Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Świat Tolkiena – świat Rowling

vs

Dwie z pozoru kompletnie różne książki, dwa światy na pierwszy rzut oka nie mające ze sobą nic wspólnego, połączone jednym słowem – fantastyka

Niewiele jest książek, które tak jak Władca Pierścieni (określany później skrótowo jako WP) i Harry Potter (później HP) wręcz cisną się na usta w celach porównawczych, a których porównywać się raczej nie powinno. Jednak pokuszę się o przedstawienie podobnego porównania. Na wstępie jednakże od razu zaznaczam, że felieton ten będzie na wylot przesiąknięty subiektywizmem, nawet jeśli nie będę o tym co chwilę przypominać.

Oba te dzieła noszą zaszczytne miano fantastyki, lecz w żadnym wypadku nie należy ich wkładać do jednego worka, ze względu na całkowitą odmienność tej fantastyki. Jak to możliwe, że dwa dzieła z tego samego gatunku aż tak bardzo różnią się od siebie?

Przyczyn jest wiele. Postaram się kilka z nich przytoczyć i w miarę rzetelnie omówić.

W pierwszej kolejności należy zważyć na to, iż książki te kierowane są do różnych grup wiekowych – WP dla osób dorosłych, HP raczej do młodzieży. Nie oznacza to, że WP nie czyta, czy czytać nie może młodzież, a HP osoby dorosłe, lecz na ten mój sąd składa się wiele czynników. Jednym z nich jest złożoność językowa, jaką można zaobserwować w WP, a jaką Rowling się już nie posłużyła.

WP w pierwotnym założeniu był pisany dla dzieci (miał być kontynuacją Hobbita), lecz później nabrał znacznie dojrzalszych kształtów. Język WP nie należy do najłatwiejszych, fabuła roi się od wątków, wąteczków, wzmianek i wzmianeczek, a w tym wszystkim nie zawsze można się łatwo i bezboleśnie połapać. Można by rzec, że WP to wyższa szkoła jazdy.

Odmiennie sprawa się ma z HP. Rowling postawiła na prostotę języka, przez co książka jest z pewnością łatwiejsza w lekturze. Wątki nie troją nam się w oczach i mimo również zauważalnego ich bogactwa nie spotykamy się z sytuacją, gdy tło historyczne jakiegoś fragmentu przerasta dziesięciokrotnie sam fragment. Chyba, że mamy wyraźnie do czynienia z fabularnym powrotem do przyszłości.

Mimo to warto zauważyć, że fabuła HP niejako „dorasta” wraz z bohaterami. Im Harry jest starszy, tym dalej i wyżej sięga, niejednokrotnie zagłębiając się w ukryte historie sprzed lat.

Jakie są skutki tej różnicy językowej, o której wspominałam? Nie udało mi się dotychczas spotkać nastolatka, który w przeciągu 3 – 4 dni przeczytałby jakikolwiek z tomów WP. Jednakże takich, którzy w tym samym czasie rozprawiliby się z którymś tomem HP (nawet piątym, liczącym prawie 1000 stron) owszem. Na to, iż różne było przeznaczenie wiekowe dla obu tych książek dowodu też nie będę musiała zbyt długo szukać – wśród młodzieży gimnazjalnej (o licealnej nie chce się jeszcze wypowiadać) więcej znaleźć można miłośników książek Rowling niż Tolkiena. A powodem jest z pozoru błaha stylizacja językowa, choć naturalnie nie tylko ona. Młodzież lubi czytywać o swoich rówieśnikach, a niewątpliwie szybciej znajdzie ich w HP niż WP, bo jakby nie patrzeć Frodo, mimo początkowego braku hobbickiej pełnoletności, liczy sobie już na starcie prawie (żeby o kilka dni nikt do mnie pretensji nie miał) 33 lata…

Kolejną pozorną głębią dzielącą WP i HP jest przesłanie moralne. O tym, jakie jest ono u Tolkiena, książki można by pisać. Etyka w Śródziemiu to temat rzeka, bo nie dość, że dotyczy ona wręcz każdej dziedziny życia, to jeszcze nie wszystkie ludy Ardy podchodzą do danych problemów tak samo. Dobro i zło zdają się idealnie od siebie oddzielone, a mimo iż postacie „ideały” także popełniają błędy, to w dalszym ciągu są ideałami.

