Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Mody hobyt usłyszoł szwarno elfio pieśniczka…

Na przełomie lat 2oo6/7 tłumaczenie Władcy Pierścieni na nowo-norweski ujrzało światło dzienne. Ograniczony swoją niewiedzą w materii języka Wikingów, skoczków narciarskich i utworów true-blackmetalowych zmuszony jestem skupić się na ogólnej cesze tłumaczenia, która zwróciła uwagę Hyalmy. Napisała ona na swoim blogu o zróżnicowaniu stylów mowy poszczególnych ras. Każdej z nich odpowiada jakiś norweski dialekt. Spotykałem się kilkakrotnie z zagadnieniem tamtejszej dialektyki przy lekturze Hamsuna, oraz w czasach wzmożonej fascynacji Północą. Z tego, co wiem, norweskie dialekty mogą różnić się od siebie w znacznym stopniu, stanowiąc zarazem poprawną i oficjalną formę komunikacji wewnątrz państwowej.

Hyalma pisze:

Hobbici mówią w dialekcie doliny Hallingdal. (Tłumacz spodziewa się, że dzięki temu książka pomoże umocnić status tego dialektu pośród młodzieży Hallingdal). Gondorczycy mówią w raulandskim dialekcie. Język Elfów brzmi archaiczne. Orkowie mówią w mieszance dialektu Oslo wschodniego (którym również posługuje się sam tłumacz w życiu powszednim :-)) i współczesnego nowonorweskiego. Szlachta mówi według normy midlandskiej. Pozostałe narodowości – według innych pisemnych norm językowych.

Od razu zrodziły się pytania co do faworyzowania i poniżania poszczególnych dialektów, gdyż jest wątpliwym zaszczytem posługiwanie się mową orków. Pół żartem-pół serio próbowaliśmy też ustalić możliwość pojawienia się takiego przekładu na nasz język. Pomińmy może dla własnego komfortu kwestię, kto miałby się tego podjąć, bo wiadomo, że jedynie Jerzy Łoziński podołałby owemu wyzwaniu. Prawdziwy kłopot rodzi się, gdy chcemy przyporządkować nasze dialekty (czy gwary) do poszczególnych ras Śródziemia. Czy to jest w ogóle wykonalne? O ile Ślązaków może jeszcze w jakimś stopniu zrozumieć gorol reszta Polski, to Kaszubi mogliby chyba użyczyć swej mowy jedynie dla zamiany Ash nazg…, prawda? I w tym miejscu wchodzimy na grząski grunt, bo dialekty nasze nie są chyba tak ściśle związane ze sobą, jak to ma miejsce w Norwegii, a pojawiające się regularnie zarzuty o braku równouprawnienia między nimi doprowadzić mogą jedynie do pogłębienia wzajemnych animozji. Chyba nikt związany z kulturalnym dziedzictwem zamieszkanego przez siebie regionu nie chciałby przeczytać w języku swej małej ojczyzny kłótnię orczych dowódców. Poza tym ciekaw jestem, jak potencjalnie rozwiązano by kwestię specyficznej wymowy scyzoryków, hanysów, pyr(ów) itd.
Nie ulega wątpliwości, że tego rodzaju przekład wzbudziłby w naszym kraju olbrzymie emocje, choć kwestia prawdopodobieństwa jego zaistnienia pozostaje na razie w sferze ciekawostek i pobożnych życzeń. A może gdzieś tam, w tajemnych podziemiach, powstaje taki twór, kto wie… Śmiało – felieton powstał między innymi dla podzielenia się postępami prac.

Po szczegóły dotyczące wspomnianego przekładu, świeżo wydanego norweskiego Pana Blissa, wywiad z tłumaczem etc. odsyłam oczywiście na blog Hyalmy.

