieja, zbawienie… Otoczenie też grało ważną rolę – bo w Rosji jak również w Polsce pośród tolkienistów jest dużo ludzi wierzących – co więcej, gorliwie wierzących, jeżeli można użyć takiego zwrotu.

U mnie było podobnie. Profesor Tolkien pewnie wie o tym, że stał się moim przyjacielem. Choć stoimy po dwóch różnych stronach rzeczywistości, jest mi on stale kompanem w mojej pielgrzymce przez życie. Podziwiam go jako człowieka. Choć znając jako tako jego biografię wiem o wadach Profesora, są takie sprawy w jego życiu, które mnie porwały od pierwszej lektury Carpentera – biografa J.R.R. Tolkiena. Prosta pobożność, wierność Kościołowi, codzienna Eucharystia, porady duchowne w jego listach*. Mnie w moim byciu w Kościele naprawdę pomaga profesor Tolkien. Wpierw ochrzcił moją wyobraźnię, zakochał w dobroci, a potem swoim życiem pokazał sens życia.

Drodzy ateiści-tolkieniści, staranniej dobierajcie lektury, o ile chcecie trwać w swoich przekonaniach. Bo kto wie, czy Wasza wyobraźnia już nie została ochrzczona… Czego każdemu z nas życzę. Márienna!

* Tzw. „Tolkienowskie Ćwiczenie Duchowne” cytuję z listu Tolkiena np. tutaj.

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

19 Komentarzy do wpisu "Chrzest wyobraźni"

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 17:54

„A zatem, drodzy ateiści-tolkieniści, staranniej dobierajcie lektury, o ile chcecie trwać w swoich przekonaniach.”
Ja powiedziałbym raczej aby to wierzący dobierali starannie lektury o ile chcą trwać w swoich przekonaniach…Czego im nie życzę…i no cóż może nie powinienem tego mówić ale skoro takie „newsy” sie pojawiają:
Życie w kłamstwie tylko dlatego że jest wygodnie w coś wierzyć…no cóż :).
P.S. Myślę że profesor Tolkien przez swoje dzieła nie próbował nikogo nawrócić. I jak sądzę nie byłby zadowolony że jakieś środowiska (nawet mu bardzo bliskie) wykorzystują jego twórczość do tych celów…

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 18:01

Zawsze podkreślam, że nasze lektury nie są obojętne dla naszych wyborów. Był już tu kiedyś chyba nawet na ten temat felieton. Dotyczy to zarówno chrześcijan jak i niechrześcijan. Czy profesor nie cieszyłby się z tego, że jego dzieła prowadzą ludzi do Pana Boga? Oj, wydaje mi się, że się jednak z tego cieszy.

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 18:21

Ja nie powiedziałem że się nie cieszy…chodzi mi o to że można odnieść wrażenie że chrześcijanie zarezerwowali sobie twórczość Tolkiena i wykorzystują ją do własnych celów,a tego Mistrz na pewno by nie chciał. Jeśli ktoś ma odszukać Boga w twórczości Tolkiena to sam ją znajdzie. Nie potrzebuje pomocy. Naprawdę…

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 18:40

Oj, nie wiem czemu się czepiasz. To felieton. Opisuję pewne ciekawe dla mnie fakty. A pomoc? Zawsze się przyda. Jeśli ktoś szuka Boga, potrzebuje czasem pomocy. Naprawdę…

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 18:53

No cóż może i masz rację a czepiam się także z tego powodu – nie potrafię zrozumieć jak ludzie głoszący miłość i szacunek dla każdego stworzenia Bożego mogą jeść mięso… :)
Osobiście jestem wegetarianinem i bardzo mnie dziwi ta postawa, a szczególnie jeśli ktoś twierdzi że kocha zwierzęta, po czym spokojnie zasiada do stołu i je morduje na talerzu…w sumie za dużego związku z tematem to nie ma, ale musiałem to napisać…

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 18:58

Z szacunku do moich ulubionych rybek nie zabijam ich na talerzu i nie wyrzucam nic z nich do kosza oprócz ości. 😉 Jeżeli piszesz o chrześcijanach, to nic mi nie wiadomo o przykazaniu niezabijania zwierząt i roślin, żeby istota stworzona przez Pana Boga jako mięso-roślinożerca, mogła się pożywić :-)

Jesteśmy ulepieni „z prochu ziemi” i rządzą naszą „bios” prawa prochoziemne. A Pan Jezus też jadł mięso, a zatem dla mnie nie ma dyskusji…

Pozdrowionka!

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 19:20

Z tego co słyszałem to nie jadł mięsa tylko ryby ale mniejsza z tym…
Nie mówię o jakichś przykazaniach tylko o własnym sumieniu…jeśli w Biblii nie byłoby napisane „Nie zabijaj” osoba to czyniąca byłaby usprawiedliwiona ?

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 19:25

Chrześcijanie to prawdziwe bestie – spożywają Ciało i Krew na swoich niecnych nabożeństwach… Już w starożytności nas za to zabijano na arenach… 😉

A mówiąc serio, przykazanie „Nie zabijaj” odnosi się do zabijania ludzi, a nie zwierząt lub roślin. Wystarczy spojrzeć do Biblii. A dlaczego Ty zabijasz rośliny i ryby (ryby to nie zwierzęta? Myślałem, że należą do zwierząt…)?