W HP również znajdujemy przesłanie moralne, choć nie jest ono tak rozbudowane. Znów nasuwa się wniosek, że powodem jest to, iż HP jest kierowany do młodzieży, a młodzież współczesna nie cierpi, jak jej się zbyt rozlegle tłumaczy, co wypada, a co nie (przynajmniej większość współczesnej młodzieży). Harry Potter również nie lubi pouczeń, ale fakt niezaprzeczalny – gdy postępuje niewłaściwie pouczenia otrzymuje, choćby z ust niestrudzonego Dumbledora, zawsze gotowej do wywodów Hermiony, a nawet jąkającego się Knota po niezbyt kulturalnym potraktowaniu cioci.

Jednak teraz czas na znalezienie podobieństw między tymi książkami, bo – wbrew pozorom i wielu opiniom – i takie znaleźć można.

Zarówno w WP, jak i w HP, znaleźć możemy osobę starszą, z bagażem doświadczeń, której zadaniem jest doprowadzanie innych do celu. W WP taką postacią jest Gandalf, wysłannik Valarów ds. ukrócenia rządów Saurona, a HP – profesor Dumbledore, który dla odmiany prowadzi Harry’ego do decydującego starcia z Lordem Volde… Sami – Wiecie – Kim. I natychmiast odpieram zarzuty dotyczące niechlubnej przeszłości Dumbledora – to owa przeszłość powoduje, iż Dumbledore nabył tyle doświadczenia. A i Gandalf nie zawsze był nieomylny, choć jego nieomylność nie ma nic wspólnego z błędami przeszłości. Gandalf dla przykładu, nie potrafił w żaden sposób przewidzieć zdrady Sarumana i o mały włos, a zawiódłby Froda w najmniej do tego sposobnym momencie. A na dodatek niejednokrotnie postępował zbyt pochopnie…

Kolejnym podobieństwem może być użycie motywu bohatera, który już samym wręcz narodzeniem zyskuję misję do spełnienia. Później wielu w niego wątpi, ale jak to w książkach bywa (bądź jak to czasem nie bywa) oni i tak swoje zrobią. O kim mowa? O Aragornie i Harrym. Aragorn jako potomek Isildura jest nadzieją na zjednoczenie Gondoru. Elrond niby mu pomaga, ale w jego sercu nadzieja wręcz topnieje w oczach. A jak się skończyło – wszyscy wiemy. Podobnie rzecz się ma z Harrym. Był tym, który urodził się w czasie wyznaczonym przez przepowiednię, ale za nim zdążono narobić sobie jego narodzeniem nadziei, już stał się Chłopcem Który Przeżył. Zbyt wiele lat minąć nie zdążyło, kiedy liczono, że przeżyje po raz drugi, choć niejedni jakiejś wielkiej mocy się w nim nie dopatrzyli. No i przeżył, choc to go bardziej upodobniło do Aslana z Lewisowych Opowieści z Narnii.

Jeszcze innym przykładem może być motyw towarzysza wędrówki. Z jednej strony mamy Sama Gamgee, z drugiej Rona i Hermionę. Tacy towarzysze na dobre i na złe. I znów odpieram kolejny kontrargument – tak, wiem, przecież Ron w pewnym momencie opuścił Harry’ego i Hermionę. Ale przecież żałował tego szybciej niż to zrobił, a ponad to szukamy podobieństw, a nie motywów identycznych.