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie, Nowości wydawnicze

24 Komentarzy do wpisu "Mody hobyt usłyszoł szwarno elfio pieśniczka…"

Zair Ugru-nad, dnia 27.02.2008 o godzinie 15:20

Językoznawca ze mnie żaden, ale sądzę, że pomysł jest bardzo ciekawy :-) Natomiast zachwyciła mnie szata graficzna okładki :-) Cudowna i genialnie klimatyczna :-)

Tornene, dnia 27.02.2008 o godzinie 15:26

Bez wątpienia ciekawy, ale czy realny do wykonania?

Okładka rzeczywiście stylowa – bez smoków, rycerzy, Dżonów Hołów i Alanów Liów, które są pójściem na łatwiznę potrafi przyciągać. Nawet jeśli jest średnio zaawansowaną zabawą z cieniowaniem warstw w Photoshopie. :)

Zair Ugru-nad, dnia 27.02.2008 o godzinie 15:33

„Nawet jeśli jest średnio zaawansowaną zabawą z cieniowaniem warstw w Photoshopie.”
Raczej zabawą z przezroczystością warstw 😉 Często jednak takie proste metody dają najlepsze rezultaty. Nie narzędzie czyni mistrza, ale to, czy twórca potrafi przekazać piękno, którego wizja rodzi się w wyobraźni i sercu 😉

Tornene, dnia 27.02.2008 o godzinie 15:39

No tak, miałem na myśli wartość opacity, ale wysławiać się nie umiem po prostu :)
Co do reszty – pełna zgoda!

Pozdrawiam.

Galadhorn, dnia 27.02.2008 o godzinie 16:53

Świetny felieton! Doskonale otwarcie na pewno ciekawej dyskusji. Co do orków i trolli to proponowałbym gwarę więzienną lub elementy slangu współczesnej młodzieży. Gondorczycy, Gandalf, Elfy? Język Jakuba Wujka. Pozdro – używając slangu…

Arganthe, dnia 27.02.2008 o godzinie 20:41

Jakoś nie widzę tego po polsku… Elfowie mówiący Wujkiem brzmieliby chyba sztucznie, chociaż na pewno ciekawie :) . Czy w przypadku, kiedy książka wg zamysłu autora i tak powinna być czytana jak tłumaczenie, nie powinno się raczej dążyć do jak najbardziej dosłownych przekładów? No i sławna „angielskość” Tolkiena: niuanse języków Północy mają coś wspólnego ze Śródziemiem, polskiego – mogłyby od niego oddalić.

Tornene, dnia 27.02.2008 o godzinie 21:21

Gwara więzienna, „rozkminka” młodzieżowa, Sęp-Szarzyński, ale czy bez tłumaczeń w przypisach się obejdzie? To jest pytanie, o które rozbiłby się potencjalny tłumacz wg mnie.
Elfowie w stylu Wujka – zacna rzecz. :)

M.L., dnia 27.02.2008 o godzinie 23:11

Jako językową zabawę, to widzę taką publikację, ale tak na poważnie, to nie za bardzo.

Pozdrawiam

M.L.

Tornene, dnia 28.02.2008 o godzinie 0:24

A mógłbyś napisać, MumakiLu, co wg Ciebie jest największą przeszkodą dla pojawienia się takiego tłumaczenia w naszych realiach?

Również pozdrawiam serdecznie. :)

M.L., dnia 28.02.2008 o godzinie 1:03

Nic nie jest przeszkodą, tylko nie widze sensu takiego tłumaczenia. Czemu miałoby ono służyc? Mamy trzy rózne tłumaczenia WP, trzy albo cztery tłumaczenia Hobbita. Moze mi ktos powiedziec po co kolejne? Czemu miałoby słuzyć? Co wazniejsze, zwlaszcza w przypadku WP, mamy tłumaczenie napisane elegancka polszczyzną, lekko archaiczną. Trudno byłoby przygotowac lepsze.
Rozumiem przelożenie na gwarę śląską, czy na j. kaszubski, to co innego. Rozumiem, językowa zabawę w gronie fanów, świetny pomysł. Ale produkowanie kolejnego tlumaczenia na poważnie, jakoś niezbyt widzę tego sens.