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 20:45

Aha, i jeszcze to… Wymienione osoby, to nie pierwsze, którym Tolkien pomógł się nawrócić do Pana Jezusa. Jednym z pierwszych znanych był C. S. Lewis. Bez Tolkiena nie byłoby być może jednego z największych apologetów chrześcijaństwa. A i widać, że J.R.R.T. cieszył się z tego nawrócenia oraz bardzo mu na tym nawróceniu zależało. Dlatego myślę, że cieszy się i że jest mu to policzone za zasługę, że tak wiele osób zbliża się do Kościoła dzięki Profesorowi Tolkienowi i jego książkom.

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 22:52

Czy ja mówię że nie zbliżają…nie mówię też że jem ryby. Weganie jedzą tylko warzywa i owoce. Ahhh tak jacy to biedni chrześcijanie od początku ich prześladowano…pomińmy inkwizycję, moralny upadek księży i krucjaty…przecież zginęli tam tylko niewierni, zginęli w słusznej sprawie…
„Tak wiele osób…” – ciekawe.
Szanuję każde żywe stworzenie i staram się nie wyrządzać mu szkody. Ponieważ wiara chrześcijańska jest z tym sprzeczna, nie dziw się że jej nie aprobuje.

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 22:56

Czy przykazanie „Nie zabijaj” odnosi się tylko do ludzi ? No cóż każdy może interpretować zapisane tam słowa w wybrany przez siebie sposób…wygodne nie sądzisz ?
Jeśli Bóg chrześcijański jest taki miłosierny, to czemu jak twierdzisz skazuje zwierzęta na cierpienie i śmierć.
Dać komuś zyć tylko po to żeby potem go wykorzystać, żeby ta osoba cierpiała zginęła…wiesz co to przypomina – obozy niemieckie w cz. II WŚ.

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 22:59

Dobra, nie komentuję. Drzewcu, nadajemy na zupełnie innych falach.

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 23:02

I jeszcze jedno…nie odpowiedziałeś na moje pytanie…Jeśli w Biblii nie jest napisane: Nie zanieczyszczaj środowiska, to znaczy że możesz to robić bez wyrzutów sumienia tak ??

Galadhorn, dnia 27.03.2008 o godzinie 23:04

Na tym poziomie nie chce mi się rozmawiać, Drzewcu. Idź w pokoju swoją drogą. Nie jesteśmy w stanie się porozumieć, bo mówimy różnymi „językami”.

Drzewiec, dnia 27.03.2008 o godzinie 23:07

Z zastrzeżeniem do „na tym poziomie nie chce mi się rozmawiać”.
Rzeczywiście, to dobre rozwiązanie.

Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Wojna święta, dnia 29.03.2008 o godzinie 11:58

[…] kilka dni temu ciekawą książkę Pearce’a. Opisany w jej środkowych rozdziałach oksfordzki krąg towarzystko-artystyczny, skupiający takie […]

Ankali, dnia 31.03.2008 o godzinie 12:52

Zawsze jak sobie poczytam o czyichś nawróceniach związanych jakoś z twórczością czy osobowością Profesora, to przychodzi mi do głowy, że może trzeba by Mu zrobić proces (beatyfikacyjny). Nie zdaje mi się, by była to myśl bardzo oryginalna… Czy może coś w tej sprawie wiadomo?

Galadhorn, dnia 31.03.2008 o godzinie 12:59

Dla wielu z nas ta intuicja jest jak pewnik – Profesor jest już w niebie i wstawia się tam za nami. Ale rzeczywiście trzeba by sprawdzić czy nie pojawiła się gdzieś taka inicjatywa, o jakiej piszesz. Dopiero chyba od niedawna katolicy odkrywają Profesora dla siebie. Wcześniej tolkienistyka rozwijała się przede wszystkim w krajach protestanckich w wielkiej mierze – w UK, USA, Holandii, Niemczech. Wiem, że wielu to drażni, ale moim zdaniem katolickość, ortodoksyjne chrześcijaństwo życia i dzieła Profesora to obszar badań, który wcale jeszcze nie jest zgłębiony do końca. I dlatego pojawiają się i pojawiać będą na pewno jeszcze liczne szkice, świadectwa, badania dotyczące tej sfery tolkienistyki.

Pozdrowienia, Ankali! Dawnośmy się tu nie widzieli. Zapraszam na mój blog: http://aldrajch.blogspot.com :)

Ankali, dnia 31.03.2008 o godzinie 22:59

Witaj, Galu, miło znów Cię spotkac na Elendilich! Na tym Twoim blogu są jakieś depresywne teksty o wymieraniu jasnowłosych. Na szczęście nie wierzę za bardzo pozytywistycznym naukom… :)
Cóż, jak Ty nie wiesz o tym, by ktoś zrobił cokolwiek w kierunku, o którym pisałam, to pewnie nic takiego się nie działo. MOże i nie czas jeszcze…
Pozdrawiam…

Zostaw komentarz