W obu książkach można tez znaleźć inne podobieństwo – spory o magiczne artefakty. W WP owym artefaktem jest Pierścień, którego jedni chcą zniszczyć, inni wykorzystać. W HP podobną rolę pełnią Insygnia Śmierci. Harry dąży do unicestwienia mocy Czarnej Różdżki, za co wielu przed nim najchętniej widziałoby go w grobie. W obu książkach widzimy także osoby ulegające sile artefaktu, który nie wychodzą na tym zbyt dobrze – odpowiednio Boromir i Dumbledore. Boromir próbował przejąć Pierścień, a krótko potem zginął z rąk orków, zaś Dumbledore tak zachłannie próbował zgromadzić Insygnia, że po zbytniej tkliwości z Kamieniem Wskrzeszenia w efekcie musiał sam na siebie wydać nakaz uśmiercenia.

Również i obecność Opatrzności jest widoczna w oby dwóch omawianych tutaj dziełach. Bo cóż innego jak nie Opatrzność mogłoby zwołać wszystkich jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki na naradzie w Rivendell? Ogłoszenia nikt nie rozwoził, a każdy akurat znalazł jakiś ważny powód i na miejscu się stawił. Cóż innego jak nie Opatrzność mogło sprawić, że Harry i spółka zawsze szczęśliwie podsłuchali te rozmowy, które kryły potrzebne im informacje? Skrótowo i obrazowo nazwijmy te prawidłowości nadzwyczaj pomyślne zbiegi okoliczności.

Kolejnym podobieństwem może być obecność magicznych stworzeń (czasami na dziwny sposób), wynikająca z przynależności obu dzieł do fantastyki. U Tolkiena mamy smoki, balrogów, orków – u Rowling gobliny, skrzaty domowe. Smoków celowo nie wymieniłam w tym drugim przypadku, ze względu na ich mało myślący charakter.

I – o ironio – w obu książkach mówi się o równoległości świata fikcyjnego i rzeczywistego. Choć w całkiem innych kontekstach to… mówi się. Ot, jak można podobieństw nawet na siłę się doszukać.

Temat uważam za jak najbardziej niewyczerpany, ale dłużej nie chcę już zanudzać potencjalnych czytelników. Przedstawiłam – mam nadzieję, że choć trochę przekonująco – kilka podobieństw WP do HP i odwrotnie. Chciałabym jednak zauważyć, że w żaden sposób nie zmienia to faktu, że dzieła te są po prostu różne – różny jest sposób ujęcia treści, stosowane zabiegi, główne zagadnienia… itd… itd… Ale przecież to na tym polega bogactwo literatury. Po co mielibyśmy czytywać książki, gdyby były one przesadnie podobne? Zarówno WP jak i HP to dzieła wspaniałe, godne lektury i konkurencja tworzona przez miłośników tych książek z pewnością nie należy do najmilszych.

Na zakończenie podam tylko cytat, znaleziony na okładce siódmego tomu HP, który również powiązuje obie książki, a dodatkowo zainicjował ten felieton:

J.K. Rowling stworzyła świat tak pełen szczegółów jak Oz L. Franka Bauma albo Śródziemie J.R.R. Tolkiena, wymyślony z detalami odnoszącymi się do jego historii, rytuałów, zasad, tak że można go uznać za alternatywny wszechświat. Może właśnie to jest powodem, dla których książki o Harrym Potterze mają tak zagorzałych zwolenników i doczekały się tak żarliwej egzegezy.

The New York Time, 19 lipca 2007

Skoro wiemy już, że obie książki są wartościowe, nie widzę powodów, by dalej wojować, które bardziej.

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

8 Komentarzy do wpisu "Świat Tolkiena – świat Rowling"

czaki, dnia 08.02.2008 o godzinie 19:33

„Nie udało mi się dotychczas spotkać nastolatka, który w przeciągu 3 – 4 dni przeczytałby jakikolwiek z tomów WP.” Ja przeczytałem WP w dwa tygodnie z czego ostatnią księgę po jednym rozdziale dziennie, by za szybko się nie skończyła. :) Miałem wtedy coś koło 15-16 lat.