Pozdrawiam

M.L.

Ankali, dnia 28.02.2008 o godzinie 1:28

Dzięki wielkie za ten tekścik! :) Ja też jakoś nie mam doświadczenia w językach skandynawskich, ale właśnie po polsku pomarudziliśmy przy domowym ognisku jak to zazdrościmy Norwegom wielości żywych, od siebie bardzo różnych gwar w ich języku.
Przy okazji zrodziło się parę pomysłów, kompletnie niepoważnych. Np. możnaby sobie wyobrazić przekład np. WP wspólny dla języków zachodniosłowiańskich, bo są one sobie bliskie i wzajemnie zrozumiałe mniej więcej tak, jak norweskie gwary. Hobbity mówiłyby wtedy po czesku, a elfy mogłyby po serbołużycku, gdyż ma on wiele archaizmów (ewentualnie po kaszubsku – to najbardziej „północny” język zachodniosłowaiński, tylko trudno go zrozumieć), zaś wszystko co byłoby we wspólnej mowie i blisko niej – to chyba po słowacku (językoznawcy czasem uważają, że słowacki jest najlepszym wspólnym mianownikiem języków zachodniosłowiańckich). Nie wymyśliliśmy tylko co by mogło być po polsku. Za to trolle mogłyby mówić slangiem warszawskiej Pragi Północ, najlepiej takiej z mocną zaprawą alkoholową (ciągle można usłyszeć).:)
Z pomysłami dotyczącymi np. gwary śląskiej nie będę się wychylała, bo wiadomo, że największe skupiska tolkienistów obserwujemy na Śląsku 😉
Pozdrawiam serdecznie

Tornene, dnia 28.02.2008 o godzinie 1:54

M.L.-u
Aha, rozumiem – czyli zdroworozsądkowe argumenty zawsze w cenie. :)
Ankali
Bez wątpienia jest czego zazdrościć.
Pomysł co do zachodniosłowiańskiego tłumaczenia jest cudny – wtedy upierałbym się za utworzeniem pary czeski-Hobbici! Choć w wymowie występują problemy w zrozumieniu, to na papierze byłoby zdecydowanie łatwiej. :)
Praga Północ, powiadasz? – może być. Choć „dżętęlmeni” spod mojego spożywczaka mogliby spokojnie stawić im czoła…

Conducator, dnia 28.02.2008 o godzinie 20:43

Zgadzam się z M.L-em – jako zabawa tak, jako kolejne tłumaczenie – nie. Dialekty w języku polskim – czy się na to godzimy, czy nie – wymierają, pod znoszącym wszelkie różnice wpływem środków masowego przekazu i edukacji. Prawie całkowicie zanikła gwara warszawska, kresowa, zaś kaszubski i dialekt śląski to trochę za mało. To nie Niemcy, gdzie każdy land ma swoistą mowę, i gdzie Bawarczyk z Saksończykiem za bardzo dogadać się nie potrafią.

Pomysł oddania mowy orków jako slangu młodzieżowego. Hmm… wygooglajcie „Dobra czytanka według zioma Janka”…

„Mam rozkminę – weźmy paru pewnym ziomali, znajdźmy se kwadrat na uboczu, żeby łatwo było kroić frajerów, no i żeby żaden boss się nie przy…szczurzał. ”

„Ośmiu widzę was jeno, a niesła wieść, iżeście dziesięciu w drogę wyruszyli. Przecz to? Azaliż zmieniła się wola wasza? Elrond bydli daleko, ćma nad światem nastaje, a roku onego cienie wzdłużyły się.”

