Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Dziękuję, panie Piotrku…

Rozmawialiśmy ostatnio z Marigold, Tomem Gooldem i Galhenem o Złotym kompasie i nieoczekiwanie użyłem jako argumentu sceny z Gwiezdnego pyłu. Wstyd wstydem, ale gdy przypomniałem sobie o tej sytuacji następnego dnia to uśmiechnąłem się sam do siebie… A może bardziej do pewnego staruszka siedzącego na chmurce, popijającego miruvórë i pouczającego cherubinów: „Nie tak macie wyglądać! Co za karygodna niezgodność z mitami! Psujecie zgodność świata przedstawionego. Bez korekt się nie obejdzie, o nie!”.

Tolkien jest szczęściarzem nawet po drugiej stronie kurtyny. Czytany z niesłabnącym entuzjazmem przez ludzi na całej planecie doczekał się laurki filmowców z Hollywood. Gigantyczne nakłady finansowe, najnowsze efekty specjalne, nieźli aktorzy, w miarę rozsądne odstępstwa od oryginału – to wszystko złożyło się na sukces Władcy Pierścieni nie tylko wśród żądnej hokus-pokusów gawiedzi, lecz nawet w bardzo wybrednej grupie tolkniętych osób oczarowanych dziełami profesora . To do Władcy porównuje się wszystkie współczesne opowieści baśniopodobne i dzieło Petera Jacksona nadal dzielnie stawia czoła młodszym, obdarzonym większym potencjałem efektów i aktorów filmom.
Do czego zmierzam. Wspomniane na początku filmy, okrojone lub nie, przeminą zostawiając po sobie lepsze, lub gorsze odczucia. Do dzieła PJ-a natomiast będzie się wracać. Jakiś sędziwy staruszek za kilkadziesiąt lat włoży płytę DVD do czytnika, czując dreszcz na wspomnienie odsieczy Rohirrimów. Może jakiś dzieciak po projekcji holywoodzkiej interpretacji poczuje dyskomfort widząc zioma Legolasa na tarczy, Denethora obrywającego laską w czoło, elfów-brzydali. Może sięgnie po książkę i da się pochłonąć. Dobry pierwszy krok. Niezłe wprowadzenie. Wyborny przedsmak. A potem już tylko głębiej i głębiej… ku Śródziemiu.

Dziękuję, Panie Piotrku.

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

15 Komentarzy do wpisu "Dziękuję, panie Piotrku…"

Melethir Feanthalion, dnia 03.02.2008 o godzinie 18:09

A czemu scena z „Gwiezdnego Pyłu” jak argument ma przynosić wstyd?

Eldarion I, dnia 03.02.2008 o godzinie 19:20

A ja się tylko mogę podpisać… Zawsze należałem do obrońców PJa 😉 Świetny felieton, Tornene, brawo.

Tornene, dnia 03.02.2008 o godzinie 21:07

Ad 1.
Nie, nie przynosi. Chodziło mi o to, że pomylenie scen z obu filmów nie jest powodem do chwały :) Po prostu filmy mi się machnęły. Jeśli napisałem nielogicznie, to przepraszam.

Ad2.
Dzięki wielkie, Eldarionie. Mało Cię widzę na forum i LNDLN, a szkoda.

Hyalma, dnia 03.02.2008 o godzinie 21:15

Nawet na parszywej szkapie można dotrzeć do pięknego miasta. Gdy innych koni nie ma lub nie umie się ich znaleźć…
To tyle, co mam do powiedzenia.
/polityczna poprawność wobec miłośników filmu mode on/
😛

M.L., dnia 03.02.2008 o godzinie 22:08

Hyalma ma rację, ale ja osobiście mam coraz mniejsza ochotę powracać do filmu, no może poza pierwszą częścią w wersji rozszerzonej. Co raz bardziej mnie mierzi i denerwuje ten film, a bylem kiedyś jego obrońcą.

Pozdrawiam

M.L.

Tornene, dnia 03.02.2008 o godzinie 22:21

Hyalmo i MumakiLu – widziałem film jeden raz i kilka razy puszczałem sobie ulubione fragmenty. Oczywiście, że źródło zacne i wytrzymałość fanów ograniczona, co nie zmienia faktu, że film jest pozytywny (—znaczy się, mogło być tysiąc razy gorzej. Ben Affleck jako Aragorn, Danny de Vito jako Gimli. Może przesadzam, ale nie jest to produkcja i wizja artysty, od której odwracamy głowy z niesmakiem. Popkulturowo – no tak. Mogło być lepiej – pewnie. Co nie zmienia faktu, że jest za co podziękować Piotrkowi i nie ma się czego wstydzić, jeśli chodzi o sztandarową wizytówkę naszej pasji.

Pozdrawiam.