A tak już na poważnie – całkiem ciekawy felieton, choć w kilku kwestiach możnaby polemizować. Na przykład narada u Elronda – nie była dziełem przypadku.

No i jeszcze nieszczęsny cytat z okładki HP. Ciekwy jestem kto odważył się stwierdzić, że uniwersum Harrego Pottera jest równie złożone co Arda.
Tak czy tak, cieszy mnie Eowyn, że poruszyłaś temat, o którym młodzież dość często dyskutuje. :)

Domi, dnia 08.02.2008 o godzinie 22:40

Ja po raz pierwszy przeczytałam „Władcę…” w wieku 12 lat, po raz drugi w wieku 14 lat. Nie jest jak z Harrym Potterem, nie czyta się WP żeby po prostu dowiedzieć się, co będzie dalej. Tak, Dziełami Tolkiena człowiek się delektuje. I to jest cudowne.
A co do tego cytatu, to odnoszę wrażnie, że dziennikarz Timesa nie czytał utworów Mistrza. Ogólnie felieton niezły, ale ja nie ośmieliłabym się dać niektórych z tych przykładów.

Zair Ugru-nad, dnia 09.02.2008 o godzinie 12:11

Nie czytałam HP ani nie oglądałam ekranizacji – zawsze lekturę odkładałam, bo trafiało się coś, co akurat z różnych powodów było ważniejsze do czytania. Ale chciałabym odnieść się do jednego stwierdzenia, jakie padło w tym felietonie :-)

„Mimo to warto zauważyć, że fabuła HP niejako “dorasta” wraz z bohaterami. Im Harry jest starszy, tym dalej i wyżej sięga, niejednokrotnie zagłębiając się w ukryte historie sprzed lat.”

Spotkałam się z opinią, że wraz z kolejnymi częściami dojrzewa również „styl” autorki 😉 Ze każdy kolejny tom jest napisany coraz lepiej pod względem literackim :-)

Druga sprawa to porównywanie – rozumiem doskonale, że lubimy porównywać, ale HP i WP to kompletnie odmienne od siebie dzieła. Podobnie szukanie odpowiedników postaci – bohaterowie Śródziemia to kompletnie ktoś inny, z całkowicie innym losem i doświadczeniem. Fakt, że pewne ogólne schematy wykazują podobieństwo, ale jest to podobieństwo na zupełnie innym poziomie i można je odnaleźć również w innych książkach.

Natomiast cała dyskusja na temat wyższości jednego dzieła nad drugim jest moim zdaniem bezsensowna 😉 Jeden się zachwyca pisarstwem Rowling, inny – Tolkiena, a ktoś jeszcze inny woli np. Ursulę Le’Guin 😉 Faktem jest, że niewielu pisarzy spędziło nad tworzeniem swojego dzieła, opisującego ten sam świat taką lwią część swojego życia, jak Tolkien, ale nie umniejsza to w żaden sposób wartości tychże dzieł 😉

To tyle, pozdrawiam, w Śródziemiu z wyboru pozostając :-)