Chyba efekt byłby – niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami – humorystyczny 😉

Tornene, dnia 29.02.2008 o godzinie 12:29

Po stokroć dziękczynię Ci, konduktowi Przewodzący, boś kubeł lodem skutej wody nam tu przedłożył. :)

Może jestem dziwny, ale podoba mi się ta Twoja stylizacja, choć wiem, że przytłaczająca część targetu marketingowego zażądałaby zwrotu pieniędzy wydanych na książkę… :)

Ankali, dnia 29.02.2008 o godzinie 20:36

MOże ja też jestem dziwna, ale mnie się też podoba stylizacja Conducatora, żałuję więc że wystylizowany fragment jest tak krótki. I też wielce dziękuję. :)
Warto by cały pomysł wpisać do zeszytu pomysłów na dobrą zabawę, a za zabawę – jak wiadomo – też trzeba płacić. Tym bardziej, że – jak mówią znawcy – nie wszystko da się kupić, ale wszystko da się sprzedać.
Pozdrawiam :)

Feahisim, dnia 02.03.2008 o godzinie 16:36

Mała dygresja. Posługując się na codzień, w chwili potrzeby – bo zależy z kim rozmawiam – gwarą śląską, jestem zwolennikiem poglądu, że gwary górnośląskie są językiem mówionym. Czytanie różnych wersji (zależnie od ambicjonalnych pomysłów autorów na zapis brzmienia wygłosów i takich tam innych…) tekstów śląskich choć nie sprawia mi problemu, nie jest jednak tak płynne jak polszczyzna literacka, gazetowa. Dla kogoś kto nie zna gwary śląskiej, byłaby to mordęga. Bawić się gwarą śląską mogą tylko Ci, którzy ją znają; inni będą się męczyć.

Marigold, dnia 02.03.2008 o godzinie 18:51

Mały dodatek do dygresji Feahisima :-) „ język mówiony vs język zapisany”
Chyba mi prościej wyobrazić sobie Władcę Pierścieni w formie słuchowiska gdzie różne rasy i ludy Śródziemia posługują się różnymi postaciami języka polskiego. Wtedy łatwiej byłoby „przełknąć” na przykład: krasnoludy posługujące się gwarą śląską, elfy mówiące jak młodopolscy poeci, hobbity zaciągające po kresowemu [no, może tu lekko przesadziłam], w każdym bądź razie różnice byłyby słyszalne raczej w melodii języka, w wymowie poszczególnych słów, akcentowaniu. No i nie wymagałoby to całego mnóstwa przypisów i słowniczka na końcu książki :-)
W wersji pisanej zdecydowanie wolę literacka polszczyznę :-)

Tornene, dnia 02.03.2008 o godzinie 21:04

Mosz recht, Feahisimie, naszo gotka fest ciężko sie zapisuje. Trudno oddać na papierze specyficzny górnośląski akcent, wymowę połączeń dyftongicznych różnych od języka literackiego itd.
Co do zabawy gwarą, masz rację, lecz nie powinno się też izolować tego pięknego dziedzictwa od reszty Polski. Niestety tak się najczęściej dzieje, że Ślązacy dumni ze swej gwary zamykają się w swoistej enklawie, nie dopuszczając „goroli”. Z jednej strony ma to sens, gdy ktoś śmieje się z niej jak z języka czeskiego, czy innych Jożinów z Bażin, nie widząc i nie doceniając ich siły zdolnej inspirować i sprawiać przyjemność. Ja jestem zdania, że nie można przejmować się takimi objawami infantylizmu i mieć w głębokim poważaniu chamstwo wynikające z ignorancji.
Przedsięwzięcie tego rodzaju raczej pomogłoby niż zaszkodziło w popularyzacji dialektów i gwar, zwłaszcza, że po książki Tolkiena bardzo rzadko sięgają idioci…
Marigold jak zwykle trafia w sedno – chyba tylko audioksiążka jest w stanie przekazać zadowalający ładunek wartości dialektów i gwar, tracąc po drodze najmniej jak to tylko możliwe.

Dziękuję Wam za te uwagi.