M.L., dnia 04.02.2008 o godzinie 1:30

Gorzej może być zawsze, tylko to akurat nie argument. Może gdyby pierwsza cześć nie była jednak tak bliska, tego co chciałbym zobaczyć, łatwiej byłoby znieść badziewnośc części II i III. I problem nie leży w tym czego nie ma, tylko w tym co bez sensu dodano, psując wymowę dzieła.

To nie zmienia faktu, i jest zasługą PJ-a, ze na tej pokracznej chabecie można dojechać do pięknego miasta. I za to PJ-owi, jestem wdzięczny. Sam w pewnym sensie wróciłem do Tolkiena dzięki filmowi.

Pozdrawiam

M.L.

Tornene, dnia 04.02.2008 o godzinie 12:37

Może nie jest to argumentem, ale zdroworozsądkowym pokrzepiaczem na pewno :)

Adaneth, dnia 04.02.2008 o godzinie 22:01

A ja lubię film. Poza badziewnym montażem I części rozszerzonej. Nie otaczam go kultem i nie oglądam pięć razy w tygodniu z monitorem w stronę Valinoru :), ale zwyczajnie lubię ten film. Można rzucać. Auć, poczekajcie, niech się schylę…

Tornene, dnia 05.02.2008 o godzinie 0:25

Nie ma czym i nie ma kto rzucać, droga Adanciu. :)

Grunt to świadomość, że nie musimy „psioczyć” na ekranizację, jak ma to miejsce w przypadku wielbicieli innych książek… Za to należą się słowa wdzięczności.

Zair Ugru-nad, dnia 06.02.2008 o godzinie 15:04

Od jakiegoś czasu z różnych przyczyn, głównie czasowych, do filmu nie wracam. Zresztą nie czuję takiej potrzeby. Zdecydowanie wolę obecnie literaturę, a główną rzeczą związaną z filmem PJ-a, która wywołuje we mnie ciągły zachwyt jest muzyka – tej nigdy mi nie jest za mało.

Ogólnie jednak uważam filmową adaptację PJ-a za udaną, gdzie plusy przeważają nad minusami, chociaż przyznam, że zmiany w stosunku do oryginału książkowego irytują mnie, i to bardziej obecnie niż w czasie największej popularności filmu 😉

Tornene, dnia 06.02.2008 o godzinie 21:21

Racja – dzięki filmowi mamy trzy ciekawe albumy z dobrą muzyką. I choć wg mnie zasłużenie przegrał jej twórca z Kaczmarkiem w walce o Oskara to dzieło jest wybitne.

Skoro irytują, znaczy, że nie są obojętne 😉

Pozdrawiam.

Zair Ugru-nad, dnia 06.02.2008 o godzinie 23:57

Zapomniałabym jeszcze o jednym… w sumie to dzięki ekranizacji nabyłam genialny sposób na odreagowanie wszelkich stresów – grę „Bitwa o Śródziemie II” (w część pierwszą też trochę pogrywałam, ale druga jest zdecydowanie ciekawsza) 😉 Nie mam co prawda zbyt dużo czasu grać, ale od czasu do czasu lubię i w ten sposób przenieść się do Śródziemia 😉 Chociaż można mieć zastrzeżenia – na przykład skąd u licha na Amon Sul wzięły się mallorny – ale w sumie można przymknąć oko na takie drobiazgi 😉

Dziki, dnia 08.02.2008 o godzinie 22:17

„Pidżej” z ekipą dla mnie osobiście odwalił kawał dobrej rzemieślniczej roboty!
Nie uznaję W.P. za jakieś kinowe arcydzieło, ale jako taki diament, który w trakcie szlifowania pękł w kilku miejscach, co wcale nie przeszkadza zachwycać się owym diamentem, a może nawet za jakiś czas stanie się dzięki temu uszkodzeniu taką perełką do której, jak żartobliwie opisał Tornene będziemy wracać i wracać nurzając sztuczną szczękę w szklaneczce z rozrzewnieniem wspominając dawno zapomniane rozmowy!
Też dziękuję panie Piotrze za „szkapę”, bo sam troszkę wiem z własnego doświadczenia ile trwa i kosztuje wyhodowanie takiej „szkapy”!
Ps. Powinniśmy nie zapominać o najważniejszym! Bez względu, czy komuś adaptacja Petera podobała się, czy też nie, to faktem jest , że dzięki filmowi W.P. można od czasu do czasu ( jak się go ma… brrrr!) zalogować na Elendili i…..

Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny » Blog Archive » Bilbo na prezydenta! (recenzja filmu “Ringers”), dnia 01.07.2008 o godzinie 12:38

[…] produkcję filmową i rolę Petera Jacksona jako tolkienowskiego guru. Nie chcę być źle zrozumianym – jestem wdzięczny reżyserowi, ale brakuje mi w tym (quasi?)dokumencie potęgi słowa zawartego w książce. Aktorzy na szczęście […]

Zostaw komentarz