Dagn, dnia 09.02.2008 o godzinie 12:32

A ja nadal nie rozumiem jednego: skoro Rowling pisała HP dla dzieci (na początku), dlaczego prosty język traktowany jest jako wada? No chyba, że profesorowie-literatury* chcą w ten sposób kolejnego dowodu na wyższość Tolkiena 😉 (Eow, to nie przytyk do Ciebie ani do Twojego felietonu, tylko wniosek ogólny na temat WP vs HP).
Inna uwaga: zdradzasz całe zakończenie HP7. GDZIE jest ostrzeżenie o spojlerach? Bo jakoś go nie dostrzegłam.
Z Twojego porównania moralności wnioskuję, że HP posiada mniejsze przesłanie. Dlaczego? Dlatego, że Rowling próbuje pokazać bardziej nasz świat, w którym dominuje szarość, a nie czerń i biel oddzielone grubą kreską ;)? Bo chyba podział na jednoznacznie dobrych i jednoznacznie złych jest już tylko domeną bardzo fikcyjnej fikcji literackiej 😉
A co do podobieństw – rzeczy, jakie wymieniasz i jakie zwykle się wymienia przy takim porównaniu, to nic innego jak stałe motywy baśni.
I…ostatnie pytanie: co ten felieton ma na celu :)? Uprzedzam, że w moim komentarzu nie ma żadnej złośliwości w stosunku do autorki (tak na wypadek jakby się kto dopatrywał…)

Dagnerie, skutecznie odtolkienizowana

* profesorowie literatury to określenie powstałe na jakimś zjeździe, opierające się na spostrzeżeniu, że NIEKTÓRZY tolkieniści zachowują się tak, jakby samo przeczytanie książek JRR dawało im tytuł prof dr hab. literatury powszechnej

eowyn, dnia 09.02.2008 o godzinie 14:23

Czaki napisał:
„Ja przeczytałem WP w dwa tygodnie z czego ostatnią księgę po jednym rozdziale dziennie, by za szybko się nie skończyła. :) Miałem wtedy coś koło 15-16 lat.”

Ale dwa tygodnie to nie trzy dni i na tym polega właśnie różnica 😉

Czaki napisał:
„Na przykład narada u Elronda – nie była dziełem przypadku.”

Tego argumentu będę bronić jak lwica – przecież oni tam nie jechali na naradę, tylko każdy z swoim problemem (nawet jeśli związanym z Pierścieniem to nie myśląc o naradzie), a to, że sie spotkali to już przypadek. I tak było w wielu przypadkach.

Czaki napisał:
„Ciekwy jestem kto odważył się stwierdzić, że uniwersum Harrego Pottera jest równie złożone co Arda.”

Zależy od tego, kto w jakiej literaturze się rozmiłował. Jestem gotowa uszanować miłość do każdej książki. A jeśli sie jakąś książkę pokocha, to nic dziwnego, że wynosi się ją ponad niebiosa. 😉

Domi napisał:
„Nie jest jak z Harrym Potterem, nie czyta się WP żeby po prostu dowiedzieć się, co będzie dalej.”

I to jest właśnie jedna z głównych różnic, wynikająca z różnego przeznaczenia tych dwóch dzieł.

Domi napisał:
„A co do tego cytatu, to odnoszę wrażnie, że dziennikarz Timesa nie czytał utworów Mistrza. ”

Bardzo prawdopodobne. Wielu ludzi lubi się wymądrzać w tolkienistyce, tylko dlatego, że urywki filmu widziało.

Domi napisał:
„Ogólnie felieton niezły, ale ja nie ośmieliłabym się dać niektórych z tych przykładów.”

Chętnie dowiedziałabym się, które. Albo spróbuje obronić, albo przyznam rację. 😉

Zair Ugru-nad napisał:
„Spotkałam się z opinią, że wraz z kolejnymi częściami dojrzewa również “styl” autorki 😉 Ze każdy kolejny tom jest napisany coraz lepiej pod względem literackim :-)”

Szczerze mówiąc jedno jest ściśle związane z drugim. Rowling zwyczajnie po nabyciu doświadczenia mierzy coraz wyżej i efekty widać.

Zair Ugru-nad napisał:
„Fakt, że pewne ogólne schematy wykazują podobieństwo, ale jest to podobieństwo na zupełnie innym poziomie i można je odnaleźć również w innych książkach.”