Sirielle, dnia 03.03.2008 o godzinie 1:20

Przykład. Jest kilka tłumaczeń ‚Mechanicznej Pomarańczy’ na język polski. Oryginalny tekst to wymyślona gwara, mieszanina angielskiego i rosyjskiego (o ile dobrze pamiętam). Na polski przełożono oryginalnie miks polsko-rosyjsko-angielski, po latach wersje: polsko-angielską, polsko-niemiecką i polsko-rosyjską. Do tej pory nie sprawdziłam nowych tłumaczeń, ale jestem ich ciekawa dla porównania jak z użyciem innych języków zmienia się klimat powieści. W końcu inny język to inne postrzeganie świata. I podobnie byłoby tutaj, rasy nabrałyby więcej charakteru, odmienności. (Aczkolwiek i w oryginale/zwykłym tłumaczeniu) posługują się innym sposobem wysławiania.

Nie jestem za tym by takie zróżnicowane tłumaczenie było głównym i jednym, ale jako ciekawostka i alternatywne ujęcie – jak najbardziej. Tylko nie przenosiłabym żywcem żadnej znanej nam gwary, to bardziej zresztą podchodzi pod „fanfik lingwistyczny”, gdzie zespół tłumaczy przekłada wypowiedzi kolejnych ras na różne wyimaginowane, stylizowane języki.

Tornene, dnia 03.03.2008 o godzinie 1:44

O! nie wiedziałem o tylu tłumaczeniach – ciekawa sprawa. :)
Nie zapomnę jak podczas oglądania tego filmu bez napisów, czy lektora zdziwiłem się, słysząc z angielska wymówione słowo „diewoćka”. o_0 Jako że to późna noc była, przewinąłem i wciąż słyszę… :) Niezapomniane przeżycie, jak cały film zresztą. 😉

Posiadasz może, Sirielle, namiary na jakiś typ fanfika, o którym wspominasz? Chętnie się zapoznam z takim cudem… :]

TAO, dnia 03.03.2008 o godzinie 14:50

Zaczynając od końca: O ile wiem, „niemiecka” wersja „Mechanicznej pomarańczy” nigdy się nie ukazała, Robert Stiller jedynie ją zapowiadał. Wersja „angielska” i „rosyjska” są dziełem tegoż Stillera i są eksperymentem tyleż językowym, co ideologicznym (o czym pisał sam tłumacz). O ile Burgessowi, wprowadzającego do tekstu angielskiego słowa rosyjskie (cokolwiek bez ładu i składu) chodziło o efekt obcości, niezrozumiałości właśnie (o czym także wiemy od niego samego), Stiller tropił ścieżki możliwej rusyfikacji/anglicyzacji polszczyzny.

Jeśli chodzi o gwary/dialekty w tłumaczeniu Tolkiena, to – jeśli nie ma to być zabawa – jestem zdecydowanie sceptyczny, przynajmniej jeśli chodzi o polszczyznę. Przede wszystkim dlatego, że Tolkien odwołuje sie nie tylko do dialektów (choć nie pisze w dialektach, nawet dialogów!), ale i do historycznych formuł języka pisanego, które w polszczyźnie w ogóle nie mają odpowiedników. Hobbici mówią plebejską angielszczyzną, stylizowaną na dialekt Midlandów, ale nie – tym dialektem, podobnie język Rohirrimów jest stylizowany na anglosaski, ale nim nie jest. Zgoda, „polscy” hobbici mogliby mówić po mazowiecku lub – lepiej – śląsku (w żadnym wypadku „po kresowemu”, bo cechy kresowe pochodzą z języków wschodniosłowiańskich, a hobbickość jest esencją rdzenności, rodzimości), ale „polscy” Gondorczycy nie mogą przecież mówić „Panem Paskiem”, ani Rohirrimowie – „piastowszczyzną” Gołubiewa. Gdyby pójść tą drogą – stosować takie stylizacje w dialogach, przy zachowaniu klasycznej literackiej polszczyzny w narracji – dostaniemy nieuchronnie efekt komiczny, a i średnio zrozumiały. Spróbujmy wyobrazić sobie Radę u Elronda z takim „bogactwem” – zginie nam, rozmyje się istota tej sceny.

