Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tolkien Estate kontra Amber

tolkien-logo.jpgczyli kto tutaj kłamie?

Porozumienia na linii Tolkien Estate – Amber w sprawie tłumaczenia kolejnych tomów HoME i wznowienia KZO jak nie ma, tak nie ma. Niby oby dwie strony chcą się dogadać, ale jakoś im to nie idzie. O szczegółach można poczytać w tym wpisie Drzewca na Forum Elendili.

Drzewiec, użytkownik Forum Elendili już wcześniej próbował dowiedzieć się, w czym tkwi przyczyna owego braku porozumienia, o czym można przeczytać w tym artykule.

Słuszne zatem staje się pytanie: w czym tkwi problem? Zdaje się, że tego możemy się jedynie domyślać. A dopóki zgody nie będzie, o znalezieniu w księgarni dalszych tomów HoME, czy choćby KZO, możemy nie marzyć. A marzenia też są dla ludzi. Szkoda.

Kategorie wpisu: Nowości wydawnicze

5 Komentarzy do wpisu "Tolkien Estate kontra Amber"

M.L., dnia 20.02.2008 o godzinie 20:11

Nie wiem kto kręci i dlaczego. Nie wnikam. Moje doświadczenia z oboma instytucjami nie są dobre. TE, jakieś dwa lata temu, bez podania jakiegokolwiek powodu, nie zgodziło się na opublikowanie, jak materiału ilustracyjnego to tekstu Tyellas kilku grafik autorstwa Tolkiena.
I nie chodziło o kwestie finansowe, bo nawet nie padła propozycja byśmy coś zapłacili. Nie bo nie i koniec.

Z drugiej strony Amber nie słynie z rzetelności i ma specyficzny stosunek do czytelników i wydawanych przez siebie książek. Zwykł działać po najmniejszej linii oporu, a w wielu decyzjach trudno doszukiwać się jakiejkolwiek logiki.

I dlatego nie umiem odpowiedzieć kto kręci. Być może są zakłócenia na łączach, być może obie strony nie są do końca szczere, ale to tylko spekulacje.

Pozdrawiam

M.L.

Melethir Feanthalion, dnia 20.02.2008 o godzinie 21:11

A kto na tym cierpi? :/

Gilraen, dnia 21.02.2008 o godzinie 15:25

Kto na tym cierpi? – ten, kto pomimo szczerych intencji, nie może w tej materii zbyt wiele zdziałać, czyli my – wielbiciele twórczości Mistrza. I wydaje mi się, że chociaż całe środowisko miłośników Tolkiena w Polsce zjednoczyłoby się w masowej inicjatywie pisania petycji i próśb, to nie wpłynęłaby ona znacząco na sprawniejsze i tak oczekiwane korzystne (zresztą dla wszystkich) rozwiązanie tej kwestii między obiema stronami tego, powiedzmy, zamieszania.
No cóż, na razie pozostaje to – co do tej pory. Dla zdeterminowanych: stawać na głowie i zdobywać kolejne tomy HoME, a potem wspinać się na wyżyny swej znajomości j. ang., aby logicznie i w całości ogarnąć tekst – mając radość z jego czytania. Jednak nie każdy ma taką sposobność. Dlatego tym bardziej sprawa HoME po polsku – już nie mówię jak najprędzej, bo zapewne to złożone zagadnienie i uwarunkowane wieloma formalnymi względami – ale w ogóle powinna być pozytywnie rozstrzygnięta. Pozostaje więc obserwować, jak rzeczy się potoczą i niestety nadal czekać.
Pozdrowienia;)
Gilraen

Melethir Feanthalion, dnia 22.02.2008 o godzinie 15:30

Z takim podejściem to nie wiem czy nasze wnuki się doczekają…

Gilraen, dnia 22.02.2008 o godzinie 16:21

Niełatwo mi o jakieś inne nastawienie, które będzie „osadzone w realiach”. Jednak nie było moją intencją zasiewać tu ziarna pesymizmu. Ale sama już jakiś czas temu wymieniałam maile z Amberem w powyższej sprawie; przeszukiwałam anglojęzyczne serwisy szukając informacji, czy podobny temat jest gdzieś poruszany – no a że skutek takich zabiegów mniej niż znikomy, doszłam do wniosku, że będę miała HoME w swojej biblioteczce, jak się sama o to zatroszczę. Postarałam się i stopniowo kompletuję Historię. Jeżeli jednak ktoś wystosuje list otwarty w tej kwestii, to oczywiście podpisuję się obiema rękami.
Pozdrowienia;)
Gilraen

Zostaw komentarz