Uff, trochę nieudolnie próbowałam to ująć pod koniec felietonu odwołując się do bogactwa literatury, ale miło, że ktoś to dopowiedział. :-)

Zair Ugru-nad napisał:
„Faktem jest, że niewielu pisarzy spędziło nad tworzeniem swojego dzieła, opisującego ten sam świat taką lwią część swojego życia, jak Tolkien, ale nie umniejsza to w żaden sposób wartości tychże dzieł ;-)”

I niech to zostanie naszą myślą przewodnią. 😉

Dziękuję bardzo za komentarze. :kwiaty:

EDIT:

Dagnerie napisała:
„dlaczego prosty język traktowany jest jako wada?”

Nie jest. Jeśli tak to zabrzmiało, to… to źle zabrzmiało. 😉

Dagnerie napisała:
„No chyba, że profesorowie-literatury* chcą w ten sposób kolejnego dowodu na wyższość Tolkiena”

Od razu połączę to z pytaniem o cel felietonu. Cel brzmi: udowodnić, że to iż ubóstwiamy Tolkiena nie znaczy, iż góruje od nad innymi pisarzami. 😉

Dagnerie napisała:
„Z Twojego porównania moralności wnioskuję, że HP posiada mniejsze przesłanie.”

Zasadniczo ma. I nie chodzi tu o to, że im większe przesłanie, tym lepiej, bo książki fantastyczno – realistyczne i fantastyczno -fikcyjne mają różnej wielkości przesłania niejako z urzędu. Takie małe IMO.

Dagnerie napisała:
„Uprzedzam, że w moim komentarzu nie ma żadnej złośliwości w stosunku do autorki”

Doceniam :-) Komentarze do felietonów pisanych przez kompletnych amatorów pod tym względem są głównie po to, aby autorce takie jak ja pokazać co źle robi 😉

Również dziękuję za komentarz :kwiatuszek:

Tallis Keeton, dnia 14.02.2008 o godzinie 3:34

Jak dla mnie to uniwersum Harrego _jest_ równie złożone jak Arda. Pod względem materialnym – magiczna wynalazczość autorki jest spora, plus szczegółowośc opisów i wielość wątków, ale i problemowym – mniej i bardziej dorosłe problemy etyczne postaci. Ale co do historii, filozofii i metafizyki to już co innego, oczywiście. Z tym, że złożoność świata nie oznacza od razu braku luk i nieścisłości. A te wystąpiły i u Rowling i u Tolkiena, ale u Rowling są po pierwsze łatwiej zauważalne, po drugie mniej „przedyskutowane” i „wytłumaczone” na wszelkie sposoby. Mam wrażenie, że luk i nieścisłości u J.K.R jest więcej, bo J.R.T. miał znacznie więcej czasu na dopracowanie świata.
poz :)
tal

Wroobel, dnia 14.02.2008 o godzinie 16:53

Zasadniczo się zgadzam z Tallis, na płaszczyźnie fabularnej, Rowling tworzy spójną i złożoną całość. Fakt, że nie sili sie na tworzenie mitologii i geografii wyjaśnia tylko, iż nie jest to celem autorki. Nie chodzi przecież o to, kto zapisał więcej papieru, tylko kto wymyślił skończoną opowieść narracyjną. Skoro siedem tomów HP jest w miarę ze sobą spójnych, to nie widzę powodu, aby umniejszać rolę Rowling.

I nie czepiajcie się, proszę, tego nieszczęśnika z NYT. Zapewne zna Tolkiena; być może nawet go uwielbia – ale marketing rządzi się swoimi prawami, w tym wypadku mamy prostą sumę: autorytet New York Timesa + odwołanie się do najpopularniejszych światów fantasy + miliony fanów HP = zwiększona sprzedaż i wpływy.

eowyn, dnia 15.02.2008 o godzinie 19:07

No to ja zgadzam się i z Tallis, i z Wrooblem, a za komentarze macie po kfffiatuszku :kwiatuszek: :kwiatuszek:

Zostaw komentarz