Natomiast w trybie zabawy – czemu nie. Ale proponuję coś łatwiejszego. Wiersze. „Rymy Pierścienia” po śląsku, kaszubsku i ziomalsku już są (na publikację opracowanego przeze mnie zbioru tych tłumaczeń trzeba jeszcze trochę poczekać, niestety), może spróbować z innymi wierszami? Pieśni elfów w polszczyźnie x. Wójka – oto wyzwanie!

I bardziej ogólnie: różne narody mają różne struktury dialektyczne. W górach zazwyczaj każda dolina mówi nieco inaczej, stąd norweski ma wiele dialektów, rozwiniętych w porównywalnym stopniu, na których oparto dwa różne języki standardowe (literackie). Podobnie w Polsce: Spisz, Podhale, Orawa i Sądeczyzna mają własne, odczuwalnie różne gwary/dialekty. Ale równinna Polska ich nie ma. I bodaj nigdy nie miała, poza Śląskiem, Kaszubami (to jednak nie dialekt, ale odrębny język), wyraźna odrębnością Mazowsza i szczególnymi cechami wymowy regionalnej (Poznańskie, Kraków, Kresy). Niemcy przez większość swej historii nie tworzyli jednej przestrzeni politycznej ani kulturalnej, co utrwaliło bogactwo dialektów – Polska bardzo wcześnie wykształciła standard „dworsko-literacki”, a w XIX w. upowszechniała go po to, by zachować i umocnić jedność narodu.

Stąd – na marginesie – pomysł słuchowiska wydaje się ciekawszy: elfowie i/lub Gondorczycy mogliby mówić przedwojenną manierą aktorską, będącą dziś jedynym przybliżeniem polszczyzny arystokratycznej, krasnoludy nie po śląsku (co wymagałoby przekładu), ale z akcentem śląskim, albo którymś góralskim… zresztą nie będę improwizował, to nie mój pomysł.

Tornene, dnia 03.03.2008 o godzinie 16:47

Dziękuję, Panie Tadeuszu. :)
Bez wątpienia bogactwo gwar i dialektów rozmyje sens ważnych scen we Władcy, a szkoda… Z drugiej strony takie stylizacje mogłyby chyba bardziej razić i ranić, niż zachwycać. Są też one po stokroć bardziej komiczne niż oryginały – dla przykładu przywołam panią Stasię (bodajże) z telenoweli „Klan”, która tekstami: „Zaparzę czaju”, czy „Podaj mi, Władysławie, śmietany z laski swojej” stała się idolką młodzieży na zasadzie K. Kononowicza. Może w Anglii taka stylizacja jest uzasadniona (zwłaszcza jeśli rodzi się w głowie profesora-filologa), ale u nas raczej mija się z celem…

Pamiętam chwilę, gdy trzymałem w swych dłoniach wspomniane zestawienie „Rymów Pierścienia” w fazie roboczej i z pewnością warto czekać na efekt końcowy. Życzę powodzenia w dopieszczaniu (bo na tym etapie zapewne już jest) tego tytułu.

TAO, dnia 03.03.2008 o godzinie 17:04

Nie „panujmy” sobie, dobrze? Zbiór „Rymów” jest gotów do publikacji, pozostają procedury techniczne, co już nie jest w moich rękach.

Tornene, dnia 03.03.2008 o godzinie 17:27

Dobrze, lecz mimo wszystko głupio mi tak „tykać” – ja z tej starszej szkoły błaznów jednak jestem i wbijano mi tam pod kolorową czapkę kilka staromodnych rzeczy… :) Pozostaje zatem czekać na publikację…
Pozdrawiam.

Zostaw komentarz